Janczarzy Berlinga. 1. Armia Wojska Polskiego 1943-1945 - Tadeusz A. Kisielewski


Reflow text when sidebars are open.
ROZDZIAŁ 1
Noc na Kremlu z 23 na 24 sierpnia 1939 roku była najwspanialszą w politycznej karierze Joachima von Ribbentropa. Przed chwilą złożył - wraz z ludowym komisarzem spraw zagranicznych Wiaczesławem Mołotowem - podpis pod układem o nieagresji między III Rzeszą a Związkiem Sowieckim i pod tajnym protokołem dodatkowym, który stanowił czwarty rozbiór Polski i wytyczał sfery wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej. Załącznikiem do protokołu była mapa z zaznaczoną niemiecko-sowiecką linią demarkacyjną na terytorium Polski. Na mapie podpisał się także Iosif Stalin. Droga Niemiec do podboju Polski i Europy Zachodniej była otwarta. We wznoszącym toast Ribbentropie triumf wziął górę nad realizmem i minister spraw zagranicznych IIII Rzeszy stwierdził, że sojusz sowiecko-niemiecki powinien być trwały. Stalin ledwie bąknął: "Tak powinno być".
Także Adolf Hitler, chociaż podzielał radość Ribbentropa z moskiewskiego sukcesu, bardzo wstrzemięźliwie wyrażał się o perspektywie stosunków niemiecko-sowieckich. Już w Mein Kampf zupełnie wyraźnie napisał - w co wielu nie chciało wierzyć - że jego najważniejszym celem jest zdobycie Lebensraum na wschodzie poprzez podbój Związku Sowieckiego. Natomiast Stalin wytrwale dążył do realizacji długofalowego planu, który nakreślił już w 1927 roku: gdy wojna między Niemcami a Francją i Wielką Brytanią - której wybuch przewidział - osłabi przeciwników, Związek Sowiecki uderzy na nich i zostanie jedynym jej zwycięzcą.
22 czerwca 1940 roku, zaledwie po siedmiu tygodniach walk, Francja podpisała z Niemcami układ rozejmowy, który wszedł w życie 25 czerwca. Długofalowy plan Stalina załamał się. 28 czerwca sowiecki dyktator ponownie (po raz pierwszy w styczniu, przed marcowymi wyborami do Rady Najwyższej ZSRS) przyjął na Kremlu Wandę Wasilewską, aby poinformować ją, że w bliżej nieokreślonym terminie dojdzie do wojny sowiecko-niemieckiej.
3 lipca Stalin wysłał depeszę do sekretarza Lwowskiego Komitetu Obwodowego KP(b)U Leonida Hryszczuka, w której gromił go za "nadużycia, jakich dopuściły się miejscowe władze w stosunku do ludności polskiej" (chodziło między innymi o wypieranie języka polskiego ze sfery publicznej, częste odmowy zatrudniania Polaków, zmuszanie ich do podawania się za Ukraińców). Nakazał Hryszczukowi niezwłocznie owe nadużycia "zlikwidować" i doprowadzić do "ustanowienia braterskich stosunków między polskimi i ukraińskimi ludźmi pracy". Co najmniej od roku 1936 takie uwagi Stalina mogły zapowiadać krwawą czystkę w szeregach partii i NKWD. Przerażone Biuro Polityczne KC WKP(b) Ukrainy pod przewodem Nikity Chruszczowa - był on jedną z osób, które otrzymały kopię depeszy - podjęło tajną uchwałę "O faktach bezprawia, których dopuszczały się miejscowe organa władzy we Lwowie". Jednak na "zlikwidowanie nadużyć" samego Stalina, Ławrientija Berii i całego Biura Politycznego KC WKP(b) było już za późno...
We wrześniu i październiku 1939 roku Sowieci wzięli do niewoli około ćwierci miliona polskich wojskowych. "Około", gdyż zarówno sowieckie, jak i polskie źródła znacznie się w tej sprawie różnią. Największa podana w nich liczba to 242 tysiące osób. Prawdopodobnie jest ona najbliższa prawdy, chociaż późniejsze dane są o wiele niższe, ponieważ wkrótce po ustaniu działań zbrojnych sowieckie władze zwolniły do domu lub przekazały Niemcom wiele tysięcy polskich szeregowych i podoficerów2, około 26 tysięcy wcieliły do tak zwanych batalionów pracy - strojbatalionów. 13 września 1940 roku "Krasnaja Zwiezda" podała, że w sowieckich obozach jenieckich znajdowało się 181 223 polskich podoficerów i szeregowych oraz 10 generałów3, 52 pułkowników, 72 podpułkowników, 5131 pozostałych oficerów zawodowych i 4096 oficerów rezerwy. Być może miało się to odnosić tylko do wojskowych wziętych do niewoli podczas walk, bez uwzględnienia tych, których pojmali funkcjonariusze NKWD ("Krasnaja Zwiezda" była dziennikiem wojskowym). Podobnie 1 kwietnia 1941 roku Mołotow stwierdził, że wzięto do niewoli 10 tysięcy oficerów i 180 tysięcy żołnierzy niższych stopni4. Najdokładniejszą liczbę polskich jeńców wziętych przez Sowietów w 1939 roku podał Janusz Zawodny - 230 672 żołnierzy, od generałów do szeregowych. Do tej liczby należy dodać oficerów rezerwy i zawodowych ukrywających się po klęsce na okupowanych przez Sowietów terenach Rzeczypospolitej i podstępnie lub przypadkowo aresztowanych oraz oficerów internowanych w 1939 roku w państwach bałtyckich, a w maju i w następnych miesiącach 1940 roku przejętych przez ZSRS. Według Zawodnego polskich jeńców i internowanych było około 250 tysięcy, "z tolerancją do kilkuset osób".
Początkowo, jeszcze podczas walk, gromadzeniem polskich jeńców zajmowały się jednostki Armii Czerwonej, dopuszczające się przy tym pojedynczych i masowych morderstw. Jednak już 19 września 1939 roku władze sowieckie zarządziły przekazanie jeńców pod jurysdykcję NKWD, co było sprzeczne z prawem międzynarodowym dotyczącym jeńców wojennych. Zrazu umieszczono polskich wojskowych w 138 niewielkich obozach filtracyjnych. Później, wykonując decyzję Biura Politycznego KC WKP(b) "O jeńcach wojennych" z 2 października i rozkaz wykonawczy ludowego komisarza spraw wewnętrznych Ławrientija Berii z 3 października, uruchomiono dwa wielkie obozy zbiorcze: dla oficerów Wojska Polskiego w Starobielsku, na południowy wschód od Charkowa, oraz dla żołnierzy i oficerów Korpusu Ochrony Pogranicza, funkcjonariuszy Policji Państwowej i więziennictwa, żandarmów, pracowników wymiaru sprawiedliwości i wywiadu - w monastyrze na wyspie Stołbnyj i na półwyspie Swietlica na jeziorze Seliger koło Ostaszkowa, prawie w połowie drogi między Moskwą a Leningradem. Ponieważ obóz w Starobielsku okazał się za mały, na przełomie października i listopada utworzono trzeci, w Kozielsku, na południowy wschód od Smoleńska, jako drugi obóz oficerski. Zresztą tego podziału jeńców na wymienione tu kategorie nigdy ściśle nie przestrzegano.
W Kozielsku znalazło się około 4,5 tysiąca jeńców, w Starobielsku około 4 tysięcy, w Ostaszkowie około 6,5 tysiąca, przy czym liczby te prawie stale nieco się zmieniały. Ostatecznie jest pewne, że z początkiem marca 1940 roku w tych trzech obozach znajdowało się 14 736 jeńców.
We wszystkich trzech obozach NKWD intensywnie "prześwietlał" jeńców. Wbrew temu, czego można by się spodziewać, śledczym nie chodziło szczególnie o wydobycie jakichś ważnych informacji wywiadowczych, ale o pochodzenie i status społeczny jeńców, ich światopogląd, sympatie polityczne, przynależność do organizacji, stosunek do Związku Sowieckiego, opinie na temat sytuacji międzynarodowej. Najwyraźniej sprawdzano, którzy są niepoprawnymi wrogami Związku Sowieckiego i czy pozostałych można by w przyszłości wykorzystać w interesie ZSRS. W masie prawie 15 tysięcy jeńców znaleziono takich niespełna czterystu (2,7 procent), ale wkrótce okazało się, że ogromna większość z nich to "symulanci"5. W każdym razie tylko tych 395 osób ocaliło życie.
Jednak początkowe plany dotyczące polskich jeńców wojennych nie zapowiadały tak ogromnej tragedii. 20 lutego 1940 roku Piotr Soprunienko (1908-1992), naczelnik Zarządu do spraw Jeńców Wojennych NKWD ZSRS, zaproponował, aby zwolnić chorych i starszych (powyżej sześćdziesiątego roku życia) jeńców, a także oficerów rezerwy pochodzących z zaanektowanych przez ZSRS terenów Polski, "którzy mają zawody przydatne w cywilu, a nie dotyczą ich jakieś materiały obciążające".
[Natomiast] oficerów KOP, oficerów II Oddziału Sztabu Głównego i kontrwywiadu, sądownictwa, prokuratury, działaczy POW6, "Sokoła"7 i obszarników skierować na Kolegium Specjalne NKWD, czyli - mówiąc wprost - skazać na śmierć. Pozostałych jeńców należało przetrzymywać nadal w obozach. Propozycja ta zainteresowała Berię, toteż na następny dzień (21 lutego) wyznaczył spotkanie Mierkułowowi8 i Soprunience, aby omówić sprawę.9
Beria i Mierkułow przychylili się do propozycji Soprunienki. 22 lutego Mierkułow wydał rozkaz, aby przenieść pracowników więziennictwa, agentów wywiadu, oficerów Oddziału II Sztabu Głównego (wywiad), osadników, obszarników, kupców "i innych" z obozów w Starobielsku, Ostaszkowie i Kozielsku do więzień NKWD w Charkowie, Twerze (Kalininie) i Smoleńsku - dla tych kategorii jeńców oznaczało to śmierć. Dyrektywę Mierkułowa szczegółowo rozwinął Soprunienko w zarządzeniu numer 25/1869. Na podstawie tych decyzji wkrótce zostały podjęte działania, w wyniku których na przykład z obozu w Kozielsku skierowano do Zarządu NKWD Obwodu Smoleńskiego 60 oficerów i 55 osób cywilnych, które przybyły tam 3 marca 1940 roku.
Przed 4 marca 1940 roku w Zarządzie ds. Jeńców Wojennych odbyła się jeszcze narada, na której omówiono techniczną stronę "rozładowania" obozów, z założeniem, że wszyscy jeńcy zostaną skazani na 3-8 lat łagrów na Kamczatce. [...] W czasie trwania wspomnianej narady w kierownictwie NKWD opracowywany był już projekt notatki nr 794/B z 5 marca 1940 roku [...].10
Z punktu widzenia sowieckich kryteriów klasowych i interesów społeczno-gospodarczych propozycja Soprunienki była racjonalna. Starzy i chorzy jeńcy nie byli niebezpieczni, a przyszła praca oficerów rezerwy wykonujących w cywilu zawód lekarza, inżyniera czy nawet nauczyciela - a były ich tysiące - mogła być wykorzystana w "ojczyźnie światowego proletariatu" (precedens taki już był: po aneksji wschodniej połowy Polski Sowieci oszczędzili profesorów lwowskich, zachęcając ich do pozostania na stanowiskach, gdy w tym samym czasie, w listopadzie 1939 roku, Niemcy wywieźli do obozów koncentracyjnych profesorów krakowskich). Ponadto oszczędzenie jeńców tych kategorii zmniejszyłoby obciążenie organów NKWD i ministerstwa transportu czynnościami związanymi z "rozładowaniem" obozów, a trzeba wiedzieć, że "czekiści" traktowali swoje obowiązki przede wszystkim właśnie w kategoriach biurokratycznych. Z 14 736 jeńców ocalałoby może około 4 tysięcy, jeśli nie więcej. Nic więc dziwnego, że Beria i Mierkułow zaakceptowali propozycję Soprunienki (z podobną wystąpił on już w listopadzie 1939 roku11) i postanowili ograniczyć masakrę polskich jeńców do osób uznanych za "obcych klasowo" i nie rokujących nadziei przynajmniej na pogodzenie się z życiem w ustroju sowieckim.
Jednak sprawa przybrała inny obrót.
5 marca 1940 roku szef NKWD Ławrientij Beria w notatce numer 794/B przedstawił Stalinowi projekt decyzji Biura Politycznego dotyczący "rozładowania" obozów jenieckich w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. Według notatki w obozach tych - wśród 14 736 jeńców - znajdowało się między innymi: "Generałów, pułkowników i podpułkowników - 295; majorów i kapitanów - 2080; poruczników, podporuczników i chorążych - 6049". Ograniczam się tu do podania danych dotyczących tylko tej kategorii jeńców i tych rang, ponieważ okaże się, że ma to ścisły związek z późniejszymi trudnościami z formowaniem polskich jednostek wojskowych z Związku Sowieckim.
W każdym razie Beria zaproponował uśmiercenie zarówno jeńców przebywających w trzech wielkich obozach, jak i "aresztowanych i znajdujących się w więzieniach w zachodnich obwodach Ukrainy i Białorusi 11 000 osób, członków różnorakich k-r [kontrrewolucyjnych] organizacji, byłych obszarników, fabrykantów, byłych polskich oficerów, urzędników i uciekinierów"12.
Jak już wiemy, propozycję Soprunienki z 20 lutego zaaprobowali dwaj jego bezpośredni zwierzchnicy - Beria i Mierkułow. Jeżeli została ona zmieniona w tym sensie, że na śmierć zostali skazani wszyscy polscy jeńcy wojenni i więźniowie polityczni, to mogło się to stać wyłącznie z woli tego, kto stał nad nimi. Była tylko jedna taka osoba - Stalin. Z formalnego punktu widzenia notatka Berii była jedynie propozycją skierowaną do Biura Politycznego. Dlatego - również z datą 5 marca 1940 roku - Biuro Polityczne Komitetu Centralnego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) wydało decyzję P13/144 (protokół numer 13, punkt 144). Była ona do tego stopnia zgodna z notatką Berii - bez wątpienia uzgodnioną ze Stalinem, a nawet napisaną na polecenie dyktatora - że zawierała po prostu powtórzenie wypunktowanych rekomendacji szefa NKWD.
Wyniki wspomnianego wyżej "prześwietlania" polskich jeńców - negatywne wobec sowieckich oczekiwań - były najwyższym władzom znane o wiele wcześniej niż 5 marca czy 20 lutego. Dlaczego zatem akurat wtedy Stalin zdecydował się wymordować jeńców?
Anna Maria Cienciala, amerykański historyk polskiego pochodzenia, wymienia kilka powodów. Po pierwsze, poprzez jednego ze swoich londyńskich agentów, Stefana Litauera, Sowieci od listopada 1939 roku wiedzieli, że generał Sikorski dopuszcza oddanie Moskwie części zaanektowanych przez nią wschodnich ziem Rzeczypospolitej - z wyjątkiem terenów z większością polską - pod warunkiem że Polska uzyska wojskową kontrolę nad Prusami Wschodnimi. Zatem polscy jeńcy mieli być atutem w rękach Sowietów, mającym nakłonić polski rząd na uchodźstwie do dokonania cesji terytorialnej na rzecz Moskwy. "Wiadomo, że na przełomie lutego i marca miała miejsce w Moskwie konferencja w sprawie wywożenia jeńców ostaszkowskich, tj. policji i żandarmerii, na Kamczatkę, gdzie mieli odbywać karę piętnastu lat pracy przymusowej. Jednak w toku konferencji Beria nakazał zawiesić narady".
Cienciala uważa, że decyzja Biura Politycznego
wiązała się z decyzją rządu fińskiego z 3 marca, aby zwrócić się poprzez rząd szwedzki do Moskwy z propozycją wszczęcia rokowań pokojowych, i że o tej decyzji Stalin został od razu zawiadomiony przez wywiad sowiecki w Helsinkach. Dokumenty NKWD wskazują, że na początku marca władze sowieckie oczekiwały wielkiej liczby jeńców fińskich. Do tego czasu było ich jednak bardzo mało, bo zaledwie tysiąc, podczas gdy Finowie wzięli do niewoli pięć tysięcy żołnierzy sowieckich. Nie wiadomo, dlaczego spodziewano się dużej liczby jeńców, co wymagałoby opróżnienia trzech obozów specjalnych. Być może więc odegrał tu rolę zgoła inny czynnik. Otóż znikła groźba wylądowania w Finlandii wojsk sojuszniczych mających pomóc Finom w ich walce z ZSRR, a w nich jednostki polskiej. Można się domyślać, że Stalin wiedział o tych planach już od stycznia, choć mógł jeszcze czekać na jakiś znak ze strony Sikorskiego w sprawie uznania nowej granicy polsko-sowieckiej, być może w zamian za uwolnienie jeńców polskich. Tak czy owak jest jasne, że ci jeńcy nie przedstawiali już dla Moskwy żadnej wartości przetargowej. Natomiast ich lojalność wobec Sikorskiego mogła Stalina tylko drażnić, nie mówiąc już o jego bolesnych wspomnieniach klęski sowieckiej w wojnie 1920 r., w której miał swój udział, a w której to wojnie walczyła przeciw Sowietom znaczna część starszych oficerów polskich trzymanych w obozach. Zresztą sam Soprunienko wspomniał, że w 1940 r. "chodziły słuchy" (zapewne w wyższych kołach NKWD) o rozstrzelaniu polskich jeńców wojennych "na mocy decyzji Stalina, który nie mógł wybaczyć klęski Armii Czerwonej pod Warszawą w 1920 r." Klęski tej na pewno nie wybaczył, ale licząc od października 1939 r., czekał aż pięć miesięcy, zanim kazał niemal wszystkich jeńców rozstrzelać. Czekał chyba dlatego, że mieli oni dla niego jakąś wartość przetargową, którą stracili na początku marca 1940 r.13
Odpowiedź na pytanie, dlaczego decyzja o wymordowaniu polskich jeńców zapadła dopiero - i akurat - w marcu 1940 roku, wypada uzupełnić przypomnieniem twierdzenia Borysa Sokołowa, że w obliczu przyszłego sojuszu Moskwy z Zachodem (w tym również z emigracyjnym rządem polskim), po oczekiwanym przez Stalina uwikłaniu się Wehrmachtu w wojnę pozycyjną we Francji i zaatakowaniu Niemiec przez Armię Czerwoną, "w żadnym wypadku nie należało oddawać rządowi Sikorskiego polskich oficerów. Nie można też było ich nie oddać. Pozostawało w tajemnicy ich wymordować, a później powiedzieć, że przepadli bez wieści albo zostali zwolnieni i wydaleni gdzieś daleko, np. do Mandżurii"14. Soprunienko, a prawdopodobnie początkowo również Beria, nie rozumiał, że Stalinowi - odkąd zaczęło mu się wydawać, że zbliża się chwila realizacji jego zamysłu strategicznego, a przy tym wyzbył się już złudzeń, że polski rząd ustąpi w kwestii granicy - zależy nie tylko na zlikwidowaniu polskich oficerów zawodowych, ale także, a może nawet przede wszystkim, polskich elit cywilnych, które będzie mógł zastąpić swoimi kadrami po zajęciu okupowanych przez Niemców terenów Polski. Dlatego propozycja Soprunienki została odrzucona i jeńców zabito, a nie zesłano na roboty. Przy okazji dyktator mógł dać upust zemście za 1920 rok, o czym wspomina Cienciala.
19 maja 1940 roku masakra dobiegła kresu. 9 czerwca 1940 roku zastępca szefa NKWD Wasilij Czernyszow zameldował, że obozy w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie są puste i gotowe na przyjęcie nowych jeńców.
W sumie w Katyniu, Charkowie i Kalininie zamordowano 14 463 oficerów15 z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. Przeżyło 395 wywiezionych do obozu w Pawliszczew Borze koło Juchnowa16, skąd 14 czerwca przetransportowano ich do Griazowca w pobliżu Wołogdy (początkowo znalazło się w tym obozie 448 oficerów17, ponieważ Sowieci umieścili tam również kilkadziesiąt osób przebywających wcześniej w więzieniach. Potem dołączyli do nich oficerowie internowani w państwach bałtyckich18). Wśród ocalałych było prawdopodobnie około 30 komunistycznych agentów. Również 30 osób powiadomiło ambasadę Rzeszy, że są Niemcami, i poprosiło o ewakuację do Niemiec; Sowieci wypuścili 12 oficerów, lecz 18 zatrzymali w obozie19.
W maju 1940 roku zakończyło się więc masowe rozstrzeliwanie polskich jeńców wojennych, lecz w maju i czerwcu w ręce sowieckie wpadli polscy oficerowie internowani na Litwie i Łotwie, jak również niewielka liczba cywilów i grupka Polaków przebywających w Estonii, której liczebność nie jest dokładnie znana20. "6 lipca 1940 Beria podpisał rozkaz numer 00806 "O przeniesieniu internowanych na Litwie wojskowych i policjantów byłego państwa polskiego do obozów NKWD ZSRR dla jeńców wojennych", miesiąc później zaś, 15 sierpnia - rozkaz numer 001011 "O przewozie internowanych na Łotwie wojskowych i policjantów był[ego]. państwa polskiego do obozów NKWD ZSRR dla internowanych""21. Z Litwy "Do obozu kozielskiego (tzw. Kozielsk II) skierowano 2357 oficerów i policjantów, do obozu juchnowskiego22 - 2023 szeregowców i podoficerów. [...] Według pierwszego po zakończeniu tej akcji raportu komendy obozu Kozielsk II znalazły się w nim 2353 osoby. Natomiast w obozie juchnowskim [Pawliszczew Bor] znalazło się 2026 internowanych". Jeśli zaś chodzi o Łotwę, "Wstępne rozpoznanie NKWD ustaliło, iż w największym na Łotwie obozie dla internowanych Polaków w Ulbroce przebywa ich 180, a w innych punktach zarejestrowanych jest dalszych 733, z których jednak większość przebywa na wolności". Ostatecznie "Ogółem z Łotwy do obozów kozielskiego i juchnowskiego przewieziono w trakcie tej operacji 811 osób: 337 do Kozielska i 474 do Juchnowa".
Internowani w Kozielsku II znajdowali na drewnianych pryczach - a niekiedy również w wiozących ich wagonach kolejowych - inskrypcje wyryte przez oficerów z Kozielska I. Po przeniesieniu tej drugiej partii oficerów do monastyru sprowadzono kolejnych więźniów, i to był Kozielsk III. Władze sowieckie usiłowały wykorzystać istnienie trzech kolejnych obozów w tym samym miejscu do zaciemnienia kwestii losu oficerów z Kozielska I.
Wraz z pojawieniem się w sowieckim systemie obozowym kontyngentów z republik bałtyckich cały centralny i terenowy aparat NKWD otrzymał rozkaz, by w stosunku do nowo przybyłych nie posługiwać się terminem "jeńcy wojenni", lecz używać określenia "internowani". W styczniu 1941, według informacji szefa Zarządu ds. Jeńców Wojennych i Internowanych Piotra Soprunienki, w obozie kozielskim znajdowało się 2448 internowanych, wśród nich 2417 osób było narodowości polskiej, w tym 1926 pochodziło z terytoriów anektowanych przez ZSRR. W obozie juchnowskim przetrzymywano 2752 internowanych. W sumie więc, według stanu na początek 1941 roku, ogólna liczba internowanych obywateli polskich, w zdecydowanej większości Polaków, wynosiła wówczas 5200 osób. Wiosną 1941, na mocy rozkazu Berii z 8 kwietnia 1941, internowani z obozów kozielskiego i juchnowskiego zostali wywiezieni za krąg polarny - do obozu pracy Ponoj w obwodzie murmańskim. Z obozu juchnowskiego wysłano tam 2495 osób, a z kozielskiego - 1428. W skrajnych warunkach dalekiej Północy znalazło się i przebywało przez kilka miesięcy (do lipca 1941) bez mała 4000 polskich internowanych.23
W sierpniu 1941 roku na terytorium ZSRS znajdowało się - według danych NKWD - w obozach, więzieniach i na zesłaniu "1. Byłych jeńców wojennych - 26 160. 2. Osadników [wojskowych] i leśników - 132 463. 3. Osądzonych i znajdujących się w trakcie śledztwa - 46 597. 4. Zbiegów i rodzin [osób] represjonowanych - 176 000. W sumie 381 220" obywateli polskich. Po zawarciu 12 sierpnia 1941 roku umowy wojskowej z ZSRS polskim władzom wojskowym udało się początkowo zmobilizować ledwie 25 115 jeńców wojennych i internowanych, w tym - wliczając przetrzymywanych w Griazowcu, a początkowo w Juchnowie (Pawliszczew Bor) - zaledwie 960 oficerów...24 W październiku 1941 roku generał Anders miał do dyspozycji 1965 oficerów, w tym około 250 zwolnionych z więzień i wielu tych, którzy - jak już nadmieniłem w jednym z przypisów - przetrwali niemal dwa lata, ukrywając się wśród szeregowych żołnierzy.
Po klęsce Francji Stalin zorientował się zatem, że znalazł się w sytuacji, którą ponad sto lat wcześniej zdefiniował Talleyrand: popełniona na jego rozkaz zbrodnia na polskich oficerach była błędem... Jeszcze w marcu, tuż po zakończeniu wojny z Finlandią, zaczął zwalniać z więzień dowódców Armii Czerwonej, którzy padli ofiarami ostatniej czystki (wtedy odzyskał wolność między innymi pułkownik Konstanty Rokossowski). Jednak na wypadek wojny z Niemcami Stalin - z powodów politycznych - potrzebował także polskiej armii i polskich oficerów. Polaków w łagrach było dość, by sformować z nich liczną armię, ale jej potencjalni dowódcy spoczywali w masowych mogiłach w Katyniu, Miednoje i Piatichatkach. Pozostawało poszukiwać i znaleźć choćby tylko tych polskich generałów i oficerów, którzy utworzyliby najwyższą kadrę dowódczą przyszłej polskiej armii w Związku Sowieckim. Kandydaci musieli spełnić trudne dwa warunki: cieszyć się popularnością i autorytetem wśród byłych polskich żołnierzy oraz całkowicie podporządkować się politycznie celom Kremla wobec przyszłości państwa polskiego.
Od lata 1940 roku nastąpił zwrot w sowieckiej polityce wobec Polaków25. Nie tylko "likwidowano nadużycia miejscowej władzy", ale i zaczęto popierać rozwój polskiego życia kulturalnego i społecznego. Kulminacyjnym tego przejawem były obchody osiemdziesiątej piątej rocznicy śmierci Adama Mickiewicza (zmarł 26 listopada 1855 roku), organizowane od Lwowa przez Białystok, Grodno aż po Wilno, z położeniem szczególnego nacisku na przyjaźń polsko-rosyjską, którą miały symbolizować związki i szacunek łączące Mickiewicza z Puszkinem i dekabrystami. W Nowogródku otwarto muzeum Mickiewicza, a w Krzemieńcu Juliusza Słowackiego. Jednocześnie Sowieci podjęli ostatnią próbę dojścia do generalnego porozumienia z Niemcami, chociaż (a może tym bardziej że) prawdopodobnie dotarły na Kreml informacje wywiadowcze, że w lipcu Hitler rozkazał rozpoczęcie studiów nad planem inwazji ZSRS. 12-14 listopada na zaproszenie Niemców Mołotow przebywał w Berlinie. Jego rozmowy z Hitlerem i Ribbentropem, dotyczące globalnego - a w każdym razie eurazjatyckiego - podziału stref wpływów, czyli przewidywanych kierunków zbrojnej ekspansji Związku Sowieckiego i III Rzeszy, zakończyły się fiaskiem. 18 grudnia Hitler wydał dyrektywę numer 21, czyli przygotowania planu "Barbarossa". Jest pewne, że wiadomość o tym dotarła do najwyższych władz sowieckich.
Jednak już wcześniej zatroszczyły się one o możliwie najpełniejsze wykorzystanie raportów z "prześwietleń" polskich oficerów w obozach w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, oczywiście tylko tych, którzy przeżyli i znaleźli się w Griazowcu albo których później pojmano w państwach bałtyckich, oraz nielicznych przetrzymywanych w więzieniach. Na podstawie tych raportów wstępnie wyselekcjonowano grupę polskich oficerów uznanych za podatnych na argumentację nakłaniającą ich do podporządkowania się przyszłej sowieckiej polityce wobec Polski.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
2 "11 października szef NKWD ZSRR Ławrientij Beria wystąpił z propozycją podjęcia negocjacji w sprawie przekazania Niemcom tych jeńców, którzy pochodzili z terenów II Rzeczpospolitej zagarniętych przez Trzecią Rzeszę. W rezultacie między 24 października a 23 listopada 1939 przekazano Niemcom 42 492 osoby. W analogicznej akcji ze strony niemieckiej do ZSRR przekazano przetrzymywanych w obozach niemieckich 13 757 jeńców wojennych, z których tylko oficerów i policjantów odesłano do obozów NKWD, pozostałych zaś zwolniono. Szczegółowych danych co do liczby osób odesłanych do obozów jak dotąd nie ujawniono.
Po uwzględnieniu tych akcji generalny bilans represjonowanych - jeńców przetrzymywanych w obozach sowieckich - kształtował się na poziomie 40 tysięcy osób" (Stanisław Ciesielski, Wojciech Materski, Andrzej Paczkowski (red.), Represje sowieckie wobec Polaków i obywateli polskich, rozdz. "Represje 1939-41. Jeńcy wojenni", Ośrodek "Karta", Warszawa 2002, wyd. II poprawione).
3 Ogółem w ręce sowieckie wpadło 62 polskich generałów, żywych wyszło 11. Z tych 7 brało udział w walkach we wrześniu i październiku 1939 r., a następnie wróciło do służby czynnej po zawarciu 30 lipca 1941 r. układu Sikorski-Majski. Z owych 62 generałów 6 zostało rozstrzelanych natychmiast po ujęciu lub wkrótce potem.
4 "Prawda", 1 kwietnia 1941.
5 29 marca 1940 r. Wydział V (wywiad) NKWD ZSRR sporządził listy 22 jeńców obozu starobielskiego, 24 obozu kozielskiego (Janusz K. Zawodny podaje, że było ich 21: Zbrodnia katyńska, w: Katyń. Księga cmentarna polskiego cmentarza wojennego, Oficyna Wydawnicza "Rytm", Warszawa 2000, s. XXV, przyp. 60) i 7 ostaszkowskiego, zawierające nazwiska zwerbowanych agentów (co nie oznacza, że wszyscy oni zamierzali szczerze współpracować z Sowietami - jest to jeden z powodów, że opinii publicznej podano tylko ich pseudonimy). Jednocześnie ich mieszkające w Polsce rodziny zostały wykreślone z list osób przeznaczonych do deportacji w głąb ZSRR.
6 Polska Organizacja Wojskowa - tajna organizacja założona w sierpniu 1914 r. w Warszawie przez J. Piłsudskiego. Początkowo działała w Królestwie Polskim, później w Rosji i na Ukrainie, od lata 1917 r. także w Galicji, a od lutego 1918 r. w Wielkopolsce. Prowadziła szkolenie wojskowe młodzieży i działalność wywiadowczą przeciw Rosji, na rzecz Austro-Węgier, jednakże jej perspektywicznym celem było przygotowanie podwalin pod przyszłe wojsko polskie. POW odegrała znaczną rolę w chwili załamania się państw centralnych, kiedy jej członkowie rozbrajali żołnierzy austro-węgierskich i niemieckich i przejmowali władzę na ziemiach polskich po 123 latach zaborów.
7 Polskie Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół", mające także charakter społeczno-wychowawczy, później zaś paramilitarny, powstało w 1866 r. we Lwowie, a następnie jego "gniazda" założono na wszystkich ziemiach polskich. "Sokół" był prześladowany w zaborze rosyjskim.
8 Wsiewołod N. Mierkułow (1895-1953), pierwszy zastępca ludowego komisarza spraw wewnętrznych i naczelnik Głównego Zarządu Bezpieczeństwa Państwowego NKWD (GUGB).
9 Katyń. Dokumenty zbrodni, tom 1. Jeńcy niewypowiedzianej wojny sierpień 1939-marzec 1940, Wydawnictwo "Trio", Warszawa 1995, dok. 188, s. 424, 462-468.
10 Zawodny, Zbrodnia katyńska, s. XXX-XXXI.
11 Zaproponował on wówczas Berii zwolnienie wszystkich jeńców pochodzących z terenów okupowanych przez Związek Sowiecki, a zatrudnionych przy budowie NKWD nr 1 (szosa Nowogród Wołyński-Równe-Lwów), i zastąpienie ich policjantami z obozu w Ostaszkowie.
12 Na podstawie kolorowej fotokopii oryginału i tłumaczenia w: "Gazeta Wyborcza" - "Duży Format", nr 36, 24 września 2007, s. 19-20. W innych polskich publikacjach, zarówno książkowych, jak i prasowych, publikowane są czarno-białe kserokopie poświadczone za zgodność z oryginałem podpisem i pieczęcią Głównego Archiwisty Państwowego Rudolfa G. Pichoi (np. "Gazeta Wyborcza", 15 października 1992, s. 5 - z błędem w sygnaturze tłumaczenia notatki Berii).
13 Anna Maria Cienciala, Katyń po sześćdziesięciu latach. Co wiemy, a czego jeszcze nie wiemy?, "Nowy Dziennik", tygodniowy dodatek literacko-społeczny "Przegląd Polski on-line", 18 kwietnia 2003, http://www.dziennik.com/www/dziennik/kult/archiwum/01-06-03/pp-04-18-05.html.
14 B. V. Sokolov, Did Stalin Intend to Attack Hitler?, "The Journal of Slavic Military Studies", June 1998 (także: Wojna prewencyjna Stalina 1940-1941, "Mówią Wieki", nr 9/2007).
15 Jak już wspomniałem, w marcu 1940 r. w trzech głównych obozach przetrzymywano 14 736 jeńców. Odjąwszy 396 ocalałych (w tym prof. Stanisława Swianiewicza, wycofanego ze stacji Gniezdowo tuż przed skierowaniem go na rozstrzelanie do lasu katyńskiego i wysłanego na dalsze śledztwo do Moskwy), otrzymujemy 14 340 zamordowanych, czyli o 123 mniej niż podane wyżej 14 463 ofiary Katynia, Charkowa i Miednoje (według sprawozdania NKWD rozstrzelano nawet 14 587 osób, czyli z ocalałymi dawałoby to 14 983 jeńców trzech obozów). Autorzy Represji sowieckich... uważają, że niezgodność bilansu bierze się stąd, iż "są to jeńcy, którzy nie byli "na stanie" obozów w czasie akcji ich "rozładowywania", lecz w szpitalach miejskich, a także ci, których w marcu i kwietniu 1940 rozpoznano jako oficerów bądź policjantów w obozach pracy i dołączono do transportów śmierci". Dowodzi to, że wciąż jest potrzebna weryfikacja ujawnionych dotąd źródeł i poszukiwanie kolejnych. W 2013 r. ukazała się publikacja, w której podano nazwiska kolejnych, wcześniej nie ustalonych nazwisk ofiar masakry katyńskiej (Indeks represjonowanych, tom 21. Zabici w Katyniu. Alfabetyczny spis 4415 jeńców polskich z Kozielska zabitych w kwietniu-maju 1940, według źródeł sowieckich, polskich i niemieckich, opracowanie danych, red. i koordynacja całości Aleksandr Gurjanow i Anna Dzienkiewicz, wprowadzenie Aleksandr Gurjanow, Ośrodek Badań, Informacji i Upowszechniania (NIPC) "Memoriał", Moskwa, Ośrodek "Karta", Warszawa 2013.
Także liczba 7305 więźniów na Ukrainie i Białorusi różni się - i to bardzo znacznie - od wcześniej podawanego (za pismem Berii) szacunku 11 tys. osób.
16 47 osób wyreklamował V Zarząd GUGB (wywiad - nie znaczy to jednak, że byli to zwerbowani przezeń agenci), również 47 ocalało dzięki interwencji ambasady niemieckiej, 19 - ambasady litewskiej, 24 osoby dlatego, że zadeklarowały pochodzenie niemieckie, 91 osób uratowała osobista decyzja Mierkułowa, 167 oszczędzono z innych powodów (właśnie wśród nich była zwerbowana agentura).
17 Określenie to - najczęściej spotykane w literaturze przedmiotu - nie jest ścisłe, gdyż w Griazowcu znalazła się też niewielka grupa cywilów.
18 Jak pisał gen. Zygmunt Szyszko-Bohusz, 16 sierpnia 1941 r. drugi zastępca szefa radzieckiego sztabu generalnego, gen. bryg. Aleksiej P. Panfiłow, "dał nam imienny spis zawierający około 1200 nazwisk oficerów, policjantów i urzędników cywilnych znajdujących się w obozie Griazowiec [...], oraz liczbowe zestawienie około 40 tys. szeregowych, znajdujących się w obozach Jużskim, Suzdalskim i Starobielskim, po 10 tys. w każdym. [...] Wartość moralną tej wielkiej gromady żołnierskiej najlepiej ilustruje fakt, że w każdym z obozów ukrywało się po kilkunastu do kilkudziesięciu oficerów, a w jednym z nich nawet ksiądz kapelan i nikt ich nie zdradził przed władzami sowieckimi" (Z. Szyszko-Bohusz, Notatnik wojenny, "Orzeł Biały", nr 134, Londyn 1975, za: Andrzej Leszek Szcześniak, wstęp i oprac., Katyń. Relacje, wspomnienia, publicystyka, Wydawnictwa "Alfa", Warszawa 1989, s. 86, 90). W lipcu 1941 r. w jednym tylko obozie żołnierskim w Talicy 12 osób ujawniło, że są oficerami. W obozie pracy w Krzywym Rogu wśród 600 żołnierzy przetrwało 50 oficerów, w Jelenowce pomiędzy 4 tys. żołnierzy uratowało się 25 oficerów, w jeszcze innym obozie 46 oficerów, w tym kilku sztabowych i kapelan. Najwyraźniej wśród polskich żołnierzy świadomość i solidarność narodowa przewyższała klasową.
Kilkunastu oficerów ze Starobielska ocalało i znalazło się w Griazowcu, "bo na skutek błahej katastrofy kolejowej podróż ich została przerwana i znaleźli się chwilowo w malutkim obozie Pawliszczew Bor. Komenda obozu nie wiedziała, co ma z tymi ludźmi zrobić, a gdy się to wyjaśniło, upłynęło tyle czasu, że skierowano ich do Griazowca" (tamże, s. 95).
19 Kiedy 1 września 1941 r. obóz w Griazowcu przeszedł pod polską komendę, NKWD przekazał jego dowództwu oświadczenia owych 18 oficerów. Nie mogąc znieść hańby, jeden z nich się powiesił, a pozostałych wywieźli Sowieci. Ślad po nich zaginął (Józef Czapski, Na nieludzkiej ziemi, Wydawnictwo "Znak", Kraków 2001, s. 52).
20 Byli to głównie lotnicy. W ręce Sowietów dostało się także co najmniej dwóch marynarzy z przejściowo (15-18 września 1939 r.) internowanego w Tallinie okrętu podwodnego ORP Orzeł - jego dowódca (do 15 września 1939 r.) kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski i sanitariusz mat Marian Barwiński.
Dodajmy, że w Estonii żyła niewielka polska społeczność, która także padła ofiarą sowieckich prześladowań. M.in. pochodząca z Litwy Polka Maria Skarbek-Kruszewska (1888-1978) była żoną dowódcy estońskich sił zbrojnych, gen. Johana Laidonera (1884-1953), dla Estończyków postaci tej miary, co dla Polaków Józef Piłsudski. Laidoner, wraz z żoną deportowany do ZSRR 19 czerwca 1940 r., "zmarł z wycieńczenia 13 marca 1953 r. w więzieniu nr 2 we Władimirze i tam następnego dnia został pochowany [...] w wspólnej mogile z Janem Stanisławem Jankowskim, delegatem Rządu Polskiego RP na Kraj [osądzonym w Moskwie w tzw. procesie szesnastu w 1945 r.], który zmarł w tym samym więzieniu prawdopodobnie 12 marca 1953 r." (Tadeusz Zubiński, Ten który pierwszy pobił bolszewika - Gen. Johan Laidoner, http://glaukopis.gross.pl/pdf/Laidoner.pdf).
21 Represje sowieckie..., rozdz. "Represje 1939-41. Jeńcy wojenni".
22 W tym czasie był on już opróżniony z tych jeńców, którzy ocaleli z masakry w Katyniu, Charkowie i Miednoje, gdyż przeniesiono ich do Griazowca.
23 Ibidem.
24 Do 12 września 1941 r. 273 osoby narodowości niemieckiej zostały przez polskie komisje wojskowe odrzucone, 252 osoby odmówiły wstąpienia do armii, 234 Polaków "uznano za nie kwalifikujących się do wojska z uwagi na zły stan zdrowia", 3 odrzucono z powodu ciążących na nich wyroków sądowych.
25 Pierwszy zwrot nastąpił już wcześniej, a dotyczył wyłącznie polskich komunistów, dotąd uważanych - po rozwiązaniu przez Komintern w 1938 r. Komunistycznej Partii Polski - za element ideologicznie i politycznie niepewny, opanowany przez burżuazyjnych agentów. Po spotkaniu Wandy Wasilewskiej ze Stalinem w styczniu 1940 r. władze sowieckie zezwoliły m.in. na wydawanie po polsku gazety "Czerwony Sztandar" oraz literatury o lewicowym profilu. Wasilewska, Stefan Jędrychowski i Jan Turlejski weszli do Rady Najwyższej (parlamentu) ZSRS.
Zaczęło się w 1942 roku od kilku dezerterów z Armii Andersa i jednej urzędniczki, która później została oficerem politycznym. Skończyło się po niespełna trzech latach prawie stutysięczną armią i polskimi flagami w Berlinie - na pruskiej Kolumnie Zwycięstwa i Bramie Brandenburskiej - wkrótce usuniętymi przez sowieckich sprzymierzeńców.
Przez wiele lat, a zwłaszcza w ostatnim czasie, zapoznałem się z licznymi publikacjami poświęconymi 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki i formacjom, które z niej wyrosły: I Korpusowi Polskiemu w ZSRS i 1. Armii Polskiej w ZSRS, z opracowaniami historycznowojskowymi, wspomnieniami weteranów, polemikami. Odwiedzając internetowe fora historyczne, przekonałem się, że temat "armia Berlinga" wciąż jest żywy, wywołuje pytania i dyskusje, czasem ostre, w których - ku mojemu zaskoczeniu - biorą niekiedy udział nawet potomkowie żołnierzy tych formacji, niejednokrotnie wnosząc nieznane, bardzo ciekawe informacje.
Przekonałem się też, jak wiele istotnych - choć często drobnych - faktów jest niejednoznacznych, a nawet powszechnie nieznanych, co powoduje, że polemiki i dyskusje bywają jałowe.
Co najważniejsze, wciąż żywe jest pytanie, czy "armia Berlinga" była wojskiem polskim. W gruncie rzeczy odpowiedzi na to pytanie poświęcona jest ta książka.
Odpowiedź jest kategorycznie pozytywna w odniesieniu do mas żołnierskich, ich poświęcenia - a niejednokrotnie bohaterstwa - oraz wkładu (na miarę wyszkolenia, uzbrojenia i dowodzenia) w wyzwolenie Polski spod okupacji niemieckiej. Problem z "armią Berlinga" nieco przypomina problem z powstaniem warszawskim. W obu wypadkach mamy do czynienia z dzielnymi, a często bohaterskimi żołnierzami rzuconymi przez dowódców i polityków do walki albo o cel nieosiągalny (powstanie), albo przynajmniej częściowo służący obcym interesom - bo walka z Niemcami była tylko częścią zadania, jakie przed najczęściej nieświadomymi tego żołnierzami postawili dowódcy "armii Berlinga" i ich polityczni patroni, a powstanie było na rękę właśnie tym patronom. Różnica polega na tym, że powstańcy ruszyli do walki na rozkaz dowódców podlegających legalnym władzom Rzeczypospolitej, natomiast berlingowcy zrobili to z inicjatywy wrogiego mocarstwa.
Zatem z politycznego - a do pewnego czasu nawet prawnego - punktu widzenia "armia Berlinga" nie była wojskiem polskim, chociaż niewątpliwie stanowiła część sił zbrojnych koalicji antyhitlerowskiej.
Książka ta ma dwoje bohaterów: armię i jej dowódcę.
Dzieje 1. Dywizji Piechoty, I Korpusu i 1. Armii przedstawiam, ukazując ich udział w walkach, operacyjne rezultaty tych walk, straty w ludziach. Wymieniam nazwiska zarówno bohaterów, jak i dezerterów, jednak czytelnik nie może się spodziewać obrazów przypominających Kompanię braci czy Szeregowca Ryana.
Dzieje Zygmunta Berlinga obejmują zarówno - a nawet przede wszystkim - jego działalność polityczną związaną z dążeniem do sformowania polskich jednostek niezależnych od polskiego rządu na wychodźstwie, jak i ocenę jego motywów, a także jego wartości jako dowódcy. Przy czym bardzo rzadko cytuję jego trzytomowe Wspomnienia, gdyż są one skrajnie subiektywne. Uznałem, że słuszniej będzie ukazać tę postać poprzez podejmowane przez nią decyzje i jej obraz w oczach współczesnych.
Skoro mowa o źródłach, to chcę zauważyć, że - chociaż na pewno nie zapoznałem się ze wszystkimi opracowaniami traktującymi o "armii Berlinga" - podczas skrupulatnej kwerendy natknąłem się tylko na jedną jej monografię1. Poza tym literatura poświęcona tej formacji składa się z prac cząstkowych, przyczynkarskich, niewielu wspomnieniowych oraz dość solidnych artykułów poświęconych bitwom i potyczkom, w których brały udział jednostki tej armii. Zresztą te ostatnie prace zostały wydane pół wieku temu lub niewiele później, a ich lektura sprawia pewną intelektualną i estetyczną przykrość z uwagi na liczne wtręty ideologiczne.
Wypada się zastanowić, dlaczego mamy taką sytuację w historiografii. Dostrzegam dwie tego przyczyny.
Na pierwszym miejscu wymieniłbym oportunizm badaczy. "Armia Berlinga" była skażona grzechem pierworodnym - stworzył ją Stalin jako przeciwwagę Polskich Sił Zbrojnych podlegających legalnemu rządowi Rzeczypospolitej oraz formację, która na bagnetach miała wnieść do Polski komunistów i podporządkować ją Kremlowi. Nic zatem dziwnego, że wielu Polaków wciąż ma do niej stosunek bynajmniej nie bezstronny i historyk, który podszedłby do tego tematu sine ira et studio, mógłby się narazić na zarzut sympatyzowania ze zdrajcami. Z kolei całkowite potępienie tej armii byłoby niedopuszczalne, gdyż godziłoby w poświęcenie zwykłych żołnierzy.
Druga przyczyna uchylania się od całościowego zbadania i opisania dziejów Armii Berlinga wynika z tego, że historyków nie uczy się - poczynając od czasu studiów - pracy w interdyscyplinarnym zespole. Tymczasem, żeby podołać zadaniu rzetelnego napisania tego rodzaju monografii, potrzeba wiedzy nie tylko historyka dziejów najnowszych, ale i socjologa oraz rzecz jasna historyka wojskowości.
Starając się nie przekroczyć granic swoich kompetencji, zająłem się ludźmi "armii Berlinga" i politycznymi mechanizmami, które nimi kierowały. Aspekty czysto militarne potraktowałem selektywnie, moim zamiarem bowiem było pokazanie ludzkiego uwikłania - zaplanowanego lub przypadkowego - w "młyny historii" oraz niektórych jego politycznych skutków.
I słowo o podtytule Janczarów Berlinga. Oczywiście 1. Armii Wojska Polskiego nadano tę nazwę dopiero 29 lipca 1944 roku, jednak jej historia zaczęła się przeszło rok wcześniej, z dniem utworzenia 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, która była zalążkiem I Korpusu Polskiego w ZSRS, 1. Armii Polskiej w ZSRS i w końcu związku operacyjnego, o którym mowa.
Nigdy wcześniej nie zajmowałem się historią polskich formacji wojskowych organizowanych w Związku Sowieckim, z wyjątkiem armii generała Władysława Andersa. Dlatego nim zdecydowałem się napisać tę książkę, dość długo się wahałem. Dopiero perswazje i wspaniałomyślność znakomitego historyka pana Stanisława M. Jankowskiego sprawiły, że porzuciłem wahania. Mój przyjaciel Staszek nie tylko udostępnił mi wiele unikatowych dziś pozycji ze swojej ogromnej biblioteki, ale i podarował niezmiernie rzadką ikonografię, którą przez lata gromadził, zachęcając do wykorzystania jej w tej książce. Serdecznie mu dziękuję za nieocenioną pomoc.
Tadeusz A. Kisielewski
1 Czesław Grzelak, Henryk Stańczyk, Stefan Zwoliński, Armia Berlinga i Żymierskiego. Wojsko Polskie na froncie wschodnim 1943-1945, Neriton, Warszawa 2002.