Jan Walc. Biografia opozycjonisty - Jan Olaszek

Kup ebooka

29.90 zł
25.21 zł (24,91 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
?

Korzenie

O wpół do 9-tej wyszliśmy, żeby pojechać do Podkowy. Dzień był nieskazitelnie piękny, bez chmurki, ale rano dość wietrzny i chłodny. Podkowa i dom Janki Niemyskiej wydały mi się tym niesłychanie urocze. Pokoje wiejskie, cieniste, staroświeckie, czarowne, Ogród choć zaniedbany zdał mi się piękniejszy niż kiedykolwiek [...]. Zieleń Podkowy jakoś bardzo zgęstniała, rozrosła się, nabrała wspaniałości. Dobry obiad, świetna wiśniówka, przyjemna jowialność doktora Walca. Ich synowa Róża, z którą Janek Walc ożenił się w czasie powstania, jest w ostatnich dniach ciąży.

To fragment zapisku z 12 września 1948 r. w dzienniku Marii Dąbrowskiej[35]. Dziesięć dni później na świecie pojawił się bohater tej książki. Wymieniona przez pisarkę Róża to jego matka, Janek Walc - to jego ojciec, a doktor Walc - dziadek (który zresztą również nosił to samo imię). Janina Niemyska była zaś ciotką jego ojca i dobrą znajomą Dąbrowskiej[36]. Można anegdotycznie powiedzieć, że literatura nieprzypadkowo stała się pasją Jana Walca na całe życie. Mało kto bowiem zapowiedź swojego przyjścia na świat znaleźć może w dziennikach twórcy tej miary, co Dąbrowska. Znajomość jego rodziny z tak znaną osobą również nie była przypadkiem, bo Walców z pewnością można zaliczyć do przedwojennej elity. "Urodziłem się dnia 22 września 1948 roku w Warszawie w rodzinie inteligenckiej, żeby nie powiedzieć burżuazyjnej. Od urodzenia mieszkam w Podkowie Leśnej, we dworze stanowiącym nędzne resztki fortuny zbitej przez moich przodków krwiopijców" - pisał sam o sobie Jan Walc w maju 1977 r.[37] W jego słowach czytelna jest ironia, ale rzeczywiście o takich osobach jak on mówiło się dawniej, że pochodzą z "dobrego domu".

Jego matka Róża Nowotna, urodzona w 1922 r., wywodziła się rodziny z długimi tradycjami lekarskimi. Przed nią zawód ten wykonywali jej ojciec i dziadek[38]. W czasie okupacji niemieckiej matka bohatera tej książki pracowała w Krakowie w Polskim Czerwonym Krzyżu oraz w szpitalu dla jeńców. Później znalazła się w Warszawie. Uczestniczyła w powstaniu warszawskim jako sanitariuszka; zajmowała się rannymi w szpitalu przy ul. Poznańskiej w Śródmieściu[39]. W tym samym czasie pracował tam młodszy od Nowotnej o rok student medycyny Jan Stanisław Walc. Podobnie jak ona wywodził się z lekarskiej rodziny. Dwójka uczących się medycyny młodych ludzi miała okazję się poznać jeszcze przed wybuchem powstania[40].

W powstańczym szpitalu brakowało nie tylko jedzenia i wody do picia dla pacjentów, ale nawet światła niezbędnego przecież do wykonywania niektórych zabiegów. Z pewnością trudno było codziennie być świadkiem śmierci młodych powstańców. Co więcej pracownicy powstańczego szpitala nie wiedzieli, czy wkrótce nie spotka ich to samo. W tej sytuacji Nowotna i Walc postanowili natychmiast się pobrać. Uroczystość miała miejsce 12 sierpnia 1944 r. w znajdującej się blisko szpitala kaplicy klasztoru Zgromadzenia Sióstr Rodziny Maryi przy ul. Hożej. Została ona odnotowana jako pierwszy powstańczy ślub w Śródmieściu[41]. Z oczywistych przyczyn uroczystość ta różniła się od ślubów odbywających się w normalnych warunkach. Mimo to starano się, żeby miała w miarę możliwości uroczysty charakter. "Pewni ludzie zaproponowali nam, że możemy się przed ślubem umyć w ich mieszkaniu. To był ewenement" - wspominała po latach ówczesna panna młoda. Na ślubie była ubrana w bluzkę ze spadochronu; obrączki natomiast wykonano z łożysk karabinu maszynowego[42]. Młodemu małżeństwu udało się przeżyć powstanie, a po kapitulacji dotrzeć do domu rodzinnego Jana Stanisława Walca, czyli do willi "Borowin" w podwarszawskim mieście ogrodzie - Podkowie Leśnej. Oprócz członków rodziny schronienie znalazło tam wielu mieszkańców zniszczonej Warszawy, wśród których była też Dąbrowska.

Jan Walc (junior, bohater tej książki) wychowywał się właśnie w tym domu. Tereny Podkowy należały wcześniej do Stanisława Lilpopa, słynnego przemysłowca. W połowie lat 20. zarząd spółki Miasto Ogród "Podkowa Leśna" (do którego należał Lilpop) podpisał decyzję o rozprzedaniu należących do niej wcześniej terenów. Domy kupowali tam często ludzie wywodzący się z inteligencji, którzy zamieszkiwali w Podkowie obok rodzin wiejskich, co nadało miejscowości specyficzny charakter, wyróżniający ją na tle innych miasteczek zachodniego Mazowsza. Szybką łączność z Warszawą zapewniała działająca od lat 20. Elektryczna Kolej Dojazdowa, później znana jako Warszawska Kolej Dojazdowa, czyli popularna "wukadka". Rodzina Walców pojawiła się w Podkowie w 1927 r., kiedy para lekarzy, Wanda Niemyska i Jan Walc (babcia i dziadek bohatera książki), kupiła tam dom z ogrodem. Początkowo nie sposób było używać wobec niego określenia willa, była to bowiem po prostu najzwyklejsza chałupa, zbudowana prawdopodobnie przez carskich oficerów. Służyć mogła tylko do letniego wypoczynku, natomiast do całorocznego mieszkania pierwotnie się nie nadawała. Wkrótce została jednak wyremontowana i rozbudowana. W czasie wojny była schronieniem nie tylko dla członków rodziny, ale również dla ukrywających się Żydów, a w 1944 r. - dla niemających się gdzie podziać po powstaniu warszawskim mieszkańców zburzonej stolicy[43]. "Dom ten ze względu na swój charakter, swoje położenie doskonale nadawał się do tego, żeby pomagać w nim różnym ludziom [...] Wszędzie były lasy, pola. Wtedy [podczas drugiej wojny światowej] zjechało się tutaj iluś tam krewnych. Były takie okresy, że w tym domu mieszkało około sześćdziesięciu osób. Po Powstaniu [Warszawskim] zrobiło się już tak gęsto, że, jak wrócili moi teściowie, to nie było dla nich miejsca tutaj, tylko musieli zamieszkać na strychu" - tak opowiadała o historii willi "Borowin" Joanna Trzeciak-Walc, żona opozycjonisty, która mieszka tam do dzisiaj[44].

Jan Walc z ojcem Janem Stanisławem, 1952 rok

Po wojnie rodzice Jana Walca wrócili na studia medyczne, a po ich ukończeniu zaczęli pracować w zawodzie. Róża Nowotna-Walc znalazła zatrudnienie w I Klinice Chorób Wewnętrznych Szpitala Dzieciątka Jezus przy ul. Lindleya, w samym centrum Warszawy. Jej mąż pracował jako internista, a jednocześnie jako wolontariusz w Zakładzie Fizjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Oboje cieszyli się uznaniem w środowisku i zaufaniem pacjentów. Ich aktywność związana z medycyną nie ograniczała się zresztą do leczenia. Ojciec bohatera tej książki zajmował się między innymi tłumaczeniem literatury fachowej z języków obcych. Jego żona zaś robiła karierę naukową i administracyjną. W 1961 r. obroniła doktorat, a sześć lat później została zastępcą ordynatora Oddziału Chorób Wewnętrznych Szpitala Praskiego. Z pewnością praca stanowiła dla nich jedno z główny pól samorealizacji i na niej koncentrowało się ich życie.

Jan Walc z rodzicami Różą i Janem Stanisławem, 1952 rok

Panujące w domu Walców poglądy można określić jako lewicowe, w duchu tradycji Polskiej Partii Socjalistycznej. Jednocześnie atmosferę w domu cechował dystans - choć chyba raczej nie wrogość - wobec rzeczywistości politycznej PRL. Sam Walc wspominał po latach: "Wiedziałem, że Stalin to Katyń i znałem na pamięć historię o tym, jak dziadek w ostatniej chwili się urwał z formowanego transportu, że Stalin to "błędy i wypaczenia", a to w moim domu nie był abstrakt, ale cztery ciotki, które znałem tylko ze słyszenia i które oto jedna po drugiej zaczęły się pojawiać, wracając z Fordonu, Brzegu czy Mokotowa"[45]. W przypadku rodziców Jana Walca życie w PRL polegało w dużej mierze na przystosowaniu się do systemu i koncentracji na realizowaniu się w życiu zawodowym. Nie uczestniczyli oni w protestach przeciwko władzy i nie poszukiwali kontaktów ze środowiskami, które próbowały na różne sposoby się jej sprzeciwiać (częściowo zmieniło się to w 1980 r., kiedy Róża Nowotna-Walc zaangażowała się w działalność "Solidarności")[46]. "Nigdy nie słyszałam wyrazu akceptacji teściów wobec wyborów mojego męża" - wspominała po latach Joanna Trzeciak-Walc[47]. Nie sposób zweryfikować tej relacji o stosunku rodziców do działalności opozycyjnej syna, ale biorąc pod uwagę dominujące w społeczeństwie do 1980 r. postawy, wydaje się ona dość prawdopodobna. Mogło być to skutkiem przeżyć wojennych i strachu przed represyjnością systemu wywołanego działaniami władz w czasach stalinowskich, co było dość częste u ludzi z tego pokolenia. Jednocześnie brak perspektywy jakiejkolwiek zmiany sytuacji powodował przystosowywanie się do istniejących warunków i dystans, a czasem nawet niechęć do osób w jakikolwiek sposób buntujących się wobec rzeczywistości. Warto wskazać na jeszcze jeden specyficzny rys korzeni rodzinnych przyszłego opozycjonisty. Dom Walca był raczej ateistyczny i w takim duchu Walc został wychowany. "W domu rodzinnym zamiast Matki Boskiej z Jezuskiem wisieli na ścianie Marszałek [Piłsudski] z Andrzejem Strugiem" - pisał po latach sam Walc. Część jego przodków była wyznania kalwińskiego[48]. Jednocześnie posyłano go na lekcje religii. Zapamiętał też, że kiedy miał 10 lat, ojciec, wbrew protestom matki, podarował mu Niebo w płomieniach Jana Parandowskiego - powieść o dorastającym chłopcu, który utracił wiarę w Boga[49].

Jan Walc z ojcem Janem Stanisławem, 1952 rok

?

Między harcerstwem a ZMS

Jan Walc, 1958 rok

Początkowo Walc był jedynakiem, jego siostra Anna była od niego bowiem o sześć lat młodsza. Edukację rozpoczął w 1955 r. w Szkole Podstawowej im. Bohaterów Warszawy w Podkowie Leśnej. Tam wstąpił do harcerstwa, a konkretnie do 101 Mazowieckiej Drużyny Harcerskiej im. Stefana Batorego. O pasjach Walca z czasów dzieciństwa i dorastania mówią trochę zajęcia, na które chodził do tzw. Pałacu Młodzieży, czyli do placówki wychowawczej i edukacyjnej mieszczącej się w słynnym warszawskim Pałacu Kultury i Nauki (pierwotnie imienia Józefa Stalina). Walc uczęszczał na warsztaty modelarskie, szermierkę i zajęcia z "żywego słowa" związane z teatrem i poezją; pracował również w tamtejszej bibliotece[50]. Z szermierką, z wyjątkiem słownej, w przyszłości nie będzie miał wiele wspólnego. Z zamiłowania do sklejania modeli została mu chyba pasja do majsterkowania, natomiast zainteresowanie teatrem, poezją i literaturą towarzyszyło mu, jak wspomniałem, do końca. Wspominał, że ojciec czytał mu Trylogię Henryka Sienkiewicza, jako lektury młodości wymieniał książki Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego i Stefana Żeromskiego. Jego ulubionym autorem był wtedy Władysław Broniewski, poeta rewolucyjny, mający w życiorysie zarówno bohaterską kartę niepodległościową (m.in. z czasu wojny polsko-bolszewickiej), jak i poparcie dla stalinizmu[51].

Jan Walc (czwarty z prawej w górnym rzędzie) w IV klasie szkoły podstawowej

W latach 1962-1966 Walc uczęszczał do warszawskiego Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Reytana. Szkoła ta zasłynęła między innymi dzięki niektórym nauczycielom, którzy byli nie tylko świetnymi pedagogami, ale również wyróżniali się określoną postawą wobec rzeczywistości. Wymienić można chociażby polonistę Ireneusza Gugulskiego (słynnego "Gugula") i łacinniczkę Stefanię Światłowską. W liceum Walc w żadnym razie nie był prymusem. Na świadectwie maturalnym piątkę miał jedynie z wychowania fizycznego, a z pozostałych przedmiotów mniej więcej po połowie ocen dobrych i dostatecznych[52]. Liceum, do którego uczęszczał Walc, stało się później prawdziwą kuźnią kadr opozycyjnych - uczyło się tam bardzo wielu działaczy rodzącej się w drugiej połowie lat 70. opozycji demokratycznej. Znaczna część z nich związana była z I Warszawską Drużyną Harcerską im. Romualda Traugutta, czyli "Czarną Jedynką". Wokół niej tworzyło się jedno z najbardziej znanych wówczas w Polsce środowisk harcerskich odwołujących się do idei przedwojennego skautingu, które cechowała niepokorność wobec systemu[53].

Walc do "Czarnej Jedynki" jednak nie należał; od 1963 r. należał natomiast do Związku Młodzieży Socjalistycznej, był nawet jego czołowym działaczem w swojej szkole jako I Sekretarz Grupy Działania, jak nieco pompatycznie nazywała się funkcja, którą pełnił[54]. Warto się zastanowić nad przyczynami przynależności młodego człowieka, wychowywanego w atmosferze jednak pewnego dystansu wobec peerelowskiej rzeczywistości, do organizacji będącej de facto młodzieżową przybudówką PZPR, pełniącej rolę pasa transmisyjnego ideologii i polityki władz PRL do młodzieży[55]. Samego Walca o jego motywacje z oczywistych przyczyn nie miałem okazji zapytać. Możliwości interpretacji jest kilka. Odrzucić można chyba tylko tę, że Walc należał do ZMS, bo był bezkrytycznym miłośnikiem rzeczywistości PRL, chociaż nie należy jego krytycyzmu wobec systemu z późniejszych czasów rzutować na wczesną młodość. Warto przytoczyć tutaj słowa samego Walca o jego młodzieńczym stosunku do powojennej rzeczywistości. Nie ma w nich co prawda nic o ZMS, ale z pewnością można je odczytać w tym kontekście:

Należę do pokolenia, które propagandzie PZPR-owskiej poddane było od kołyski - w momencie powstania tej partii i przejęcia przez nią władzy liczyłem sobie 6 tygodni. Więcej - tak się nieszczęśliwie złożyło, że nie miałem nigdy okazji wytknąć nosa za żelazną kurtynę i tym samym wystawić się na jakieś szczególniejsze oddziaływanie tamtejszych miazmatów, tak więc moje spojrzenie na świat kształtowało się tu w Warszawie, pod okiem czuwających nade mną partyjnych specjalistów od wychowania, ideologii, propagandy i nauki, jestem przeto bardziej Polakiem niż Europejczykiem. W tej sytuacji byłoby naiwnością przypuszczać, że sączona przez 30 lat propaganda nie pozostawiła na mojej świadomości żadnego osadu, chociaż od dziecka sprawiałem trudności wychowawcze ze względu na dążenie do niezależności własnych sądów i decyzji[56].

Relacja ta jednak sprawy nie przesądza, bo wynika z niej, że młody Walc częściowo przyjmował przekazywane przez propagandę "prawdy", ale też się wobec nich buntował. Za przynależnością do ZMS przemawiać mógł też pragmatyzm. Wiadomo, że dobrze było należeć do organizacji, co oczywiście wiązało się często z postawą konformistyczną. Może był to wpływ rodziców, wynikający z ich praktycznego podejścia do życia? Pewną rolę mogła też odegrać chęć działania społecznego, angażowania się w coś więcej niż własne sprawy; dodatkowe znaczenie mogło mieć odnajdywanie w działaniach ZMS przynajmniej częściowej realizacji socjalistycznych ideałów wyniesionych z domu. A może po prostu Walcowi podobały się czerwone krawaty i rewolucyjne pieśni? Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Jego żona wspominała, że nigdy nie pytała go o powody, dla których zapisał się do ZMS; on sam z siebie też o tym nie opowiadał. Jej zdaniem przyczyną mogła być jego niespożyta energia powodująca ciągłą potrzebę działania[57].

Dla mocno zaangażowanego w harcerstwo Andrzeja Celińskiego, który potem został wieloletnim przyjacielem Walca, jego przynależność do tej organizacji przez długi czas stanowiła silną barierę uniemożliwiającą nawiązanie bliższych kontaktów:

Nie lubiłem go, bo on był w ZMS, a ja byłem w harcerstwie. Biała koszula i czerwony krawat do tego wystarczył. Mieliśmy dzień organizacyjny, kiedy zetemesowcy przychodzili w białych koszulach i czerwonych krawatach. Niektórzy nie przestrzegali tego dnia organizacyjnego, a on przestrzegał, bo był bardzo ideowy. Tym bardziej go nie lubiłem. Polubiłem go w następnym roku, kiedy wicedyrektor szkoły [Janusz] Krasowski, który uczył propedeutyki filozofii, chciał się wykazać i stworzyć taki komitet porozumiewawczy organizacji młodzieżowych szkolnych, czyli po prostu harcerstwa i ZMS. Ja nie wiem, czy Janek był szefem ZMS w szkole, ale był ważnym zetemesowcem, a ja byłem najstarszym rangą harcerzem Czarnej Jedynki w szkole - z uczniów (byli starsi w drużynie, ale oni już byli studentami). Krasowski kazał nam się spotkać ze sobą. Od razu wiedziałem, że nic nie będzie z tego komitetu porozumiewawczego i nic nie było, ale się zaprzyjaźniłem z Jankiem. Sytuacja nas przymusiła i zaczęliśmy rozmawiać. Obaj doszliśmy do wniosku, że nie będzie żadnego porozumienia organizacyjnego, że wcale go sobie nie życzymy[58].

Blisko Walc zaprzyjaźnił się również z Wojciechem Celińskim, starszym bratem Andrzeja, który w pewnym momencie zaczął chodzić do jego klasy, człowiekiem o innym usposobieniu, również nienależącym do harcerstwa i raczej z niego drwiącym[59].

Warto tutaj dopowiedzieć, że chociaż słynna "Czarna Jedynka" była szczególnie niepokorną drużyną harcerską, to nie tylko w tej szkole ZMS i harcerstwo stanowiły dwa odrębne światy. Charakterystyczne, że bardzo podobne wspomnienia do Celińskiego, tyle że z białostockiej szkoły, miała Joanna Trzeciak-Walc:

Należałam do zuchów i do harcerstwa, [ponieważ] rodzice powiedzieli, że dobrze by się było zapisać. Można było jeździć na obozy harcerskie. Jeździłam na obozy, na ogół do Augustowa i w okolice. I to tyle. Więcej do niczego, chyba nie przypominam sobie, żebym się zapisała. Raczej trzymałam dystans. Miałam kolegów, którzy się zapisali do ZMS-u, ale w liceum już bardzo wyraźnie dzieliliśmy się na tych, którzy chodzą z czerwonymi krawatami i na tych, którzy chodzą w mundurach harcerskich[60].

U Walca niechęć do harcerstwa nie wynikała jednak z kwestii ideologicznych; był przecież harcerzem w podstawówce. Po prostu chyba uważał je za coś dziecinnego, a on w liceum czuł się już człowiekiem dorosłym. Po latach w rozmowie z Andrzejem Celińskim Walc mówił o tym z ironią: "Pamiętam przecież, jak ty byłeś w harcerstwie, co mnie się wydawało niemożliwe, tzn. że po prostu ja jestem poważny człowiek - mam już szesnaście lat - nie będę chodził w krótkich majtkach"[61]. Celiński wspominał, że w nawiązaniu bliskiej przyjaźni z Walcem przeszkadzały też inne różnice:

On był starszy ode mnie i miał gęstą czarną brodę, wyróżniał się, bo chodził do szkoły z brodą. On miał nieprawdopodobnie silny zarost, a ja do dzisiaj nie mam zarostu. Ja mu strasznie zazdrościłem tej brody. Więc zwracał mogą uwagę na siebie. Poza tym wydawało mi się, że on jest zarozumiały. On nie mieszkał w Warszawie tylko w Podkowie Leśnej, więc wszystko nas różniło. On już chyba wtedy miał "Osę" i jeździł [nią] do tej Podkowy Leśnej, co było przedmiotem zazdrości rzecz jasna. To był skuter [...]. Podjeżdżał nim do szkoły, on miał kolor taki brudny biały, a la écru albo zielonkawy[62].

Opowieść o Walcu jako brodatym licealiście jeżdżącym z Podkowy do Warszawy na skuterze ma niemało uroku i pasuje do późniejszego wizerunku wiecznego buntownika i opozycjonisty, ale nie wszystko się w niej zgadza. Przyjaciel Walca prawdopodobnie przenosi wrażenia z późniejszych lat na czasy liceum. Walc na zdjęciu maturalnym nie ma ani brody, ani śladów golonego zarostu. Według relacji Joanny Trzeciak-Walc jej mąż brodę zapuścił dopiero na studiach[63]. Na marginesie warto wspomnieć, że owa broda, która w przyszłości stała się jednym ze znaków rozpoznawczych Walca, nie była (a przynajmniej nie tylko) elementem budowania wizerunku buntownika. Rzeczywistość jest bardziej banalna. Walc z powodu uczulenia po prostu nie mógł się golić[64]. Nieścisłości w przytoczonej relacji nie kończą się jednak na sprawach zarostu. Od połowy liceum, w którym Walc zaczął naukę wcześniej niż Celiński, jego rodzina mieszkała już w Warszawie, nie musiał więc dojeżdżać do miasta. Wreszcie - Walc istotnie miał wtedy jednoślad, ale był to motocykl; skuter kupił dopiero później[65]. Powyższe sprawy nie mają większego znaczenia dla życiorysu Walca, ale pokazują, jakie kłopoty wiążą się z wykorzystywaniem ułomnej pamięci ludzkiej jako źródła historycznego. Jeśli takie nieścisłości pojawiają się w drobnych sprawach, to jeszcze bardziej ostrożnym trzeba być przy kwestiach poważniejszych, kiedy wykorzystuje się relacje "świadków historii". Celiński przyjaźnił się z Walcem do jego śmierci, więc różne sytuacje mogły w jego pamięci "przemieścić się w czasie".

Jan Walc, zdjęcie z klasy maturalnej, 1966 rok

?

Młody ojciec

Po zdanej w 1966 r. maturze Walc nie chciał kontynuować rodzinnych tradycji i studiować medycyny. Jego największą pasją była literatura. Nie podszedł jednak na polonistykę, bo, jak opowiadał swojej późniejszej żonie, miał absurdalne kompleksy na tym punkcie i obawiał się, że nie da tam sobie rady[66]. Planował studia na Wydziale Aktorskim Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej lub na Wydziale Reżyserii w Łódzkiej Szkole Filmowej, ale nie udało mu się dostać do żadnej z nich. W tym roku nie przyjmowano też studentów na studia filozoficzne, Walc wybrał więc pedagogikę na Uniwersytecie Warszawskim[67], robiąc to "z rozpaczy", jak ironicznie komentował po latach[68]. Egzamin poszedł mu bardzo dobrze, dostał prawie same piątki (trójkę otrzymał jedynie z rosyjskiego)[69]. Na egzaminie wstępnym z polskiego pisał krótkie wypracowanie o twórczości Żeromskiego (a więc autora, do którego dzieł później odnosił się w swoich tekstach). Dosyć zabawnie brzmi adnotacja sprawdzającego rozprawkę pracownika uniwersytetu: "pismo wyjątkowo niewyraźne, świadczy o dużej nerwowości autora"[70]. Wiele osób, które później znały Walca, wskazywało na jego temperament i kierowanie się emocjami; najwidoczniej te cechy ujawniały się już wówczas.

W pierwszych tygodniach studiów Walc poznał studentkę polonistyki Joannę Trzeciak, z którą dość szybko zostali parą. Pochodziła z Białegostoku, tam zrobiła w 1966 r. maturę, po której wyjechała do Warszawy. Poszła na studia wbrew ojcu i mogła liczyć jedynie na bardzo ograniczoną pomoc finansową matki (rodzice byli po rozwodzie). Ojciec sprzeciwiał się studiom z powodów ekonomicznych. Utrzymywał już jej siostrę studiującą w Toruniu, a że Joanna była z nim w konflikcie, niejako za karę miała zostać robotnicą; ojciec chciał, żeby córka rozpoczęła pracę w znajdującej się pod Białymstokiem fabryce włókienniczej. Świeżo upieczona maturzystka po ostrej kłótni z nim opuściła dom i już nigdy do niego nie wróciła. Jak opowiadała:

Ja potem pojechałam na egzamin - najpierw do szkoły teatralnej, gdzie nie zdałam, potem na polonistykę [na Uniwersytecie Warszawskim], gdzie zdałam. Potem pojechałam na obóz do Augustowa i jak dostałam zawiadomienie, że jestem przyjęta na studia, to przed pierwszym października wróciłam do Warszawy z jedną walizką, w której miałam trochę ubrań, ale na przykład nie miałam zimowego palta, nie miałam cieplejszych butów. Przyjechałam do Warszawy, mama znalazła mi jakieś mieszkanie na Bródnie, wynajęła je przez znajomych. To był mały drewniany domek, gdzie mieszkało dwoje starych ludzi: jakaś antypatyczna baba i dziad na wózku inwalidzkim. I okazało się, że na noc ta baba mi rozłożyła amerykankę (taki rozkładany fotel) w pokoju, gdzie ten dziad siedział na wózku. On charczał, ja się go tak potwornie bałam, nie spałam całą noc, a on siedział, bo ona go nawet nie kładła spać. Następnego dnia, w ogóle nie wchodząc do kuchni, wyskoczyłam przez okno - ja bardzo lubię wyskakiwać przez okno - już nie chciałam się widzieć z tą babą. Zdaje się, że tam było zapłacone z góry, ale to w ogóle nie miało żadnego znaczenia[71].

W trudnej sytuacji pomogły jej koleżanki ze szkoły, które przypadkiem spotkała na terenie uniwersytetu. Zaczęła "waletować" u nich w akademiku przy ul. Madalińskiego. Nie mogła oficjalnie tam zamieszkać, ponieważ jej ojciec dobrze zarabiał; z tego samego powodu nie przysługiwało jej stypendium. Ostatecznie jesienią dostała miejsce w żeńskim akademiku przy ul. Kickiego na Pradze, czyli słynnym "Kicu"[72].

Walc i jego późniejsza żona mieli wspólną pasję - teatr. Dzięki temu właśnie się poznali - w teatrze studenckim "Sigma". Oboje mieli zamiar kształcić się w tym kierunku i trafili na uniwersytet dlatego, że nie udało im się dostać do wymarzonych szkół. Walc w Reytanie kierował Szkolnym Teatrem Poezji[73]. Również Joannę Trzeciak teatr pasjonował już w liceum:

Ja kochałam teatr. W liceum brałam udział w konkursach recytatorskich, z pewnym sukcesem. Uważaliśmy, że tradycyjny teatr to są przestarzałe struktury, że trzeba robić coś nowego. Zresztą w teatrze w latach 60. bardzo dużo nowego się działo. Taką niesłychaną manifestacją, na którą zdobyłam się razem z kolegą, manifestacją wielkiej niezależności myślenia, było to, że myśmy przyszli do teatru boso. Wtedy jeszcze do teatru trzeba było się ubrać elegancko, a myśmy postanowili zademonstrować swoją pogardę dla skostnienia instytucji, tak, że zdejmowaliśmy buty. Uważaliśmy, że to jest demonstracja, którą wszyscy zauważą[74].

Porażka na egzaminach do szkoły teatralnej (do której dostać się było zawsze bardzo trudno) nic w kwestii jej zainteresowania teatrem nie zmieniła. Nic dziwnego, że w październiku świeżo upieczona studentka skierowała pierwsze kroki na Mały Dziedziniec Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie mieściła się siedziba Teatru Studenckiego "Sigma". Był to teatr awangardowy. Po latach tak opisywała tamte czasy:

Tam poznałam mojego przyszłego męża i jeszcze paru kolegów. Zaczęliśmy bawić się w teatr. I tam też było oczywiste, że ja nie mam ubrania, żarcia i mieszkania. Kierownictwo tego teatru to była Agnieszka Boratyńska i Wojciech Boratyński. Od nich dostałam jakąś tam rekomendację, żeby można było mi przydzielić miejsce w akademiku. Koleżanki i koledzy przynosili mi kanapki, co im robiły mamusie w domu. Jasiek Walc brał na przykład dwie bułki, żebym ja miała co jeść. No, jakoś tak to się plotło. Sigma była awangardowym studenckim teatrzykiem, konkurencją dla nas był akademicki tradycyjny Teatr Polski. Wystawiliśmy sztukę Stanisława Grochowiaka Król IV na łowach, jeździliśmy na jakieś festiwale kultury studenckiej. I oni też to wystawili i zrobili nam w ten sposób świństwo. Mieli dekoracje, kostiumy, a my nie. Postanowiliśmy się zemścić na Teatrze Polskim. Chodziliśmy na przedstawienia tego Króla IV. Ponieważ znaliśmy tekst sztuki na pamięć, rozkładaliśmy przedstawienie w ten sposób, że kiedy aktor otwierał usta, żeby coś powiedzieć, to z widowni padała cała kwestia. Cały spektakl im rozkładaliśmy. Bawiliśmy się cudownie[75].

Czas beztroskiej młodości dla Jana Walca i Joanny Trzeciak dosyć szybko się skończył. Wiosną 1967 r. okazało się, że ta para dziewiętnastolatków spodziewa się dziecka. W tej sytuacji postanowili wziąć ślub[76]. Skutkiem był bardzo ostry konflikt Walca z rodzicami. Trudno o takich sprawach pisać, mają one charakter typowo prywatny. Nie sposób jednak ich pominąć, bo bez uwzględnienia tego kontekstu nie da się zrozumieć dalszych wydarzeń. Przyszli małżonkowie nie mogli liczyć na wsparcie ze strony rodziców, poza mieszkającą w Białymstoku matką Joanny. Jego rodzice i jej ojciec nie akceptowali decyzji o małżeństwie i urodzeniu dziecka.

Jak się stało oczywiste, że jestem w ciąży, to moi teściowie zrobili wszystko, co umieli, żeby doprowadzić do [jej] przerwania - wspominała Joanna Trzeciak-Walc. - Moja matka się wtedy uruchomiła i tak jakoś do czerwca przez te trzy miesiące wałkowali sprawę zabiegu, na który myśmy się nie zdecydowali. Wtedy moja teściowa wyrzuciła Jaśka z domu. On waletował również "na Kicu", ale w męskim akademiku tym razem. I ja nie zaliczyłam pierwszej sesji, co ma wpływ na moją sytuację potem w Marcu '68. On zaliczył, bo był bardzo dobrym studentem. W czasie wakacji moja mama zabrała nas do Augustowa, gdzie prowadziła taki obóz harcerski, więc tam z boczku mieliśmy swój namiot. Pobyt skończył się jakąś piekielną awanturą między mną a moją matką, która nas wyrzuciła z tego obozu. Musieliśmy wracać do Białegostoku. Jasiek pojechał do Warszawy szukać mieszkania, a ja siedziałam w mieszkaniu matki, czekając, aż on coś znajdzie. Tak właściwie zaczęło się nasze wspólne życie, które przez całe studia wyglądało podobnie - co jakiś czas trzeba było szukać na nowo wynajmowanego pokoju[77].

W takiej sytuacji uczyć się nie było łatwo. "Na pewno w studiach nie jest systematyczny, lecz przecież tego nie będziemy pisać w opinii" - odnotował dziekan pedagogiki na jednym z podań Walca[78]. Walc do studiowania pedagogiki nie miał zapału. Występował wówczas o dopuszczenie do zdawania egzaminów w sesji letniej, mimo że nie miał zaliczonych ćwiczeń z pedagogiki. Joanna Trzeciak-Walc wspominała, że nie mógł nauczyć się na pamięć bełkotliwej definicji "psychoanalizy egzystencjalnej", której znajomości co do słowa na tych zajęciach wymagano[79]. W podaniu do dziekana Walc tłumaczył brak zaliczenia trudnościami związanymi z koniecznością wyprowadzenia się z domu. Dziekan wyraził zgodę[80]. Walcowi szczególnie zależało na szybkim zdaniu wszystkich egzaminów, ponieważ chciał po pierwszym roku przenieść się na inny kierunek, czyli na polonistykę, która była bliższa jego pasji - literaturze. Z pewnością znaczenie miał też fakt, że na polonistyce studiowała Joanna Trzeciak. Dzięki niej Walc wiedział, że tamten kierunek będzie mu bardziej odpowiadał[81]. Przyszły opozycjonista, nie wiedząc, czy dostanie zgodę na przeniesienie się, próbował dostać się na Wydział Filologii Polskiej i Słowiańskiej inną drogą - po prostu podszedł do egzaminów wraz z ówczesnymi maturzystami. Egzamin poszedł mu bardzo dobrze i bez kłopotu dostał się na studia. Od razu trafił na drugi rok polonistyki, ale musiał załatwiać w związku z tym bardzo dużo formalności oraz w szybkim czasie zdać egzaminy, które obowiązywały na pierwszym roku studiów[82].

Zdjęcie "ślubne'" Joanny Trzeciak-Walc i Jana Walca zrobione rok po uroczystości, przy okazji ślubu siostry Joanny, 1968 rok

Najbardziej dotkliwe problemy Walców nie wiązały się jednak ze studiami, ale z finansami. Nie dostawali wsparcia finansowego od rodziców i żadne z nich nie miało stałej pracy, a jej podjęcie wymagałoby rezygnacji ze studiów, czego chcieli uniknąć. Jako że w bliskiej perspektywie było pojawienie się dziecka, ich sytuacja była szczególnie trudna. Joanna Trzeciak-Walc wspominała:

Żyliśmy z korepetycji, i troszkę myśmy głodowali. Koledzy z tego Teatru Studenckiego Sigma załatwili nam pracę w tak zwanej komisji stołówkowej ZSP, co dawało prawo do obiadów. Wtedy już jedliśmy w stołówce na Krakowskim Przedmieściu [...]. Najpierw mieszkaliśmy we Włochach w takim pokoju bez żadnych wygód, bez niczego, potem 11 listopada 1967 roku wzięliśmy ślub. Na Boże Narodzenie urodziła się nasza córka [Inga Walc]. Od razu na gorąco, jeszcze w Szpitalu Położniczym na Bielanach, zostałam wezwana do ordynatora oddziału pediatrycznego, z informacją, że powinnam zostawić dziecko w szpitalu. I pójdzie do adopcji. Jakoś się nie zgodziłam[83].

Ze względu na dobrą sytuację materialną rodziców Walcowie nie mieli prawa do stypendium socjalnego i miejsc w akademiku. Za mieszkanie musieli płacić, niewiele przecież zarabiając na wspomnianych korepetycjach. Narodziny córki początkowo nic nie zmieniły w sprawie pomocy ze strony rodziny. Ciągłe trudności finansowe doprowadziły do tego, że Walcowie wnieśli sprawę do sądu, chcąc skłonić ojca Joanny Trzeciak-Walc i rodziców Jana Walca do wypłacania alimentów należących się im jako osobom wciąż się uczącym. Początkowo zostały one zasądzone, ale pozwani się odwołali[84].

W związku z powyższym czasu na naukę Walc nie miał zbyt dużo, ale dobrze radził sobie z zaliczaniem zajęć i egzaminów. "Podkreślam z naciskiem, że fakt niestudiowania nie przeszkadzał mi w najmniejszej mierze w zdobywaniu zaliczeń" - wspominał po latach[85]. Walcowie, niejako oderwani od swoich korzeni rodzinnych, bardzo mocno związali się z kolegami z uniwersytetu. "Mieliśmy mnóstwo znajomych. Wiele osób nam pomagało: ktoś nam dał poduszkę na przykład (bardzo wygodnie jest mieć poduszkę). Ktoś nam dał kołdrę, ktoś dał nam drugą kołdrę, mieliśmy już dwie. Wszystko to były problemy, bo mieliśmy mało pieniędzy, tylko te korepetycje" - wspominała Joanna Trzeciak[86]. W dużej mierze dzięki koleżeńskiej solidarności udawało im się przetrwać. Wkrótce jednak niespodziewanie w życie młodej rodziny wdarła się polityka.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
?

PRZYPISY

[1] Relacja Joanny Szczęsnej.

[2] Zob. S. Blumsztajn, Janka było jakoś dużo i głośno, [w:] www.janwalc.pl; T. Bogucka, Połączyła nas czekolada, [w:] ibidem; B. Wildstein, Cienie moich czasów, Warszawa 2016, s. 155; idem, Niepokorny, Warszawa 2012; s. 243; A. Horubała, Jan Walc - pieniacz bezpartyjny, pieniacz anachroniczny, [w:] A. Horubała, Żeby Polska była sexy i inne szkice polemiczne, Warszawa 2011, s. 244-266.

[3] Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej [dalej: AIPN], 0256/834, t. 1, Notatka służbowa, 20 XII 1975, k. 83.

[4] P. Sowiński, Jan Walc - w pierwszej linii, "Wolność i Solidarność. Studia z dziejów opozycji wobec komunizmu i dyktatury" 2012, nr 4, s. 60-66.

[5] J. Olaszek, "Całe moje dorosłe życie jest z Marca". Udział Jana Walca w protestach studenckich w 1968 r., [w:] Yesterday. Studia z historii najnowszej. Księga dedykowana prof. Jerzemu Eislerowi w 65 rocznicę urodzin, red. J. Olaszek i in., Warszawa 2017, s. 620-634.

[6] A. Paczkowski, Przypadek "Fausta", "Rzeczpospolita" 2006, nr 60.

[7] T. Lubelski, Posłowie, [w:] J. Walc. Tadeusza Konwickiego przedstawianie świata, Warszawa 2010, s. 231-237.

[8] W. Bolecki, Wstęp, [w:] J. Walc, Ja tu tylko sprzątam. Felietony i szkice z lat 1988-1993, wybór i oprac. M. Łukasiewicz, Warszawa 1995, s. 5-10.

[9] P. Kaniecki, Słowo w zagrożeniu. O aspekcie badania twórczości Konwickiego w latach 70. i 80., "Konteksty" 2010, nr 4, s. 80-98.

[10] M. Adamiec, O tolerancji, głupocie i dobrym samopoczuciu, "Przegląd Polityczny" 1996, nr 30.

[11] M. Baranowska, Bez Niego jest przeraźliwie cicho, "Życie Warszawy" 1993, nr 35.

[12] W. Bartoszewicz, Korepetycje z historii, "Podkowiański Magazyn Kulturalny" 1996, nr 1.

[13] W. Bonowicz, Pożegnanie, "Tygodnik Powszechny", 3 XII 1995.

[14] J. Cywiński, Pożegnanie Jana Walca, "Gazeta Wyborcza" 1993, nr 39.

[15] G. Borkowska, Widzieć jasno, bez zachwytu, "Kresy" 1996, nr 26.

[16] R. Holzer, Ironiczny i dobry, "Życie Warszawy" 1993, nr 35; R. Holzer, Honor i powielacz, "Gazeta Wyborcza" 1995, nr 242.

[17] A. Horubała, Jan Walc..., s. 244-266. Fragmenty tego tekstu ukazały się na łamach dziennika "Życie" z 13-14 lutego 1999 (nr 37).

[18] A. Kaczyński, Jan Walc, "Rzeczpospolita" 1993, nr 35; idem, Przygody człowieka myślącego, "Rzeczpospolita", 28-29 X 1995.

[19] K. Masłoń, Ostrym piórem, "Rzeczpospolita" 1995, nr 241.

[20] T. Nyczek, Krytycy krzyżują pióra, "Gazeta Wyborcza. Książki", 29 VII 1992.

[21] P. Skórzyński, Jan Walc w pułapce prawdy, "Rzeczpospolita", 18 II 2008.

[22] P. Szewc, Tryby Walca, "Nowe Książki" 1995, nr 12.

[23] A. Werner, Prawda jest mniejszym złem, "Teksty Drugie" 1996, nr 4.

[24] B. Wildstein, Mądremu biada, czyli świat upartyjniony, "Życie Warszawy" 1995, nr 280/281.

[25] W. Woroszylski, Jan Walc nie żyje, "Gazeta Wyborcza", 11 II 1993; W. Woroszylski, Jan Walc i Władysław Broniewski, "Tygodnik Powszechny" 1995, nr 33.

[26] K. Wóycicki, Jan Walc - dziennikarz, krytyk, publicysta, "Życie Warszawy" 1993, nr 35.

[27] Na temat problemów związanych z wykorzystaniem wywołanych relacji w pracy historyka zob. P. Thompson, The Voice of the Past: Oral History, Oxford 2000; K. Kersten, Historyk - twórcą źródeł, [w:] K. Kersten, Pisma rozproszone, wybór i oprac. T. Szarota, D. Libionka, Toruń 2005, s. 100-121; K. Kersten, Relacje jako typ źródła historycznego, [w:] ibidem, s. 89-99; P. Filipkowski, Historia mówiona jako historia faktyczna. Albo jak "odantropologizować" opowieści o przeszłości?, "Rocznik Antropologii Historii" 2015, nr 8, 91-108; J. Eisler, Refleksje nad wykorzystaniem relacji jako źródła w badaniu historii PRL, "Polska 1944/45-1989. Studia i materiały" 2004, t. 6: Warsztat badawczy, 23-48. Między innymi o wykorzystywaniu relacji oraz dokumentów SB w badaniach nad drugim obiegiem wydawniczym pisałem w tekście: Źródła historyczne do badań nad funkcjonowaniem drugiego obiegu wydawniczego (na przykładzie warszawskiej prasy podziemnej), [w:] Opozycja i opór społeczny w Polsce po 1956 roku, t. 1., red. T. Kozłowski, J. Olaszek, Warszawa 2011, s. 35-54 oraz we wstępie do mojej książki: Podziemne dziennikarstwo. Funkcjonowanie głównych pism informacyjnych podziemnej "Solidarności" w Warszawie w latach 1981-1989 [w druku].

[28] J. Walc, Ja tu tylko sprzątam...

[29] Idem, Wielka choroba, Warszawa 1992.

[30] Idem, Wybierane, Warszawa 1989.

[31] Idem, Architekt Arki, Chotomów 1994.

[32] Idem, Tadeusza Konwickiego przedstawianie świata, Warszawa 2010.

[33] A. Celiński, Ja już wygrałem. Jan Walc rozmawia z senatorem płockim, Warszawa 1991.

[34] Za przekazanie tych materiałów dziękuję Michałowi Przeperskiemu.

[35] M. Dąbrowska, Dzienniki 1914-1965, t. 6: 1948-1949, Warszawa 2009, s. 90-91.

[36] DSH, AHM, Pamiętanie Peerelu, Relacja Joanny Trzeciak-Walc; J. Walc, Trudny rachunek, [w:] Wielka choroba..., s. 164-165.

[37] J. Walc, Życiorys (prawdziwy - tylko do użytku wewnętrznego), [w:] www.janwalc.pl

[38] Laureaci Gloria Medicinae 2003, portal internetowy "Puls Medycyny", 27 X 2004.

[39] Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego, Powstańcze biogramy: Róża Maria Nowotna-Walcowa.

[40] J.S. Walc, Notatki ze szpitala powstańczego 11, [w:] portal internetowy: Encyklopedia Medyków Powstania Warszawskiego; E. Dobrowolska, 90-lecie Pani Róży, portal internetowy: "Puls. Miesięcznik Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie" 2012, nr 2/3; J. Trzeciak-Walc, Nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie..., "Podkowiański Magazyn Kulturalny", wiosna-lato 2015, nr 73.

[41] E. Dobrowolska, 90-lecie Pani Róży...

[42] R. Leszczyńska, Obrączki z karabinowych łusek, reportaż radiowy, 2013.

[43] J. Trzeciak-Walc, Nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie...

[44] DSH, AHM, Pamiętanie Peerelu, Relacja Joanny Trzeciak-Walc.

[45] J. Walc, Ja doszedłem tam, dokąd szliśmy, [w:] J. Walc, Wybierane..., s. 113.

[46] P. Sowiński, Jan Walc..., s. 160-161.

[47] Relacja Joanny Trzeciak-Walc.

[48] P. Sowiński, Jan Walc..., s. 160-161.

[49] J. Walc, Ja doszedłem tam, dokąd szliśmy, [w:] J. Walc, Wybierane..., s. 112-113.

[50] Archiwum Uniwersytetu Warszawskiego [dalej: AUW], WPP/IPd 64693, Życiorys Jana Walca, 5 V 1966, bp.

[51] P. Sowiński, Jan Walc..., s. 160-161; J. Walc, Ja doszedłem tam, dokąd szliśmy, [w:] J. Walc, Wybierane..., s. 111.

[52] AUW, WPP/IPd 64693, Świadectwo maturalne Jana Walca, 11 VI 1966, bp.

[53] Na temat "Czarnej Jedynki" zob. J. Błażejowska, Harcerską drogą do niepodległości. Od "Czarnej Jedynki" do Komitetu Obrony Robotników, Kraków 2016.

[54] J. Walc, Życiorys (prawdziwy - tylko do użytku wewnętrznego)... AUW, WPP/IPd 64693, Życiorys Jana Walca, 5 V 1966, bp; relacja Andrzeja Celińskiego; J. Walc, Trudny rachunek, [w:] J. Walc, Wielka choroba..., s. 164.

[55] Zob. J. Sadowska, Sercem i myślą związani z partią. Związek Młodzieży Socjalistycznej (1957-1976), Warszawa 2010.

[56] J. Walc, Postaw czerwonego sukna, [w:] idem, Wybierane..., s. 75. Tekst ten pierwotnie został opublikowany w "Krytyce" 1978, nr 2.

[57] Relacja Joanny Trzeciak-Walc.

[58] Relacja Andrzeja Celińskiego.

[59] Ibidem.

[60] DSH, AHM, Pamiętanie Peerelu, Relacja Joanny Trzeciak-Walc.

[61] Wspomnienie Jana Walca, [w:] A. Celiński, Ja wygrałem..., s. 76.

[62] Relacja Andrzeja Celińskiego.

[63] Relacja Joanny Trzeciak-Walc.

[64] Ibidem.

[65] Ibidem.

[66] Ibidem.

[67] AUW, WPP/IPd 64693, Podanie Jana Walca o przyjęcie na studia pedagogiczne na Uniwersytecie Warszawskim, bp.

[68] J. Walc, Życiorys (prawdziwy - tylko do użytku wewnętrznego)...

[69] AUW, WPP/IPd 64693, Podanie Jana Walca o przyjęcie na studia pedagogiczne na Uniwersytecie Warszawskim, bp.

[70] AUW, WPP/IPd 64693, Wypracowanie Jana Walca, bp.

[71] DSH, AHM, Pamiętanie Peerelu, Relacja Joanny Trzeciak-Walc.

[72] Ibidem.

[73] AUW, WPP/IPd 64693, Życiorys Jana Walca, 5 V 1966, bp.

[74] DSH, AHM, Pamiętanie Peerelu, Relacja Joanny Trzeciak-Walc.

[75] Ibidem.

[76] AUW, WPP/IPd 64693, Podanie Jana Walca do Dziekana Wydziału Pedagogicznego z prośbą o opinię w związku z chęcią zawarcia małżeństwa, 17 IV 1967, bp.; DSH, AHM, Pamiętanie Peerelu, Relacja Joanny Trzeciak-Walc.

[77] DSH, AHM, Pamiętanie Peerelu, Relacja Joanny Trzeciak-Walc.

[78] AUW, WPP/IPd 64693, Podanie Jana Walca do Dziekana Wydziału Pedagogicznego z prośbą o opinię w związku z chęcią zawarcia małżeństwa, 17 IV 1967, bp.

[79] Relacja Joanny Trzeciak-Walc.

[80] AUW, WPP/IPd 64693, Podanie Jana Walca do Dziekana Wydziału Pedagogicznego z prośbą o dopuszczenie do udziału w sesji letniej 5 VI 1967, bp.

[81] Relacja Joanny Trzeciak-Walc.

[82] J. Walc, Życiorys (prawdziwy - tylko do użytku wewnętrznego)...; AUW, WPP/IPd, 64693, Podanie Jana Walca o zgodę na zaliczenie egzaminów w X 1967, bp.

[83] DSH, AHM, Pamiętanie Peerelu, Relacja Joanny Trzeciak-Walc.

[84] AIPN, 0330/327, t. 83, Informacja nr 33/68, k. 177-178. AIPN, 0330/327, t. 81, Odpis doniesienia TWC "Teodor" dot. Jana Walca, 11 IV 1968, k. 6; DSH, AHM, Pamiętanie Peerelu, Relacja Joanny Trzeciak-Walc.

[85] J. Walc, Życiorys (prawdziwy - tylko do użytku wewnętrznego)...

[86] DSH, AHM, Pamiętanie Peerelu, Relacja Joanny Trzeciak-Walc.

?

Jan Walc, 1988 rok

.

"Janek przejechał się po nim walcem" - w ten sposób redaktorka drugoobiegowego "Biuletynu Informacyjnego" Joanna Szczęsna skomentowała artykuł o peerelowskim prokuratorze napisany przez bohatera tej książki[1]. Gra słów dobrze oddaje sposób, w jaki Jan Walc niekiedy postępował z ludźmi, o których pisał. Ofiarami jego ostrego pióra padali działacze partyjni, milicjanci, prokuratorzy, luminarze polskiej literatury, przywódcy opozycji demokratycznej, dawni i aktualni koledzy, a nawet nauczycielki jego córki. Nie dziwiłoby zatem, gdyby Walc podpadł wielu ludziom i gdyby wszyscy wyrażali się o nim źle. Tymczasem tak nie jest. O Walcu równie ciepło wypowiadali się niedawno dziennikarze związani z "Gazetą Wyborczą" i publicyści prasy prawicowej[2]. Wynika to pewnie głównie z "przywileju" przedwczesnej śmierci, która sprawiła, że bohatera tej książki ominęły najgorętsze spory polityczne w III RP i jednoznaczne zaszufladkowanie do któregoś ze skłóconych ze sobą obozów. Z pewnością jednak to nie jedyny powód "ekumeniczności" dobrej pamięci o Walcu. Na swoją nieprzystawalność do utartych schematów i pozornie oczywistych podziałów zapracował on przede wszystkim tym, jak żył, a nie tym, kiedy zmarł. Nie pasował do żadnego z rodzących się w pierwszych latach wolnej Polski obozów politycznych i ideowych. Miał zbyt nieszablonowe poglądy. Łączył niechęć wobec wpływu Kościoła katolickiego na politykę oraz krytykę liberalizmu gospodarczego z ostrym antykomunizmem, poparciem dla lustracji i wyraźnego rozliczenia się z PRL.

Czy nietypowa kombinacja przekonań to wystarczający powód, żeby pisać o kimś książkę? Walc nie kierował żadną gazetą ani partią, nie piastował wysokich stanowisk, nie stał na czele ruchu społecznego. W żadnej dziedzinie nie osiągnął takiej pozycji, żeby zostać klasykiem i trafić na łamy podręczników. Tymczasem na polskim rynku wydawniczym do dzisiaj nie ma kompletnych naukowych biografii znacznie bardziej znanych postaci, jak choćby redaktor naczelny paryskiej "Kultury" Jerzy Giedroyc czy jeden z głównych architektów polskiej transformacji i wybitny historyk Bronisław Geremek. I jeszcze jedno: Walc żył bardzo krótko, bo tylko czterdzieści pięć lat. Można mieć wątpliwości, czy w takim czasie człowiek jest w stanie osiągnąć tyle, żeby przejść do historii. Czy warto zatem przypominać postać Jana Walca? Czy warto o nim pisać, czytać i pamiętać? Gdybym nie był absolutnie przekonany, że na te pytania trzeba odpowiedzieć twierdząco, to nawet nie próbowałbym zaczynać pisania tej książki. Sądzę, że obszerny i zróżnicowany dorobek publicystyczny oraz krytycznoliteracki Walca zasługuje na miejsce w historii polskiej kultury, dziennikarstwa i polityki. Jednocześnie jego życiorys, chociaż krótki, był bardzo bogaty w interesujące wydarzenia; bohater tej książki funkcjonował w zróżnicowanych środowiskach i pracował w wielu miejscach. Analiza jego życia pokazuje z interesującej perspektywy takie tematy jak: Marzec '68 i jego skutki, zjawisko "wilczych biletów" w PRL, funkcjonowanie szkół średnich, dzieje tygodnika "Polityka" i Instytutu Badań Literackich, tworzenie się opozycji demokratycznej i niezależnego ruchu wydawniczego, specyficzny mikroświat Podkowy Leśnej czy życie codzienne internowanych w stanie wojennym. Książka o Walcu w mojej ocenie rzuca snop światła na niemały kawałek historii Polski w drugiej połowie XX w.

"Walc Jan pokazuje się w miejscu zameldowania bardzo rzadko, nosi brodę, posiada opinię fircyka" - napisał w 1975 r. w krótkiej notatce sierżant milicji z komendy na Żoliborzu, który miał sprawdzić, kto faktycznie mieszka u rodziców bohatera tej książki[3]. Nie można odmówić tej lakonicznej charakterystyce przynajmniej częściowej racji. Zapewne byli tacy, którzy w taki właśnie sposób postrzegali Walca, choć pewnie więcej osób zamiast "fircykiem" nazwałoby go "pieniaczem". Był bowiem człowiekiem, który często bronił swoich racji do upadłego. Jednocześnie ograniczanie się do takich charakterystyk Walca byłoby niezwykle krzywdzące. Był on bowiem postacią o bogatym dorobku, a jednocześnie barwną i ciekawą: słynącym z ostrego pióra krytykiem literackim, literaturoznawcą piszącym rozprawy o Tadeuszu Konwickim i Adamie Mickiewiczu, sekretarzem Jarosława Iwaszkiewicza porządkującym jego archiwa a zarazem jednym z najostrzejszych krytyków jego postawy, nauczycielem w Liceum Ogólnokształcącym im. Stefana Batorego, współpracownikiem tygodników "Polityka" i "Kultura", wreszcie - wieloletnim działaczem opozycji demokratycznej oraz czołowym publicystą i drukarzem drugiego obiegu w PRL. Samo powyższe wyliczenie pokazuje nietuzinkowość tej postaci, dzisiaj niemal zupełnie zapomnianej. Pisząc książkę o Walcu, starałem się przypomnieć jego dorobek publicystyczny i krytycznoliteracki oraz "dorobek życiowy" związany z nonkonformistyczną postawą w czasach PRL. Jednocześnie, chociaż nie ukrywam, że cenię dorobek Walca i mam duże uznanie dla jego postawy, nie zamierzam uciekać od spraw, w których popełniał błędy, w najzwyklejszy sposób się mylił, przekraczał granicę uczciwej krytyki czy nie zachowywał się fair.

Książka ta jest typową biografią historyczną. Odtwarzam w niej i analizuję kolejne etapy życia Jana Walca od młodości po przedwczesną śmierć. Interesuje mnie przy tym przede wszystkim jego aktywność publiczna. Życie prywatne bohatera pojawia się na kartach tej książki tylko wtedy, kiedy było powiązane z działalnością polityczną, publicystyczną czy naukową, chociaż oczywiście nie sposób pokazać bohatera książki jako człowieka z krwi i kości, abstrahując od osobistej sfery jego życia. Tytuł książki Jan Walc - biografia opozycjonisty jest nieprzypadkowy. Jako historyka badającego dzieje różnych form sprzeciwu wobec systemu politycznego PRL interesuje mnie głównie ten aspekt jego działalności. Po 1989 r. pozostawał on, chociaż w zupełnie innym sensie, w opozycji. Nie zwalczał nowego porządku tak jak starego, ale ostrze jego krytyki dotyczącej świata polityki się nie stępiło.

Koncentrując się na politycznych aspektach życia i twórczości Jana Walca, nie sposób abstrahować od tego, co pisał o literaturze; jego podejście do kultury zakładało udział twórców w życiu politycznym i społecznym. Głos Walca na temat kultury i sztuki był najczęściej jego komentarzem do jakiejś części rzeczywistości. Było tak nie tylko, kiedy pisywał o starszym od siebie o pokolenie Tadeuszu Konwickim, ale również gdy pisał o Adamie Mickiewiczu. Literatura i polityka w życiu Walca nie były odrębnymi sferami, wręcz przeciwnie: czytając jego teksty i odtwarzając elementy biografii, miałem wrażenie, że te dwie istotne części jego życia nieustannie się przenikały oraz że jego opozycyjność nie była tylko kwestią postawy politycznej, ale również charakteru; przejawiała się więc w różnych sferach życia: politycznej, zawodowej i prywatnej. Nie znaczy to, że bohater tej książki był postacią jednowymiarową, właśnie takim pieniaczem, który zawsze jest czemuś przeciwny dla samego sprzeciwiania się. Niektórzy mogli go tak odbierać, ale chodziło mu o coś więcej i próbował też robić coś więcej.

Książka ma charakter naukowy. Poza opowiedzeniem czytelnikom życiorysu Walca starałem się znaleźć odpowiedź na kilka kluczowych pytań badawczych, m.in. o to, co sprawiło, że Jan Walc został opozycjonistą i o rolę, jaką odgrywał w ruchu opozycyjnym funkcjonującym w Polsce w latach 1976-1989, zarówno jako działacz opozycji, jak i autor tekstów. W kolejnych rozdziałach analizuję jego poglądy na kluczowe problemy tego czasu (ale też pierwszych lat III Rzeczpospolitej).Jednocześnie życie Jana Walca starałem się opisać w sposób atrakcyjny dla różnych odbiorców, również tych niewprowadzonych w meandry dziejów opozycji demokratycznej i kultury niezależnej.

Biografię Walca przedstawiłem w pięciu rozdziałach. W pierwszym z nich, zatytułowanym Szybki koniec młodości, opisałem korzenie rodzinne, czas nauki w szkole, początek studiów i założenie rodziny, a następnie udział w protestach studenckich w 1968 r. i represje zastosowane wobec bohatera tej książki przez władze. Drugi rozdział Poszukiwanie miejsca dotyczy czasu, kiedy Walc kończył studia i podejmował kolejne prace, których najczęściej był pozbawiany z powodów politycznych. Jednocześnie był to czas jego debiutu na łamach prasy społecznej i kulturalnej oraz pisania pracy doktorskiej o Tadeuszu Konwickim. W trzecim rozdziale Wolny wałkowy opisuję czas współpracy z Komitetem Obrony Robotników, aktywności publicystycznej na łamach prasy niezależnej i udziału w jej drukowaniu. Czwarty rozdział Dekada "Solidarności" dotyczy lat 80. Śledzimy drogę życiową Walca w tym czasie poprzez jego udział w ogromnym ruchu społecznym, rozpoczęcie pracy w Instytucie Badań Literackich PAN, internowanie, aktywność w konspiracji i wyjazdy zagraniczne. Ostatni piąty rozdział Nieprzystający dotyczy lat aktywności publicystycznej Walca w pierwszych latach III Rzeczpospolitej.

Najszersze jak dotąd spojrzenie na interesującą mnie postać zawiera artykuł historyka Pawła Sowińskiego Jan Walc - w pierwszej linii opublikowany w 2012 r.[4] Pięć lat później opublikowałem tekst koncentrujący się na udziale Walca w protestach studenckich w 1968 r. (obszerne fragmenty tego artykułu, w poprawionej, uzupełnionej i przeredagowanej wersji, wykorzystałem w pierwszym rozdziale tej książki)[5]. W 2006 r. historyk, a jednocześnie znajomy Walca, Andrzej Paczkowski opublikował natomiast w "Rzeczpospolitej" artykuł Przypadek "Fausta" opisujący historię jego aresztowania i wyjścia na wolność w 1968 r., w którym nie podano jednak nazwiska bohatera tekstu[6]. Wspomnieć tu trzeba o posłowiu filmoznawcy Tadeusza Lubelskiego do wydanego po latach doktoratu Walca[7] oraz o wstępie historyka literatury Włodzimierza Boleckiego do zbioru jego felietonów[8]. Bohater tej książki pojawia się często w wielu opracowaniach dotyczących historii opozycji w PRL bądź kultury niezależnej, które starałem się obszernie wykorzystywać, pisząc tę pracę. Szczególną uwagę można zwrócić na artykuł na temat badania twórczości Tadeusza Konwickiego autorstwa Przemysława Kanieckiego, którego Walc interesował właśnie w tym kontekście[9]. Wspomnieć jeszcze należy teksty o innym charakterze, które sytuowały się niekiedy na pograniczu różnych gatunków: publicystyki, wspomnień i recenzji pisanych często przez osoby, które Walca znały. Byli to m.in. opozycjoniści, dziennikarze, literaci, historycy literatury i krytycy: Marek Adamiec[10], Małgorzata Baranowska[11], Witold Bartoszewicz[12], Wojciech Bonowicz[13], Jan Cywiński[14], Grażyna Borkowska[15], Ryszard Holzer[16], Andrzej Horubała[17], Andrzej Kaczyński[18], Krzysztof Masłoń[19], Tadeusz Nyczek[20], Piotr Skórzyński[21], Piotr Szewc[22], Andrzej Werner[23], Bronisław Wildstein[24], Wiktor Woroszylski[25] i Kazimierz Wóycicki[26]. Trzeba też wspomnieć w tym miejscu o rozmowach radiowych: Anki Grupińskiej z Jędrkiem Walcem o jego ojcu pt. Jan Walc - człowiek, który się wyrwał ubecji oraz Wacława Holewińskiego z Joanną Trzeciak-Walc i Czesławem Bieleckim pt. Jan Walc. Książki i kultura niezależna.

Charakter typowych wspomnień mają zamieszczone na stronie internetowej poświęconej Janowi Walcowi (www.janwalc.pl) teksty Seweryna Blumsztajna, Teresy Boguckiej, Józefa Duriasza i Mariusza Władyszewskiego. Tam też znaleźć można krótki niepublikowany wcześniej szkic życiorysu sporządzony przez Walca w 1977 r. Nasz bohater pojawia się również rzadziej lub częściej na kartach dzienników lub wspomnień różnych osób, zwłaszcza związanych z opozycją w PRL; te przekazy okazały się dla mnie bardzo cenne. Jako źródło posłużyły mi również zebrane przeze mnie relacje wielu znajomych Walca. W 2006 r. w ramach prowadzonego przez Ankę Grupińską projektu historii mówionej Pamiętanie Peerelu. Opowieści o wspólnych i indywidualnych sposobach na system 1956-1989 nagrałem i opracowałem relację Joanny Trzeciak-Walc, żony bohatera książki, która tę wypowiedź sprzed kilkunastu lat teraz uzupełniła i skorygowała w kilku miejscach. Korzystałem również z relacji innych osób z tej kolekcji. Przydatna w kilku punktach okazała się również relacja Joanny Trzeciak-Walc nagrana przez Stowarzyszenie Wolnego Słowa. Specjalnie z myślą o książce rozmawiałem z wieloma osobami znającymi Walca: jego kolegami ze szkoły i z różnych miejsc pracy, współpracownikami z opozycji demokratycznej i najbliższymi. Rozmów nie przeprowadzałem według tego samego kwestionariusza, starając się jednak w miarę możliwości zachować powtarzalność wątków[27]. Z kilkoma kolejnymi osobami prowadziłem korespondencję na temat Walca.

Naturalnie korzystałem szeroko z artykułów i książek napisanych przez bohatera tej pracy. Z jednej strony prezentował on w nich swoje poglądy na różne problemy, z drugiej - wspominał obszernie o wydarzeniach ze swojego życiorysu. Ułatwienie przy wykorzystywaniu artykułów prasowych Walca stanowiły zbiory jego tekstów: Wybierane[28], Wielka choroba[29] i Ja tu tylko sprzątam[30]. Do dorobku Walca należą też dwie książki na temat literatury: poświęcony Mickiewiczowi Architekt Arki z 1991 r.[31] i jego doktorat Tadeusza Konwickiego przedstawianie świata[32], a także przeprowadzony przez Walca wywiad-rzeka z Andrzejem Celińskim Ja już wygrałem. Jan Walc rozmawia z senatorem płockim opublikowany w 1991 r.[33] Niezwykle przydatna okazała się wspomniana strona internetowa, na której zamieszczono część dorobku pisarskiego Walca.

Spośród źródeł archiwalnych najwięcej materiału znalazłem w Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej. Szczególnie przydatne okazały się dla mnie materiały dotyczące aresztowania i prowadzonego w 1968 r. śledztwa przeciwko Janowi Walcowi oraz próby zwerbowania go do współpracy z SB, zestawienia informacji MSW na temat przebiegu śledztw w sprawach uczestników protestów w marcu 1968 r., materiały z prowadzonej od 1969 r. sprawy operacyjnego rozpracowania krypt. "Faust", akta śledztwa prowadzonego przeciwko Janowi Walcowi w 1981 r. oraz materiały na temat jego internowania w stanie wojennym. Skorzystałem również z materiałów dotyczących Jana Walca zachowanych w Archiwum Uniwersytetu Warszawskiego oraz w trzech jednostkach Instytutu Badań Literackich: Archiwum, Dziale Kadr i Bibliotece. Pojedyncze materiały na temat Walca odnalazłem w Archiwum Ośrodka Karta, zwłaszcza w przechowywanych tam zbiorach Stowarzyszenia Archiwum Solidarności - materiały z tzw. Archiwum Wiktora Kulerskiego, czyli jednego z polemistów Walca. Skorzystałem też z kilku dokumentów przechowywanych w Hoover Institution w San Francisco (w kolekcjach Mieczysława Rakowskiego i Ireny Lasoty)[34].

Jan Walc, 1986 rok