Tytuł oryginału: Spooky Sausage Dog
Tłumaczenie: Ewa Rosa
Redaktorka inicjująca: Patrycja Klempas
Redaktorka prowadząca: Edyta Wielgosz
Redakcja: Dagmara Powolny
Korekta: Dominika Gołowin, Katarzyna Rogowska, Magdalena Mierzejewska
Skład i przygotowanie do druku: Justyna Wiśniewska
Text copyright ? Hodder & Stoughton Ltd, 2025
Illustrations copyright ? Hodder & Stoughton Ltd, 2025
? Copyright for the Polish edition by Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o., 2025
All rights reserved
Wydanie I
Warszawa 2025
M2633
Pierwsze wydanie: Orchard Books, 2025
An imprint of Hachette Children's Group Part of Hodder & Stoughton Limited
Carmelite House
50 Victoria Embankment
London EC4Y 0DZ
An Hachette UK Company
www.hachette.co.uk
www.hachettechildrens.co.uk
Niniejszy produkt objęty jest ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że wszelkie udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, upublicznianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych - jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.
ISBN: 978-83-8425-667-1
Skład wersji elektronicznej: Michał Olewnik / Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.i Michał Latusek
Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.
ul. Marszałkowska 116/122, 00-017 Warszawa
tel. +48 22 826 08 82, fax +48 22 380 18
biuro@gwfoksal.pl, www.gwfoksal.pl
Rozdział pierwszy
- Siup! - szczeknął jamniczek i zanurkował w ogromną stertę złożoną z pomarańczowych, czerwonych i żółtych liści.
- Tobi! - zawołała ze śmiechem Nina.
Piesek wystawił głowę spomiędzy liści i radośnie wyszczerzył kły. Spacerował w parku ze swoimi ukochanymi opiekunkami: Niną i jej mamą. Wszystkie drzewa były już nagie, a rześkie powietrze odrobinę pachniało dymem z ogniska. Wiewiórki gromadziły kasztany w sekretnych miejscach, by mieć dość jedzenia na później, gdy zrobi się już naprawdę zimno. Rodzina Tobiego również szukała kasztanów, ale raczej nie po to, by je schrupać - a w każdym razie jamnik miał taką nadzieję, że Nina i jej mama nie zamierzają tego robić!
- Są tam jakieś kasztany? - zawołała do niego mama.
- Nie sądzę. Ale poszukam! - odparł Tobi i zniknął z powrotem wśród liści.
Oczywiście dla mamy i Niny zabrzmiało to jak szczekanie, ale zawsze świetnie rozumiały, co piesek ma na myśli.
- A właściwie to po co nam kasztany? - zapytała Nina.
- Podobno, jeśli położy się je na parapecie, powstrzymują pająki przed wchodzeniem do domu - wyjaśniła mama i się wzdrygnęła. - Nie wiem, czy to prawda, lecz warto spróbować.Nie przepadam za pająkami.
- No to uzbieram ich trochę dla ciebie - obiecała dziewczynka.
- A ja ci pomogę! - zaoferował się Tobi i wystrzelił z szeleszczącej sterty, rozrzucając liście na boki.
- Chodź, Tobi! Tutaj! - Nina podbiegła do wysokiego kasztanowca i zaczęła miażdżyć stopą zielone, najeżone kolcami kulki, w których tkwiły lśniące brązowe nasiona.
Tobi z kolei węszył w poszukiwaniu kasztanów, które już wcześniej same wypadły z łupin.
- Znalazłem jeden! - zawołał.
- Ej zostaw go, ten jest mój - pisnął cichy głosik.
Jamnik zmrużył oczy i zobaczył pająka, który nie dość, że siedział na znalezisku Tobiego, to jeszcze odgrażał się pieskowi.
- Myślałem, że pająki boją się kasztanów - powiedział Tobi ze zdziwieniem.
- Ja niczego się nie boję! - prychnął pająk, rozgniewany.
- Masz ochotę pójść na dyniową farmę, Nino? - zapytała mama, zerkając na zegarek. - To niedaleko stąd.
- O tak, chętnie! - pisnęła dziewczynka, podskakując z ekscytacją.
Tobi zaszczekał i też zaczął podskakiwać, kręcąc się wokół jej stóp.
- Co to jest dynia? - zapytał pająk.
- Nie mam pojęcia! - przyznał Tobi. - Pa!
Gdy mama przypięła mu smycz, z entuzjazmem zamerdał ogonem.
Wyszli z parku, ale zamiast wspiąć się na wzgórze alejką prowadzącą do domu, skręcili za róg. Wkrótce dotarli na farmę i podążyli za znakami, aż natknęli się na wielkie pole pełne pomarańczowych kul.
- Patrz, Tobi, to dynie! - wyjaśniła Nina i wzięła pieska na ręce, żeby mógł się im lepiej przyjrzeć.
- A więc to są dynie! - zaszczekał.
- Wybierzmy sobie jedną - zaproponowała mama.
Nina odstawiła Tobiego na ziemię, a on podreptał wzdłuż najbliższego rzędu, by obwąchać wszystkie dynie po kolei. Musiał znaleźć naprawdę dobrą dla swojej opiekunki... Tyle że nie miał pojęcia, jak wygląda dobra dynia. Nagle zauważył w oddali kogoś ubranego w kraciastą koszulę i ogrodniczki. Może to był właściciel farmy? On na pewno wiedział, które dynie są dobre!
- Przepraszam - zawołał jamnik, biegnąc w jego stronę, ale nagle stanął jak wryty, gdy zobaczył twarz farmera.
Mężczyzna miał okrągłą, pomarańczową buzię, a jego pełne szczerb usta rozciągały się w upiornym uśmiechu!
Tobi pognał z powrotem do mamy i Niny, tak szybko, jak mu na to pozwalały krótkie łapki.
- Pomocy! Pomocy! - zaszczekał w panice.
Nina wzięła go na ręce, a on wtulił nos w jej ramię. Cały się trząsł.
- Już dobrze, Tobi, już dobrze! - Dziewczynka pogłaskała go ze śmiechem. - To tylko dekoracja na Halloween.
Tobi wyjrzał zza zasłony jej długich, brązowych włosów. Gdy lepiej się przyjrzał, dostrzegł, że pomarańczowa twarz rzeczywiście została zrobiona z dyni.
- Biedny Tobi! To jego pierwsze Halloween. Nic dziwnego, że jest zdezorientowany - zauważyła mama.
Nina zaczęła wyjaśniać:
- Co roku trzydziestego pierwszego października obchodzimy święto, z okazji którego wszyscy przebierają się za upiorne stwory, takie jak wiedźmy czy wampiry. A to jest przerażający strach na wróble. Rzeźbimy w dyniach straszne buzie i wkładamy do środka świeczki, a potem chodzimy po domach sąsiadów, pukamy do drzwi i krzyczymy "cukierek albo psikus!", a oni dają nam słodycze! - pisnęła radośnie. - To superzabawa!
Jamniczek wtulił się w jej ramiona. Rzeczywiście brzmiało to fajnie! Był ciekaw, czy sąsiedzi rozdawali również przekąski dla psów.
- Już wiem, jak mogłybyśmy pokazać Tobiemu Halloween! - wykrzyknęła Nina. - Powinnyśmy urządzić imprezę!
Jamnik zaszczekał radośnie na te słowa. Imprezy często oznaczały kiełbaski i zabawę z przyjaciółmi. Właśnie tak było w wakacje, gdy zorganizowali grilla. Westchnął radośnie na to wspomnienie.
- Mogłybyśmy zaprosić znajomych na bal przebierańców, żeby Tobi też mógł się przebrać. Wyglądałby uroczo! - dodała Nina.
- No nie wiem... - odparła mama z wahaniem.
- Proszę, mamo! - zawołała dziewczynka błagalnym tonem. - Wyobraź go sobie w stroju malutkiej wiedźmy!
- Uwielbiam imprezy! - zaszczekał Tobi, by ją wesprzeć.
Nina docisnęła policzek do jego pyska i oboje prosząco spojrzeli na mamę.
- Och, no dobrze - ustąpiła. - Nie potrafię odmówić, gdy tak patrzycie na mnie oczami szczeniaczka.
Tobi nie był pewien, co miała na myśli. On przecież zawsze patrzył na nią oczami szczeniaczka. Ale Nina zaczęła podskakiwać i krzyczeć "hurra!", więc dołączył do niej i zaszczekał radośnie.
- Urządzimy imprezę halloweenową! - pisnęła dziewczynka z ekscytacją.
- No to musimy kupić więcej dyń - stwierdziła mama.
Nina poszła wybrać swoją, a Tobi podreptał za nią.
Dynie, smakołyki i imprezy - Halloween zapowiadało się świetnie!