Jamnik, który chciał być na fali - Bella Swift

Kup ebooka

19.99 zł
16.59 zł (13,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Tytuł oryginału: Sausage Dog Surfer

Tłumaczenie: Ewa Rosa

Redaktorka prowadząca: Patrycja Klempas, Edyta Wielgosz

Redakcja: Agnieszka Czerepowicka

Korekta: Weronika Rychta, Dagmara Powolny

Skład i przygotowanie do druku: Justyna Wiśniewska, Magdalena Jackowska

Text copyright ? Hodder & Stoughton Ltd, 2025

Illustrations copyright c Hodder & Stoughton Ltd, 2025

? Copyright for the Polish edition by Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o., 2025

All rights reserved

Wydanie I

Warszawa 2025

M2632

Pierwsze wydanie: Orchard Books, 2025

An imprint of Hachette Children's Group Part of Hodder & Stoughton Limited

Carmelite House

50 Victoria Embankment

London EC4Y 0DZ

An Hachette UK Company

www.hachette.co.uk

www.hachettechildrens.co.uk

Niniejszy produkt objęty jest ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że wszelkie udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, upublicznianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych - jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

ISBN: 978-83-8387-982-6

Skład wersji elektronicznej: Michał Olewnik / Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.i Michał Latusek

Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.

ul. Marszałkowska 116/122, 00-017 Warszawa

tel. +48 22 826 08 82, fax +48 22 380 18

biuro@gwfoksal.pl, www.gwfoksal.pl

www.wydawnictwowilga.pl

Rozdział pierwszy

Przepyszny zapach napłynął z ogrodu i dotarł do jamnika drzemiącego w koszyku. Nos Tobiego obudził się pierwszy. Potem ocknął się jego ogon. Czy to był zapach... kiełbasek? Tylne łapy poderwały się, zanim przednie doszły do siebie, przez co piesek zrobił salto, wyskakując z posłania, i z głuchym odgłosem wylądował na podłodze.

- Auć!

Jeszcze leżał, gdy jego nos znowu drgnął. Tak, to kiełbaski! Jamnik wybiegł przez otwarte drzwi do ogrodu za domem. Gdzieś w pobliżu rozległa się melodyjka wygrywana przez furgonetkę lodziarza, a dzieci zapiszczały z ekscytacją. W powietrzu unosiły się aromaty przyrządzanego jedzenia i woń rozgrzanego asfaltu. Pachniało latem!

Tobi zamerdał ogonem na widok mamy i Niny, które adoptowały go, gdy był szczeniaczkiem. Dziewczynka obiecała, że będzie kochać psiaka już zawsze. Została jego najlepszą przyjaciółką i wciąż uważał się za szczęściarza, że na nią trafił.

Pędził w głąb ogrodu, żeby polizać swoją opiekunkę i jej mamę na powitanie, a przy okazji przypomnieć, że kiełbaski to jego ulubiona potrawa, gdy nagle zobaczył coś, co bardzo go zaniepokoiło. Pożar! Na trawniku stała jakaś metalowa wieża, a na jej czubku płonął ogień!

- Pali się! - zawołał Tobi najgłośniej, jak mógł. - Mamo, Nino, PALI SIĘ!

Oczywiście dla ludzi zabrzmiało to jak szczekanie, ale dziewczynka i tak zawsze rozumiała pupila.

- Już dobrze, Tobi. - Zaśmiała się, wzięła go na ręce i podeszła do płonącej wieży.

- Pali się! - zaszczekał znowu jamnik, jednak już nie tak głośno. W ramionach przyjaciółki czuł się znacznie bezpieczniej. Skoro ona się nie martwiła, to może on też nie powinien?

- Niemądry piesku - powiedziała mama, głaszcząc go po łebku. - Robimy grilla. Zobacz!

Wskazała na szczyt płonącej wieży i Tobi ujrzał kiełbaski piekące się na ruszcie. Na ten widok znowu się podekscytował i oblizał pyszczek.

- Dostaniesz trochę, gdy przyjdą goście - dodała. - Pojawi się mnóstwo twoich psich przyjaciół.

- Obiecuję, że zostawię dla ciebie największą! - szepnęła mu Nina do ucha, po czym odstawiła go na ziemię.

Tobi wrócił do domu. Musiał powiadomić o tej imprezie swoją drugą przyjaciółkę, Cleo. Cóż, stara zrzędliwa kotka nie do końca była jego przyjaciółką. Kiedy jednak dołączył do rodziny, wręcz za nim nie przepadała, a teraz przynajmniej trochę go lubiła. Czasami nawet przytulała się do niego, o ile nie wytarzał się w czymś śmierdzącym albo nie powiedział czegoś, co mogłoby ją zirytować.

Dobrze wiedział, gdzie ją znajdzie. Popędził do jej ulubionego okna z widokiem na ogród i rzeczywiście - Cleo wygrzewała się na parapecie, a jej długie, puszyste białe futro połyskiwało w blasku słońca. Zawahał się. Z jednej strony kotka potrafiła być bardzo marudna, gdy się ją obudziło. Ale z drugiej strony naprawdę chciał jej opowiedzieć o grillu...

Stał tak przez chwilę i obserwował sytuację, próbując podjąć decyzję.

- Słyszę, jak oddychasz - wycedziła Cleo.

- Nie śpisz!

Tobi zamerdał ogonem i wgramolił się na stołek, a potem na parapet. Kotka niechętnie się przesunęła, żeby zrobić mu miejsce.

- Cleo, urządzamy grilla! - wykrzyknął. - Z KIEŁBASKAMI. I przyjdą moi przyjaciele!

Kotka otworzyła jedno oko i przeciągle westchnęła.

- Tylko tego brakowało.

Wstała, przeciągnęła się i zeskoczyła z gracją na ziemię. Chociaż nie była już młoda, skakanie wciąż wychodziło jej lepiej niż Tobiemu.