Wstęp
Środa, dziesiąty października 1956 roku. Uroczysta gala towarzysząca
premierze Olbrzyma rozbłysła blaskiem licznych gwiazd. Całe Hollywood
przybyło do nowojorskiego Roxy Theater, drugiego co do wielkości pałacu
filmowego na świecie z sześcioma tysiącami miejsc siedzących, aby
celebrować najnowszy epicki dramat słynnego reżysera George'a Stevensa,
który pobije rekord 1956 roku, zarówno pod względem długości (trzy i pół
godziny), jak i wpływów z biletów. Błyski fleszy rozświetlały
pojawiające się osobistości, a zwłaszcza gwiazdy filmu Olbrzym -
Elizabeth Taylor, Rocka Hudsona i Mercedes McCambridge - którzy
pozdrawiali wiwatujących przed wejściem do "świątyni sztuki filmowej" w stylu hiszpańskim, aby następnie zasiąść na swoich miejscach w lożach
naprzeciwko szerokiej, niezbyt głębokiej sceny, na której grupa taneczna
The Icy Roxyettes wirowała na łyżwach do dźwięków rewii Fall Fantasy w wykonaniu orkiestry Roxy Theater. Jak donosił jeden z reporterów,
policja zmagała się z opanowaniem wielkiej napierającej fali krzyczących
i ogarniętych szaleństwem fanów, którzy zgromadzili się przy aksamitnych
sznurach oddzielających widownię na rogu Zachodniej Pięćdziesiątej Ulicy
i Siódmej Alei, aby zobaczyć przybywające gwiazdy oraz oddać hołd tej
jednej, której nie było. Wewnątrz budynku celebryci, gwiazdy i twórcy
zajmowali miejsca, za które musieli zapłacić nawet piętnaście dolarów.
Zebrane środki przekazano na walkę z dystrofią mięśniową2. W prasie pisano, że wydarzenie to było większe niż finałowe mecze
baseballowe World Series, które zakończyły się tego samego popołudnia w innej części miasta, gdzie drużyna Yankees pokonała Dodgersów.
Kiedy kolejne gwiazdy, takie jak aktorka Natalie Wood i komik Henny
Youngmann, wchodziły do budynku, ponad sześćdziesięciu reporterów z dwudziestu siedmiu miast prześcigało się w zadawaniu pytań. Relację
telewizyjną sprzed wejścia do przestronnego lobby teatru, wypełnionego
teraz po brzegi gośćmi, prowadzili na żywo piosenkarka i aktorka Jayne
Meadows oraz aktor Chill Wills, a rolę bileterek pełniły modelki. Obsada
filmu zatrzymywała się, by porozmawiać z popularnymi prezenterami
radiowymi WRCA-FM, Texem McCrarym i Jinxem Falkenbergiem, nagrywającymi
specjalną audycję poświęconą Olbrzymowi, którą wyemitowano już
następnego wieczoru. Mimo plejady gwiazd Texa i Jinxa, jak nazywano duet
prezenterów, najbardziej interesował nieobecny aktor, którego imię
widniało na wielkiej, podświetlonej reklamie wiszącej nad wejściem do
pałacu filmowego - James Dean. Krążyły plotki, że młody aktor z Olbrzyma, który zginął w wypadku samochodowym w wieku dwudziestu
czterech lat niemal dokładnie rok wcześniej, otrzyma wkrótce
bezprecedensowo drugą pośmiertną nominację do Oscara. Choć zagrał
jedynie w trzech filmach, był prawdopodobnie najsłynniejszym człowiekiem
na świecie. Miał fankluby od Los Angeles po Paryż i Dżakartę. Tex i Jinx
chcieli się dowiedzieć, jak gwiazdy wspominają swojego zmarłego kolegę.
Taylor nie szczędziła Deanowi pochwał, twierdząc, że gdyby nie
przedwczesna śmierć, stałby się jednym z najwybitniejszych aktorów
swoich czasów. McCambridge wspominała jego życzliwość. Natomiast Hudson
szorstko poinformował prezenterów radiowych, że nie znał dobrze Deana,
ale wydawał się mu wyniosły3.
Setki, a nawet tysiące osób zgromadzonych w środku i przed teatrem,
przyszły tego wieczoru z przekonaniem, że znały Jamesa tak dobrze, jak
miliony jego fanów w całej Ameryce i na świecie. Bo czyż nie widzieli na
ekranie młodego przystojnego mężczyzny, który obnażał swoją duszę? Czyż
nie poczuli jego bólu i nie ujrzeli w nim zwykłego chłopaka,
ukrywającego się wśród zmieniających się kadrów? Tysiąc najwierniejszych
fanów Deana, zapełniwszy najwyższy balkon Roxy Theater, zaczęło głośno
tupać, gdy wyświetlono jego nazwisko w napisach początkowych, i krzyczeć
bez opamiętania, gdy ich idol po raz pierwszy pojawił się na ekranie.
Goście specjalni i reporterzy w dolnej części widowni usłyszeli
nieziemski pisk dochodzący z góry. Ktoś zapewne rozpoznał Larry'ego
Chandlera, rytownika z Los Angeles, który, korzystając z urlopu,
przyjechał do Nowego Jorku na premierę. Jeden z reporterów zwrócił uwagę
na jego uderzające podobieństwo do Deana. Chandler wyznał mu podczas
rozmowy, że był wielkim fanem aktora i - podobnie jak niezliczone rzesze
fanów - przeczytał o swoim idolu każdą informację, jaką mógł znaleźć.
Setki artykułów w magazynach obsesyjnie opisywały życie zmarłego
gwiazdora milionom czytelników, którzy domagali się jeszcze więcej. W księgarniach rozsianych po całym Manhattanie, na przykład w Doubleday
Book Shop, w której Dean robił kiedyś zakupy, oraz w całym kraju
pojawiły się reklamy nowej biografii gwiazdora, napisanej przez jego
najlepszego przyjaciela. Biografia miała trafić do sprzedaży za kilka
tygodni. Na zdjęciach reklamujących książkę twarz aktora wyłaniała się z czarnej okładki niczym duch.
Gwiazdy spoglądające z lobby Roxy Theater na tłum musiały odczuwać
obecność ducha Deana na każdym kroku. Jego twarz spoglądała z okładek
magazynów w każdym kiosku, od popularnego magazynu "Look" po najbardziej
tandetne tabloidy. Jego wycięta z kartonu podobizna promowała Olbrzyma
wszędzie tam, gdzie wyświetlano film - z wyjątkiem Roxy Theater, gdzie
kartonowy Dean został usunięty, ponieważ od stóp do głów pokryty był
śladami pomadki z pocałunków fanek. Patrząc na ludzi zgromadzonych, by
oddać hołd Jamesowi Deanowi, trudno było nie zauważyć jego twarzy
odbitej w ich obliczach. Aby wyglądać jak on, młodzi mężczyźni i nastoletni chłopcy zaczesywali włosy wysoko, nosili dżinsy jak Dean na
zdjęciach, ściągali brwi, garbili się i mamrotali coś pod nosem,
naśladując jego gburowate odzywki. James plasował się na szczycie
ogólnokrajowych sondaży na ulubionego aktora filmowego młodych
mężczyzn4. Pisarz John Dos Passos przypatrywał się chłopcom i młodym mężczyznom ubierającym się jak James Dean, ich "nonszalanckim
fryzurom" i "pogardzie wypisanej na ustach" i nazywał ich hipokrytami,
rozpieszczonymi mięczakami, udającymi prawdziwych mężczyzn5.
Mimo że określał ich "ponurymi nastolatkami", jego pogarda nie
powstrzymała chłopców przed wycinaniem z kolorowych magazynów kolejnych
zdjęć Deana, analizowaniem w kółko trzech jego filmów i czerpaniem od
nieżyjącego idola inspiracji, jak być mężczyzną.
Wpływ Deana na całe pokolenia mężczyzn nawet w dzisiejszych czasach
wciąż jest widoczny - od codziennych ubrań, przez nonszalancko ułożone
włosy, skończywszy na sposobie mówienia oraz poruszania się. Jego styl
jest tak wszechobecny, że stał się amerykańskim idiomem, językiem
nowoczesnej męskości, prawie tak niewidocznej, jak powietrze. Trudno
sobie wyobrazić, że w latach pięćdziesiątych ktoś musiał go wymyślić. A jednak siedemdziesiąt lat po śmierci Jamesa Deana jego nazwisko wciąż
symbolizuje określony typ młodzieńczej męskości. Najczęściej
reprezentuje go młody mężczyzna okrzyknięty "nowym Jamesem Deanem" lub
ci, którzy wskazują go jako wzór do naśladowania - od Dennisa Hoppera,
Boba Dylana, Elvisa Presleya, Martina Sheena, Brada Pitta, Johnny'ego
Deppa, Luke'a Perry'ego, Rivera Phoenixa, Nicolasa Cage'a, Leonarda
DiCaprio i Heatha Ledgera, po Austina Butlera, Jacoba Elordiego i wielu
innych. Ale echo stylu Deana pobrzmiewa wszędzie.
Była w tym jakaś ironia losu, że młodzi heteroseksualni mężczyźni
uznawali Jamesa Deana za ideał męskości. Dean zginął w połowie lat
pięćdziesiątych, w czasach, gdy homofobia była na porządku dziennym.
Parlamentarzyści Kongresu grzmieli przeciwko homoseksualnym "zboczeńcom"
i usuwali ze stanowisk setki gejów zatrudnionych w administracji.
Prezydent Eisenhower zakazał zatrudniania osób homoseksualnych w instytucjach federalnych, a pracodawcy w całym kraju poszli za jego
przykładem. Gazety i magazyny straszyły krzykliwymi nagłówkami o "groźnym widmie homoseksualizmu", ostrzegając, że "geniusze to
potencjalni dewianci" i że telewizja, kino oraz uniwersytety stały się
"przytulnym domem dla homoseksualistów". Jedna z publicystek narzekała,
że kultura amerykańska została wręcz zainfekowana przez homoseksualistów
(takim terminem określano wówczas zarówno gejów, jak i osoby
biseksualne): "Amerykanie muszą zmierzyć się z faktem istnienia
homoseksualizmu tak, jak zmierzyli się z rakiem, gruźlicą i epilepsją" -
pisała na łamach prasy. Gwiazdy filmowe, aktorzy Broadwayu i sportowcy
udający heteroseksualnych byli - według niej - "najgroźniejszym typem
męskich homoseksualistów". Bulwersowała się, że tych "zboczeńców można
oglądać na naszych ekranach i scenach. Piszą nasze książki, malują nasze
obrazy, czasem rywalizują w naszych najlepszych zawodach
sportowych"6. Trzeba było ich powstrzymać. Takie przekonania
nie były odosobnione. Media zostały zalane przez tysiące artykułów
ostrzegających przed homoseksualistami. Tekstów było tak wiele, że żaden
wykształcony Amerykanin nie mógł ich przeoczyć.
Młodzi mężczyźni, którzy stylizowali się na Jamesa Deana, brali sobie te
ostrzeżenia do serca i stanowczo egzekwowali niepisane zasady męskości
od każdego chłopca, który wydawał im się zbyt "miękki". W całym kraju
nastolatkowie urządzali "polowania na pedałów" - nocami przeszukiwali
parki oraz pobocza dróg i zwabiali mężczyzn obietnicą seksu, aby potem
ich obrabować i pobić. Tymczasem mężczyzna, którego tak podziwiali i którym chcieli być, nie był heteroseksualny.
Zainteresowałem się próbą wyjaśnienia dualistycznego dziedzictwa Jamesa
Deana - jako wzoru (heteroseksualnej) męskości i jednocześnie ikony
społeczności queerowej - gdy podczas lockdownu w 2020 roku po raz
pierwszy obejrzałem jego najsłynniejszy film, czyli Buntownika bez
powodu. Przez większość swojej kariery badałem filmy science fiction i horrory. W tych gatunkach kosmici i potwory symbolizują siły społeczne,
których nie potrafimy zbyt dobrze wyrażać. Jako gej wyczulony na
podteksty natychmiast dostrzegłem w Buntowniku bez powodu wyraźną
historię miłosną między dwoma chłopakami, zawoalowaną jednak w taki
sposób, by spełniała wymogi obyczajowości lat pięćdziesiątych.
Buntownik bez powodu stał się za sprawą Deana podsumowaniem nowej ery,
kwintesencją powstającego wzorca naturalnej i bardziej emocjonalnej
męskości, którą ówcześni krytycy mylnie brali za androgyniczność. Dzięki
jego charyzmatycznej grze film stał się również pierwszym obrazem
młodzieńczej miłości gejowskiej pokazanej na ekranie w pozytywny sposób,
a zarazem jedynym w okresie dwóch kluczowych dekad kształtujących
współczesne tożsamości seksualne. Filmowy bohater, nastoletni Jim, grany
przez Deana, nawiązuje głęboką i intensywną relację z nastolatkiem o imieniu Plato, w którego wciela się Sal Mineo. Relacja ta przyćmiewa
związek Jima z Judy, bohaterką graną przez Natalie Wood. Dean celowo
nadał filmowi osobisty wymiar, instruując Mineo, by ten grał jak
zakochany szczeniak, co przyszło mu z wielką łatwością. Sal wspominał,
że jego postać była "w pewnym sensie pierwszym nastolatkiem o orientacji
homoseksualnej w historii kina. Każdy, kto ogląda ten film, widzi, że
mój bohater miał ochotę na Jamesa Deana. Teraz, gdy wszyscy już znają
prawdę o Jimmym, wychodzi na to, że podobała mu się zarówno Natalie, jak
i ja. A zatem to ja musiałem zostać wyeliminowany"7. Fala
rozpaczy, jaka ogarnęła bohatera granego przez Deana po śmierci Plato,
miała oczyszczający charakter niczym katharsis.
Jednakże heteroseksualni krytycy - zarówno ówcześni, jak i dzisiejsi -
nie dostrzegali tego. Robert J. Landry z "Variety" uznał, że film tak
naprawdę opowiada o "biuście, szmince i seksualnych uniesieniach"
Natalie Wood, a Jack Moffitt z "Hollywood Reporter" opisał zakończenie,
które się nie wydarzyło, byle tylko nie wspominać o tym, jak bohater
Deana załamał się i opłakiwał chłopca, którego kochał8. To,
czego nie dostrzegli heteroseksualni krytycy, młodzi geje - zarówno
wtedy, jak i dziś - wyłapali w mig. Rozpoznali tę historię, zrozumieli
ją i przez krótką chwilę mogli zobaczyć siebie oraz swoje życie
podniesione do rangi sztuki. Zastanawiając się, dlaczego moja
interpretacja tak diametralnie różni się od tego, co pisali
heteroseksualni krytycy, doszedłem do wniosku, że wszystko, co
zobaczyłem na ekranie, odnosiło się - mniej lub bardziej - do samego
Jamesa Deana. To odkrycie popchnęło mnie w 2021 roku do napisania dla
magazynu "Esquire" artykułu, w którym przyjrzałem się Deanowi jako
ikonie społeczności queerowej, i w którym sprostowałem oszczerstwa,
jakie "Esquire" opublikował w 1956 roku. Tak właśnie narodziła się ta
książka9.
Po śmierci James Dean stał się symbolem nieokiełznanego, impulsywnego,
temperamentnego, heteroseksualnego Amerykanina - wizerunku, który
zupełnie nie pasował do jego drobnej, delikatnej sylwetki, artystycznych
zainteresowań i rozwijającej się queerowej tożsamości. I właśnie ten
rozdźwięk między realną osobą a wizerunkiem, jaki wykreował, nadawał mu
siłę, jakiej nie mieli jego rywale - magnetyzm, który fascynował
każdego, kto go widział. Zarówno za życia, jak i po śmierci przekraczał
granice, jakie amerykańscy politycy i przedstawiciele kultury narzucili
seksualności i męskości. Dean stworzył nowy obraz mężczyzny, który na
zawsze zmienił znaczenie męskości. Zapoczątkował rewolucję w amerykańskim podejściu do męskości i seksualności, która trwa do dziś.
Ta książka nie jest klasyczną biografią. Nie skupiam się na szkolnych
projektach plastycznych ani na finansowych aspektach kontraktów
filmowych. Nie opisuję wszystkich osób, które Dean spotkał, ani
szczegółów każdej przeprowadzonej rozmowy. Tę pracę wykonali już inni
biografowie. Val Holley w James Dean: The Biography z 1995 roku
prześledził drobiazgowo codzienne życie aktora10. I choć książka
Holleya jest już nieco przestarzała, nie zamierzam powtarzać
opowiedzianych już historii. Zamiast tego próbuję zbadać, jak konflikty
społeczne lat pięćdziesiątych dotyczące tematów seksualności i męskości
kształtowały popkulturę oraz jaki miały wpływ na człowieka, który stał
się symbolem zarówno swojej epoki, jak i samego wyobrażenia o męskości
wśród młodych mieszkańców Ameryki. Opowiem tu jedną historię, a nie
wszystkie historie Jamesa Deana.
Pisząc o tych kwestiach, nie da się uniknąć historii. Książka ma formę
narracyjną, jednak aby nadać opowieści płynności, bezpośredniości i dramatyzmu, musiałem podejmować trudne decyzje, gdy docierałem do
niezbyt wiarygodnych źródeł informacji. W przypadku historii osób
homoseksualnych źródła są często niedokładne, ponieważ wiele historii
zapomniano, celowo je zawoalowano, pozbawiono kontekstu lub nigdy ich
nie spisano z powodu wielu lat opresji społecznej i cenzury. Większość
dokumentów po prostu zniszczono. Na przykład w połowie dwudziestego
wieku FBI zgromadziło ponad trzysta tysięcy stron materiałów dotyczących
życia seksualnego queerowych Amerykanów, w tym wielu celebrytów, po czym
w 1973 roku wszystkie akta zostały zniszczone. Sporo mężczyzn, o których
życiu powinniśmy coś wiedzieć, nie pozostawiło po sobie wielu zapisanych
śladów swoich myśli i uczuć - albo dlatego, że sami się cenzurowali,
albo dlatego, że ich bliscy zniszczyli to, co po nich zostało. Niektóre
historie można dziś odtworzyć jedynie ze strzępków informacji,
sporadycznych artykułów prasowych i wspomnień spisywanych wiele lat po
wydarzeniach.
Tego typu utrudnienia dotyczą również dyskusji o życiu Jamesa Deana.
Zmarł tak młodo, że pozostawił po sobie bardzo niewiele spisanych
przemyśleń i tylko garść wywiadów, a wiele jego dokumentów celowo
zniszczono po jego śmierci. Pomimo jego ogromnej sławy główne źródła
informacji są zaskakująco rzadkie. Każda napisana o nim biografia opiera
się na trzech szczegółowych i dobrze udokumentowanych pozycjach z 1956
roku: książkowej biografii Williama Basta James Dean, studium
biograficznym James Dean Joego Hyamsa z magazynu "Redbook" oraz
artykule George'a Scullina z magazynu "Look" - James Dean: The Legend
and the Facts11. To właśnie te trzy historie ustanowiły kanon
faktów, na którym opierały się wszystkie późniejsze biografie - tyle że
każda z tych trzech opowieści zawierała zmyślone i zniekształcone
historie, zarówno celowo, jak i przypadkowo. Wszyscy trzej autorzy, jako
pisarze swojej epoki, w dużej mierze bazowali na teoriach freudowskich,
przypisując Deanowi zachowania wynikające z traumy po utracie matki lub
z rozczarowania nieobecnym ojcem. Wszyscy też czerpali garściami z oficjalnej biografii Deana przygotowanej przez studio filmowe Warner
Bros. - pod kierunkiem Waltera Rossa, dyrektora działu promocji
wytwórni, który później napisał pełną jadu powieść o "niemoralnym"
Deanie12. Głównym źródłem informacji miał być sam Dean -
oczywiście z "poprawkami" studia.
Większość pozostałych informacji wykorzystanych do spisania historii
życia Deana bazuje na wspomnieniach jego znajomych, które zostały
spisane zazwyczaj wiele lat później i często zniekształcone przez
uprzedzenia oraz zawodną pamięć. Aby przedstawić życie Deana w możliwie
najwierniejszy sposób, musiałem dokonać selekcji rozmaitych informacji,
by z tej niesamowitej ilości sprzecznych historii, tendencyjnych
opowieści i konfabulacji stworzyć spójną narrację. Poza kilkoma
podstawowymi faktami dotyczącymi imion i dat niemal każda informacja o życiu Jamesa Deana była przedmiotem sporów. Dlatego niezwykle
szczęśliwym zrządzeniem losu było to, że podczas pracy nad tą książką do
publicznego obiegu trafił pokaźny zbiór niemal czterystu dokumentów
Jamesa Deana obejmujących lata 1952-1955 - zarówno prawnych,
biznesowych, jak i osobistych - przechowywanych przez jego agentkę, Jane
Deacy. Ten bezprecedensowy wgląd w życie Deana, opowiedziany jego
własnymi słowami oraz widziany oczami jego najbliższych
współpracowników, dostarczył kilku nieoczekiwanych odkryć. Stał się
również jedynym niezależnym, archiwalnym potwierdzeniem wielu informacji
znanych wcześniej z wątpliwych relacji z drugiej ręki. Wśród dokumentów
znalazły się listy pisane przez Deana, korespondencja przychodząca,
dokumenty finansowe, umowy biznesowe oraz - co najbardziej zaskakujące -
akta prawne dotyczące nieznanej dotąd sprawy sądowej, w której były
kochanek Deana domagał się zwrotu pieniędzy, jakie wydał na jego
utrzymanie podczas ich związku13.
Opowiadając historię Jamesa Deana, odrzuciłem stary, wielokrotnie
powielany, lecz dziś już anachroniczny freudowski schemat,
bezrefleksyjnie powtarzany od lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku.
Niektórzy biografowie, nie mając żadnych konkretnych dowodów, próbowali
sprowadzić życie Deana do szaleńczego, lecz daremnego pędu, który miał
jeden cel - ponowne zjednoczenie ze zmarłą matką lub pojednanie z nieobecnym ojcem. Zamiast tego posłużyłem się udokumentowanymi źródłami
informacji i niepodważalnymi faktami, następnie wybrałem najbardziej
wiarygodne wspomnienia oraz relacje świadków i ułożyłem historię, która
nie jest sprzeczna z historycznymi danymi. Najważniejsze rozbieżności
wynikające z różnych źródeł informacji omówiłem w przypisach. Wymagało
to jednak odrzucenia wszystkich twierdzeń, plotek i legend, które były
niewiarygodne pod względem chronologii zdarzeń lub sprzeczne z ustalonymi faktami. Mam nadzieję, że efekt końcowy stanowi spójną i logiczną opowieść o życiu człowieka zbyt często przedstawianego jako
niezrozumiałego i irracjonalnego - historię, która odsłania pełną
wewnętrznych konfliktów, lecz jakże racjonalną duszę ukrytą pod fasadą
zbuntowanego outsidera. W 1957 roku magazyn dla mężczyzn "Real" nazwał
Jamesa Deana "naszym najdziwniejszym bohaterem narodowym". Rok wcześniej
magazyn "Look", wielki rywal magazynu "Life", określił go mianem
"najbardziej osobliwej legendy od czasów Valentino"14. Jeśli
porównać Deana do innych mężczyzn o podobnym pochodzeniu i ambicjach,
którzy dorastali jako osoby queerowe w nietolerancyjnej Ameryce, jego
"dziwne" zachowanie staje się zrozumiałe i znajome - jest częścią
szerokiego spektrum strategii obronnych, które przyjmowali
nieheteronormatywni mężczyźni, by chronić się przed wrogim i niebezpiecznym światem.
Żadna opowieść o życiu Jamesa Deana nie może pominąć kwestii jego
seksualności oraz tematu plotek i kontrowersji towarzyszących mu w życiu. Dean utrzymywał relacje seksualne zarówno z kobietami, jak i mężczyznami, ale jego rodzina, przyjaciele i współpracownicy dochodzili
do różnych wniosków na temat tego, jakie znaczenie miały dla niego te
relacje. W związku z odmiennymi interpretacjami seksualności Deana
poprzedni biografowie przedstawiali go w różny sposób. Jeden z nich
zauważył, że zarówno jego przyjaciele i kochankowie, jak i biografowie
określali go jako homoseksualnego, heteroseksualnego, biseksualnego i aseksualnego15. Sam Dean nie ułatwiał zadania - mówił
rządowi USA, że jest homoseksualistą, a kobietom, z którymi się
spotykał, że nie jest. Nie poznamy uczuć człowieka, który od dawna nie
żyje, a spekulacje, czy w dzisiejszych czasach nazwałby siebie gejem,
biseksualnym, heteroelastycznym, homoelastycznym,
demiseksualnym16, queer czy jeszcze inaczej, są zarówno
nieistotne, jak i anachroniczne - wynikałyby bowiem z niezrozumienia,
jak mężczyźni w jego czasach pojmowali seksualność.
W latach czterdziestych i pięćdziesiątych dwudziestego wieku młody
mężczyzna, który odczuwał choćby najmniejsze zainteresowanie innymi
mężczyznami, postrzegał to w jeden sposób - jako homoseksualność. Choć w literaturze akademickiej istniał termin taki jak "biseksualność", w popularnych mediach niemal się go nie używało. Pomimo tego, co twierdził
Alfred Kinsey w swojej słynnej skali seksualności, większość Amerykanów
nie wierzyła, że biseksualność naprawdę istnieje. W powszechnym
rozumieniu mężczyzna, który odczuwał pociąg do innego mężczyzny, był
homoseksualistą - niezależnie od tego, czy miał też intymne relacje z kobietami. Edmund Bergler, znany psychoanalityk, który twierdził, jakoby
leczył homoseksualizm, napisał w 1959 roku: "Biseksualność zalicza się
do homoseksualizmu, zarówno w potocznym, jak i naukowym rozumieniu".
Popularny tabloid "Confidential", czytany w czasach swojej świetności
przez ponad dziesięć procent Amerykanów, w 1957 roku wysunął tezę, że
biseksualność to mit17. Wielu biseksualnych mężczyzn było
określanych mianem "ukrytych homoseksualistów" zgodnie z teorią, że
tylko wisząca nad nimi hańba społeczna powstrzymywała ich przed
całkowitym porzuceniem kobiet na rzecz "uwodzicielskich rozkoszy
sodomii". W połowie dwudziestego wieku określenie "homoseksualny" nie
oznaczało więc wyłącznie bycia gejem w dzisiejszym rozumieniu, ale
odnosiło się do znacznie szerszego spektrum tożsamości obejmujących to,
co współcześnie określamy mianem "queerowy". W tym sensie James Dean,
niezależnie od tego, jak dzisiaj interpretujemy jego słowa i czyny,
według ówczesnych standardów był określany jako homoseksualista.
A on tego nienawidził - tak jak nauczono go nienawidzić samego siebie.
William Faulkner napisał kiedyś: "Przeszłość nigdy nie umiera. Właściwie
nawet nie jest przeszłością"18. Obyczajowość powojenna
wciąż odbija się echem w naszym współczesnym świecie, a zmagania i cierpienia tych, którzy żyli i umierali w cieniu urojonych wartości i toksycznego konformizmu, przypominają nam o niebezpieczeństwach, jakie
niesie społeczeństwo, gdy w imię mściwej moralnej czystości najbardziej
krzywdzi bezbronnych. Paraliżujący strach dotyczący męskości i seksualności, dotykający najbardziej nastolatków i młodych dorosłych,
znajduje swoje odbicie we współczesnych konfliktach rozgrywających się
od instytucji rządowych, po seriale telewizyjne i media społecznościowe.
Historia Jamesa Deana to także historia naszych czasów - wciąż możemy
się wiele nauczyć od człowieka, który przetarł nowy szlak i próbował,
choć nie bez trudności, żyć jak w dwudziestym pierwszym wieku,
pozostając w duszącym uścisku swojej własnej epoki.
Zło wcielone
Dżentelmeni czy lalusie? W styczniu 1947 roku, na kilka tygodni przed
szesnastymi urodzinami Jamesa Byrona Deana, znana ekspertka od etykiety,
Emily Post, podjęła temat męskości w swojej popularnej ogólnokrajowej
rubryce prasowej. Wielu młodych mężczyzn z wielkich miast i małych
miejscowości, od wybrzeży po środkowe stany, uwierzyło, że dobre maniery
to relikt przeszłości przynależący do przedwojennego świata, oznaka
słabości, zniewieściałości, a nawet homoseksualizmu. Uważali, że
prawdziwy mężczyzna zachowuje się agresywnie i przemawia pięściami.
"Zauważam, niestety, że wielu młodych mężczyzn jest dziś przekonanych,
iż w pierwszej kolejności powinni kierować się uporem" - pisała z dezaprobatą Emily Post. "Gardzą dobrymi manierami i umyślnie stają się
niechlujni". Pouczała jednak, że męskość i maniery nie wykluczają się
wzajemnie, a dobrze wychowani mężczyźni mają większe szanse na zdobycie
pozycji liderów w "męskim świecie"19. Jednak na farmie w Indianie, gdzie James Dean kształtował swój upór i nonszalancję jako
rodzaj męskiej zbroi chroniącej go przed światem, dżentelmen według
Emily Post wydawałby się istotą z innej planety.
Koledzy i nauczyciele wspominali nastoletniego Deana jako upartego i utalentowanego chłopaka ulegającego silnym emocjom i często popadającego
w stan w którym pragnął, by zostawiono go w spokoju. Kiedy jesienią 1945
roku rozpoczął naukę w Fairmount High School, jedna z pierwszych
nauczycielek Jamesa była zdumiona jego oczytaniem i wiedzą niemal na
każdy temat. Jak wielu ciekawych świata chłopców, którzy spędzali sporo
czasu w samotności, czytał dużo, choć niezbyt dogłębnie - w zasadzie
wszystko, co wpadło mu w ręce, od klasyki po instrukcje obsługi. Miał
dar konwersacji, który pozwalał mu sprawiać wrażenie, że wie więcej, niż
w rzeczywistości wiedział. Twierdził, że już w gimnazjum przerobił
materiał szkoły średniej. Pomimo swojej ciekawości świata i widocznej
inteligencji nigdy nie przykładał się do nauki - mówił, że woli
żyć20. Miał kiepskie oceny z większości przedmiotów poza kilkoma,
zwłaszcza z psychologii i sztuki. Największym zadaniem do odrobienia, a zarazem największą porażką przyszłego aktora, było zrozumienie samego
siebie.
W roku 1947 James Dean był pod wieloma względami typowym nastolatkiem
powojennej Ameryki. W ciągu ostatnich miesięcy jego rysy wyostrzyły się
- z cherubina o okrągłej twarzy, jakim był w pierwszej klasie,
przeistoczył się w intrygującego drugoklasistę o krótko ostrzyżonych
włosach, wyrazistej szczęce i przenikliwym spojrzeniu wyróżniającym go
na tle innych twarzy w albumie Fairmount High School z roku 1947.
Przystojny i wysportowany, choć trochę zakompleksiony z powodu swoich
stu siedemdziesięciu trzech centymetrów wzrostu i krótkowzroczności,
która zmuszała go do noszenia dużych, okrągłych okularów, grał w koszykówkę i baseball, a nawet próbował swoich sił w skoku o tyczce.
Sukcesy osiągał siłą woli, często ku irytacji trenerów, którzy woleli,
by ich słuchał. W szkolnej rozprawce o sobie samym napisał, że sport to
"serce każdego amerykańskiego chłopca". Kochał prędkość - najpierw na
motocyklu, który kupił kilka miesięcy wcześniej, a rok później, gdy
nauczył się prowadzić, w pożyczanych od kolegów samochodach. Nigdy nie
miał wypadku na motorze i nie wyobrażał sobie, że mógłby go mieć.
Znajomi Deana ze szkoły wspominali jego brawurową jazdę po mieście,
niebezpieczne akrobacje na motocyklu i zwycięstwa w nielegalnych
wyścigach samochodowych. Część z tych historii była prawdziwa, a część
należała do szkolnych legend.
Inne chłopięce upodobania Jamesa nie budziły już takiego podziwu.
Uwielbiał hamburgery i miał obsesję na punkcie lodów - szczególnie w kombinacji malinowo-kawowej. Lubił grać na bongosach i czytać westerny,
a jego idolem był Billy the Kid, osierocony banita, którego przestępcza
kariera zakończyła się śmiercią w wieku dwudziestu jeden lat. W kolejnych miesiącach rozwijał fascynację korridą - egzotycznym sportem,
który opowiadał o świecie poza farmą i Ameryką, o ekscytującym tańcu
śmierci między człowiekiem a bestią. Nie lubił zakładać ubrań ludzi
dorosłych - wolał T-shirty oraz dżinsy. "Jeśli nie muszę się przebierać
do filmu, wolę wskoczyć w stare dżinsy i T-shirt"21. Lubił, gdy
nazywano go Jimmym. Wszyscy młodzi mężczyźni, których kiedykolwiek znał,
dorastali, zmieniali się i porzucali chłopięce przyzwyczajenia - ale nie
Dean. Korrida i bongosy, lody oraz dżinsy zostały z nim na zawsze.
Jako dziecko przeczytał wszystkie książki zgromadzone na półkach pod
schodami w białym, czternastopokojowym domu z 1904 roku, w którym
mieszkał z ciotką i wujem. Były tam Biblie, moralizatorskie opowieści
biblijne dla młodych czytelników oraz niedawno wznowione tomy The Rover
Boys - przygodowej serii o beztroskich nastoletnich chłopcach, którzy
kwestionowali autorytety, robili psikusy i uwodzili kobiety, podróżując
po świecie i doświadczając tych wszystkich rzeczy, o których chłopak z farmy mógł tylko marzyć. Bracia Tom, Dick i Sam Roverowie przemówili do
wyobraźni Deana, ponieważ szli przez życie z arogancką obojętnością
wobec innych i traktowali świat jak swoją zabawkę, a ich dowcipy
balansowały na granicy brawury i przestępstwa. A jednak zawsze
wychodzili z opresji obronną ręką i zdobywali uwielbienie kobiet oraz
podziw mężczyzn. Gdyby James jako jedenastolatek obejrzał kreskówkę The
Dover Boys z serii Zwariowane Melodie, będącą parodią powieści The
Rover Boys, mógłby uznać ją za wyjątkowo zabawną.
Miał jednak upodobanie do makabrycznych historii (im bardziej
dramatyczne i krwawe, tym lepsze), szczególnie jeśli mógł je później
dramatycznie odegrać. Chrześcijański Związek Wstrzemięźliwości Kobiet
sponsorował konkurs dramatyczny, a Dean jako dziecko z zapałem odgrywał
pełne przemocy i histerii "zbrodnie" tych, którzy zatracili się w alkoholu. Ubolewał jednak, że "krwawe ody" są zbyt moralizatorskie i dydaktyczne. Rok wcześniej, jako członek kółka teatralnego, zagrał w Małpiej łapce, ponurej historii z dreszczykiem na podstawie
opowiadania o tym samym tytule. Wcielił się w młodego mężczyznę, który
ginie w wypadku przy pracy krótko po tym, jak jego rodzice padają ofiarą
przeklętej małpiej łapki - artefaktu zdolnego zmieniać rzeczywistość,
spełniając życzenia w najbardziej przewrotny sposób.
"Przecież my wszyscy będziemy bogaci, sławni i szczęśliwi!" - Dean w roli Herberta dramatycznie wykrzykiwał do dzieci grających jego
rodziców, starając się, by publiczność uwierzyła, że jedno życzenie może
odmienić rzeczywistość i spełnić marzenia. Być może nawet sam w to
wierzył. Dla Herberta nie skończyło się to dobrze, jednak Dean miał
nadzieję, że odpowiednia historia i właściwie wypowiedziane życzenie
mogą urzeczywistnić marzenia. W tym samym roku szkolnym, w kolejnej
sztuce, Mooncalf Mugford, zagrał główną rolę - sędziwego starca, który
uciekał w świat fantazji i przekonał swoją żonę, by dołączyła do świata
jego złudzeń. Wiele lat po spektaklu widzowie wspominali, jak bardzo
zapadła im w pamięć ostatnia scena, w której Dean sugestywnie odegrał
tęsknotę za wyimaginowanym lepszym światem. Adeline Brookshire,
nauczycielka dramatu w liceum, zapamiętała również, że James w swoim
entuzjazmie, pochłonięty wolnością, jaką dawała mu gra, zupełnie nie
zwracał uwagi na innych aktorów i niemal udusił dziewczynę grającą jego
żonę.
Latem, po drugiej klasie liceum, minęło siedem lat od czasu, gdy Dean i jego babcia przebyli długą podróż pociągiem z domu jego rodziców w Los
Angeles do rodzinnej posiadłości w Fairmount. Towarzyszyli wtedy jego
ukochanej zmarłej matce, Mildred, w ostatniej drodze po przegranej walce
z rakiem. Wydarzenie to miało go prześladować przez całe życie. Od dnia
narodzin w Marion w stanie Indiana ósmego lutego 1931 roku aż do śmierci
matki czternastego lipca 1940 roku Dean cieszył się jej miłością i bliskością, która opierała się na wspólnej pasji do sztuki - pasji,
którą jego ojciec uważał za podejrzaną i niemęską. Winton nigdy tak
naprawdę nie chciał mieć dziecka, a gdy Mildred odeszła, skorzystał z okazji, by oddać syna pod opiekę statecznych krewnych - Ortense i Marcusa Winslowów, którzy traktowali zamkniętego w sobie, małomównego
chłopca z życzliwą wyrozumiałością, a nawet odstąpili mu swoją własną
sypialnię z klonowymi meblami, ponieważ ta bardziej mu się
podobała22. Winslowowie obdarzyli Deana troską i miłością, ale
zauważyli, że rzadko dzielił się z nimi swoim światem wewnętrznym. Bez
trudu jednym spojrzeniem komunikował im swoją radość lub smutek, ale
powody tych nastrojów pozostawały dla nich
niezrozumiałe23. Gdy rozpoczął naukę w liceum, Winslowowie
odczuli, jak zaczął się od nich oddalać. "Stał się trudny do okiełznania
i nie wiedzieliśmy, co się z nim dzieje" - wspominał Marcus Winslow w rozmowie z dziennikarzem magazynu plotkarskiego, Joe Hyamsem. "Nie
byliśmy mu już do niczego potrzebni"24. W rzeczywistości Dean
zaczął postrzegać siebie jako outsidera, obcego, istotę z innego świata.
Egzotyczne krainy i odległe planety, o których czytał w ulubionych
magazynach przygodowych z kolorowymi okładkami przedstawiającymi
bohaterów z mocno zarysowaną żuchwą oraz półnagie kobiety, jawiły się
Deanowi jako kusząca ucieczka od Fairmount, sennego farmerskiego
miasteczka, liczącego zaledwie dwa tysiące sześciuset mieszkańców.
Główna ulica, zabudowana przeważnie dziewiętnastowiecznymi budynkami,
rozciągała się na długość dwóch przecznic. Dumą miasteczka było
piętnaście kościołów, za to gazeta lokalna ukazywała się zaledwie raz w tygodniu. Jedyny, choć nadal ograniczony, kontakt ze światem zapewniały
mieszkańcom gazety z większych miast - Indianapolis i odległego Chicago
- oraz radio. Niekończące się połacie pól rozciągających się dookoła
Fairmount sprawiały, że miasteczko wydawało się zagubione w czasie i przestrzeni. Z pewnością tak postrzegał je Dean - godzinami wpatrywał
się w rozciągającą się na wszystkie strony pustkę otaczającą farmę,
gdzie mieszkał z ciotką i wujem, oraz w bezkres czarnego jak smoła nieba
z niezliczoną ilością gwiazd, marząc przy tym o życiu z dala od tej
nudnej mieściny i jej ograniczonych mieszkańców. W jednym z późniejszych
wierszy pisał: "Moje miasto karmi się groźną bigoterią". Fairmount było
jak każde inne małe miasto na Środkowym Zachodzie - w większości białe,
głęboko religijne, nieufne wobec obcych. Znajdowało się w samym sercu
regionu, należącego jeszcze całkiem niedawno do Ku Klux Klanu, gdzie
rozmowy miejscowych kwakrów często przechodziły w rasistowskie uwagi i zjadliwe komentarze na temat katolików i żydów. Tak jak niemal w całej
Ameryce, również i tutaj spoglądano krzywo na delikatnych,
zniewieściałych mężczyzn, a "pedałów" i "cioty" traktowano z pogardą.
Młody Dean zawsze czuł, że różni się od innych chłopców, a pełne
nienawiści komentarze dorosłych o "ciotach", "pedziach" i "homo" bardzo
go raniły25. Kochał sztukę - rysował, malował i lepił z gliny
figurki, którym nadawał imiona. Jednak takie upodobania praktyczni
mężczyźni i chłopcy z Fairmount uznawali za podejrzane. Uwielbiał teatr
i występy, ale był wrażliwy na krytykę i przerażała go myśl, że ktoś
mógłby go upokorzyć. Marzył o tym, by zostać aktorem, mimo że mężczyźni
z miasteczka traktowali teatr podejrzliwie jako miejsce "pedałów".
Winslowowie próbowali zainteresować Deana bardziej konwencjonalnym
życiem - Marcus starał się nauczyć go pracy na farmie, a Ortense
zaaranżowała spotkanie z córką swojej przyjaciółki, rówieśniczką Jamesa.
Randka była niezręczna i zakończyła się fiaskiem. Marcus opowiadał, że
chłopak podsumował randkę, malując na poczekaniu akwarelę
przedstawiającą rozlane na obrusie wino, co artystycznie miało
symbolizować stratę jego czasu. Czy ta historia była prawdziwa - nie
wiadomo, ale wszyscy, którzy ją słyszeli, twierdzili, że brzmiała bardzo
prawdopodobnie. Dean nie chciał uprawiać ziemi, pracować w kopalni,
spędzić życia w fabryce ani żyć w miasteczku, które można było objąć
wzrokiem.
Wiedział za to, że różni się od pozostałych chłopców w szczególny
sposób. Czasem myślał o chłopcach w taki sposób, w jaki wolno było
myśleć tylko o dziewczynach - i to go przerażało. W późniejszych latach
zużyto morze atramentu, próbując rozwikłać, co dokładnie czuł młody
Dean, ale może nawet on sam nigdy tego nie wiedział. "Nie jestem
homoseksualistą, ale nie zamierzam przejść przez życie z jedną ręką
związaną za plecami" - miał kiedyś powiedzieć o swojej
orientacji26. Czerpał przyjemność zarówno z relacji z kobietami, jak i mężczyznami i potrafił być namiętnym kochankiem dla
swoich dziewczyn - choć nigdy na długo. Najtrwalsze i najintymniejsze
związki łączyły go z mężczyznami, lecz trudno nazwać je romansami.
Najczulsze z tych relacji balansowały między braterską czułością a pożądaniem, nieustannie przechodząc z jednej formy w drugą. Bez względu
na to, czy chodziło o kobietę, czy mężczyznę, zawsze znajdował jakiś
powód, by nie dopuścić do tego, by miłość się rozwijała. W późniejszych
latach William Bast, jego najbliższy przyjaciel, a zarazem osoba, z którą łączyła go najsilniejsza więź, wyznał, że w lepszym świecie
mogliby być razem na zawsze. Liz Sheridan, jedyna dziewczyna, z którą
Dean zamieszkał, powiedziała dokładnie tak samo.
Bez względu na to, co naprawdę czuł, jego zachowanie nie różniło się
niczym od zachowania wszystkich tych, którzy w mękach skrywali swoje
uczucia do innych chłopców. "Nauczyłem się, że muszę uprawiać sport w liceum, żeby nie wytykano mnie jako ciotę" - wspominał powieściopisarz i krytyk Jack Ricardo, który dorastał jako gej w podobnym miasteczku jak
Dean. "Nauczyłem się, że muszę chodzić z dziewczyną, by bronić swojej
męskości i nie zawieść tak zwanych przyjaciół. Nauczyłem się również, że
o homoseksualności nie wolno mówić, bo samo wspomnienie tego słowa
wystarczy, by zostać napiętnowanym"27. James opanuje te
lekcje mistrzowsko.
Ale latem 1947 roku nastoletni Jimmy Dean wiedział jedynie, że czasami
odczuwa coś, czego nie powinien czuć - coś, o czym nie mógł, a może
nawet nie chciał mówić. Co miałby powiedzieć? Doskonale znał poglądy
surowych kwakrów z kościoła, do którego chodził, oraz pobożnej rodziny
na temat seksualnej niemoralności. Każdy chłopak choć trochę ciekawy
świata nie mógł przeoczyć tego, że gazety i czasopisma przedstawiały
takie uczucia jako coś strasznego. Magazyn "Life" oznajmił tysiącom
chłopców takich jak Dean, że "neurotyczni" homoseksualiści należą do
grup najczęściej leczonych przez psychoanalityków, a "Cosmopolitan"
pisał w czerwcu, że tylko psychoanaliza może "wyleczyć" homoseksualizm i doprowadzić "dotkniętego" nim człowieka do "szczęśliwego
małżeństwa"28. W czerwcowym numerze popularnego wśród
nastoletnich chłopców magazynu science fiction "Amazing Stories" pojawił
się artykuł o mściwej karze boga na starożytnych homoseksualnych
gigantach, w którym z odrazą opisywano ich "obrzydliwe czyny popełniane
dla samozaspokojenia"29. Dziewiątego czerwca "Newsweek"
opublikował artykuł Homoseksualiści w mundurach, krzycząc o "nienormalności zboczeńców", którzy w jakiś sposób przeniknęli do armii,
określając ich mianem "przypadków neuropsychiatrycznych" i piętnując ich
jako "niepożądanych"30. Żadne inne słowa nie mogły
bardziej zranić Jimmy'ego Deana.
Według magazynu armia korzystała z pomocy psychiatrów, by wytropić
homoseksualistów w swoich szeregach, szukając ich "(1) na podstawie
zniewieściałego wyglądu lub zachowania i (2) poprzez powtarzanie
określonych słów ze słownika homoseksualistów i obserwowanie reakcji".
Za najbardziej prawdopodobnych homoseksualistów uznawano inteligentnych
białych mężczyzn z rozbitych rodzin, w których rządziła apodyktyczna
matka. Twierdzono nawet, że można wykryć homoseksualistów na podstawie
badania moczu, w którym był nadmiar estrogenu. Podejrzanych odsyłano do
szpitali, gdzie psychiatrzy oceniali, czy da się ich "wyleczyć". Mówiło
się, że rokuje tylko pięćdziesiąt procent z nich. By zwalczyć
"zagrożenie" ze strony homoseksualnych żołnierzy, armia wprowadziła nową
politykę, która od pierwszego lipca nakazywała automatyczne usunięcie z szeregów armii każdego mężczyzny, który dopuścił się "czynu
homoseksualnego", z dyscyplinarnym zwolnieniem ze służby - stygmatyzując
go w ten sposób na całe życie jako niepożądanego31.
Jimmy Dean nie mógł wówczas wiedzieć, że będzie to jedno z pierwszych
tąpnięć, które wywoła masową, ogólnokrajową panikę dotyczącą rzekomo
zgubnego wpływu homoseksualistów na Amerykę - panikę, która w ciągu jego
życia doprowadzi do usunięcia tysięcy gejów i biseksualnych mężczyzn z pracy w administracji rządowej oraz wprowadzi nowe prawo i politykę
pozwalające na ich prześladowanie. Jednak doskonale rozumiał, co
społeczeństwo myśli o mężczyznach, którzy są inni. I to naznaczyło go na
zawsze. Jego myśli zderzały się z głęboko zakorzenionym, dziecięcym
lękiem, że Bóg ukarał go, zabierając mu matkę i ojca. Kolejną karą miały
być jego sekretne uczucia. Zaczął czytać o życiu po śmierci i tajemnicach świata, a fascynacja tym, co dzieje się z duszą po śmierci
ciała, nigdy go już nie opuściła.
Jego nauczyciel plastyki, Gurney Maddingly, wspominał rozmowy, jakie
prowadził z dociekliwym nastolatkiem - o okultyzmie, kosmitach i starożytnych tajemnicach. Tematy te z pewnością były inspirowane
opowiadaniami science fiction i rzekomo prawdziwymi historiami z popularnych magazynów, jak na przykład "Amazing Stories", które kusiły
chłopców swoimi ekscytującymi kolorowymi okładkami przedstawiającymi
potwory, kosmitów i muskularnych bohaterów. Pretekstem do jednej z takich rozmów był obraz, który Dean namalował - przedstawiał ciała
wstające z grobu. "Rozmawialiśmy o spirytystach kontaktujących się ze
zmarłymi, zwłaszcza o Harrym Houdinim, oraz o tym, czy piramidy
zbudowali Egipcjanie, czy może istoty z kosmosu. Powiedział: "Kiedy
umrzemy, dowiemy się wszystkiego, ale musimy poczekać""32.
Większość osób słyszących Deana mówiącego w ten sposób zakładała, że
miał nadzieję na spotkanie z duchem matki. Ale martwił się także o własną duszę. W dorosłym życiu jego ulubioną książką był wydany w 1943
roku Mały Książę, opowieść o chłopcu z innej planety, który poznaje
zło tego świata i prawdę o miłości. Chłopiec błaga swojego jedynego
przyjaciela na Ziemi, by nie był smutny, kiedy on odbierze sobie życie i opuści swoje martwe ciało, by móc wrócić do gwiazd, skąd przybył.
Szesnastoletni James Dean często pędził motocyklem osiemdziesiąt
kilometrów na godzinę główną ulicą Fairmount, pokonując w pobliżu
cmentarza zakręty w kształcie litery S, a potem długą drogę z miasteczka
na farmę Winslowów. Silnik motocykla ryczał tak głośno, że mieszkańcy
słyszeli go z odległości kilometra. Rozpędzony w promieniach letniego
słońca pod bezkresnym niebem, z głową zaprzątniętą tajemnicami tego
świata oraz życia po śmierci, wyglądał tak, jakby chciał przyspieszyć
wystarczająco mocno, żeby się stąd uwolnić i uciec do innego, lepszego
świata, który czekał tuż za horyzontem.
Kiedy w maju 1947 roku w Fairmount High School zakończył się rok
szkolny, długie wakacje zapowiadały mnóstwo wolnego czasu, który Dean
mógł poświęcić na sztukę i literaturę. Nie trzeba było odrabiać lekcji,
a sezon sportowy dobiegł końca. James po raz kolejny uzyskał przeciętne
oceny. Zawsze bał się, że jeśli inni chłopcy dowiedzą się, że jest
inteligentny, uznają go za zniewieściałego, niewystarczająco męskiego,
homoseksualnego. "Wolę nie mieć dobrych ocen, niż dać się nazwać
lalusiem" - powiedział Ortense, wyjaśniając jej swoje
podejście33. Jego rozumowanie nie było zupełnie bezpodstawne.
Tamtego lata nowojorscy psychiatrzy opublikowali raport, w którym
skarżyli się, że w mieście brakuje klinik zdrowia psychicznego, by
leczyć nastolatków i młodych dorosłych z tendencjami
homoseksualnymi34. Uczucia tego rodzaju uznano za
patologię - to była choroba. Bycie "lalusiem" było równoznaczne z przyznaniem się do bycia chorym, zdegenerowanym, złym.
Dean i tak już budził podejrzenia - samotnik, który miał trudności z nawiązywaniem przyjaźni, spędzał popołudnia, ćwicząc teatralne monologi
ze swoją nauczycielką dramatu, Adeline Brookshire, oraz przygotowując
się do przedstawień. Bez dziewczyny i bez randek był podwójnie
podejrzany. Dziewczyny się nim interesowały, ale koledzy wspominali, że
on sam nigdy nie wydawał się nimi zainteresowany. Według gazet z tamtego
okresu, uprawianie sportu mogło być "metodą, aby nasi chłopcy pozostali
normalnymi mężczyznami, nawet jeśli od czasu do czasu zostanie
zdemaskowany jakiś homoseksualny sportowiec". Dlatego "chłopców
zniewieściałych i niemęskich należy zachęcać do udziału w zabawach i sportach z normalnymi chłopcami"35. Aby zdobyć szacunek, a nawet akceptację rówieśników, oraz zapewnić sobie przykrywkę dla swoich
teatralnych inklinacji, Dean rzucił się w wir sportu - baseballu,
koszykówki, lekkoatletyki. Rywalizował tak zawzięcie, by udowodnić swoją
męskość, że połamał piętnaście par okularów w trakcie swojej szkolnej
kariery sportowej. "Musiałem się tam wykazać" - powiedział36.
W klasie przyjmował rolę lekceważącego wszystko buntownika. Raz, ku
przerażeniu Brookshire, zaproponował jej papierosy w środku lekcji.
To była demonstracja męskości i brawury tworząca nową opowieść o Jimmym
Deanie, gwieździe sportu i śmiałym twardzielu, jakby wyjętym prosto z jego ulubionych powieści przygodowych dla chłopców. Było to jednak tylko
częściowo skuteczne. Kiedy chłopcy przychodzili na treningi lub mecze,
gromadzili się w hałaśliwych i zżytych grupach. Dean przychodził i wychodził prawie zawsze sam. Nigdy nie wydawał się w pełni zrelaksowany
wśród kolegów z drużyny czy klasy - wspominał jego trener koszykówki,
Paul Weaver. "Był trochę inny niż większość chłopców" - dodał Weaver,
nie rozumiejąc jednak, dlaczego tak było37. James często budził się
z płaczem w nocy. Miał powracający sen, w którym był uwięziony w szklanej skrzyni. Nie był w stanie się z niej wydostać. Musiał patrzeć,
jak inni ludzie dookoła dobrze się bawią i śmieją, a on nie mógł do nich
dołączyć38. Nawet jego przyjaciele od wyścigów byli raczej
typami, którzy, siedząc obok siebie, majstrowali przy swoich
motocyklach, niż kimś, komu można było zwierzyć się z sekretów.
Wspominali za to, jak Dean zabawiał ich, wymyślając fikcyjne wyścigi,
podczas których relacjonował wydarzenia na żywo jako komentator radiowy.
Świat wyobraźni i udawania należał do niego.
Letnie miesiące były zazwyczaj spokojniejsze. Kiedy nie belował siana,
nie pracował dorywczo za dziesięć centów na godzinę w miejscowej
przetwórni ani nie ścigał się motocyklem, spędzał godziny, pochłaniając
każdą możliwą lekturę. Znosił do swojego pokoju stosy starych książek i almanachów, które gdzieś znalazł, i wertował je w poszukiwaniu
intrygujących anegdot oraz opowieści, leżąc pod zawieszoną rozetką
otrzymaną w nagrodę za hodowlę czempionów krów rasy Guernsey.
Wyróżnienie to otrzymał pewnego lata od Klubu 4H - nie za hodowlę krów,
lecz za imponującą wystawę, którą przygotował z próbek gleby zebranych
podczas wiercenia szybu gazowego na farmie Winslowów. Władze hrabstwa
nie dysponowały nagrodą za osiągnięcia w dziedzinie gleboznawstwa, więc
Dean dumnie przyjął w zastępstwie to "bycze" trofeum. Nadawało się
świetnie jako anegdota.
Praca na farmie schodziła zawsze na dalszy plan, gdy pojawiało się coś
ciekawszego - a często nawet wówczas, gdy nie działo się nic
szczególnego. "Ale jak już byłem na farmie, to pracowałem jak szalony,
dopóki ktoś na mnie patrzył" - wspominał Dean w jednym z wywiadów wiele
lat później. "Czterdzieści akrów owsa było olbrzymią sceną, a gdy
publiczność znikała, ucinałem sobie drzemkę i nie było już dalszej orki
czy też bronowania"39. Jego wuj zwykle przymykał na to oko.
Po siedmiu latach niemal całkiem porzucił nadzieję, że uda mu się
skłonić Deana do robienia czegokolwiek, na co ten nie miał ochoty.
Obserwował natomiast liczne fascynacje, które przejawiał młody Jimmy -
jak choćby wtedy, gdy koniecznie musiał poznać każdy najmniejszy
mechanizm nowego sprzętu rolniczego Marcusa. Rozpracowywał ten mechanizm
bez wytchnienia, dopóki nie uznał, że dowiedział się wszystkiego, co
było warte poznania. Wtedy porzucał temat na zawsze. "Po co Bóg miałby
umieszczać tutaj te wszystkie rzeczy, jeśli nie po to, by nas
interesowały?" - wspominał Dean swoje wątpliwości40. Jednak
niezmienną fascynacją pozostawały opowiadania. Ciągle czytał różne
historie, odgrywał je, wsłuchiwał się w nie, wchodził w świat i życie
innych osób, jakby to była zbroja mająca go chronić przed światem i przed samym sobą.
Gdyby latem 1947 roku James Dean przebywał w Nowym Jorku lub Los
Angeles, w dwóch miastach, w których pewnego dnia pragnął zamieszkać, z pewnością odnalazłby odbicie swojego życia w historiach opowiadanych
przez wpływowe osoby. Były to opowieści o chłopcach niewiele różniących
się od niego oraz historie, które - choć nie zdawał sobie z tego sprawy
- miały pewnego dnia zdeterminować jego życie i spuściznę. Powieść,
odrzucony scenariusz filmowy, broadwayowska sztuka - pozornie
niepowiązane ze sobą zdarzenia z 1947 roku miały ukształtować przyszłość
Jimmy'ego Deana, czego sam Dean nie mógł przewidzieć w wieku szesnastu
lat.
Wkrótce listę bestsellerów podbiła nowa sensacyjna powieść. Roznieciło
to gniew rodziców, którzy potępiali niemal pornograficzne opisy
młodocianych przestępców oraz mrok kryjący się w sercach nastoletnich
chłopców. The Amboy Dukes Irvinga Shulmana, licząca dwieście
siedemdziesiąt trzy strony powieść, wydana przez wydawnictwo Doubleday,
opowiadała o brutalnych, psychopatycznych, ale uwodzicielsko
atrakcyjnych żydowskich nastolatkach, którzy przemierzali ulice
Brooklynu, walcząc ze sobą na noże i pistolety, dokonując gwałtów oraz
mordując bez opamiętania.
Shulman uważał, że amerykańskie społeczeństwo zżera choroba - wynik
gnijącej struktury społecznej, okrucieństwa wspieranego przez kapitalizm
oraz porażki systemu edukacji. Twierdził, że w obliczu braku przywództwa
młodzi mężczyźni mają naturalne inklinacje do dewiacji, ale to
społeczeństwo w swoim bezmyślnym dążeniu do dominacji i wyzysku prowadzi
nastoletnich chłopców ku destrukcji.
Gdy dwa lata później wydawnictwo Avon Books wydało wersję kieszonkową z usuniętymi wszystkimi żydowskimi odniesieniami, książka zaczęła się
sprzedawać na masową skalę, osiągając wynik ponad trzech milionów
sprzedanych egzemplarzy do 1955 roku. Powieść wzbudziła obawy
nauczycieli oraz rodziców, a wkrótce również Kongresu. Martwiono się, że
podatni chłopcy ze szkół średnich wkroczą na ścieżkę przestępczości. Do
tego momentu niewiele osób czytało tę obszerną książkę w twardej
okładce. Jej publikacja nie przeszła jednak bez echa w Warner Bros.
Pictures w Hollywood, gdzie Shulman został wkrótce zatrudniony jako
scenarzysta kontraktowy - częściowo po to, by znokautować konkurencję.
Bardzo podobna historia była już w produkcji, a premierę zaplanowano pod
koniec 1947 roku. Potrzebowali tylko odpowiedniego aktora do głównej
roli.
W styczniu producent Warner Bros., Jerry Wald, powiedział w rozmowie z "New York Timesem", że zamierza wyprodukować film zatytułowany
Buntownik bez powodu, który będzie "studium na temat przestępczości
nieletnich i jej przyczyn". Jednak w czasie tej rozmowy Wald, producent
Mildred Pierce, bardziej entuzjastycznie nastawiony był do swojego
aktualnego projektu - ekranizacji ostatniej powieści Charlesa Jacksona,
The Fall of Valor, czyli Upadek męstwa, pierwszego amerykańskiego
bestsellera, który wprost poruszał temat homoseksualizmu. Fabuła
książki: nieudane małżeństwo bohatera ostatecznie się rozpada, gdy ten
zakochuje się w przystojnym marynarzu. Wald uwielbiał tę historię - z jednym drobnym wyjątkiem. Wątek homoseksualny, jak powiedział "New York
Timesowi", został "dyskretnie usunięty"41. Zamiast tego filmowa
wersja miała być wiwisekcją wypalonego, lecz zdecydowanie
heteroseksualnego małżeństwa. Tym samym Wald podążył ścieżką wydeptaną
przez film Krzyżowy ogień z 1947 roku, będący ekranizacją powieści
The Brick Foxhole z 1945 roku. W książce tej ofiarą morderstwa był
gej, ale hollywoodzki zakaz przedstawiania "zboczeń seksualnych"
sprawił, że w wersji filmowej uczyniono go Żydem.
W lutym poprzedniego roku wytwórnia Warner Bros. za pięć tysięcy dolarów
wykupiła prawa filmowe do książki Buntownik bez powodu: hipnoanaliza
psychopatycznego przestępcy (Rebel without a Cause: The Hypnoanalysis
of a Criminal Psychopath) - literackiego studium nastoletniego
przestępcy-psychopaty autorstwa trzydziestoletniego psychoanalityka
Roberta M. Lindnera. Kiedy książka ukazała się w 1944 roku, wywołała
sensację, odkrywając przed czytelnikami tajemniczy świat nastoletnich
przestępców oraz czynniki psychologiczne, które rzekomo pchały ich ku
przestępczości. Metody Lindnera budziły wątpliwości. Swoje wnioski
wyciągał na podstawie hipnozy, podczas której stosował sugestywne
pytania i wywierał silną presję, by nagiąć życie pacjenta do teorii
Zygmunta Freuda. Twierdził, w sposób wręcz absurdalny, że nastolatek,
którego poddał hipnozie, znienawidził społeczeństwo przez wrogość wobec
własnego ojca, ponieważ jako roczne dziecko widział współżyjących
rodziców i uznał wówczas akt seksualny za atak. Nienawiść do rodziców
miała się następnie przerodzić w nienawiść do społeczeństwa. Jednak
kluczowe ustalenia Lindnera odbiły się szerokim echem wśród młodego
pokolenia. Pisał z dezaprobatą o zbuntowanych młodych ludziach, którzy
odrzucali umowę społeczną regulującą amerykańskie życie oraz buntowali
się przeciwko społeczeństwu, autorytetom i moralności, lecz bez jasnej
wizji tego, co miałoby zastąpić odrzucane wartości. Każdy z nich był
"buntownikiem bez powodu, agitatorem bez sloganu, rewolucjonistą bez
programu"42.
Choć buntownik mógł nie mieć powodu do walki, to z jakiejś przyczyny
musiał się nim stać. Lindner obarczał winą za ten stan rzeczy zamknięcie
amerykańskiej granicy i wynikające z tego skostnienie społeczeństwa, w którym nie ma już nowych granic do przekraczania ani nowych ziem do
odkrycia: "Zagęszczenie ludzi w miastach zbieżne z zanikiem granic -
zarówno fizycznych, jak i psychologicznych - jest czynnikiem społecznym
odpowiedzialnym za powstawanie wzorca psychopatycznego. Z behawioralnego
punktu widzenia psychopata działa w sposób charakterystyczny dla ludzi
pogranicza". Według Lindnera dzika wolność od zasad, moralności i prawa,
typowa dla mitu Dzikiego Zachodu, była tym samym, czego szukali młodzi
mężczyźni pozbawieni perspektyw ekonomicznych, czujący się zakładnikami
"rutyny zawodowej" i dotknięci "społecznym wykluczeniem"43.
Ci chłopcy, często odizolowani i poszukujący samotności, nosili w sobie
zalążek zła. Gdyby Lindner poznał młodego Jamesa Deana, zauważyłby
zapewne, że samotny chłopiec mający za idola buntownika z pogranicza,
Billy'ego Kida, jest skazany na bunt przeciwko dusznemu społeczeństwu,
nawet kosztem własnego szczęścia.
Lindner widział w gniewnych młodzieńcach zalążek faszyzmu i żądał
rozwiązania problemu. Twierdził, że historia wyznaczyła Ameryce zadanie
"oczyszczenia cywilizacji z drapieżnej istoty", jaką był nastoletni
buntownik, aby "uczynić z niego porządnego obywatela nowego
świata"44. Jego marzeniem było społeczeństwo konformistów.
Jerry Wald przeczytał entuzjastyczne recenzje Buntownika.
Zaintrygowała go możliwość ukazania nowego problemu społecznego i zrobienie filmu dydaktycznego ostrzegającego przed kolejną paniką
moralną. Filmy "z problemem", choć moralizatorskie i protekcjonalne,
niezmiennie cieszyły się popularnością. Pojawienie się nowego
zagadnienia społecznego, jakim była przestępczość nieletnich, stwarzało
szansę na radykalne odświeżenie wcześniejszych produkcji studia Warner
Bros. o trudnym życiu zbuntowanej młodzieży, w których występowała grupa
aktorska Dead End Kids, w takich hitach jak Aniołowie o brudnych
twarzach.
W połowie 1946 roku Jerry Wald opracował dwudziestoośmiostronicowy
konspekt scenariusza Buntownika, opowiadający historię chorego
psychicznie chłopca, którego traumatyczne wspomnienia dzieciństwa
popychają do morderstwa. Szef studia, Jack Warner, poparł ten projekt. W kwietniu 1947 roku Peter Viertel ukończył wstępny scenariusz, a w czerwcu nad korektą tekstu pracował Theodor Geisel, znany później jako
Dr Seuss. Wald nie był jednak zadowolony z wyników, więc zlecił
Irvingowi Shulmanowi kolejną wersję - również bez powodzenia. William
Orr, menedżer do spraw talentów w wytwórni Warner Bros., uznał, że film
może być świetną trampoliną do kariery dla wschodzącej gwiazdy,
dwudziestotrzyletniego Marlona Brando - młodego, zuchwałego adepta
aktorstwa metodą Stanisławskiego, który całkowicie poświęcał się dla
roli i dążył do realizmu, a techniki aktorskie zgłębiał u Stelli Adler i Elii Kazana. Kazan, członek Partii Komunistycznej w latach
trzydziestych, miał greckie korzenie, co nie stanowiło problemu dla
studiów filmowych, które go zatrudniały, ale wkrótce zwróciło uwagę
rządu USA.
Tej wiosny Orr, poszukując nowych talentów w Nowym Jorku, usłyszał
świetne opinie o Brando. Aktor wnosił do gry czysty naturalizm, który
polaryzował widzów, ale dzięki któremu mógł dostać główną rolę w filmie
o nieprzewidywalnym zabójcy. W maju, również w Nowym Jorku, Orr zaprosił
Brando, mierzącego sto siedemdziesiąt osiem centymetrów i ważącego
siedemdziesiąt siedem kilogramów, na próbne zdjęcia do Buntownika bez
powodu, w którym miał zagrać postać o imieniu Harold, zaczerpniętą z niedokończonego scenariusza Viertela. W scenie próbnej przedstawiającej
powrót Harolda do domu do swojej dziewczyny, Brando ubrany był w zwyczajny pasiasty T-shirt, jednak wyglądał bardziej jak dojrzały
mężczyzna niż nastolatek. Krzyczał do aktorki grającej jego ukochaną:
"Nienawidzę twojej głupiej twarzy!". Jednocześnie szlochał i wściekał
się na swoich rodziców oraz planował rabunek i ucieczkę do Ameryki
Południowej.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Dwa pierwsze zdania cytatu są skrótem wypowiedzi Edwina Millera, An Actor in Search of Himself, "Seventeen", październik 1955, s. 114, natomiast trzy ostatnie pochodzą z tekstu The Little Things That Made a Myth, zamieszczonego w Official James Dean Anniversary Book (New York: Dell, 1956), s. 34. Popularna wersja łącząca te fragmenty bez podania źródła pojawiła się w książce Roystona Ellisa Rebel (London: World Distributors, 1962, s. 57), zanim została użyta - znów bez podania źródła - jako motto do głośnej biografii Jamesa Deana autorstwa Johna Howletta z 1975 roku. [wróć]
Broszura promująca premierę Olbrzyma, Warner Bros. i Roxy Theatre, 1956; 'Giant' to have Roxy Premiere, "Brooklyn Daily", 21 września 1956, s. 17; H. Viggo Andersen, World Premiere of 'Giant' Gives New Yorkers Thrill, "Hartford Courant", 14 października 1956, s. 13E; Frances Smiley, Premiere of 'Giant' Was Outsized Race for Quotes from Stars of Picture, "St. Louis Globe-Democrat", 15 października 1956, s. 1B; Kaspar Monahan, 'Giant' Premiere Stirs Big Crowd, "Pittsburgh Press", 11 października 1956, s. 12. [wróć]
Tex and Jinx, WRCA-FM, 11 października 1956. [wróć]
Gertrude Trawick, Jett Rink, Not Davy Crockett Is Latest Hero of Teenagers, "Macon [GA] News", 31 stycznia 1957, s. 19; Eugene Gilbert, They Still Like Movies... and Boys Prefer Blondes, "Meriden [CT] Journal", 17 stycznia 1957, s. 14. [wróć]
John Dos Passos, The Death of James Dean, "Esquire", październik 1958, s. 121-23; John Dos Passos, Midcentury (Boston: Houghton Mifflin, 1961), s. 479-86. [wróć]
Nell Dodson Russell, The Way I See It, "St. Paul Recorder", 14 kwietnia 1950, s. 3. [wróć]
Boze Hadleigh, Celluloid Gaze (New York: Limelight Editions, 2002), s. 13. Niektórzy oskarżali Hadleigha o zmyślanie fragmentów wywiadów, chociaż sam twierdził, że prawie wszystkie posiada na taśmach. (Zob. np. wywiad z Bozem Hadleighem przeprowadzony w 1987 roku przez Woody'ego McBrearity'ego [Woody McBrearity, Woody McBrearity Interviews Boze Hadleigh, YouTube video, 6:05, 19 stycznia 2010, https://www.youtube.com/watch?v=YpKn362MoQU ].) Część wywiadów została opublikowana za życia rozmówców bez żadnych zastrzeżeń i - o ile mi wiadomo - nikt nie zakwestionował autentyczności niepublikowanych wcześniej fragmentów rozmowy Hadleigha z Salem Mineo z 1972 roku. [wróć]
Recenzja filmu Buntownik bez powodu, "Variety", 26 października 1955, s. 6; Jack Moffitt, recenzja filmu Buntownik bez powodu, "Hollywood Reporter", 21 października 1955. [wróć]
Martin Majer, The Apotheosis of Jimmy Dean, "Esquire", grudzień 1956; Jason Colavito, It's Time We Let James Dean Be the Queer Icon That He Is, "Esquire", 30 września 2021. [wróć]
Val Holley, James Dean: The Biography (New York: St. Martin's Press, 1995). [wróć]
William Bast, James Dean: A Biography (New York: Ballantine, 1956); Joe Hyams, James Dean, "Redbook", wrzesień 1956; George Scullin, James Dean: The Legend and the Facts, "Look", 16 października 1956. [wróć]
Walter Ross, The Immortal (New York: Simon & Schuster, 1958). Ross określa homoseksualne życie swojego bohatera wzorowanego na Deanie jako "niemoralne" - s. 237. [wróć]
Rodzina Deacy sprzedała część kolekcji na aukcji w maju 2023 roku. Przedstawiciel rodziny poinformował mnie, że dokumenty stanowiły kompletną teczkę Deacy dotyczącą Deana. Jednak treść listów wskazuje na to, że musiały istnieć także inne dokumenty, w tym kilka listów napisanych przez Deana, które - według jego przyjaciół - prawdopodobnie zostały zniszczone po jego śmierci w ramach działań mających chronić go przed oskarżeniami o homoseksualizm. Zakupiłem dwa dokumenty potwierdzające w najwyższym stopniu historie o homoseksualizmie Deana, aby nie zaginęły na zawsze w archiwach. [wróć]
Nagłówki z okładek "Real", lipiec 1957 oraz "Look", 16 października 1956. [wróć]
Joe Hyams i Jay Hyams, James Dean: Little Boy Lost (New York: Warner Books, 1992), s. 5. [wróć]
Demiseksualizm - odczuwanie pociągu seksualnego wyłącznie do kogoś, z kim wcześniej nawiązało się silną więź emocjonalną. Wszystkie przypisy z gwiazdką powstały na potrzeby polskiego wydania i pochodzą od tłumacza lub redaktorki. [wróć]
Edmund Bergler, One Thousand Homosexuals: Conspiracy of Silence, or Curing and Deglamorizing Homosexuals? (Paterson, NJ: Pageant Books, 1959), s. 152; B. Richard Peterson, Homosexuals Can Be Cured! "Confidential", maj 1957, s. 38. [wróć]
William Faulkner, Requiem dla zakonnicy, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1980, tłum. Wacław Niepokólczycki. [wróć]
Emily Post, Are Gentlemen Sissies? "Evening Star" [Washington, DC], 5 stycznia 1947, s. 14. [wróć]
Hedda Hopper i James Brough, The Whole Truth and Nothing But (New York: Doubleday, 1963), s. 172. [wróć]
Spotlighting James Dean, w: "The New Film Show Annual" (Great Britain: LTA Robinson, c. 1955), s. 61. [wróć]
Biograf Val Holley twierdzi, że w dzieciństwie Dean miewał krwotoki z nosa i siniaki sugerujące przemoc fizyczną, przypuszczalnie ze strony ojca. Jednak źródła, na które się powołuje, nie wskazują konkretnej przyczyny, a ja sam nie znalazłem niezależnego potwierdzenia, że siniaki były wynikiem przemocy (Holley, James Dean, s. 17). [wróć]
Donald Spoto, Rebel: The Life and Legend of James Dean (New York: Harper Collins, 1996), rozdz. 2-3; wiele anegdot z dzieciństwa Deana pojawiło się po raz pierwszy w pośmiertnych wspomnieniach prasowych, m.in. Emma Woolen Dean, James Dean - The Boy I Loved, "Photoplay", marzec 1956, s. 57, 84-85. [wróć]
Hyams and Hyams, James Dean, s. 18. [wróć]
Charakterystyka uczuć Deana opiera się na opisach jego autobiograficznych rozmów z przyjaciółmi w późniejszych latach życia oraz ich wspomnieniach na temat jego postawy jako nastolatka. W połączeniu z relacją Joego Hyamsa z 1992 roku, dotyczącą relacji Deana z pastorem Jamesem DeWeerdem (zob. dalej), a także opisanymi przez Hyamsa rozmowami o dyskomforcie Deana wynikającym z tego, co Hyams interpretował jako nawiązania do homoseksualizmu, założyłem, że świadomość jego uczuć i pragnień, jaką wykazywał na studiach, nie była mu całkowicie obca we wcześniejszych latach i nie pojawiła się nagle znikąd. [wróć]
Jako pierwszy podał ten cytat David Dalton (David Dalton, James Dean: The Mutant King: A Biography [New York: Dell, 1974]; David Dalton, James Dean: The Mutant King: A Biography [Chicago: Chicago Review Press, 2001], s. 150-151), ale nie wskazał źródła. Kiedy zapytał go o to antropolog James F. Hopgood, Dalton nie potrafił sobie przypomnieć, skąd pochodzi cytat, ale przypuszczał, że jego źródłem mogła być Natalie Wood (James F. Hopgood, Adoration and Pilgrimage: James Dean and Fairmount, wyd. Kindle [Eugene, OR: Luminare Press, 2022], s. 86). Późniejsi autorzy zmieniali cytat tak, by Dean wyraźnie zaprzeczał, że jest gejem, a wielu - począwszy od Micka St. Michaela w 1989 roku - twierdziło, że Dean użył tych słów w odpowiedzi na pytanie reportera o seksualność. Nie znalazłem jednak żadnych dowodów na to i wydaje się mało prawdopodobne, by tak dbający o swój wizerunek Dean otwarcie prowokował kontrowersje na tle seksualnym. [wróć]
Jack Ricardo, A Different Kind of Coming Out, "Record" [Hackensack, NJ], 27 listopada, 1972, A18. [wróć]
Francis Sill Wickware, Psychoanalysis, "Life", 3 lutego 1947, s. 104; Howard Whitman, Is Psychoanalysis at War with God?, "Cosmopolitan", czerwiec 1947, s. 110. [wróć]
Marx Kaye, Mystery of the Peruvian Giants, "Amazing Stories", czerwiec 1947, s. 162-63. On the popularity of pulps, see Anita P. Forbes, "Combating Cheap Magazines", "English Journal" 26, nr 6 (czerwiec 1937): s. 476-78. [wróć]
Homosexuals in Uniform, "Newsweek", 9 czerwca 1947, s. 54. [wróć]
Homosexuals in Uniform, s. 54. [wróć]
Hyams and Hyams, James Dean, s. 14. [wróć]
Lynne Brennan, The Legend of Jimmy Dean, "Indianapolis Star Magazine", 10 grudnia 1967, s. 27. [wróć]
Mental Aid Found Deficient in Kings, "New York Times", 6 lipca 1947, s. 15. [wróć]
E. B. Henderson, "Athletics Help Keep Males Normal Men," "Minnesota Spokesman", 21 lutego, 1947, s. 6. [wróć]
[Przypis nie zawiera treści w oryginale - uzupełniony przez wydawcę na podstawie źródeł współczesnych. - przyp. red.]: "Musiałem się tam wykazać" ("I had to prove myself back there") - jedyny kontekst, w jakim pojawia się ten fragment, pochodzi z biografii The James Dean Story autorstwa Ronalda Martinetti'ego, opublikowanej w serwisie The Blacklisted Journalist: https://www.blacklistedjournalist.com/column58k1.html. [wróć]
Spoto, Rebel, s. 36. [wróć]
Ernst Jacobi, The Lonely One, w: The Real James Dean Story (New York: Fawcett, c. 1956), s. 64. [wróć]
Hedda Hopper, Hollywood's Rebellious Genius, "Hartford Courant", 27 marca 1955. [wróć]
Brennan, Legend of Jimmy Dean, s. 27; Hopper and Brough, Whole Truth, s. 173. [wróć]
Thomas M. Pryor, Jerry Wald, the Big Idea Man, "New York Times", 19 stycznia 1947, X5. [wróć]
Robert M. Lindner, Rebel without a Cause: The Hypnoanalysis of Criminal Psychopath (New York: Other Press, 2003 [1944]), s. 2. [wróć]
Lindner, Rebel without a Cause, s. 13. [wróć]
Lindner, Rebel without a Cause, s. 14. [wróć]