1
BOLESŁAW FARON
JAMA MICHALIKA
przewodnik literacki
2
WYDAWNICTWO EDUKACYJNE
BOLESŁAW FARON
JAMA MICHALIKA
przewodnik literacki
3
KRAKÓW 2021
Wydanie IV
poprawione
Redaktor
Wojciech Mischke
Opracowanie graficzne i układ typograficzny Mściwoj olewicz
? Copyright by Bolesław Faron 1997
? Copyright by Wydawnictwo Edukacyjne 2021
ISBN 978-83-65669-78-0
Redaktor wydania IV
Kraków 2013
iwona DuDzińska
Fotografia Autora na str. 171
anDrzej Makuch
Łamanie
Dariusz Piskulak
WydaWnictWo edukacyjne
31-326 Kraków
ul. Wielkotyrnowska 35
tel./fax.: 12 626-08-18, 12 638-00-50
e-mail: handel@we.pl, marketing@we.pl www.we.pl
4
Maćkowi
i Mikołajowi
5
ZAPRASZAM
DO
KAWIARNI
przy ulicy Floriańskiej 45
na:
świeżo paloną kawę
znakomite trunki:
grzańce, miody...
ciastka, torty:
Sernik Krakowski
Tort Wawel
i inne
śniadania, obiady, kolacje
Wieczorem!
Kabarety
Recitale
Bankiety
J. Michalik
6
WPROWADZENIE
7
8
Kraków posiada zabytki liczące kilka wieków, wspa-niałe kościoły: romański św. Andrzeja, gotycki Mariacki, baro-kowy św. Piotra i Pawła, renesansowy Wawel czy oryginalny przykład budownictwa użytkowego, Sukiennice. Te dzieła ar-chitektury znane są na ogół zarówno mieszkańcom dawnej stolicy Polski, jak i licznie odwiedzającym podwawelski gród turystom z kraju i z zagranicy; odnotowano je we wszystkich przewodnikach, a biura podróży włączają ich zwiedzanie do programu organizowanych przez siebie wycieczek.
W książce, którą oddaję do rąk Czytelników, pragnę opo-wiedzieć o zabytku, który liczy sto lat, a mianowicie o kawiarni Jama Michalika przy ulicy Floriańskiej 45, o której informatory o Krakowie albo milczą, albo piszą w sposób lakoniczny. Jedynie Michał Rożek, znakomity historyk sztuki, świetny znawca miasta, w książce pt. PrzewoDnik Po zabytkach i kul turze kra-koWa kawiarni poświęcił m.in. następujący fragment:
"Dom nr 45 - Kamienica Bełzowska (nazwa od rodziny Bełzów). Należała do tej familii już w 2 poł. XV w. Od 2 poł.
XVII w. stanowiła własność zakonu duchaków i miała wtedy swoje godło "Pod Jeleniem". W 1833 dobudowano trzecie piętro i ujednolicono fasadę. W 2 poł. XIX w. przeszła na własność Józefa Kulczyńskiego, kupca handlującego wódką i w tym domu posiadającego własną destylatornię wódek.
Zasłynęła jednak z czegoś zupełnie odmiennego. To dawna Cukiernia Lwowska, a obecnie Jama Michalika, lokal, który wszedł do historii kultury polskiej".
Tymczasem każdy, kto z Dworca Głównego w Krakowie podąża przez ulicę Pijarską, koło Bramy Floriańskiej do Ryn ku Głównego, przechodzi obok tej najpiękniejszej kawiarni sece-syjnej pod Wawelem, która nie ma sobie równej także w europejskich stolicach. Ten i ów zajdzie tutaj, by jedynie wypić kawę czy herbatę, nawet nie zdając sobie sprawy, że czyni to wśród kilkuset dzieł sztuki zgromadzonych w poszcze gólnych salach. Od czasu do czasu zawita do Jamy jakaś wycieczka szkolna, najczęściej w towarzystwie swojego polo nisty, czy grupa studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego lub tutejsze-go Uniwersytetu Pedagogicznego. Im to, a także każde mu, kto bliżej zechce poznać przeszłość kawiarni, kogo interesują 9
dzieje młodopolskiej bohemy, kto pragnie przeżyć coś więcej niż tylko doznania przygodnego konsumenta zakładu gastro-nomicznego - oddaję ten tom do ręki.
Miałem szczęście podczas czteroletniego pobytu w Wied-niu odwiedzić prawie wszystkie secesyjne kawiarnie nad Duna-jem, jak również niektóre w Pradze, w Paryżu oraz w Nancy, mogę więc zapewnić, że Jama Michalika pod względem ilości i war tości zgromadzonych dzieł nie tylko może z nimi konku-rować, ale w wielu przypadkach wyraźnie nad nimi góruje.
Tomasz Gryglewicz w książce Groteska w sztuce Polskiej xx Wieku napisał: "Gdybyśmy chcieli wybrać najbardziej pa-ryskie wnętrze kawiarniane Krakowa, bez zastanowienia wska zalibyśmy na Jamę Michalikową. Tonące w półmroku san ktuarium Młodej Polski przypomina w swej istocie idealną kawiarnię literacko-artystyczną, jakich było niemało w ówczesnej Europie; dziwaczne meble, witraże, satyryczne malowidła i porozwieszane karykatury wykonane zostały przez stałych by walców z pobliskiej Akademii Sztuk Pięknych".
Zachęcam zatem do lektury tej książki zarówno w zaciszu domowym, jak i tutaj, przy stoliku, zachęcam do lektury indy-widualnej, we dwoje czy w zorganizowanych grupach. Mam nadzieję, że będzie ona pożyteczna, interesująca, że przyczyni się również do intelektualnego wzbogacenia życia towarzyskie-go. O tym, czy intencje wydawcy i autora zostaną spełnione, zadecydują jednak wyłącznie Czytelnicy...
* * *
Jeszcze parę rad o sposobie lektury przewodnika. Jak go czytać? Podczas pobytu w kawiarni można rozpocząć od rozdziału piątego, w którym opisany jest stan dzisiejszy Jamy Michalika; spełnia on rolę typowego informatora o zgromadzonych tutaj dziełach sztuki. Warto także przypomnieć sobie historię kawiarni (rozdział trzeci) oraz dzieje kabaretu zielony balonik i prób jego kontynuacji (rozdział czwarty). Kto jednak może oddać się dłużej spokojnej lekturze, winien przestudio-wać całość, rozdział po rozdziale, w kolejności, w jakiej zosta ły uszeregowane w tym tomie. Wówczas bowiem ukaże się Jama Michalika i funkcjonujący w niej kabaret nie jako zjawi sko
10
odosobnione, ale jako wynik szerszego procesu dokonu jącego się w Polsce i w Europie na przełomie XIX i XX wie ku. Po-zwoli to lepiej docenić istotę owego fenomenu, jakim kawiarnia przy ulicy Floriańskiej 45 jest dzisiaj, po stu latach.
* * *
Autor pragnie serdecznie podziękować Ewie i Stanisławo-wi Kulisiom za umożliwienie pracy w Jamie Michalika oraz za udostępnienie materiałów dotyczących obecnej działalności kawiarni.
Kraków, w maju 1995 roku
* * *
Kiedy w 1995 roku, w setną rocznicę powstania kawiarni i dziewięćdziesiątą narodzin kabaretu zielony balonik, opublikowałem w Oficynie Cracovia przewodnik literacki
Jama Michalika, nie zdawałem sobie sprawy, że książka spotka się z tak żywym przyjęciem zarówno ze strony Czytelników, mi-
łośników literatury i Krakowa, jak również krytyków literac-kich, poetów oraz publicystów. Wypowiadali się na jej temat m.in. Józef Baran, Leszek Zuliński, Wiesław Kolarz, Kazimierz Koźniewski, Janusz Drzewuski, Adam Ziemianin, Andrzej Wa-rzecha, Barbara Wądolny-Tatar, Jan Koprowski i Jerzy M.
Paluch. Naukowej egzegezie poddał ten tekst w "Ruchu Lite-rackim" (1996 r., nr 3) Jan Michalik, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, znakomity znawca epoki, zwłaszcza historii teatru krakowskiego. On też zaproponował parę uzupełnień, które w części zostały tutaj wprowadzone. Nowe, rozszerzone wydanie zawiera zatem dodatkowo schematy ścian w Jamie Michalika oraz słowniczek nazwisk postaci, które występują w opisach dzieł sztuki znajdujących się w kawiarni. Jestem przekonany, że uzupełnienia te umacniają dokumentalny charakter książki, ułatwiają jej lekturę zwłaszcza tu, na miejscu, w tym sanktuarium Młodej Polski.
Kraków, w jesieni 1996 roku
11
* * *
Następny nakład jaMy Michalika został całkowicie wyczer-pany. Toteż Wydawnictwo Edukacyjne zdecydowało się na kolejną, rozszerzoną publikację. Czym się ona różni od po-przednich? Otóż usunięto drobne usterki redakcyjne, rozwinię-
te zostały fragmenty na temat działalności kulturalnej kawiarni w ostatnich latach, zgodnie z sugestiami odwiedzających Jamę gości z zagranicy, wprowadzono dodatkowo streszczenie w ję-
zyku niemieckim. Autor przewodnika ma nadzieję, że - podobnie jak dotąd - również obecna edycja zyska licznych i wiernych Czytelników nie tylko wśród uczniów i nauczycieli czy studentów, lecz także wszystkich miłośników modernizmu i Krakowa.
Kraków, w listopadzie 2002 roku
* * *
Minęło dziesięć lat od opublikowania trzeciego, rozsze-rzonego wydania jaMy Michalika. Nakład ten, podobnie jak poprzednie, w całości został wyprzedany. W tej sytuacji Wydawnictwo Edukacyjne postanowiło wznowić książkę w do-tychczasowej szacie, uzupełniono jedynie bibliografię o nowe pozycje, usunięto usterki redakcyjne. Liczymy zatem, że również obecna edycja spełni oczekiwania Czytelników, a zwłaszcza odwiedzających dzisiaj kawiarnię Jama Michalika, gdzie miłymi gospodarzami są Ewa i Stanisław Kulisiowie, którzy troszczą się nie tylko o wysoką jakość gastronomiczną po-dawanych potraw, ale dbają też o odpowiedni program kul-turalny, tym samym kultywując Michalikową tradycję. Warto dodać, że Jama Michalika jako jedyna kawiarnia z Polski zna-lazła się w bieżącym roku na szóstym miejscu (na piętnaście wyróżnionych) w rankingu kawiarni historycznych popularne-go serwisu dla turystów - Global Grasshopper.
Kraków, w marcu 2013 roku
12
KRAKÓW
NA PRZEŁOMIE
XIX I XX WIEKU
13
Fotografia Rynku Głównego w Krakowie wykonana z pałacu "Krzysztofory" przez anonimowego autora, a opublikowana w prasie francuskiej w roku 1910.
14
1. Kraków
Aby zrozumieć atmosferę Jamy Michalika, kabaretu zielony balonik, aluzje w tekstach kolejnych szoPek - trzeba cof-nąć się prawie o sto lat i uświadomić sobie, czym był wówczas Kraków, jaką rolę odgrywał w zaborze austriackim, jaką rolę pełnił wobec pozostałych regionów Polski...
Zanim przytoczę parę szczegółów, które przywołają atmosferę tego miasta przed stu laty, warto przypomnieć charakte-rystykę Krakowa dokonaną przez Tadeusza Żeleńskiego-Boya w tomie szkiców znaszli ten kraj?... Wydaje mi się bowiem, że autor szoPek w zielonyM baloniku doskonale uchwycił atmosferę podwawelskiego grodu, klimat dawnej stolicy Polski, jej osobowości, ducha - by tak rzec - grodu nad Wisłą:
"Bo Kraków, taki jakim go splot warunków uczynił, to było najoryginalniejsze miasto pod słońcem, z pewnością unikat na kuli ziemskiej wszechczasów. Już pod względem geograficz-nym położenie jego było osobliwe. Wciśnięty w sam kąt Galicji, odcięty granicą od całego niemal Krakowskiego, które mieściło się w zaborze rosyjskim, odcięty drugą granicą od przemysłowego zagłębia na Śląsku, wydziedziczony ze swej stołeczności - bodaj galicyjskiej - przez Lwów, wgnieciony w plan twierdzy austriackiej z zatamowaniem ruchu budowla-nego przedmieść, Kraków podcięte miał wszystkie możliwo-
ści materialnego rozwoju. Był co się zowie małym miastem.
W epoce, gdy chodziłem do szkoły, uczyłem się w statys tyce Austrii, że Kraków ma 56 tysięcy mieszkańców. Z po czątkiem wieku XIX miał ich podobno osiem... Oto losy daw nej stolicy Jagiellonów. Mimo to nigdy Kraków nie abdykował ze swej stołecznej roli; przeciwnie, wytworzone przez niewolę warunki bytu oblekły go w insygnia nowej królewskości; dane mu było aż do lepszych czasów przechowywać pewne warto ści ducho-we, zdławione w innych dzielnicach".
Kraków był miastem galicyjskim. Toteż odbijały się na nim wszystkie procesy zachodzące w zaborze austriackim, który znany był z jednej strony z przysłowiowej nędzy, z drugiej zaś strony był miejscem stosunkowo dużych swobód poli-tycznych i narodowych, znacznie większych niż w pozosta-
łych zabo rach. To zapewne zdecydowało, że po roku 1905, 15
po rewolu cyjnym zrywie w Warszawie, wielu młodych ludzi emigrowało nie tylko do Belgii, Francji czy Szwajcarii, lecz również do Krakowa. Toteż swoiste ożywienie życia w tym mieście na początku wieku XX wielu autorów wiąże właśnie z napływem młodzieży z Kongresówki, młodzieży o demokra-tycznym, a czasem wręcz radykalnym nastawieniu.
Na podstawie dostępnych źródeł drukowanych i archi-walnych można dzisiaj z dużą dozą prawdopodobieństwa usta-lić podstawowe dane tyczące się Krakowa u progu XX wieku.
Ludność grodu w roku 1900 wynosiła 85 tysięcy. W 1909
roku zapadła decyzja o utworzeniu tzw. Wielkiego Krakowa poprzez przyłączenie sąsiednich gmin, co przeprowadzono w ciągu siedmiu lat. Pracom tym patronował Juliusz Leo, naj pierw wiceprezydent, a od 1904 roku prezydent miasta.
Da wało to lepsze szanse dla rozwoju miasta, gdyż uchylało austriackie założenie, że gród jest twierdzą, umożliwiało jego rozrost. Od 1893 do 1904 prezydentem był Józef Friedlein.
Podczas jego kadencji ukończono budowę sieci wodociągów (w lutym 1900), dwa lata później pojawił się pierwszy elek-tryczny tramwaj na trasie Dworzec Kolejowy - Most Podgórski - Park Krakowski; wcześniej, w roku 1893 dokonano otwarcia nowego teatru (wybudowanego według projektu ar-chitekta Jana Zawiejskiego).
Prezydentura Juliusza Lea, profesora skarbowości i ekonomii na Uniwersytecie Jagiellońskim, była długa. Trwała do 1918 roku. Ma on również niepodważalne zasługi w rozwoju miasta: doprowadził do skutku ideę Wielkiego Krakowa, wybudował osiem nowych gmachów szkolnych, zreorganizował
Akademię Handlową, Muzeum Techniczno-Przemysłowe, dokonał przebudowy Teatru Starego, regulacji koryta Rudawy.
Wszystko to realizowane było z dużymi oporami. Zarówno bowiem sytuacja ekonomiczna Galicji, jak i rządy konserwaty-stów, nie sprzyjały dynamicznym przeobrażeniom grodu. Do tego dochodził swoisty stosunek do sprawy narodowej, lojalizm wobec monarchii - to dodatkowe elementy tej dusznej atmosfery, jaka panowała pod Wawelem. Stanisław Witkie-wicz w wypowiedzi o Galicji wyznał:
"W Galicji jest zupełna swoboda, wolno grać i śpiewać jeszcze Polska nie zGinęła!, wolno mówić o odbudowaniu, 16
wolno chodzić w kontuszach i z karabelami u boku. Swoboda ta wynikła stąd, że nikt nie wierzy, że Ona nie zginęła, nikt nie dąży do Jej odbudowania, a kontusze i karabele stały się etnograficznym znakiem, po którym poznaje się Po-laków wśród tłumu lojalnych poddanych".
Miasto kontrastów. Z jednej strony marazm, zatęchła at-mosfera, niewiara w odzyskanie niepodległości, lojalizm wobec zaborcy, z drugiej zaś próby ożywienia grodu, podej-mowane zwłaszcza po roku 1905. Był więc Kraków - jako miasto przeciwieństw - doskonałym polem obserwacyjnym dla sa tyryków, dostarczał materiałów zarówno tym, co opero-wali piórem, jak i tym, których narzędziem pracy była kredka i ołówek.
2. "Życie" (1897-1901)
Mimo problemów, wobec jakich stawał podwawelski gród, mimo faktu, że był on prowincjonalnym miastem, a Galicja zaściankiem - na początku XX wieku pulsowało w nim życie artystyczne, działy się bodajże najciekawsze dla Młodej Polski sprawy, gromadzili się tutaj artyści, których dorobek zde cydowanie zaważył na obliczu ówczesnej literatury, sztuk plastycznych czy teatru. Jednym z takich ośrodków, które ode grały wówczas ważną rolę, było czasopismo "Życie". Zało-
żył je w roku 1897 poeta Ludwik Szczepański, który zamierzał
skupić wokół pisma młodych pisarzy na wzór francuskiego
"De Plume", kierowanego przez Leona Deschampsa. Nie-bawem prze kazał on "Życie" Ignacemu Sewerowi-Maciejow-skiemu, który powierzył redakcję Arturowi Górskiemu, pod koniec zaś 1898 roku przejął ją przybyły niedawno do Krakowa, poprzedzony legendą Stanisław Przybyszewski. Można zatem powiedzieć, że pismo to przeżyło dwie fazy: od zało-
żenia do przejęcia go przez autora Dzieci szatana i od 1 nu-meru w 1899, w którym ukazuje się słynne confiteor, do zamknięcia w roku 1901. Pod ręką Przybyszewskiego pismo radykalnie zmieniło cha rakter.
Zanim to jednak miało nastąpić, redakcja "Życia" nakreśli-
ła sobie bardzo ambitne zadania: ochronę indywidualności 17
artystycznej i rodzimości w sztuce, podnoszenie smaku publicz-ności dzięki starannie dobranej treści i reprodukcji dzieł głównie naszych malarzy, informowanie o najnowszych, prawdzi-wie żywotnych przejawach nowej sztuki w kraju i za granicą, wy chowanie społeczeństwa tak, "aby nauczyło się odłączać sztu kę od spraw etycznych i ekonomii społecznej, aby się nauczyło patrzeć na sztukę słowa tak, jak się z wolna nauczyło zapatry wać na sztukę barwy i dźwięku [...]".
W imię zadeklarowanych założeń redakcja stosowała poli-tykę otwartą, dopuszczała na swoje łamy pisarzy o różnych orientacjach, chętnie drukowała młodych. Z odwagą tępiono i wyszydzano małomiasteczkowość, ciasnotę hory-zontów, drukowano dość ostre w swej wymowie spo łecznej felietony Zofii Daszyńskiej-Golińskiej.
Ukazują się tutaj hyMny Jana Kasprowicza oraz warsza wianka i klątwa Stanisława Wyspiańskiego, wiGilia i W GoDzinę cuDu Stanisława Przybyszewskiego, nad to sporo przekładów i szkiców o wybitnych pisarzach europejskich. Od cyklu artykułów Artura Górskiego o współczesnych pisarzach weźmie póź-
niej nazwę cała epoka: Młoda Polska. Informowano na bieżąco o waż kich wydarzeniach artystycznych za granicą.
Z Wiednia pisywał Tadeusz Rittner (Tomasz Czaszka), z Pa-ryża Jan Lorentowicz i dr Felicja Nossig. Drukowali Antoni Potocki i Ludwik Szcze pański, Władysław Orkan, Adolf Nowaczyński, Włodzimierz Perzyński, Gabriela Zapolska i inni.
Radykalizm pisma po wodował interwencje prokuratury, która zarzucała mu obrazę moralności, a prasa codzienna, wśród której przodował "Głos Narodu", raz po raz bezpardonowo atakowała głoszone tam poglądy.
"Życie" dokonało też swoistej rewolucji w zakresie edytor-stwa prasy. Pod ręką Stanisława Wyspiańskiego, który ob-jął redakcję artystyczną pisma, nabrało ono nowoczesnego kształ tu; ciekawa forma łamania, więcej światła, ilustracje, w tym sporo samego autora warszawianki.
Po przejęciu redakcji przez Przybyszewskiego, po ogłosze-niu przez niego w pierwszym numerze "Życia" z 1899 roku słynnego manifestu pt. confiteor, w którym zadeklarował za Schopenhauerem, że sztuka nie ma żadnego celu, jest celem 18
sama w sobie, jest absolutem, bo jest odbiciem absolutu duszy
- pismo radykalnie zmieniło swoje oblicze. Część dotychcza-sowych autorów zrezygnowało ze współpracy (m.in. Władysław Orkan, Artur Górski, Zofia Daszyńska-Golińska, Antoni Potocki i Adolf Nowaczyński). Przyczyny ich odejścia, jak się zdaje, były co najmniej dwie: część pisarzy nie zgadzała się z zadeklarowanym przez Przybyszewskiego programem, nad-to osobowość samego redaktora stwarzała konflikty. Toteż sądy o tej fazie "Życia" są podzielone: od absolutnej apro-baty do całkowitej negacji. Przytoczę dwie - jak się zdaje
- charakterystyczne opinie: Edward Boyé w książce U koleb-ki MoDernizMu. estetyczne PoGląDy na łaMach krakowskieGo
"Życia" pisze:
"Lata 1899, 1900, 1901 były okresem najwyższego roz-kwitu "Życia". Redakcję do spółki z Wyrzykowskim objął Przybyszewski, malarskim kierownikiem uczyniono Stanisława Wyspiańskiego. Po negatywnym przygotowaniu, po "dezin-fekcji" zatęchłej atmosfery literackiej, nastąpił czas prawdziwe-go owocowania. [...] Równocześnie zauważyć się daje większa jednolitość, większa staranność doboru w przekładach i stu-diach o literaturze zagranicznej".
Zaś Alfred Wysocki we wspomnieniach sPrzeD Pół wieku notował:
"Utarło się później mniemanie, że tylko "Życie" Przybyszewskiego odegrało rolę tego pługa, który przeorał do głę-
bin duszę młodego pokolenia pisarzy polskich. [...] Zamiast przepięknych ilustracji Wyspiańskiego do iliaDy, ukazały się ponu re rzeźby Norwega Vigelanda, symbole Muncha, po-tworne maski Goyi, a cały tekst wypełniały na kolanie robione przy współpracy różnych przygodnych tłumaczy-amatorów przekła dy Przybyszewskiego na DroGach Duszy".
Prawda - jak zwykle w takich przypadkach - leży po-
środku. Przybyszewski odegrał określoną rolę w ożywieniu życia artystycznego w Krakowie, nadał pismu jednolity charakter, zgodny ze swoimi poglądami estetycznymi, przyspie-szył - jeżeli tak można rzec - procesy modernistyczne na naszym gruncie, skracał dystans wobec Zachodu, a że czynił
to w sposób dość jednostronny, na swój sposób oryginalny, to inna sprawa.
19
Aby przeczytać dalej...
Zapraszamy do księgarni!