Jako Anioł - Hanna Evan

Kup ebooka

18.17 zł
15.08 zł (15,44 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Z sąsiedniego pokoju wydobył się krzyk.

- Dawidzie, poczekaj, to może być niebezpieczne! - Oliwia próbowała powstrzymać ukochanego, ale ten jak zwykle jej nie posłuchał i pobiegł do pomieszczenia, z którego dobiegał krzyk.

Oliwia ruszyła za nim. To co zobaczyła, było okropne. Mężczyzna, na oko trzydziestoletni, bił małą dziewczynkę. Nie mogła mieć więcej niż dziesięć lat.

- Natychmiast ją zostaw! - krzyknął Dawid do mężczyzny, ale ten udał, że go nie zrozumiał. Wtedy ruszył na niego, zaciskając pięści.

Mężczyzna tylko się roześmiał i wyciągnął nóż. Bez ostrzeżenia dźgnął nim Dawida tuż pod żebrami i uciekł.

- Nie! - wykrzyknęła Oliwia i rzuciła się na pomoc swojemu chłopakowi. - Dawid!

Rana była głęboka. Oliwia zaczęła krzyczeć po pomoc, ale inni byli zbyt daleko, by ją usłyszeć.

- Błagam cię, nie zostawiaj mnie. - Uklękła przy ukochanym. Widziała, że stracił dużo krwi. Próbowała uciskać ranę, ale bezskutecznie. Położyła sobie jego głowę na kolanach i głaskała go po głowie, drugą ręką trzymając jego dłoń. Spojrzał na nią zamglonym wzrokiem.

- Kocham cię - wyszeptał tylko, zanim zamknął oczy. Poczuła, że jego dłoń wysuwa się z jej.

Miała wrażenie, że brakuje jej powietrza. W końcu przyciągnęła go do siebie mocno i zawyła z całej siły.

Usiadła raptownie, oddychając ciężko. Zdała sobie sprawę, że obudził ją jej własny krzyk. Wytarła czoło z potu, ale po chwili doszła do wniosku, że najlepiej będzie, jeśli się przebierze. Nawet plecy miała spocone.

Zmieniła pidżamę, pościeliła łóżko i pomaszerowała do salonu. Była trzecia w nocy, ale nie chciała znów przeżywać tego koszmaru. Wiedziała, że kiedy tylko zamknie oczy, znów go zobaczy. Była tego pewna, bo działo się tak każdej nocy od kilku tygodni.

Usiadła na kanapie i włączyła telewizor. Właśnie leciał jakiś program przyrodniczy. Stwierdziła, że to bezpieczne. Teraz tylko musiała wytrzymać bez snu do rana. Niestety krótko po czwartej przysnęła na chwilę, co poskutkowało kolejnym koszmarem. Obudziła się, trzęsąc się na całym ciele, bynajmniej nie z zimna. Ponownie się przebrała, tym razem w dresy, po czym poszła do kuchni, żeby zaparzyć sobie herbatę. Podczas gdy woda się gotowała, spojrzała przez okno. Niebo było tej nocy wyjątkowo czyste. Widać było wszystkie gwiazdy, ale jej to nie ruszało. Zalała wrzątkiem torebkę z herbatą i usiadła przy stole kuchennym, wyczekując świtu. Wtedy będzie mogła rozpocząć kolejny bezsensowny dzień. Porozmawia rano ze swoją przyjaciółką, pójdzie do pracy, której nie cierpi, a potem wróci do domu i znowu pójdzie spać, czekając na conocny koszmar. Tak jak przez ostatnie dwa miesiące, czyli odkąd zginął Dawid. Zasłużyła na to. Zginął z jej winy.