Jaka Polska po wojnie? Tom II OD MANIFESTU PKWN DO JAŁTY - Paweł Dybicz, Józef Stępień

Kup ebooka

29.90 zł
23.92 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Nr 2

Za­da­nia dla two­rzo­nego Pol­skiego Ko­mi­tetu Wy­zwo­le­nia Na­ro­do­wego, "Try­buna Wol­no­ści", 1 lipca 1944 r.

Prze­dru­ko­wany w "Try­bu­nie Wol­no­ści" tekst z "No­wych Wid­no­krę­gów" wska­zuje na kilka spraw. Już wów­czas, czyli w marcu 1944 roku, Sta­lin czuł się na tyle silny, by prze­ka­zać Po­la­kom in­for­ma­cję, że utracą jako pań­stwo część swego te­ry­to­rium, ale też zy­skają jako re­kom­pen­satę inne zie­mie. Nie wy­daje się, by ten tekst uka­zał się bez apro­baty władz ra­dziec­kich. Sta­lin był już wtedy po sło­wie z Chur­chil­lem i Ro­ose­vel­tem z Te­he­ranu i dys­ku­sji w spra­wie pol­skiej na po­czątku roku w An­glii[16]. Nie wiemy, jak było z po­my­słem i au­tor­stwem tego ar­ty­kułu - czy była to ini­cja­tywa Wi­tosa, czy tylko dał on swe na­zwi­sko. Cie­ka­wostką jest to, są­dząc po fak­tach czy da­tach, że pro­gram te­ry­to­rialny ZPP zo­stał wy­ko­rzy­stany w znaj­du­ją­cym się po­ni­żej pro­jek­cie rządu pol­skiego, do­ty­czą­cym prze­ję­cia czy za­rzą­dza­nia te­ry­to­riami nie­miec­kimi po woj­nie. Wska­zuje na to przede wszyst­kim brak pro­po­zy­cji włą­cze­nia do Pol­ski Dol­nego Ślą­ska. Jest to praw­do­po­dob­nie ważne, gdyż po­twier­dza, że gra­nice Pol­ski kształ­to­wał i uza­leż­niał Sta­lin od suk­ce­sów Ar­mii Czer­wo­nej i swej po­zy­cji w ko­ali­cji an­ty­hi­tle­row­skiej.

Prze­druk tego ar­ty­kułu pew­nie był in­spi­ro­wany przez Mo­skwę, sta­no­wiąc je­den z fak­tów przy­go­to­wu­ją­cych utwo­rze­nie PKWN.

Ważna w tym tek­ście jest też sprawa ję­zyka. Nie wiemy tylko, czy sty­li­za­cja ar­ty­kułu na ję­zyk ga­zet pod­zie­mia kra­jo­wego, uży­cie słów "Wielka Pol­ska" i po­dob­nych, wy­nika z faktu, że tak uwa­żali i my­śleli nasi po­li­tycy po­zo­sta­jący w opo­zy­cji do rządu pol­skiego, szy­ku­jący się, przy wspar­ciu ZSRR, do prze­ję­cia wła­dzy w Pol­sce, czy jest to wy­łącz­nie za­bieg pro­pa­gan­dowy.

O ZIE­MIE ZA­CHOD­NIE[17]

Za­gad­nie­nie od­zy­ska­nia ziem za­chod­nich żywo in­te­re­suje opi­nię pol­ską. Po­ni­żej prze­dru­ko­wu­jemy cie­kawy ar­ty­kuł, za­miesz­czony w "No­wych Wid­no­krę­gach", cza­so­pi­śmie Związku Pa­trio­tów Pol­skich, w nr. z dn. 1 marca b.r. Au­to­rem ar­ty­kułu jest An­drzej Wi­tos[18], wi­ce­prze­wod­ni­czący Zw. Pa­trio­tów Pol­skich[19].

Krwio­żer­czy Krzy­żak - hi­tle­row­ski fa­szyzm - po­wraca z wy­prawy po zie­mie sło­wiań­skie, ży­zne i bo­gate, pę­dzony i gro­miony przez bo­ha­ter­ską Czer­woną Ar­mię. Dzi­kie hordy fa­szy­stow­skie, tło­czone że­la­znym wa­łem ofen­sywy Czer­wo­nej Ar­mii, top­nieją z każ­dym dniem. Ol­brzy­mie straty w lu­dziach i ma­te­riale wo­jen­nym, Le­nin­grad, Kor­suń, wszystko to każe nam przy­pusz­czać, że ar­mia nie­miecka nie tylko nie wy­rwie się z że­la­znego uści­sku Czer­wo­nej Ar­mii, ale prze­ciw­nie, czeka ją wkrótce ka­ta­strofa cał­ko­wi­tego po­gromu.

Otóż w tym mo­men­cie, kiedy hordy nie­miec­kie będą zmu­szone opu­ścić Pol­skę, kiedy na­ród Pol­ski sta­nie do walki krwa­wej i osta­tecz­nej z wro­giem, kiedy Kor­pus Pol­ski znaj­dzie się na zie­miach pol­skich, ażeby wzmoc­nić wal­czące od­działy par­ty­zanc­kie i prę­dzej wy­mieść krzy­żac­kie plu­ga­stwo, w tym mo­men­cie mu­simy so­bie ja­sno uzmy­sło­wić cel na­szej walki. Jaki pro­gram po­li­tyczny mamy re­ali­zo­wać? Co­śmy po­winni osią­gnąć po zwy­cię­skiej woj­nie? Chcemy wszy­scy bez wy­jątku Pol­ski Wiel­kiej, sil­nej, nie­za­leż­nej, lecz ona sama do nas nie przyj­dzie, trzeba o nią wal­czyć[20].

Pol­ska, ażeby była silna, musi mieć, po pierw­sze, od­po­wiedni do­stęp do mo­rza.

Dla­tego, aże­by­śmy mo­gli sta­nąć nad Bał­ty­kiem, Po­mo­rze musi wró­cić do Pol­ski jako zie­mia et­no­gra­ficz­nie pol­ska, i to nie w po­staci woj. po­mor­skiego, ale Po­mo­rze jako ca­łość[21].

Musi być stwo­rzone nie­pod­le­głe Pań­stwo Pol­skie, które obej­mo­wa­łoby ob­szary za­miesz­kane przez lud­ność pol­ską, które mia­łoby za­pew­niony wolny i bez­pieczny do­stęp do mo­rza, i któ­rego po­li­tyczna i go­spo­dar­cza nie­pod­le­głość oraz ca­łość te­ry­to­rialna by­łyby oparte o trwałe so­ju­sze.

Pol­ska ma nie­za­prze­czone prawa do Po­mo­rza, które od roku 960[22] po­zo­staje już w łącz­no­ści z Pol­ską, która pierw­sza wpro­wa­dziła tam wiarę chrze­ści­jań­ską i za­chod­nią kul­turę.

Łącz­ność Po­mo­rza z Pol­ską utrzy­mała się do 1308 r.[23], kiedy za­kon krzy­żacki, wy­ko­rzy­stu­jąc cięż­kie po­ło­że­nie po­li­tyczne króla Wła­dy­sława Ło­kietka, pod­stęp­nie opa­no­wał Po­mo­rze. W roku 1454 lud­ność pań­stwa krzy­żac­kiego przy­łą­czyła się do­bro­wol­nie do Pol­ski i od tego czasu Po­mo­rze do roku 1772, roku pierw­szego roz­bioru, było czę­ścią skła­dową pań­stwa pol­skiego. A więc Po­mo­rze po­zo­sta­wało pod pa­no­wa­niem Pol­ski z prze­rwami 666 lat, a okresy pa­no­wa­nia ob­cego na Po­mo­rzu trwały 293 lata.

Po­mo­rze po­winno i bę­dzie na­le­żeć do Pol­ski.

Wszyst­kie pra­wie to­po­gra­ficzne na­zwy na Po­mo­rzu (miast, wsi, rzek, je­zior, sta­wów i na­zwy pól) są po­cho­dze­nia pol­skiego względ­nie sło­wiań­skiego, co naj­wy­mow­niej świad­czy o od­wiecz­nym sło­wiań­skim i pol­skim cha­rak­te­rze Po­mo­rza.

Część Po­mo­rza, którą Pol­ska otrzy­mała po woj­nie eu­ro­pej­skiej w roku 1919, składa się z ziem, uję­tych ad­mi­ni­stra­cyj­nie w woj. po­mor­skie, o ob­sza­rze 16 386 km. kw., z liczbą lud­no­ści w 1931 roku 1.086.144[24]. To woj. po­mor­skie sta­no­wiło tylko część przed­wo­jen­nej pro­win­cji "Prusy Za­chod­nie", któ­rej ob­szar wy­no­sił 25.245 km. kw. Tak okro­jony te­ren Pol­sce nie wy­star­cza. Nie tylko ze sta­no­wi­ska go­spo­dar­czego, po­li­tycz­nego, ale przede wszyst­kim z punktu wi­dze­nia bez­pie­czeń­stwa.

Sprawy go­spo­dar­cze Pol­ski od­ro­dzo­nej wy­ma­gać będą ści­słego po­łą­cze­nia drogą wodną z mo­rzem ob­szaru Gór­nego Ślą­ska. To ważne za­da­nie, od któ­rego za­leżny jest roz­wój han­dlu pol­skiego, może być roz­wią­zane tylko przez po­sia­da­nie rzeki Odry, z mia­stami por­to­wymi, jako klu­czem bez­pie­czeń­stwa dla Bał­tyku.

Po­sia­da­nie przez Pol­skę rzeki Odry może Pol­skę za­bez­pie­czyć od na­pa­dów nie­miec­kich.

Trzeba o tem pa­mię­tać, że cho­ciaż po­ko­nane Niemcy wyjdą z wojny osła­bione, ale po­li­tyki "Drang nach Osten" nie­ła­two się wy­rzekną. Nie­bez­pie­czeń­stwo na­padu nie­miec­kiego na Pol­skę może być usu­nięte tylko wów­czas, kiedy Pol­ska bę­dzie silna te­ry­to­rial­nie i go­spo­dar­czo, je­żeli bę­dzie po­sia­dała do­brze zor­ga­ni­zo­waną siłę zbrojną.

Bę­dziemy pro­wa­dzili po­ko­jową po­li­tykę po woj­nie. Bę­dziemy żyli w przy­ja­ciel­skich sto­sun­kach z na­ro­dami sło­wiań­skimi, a przede wszyst­kim ze Zw. Ra­dziec­kim, Cze­cho­sło­wa­cją i całą an­ty­hi­tle­row­ską ko­ali­cją.

Taką po­li­tyką w od­ro­dzo­nej Pol­sce mo­żemy się za­bez­pie­czyć od na­padu nie­miec­kiego na za­wsze.

To są wa­runki ko­nieczne, że­by­śmy mo­gli speł­nić mi­sję dzie­jową, jaka czeka Pol­skę w naj­bliż­szej przy­szło­ści.

A czeka nas naj­pierw krwawa walka z nie­miec­kim oku­pan­tem, którą wy­grać mu­simy, wy­zwo­lić na­ród pol­ski z hań­bią­cej nie­woli.

Od­bu­dowa znisz­czeń go­spo­dar­czych, do­ko­na­nych przez wojnę - to dal­sze na­sze wiel­kie za­da­nie. W na­ro­dzie pol­skim tkwią nie­spo­żyte siły twór­cze, które trzeba wy­do­być, a to bę­dzie można uczy­nić w od­ro­dzo­nej Pol­sce de­mo­kra­tyczno-par­la­men­tar­nej, w któ­rej na­ród bę­dzie wło­da­rzem i ko­wa­lem swo­jej szczę­śli­wej przy­szło­ści.

Pań­stwo pol­skie mą­drą po­ko­jową po­li­tyką musi zdo­być kre­dyt po­li­tyczny, utra­cony przez re­ak­cyjny przed­wo­jenny re­żim.

Pol­ska bę­dzie na­dal przed­po­lem obrony sło­wiańsz­czy­zny prze­ciw na­pa­dom nie­miec­kim i do tej obrony musi być za­wsze go­towa.

Ażeby Pol­ska mo­gła speł­nić te za­da­nia, które przed nią stoją, musi być silna. Dla­tego mamy prawo żą­dać zwrotu od­wiecz­nie pol­skich ziem, zra­bo­wa­nych przez Niemcy: Gór­nego Ślą­ska, Po­mo­rza, Prus Wschod­nich.

Dla­tego żą­damy zwrotu ziem za­chod­nich i opar­cia o mo­rze Bał­tyc­kie - bo nam ono do ży­cia i roz­woju go­spo­dar­czego na­rodu jest po­trzebne.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

WSTĘP

Pa­weł Dy­bicz

Jó­zef Stę­pień

Jak oce­niać to, co się działo na zie­miach pol­skich po wej­ściu Ar­mii Czer­wo­nej i Woj­ska Pol­skiego? Wszystko, co wpływa na od­po­wiedź, jest bar­dzo skom­pli­ko­wane i po­gma­twane. Rząd pol­ski w Lon­dy­nie, uwa­ża­jąc się za je­dyny le­galny, za­rzu­cał uzur­pa­tor­stwo obo­zowi PKWN. A prze­cież opie­ra­jąc się na nie­pra­wi­dłowo uchwa­lo­nej kon­sty­tu­cji z 1935 roku i w do­datku w kształ­cie, o któ­rym w du­żym stop­niu za­de­cy­do­wali Fran­cuzi - w za­sa­dzie je­dyne, co miał wspól­nego z le­gal­no­ścią, to było uzna­nie mię­dzy­na­ro­dowe. Pol­ski Lon­dyn za­rzu­cał Lu­bli­nowi za­leż­ność od Mo­skwy i tego też nie da się za­kwe­stio­no­wać. Py­ta­nie tylko, czy za­leż­ność od rządu fran­cu­skiego (a po­tem bry­tyj­skiego) mo­gła de­cy­do­wać o le­gal­no­ści i w czym miała być lep­sza jedna za­leż­ność od dru­giej? Py­ta­nia można mno­żyć, rzecz jed­nak w tym, co bar­dziej słu­żyło Pol­sce. Jaka by­łaby Pol­ska w za­leż­no­ści od tego, od kogo za­le­żała? Można so­bie wy­obra­zić na przy­kład, że Sta­lin nie zga­dza się na ini­cja­tywę PPR/KRN, by stwo­rzyć PKWN, i utrąca ją, jak na po­czątku 1944 roku Pol­ski Ko­mi­tet Na­ro­dowy. Jaka by­łaby Pol­ska? Pew­nie na po­czątku rzą­dziłby Mi­ko­łaj­czyk, ale po nie­dłu­gim cza­sie do wła­dzy wró­ci­łaby sa­na­cja czy też twór po­dobny po niej. Sa­na­to­rzy pró­bo­wali tak ro­bić już w cza­sie wojny, a Si­kor­skiego czy Mi­ko­łaj­czyka ra­to­wali Fran­cuzi lub An­glicy. Bez ich wspar­cia rzą­dziłby wkrótce w kraju ja­kiś puł­kow­nik bądź ge­ne­rał.

Można so­bie rów­nież wy­obra­zić jesz­cze inny sce­na­riusz, że rząd pol­ski i AK wspie­rają przez całą wojnę ZSRR, jak nie­mal cała reszta świata. Tylko czy to wy­star­czy­łoby do utrzy­ma­nia (od­zy­ska­nia) za­chod­nich czę­ści Li­twy, Bia­ło­rusi i Ukra­iny? Jesz­cze inna sy­tu­acja. Wła­dze pol­skie w Lon­dy­nie wy­ra­żają zgodę na żą­da­nia gra­niczne ZSRR przed po­wo­ła­niem PKWN, a tego w du­żej mie­rze do­ty­czył brak po­ro­zu­mie­nia mię­dzy rzą­dem pol­skim i ZSRR, bo tak wy­nika z akt. Inne wy­su­wane kwe­stie sto­jące niby na prze­szko­dzie po­ro­zu­mie­nia były ar­gu­men­tami prze­tar­go­wymi. I znów py­ta­nie, czy to by wy­star­czyło Sta­li­nowi, by Pol­ską rzą­dził Mi­ko­łaj­czyk? Pew­nie gdy We­hr­macht był nie­da­leko Mo­skwy, to tak, ale w 1944 roku już ra­czej nie. To tylko gdy­ba­nie, forma hi­sto­rii al­ter­na­tyw­nej.

Dla­czego la­tem 1944 roku stało się to, co znamy z hi­sto­rii? II wojna zmie­niła po­zy­cję ZSRR w świe­cie. To głów­nie Sta­lin i Ar­mia Czer­wona po­ko­nali Hi­tlera w Eu­ro­pie. Wy­daje się rów­nież, że świat miał przede wszyst­kim dość jed­nej i dru­giej wojny i uznał, że gwa­ran­cję po­koju daje ZSRR z ta­kimi czy in­nymi swymi żą­da­niami, a Pol­ska była nie tylko słaba mi­li­tar­nie czy go­spo­dar­czo, ale w do­datku ro­biła wiele, by nie wspie­rać Ar­mii Czer­wo­nej, o czym było wia­domo. Po­lacy w Lon­dy­nie i ich struk­tury w kraju do­dat­kowo nie po­tra­fili uznać, a wła­ści­wie przy­znać się do sła­bo­ści Pol­ski. Prze­cież w cza­sie wojny na­wet na­sze wła­dze prze­stały li­czyć na od­zy­ska­nie nie­pod­le­gło­ści wła­snymi si­łami (mimo róż­nych pla­nów), a usta­wiły się w ko­lejce, by że­brać o to naj­pierw u Fran­cu­zów, po­tem u An­gli­ków czy u Ame­ry­ka­nów. W do­datku nie chciano nas za Bu­giem. To nie były zie­mie rdzen­nie pol­skie[1]. Naj­pierw Bo­le­sław Chro­bry za­jął Grody Czer­wień­skie, w XIV wieku Lwowsz­czy­znę uzy­skał Ka­zi­mierz Wielki, inne czę­ści wnie­śli Ja­giel­lo­no­wie itp. Niby włą­czy­li­śmy te­reny za­bu­żań­skie do od­ro­dzo­nego po za­bo­rach kraju, ale wciąż nie wiemy, dla­czego Sta­lin wstrzy­my­wał Bu­dion­nego[2] w 1920 roku, by wsparł idą­cego do Nie­miec Tu­cha­czew­skiego[3], co umoż­li­wiło zwy­cię­stwo nad jego od­dzia­łami w bi­twie pod War­szawą?[4] Po­lacy byli tam niby kimś/czymś nieco wię­cej niż An­glicy w Delhi czy Fran­cuzi w Al­gie­rze. Świat jed­nak się zmie­niał - koń­czyła się epoka ko­lo­nialna (pa­no­wa­nie Eu­ropy). Inna to już rzecz, że po­zy­cję An­glii i Fran­cji zaj­mują czy też w ich miej­sce (cho­ciaż w in­nej for­mie po­li­tycz­nej) wcho­dzą USA i Zwią­zek Ra­dziecki. Po pro­stu sic transit glo­ria mundi. Na na­szych oczach upadł ZSRR, słabną Stany Zjed­no­czone. Ich miej­sce zajmą Chiny, pew­nie In­die, może Ko­rea. Nad­cho­dzi znów czas Azji. Dla­czego o tym pi­szemy? Po pro­stu z do­ku­men­tów ja­sno wy­nika, kto w 1944 roku za­czyna de­cy­do­wać o lo­sach świata, w tym Pol­ski, a Po­lacy za­trzy­mali się w roz­woju na zwy­cię­skiej bi­twie pod War­szawą w 1920 roku.

Wszy­scy po­li­tycy pol­scy po­zo­sta­wali pod wpły­wem pro­pa­gandy obozu rzą­do­wego o "wiel­ko­ści" Pol­ski, jej zna­cze­niu czy mi­sji dzie­jo­wej (wy­daje się, że do­ty­czy do rów­nież "ko­mu­ni­stów" rzą­dzą­cych kra­jem do 1990 roku - rzą­dzili czy też na­śla­do­wali wzory wy­pra­co­wane przez elity sa­na­cyjno-ozo­nowe). Żyli przez całe mię­dzy­woj­nie zwy­cię­stwem nad Tu­cha­czew­skim pod War­szawą. Nie wi­dzieli zmian w świe­cie i nie ro­bili nic, by Pol­ska do­łą­czyła do no­wo­cze­snego świata. Na­wet prze­grana wojna z Niem­cami i ucieczka władz na czele z pre­zy­den­tem "od­po­wie­dzial­nym przed Bo­giem i hi­sto­rią" nie zmie­niły przez nich po­strze­ga­nia "wiel­ko­ści" Rze­czy­po­spo­li­tej.

Pre­zen­to­wany tom jest kon­ty­nu­acją pu­bli­ka­cji Jaka Pol­ska po woj­nie. Ani sa­na­cyjna, ani so­wiecka[5] i od­nosi się do cza­sów PKWN. To okres w dzie­jach Pol­ski nie­zwy­kły. 164 dni ist­nie­nia PKWN nie tylko za­de­cy­do­wały o współ­cze­snym kształ­cie kraju, ale miały, mają i będą mieć wpływ na jego dal­sze dzieje. To, jaka sta­wała się Rzecz­po­spo­lita po 22 lipca 1944 roku, wpły­nęło i bę­dzie wpły­wało rów­nież na dzieje Eu­ropy (szcze­gól­nie na trzy pań­stwa są­sia­du­jące z Pol­ską od wschodu - Ukra­inę, Bia­ło­ruś, Li­twę). PKWN obrzy­dzano Po­la­kom i światu od pierw­szych dni jego ist­nie­nia. Robi się to do dziś, mimo że co naj­mniej 75% współ­cze­snych oby­wa­teli uro­dziło się też dla­tego, że ist­niał PKWN.

Dla­czego? Bo bez tych obrzy­dza­nych ko­mu­chów na­sze pań­stwo nie róż­ni­łoby się wiele od przy­sło­wio­wego Księ­stwa War­szaw­skiego. Taka jest prawda. Są też sy­gnały, że za ja­kiś czas zmie­nią się oceny PKWN, Sta­lina, tzw. ko­mu­ni­zmu, bo po­woli nie­któ­rzy "hi­sto­rycy" chcą się stać i stają się hi­sto­ry­kami. Dla­tego można mieć na­dzieję, że roz­sze­rza­nie się tego zja­wi­ska za­owo­cuje rze­tel­nymi oce­nami prze­szło­ści pań­stwa pol­skiego, a to bę­dzie sprzy­jać ra­cjo­na­li­za­cji po­li­tyki. Jest więc chyba kwe­stią czasu, że do­cze­kamy się rze­tel­nych (czyli do­brych, po­zy­tyw­nych) ocen tego tworu Sta­lina i pol­skich ko­mu­ni­stów, zwłasz­cza że nie­które już po­nie­kąd ist­nieją, cho­ciaż nikt się nimi nie chwali ani ich nie pro­pa­guje czy może ra­czej nie wska­zuje się au­to­rów. Na przy­kład po­kój w Eu­ro­pie trwa­jący od 75 lat za­wdzię­czamy głów­nie zwy­cię­stwu Ar­mii Czer­wo­nej, ale swój nie­wielki wkład wnio­sło także Woj­sko Pol­skie zor­ga­ni­zo­wane przez ZPP/PKWN. Ci­sza pa­nuje wo­kół od­zy­ska­nia te­re­nów za Bu­giem (można po­wie­dzieć, że PKWN był pio­nie­rem pro­cesu de­ko­lo­ni­za­cji). Po­dob­nie ma się sprawa zwrotu ziemi ode­bra­nej w re­for­mie rol­nej Ra­dzi­wił­łom czy Lu­bo­mir­skim[6] i in­nych pod­ję­tych wów­czas kwe­stii (miej­sca pracy, two­rze­nie prze­my­słu, miesz­ka­nia, oświata itd.), któ­rych so­bie nie uświa­da­miamy, po­nie­waż są one dla nas czymś na­tu­ral­nym.

Skoro za­tem zro­biono tyle waż­nych rze­czy, dla­czego ta idea prze­grała? Krótko. So­cjo­log po­wie­działby, że na ak­cep­ta­cję zmian spo­łecz­nych po­trzeba mi­ni­mum kilku po­ko­leń (chrze­ści­jań­stwo Po­lacy uznali za wła­sne po 100-200 la­tach oporu). Hi­sto­ryk musi cze­kać na pełne otwar­cie ar­chi­wów na Kremlu, w Lon­dy­nie i Wa­szyng­to­nie, pa­mię­ta­jąc, co de­le­ga­cja PKWN czy Rządu Tym­cza­so­wego usły­szała od Sta­lina w od­po­wie­dzi na py­ta­nie: "Co da­lej?". "Zo­ba­czy się za ja­kieś 50 lat"[7].

Z do­ku­men­tów pu­bli­ko­wa­nych w to­mie wi­dać, jak PPR po­woli wcho­dzi w buty par­tii wła­dzy, jak or­ga­ni­zuje gło­szoną i de­kla­ro­waną przez sie­bie "de­mo­kra­cję", two­rząc par­tie, ale tak, by w pełni prze­jąć nad nimi kon­trolę. To wszystko prawda i słusz­nie się ją za to kry­ty­kuje. Tyle że jed­no­cze­śnie ta par­tia i jej na­stęp­czyni zmie­niła w ciągu dwóch po­ko­leń Pol­skę nie do po­zna­nia, prze­no­sząc ją z błot Po­le­sia do Eu­ropy, czy­niąc z du­żej czę­ści Po­la­ków no­wo­cze­sne spo­łe­czeń­stwo od­naj­du­jące się we współ­cze­snym świe­cie. Oce­niajmy więc "ko­mu­chów" nie za to, jak to wszystko ro­bili, ale za to, co zro­bili, bo ich kon­ku­renci do dziś by roz­wa­żali i sta­rali się, ale tylko po to, by nic nie zmie­nić, co wy­nika z wielu do­ku­men­tów przed­sta­wio­nych w tym to­mie.

*

Do­ku­menty pu­bli­ko­wane w to­mie sy­gna­li­zują je­dy­nie pewne kwe­stie przed­sta­wiane nie­zgod­nie z prawdą w pra­cach hi­sto­rycz­nych czy po­mi­jane w nich. Mniej jest do­ku­men­tów przed­sta­wia­ją­cych wi­zje Pol­ski, a wię­cej ta­kich, które uka­zują, jak two­rzono pod­wa­liny współ­cze­snej Pol­ski, na przy­kład po­przez re­ali­za­cję re­formy rol­nej czy próby obrony sta­rego po­rządku przez część AK. Do­ty­czą one tego, kto i jak ma lub może rzą­dzić w po­wo­jen­nej Pol­sce, jej gra­nic itp., co wy­ni­kało z układu sił w świe­cie, który zmie­niła wojna. Ale też uka­zują nieco in­for­ma­cji o ry­wa­li­za­cji w walce o wła­dzę to­czą­cej się w spra­wu­ją­cym ją obo­zie po­li­tycz­nym (PKWN) czy na za­ple­czu rządu pol­skiego w "Lon­do­nie"[8].

Do­ku­menty uło­żone są chro­no­lo­gicz­nie, we­dług czasu ich po­wsta­wa­nia. Przy nie­któ­rych, gdzie za­cho­wane są daty otrzy­ma­nia na przy­kład de­pesz z Lon­dynu w kraju lub gdy udało się usta­lić to inną drogą, wska­zana jest data otrzy­ma­nia czy roz­szy­fro­wa­nia da­nego do­ku­mentu w kraju bądź w Lon­dy­nie. Pro­ble­mem było ich usze­re­go­wa­nie, po­nie­waż od­zwier­cie­dlają one mniej wię­cej stan wie­dzy pi­szą­cych czy de­cy­du­ją­cych o kształ­cie, for­mie i tre­ści w mo­men­cie ich two­rze­nia (tak są uło­żone), a jed­no­cze­śnie wska­zują, w jak trud­nej sy­tu­acji byli ich ad­re­saci ocze­ku­jący na sta­no­wi­sko władz, gdyż zmien­ność sy­tu­acji wo­jen­nej wy­ma­gała od nich po­dej­mo­wa­nia okre­ślo­nych de­cy­zji. To wy­wo­ły­wało wiele pro­ble­mów, błę­dów czy kło­po­tów po­li­tycz­nych. Po­dob­nie działo się w od­wrot­nym kie­runku. Kla­sycz­nym przy­kła­dem jest ocze­ki­wa­nie Mi­ko­łaj­czyka w Mo­skwie na in­for­ma­cję o re­ak­cjach De­le­gata i Ko­mendy Głów­nej AK na su­ge­stie (i ma­ni­pu­la­cje) od­no­szące się do wy­wo­ła­nia po­wsta­nia w sto­licy, by po­móc mu w roz­mo­wach ze Sta­li­nem. Ta­kie są skutki kon­spi­ra­cji, wojny, po­cząt­ków no­wej wła­dzy - na przy­kład nie spo­rzą­dzono pro­to­ko­łów nie­któ­rych po­sie­dzeń PKWN, za­cho­wały się i są do­stępne je­dy­nie no­tatki do nich.

Do­ku­menty, jak w po­przed­nim to­mie, dru­ku­jemy w wer­sji ory­gi­nal­nej, za­zwy­czaj z za­cho­wa­niem ów­cze­snej pi­sowni i składni. To po­zwala po­znać ję­zyk, ja­kim po­słu­gi­wała się elita par­tyjno-rzą­dowa. Opusz­cze­nia i skróty zo­stały ozna­czone na­stę­pu­jąco: [...], a wy­róż­nie­nia w do­ku­men­tach do­ko­nane przez re­dak­cję tego tomu wska­zano w przy­pi­sach. Po­zo­stałe po­cho­dzą od wy­staw­ców, a cza­sem ad­re­sa­tów do­ku­men­tów. W pu­bli­ka­cji zre­zy­gno­wano z przy­pi­sów bio­gra­ficz­nych osób po­wszech­nie zna­nych, ta­kich jak Jó­zef Sta­lin, Wła­dy­sław Si­kor­ski czy Sta­ni­sław Mi­ko­łaj­czyk.

Nr 1

De­pe­sza mi­ni­stra Ma­riana Seydy[9] do Po­li­tycz­nego Ko­mi­tetu Po­ro­zu­mie­waw­czego, 22 marca 1943 r.

Pre­zen­to­wany do­ku­ment miał wpły­nąć na po­wstrzy­ma­nie w oku­po­wa­nym kraju wy­po­wie­dzi w spra­wie pla­nów co do po­wo­jen­nych gra­nic Pol­ski na za­cho­dzie, gdzie po­li­tycy i prasa po­zwa­lali so­bie na łu­dze­nie spo­łe­czeń­stwa mi­tem Pol­ski jako waż­nego czyn­nika po­li­tyki eu­ro­pej­skiej. Bali się oni przy tym za­ry­zy­ko­wać odro­binę re­ali­zmu w po­li­tyce[10], czyli po­ro­zu­mieć się ze Związ­kiem Ra­dziec­kim w spra­wie gra­nic. O po­wro­cie na Kresy można było jesz­cze my­śleć w pierw­szych dniach ope­ra­cji Bar­ba­rossa, ale to szybko się zmie­niało.

Do­ku­ment jest da­to­wany na 22 marca 1943 roku, gdy świat był już nie tylko pod wra­że­niem zwy­cię­stwa Ar­mii Czer­wo­nej pod Sta­lin­gra­dem, ale uświa­do­mił też so­bie, kto bę­dzie zwy­cięzcą w tej woj­nie i kto po jej za­koń­cze­niu bę­dzie roz­da­wał karty. Poza pol­skimi po­li­ty­kami. Pew­nie co trzeź­wiejsi z nich zda­wali so­bie sprawę z tego, że Bry­tyj­czycy ze­chcą wró­cić do kon­cep­cji ogra­ni­cze­nia pań­stwa pol­skiego do te­ry­to­rium, gdzie Po­lacy sta­no­wili więk­szość et­no­gra­ficzną, do tzw. li­nii Cur­zona na wscho­dzie. Ale chyba naj­bar­dziej oba­wiano się, że prze­ję­cie Ślą­ska i Po­mo­rza spo­wo­duje zmiany w men­tal­no­ści Po­la­ków, któ­rzy uświa­do­mią so­bie, że można żyć ina­czej, gdy zo­ba­czą "inny świat", osie­dla­jąc się na tych te­re­nach. Mo­gło to skut­ko­wać od­rzu­ce­niem do­tych­cza­so­wej klasy po­li­tycz­nej, obar­cza­nej od­po­wie­dzial­no­ścią za za­póź­nie­nia cy­wi­li­za­cyjne kraju. W do­ku­men­cie pa­dają skan­da­liczne słowa wy­so­kiego urzęd­nika rządu o "z a d ł a w i e n i u się" Pol­ski po prze­ję­ciu Dol­nego Ślą­ska.

Ten do­ku­ment wska­zuje na jesz­cze jedno. Otóż przy­pi­suje się po­wszech­nie Chur­chil­lowi, że to on był au­to­rem stwier­dze­nia, iż Pol­ska za­dławi się zie­miami za­chod­nimi, a on tylko ubrał w słowa i stwo­rzył z kon­cep­cji po­li­tycz­nych rządu pol­skiego bon mot o za­dła­wie­niu się "pol­skiej gęsi" Ślą­skiem i Po­mo­rzem, któ­rego użył w Jał­cie w od­po­wie­dzi na pro­po­zy­cję Sta­lina, by za­chod­nia gra­nica Pol­ski prze­bie­gała na Od­rze i Ny­sie Łu­życ­kiej. Z całą pew­no­ścią Chur­chill był kon­ty­nu­ato­rem tra­dy­cyj­nej po­li­tyki bry­tyj­skiej z cza­sów po I woj­nie. Prze­cież to już wów­czas pre­mier an­giel­ski Da­vid Lloyd Geo­rge sprze­ci­wiał się przy­zna­niu II RP na­wet Gór­nego Ślą­ska. Uwa­żał, że Pol­ska to kraj cza­sowy, nie­po­tra­fiący utrzy­mać nie­pod­le­gło­ści, a o Ślą­sku dla II RP po­wie­dział tak: "Dać Pol­sce Śląsk to jak mał­pie dać ze­ga­rek" czy w in­nej wer­sji: "Od­dać w ręce Po­la­ków prze­mysł Ślą­ska to jak wkła­dać w łapy małpy ze­ga­rek". Nie­chęć Bry­tyj­czy­ków do przy­zna­nia Pol­sce dzi­siej­szych Ziem Za­chod­nich brała się też z chęci utrzy­ma­nia sil­nych Nie­miec jako eu­ro­pej­skiego czyn­nika rów­no­wagi, by zbyt­nio nie wzmoc­nić Fran­cji czy wcze­śniej Ro­sji, a po re­wo­lu­cji ZSRR. Seyda nie czy­nił jed­nak tego ra­czej na zle­ce­nie któ­re­goś z An­gli­ków[11], gdyż ta­kie było sta­no­wi­sko nie­mal ca­łej ów­cze­snej pol­skiej klasy po­li­tycz­nej.

Nr 46 22.III.43[12]

Na Nr 45. Prze­sy­łam de­pe­szę Min. Seydy. Stem[13].

Dla PKP. Zgod­nie z po­przed­nimi de­pe­szami stwier­dzam, że za­chodni pro­gram te­ry­to­rialny przy­jęty przez Radę Mi­ni­strów, a także jed­no­myśl­nie przez Radę Na­ro­dową obej­muje Prusy Wschod­nie, Gdańsk, Śląsk Opol­ski, je­żeli to moż­liwe, nieco po­sze­rzony, oraz li­nię Odry. Li­cząc się z tym, że pełna li­nia Odry, jako gra­nica in­kor­po­ra­cyj, na­po­tyka na bar­dzo duże trud­no­ści[14], Mi­ni­ster­stwo Prac Kon­gre­so­wych opra­co­wuje taj­nie jesz­cze inne ewen­tu­al­no­ści, przede wszyst­kim li­nię z oko­lic Ko­ło­brzega, w kie­runku po­łu­dnio­wym tak, by ob­jęła ona po­łowę ob­szaru mię­dzy do­tych­cza­sową gra­nicą po­znań­skiego a Odrą. C.d.n.

- 103 - otrzyma. 24.III /50/

Nr 46 Część II

Wy­klu­czamy in­kor­po­ro­wa­nie Dol­nego Ślą­ska po le­wym brzegu Odry, aż po Nisę Łu­życką, którą by się Pol­ska za­dła­wiła[15]. Na­to­miast wy­su­wamy jako gra­nicę oku­pa­cji ści­ślej­szej, czyli pol­skiej, a na sa­mym po­łu­dniu cze­skiej, Odrę z Za­le­wem Szcze­ciń­skim oraz Nisę Łu­życką z obu brze­gami. Pu­blicz­nie w pra­sie pro­po­nu­jemy wy­raź­nie Prusy Wschod­nie, Gdańsk i Śląsk Opol­ski, uży­wa­jąc o li­nii za­chod­niej na ra­zie for­muły ogól­nej, że gra­nica musi być prze­su­nięta na za­chód i skró­cona tak, by za­sło­niła ob­szar pań­stwa pol­skiego, a szcze­gól­niej jego porty mor­skie. D.c.n.

- 108 - otrzym. 2.IV.43r. /50/

Nr 46. Do­koń­cze­nie 22.III.

Przed­wcze­sne kon­kre­ty­zo­wa­nie tej li­nii pu­blicz­nie za­szko­dzi­łoby bar­dzo rów­no­cze­sno­ści ataku pro­pa­gan­do­wego tam­tym za­gad­nie­niom. Nasz pro­gram i na­sza tak­tyka głę­boko prze­my­ślane. Na­sze aspi­ra­cje mu­szą być duże, ale w gra­ni­cach re­ali­zmu po­li­tycz­nego, by po­stu­la­tami fan­ta­stycz­nymi na za­cho­dzie, które zresztą nie by­łyby urze­czy­wist­nione, nie za­szko­dzić spra­wie Ziem na­szych Wschod­nich. Pro­simy z tym li­czyć się w pra­sie kra­jo­wej. - Seyda.

otrzym. 31.III.43. - 111 - /50/

Przy­pisy

[1] Zob. np. Kto od­po­wiada za klę­skę wrze­śniową, red. Pa­weł Dy­bicz, Jó­zef Stę­pień, Wy­daw­nic­two Ora­tio Recta, War­szawa 2019, s. 30-35. Re­la­cja ofi­cera mówi wiele o sto­sunku miej­sco­wej lud­no­ści do wra­ca­ją­cych na te te­reny pol­skich od­dzia­łów, które naj­pierw co­fały się zza Bug po in­for­ma­cji o wkro­cze­niu w gra­nice Pol­ski Ar­mii Czer­wo­nej, a na­stęp­nie wsku­tek plotki wra­cały z po­wro­tem. Nie wi­tano ich, wręcz prze­ciw­nie.
[2] Sie­mion Bu­dionny - do­wódca I Ar­mii Kon­nej w woj­nie pol­sko-bol­sze­wic­kiej, wy­ko­nał z opóź­nie­niem roz­kaz o wspar­ciu idą­cego na Niemcy Frontu Za­chod­niego, przez co do­pro­wa­dził do jego klę­ski pod War­szawą i do­wo­dzo­nych przez sie­bie od­dzia­łów pod Za­mo­ściem, gdy wresz­cie ru­szył spod Lwowa. Nie po­niósł za to jed­nak od­po­wie­dzial­no­ści, gdy Sta­lin prze­pro­wa­dzał czystki w do­wódz­twie ACz w la­tach 30. Co może wska­zy­wać, że zro­bil to ce­lowo za zgodą lub z in­spi­ra­cji Sta­lina, który od­po­wia­dał za sprawy po­li­tyczne w ar­mii.
[3] Mi­chaił Tu­cha­czew­ski - do­wódca Frontu Za­chod­niego ACz ma­sze­ru­ją­cego do Nie­miec, by wznie­cić tam re­wo­lu­cję.
[4] Może ra­cję w tej kwe­stii ma "Ti­mes". Zob. opi­nię jego re­dak­to­rów w tym to­mie.
[5] Jaka Pol­ska po woj­nie. Ani sa­na­cyjna, ani so­wiecka, red. Pa­weł Dy­bicz, Jó­zef Stę­pień, Wy­daw­nic­two Ora­tio Recta, War­szawa 2020.
[6] Ale zwró­cono i wciąż zwraca się ją po­tęż­nemu po­li­tycz­nie la­ty­fun­dy­ście, czyli Ko­ścio­łom, w tym naj­więk­szemu w Pol­sce - ka­to­lic­kiemu, po­nie­waż PKWN nie miał od­wagi, by rów­nież tę część roli zwró­cić chłop­stwu.
[7] Np. Ka­tyń pra­wie wy­ja­śniono, ale śmierć gen. Si­kor­skiego wciąż jest ta­jem­nicą, bo An­glicy na­dal nie udo­stęp­niają akt do­ty­czą­cych ka­ta­strofy w Gi­bral­ta­rze.
[8] To cie­kawe, że "hi­sto­rycy" i "dzien­ni­ka­rze" nie pi­szą "Lon­don", "lon­doń­ski", za to upie­rają się przy pi­sowni "So­wieta", "so­wiecki" itp.
[9] Ma­rian Seyda - po­li­tyk Stron­nic­twa Na­ro­do­wego, w tym cza­sie kie­ro­wał Mi­ni­ster­stwem Prac Kon­gre­so­wych.
[10] Nie zro­bił tego w grud­niu 1941 r. gen. Si­kor­ski, nie chcieli tego uczy­nić także jego na­stępcy, a na­wet pró­bo­wali utrzy­mać "ku­sok" ko­lo­nii za Bu­giem ko­mu­ni­ści i ZPP w końcu lipca 1944 r., gdy PKWN uzgad­niał z ZSRR gra­nicę wschod­nią. Wy­daje się, że szansę na po­zo­sta­wie­nie przy Pol­sce Lwowa i przy­le­głych te­re­nów miał Si­kor­ski w 1941 r. Wska­zuje na to fakt, że Pol­ska Par­tia Ro­bot­ni­cza utwo­rzona krótko po jego wi­zy­cie w Mo­skwie, za nie­wąt­pliwą apro­batą Sta­lina, miała w struk­tu­rze or­ga­ni­za­cyj­nej "okręg Lwów", ale nie two­rzono PPR na Bia­ło­stoc­czyź­nie, a to może ozna­czać, że wów­czas WKP(b) pla­no­wała inny prze­bieg gra­nicy z Pol­ską.
[11] Cho­ciaż mieli oni w Po­la­kach so­jusz­ni­ków, je­śli cho­dzi o po­li­tykę wo­bec Nie­miec. Zna­mien­nym jej do­wo­dem są wy­po­wie­dzi To­ma­sza Ar­ci­szew­skiego (już jako pre­miera) z grud­nia 1944 r., że Pol­ska nie chce Wro­cła­wia ani Szcze­cina.
[12] AAN, DR 202 I 3, k. 15.
[13] "Stem" to pod­pis Sta­ni­sława Mi­ko­łaj­czyka jako mi­ni­stra spraw we­wnętrz­nych, a na­stęp­nie pre­miera pod de­pe­szami do stron­nictw wcho­dzą­cych w skład rządu i władz w kraju. Znaj­duje się w nich wiele in­for­ma­cji ukry­wa­nych czy wręcz sfał­szo­wa­nych w ofi­cjal­nych pro­to­ko­łach Rady Mi­ni­strów RP czy in­nych do­ku­men­tach rządu.
[14] Nie­ja­sne, czy są to opory An­gli­ków, czy ra­czej po­li­ty­ków pol­skich.
[15] Wy­czer­nie­nia w tym do­ku­men­cie po­cho­dzą od re­dak­cji.
[16] Zob. m.in. Jaka Pol­ska po woj­nie? Ani sa­na­cyjna...
[17] "Try­buna Wol­no­ści" (da­lej "TW"), 1 lipca 1944, nr 59, s. 5-7.
[18] An­drzej Wi­tos - dzia­łacz SL, brat Win­cen­tego.
[19] Ten aka­pit to in­for­ma­cja po­prze­dza­jąca prze­dru­ko­wy­wany ar­ty­kuł.
[20] W tych sło­wach tkwiła pod­sta­wowa róż­nica mię­dzy po­li­ty­kami pol­skimi, tymi za­leż­nymi od An­glii, któ­rzy nie chcieli wspie­rać nio­są­cej cię­żar wojny Ar­mii Czer­wo­nej, i tymi za­leż­nymi od ZSRR, któ­rzy ro­zu­mieli, że je­śli chce się uczest­ni­czyć w zy­skach z wojny, trzeba wnieść wła­sny, ak­tywny wkład.
[21] Jakby Wi­tos nie ro­zu­miał, co pi­sze. Niby chce dla Pol­ski ca­łego Po­mo­rza, ale jego ar­gu­menty od­no­szą się w za­sa­dzie do te­ry­to­rium na­le­żą­cego do II RP.
[22] To data nie­ma­jąca po­kry­cia w do­wo­dach ani w do­ku­men­tach.
[23] Z Pol­ską w XIV, XV czy w na­stęp­nych wie­kach zwią­zana była tylko część Ślą­ska i Po­mo­rza. Tu Wi­tos nie ma ra­cji, niby chce dla Pol­ski ca­łego Po­mo­rza czy Ślą­ska, ale używa ar­gu­men­tów hi­sto­rycz­nych od­no­szą­cych się w za­sa­dzie wy­łącz­nie do tzw. Po­mo­rza Gdań­skiego.
[24] Ar­ty­kuł Wi­tosa nie uwzględ­nia zmian w po­dziale ad­mi­ni­stra­cyj­nym kraju z 1938 r. We­dług Ma­łego Rocz­nika Sta­ty­stycz­nego 1938 wo­je­wódz­two po­mor­skie ma po­wierzch­nię 25 684 km2 i li­czy 1884,5 tys. miesz­kań­ców.
.