Jaka Polska po wojnie? Ani sanacyjna, ani sowiecka - Paweł Dybicz, Józef Stępień

Kup ebooka

29.90 zł
23.92 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Im słoneczko wyżej, tym... Stalin bliżej

Paweł Dybicz

Józef Stępień

Klęska wrześniowa, ucieczka władz państwa sanacyjnych, życie pod okupacją wzmogły dyskusje partii i środowisk politycznych, a także zwykłych obywateli na temat tego, jaka ma być Polska po wojnie. Jaki po wyzwoleniu powinna mieć kształt granic, ustroju, na jakich zasadach funkcjonować? Tak by zabezpieczyć wolność kraju i obywateli, ale także uwzględnić to, co Polacy rozrzuceni po świecie "dobrowolnie" (uciekinierzy) czy przymusowo (obozy, roboty przymusowe, wywózki) zobaczyli w innych państwach. Dobrego i złego. Przede wszystkim na Zachodzie. Tam obywatele Rzeczypospolitej spostrzegli, że poza opłotkami polskiej wsi i żydowskich miasteczek świat wygląda inaczej, że są farmerzy, rolnicy, pracownicy czy robotnicy, a nie małorolni chłopi czy bezrobotni biedacy w miastach, że ludzie mieszkają w domach, a nie w chałupinach, że mają liczne prawa, potrafią pisać i czytać.

W październiku 1939 roku we Francji odtworzono władze polskie, ale nie uzyskały one pełnego poparcia. Częściowo dlatego, że ogromny wpływ na ich skład mieli Francuzi, a częściowo dlatego, że nie było zgody wśród samych Polaków. Formalnie rząd miał wsparcie dość istotnych sił politycznych, liczących się w dwudziestoleciu międzywojennym - ludowców, socjalistów, narodowców i demokratów, a sanacyjny prezydent Władysław Raczkiewicz zrzekł się, przynajmniej formalnie, niektórych swych konstytucyjnych uprawnień na rzecz rządu. Gdy tylko jednak mógł lub nadarzała się okazja, starał się szkodzić rządowi generała Władysława Sikorskiego. Prezydent Raczkiewicz w zasadzie był figurantem, bo władzę w środowisku politycznym piłsudczyków dzierżył ktoś inny[1]. Podobnie działo się w Rządzie Jedności Narodowej. Był on taki tylko z nazwy, a każdy z jego członów, czyli Sikorski, Stronnictwo Ludowe, Stronnictwo Narodowe i Polska Partia Socjalistyczna, robił, co mógł, by wzmocnić (a tym samym zaszkodzić tym, których uważał za konkurentów) swe zaplecze polityczne i militarne na emigracji oraz w kraju. Niestety zły przykład dawał premier Sikorski, który przez długi czas próbował sterować rządem i krajem poprzez zaufanych ludzi, często spoza kierowanego przez siebie gabinetu, ale także Radą Narodową, która formalnie miała być namiastką parlamentu na obczyźnie[2].

Zarówno władzę, jak i środowiska opozycyjne łączyło jedno - strach przed Związkiem Radzieckim i komunistami. Zachowana dokumentacja rządowa czy środowisk konspiracyjnych wskazuje na to, że komunistami czy ZSRR zajmowano się bardziej niż Niemcami. Nie było zgody tylko co do jednego - czy lekceważyć Armię Czerwoną i Stalina, czy przeceniać ich możliwości.

Rząd Władysława Sikorskiego nie tylko w początkowym okresie działania brnął w biurokrację i sprawy zasadnicze dla powojennej Polski odkładał na później, najczęściej na czas po wojnie. Nawet gdy prezentował jakiś program, to nie wychodził poza ogólniki. W kraju było inaczej. Politycy czy kierownictwa organizacji wojskowych znali ewolucję poglądów społeczno-politycznych polskiego społeczeństwa, na którego radykalizację istotny wpływ, obok wspomnianego wyżej czynnika przemieszczeń, wywierały sukcesy Armii Czerwonej oraz brak znaczących działań aliantów zachodnich, które miałyby znaczenie dla losu Polaków. Tych czynników nie uwzględniała propaganda rządowa i podziemia. Lansowała więc hasła w rodzaju "Słoneczko wyżej, Sikorski bliżej". Gdy jednak Polacy dostrzegli ich nierealność, coraz bardziej zaczęli kierować wzrok na wschód. Sukcesy Armii Czerwonej, jej pojawienie się latem 1944 roku na ziemiach Rzeczypospolitej ostatecznie wymusiły, przede wszystkim na politykach krajowych, zaprezentowanie Polakom różnych bardziej czy mniej radykalnych, a przede wszystkim konkretniejszych propozycji programowych.

Zarówno premier Sikorski, jak i jego następca Stanisław Mikołajczyk nie byli w stanie przedstawić radykalizującym się Polakom spójnego programu reform. Trudno ocenić, czy było to wynikiem dużych rozbieżności wśród polityków na emigracji, czy też obawiali się reakcji sojuszników, od których byli całkowicie zależni. Dlatego w deklaracjach emigracyjnych władz i środowisk znalazło się mało konkretów. W okupowanym kraju podległe "Londynowi" władze Państwa Podziemnego, w obliczu nadchodzącej klęski Niemiec oraz realnego odzyskania niepodległości przez Polskę dzięki Związkowi Radzieckiemu, zaczęły głosić koncepcje programowe najpierw poszczególnych partii, a potem wypracowane wspólnie przez Polityczny Komitet Porozumiewawczy.

Wraz ze zbliżaniem się Armii Czerwonej i Wojska Polskiego, wtedy zwanego berlingowcami, nabierała znaczenia lewica związana z działającym w ZSRR Związkiem Patriotów Polskich, a w okupowanym kraju z Polską Partią Robotniczą.

Dowodził tego choćby generał Tadeusz Bór-Komorowski w meldunkach do władz emigracyjnych, w których bezskutecznie próbował interweniować czy też naciskać na rząd w Londynie i tamtejsze środowiska polityczne, by zadeklarowały radykalne reformy społeczne, na przykład głęboką reformę rolną. O tym też pisał naczelny wódz generał Kazimierz Sosnkowski, niestety tylko w prywatnej korespondencji z komendantem głównym AK.

I jeszcze coś. Niech nikogo nie zdziwi, że Manifest Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z 22 lipca 1944 roku nie zawierał jakichś rewolucyjnych postulatów. Często zresztą były one zbieżne z tymi, które wysuwały partyjne środowiska obozu londyńskiego w okupowanym kraju. Co więcej, w Manifeście PKWN znalazło się wiele postulatów, które od dziesięcioleci zgłaszali socjaliści i ludowcy. Nie był on więc żadnym komunistycznym wynaturzeniem, ale programem na miarę oczekiwań wielu Polaków.

W dotychczasowej historiografii ukazało się kilka publikacji przedstawiających programy partii w okresie okupacji, jak chociażby praca pod redakcją Kazimierza Przybysza[3] czy wiele tomów źródeł opracowanych przez Romualda Turkowskiego. Książka, która trafia do rąk Czytelnika, od chociażby wspomnianych różni się tym, że zawiera wiele tekstów z ówczesnej prasy, a także liczne przypisy i komentarze do treści archiwaliów.

* * *

Jaka Polska po wojnie jest kontynuacją wydawanej przez PRZEGLĄD serii "II wojna światowa", w której ukazała się już książka zatytułowana Kto odpowiada za klęskę wrześniową. Archiwalia zebrane w niniejszym tomie zostały ułożone chronologicznie, w większości publikowane są w całości, opuszczenia zaś zaznaczono kwadratowymi nawiasami. W niektórych dokumentach są luki wynikające ze zniszczeń lub niemożności odczytania tekstu, co odnotowano w przypisach.

Wszelkie wyróżnienia w dokumentach w postaci podkreśleń, wygrubień, wielkich lub małych liter (jeśli nie zaznaczono inaczej) pochodzą od wystawcy dokumentu bądź jego adresata. Pozostawiono w nich też ówczesną składnię i pisownię. Publikowane w oryginalnym kształcie archiwalia pozwalają poznać język tamtejszej elity i obowiązujące wtedy zasady pisowni. Poprawiono natomiast bez zaznaczania oczywiste błędy maszynowe, powstałe przy rozszyfrowaniu dokumentów lub zamianie maszynopisów na druk.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki