Rozdział 2
W którym wymienione są niektóre rzeczy, których Zrzędus wcale nie lubi
Upałów Zimna Bycia zmęczonym Bycia głodnym Poranków Popołudni Wieczorów Kładzenia się do łóżka Jajecznicy Skarpet z dziurami Skarpet bez dziur Skarpet w ogóle (tak prawdę mówiąc) Jedzenia, które się wije, kiedy próbuje się je zjeść, jak spaghetti/makaron/robaki
NIE PRZEPADA ZA KĄPIELAMI:
Ani prysznicem Ani deszczem Ani wodą Ani pływaniem
ŻYWI NIECHĘĆ DO:
Morza (chociaż nigdy go nie widział) Głośnych dźwięków Jasnych świateł Ciemności Dziwnych odgłosów Wszystkiego, co chrzęści Rękawiczek z pięcioma palcami Rękawiczek z jednym palcem Szalików Wiórków Czekolady Wiórków czekoladowych Czapek bejsbolowych Kotów Psów Nietoperzy Żab Łosi po lasach Drobiu, co hasa Musów (zwłaszcza o smaku truskawkowym) Maszów (tak nazywa masy myszów, znaczy myszy) Gier Zabaw dowolnego typu
NIE JEST FANEM:
Śpiewu Śmiechu Tańca Dowolnej formy poruszania siedzeniem Ciasta (szczególnie tortów urodzinowych) Kwiatów Lasów Przytulasów (właściwie to nikt nigdy nie próbował go przytulić) Wszystkiego, co błyszczy Norek i jamek Koloru czerwonego
I NA PEWNO NIE SZALEJE NA PUNKCIE:
Ciepłych kocyków Gorącej czekolady Przyjemnych pogaduszek Uśmiechu
A gdybym miał wymienić jedną, jedyną rzecz, której Zrzędus nie lubi ponad wszystko inne na świecie, byłyby to:
Rozdział 3
W którym liczne posępne myśli pomyślane są w trakcie drapania
Pewnego zimowego ranka Zrzędus stanął w drzwiach swojej chaty i podrapał się pod pachą swoim widelcem. Był w zabójczo zrzędliwym nastroju. Przede wszystkim jego budzik był za głośny. Dzwonek dzwonił i dźwięczał, aż Zrzędus myślał, że uszy mu odpadną. Kocyk był za ciepły i drapał, a kiedy Zrzędus go odrzucił, okazało się, że w sypialni jest za chłodno.
Jak co ranka, obudził się po niewłaściwej stronie łóżka, a to jeszcze bardziej zepsuło mu humor. Głównie dlatego, że gdy wygramolił się z posłania, wszedł twarzą prosto w ścianę.
Kiedy stał tak w progu, drapał się pod pachą i myślał, nastrój coraz bardziej mu się pogarszał. Ziemię bowiem pokryła warstwa skrzypiącego szronu, który - zdaniem Zrzędusa - był zbyt biały, zbyt roziskrzony i zbyt chrzęszczący. Na dodatek w powietrzu czuło się chłód wprawiający w lekkie drżenie, a w miarę jak wschodziło blade słońce, znikały ostatnie ślady tańczącej po porannym niebie zorzy polarnej.
Dla większości osób taki widok byłby prawdziwie magiczny... ale nie dla Zrzędusa. Zmarszczył czoło, aż brwi mu się zetknęły. Wiedział, co to znaczy. Wiedział, do czego to wszystko zmierza.
- Hmpf! - sapnął.
Przyłożył wielką łapę do ucha i poruszył nią w tę i z powrotem. Wietrzyk niósł dźwięki wesołej muzyki i dzwonków, a to mogło oznaczać tylko jedno: Święta były za pasem.
Zrzędus skrzywił się, wrócił do środka i zatrzasnął za sobą drzwi. A potem trzasnął nimi jeszcze raz, dla pewności.
Co roku to samo. Szron. Chłód w powietrzu. Magiczne nocne światła na niebie.
A potem...
Radosne odgłosy.
Śnieg.
Powszechna radość.
(Zanotował w pamięci, by dopisać to wszystko do listy Rzeczy, Których Absolutnie Nie Lubi Nic a Nic, Dziękuję za Uwagę).
Naturalnie potem nadchodził sam wielki dzień, z tymi wszystkimi krzykliwymi i hałaśliwymi bzdurami, jakie wtedy następowały.
Zrzędus przez chwilę tupał po pokoju, podpierając się rękami pod boki i kopał kłębki kurzu na dywanie (nie lubił sprzątania).
- Głupie Święta - sapał gniewnie. - Głupie skrzące, migotliwe, dzwoneczkowe, szeleszczące Święta, obwiązane głupią błyszczącą kokardą!
I wszyscy zaczną zaraz rozum tracić z podniecenia! Po prostu to wiedział.
- No więc ja rozumu nie stracę! - burknął do siebie i podrapał się po brzuchu.
Zamierzał robić to, co robił każdego roku: sapać i burczeć, krążąc po domu, a cały dzień Bożego Narodzenia przesiedzieć w ciemności z rękami skrzyżowanymi na piersi i prychać z dezaprobatą.
Stanowczo kiwnął głową.
Tak, to był świetny plan.
"Sprytny Zrzędus", pomyślał Zrzędus.
I postanowił zacząć natychmiast, jeszcze w tej sekundzie.
Ale właśnie w tej sekundzie w brzuchu zaburczało mu głośno.
"No tak - pomyślał. - Zacznę, jak tylko coś zjem".
Otóż mogliście się zastanawiać, czy istnieje COKOLWIEK, co Zrzędus w ogóle LUBI. I, co może was zaskoczyć, odpowiedź na to pytanie brzmi: tak.
Zrzędus lubił dokładnie trzy rzeczy.
Pierwszą z nich były brukselki. Zielone, trochę brzydko pachnące, gotowane tak długo, aż całkiem rozmiękły. Brukselki. Zrzędus jadł je każdego dnia, na każdy posiłek, rano, w południe i wieczorem. A wielka micha parujących brukselek była tym, co zamierzał pochłonąć w tej chwili na śniadanie.
- Tego mi trzeba - stwierdził z takim zadowoleniem, do jakiego tylko był zdolny. - Da mi siłę na dobry dzień ZRZĘDZENIA.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej