ROZDZIAŁ 1
ARTYSTA, KTÓRY JEŹDZIŁ NA DUPY ZA KASĘ ŻONY
Wydawać by się mogło, że kiedy zdrada wychodzi na jaw, najwięcej negatywnych emocji czuje osoba zdradzana. To ona została przecież oszukana, skrzywdzona i zapewne zaraz zostanie bez partnera - nieuczciwego, ale partnera.
Rzeczywiście ofiary takich sytuacji często przeżywają załamania, depresję, a niekiedy nawet podejmują próby samobójcze. Ale ujawnienie zdrady sprawia, że wydarzenia często przyjmują całkiem nieoczekiwany obrót. Winni całej sytuacji nie mogą się na przykład pogodzić ze stratą, do której sami doprowadzili - czy to chodzi o odejście żony czy męża, czy o dzieci, czy wyłącznie o majątek. Zresztą majątek popycha ludzi do naprawdę okrutnych działań: jeśli ja nie będę miał, to ty też nie. Nieważne, kto zrobił źle, cierpieć mają wszyscy.
* * *
Z.S.: Zanim przejdziemy do pierwszych konkretnych spraw i technik detektywistycznych, kilka szybkich pytań organizacyjnych na rozgrzewkę. Podział spraw, którymi się zajmujesz... Możesz podać jakieś statystyki?
D.K.: Pod kątem finansowym, jak zlecenia przekładają się na dochód biura - dwadzieścia pięć procent sprawy rozwodowe, tyle samo sprawy kryminalne wyczerpujące znamiona przestępstwa i pięćdziesiąt procent sprawy korporacyjne i gospodarcze. Zlecenia kryminalne obejmują uprowadzenia, kradzieże samochodów i tym podobne. Ale ktoś może stwierdzić: "Kurczę, przecież codziennie pracujecie nad rozwodami". I to jest prawda. Można więc powiedzieć, że tego typu spraw jest najwięcej - i są najbardziej czasochłonne, choć niekoniecznie dają duży zarobek. Sprawy gospodarcze zwykle pochłaniają dużo czasu i pieniędzy, bo ujawnienie malwersacji czy defraudacji wymaga sporej kasy na prowadzenie czynności, ale finalnie dają też największy zysk. Jeśli zaś chodzi o liczbę, to odpowiem już bez żadnych wątpliwości, że najwięcej mamy rozwodówek. W zasadzie codziennie przyjmujemy co najmniej jedną taką sprawę. Polacy rozwodzą się, kurwa, na potęgę. Zleceń gospodarczych dostajemy jedno, dwa w tygodniu, a kryminalnych - też ze dwa, ale w miesiącu. Oczywiście mówię tu o sprawach, które bierzemy, bo część odrzucamy. Wiele osób przychodzi do nas do biura z hasłem: "Dzień dobry, przyszłam zgłosić włamanie do komórki i kradzież weków". Ale my nie jesteśmy policją, aby cokolwiek u nas zgłaszać, no i problem nie jest aż taki, żeby potrzebny był tutaj detektyw. Nie żebym nie chciał pomóc, ale koszt jednego dnia pracy detektywa byłby większy niż wartość tych wszystkich weków, drzwi do komórki i kłódki razem wziętych. Co innego na przykład kradzieże samochodów, które oznaczają większe pieniądze i za którymi zazwyczaj stoi jakaś dobrze zorganizowana doświadczona grupa przestępcza. W każdym razie niektórzy klienci muszą czekać w kolejce, bo tych zleceń jest wiele. Niekiedy niestety odmawiamy, bo najważniejsza dla nas jest jakość usługi - nie mogą tego robić amatorzy w pięćdziesięcioosobowym zespole, a to się często zdarza u innych. Głupota, bo bierzemy przecież pełną odpowiedzialność za efekty naszej pracy.
Z.S.: Skoro nie ma u ciebie miejsca dla amatorów, to jak wygląda przygotowanie się do sprawy ludzi z doświadczeniem - choćby takim, jakie ty masz?
D.K.: Przed podejściem do tematu zawsze robimy analizę. Doradzają nam stale z nami współpracujący adwokaci - abyśmy mieli pewność, że nie popełniamy jakiegoś przestępstwa. Żyjemy przecież w czasach, kiedy wszyscy wszystkich podsłuchują, nagrywają i można mieć problemy. No i kłopoty z przełożeniem materiałów na dowody w sądzie. Minimalizujemy więc ryzyko, że sąd odrzuci dowód, bo stwierdzi, że został on pozyskany nielegalnie.
Z.S.: Analiza sprawy z udziałem prawnika... Obowiązuje tu jakiś schemat działania?
D.K.: Prawnik zawsze jest obecny na pierwszych spotkaniach z klientem. Te zaczynają się od rozpytania. Rozmawia się o wszystkim - o seksie, o pracy, o pieniądzach, o tym, kto i kiedy chodzi srać. Taka dyskusja trwa nawet kilka godzin, ale czasem dopiero na sam koniec dowiadujemy się tej jednej rzeczy, która jest nam potrzebna. Omawiamy wszystko z adwokatem, który już wtedy zauważa pewne możliwości czy problemy prawne, a w dalszej kolejności z ekipą. Później przeprowadzamy tak zwane rozpoznanie posesyjne - sprawdzamy i robimy zdjęcia adresów, samochodów, tras dojazdu. Następne działania zależą już od tego, jakiego typu to jest sprawa. W rozwodówkach i innych zleceniach rodzinnych z reguły opieramy się na obserwacji. Nie uruchamiamy raczej informatorów, pościgów, kontaktów ze służbami.
* * *
P.S.: Zacznijmy od takiej sprawy o zdradę, która najbardziej zapadła ci w pamięć, a która miała także podłoże kryminalne.
D.K.: Jest ich bardzo wiele, mam takich całe archiwum. Natomiast pierwsza, która przychodzi mi do głowy, to na pewno ta:
Przyjeżdża do nas babka, chce rozwodu. Chociaż właściwie nie wie jeszcze, czy chodzi jej o rozwód. Jest roztrzęsiona i zapłakana. Opowiada o swojej sytuacji. Mówi, że mąż się trochę odsunął, więc ona ma pewne podejrzenia o zdradę. Te podejrzenia nie są poparte konkretami, ale mąż ciągle gdzieś wychodzi i wyjeżdża. Jedzie na przykład do matki, ale go u tej matki wcale nie ma, więc żona go ciągle sprawdza, bo tak podpowiada jej intuicja. Ciężki temat, żeby zacząć jakąkolwiek obserwację, żeby ruszyć czy ustalić jakiś konkretny plan, ale pani rzuca, że ma pewne podejrzenia związane z jego telefonem. Skąd? Bo bierze telefon i znajduje jakiś numer, który sama sprawdza w Google. I, kurwa, co? Wyskakuje jej prostytutka. Proponujemy więc pani ewentualną ekstrakcję danych. A ponieważ jest to jej telefon i ma ona do niego pełne prawa, zupełnie legalnie odzyskujemy wiadomości esemesowe, z Messengera czy tam WhatsAppa.
P.S.: Dlaczego mąż korzysta z jej telefonu?
D.K.: Źle to ująłem. Telefon jest jego, ale zarejestrowany na nią. Ten facet to typowy gołodupiec - nie pracował od dwudziestu lat, nie miał samochodu, dom należał w całości do żony. Ona prowadziła dobrze prosperującą firmę. A on - artysta, który jeździł na dupy za kasę żony.
Z.S.: Co było w jego wiadomościach z telefonu?
D.K.: Wyszło na to, że pan całkiem regularnie korzysta z usług prostytutek. Przykładowa wiadomość: "Zrobisz mi laskę za osiem dych pod Biedronką?". Wszyscy u nas w biurze w ryk. Okazuje się, że takich kontaktów jest mnóstwo. Żeby sprawdzić temat, docieramy do prostytutki, która poszukuje tego człowieka, bo ten próbował ją zgwałcić - umówił się na spotkanie, na którym potraktował ją bardzo brutalnie i wykorzystał. To nie miało nic wspólnego z intymnym płatnym spotkaniem, a było zmuszaniem do seksu, zgwałceniem, a to już przestępstwo. Wspólnie z zainteresowaną panią i prawnikiem uruchamiamy organy ścigania i zaczyna się cała procedura, czyli cały mechanizm dowodowy. Żona już na pewno decyduje się na rozwód, bo traci zaufanie do męża. Stwierdza przy okazji, że robimy tę sprawę dwutorowo - czyli pozew o rozwód to jedno, ale oprócz tego - przyznała się - facet znęcał się nad nią, więc sprawa też została oczywiście zgłoszona na policję.
P.S.: Często się zdarza, że zdradzie towarzyszy znęcanie?
D.K.: Prawie zawsze. W dziewięćdziesięciu procentach przypadków znęty idą razem ze zdradą.
Z.S.: A jak to było w ich przypadku?
D.K.: Ten facet bardziej znęcał się psychicznie niż fizycznie. To nie tak, że on ją jakoś lał - po tym, jak się dowiedział o rozwodzie, to zaczął być agresywny nawet w stosunku do dziecka. Szalał, awanturował się, był w jakimś amoku, ale nie bił. Ten amok nie był spowodowany miłością, tylko kasą. Coś na zasadzie: "Jak ja nie będę miał, to ty też nie będziesz miała". Nie ma tutaj żadnego podłoża emocjonalnego.
P.S.: A jeśli jest podłoże emocjonalne, nie ma konfliktów na tle ekonomicznym?
D.K.: Są, jak najbardziej: "Zostawiasz mnie, to muszę ci coś zajebać. Zapierdolę ci chociaż garnki i ze dwie rolki papieru do dupy".
P.S.: A kobiety też znęcają się nad mężczyznami?
D.K.: No jasne! Teraz coraz częściej. Nieraz przychodził do nas roztrzęsiony facet, bo żona mu groziła i on się boi, że naprawdę zrobi mu jakąś krzywdę. A według mnie będzie jeszcze gorzej - bo kobiety coraz częściej noszą spodnie w związku. Coś jest nie tak, to facet dostaje od żony bułę na ryj i się potem boi. A groźby są zawsze, każdy grozi - żona, mąż, kochanka, kochanek. Częściej to faceci się odgrażają: "Zabiję cię, kurwo. Zajebię!". Tylko przy okazji mają słabą psychikę i są tacy odważni przez tydzień, góra dwa, a potem przepraszają.
P.S.: Jak potoczyła się historia tej klientki?
D.K.: Pani po ustaleniu kontaktów męża z prostytutkami nie wytrzymuje, jedzie do domu i mówi mężowi coś w stylu: "Stary, zdradzasz mnie, wypierdalaj" - czyli wykłada karty. Czeka już na proces, bo wie, że nie da z nim rady, nie dogada się i chce się jak najszybciej rozstać. Mówi też do nas na boku: "Nie będę przecież, kurwa, mieszkała z łachudrą". Tym bardziej że właśnie dochodzi do eskalacji agresji z jego strony nie tylko wobec niej, ale też ich dziecka. Pani wali wprost: "Ja się ciebie boję, bo znęcasz się nad nami, masz się wyprowadzić". I tu zaczyna się całkiem niezła amerykańska akcja. To ona w obawie przed mężem wyprowadziła się pierwsza - dodajmy, że z własnego domu - a on został i zmienił zamki. Żona chciała rozwodu, ale też swojego domu, jasna sprawa. Pojechaliśmy z nią na miejsce - jego akurat tam nie było. Wezwaliśmy policję, pokazaliśmy dokumenty potwierdzające własność posesji. Zadzwoniliśmy po ślusarza, żeby rozwiercił zamki. Wymieniliśmy je w całym domu na swoje. Policja odjechała, a przyjechał pan mąż. Rzucał się do żony, chciał zabrać swoje rzeczy. Tu pikanterii nie będzie - poprosiliśmy go po prostu o spokój. W końcu umówił się z żoną, jak podzielą rzeczy i kiedy pełnomocnik tej pani te wszystkie rzeczy przekaże. Pani i tak na razie nie zamierzała mieszkać w tym domu, bo przecież nie wiadomo było, co facetowi odjebie, ale chciała go po prostu całkowicie pozbawić dostępu do jej własności. Co jest najlepsze? Policja doskonale wiedziała, że on nie miał prawa przebywać w tym domu. Tyle że on miał to gdzieś. Przyjechał jakiś czas później, w nocy, i rozpierdolił samochodem drzwi do garażu. Włamał się, usiadł w jej pięknej willi - takiej wartej kilka milionów - w różnych miejscach ułożył zamoczone w benzynie skarpetki i podpalił chatę. Dom cały płonął, a on wcale nie zamierzał z niego wyjść. Pewnie pomyślał: "Podpalam majątek, palę wszystko, palę siebie". Dochodzi więc do sytuacji ekstremalnej - nie dość, że sam chce samobója pierdolnąć, rozjebać cały majątek, to jeszcze niszczy życie żonie i córce. A mówimy tu o sporej sumie. I nie są to przedstawiciele jakiejś patologii społecznej, bo tak by się mogło po tej historii wydawać. Sytuacja po prostu niewiarygodna - dom płonął całą noc - dziesięć zastępów straży go gasiło. Płonęło wszystko - łącznie z nim samym. Wyciągnięto go potem nieprzytomnego, ale ostatecznie przeżył. Facet teraz siedzi do sprawy w areszcie w jednym z dużych miast, a pani cały czas jest przerażona i nie wie, co ma dalej robić, facet jej totalnie zwariował. Ale rzadko człowiek jest w stanie posunąć się do takich rzeczy.
Z.S.: W trakcie jego obserwacji nie zauważyliście, że przejawiał jakieś dziwne zachowania, że może być niebezpieczny?
D.K.: Tutaj sytuacja była trochę inna, bo w sumie nie dało się go obserwować. Wszystko to, co wam opowiadam, może brzmi, jakby trwało kilka tygodni czy miesięcy, ale to się zdarzyło w ciągu czterdziestu ośmiu godzin. To było najpierw uzyskanie informacji z telefonu, przekazanie faktów, wyrzucenie go z domu... chociaż to może źle powiedziane. Nie tyle wyrzucenie go z domu, ile niezbyt udane powiadomienie go, że ma się wyprowadzić. Zobaczcie, czym może skończyć się taka pozornie błaha sytuacja - niby zwykłej zdrady i rozwodu.
Z.S.: A jak wygląda twoja reakcja w takiej sytuacji? Przyjeżdżasz i widzisz, że facetowi odbiło, podpalił dom, a na miejscu mogą pomóc już w zasadzie tylko służby?
D.K.: Szczerze? "Dzień dobry, panowie, mogę wejść do środka?". Pozwolili mi, bo wiedzieli, że prowadzę czynności w tej sprawie. (śmiech)
P.S.: Co będzie dalej z tym facetem?
D.K.: Jego sprawa trwa już drugi rok. Siedzi, nie odpowiada z wolnej stopy. Popełnił poważne przestępstwo - groźby karalne kierowane wobec małżonki, wobec córki, mnie i mojej ekipy, adwokatów, podpalenie domu, podpalenie majątku o ogromnej wartości, włamanie do domu. Straty rzędu dwóch, trzech milionów.
Z.S.: Czy on jest badany pod kątem poczytalności?
D.K.: Tak, oczywiście, bo cały czas się wszystkim odgraża... Z tego jednak, co wiem, będzie normalnie odpowiadał przed sądem.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI
PEŁNY SPIS TREŚCI:
OD NARRATORA
OD AUTORÓW
WSTĘP
ROZDZIAŁ 1. ARTYSTA, KTÓRY JEŹDZIŁ NA DUPY ZA KASĘ ŻONY
ROZDZIAŁ 2. ZIĘĆ, KTÓRY CHCIAŁ MIEĆ PODWÓJNE ŻYCIE
ROZDZIAŁ 3. ZDRADA, KTÓREJ MIAŁO NIE BYĆ
ROZDZIAŁ 4. GPS, KTÓREGO NIGDY NIE UŻYWAŁ ŻADEN DETEKTYW
ROZDZIAŁ 5. FACET, KTÓRY OD PIĘTNASTU LAT MIAŁ DRUGĄ RODZINĘ
ROZDZIAŁ 6. PAN, KTÓRY KWIATY WRĘCZAŁ W KLAPECZKACH
ROZDZIAŁ 7. PRZYJACIÓŁKA, KTÓRA ZASTĄPIŁA NIEOBECNĄ ŻONĘ
ROZDZIAŁ 8. KSIĄDZ, KTÓRY MIAŁ W DUPIE CELIBAT
ROZDZIAŁ 9. KORPO, KTÓRE WPROWADZIŁO POKOJE SEKSRELAKSU
ROZDZIAŁ 10. FACET, KTÓRY SYPIAŁ Z BRATOWĄ
ROZDZIAŁ 11. ŚLADY, KTÓRE ZDRADZAJĄCY ZOSTAWIAJĄ WSZĘDZIE
ZAKOŃCZENIE
SPRAWOZDANIE
BIBLIOGRAFIA
PODZIĘKOWANIA
ILUSTRACJE