Jak zapobiec kolejnej pandemii - Bill Gates

Kup ebooka

41.99 zł
37.79 zł (24,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
 
 

Dla osób z pierwszej linii frontu, które ryzykowały życie podczas pandemii covidu, oraz dla osób ze świata nauki i polityki, które mogą sprawić, że to się więcej nie powtórzy.

 

A także pamięci dr. Paula Farmera, którego poświęcenie na rzecz ratowania ludzkiego życia stanowi inspirację dla całego świata. Honoraria autorskie z tej książki zostaną przeznaczone na rzecz założonej przez niego organizacji - Partners in Health.

 
 
WSTĘP

COVID-19 będzie ogólnoświatową katastrofą - pomyślałem podczas kolacji w piątkowy wieczór w połowie lutego 2020 roku.

Przez kilka poprzednich tygodni wielokrotnie rozmawiałem z ekspertkami i ekspertami[1] współpracującymi z Gates Foundation na temat nowej choroby układu oddechowego, która szerzyła się wtedy w Chinach i zaczynała pojawiać się w innych miejscach. Nasza fundacja ma bowiem szczęście współpracować z zespołem światowej klasy specjalistów dysponujących wieloletnim doświadczeniem w wykrywaniu, leczeniu i prewencji chorób zakaźnych. W tamtym czasie cały świat uważnie przyglądał się rozwojowi COVID-19. Kiedy wirus pojawił się w Afryce, fundacja na podstawie wstępnych analiz i w odpowiedzi na prośby afrykańskich rządów uruchomiła pierwsze projekty grantowe. Miały one pomóc w ograniczeniu transmisji wirusa i wesprzeć państwa w przygotowaniach, w razie gdyby wirus zaczął się szeroko rozprzestrzeniać. Myśleliśmy wtedy tak: jest pewna nadzieja, że wirus nie doprowadzi do pandemii, ale dopóki nie będziemy pewni, powinniśmy działać tak, jakby pandemia miała się wydarzyć.

Istniały jeszcze wtedy powody, aby sądzić, że wirusa da się powstrzymać i unikniemy światowego paraliżu. Władze Chin zdecydowały się na bezprecedensowe środki bezpieczeństwa[*1] - odizolowały całe miasto Wuhan, w którym wirus pojawił się po raz pierwszy. Zamknięto szkoły i miejsca publiczne, a osoby cywilne otrzymały specjalne przepustki umożliwiające wychodzenie z domów tylko co drugi dzień, maksymalnie na trzydzieści minut. Zasięg występowania wirusa był wciąż na tyle ograniczony, że państwa nie blokowały podróży swoich obywateli. Na początku lutego ja sam poleciałem do RPA na charytatywny mecz tenisowy.

Kiedy wróciłem, poprosiłem w fundacji o rzeczową naradę w sprawie COVID-19. Jedno fundamentalne pytanie nie dawało mi spokoju, więc chciałem poszukać na nie odpowiedzi. Czy da się to powstrzymać, zanim ogarnie cały świat?

Uciekłem się wtedy do ulubionej metody, która służy mi od lat - kolacji ze współpracownicami i współpracownikami. Takie spotkanie nie wymaga żadnego planu rozmowy. Zwyczajnie zaprasza się kilkanaścioro mądrych ludzi i ugaszcza się ich jedzeniem i piciem. Wystarczy kilka pytań na początek, a potem wszyscy po prostu głośno myślą. Przeprowadziłem wiele cennych zawodowych rozmów z widelcem w ręku i serwetką na kolanach.

Kilka dni po powrocie z Afryki wysłałem mail z prośbą o zaplanowanie spotkania na najbliższy piątek w godzinach wieczornych. "Zaprośmy może na kolację ludzi badających koronawirusa i zróbmy rekonesans w temacie". Pomimo późnego zaproszenia i pełnych kalendarzy niemal wszyscy zgodzili się przyjść. W piątkowy wieczór kilkanaścioro ekspertek i ekspertów pracujących dla naszej fundacji (i nie tylko) zjawiło się na kolacji w moim biurze na przedmieściach Seattle. Jedliśmy szponder wołowy i sałatki, ale także dyskutowaliśmy nad zasadniczym pytaniem: Czy COVID-19 zamieni się w pandemię?

Tamtego wieczoru dowiedziałem się, że liczby nie przemawiają na naszą korzyść. Głównie dlatego, że COVID-19 przenosi się w powietrzu, a to sprawia, że jest zaraźliwszy niż - dajmy na to - wirus, który potrzebuje fizycznego kontaktu między ludźmi, jak HIV lub ebola. Szanse na ograniczenie występowania koronawirusa do obszaru kilku krajów były niewielkie. W ciągu kolejnych miesięcy wiele milionów ludzi miało zapaść na nową chorobę, a kilka milionów - na nią umrzeć.

Uderzyło mnie, że rządy różnych krajów świata nie są specjalnie przejęte katastrofą majaczącą na horyzoncie. Zapytałem, dlaczego władze państwowe nie działają od razu.

Jeden z naukowców pracujących w naszym zespole - południowoafrykański badacz Keith Klugman, który przed rozpoczęciem pracy w naszej fundacji wykładał na Uniwersytecie Emory'ego - powiedział tylko: "No, powinny".

*

Choroby zakaźne - i te o potencjale pandemicznym, i te bez niego - są dla mnie czymś w rodzaju obsesji. Jednak w przeciwieństwie do oprogramowania i katastrofy klimatycznej, o których pisałem w moich poprzednich książkach, choroby zakaźne to nie jest zazwyczaj temat, o którym ludzie chcą rozmyślać (COVID-19 to jedynie wyjątek potwierdzający regułę). Przez lata nauczyłem się więc poskramiać ochotę, aby na przyjęciu zagadać do kogoś o terapiach AIDS lub o szczepionkach na malarię.

Interesuję się tymi tematami już od dwudziestu pięciu lat, a wszystko zaczęło się pewnego styczniowego dnia 1997 roku, kiedy razem z Melindą przeczytaliśmy artykuł Nicholasa Kristofa w "New York Timesie". Nick donosił w nim, że każdego roku z powodu biegunki umiera 3,1 miliona ludzi na świecie i że są to niemal wyłącznie dzieci[*2]. Byliśmy zszokowani. 3 miliony dzieci, rok w rok! Jakim cudem tak wiele z nich umiera przez coś, co wydawało mi się dotąd tylko wyjątkowo nieprzyjemną dolegliwością?

Wycinek z "New York Timesa". ? 1997 The New York Times Company. Wszystkie prawa zastrzeżone. Wykorzystano za zgodą wydawcy.

 

Dowiedzieliśmy się wtedy, że proste i zbawienne lekarstwo na biegunkę - niedrogi preparat w płynie uzupełniający składniki odżywcze tracone podczas choroby - nie dociera do milionów dzieci. Wydawało się nam, że to problem, który możemy pomóc rozwiązać. Zaczęliśmy finansować granty, aby uczynić kurację szerzej dostępną, ale przede wszystkim po to, aby wesprzeć prace nad szczepionką, która zapobiegałaby chorobom wywołującym biegunkę[2].

Chciałem wtedy poszerzyć swoją wiedzę. Odezwałem się do dr. Billa Foegego, byłego szefa Centers for Disease Control and Prevention (rządowej agencji odpowiadającej za zapobieganie chorobom, zwłaszcza zakaźnym). Foege należał niegdyś do zespołu epidemiologów, któremu udało się doprowadzić do eradykowania ospy prawdziwej. Bill podarował mi stosik osiemdziesięciu jeden podręczników i artykułów naukowych na temat ospy, malarii i opieki zdrowotnej w krajach biednych. Przeczytałem je najszybciej, jak umiałem, i poprosiłem o kolejne. Jednym z najbardziej inspirujących tekstów okazała się książka o zupełnie bezbarwnym tytule Raport z rozwoju świata 1993: Inwestycje w ochronę zdrowia, t. 1[*3]. Tak zaczęła się moja obsesja na punkcie chorób zakaźnych - ze szczególnym naciskiem na sytuację w krajach o średnich i niskich dochodach.

Kto zgłębia temat chorób zakaźnych, od razu trafia na takie pojęcia jak ognisko epidemiczne, epidemia i pandemia. Nie mają one ścisłych definicji. Można z grubsza przyjąć, że z ogniskiem epidemicznym mamy do czynienia wtedy, kiedy choroba szerzy się lokalnie wewnątrz określonej społeczności lub w niewielkim regionie. Epidemia zaczyna się, kiedy choroba zajmuje obszar całego państwa, a pandemia oznacza, że zjawisko dotyczy całego świata i pojawia się na więcej niż jednym kontynencie. Z kolei niektóre choroby nie pojawiają się i nie znikają, ale są stale obecne na jakimś obszarze - nazywamy je endemicznymi. Przykładowo: malaria jest chorobą endemiczną na wielu obszarach równikowych. Jeśli COVID-19 nie zniknie zupełnie, również zostanie uznany za chorobę endemiczną.

Pojawienie się nowego patogenu to nic niezwykłego. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w ostatnim pięćdziesięcioleciu naukowcy zidentyfikowali ponad 1500 nowych czynników chorobotwórczych. Większość wykryto najpierw u zwierząt, z których te patogeny przeniosły się na ludzi.

Niektóre patogeny nie wywołały większych szkód. Inne - jak wirus HIV - doprowadziły do katastrofalnych skutków. AIDS zabiło dotąd ponad 36 milionów ludzi, a z wirusem HIV żyje obecnie kolejne 37 milionów. W 2020 roku wykryto półtora miliona nowych zachorowań[*4]. Z każdym rokiem jest ich jednak coraz mniej, ponieważ osoby otrzymujące odpowiednie leki antywirusowe nie zarażają dalej.

Wszystkie dawne choroby zakaźne - z wyjątkiem ospy prawdziwej, jedynej dotąd eradykowanej ludzkiej choroby - wciąż są z nami. Nawet dżuma, choroba kojarzona przez większość z nas z zamierzchłą przeszłością, wciąż jest na świecie. W 2017 roku zaatakowała Madagaskar, gdzie zaraziło się nią ponad 2400 osób, a zmarło ponad dwieście[*5]. WHO corocznie zbiera doniesienia o co najmniej czterdziestu nowych ogniskach cholery. W latach 1976-2018 zidentyfikowano dwadzieścia cztery ogniska i jedną epidemię wirusa eboli. Jeśli weźmie się pod uwagę również drobniejsze ogniska chorób zakaźnych, to każdego roku jest ich na świecie ponad dwieście.

Endemiczni zabójcy. Od 1990 roku HIV/AIDS, malaria i gruźlica zabiły ponad 100 milionów ludzi na świecie (Institute for Health Metrics and Evaluation)[*6].

 

AIDS i inne "ciche epidemie" - jak przyjęło się określać gruźlicę, malarię i podobne im choroby - są przedmiotem działań naszej fundacji na polu światowej ochrony zdrowia. Staramy się z nimi walczyć tak samo jak z chorobami wywołującymi biegunkę i z umieralnością matek w wyniku powikłań ciąży i podczas porodu. W 2000 roku choroby zakaźne zabiły w sumie ponad 15 milionów ludzi, w tej liczbie - wiele dzieci[*7]. Tymczasem na walkę z chorobami zakaźnymi wydaje się szokująco mało pieniędzy. Wraz z Melindą uznaliśmy, że właśnie na tym polu nasze zasoby i nasza wiedza, jak tworzyć zespoły dochodzące do innowacyjnych rozwiązań, mogą dokonać największej zmiany na lepsze.

Billboard zwiększający świadomość AIDS i zachęcający do zapobiegania chorobie w Lusace w Zambii. Slogan głosi: "Ich życie jest w twoich rękach... pomóż zapobiegać AIDS i daj im szansę na przyszłość"[*8].

 

Sedno działalności prozdrowotnej naszej fundacji wywołuje powszechnie nieporozumienie. Krąży opinia, jakoby nasze działania koncentrowały się na ochronie - przed chorobami - mieszkańców krajów bogatych. Nie. Skupiamy się na przepaści w poziomie opieki zdrowotnej między państwami o wysokich dochodach a tymi o niskich. Dzięki naszym projektom dowiedzieliśmy się wiele o chorobach, które mogą dotknąć także bogaty świat, i fundacja - owszem - przeznacza część środków na zapobieganie tym schorzeniom, ale nie jest to główny punkt naszego budżetu. Sektor prywatny, rządy krajów bogatych, a także wiele innych osób prowadzących działalność filantropijną - wszyscy oni przeznaczają na takie działania dostatecznie wysokie nakłady.

Pandemie z kolei wpływają na wszystkie kraje świata i to poważnie mnie niepokoiło, odkąd tylko zacząłem zajmować się chorobami zakaźnymi. Wirusy układu oddechowego, m.in. wirusy grypy i koronawirusy, są szczególnie groźne, ponieważ przenoszą się niezwykle szybko.

Amerykańska ulotka rządowa zachęcająca do zachowania higieny i do utrzymywania dystansu społecznego podczas pandemii hiszpanki w 1918 roku. Druczek, wydany przez Służbę Zdrowia Publicznego USA, informuje: "Hiszpanka przenosi się drogą kropelkową przy kaszlu i kichaniu. Za każdym razem zakrywaj nos i usta chusteczką. Przenosi się przez kontakt. Unikaj tłumów. Jeśli to możliwe, idź do pracy piechotą. Nie spluwaj na podłogę ani na chodniki. Nie pij ze wspólnych naczyń i nie używaj wspólnych ręczników. Unikaj nadmiernego wysiłku. Jeśli poczujesz się źle, zostań w łóżku i wezwij lekarza. Powyższe uwagi odnoszą się również do przeziębienia, zapalenia oskrzeli, płuc i gruźlicy"[*9].

 

Czas tylko zwiększa prawdopodobieństwo pandemii. Postępująca urbanizacja sprawia, że ludzie coraz głębiej wdzierają się w naturalne siedliska zwierząt, częściej wchodzą z nimi w interakcje i tworzą chorobom coraz więcej możliwości przenoszenia się na nasz gatunek. Pandemiom sprzyja także niezwykle dynamiczny rozwój podróży międzynarodowych (a przynajmniej sprzyjał, bo covid[3] znacząco spowolnił tę dynamikę). W 2019 roku, przed covidem, ludzie ruszyli w 1,4 miliarda międzynarodowych podróży[*10] - jeszcze w 1950 roku ta liczba wynosiła 25 milionów. Wyłącznie szczęśliwemu przypadkowi zawdzięczamy to, że świat przez całe stulecie nie doświadczył pandemii i jej katastrofalnych skutków - ostatnia pandemia, hiszpanki w 1918 roku, zabiła prawdopodobnie 50 milionów ludzi.

Przyznajmy: jeszcze przed covidem ludzie właściwie wiedzieli, że pandemia grypy może się wydarzyć. Wiele osób przynajmniej słyszało o grypie hiszpance z 1918 roku albo pamiętało pandemię świńskiej grypy z lat 2009-2010. Stulecie to jednak dużo czasu, więc wśród nas nie pozostał już niemal nikt, kto przeżyłby hiszpankę. Z kolei pandemia świńskiej grypy nie stanowiła tak wielkiego problemu, ponieważ choroba okazała się niewiele śmiertelniejsza od zwyczajnej grypy. Kiedy zgłębiałem te tematy na początku tego stulecia, o koronawirusach, które stanowią jeden z trzech rodzajów wirusów wywołujących przeziębienia, mówiło się dużo rzadziej niż o grypie.

Im więcej się dowiadywałem, tym lepiej zdawałem sobie sprawę, że świat jest zupełnie nieprzygotowany na wypadek epidemii ciężkiej choroby wywoływanej przez wirusy oddechowe. Gdy czytałem raport o reakcji WHO na epidemię świńskiej grypy z 2009 roku, zobaczyłem na końcu proroczy wniosek: "Świat jest źle przygotowany do walki z pandemią grypy o ciężkim przebiegu lub z innym zbliżonym, długotrwałym zagrożeniem dla zdrowia publicznego". W raporcie znajdował się wielostopniowy plan, jak się przygotować. Zrealizowano tylko kilka jego punktów.

Nieco później Nathan Myhrvold, mój przyjaciel, opowiedział mi, że zagłębia się w temat największych zagrożeń dla ludzkości. Chociaż martwiła go przede wszystkim sztucznie konstruowana broń biologiczna (choroby specjalnie tworzone w laboratoriach), to naturalnie mutujące wirusy także zajęły wysokie miejsce na jego prywatnej liście.

Znamy się z Nathanem od dziesięcioleci. Oprócz tego, że stworzył nowatorski zespół badawczy w Microsofcie, jest człowiekiem renesansu, któremu nieobce są tajniki gotowania(!), tajemnice dinozaurów i problemy astrofizyki. Nathan nie ma w zwyczaju wyolbrzymiać ryzyka. Kiedy więc przekonał mnie, że rządy na całym świecie nie robią w zasadzie nic, aby przygotować się na jakikolwiek rodzaj pandemii - czy to naturalnej, czy specjalnie wywołanej - zaczęliśmy się wspólnie zastanawiać, jak to zmienić[4].

Nathan często przywołuje analogię, która mi się spodobała. Niech każde z was pomyśli o następującej sytuacji. W budynku, w którym czytasz tę książkę (o ile oczywiście nie jesteś właśnie na plaży), znajdują się zapewne czujniki dymu. Ryzyko, że właśnie twój dom dzisiaj się spali, jest wyjątkowo małe - może być tak, że i za sto lat będzie stał, jak stoi. Twój dom nie jest jednak jedyną budowlą na świecie i gdzieś tam, bliżej lub dalej, jakiś budynek właśnie teraz płonie. To ćwiczenie przypomina, dlaczego instalujemy czujniki dymu: żeby uchronić się przed czymś, co jest rzadkie, ale potencjalnie bardzo destrukcyjne.

Jeśli chodzi o pandemie, to cały świat przypomina jeden wielki budynek wyposażony w niespecjalnie czułe i słabo skomunikowane ze sobą detektory. Gdyby pożar wybuchł w kuchni, może dotrzeć do salonu, zanim dostatecznie wiele osób usłyszy alarm i weźmie się do gaszenia. Ponadto alarm włącza się tylko raz na sto lat, więc łatwo zapomnieć, że ryzyko istnieje.

Niełatwo sobie wyobrazić, jak szybko może rozprzestrzeniać się choroba. W końcu wzrost wykładniczy to nie jest coś, czego większość z nas doświadcza na co dzień. Matematyka choroby jest jednak taka: jeśli pierwszego dnia choruje sto osób i ta liczba podwaja się z dnia na dzień, to już po dwudziestu siedmiu dniach zachoruje cała ludzkość.

Wiosną 2014 roku zacząłem otrzymywać złowróżbne maile od fundacyjnego zespołu do spraw ochrony zdrowia: w południowo-wschodniej Gwinei stwierdzono kilka przypadków wirusa ebola. Do lipca tamtego roku przypadki choroby zdiagnozowano już także w Konakry, stolicy Gwinei, oraz w stolicach krajów sąsiednich: w Liberii i w Sierra Leone[*11]. Później wirus pojawił się jeszcze w siedmiu innych państwach, w tym w Stanach Zjednoczonych, a z jego powodu umarło ponad 11 tysięcy osób.

Ebola to przerażająca choroba - często powoduje obfite krwawienia - ale jej szybka inkubacja i unieruchamiające objawy powodują, że wirus nie może zarażać dziesiątek milionów ludzi. Schorzenie przenosi się jedynie przez fizyczny kontakt z płynami ustrojowymi osoby chorej, a jeśli już ktoś zachoruje, to zanim zacznie naprawdę zarażać, staje się zbyt słaby, żeby się ruszać. Na największe ryzyko narażone są osoby opiekujące się pacjentami z ebolą, niezależnie: w szpitalu czy w domu, a także te, które podczas rytuałów pogrzebowych myją ciało zmarłej chorej lub chorego.

Wirus ebola, co prawda, nie zabił wielu Amerykanów i Amerykanek, ale przypomniał im o tym, że choroby zakaźne mogą pokonywać ogromne odległości. Podczas epidemii ten straszny patogen dotarł nie tylko do USA, lecz także do Wielkiej Brytanii i do Włoch - miejsc, które upodobali sobie amerykańscy turyści. To, że w tych trzech krajach odnotowano w sumie sześć przypadków i jeden zgon - kiedy w Afryce Zachodniej zmarło ponad 11 tysięcy ludzi - nie miało tu znaczenia. Amerykańskie społeczeństwo zwróciło uwagę na temat epidemii. Przynajmniej na chwilę.

W czasie epidemii eboli w Afryce Zachodniej w latach 2014-2016 wielu ludzi zaraziło się wirusem podczas pogrzebów, ponieważ w ich trakcie wchodzili w bliski kontakt z osobą dopiero co zmarłą na tę chorobę[*12].

 

Uznałem to wtedy za dobrą okazję do przypominania, że świat nie jest gotowy, aby poradzić sobie z chorobą zakaźną, która naprawdę może wywołać pandemię. Wydaje wam się, że ebola jest straszna, posłuchajcie, co mogłaby zrobić zwykła grypa. Podczas Bożego Narodzenia 2014 roku zacząłem wynotowywać sobie słabe punkty w globalnej gotowości pandemicznej uwidocznione przez ebolę.

Braki okazały się ogromne. Nie istniała żadna systematyczna metoda monitorowania postępów choroby w różnych społecznościach. Albo testy diagnostyczne były niedostępne, albo trzeba było czekać na ich wyniki kilka dni - a to cała wieczność w sytuacji, kiedy należy izolować potencjalnie zakażonych ludzi. Owszem, istniała sieć dzielnych wolontariuszy i ekspertek od chorób zakaźnych, którzy byli gotowi pomagać rządom w krajach dotkniętych epidemią. Natomiast nie istniał pełnoetatowy zespół ekspertów. Gdyby jednak nawet istniał, nie było żadnego planu, jak sprowadzić go w miejsce, gdzie byłby potrzebny.

Innymi słowy, problem nie polegał na tym, że w trakcie epidemii eboli jakiś istniejący system nie zadziałał wystarczająco dobrze. Nie. Nie było żadnego systemu. I to był prawdziwy problem.

W tamtym czasie nie wiedziałem jednak, dlaczego mielibyśmy zrobić z tej sprawy jeden z głównych obszarów działania Gates Foundation. W końcu skupialiśmy się na takich fundamentalnych problemach, których nie udało się rozwiązać rynkom. Sądziłem, że strach wywołany przez ebolę zmotywuje do działania rządy krajów bogatych. Oczywiście, jeśli zrozumieją, o jak wysoką stawkę tu idzie. W 2015 roku opublikowałem artykuł w czasopiśmie "The New England Journal of Medicine", w którym opisywałem, jak bardzo świat jest nieprzygotowany na podobne zagrożenia, i pokazywałem, co trzeba zrobić, aby się przygotować. Przerobiłem później to ostrzeżenie na TED-talka pt. "Kolejna epidemia? Jesteśmy nieprzygotowani" (The Next Epidemic? We're Not Ready). Do opowieści dodałem animację pokazującą śmierć 30 milionów ludzi na grypę równie zaraźliwą jak ta z 1918 roku. Specjalnie biłem na alarm, bo zależało mi, żeby świat zdążył się przygotować - podkreślałem, że w przeciwnym razie straty ekonomiczne pójdą w tryliony dolarów i dojdzie do ogromnych zakłóceń w naszym życiu. Nagranie z mojego wystąpienia obejrzano 43 miliony razy, ale 95 procent tych wyświetleń nastąpiło już po wybuchu pandemii koronawirusa.

Gates Foundation, we współpracy z rządami Niemiec, Japonii i Norwegii oraz fundacją Wellcome Trust, powołała do życia organizację o nazwie CEPI - Coalition for Epidemic Preparedness Innovations (Koalicję dla Innowacji w Obszarze Gotowości Epidemicznej). CEPI powstało po to, aby przyśpieszyć prace nad szczepionkami na nowe choroby zakaźne i żeby pomagać w dystrybucji tych preparatów wśród mieszkańców najbiedniejszych krajów. Ja sam sfinansowałem ponadto lokalne badania w Seattle, dzięki którym chcieliśmy lepiej zrozumieć, jak grypa i inne choroby układu oddechowego rozprzestrzeniają się w miejscowej populacji.

CEPI i Seattle Flu Study okazały się dobrymi inwestycjami, które zaprocentowały podczas covidu. Problem w tym, że nie udało się osiągnąć niemal nic więcej. Jeszcze przed pandemią sto kilkanaście krajów świata zbadało swoją gotowość na wypadek epidemii, a WHO sporządziła następnie szczegółowy plan naprawczy. Niestety, nikt nie postępował później w zgodzie z zaleceniami. Powszechnie wzywano do ulepszeń, ale ich nie wprowadzono.

Sześć lat po tym, jak wygłosiłem TED-talka i opublikowałem artykuł o groźbie epidemii, COVID-19 szalał na całym świecie, a dziennikarze i znajomi pytali mnie, czy nie żałuję, że wtedy, w 2015 roku, nie zrobiłem więcej. Nie wiem, co jeszcze miałbym wtedy zrobić i jak mógłbym bardziej zwrócić uwagę na palącą potrzebę stworzenia lepszych narzędzi antyepidemicznych i przećwiczenia ich użycia na szeroką skalę. Być może powinienem napisać tę książkę właśnie w 2015 roku, ale wątpię, czy znalazłaby wtedy duże grono czytelniczek i czytelników.

*

Na początku stycznia 2020 roku zespół monitorowania ognisk epidemicznych, który powołaliśmy w Gates Foundation po wybuchu epidemii eboli, zaczął śledzić transmisję wirusa SARS-CoV-2, który - jak dzisiaj już wiemy - wywołuje COVID-19[5]. Z kolei 23 stycznia 2020 roku Trevor Mundel, kierujący pracami fundacji w obszarze ochrony zdrowia na świecie, wysłał mi i Melindzie mail, w którym zebrał wnioski swojego zespołu na temat covidu i poprosił o przeznaczenie pierwszych funduszy na dalsze prace. "Niestety", pisał, "ogniska koronawirusa wciąż się powiększają i istnieje możliwość, że przerodzi się to w wielką pandemię (jest za wcześnie na pewne diagnozy, ale trzeba działać już teraz)"[6].

Razem z Melindą mieliśmy z dawna wypracowany system podejmowania pilnych decyzji w sprawach, które nie mogły czekać na doroczne narady strategiczne. To z nas, które pierwsze dostrzegało taką sprawę, pisało do drugiego mail z pytaniem typu: "Wygląda dobrze. Idziemy w to i zatwierdzamy?". A wtedy drugie wysyłało mail ze zgodą na nowe wydatki. Jako współzarządzający fundacją używamy tego systemu w ważnych sprawach i dziś, chociaż nie jesteśmy już małżeństwem i powołaliśmy do kierowania fundacją także radę powierniczą.

Dziesięć minut po otrzymaniu maila od Trevora zaproponowałem Melindzie, żebyśmy zatwierdzili nowe wydatki, a ona się zgodziła i odpowiedziała Trevorowi: "Przeznaczamy dziś 5 mln dol. na ten cel i mamy świadomość, że w przyszłości mogą być potrzebne dodatkowe pieniądze. Dzięki, że zespół zadziałał tak szybko. To wszystko jest bardzo niepokojące".

Jak oboje podejrzewaliśmy, dodatkowe środki na działania były potrzebne. Stało się to jasne już na owym spotkaniu w połowie lutego, od którego zacząłem opowieść, i potwierdzało się na wielu późniejszych. Fundacja przeznaczyła na różne rodzaje walki z covidem ponad 2 miliardy dolarów. Zajmowaliśmy się sposobami na spowolnienie transmisji wirusa, pracowaliśmy nad szczepionkami i lekami oraz nad zapewnieniem, że te narzędzia ratujące życie dotrą również do mieszkańców najuboższych krajów.

Od wybuchu pandemii miałem szczęście pracować i uczyć się od niezliczonej ilości ekspertek i ekspertów w dziedzinie ochrony zdrowia, zarówno pracujących dla fundacji, jak i poza nią. Jedna z tych osób zasługuje na szczególne wspomnienie.

Był marzec 2020 roku, kiedy po raz pierwszy zadzwoniłem do Anthony'ego Fauciego, szefa instytutu chorób zakaźnych w amerykańskich Narodowych Instytutach Zdrowia[7]. Mam to szczęście, że znam Tony'ego od lat (poznaliśmy się na długo przed tym, zanim zagościł na okładkach kolorowych czasopism), i chciałem dowiedzieć się, co on o tym wszystkim myśli - przede wszystkim co sądzi o potencjale szczepionek i leków, nad którymi wtedy pracowano. Nasza fundacja wspierała powstawanie wielu z nich, więc chciałem się upewnić, że nasz program rozwoju i wdrażania innowacji pokrywa się z jego. Chciałem też dobrze zrozumieć sens tego, co Tony mówił publicznie, m.in. o przestrzeganiu dystansu i noszeniu masek, aby móc powtarzać jego zalecenia we własnych wywiadach i w ten sposób trochę pomóc.

Nasza pierwsza rozmowa była owocna i w konsekwencji zdzwanialiśmy się raz w miesiącu, aż do końca roku. Omawialiśmy postępy w pracach nad lekami i szczepionkami, a także opracowywaliśmy strategię tego, w jaki sposób prace prowadzone w Stanach Zjednoczonych mogą pomóc także reszcie świata. Zdarzyło nam się nawet udzielić wspólnie kilku wywiadów. Czułem ogromny zaszczyt, że mogę usiąść obok Tony'ego (wirtualnie oczywiście) i porozmawiać.

Efektem ubocznym moich publicznych wystąpień było ściągnięcie jeszcze większej krytyki na działania Gates Foundation - krytyki, którą słyszałem zresztą od lat. Najrozsądniejsze wśród tych głosów brzmiały mniej więcej tak: Bill Gates to miliarder, którego nikt na żadne stanowisko nie wybierał, za kogo więc się uważa, żeby wskazywać kierunki zmian w opiece zdrowotnej albo w czymkolwiek innym? Takie rozumowanie prowadziło do trzech głównych wniosków. Po pierwsze - że Gates Foundation ma za dużo wpływów. Po drugie - że ja sam zbyt gorąco wierzę w sektor prywatny jako motor zmian. I po trzecie wreszcie - że jestem technofilem uważającym, że wynalazki rozwiążą wszystkie problemy ludzkości.

Nigdy nie zostałem wybrany na żadne publiczne stanowisko - to sama prawda. Nie planuję też się o żadne ubiegać. Zgadzam się również, że nadmierne wpływy bogatych mają niekorzystny wpływ na społeczeństwo. Jednak Gates Foundation nie korzysta ze swoich zasobów i wpływu w tajemnicy. Otwarcie mówimy, jakie projekty finansujemy i jakimi kończą się rezultatami - niezależnie, czy są to porażki, czy sukcesy. Ponadto zdajemy sobie sprawę, że niektórzy z naszych krytyków nie odważają się mówić publicznie, bo nie chcą ryzykować utraty naszych grantów. Między innymi dlatego kładziemy szczególny nacisk na konsultacje z zewnętrznymi ekspertami i poszukujemy innych punktów widzenia (w 2022 roku właśnie z takich powodów poszerzyliśmy skład rady naszej fundacji). Staramy się ulepszać idee, które przekładają się potem na rozwiązania prawne i administracyjne, a nasze finansowanie przeznaczamy na takie projekty, które mogą skutkować największymi zmianami na lepsze.

Osoby nas krytykujące mają rację, gdy mówią, że fundacja stała się jednym z głównych sponsorów instytucji i szeroko zakrojonych projektów, które powinny leżeć głównie w gestii rządów (chodzi tu - przykładowo - o walkę z polio i wsparcie Światowej Organizacji Zdrowia). Ale dzieje się tak dlatego, że chociaż w tym obszarze potrzeby są ogromne, państwa go nie dofinansowują i nie zapewniają wystarczającego wsparcia. Trudno to zrozumieć, zwłaszcza kiedy pandemia pokazała, że projekty zdrowotne przynoszą wymierne korzyści całym społeczeństwom. Byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, gdyby fundusze Gates Foundation zaczęły stanowić dużo mniejszy procent w światowych wydatkach na ochronę zdrowia, ponieważ - jak będę dowodził w tej książce - dodatkowe inwestycje sprawiłyby, że żylibyśmy w zdrowszym i bardziej produktywnym świecie.

Dochodzimy tu do kolejnego punktu krytyki. Brzmi on następująco: to niesprawiedliwe, że bardzo niewielu ludzi podobnych do mnie jeszcze bardziej wzbogaciło się podczas pandemii, a tak wielu innych ucierpiało. Krytycy mają tu absolutną rację. Mój majątek w dużej mierze zabezpieczył mnie przed skutkami covidu. Zwyczajnie nie wiem, jak to jest, kiedy twoje życie zostaje zrujnowane przez pandemię. Najlepsze, co mogę w tej sytuacji zrobić, to dotrzymać obietnicy, którą złożyłem przed laty - że zwrócę przeważającą większość moich zasobów społeczeństwu w taki sposób, który uczyni świat sprawiedliwszym.

I tak, jestem technofilem. Innowacja to mój młotek i używam go, żeby wbić każdy gwóźdź, jaki tylko napotkam. Jako założyciel firmy technologicznej odnoszącej sukcesy jestem gorącym wyznawcą poglądu, że sektor prywatny ma ogromną siłę stymulowania innowacyjnych rozwiązań. Warto jednak pamiętać, że innowacja to nie tylko nowe urządzenie albo nowa szczepionka. To ważne rodzaje innowacji, ale innowacjami mogą być też nowa metoda robienia czegoś, nowe prawo lub sprytny model finansowania wspólnych potrzeb. W tej książce przeczytacie także o takich innowacjach, ponieważ wspaniałe nowe produkty przynoszą najwięcej pożytku, jeśli trafiają do ludzi, którzy potrzebują ich najbardziej. W ochronie zdrowia wymaga to często współpracy z rządami, które nawet w najbiedniejszych krajach niemal zawsze odpowiadają za świadczenie usług publicznych. Właśnie dlatego wzywam tu do wzmacniania krajowych systemów opieki zdrowotnej, ponieważ - jeśli dobrze działają - mogą służyć jako pierwsza linia obrony przed nowo powstającymi chorobami.

Niestety, nie każda krytyka mojej osoby jest rozsądna i konstruktywna. W trakcie pandemii ze zdumieniem odkrywałem najdziksze teorie spiskowe, których byłem głównym bohaterem. Nie było to zupełnie nowe uczucie. Szalone pogłoski na temat Microsoftu krążą wśród ludzi od dziesięcioleci, ale obecnie takie ataki się wzmogły. Nigdy nie wiedziałem, czy mam się do nich odnosić, czy nie. Kiedy je ignoruję, i tak się szerzą. Z drugiej strony - czy przekonałbym jakiegokolwiek zwolennika lub zwolenniczkę podobnych teorii, gdybym stanął przed nimi i powiedział: "Nie interesuje mnie śledzenie twoich działań. Nie obchodzi mnie, co robisz, dokąd chodzisz, i nie - w szczepionce nie ma żadnego chipa"? Doszedłem do wniosku, że najlepszym sposobem jest dalej robić swoje i wierzyć, że prawda sama się obroni.

*

Wiele lat temu dr Larry Brilliant, uznany epidemiolog, sformułował chwytliwą myśl: "Choroby są nieuniknione, ale pandemie - tylko możliwe". Choroby zakaźne od zawsze szerzyły się wśród ludzi, ale nie muszą za każdym razem prowadzić do globalnych katastrof. Niniejsza książka opowiada o tym, co mogą zrobić rządy, społeczność naukowa, przedsiębiorstwa i każde z nas, aby zbudować system, który stłumi nieuniknione ataki chorób i nie pozwoli im przekształcać się w pandemie.

Z oczywistych względów mamy dziś do tego lepsze warunki niż kiedykolwiek. Kto raz przeżył covid, łatwo o nim nie zapomni. I jak druga wojna światowa zmieniła pokolenie moich rodziców, wpłynęła na ich sposób postrzegania świata, tak covid przekształcił nasze własne myślenie.

Jednak nie musimy żyć w strachu przed kolejną pandemią. Świat może zapewnić wszystkim podstawową opiekę, przygotować się do reakcji na nowe choroby i tłumić ich ogniska.

Jak by to wyglądało w praktyce? Wyobraźmy sobie:

 

Badania naukowe pozwalają nam zrozumieć wszystkie rodzaje patogenów układu oddechowego i dużo szybciej niż obecnie stworzyć całą masę narzędzi diagnostycznych, leków antywirusowych oraz szczepionek.

 

Uniwersalne szczepionki chronią każde z nas przed wszystkimi szczepami tych wirusów układu oddechowego, które najłatwiej prowadzą do pandemii: przed koronawirusami i wirusami grypy.

 

Potencjalnie groźne choroby są szybko wykrywane przez lokalne oddziały systemów opieki zdrowotnej, które działają efektywnie nawet w najbiedniejszych krajach.

 

Próbki wszystkiego, co odbiega od normy, trafiają do odpowiednich laboratoriów, gdzie są badane, a wyniki tych badań wprowadza się do globalnej bazy danych monitorowanej przez specjalnie do tego powołany zespół.

 

Kiedy zagrożenie zostanie wykryte, rządy alarmują o sytuacji, wydają zalecenia dotyczące podróży i dystansu społecznego, a także uruchamiają zarządzanie kryzysowe.

 

W kolejnym kroku państwa sięgają po niedoskonałe narzędzia, które już mają pod ręką: po obowiązkową kwarantannę, leki antywirusowe o szerokim działaniu i po testy, które można przeprowadzać w każdej przychodni, w miejscu pracy, a nawet w domu.

 

Jeśli to nie wystarcza, innowatorzy i innowatorki całego świata natychmiast przystępują do pracy nad rozwojem testów, leków i szczepionek na ten konkretny patogen, który stwarza zagrożenie dla świata. W pierwszej kolejności rozwija są metody diagnostyczne, aby dało się szybko testować ogromne liczby ludzi.

 

Nowe leki i szczepionki są sprawnie zatwierdzane, ponieważ już wcześniej umówiliśmy się na szybki tryb badań klinicznych i sposób prezentowania ich wyników. Kiedy nowe narzędzia stają się gotowe do produkcji, proces natychmiast rusza z kopyta, ponieważ fabryki już wcześniej wybrano i zatwierdzono.

 

Nikogo nie zostawiamy samemu sobie, ponieważ potrafimy ekspresowo wyprodukować tyle szczepionek, aby starczyło dla każdego.

 

Wszystko trafia tam, gdzie powinno trafić, i wtedy, kiedy powinno, ponieważ opracowaliśmy cały system dostaw produktów wprost do pacjentów. Komunikacja ze społeczeństwem jest jasna i pozwala uniknąć paniki.

 

Działamy szybko. Wystarczy sześć miesięcy od pierwszych sygnałów ostrzegawczych, aby wyprodukować wystarczającą liczbę bezpiecznych i skutecznych[8] szczepionek dla całej ludzkości.

 

Być może komuś ten scenariusz wyda się zbyt ambitny. Owszem, opisuję tu dalekosiężny cel, ale przecież już podążamy w jego kierunku. W 2021 roku Biały Dom zaprezentował plan na wypadek kolejnej epidemii[*13], w którym pokazywał, jak można stworzyć szczepionkę w sto dni, pod warunkiem że przeznaczy się na to środki. Okresy realizacji różnych zadań już się skróciły: od momentu analizy genetycznej koronawirusa do przetestowania i stworzenia pierwszych szczepionek upłynęło tylko dwanaście miesięcy - wcześniej taki proces trwał zazwyczaj nie mniej niż pięć lat. W przyszłości nowe rozwiązania technologiczne stworzone podczas tej pandemii tylko przyśpieszą bieg wydarzeń. Jeśli my wszyscy - rządy, grantodawcy, sektor prywatny - dokonamy właściwych wyborów i przeprowadzimy odpowiednie inwestycje, damy radę. Więcej - według mnie mamy szansę nie tylko zapobiec strasznym wydarzeniom, ale także osiągnąć coś zupełnie niezwykłego: eradykować, a więc wyeliminować w przyrodzie, całe rodziny wirusów układu oddechowego. Oznaczałoby to zupełny koniec z koronawirusami, a nawet koniec z grypą. Co roku tylko na grypę choruje około miliarda osób[*14], z czego od 3 do 5 milionów to poważne przypadki, wymagające przyjęcia do szpitala. Rok w rok grypa zabija co najmniej 300 tysięcy osób. Jeśli dodamy do tego negatywny wpływ różnych koronawirusów, powodujących często zwyczajne przeziębienia, korzyści z eradykacji byłyby oszałamiające.

Każdy rozdział tej książki tłumaczy jeden z kroków, którego wymaga przygotowanie się na przyszłość. Wszystkie razem tworzą plan pozbycia się pandemii zagrażających ludziom oraz zmniejszenia ryzyka, że ktokolwiek kiedykolwiek będzie musiał doświadczyć kolejnego covidu.

Zanim się w to zagłębimy, mam jeszcze jedną uwagę. Covid to choroba, która szybko się rozwija. Odkąd zacząłem pisać tę książkę, pojawiło się kilka nowych wariantów wirusa (ostatnio omikron), natomiast inne zanikły. Niektóre leki, które według pierwszych badań dobrze rokowały, okazały się o wiele mniej skuteczne, niż wiele osób (w tym ja) liczyło. Wiele niewiadomych wiąże się również ze szczepionkami, np. na jak długo zapewniają ochronę. Odpowiedzi na nie może udzielić tylko czas.

Zrobiłem, co mogłem, aby ta książka zawierała dane najaktualniejsze na chwilę publikacji. Rozumiem doskonale, że wiele rzeczy nieuchronnie zmieni się w kolejnych miesiącach i latach. Niemniej zasadnicze punkty mojego planu antypandemicznego pozostaną tak samo aktualne. Bez względu na to, czym jeszcze zaskoczy nas covid, świat ma przed sobą masę roboty. Jeśli ją wykona, pojawi się nadzieja, że ataki chorób nie będą się przeradzać w globalne katastrofy.

ROZDZIAŁ 1
WYCIĄGNIJMY WNIOSKI Z COVIDU

Często mówimy, że ludzie niczego nie uczą się z historii. A jednak czasem jest inaczej. Dlaczego nie było dotąd trzeciej wojny światowej? Po części dlatego, że w 1945 roku światowi przywódcy pomyśleli o historii i doszli do wniosku, że istnieją lepsze sposoby rozwiązywania sporów.

O takim podejściu myślę, kiedy chodzi o wyciąganie wniosków z covidu. Możemy[9] wiele się nauczyć z tego doświadczenia i postanowić, że postaramy się lepiej chronić ludzi przed śmiertelnymi chorobami. Co więcej, już teraz musimy przyjąć i sfinansować jakiś plan działania, jeszcze zanim covid zupełnie zniknie z pierwszych stron gazet, minie nam potrzeba natychmiastowego działania, a uwagę świata pochłonie coś innego.

Liczne raporty udokumentowały mocne i słabe strony reakcji świata na covid, a gdy przestudiowałem te opracowania, wiele się dowiedziałem. Zdobyłem też cenne doświadczenia dzięki własnym działaniom na rzecz ochrony zdrowia na świecie, m.in. projektom eradykacji polio. Wreszcie cenną lekcją było śledzenie pandemii dzień po dniu we współpracy z gronem eksperckim w fundacji, wyspecjalizowaną kadrą rządową, środowiskiem naukowym z ośrodków państwowych i z sektora prywatnego. Dzięki temu wiem, że kluczem jest zwrócenie uwagi na kraje, które poradziły sobie lepiej od innych.

Dobre decyzje na wczesnym etapie przynoszą ogromne korzyści później

Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale moja ulubiona strona internetowa to ta, która monitoruje choroby i problemy związane z ochroną zdrowia na świecie. Jest skarbnicą danych. Projekt nazywa się Global Burden of Disease[10] (Światowe Brzemię Chorób) i gromadzi zdumiewająco szczegółowe informacje (edycja z 2019 roku przyglądała się 286 różnym przyczynom śmierci oraz 369 typom chorób i urazów w 204 krajach i terytoriach zależnych na świecie). Jeśli ciekawi was, jak długo żyją ludzie, na co chorują i jak zmienia się to w czasie, trudno o lepszy adres. Ja sam mogę całymi godzinami studiować zgromadzone tam dane.

Stroną zarządza Instytut Pomiarów i Badań nad Zdrowiem (Institute for Health Metrics and Evaluation, IHME) działający na Uniwersytecie Waszyngtońskim w moim rodzinnym Seattle. Jak sama nazwa wskazuje, IHME analizuje różne wskaźniki dotyczące globalnego zdrowia. Instytut zajmuje się również modelowaniem komputerowym, które pomaga ustalić związki przyczynowo-skutkowe: zobaczyć, jakie czynniki powodują, że liczby zachorowań czy zgonów w określonym kraju spadają, a w innym rosną. Zajmuje się również formułowaniem prognoz.

Niemal od początku 2020 roku zasypywałem zespół instytutu pytaniami dotyczącymi covidu. Próbowałem dociec, co łączy kraje, które osiągały największe sukcesy w radzeniu sobie z chorobą. Co wszystkie robiły dobrze? Gdyby udało się nam znaleźć odpowiedź na to pytanie, odkrylibyśmy najlepsze strategie działania i moglibyśmy zachęcać inne kraje do ich przyjęcia.

W pierwszej kolejności trzeba było określić, co jest źródłem sukcesu. Nie było to jednak tak proste, jak się wydaje. Nie wystarczy po prostu sprawdzić, ile osób umiera na covid w danym kraju. Taka statystyka będzie przecież zniekształcona przez fakt, że osoby starsze umierają na koronawirusa częściej niż młodsze, a więc kraje o dużo starszych populacjach z konieczności wypadną gorzej w takim zestawieniu. (Krajem, który pomimo posiadania najstarszej populacji na świecie poradził sobie szczególnie dobrze, jest Japonia. Najsumienniej przestrzegano tam nakazu noszenia masek, co pomaga wyjaśnić sukces, ale zapewne nie jest jedynym znaczącym czynnikiem).

Miarą sukcesu, której szukaliśmy, była taka liczba, która uchwyciłaby całościowy wpływ choroby. Taka wielkość, która na równi z umierającymi na sam covid pozwoliłaby uwzględnić np. ludzi umierających na ataki serca wskutek tego, że szpitale są zbyt przeciążone opieką nad pacjentami covidowymi, aby ich leczyć.

Istnieje zmienna, która właśnie to opisuje. Jest to nadmiarowa śmiertelność. Zawiera ona zarówno osoby, które umarły na skutek efektu domina wywołanego przez koronawirusa, jak i te, które odebrał nam sam covid. Matematycznie to odsetek nadmiarowych zgonów na jednego mieszkańca - wskaźnik wylicza w ten sposób, aby uwzględnić wielkość populacji danego kraju. Im niższą masz nadmiarową śmiertelność, tym lepiej sobie radzisz. Co zadziwiające, w niektórych krajach nadmiarowa śmiertelność przybrała wartość ujemną. Stało się tak dlatego, że było tam stosunkowo niewiele zgonów na skutek covidu, a że przy tym ludzie dużo więcej przebywali w domach, doszło do mniejszej liczby wypadków drogowych i innych zdarzeń ze skutkiem śmiertelnym.

Prawdziwe żniwo covidu. Wskaźnik nadmiarowych zgonów mierzy wpływ covidu na populację i uwzględnia również te osoby, które zmarły pośrednio przez pandemię. Górny słupek pokazuje liczbę zgonów na covid do grudnia 2021 r. Dolny słupek pokazuje natomiast szacowaną liczbę nadmiarowych zgonów, która mieści się pomiędzy 16,5 mln a 18 mln ludzi (IHME)[*15].

 

Nadmiarowa śmiertelność w Stanach Zjednoczonych na koniec 2021 roku wyniosła ponad 3200 zgonów na milion mieszkańców[*16], mniej więcej tyle, ile w Brazylii czy Iranie. Dla porównania: w Kanadzie było to 650 zgonów na milion, a w Rosji sporo powyżej 7000[11].

Wiele krajów z najniższą nadmiarową śmiertelnością (bliską zera lub ujemną) - takich jak Australia, Wietnam, Nowa Zelandia i Korea Południowa - już w początkach pandemii zrobiło dobrze trzy rzeczy. Po pierwsze: szybko przetestowano duży odsetek ludności. Po drugie: odizolowano ludzi, których testy dały wynik pozytywny, i tych, którzy mieli z nimi kontakt. Wreszcie po trzecie: wdrożono plan wykrywania, lokalizowania i radzenia sobie z przypadkami choroby, które w kraju pojawiły się z zagranicy.

Tłumienie covidu w Wietnamie. Przez cały 2020 rok urzędnicy państwowi wdrażali środki pozwalające kontrolować transmisję wirusa. Liczba 35 zgonów w całym roku, i to w kraju zamieszkanym przez 97 milionów ludzi, jest ogromnym osiągnięciem (Exemplars in Global Health)[*17].

 

Niestety, sukcesy na wczesnym etapie mogą być trudne do utrzymania. Stosunkowo niewiele mieszkańców i mieszkanek Wietnamu zostało zaszczepionych na covid - częściowo z powodu ograniczonych dostaw preparatów, a częściowo dlatego, że szczepienia nie wydawały się aż tak pilne, skoro kraj tak świetnie poradził sobie z kontrolowaniem wirusa. Kiedy więc pojawił się o wiele bardziej zakaźny wariant delta, stosunkowo niewielu Wietnamczyków miało jakąkolwiek odporność i kraj poważnie oberwał nową falą zakażeń. Tamtejszy wskaźnik nadmiarowych zgonów wzrósł z nieco ponad 500 zgonów na milion mieszkańców w lipcu 2021 roku do niemal 1500 na milion w grudniu tegoż roku[*18] - jednak nawet ten wyższy wskaźnik był wciąż niższy niż w Stanach Zjednoczonych. Jeśliby ująć to najogólniej: lepiej było jak najwcześniej użyć środków zapobiegawczych.

Dane zebrane przez IHME wskazują także, że sukces danego kraju w walce z covidem jest do pewnego stopnia skorelowany z tym, jak wielu obywateli i wiele obywatelek ufa rządowi[*19]. To intuicyjny wniosek. Jeśli ufacie swojemu rządowi, jesteście bardziej skłonni postępować wedle jego wytycznych przeciwdziałających koronawirusowi. Z drugiej strony - zaufanie do rządów mierzy się sondażami, a przecież jeśli mieszkacie w kraju, którym rządzi represyjny reżim, prawdopodobnie nie przyznacie się przed jakąś przypadkową osobą prowadzącą ankietę, co tak naprawdę myślicie o swoich władzach. Dodatkowo odkrycie wspomnianej korelacji i tak nie przekłada się na żaden praktyczny wniosek, który dałoby się od razu wprowadzić w życie. Budowanie zaufania między obywatelami a ich rządem wymaga lat żmudnej, przemyślanej pracy.

Innym sposobem stwierdzania, co tak naprawdę działa, jest spojrzenie na problem z innej strony. Trzeba znaleźć wzorcowe przypadki, które szczególnie dobrze poradziły sobie z różnymi wyzwaniami, i zbadać, jak to zrobiły - żeby inni mogli potem postąpić podobnie. Zespół o bardzo adekwatnej nazwie Exemplars in Global Health (Wzorce w Ochronie Zdrowia na Świecie) zajmuje się właśnie czymś takim i odkrył parę fascynujących prawidłowości.

Przykładowo - zakładając, że wszystkie inne warunki są podobne - kraje ze sprawnymi systemami opieki zdrowotnej zazwyczaj dużo lepiej radziły sobie z covidem. Jeśli w jakimś kraju istnieje gęsta sieć szpitali i przychodni, nie brakuje wykwalifikowanego personelu, a placówki medyczne budzą zaufanie lokalnej społeczności i nie mają problemów z zaopatrzeniem, to wtedy ma się dużo lepszą pozycję startową do walki z nową chorobą. Oznacza to, że każdy plan antypandemiczny musi zawierać także program pomocowy dla krajów o średnich i niskich dochodach, który pomagałby im ulepszyć miejscową opiekę zdrowotną. Powrócę do tej kwestii w rozdziałach ósmym i dziewiątym.

Inny przykład. Dane pokazują, że międzynarodowy transport ciężarowy odpowiada za znaczny odsetek transmisji wirusa pomiędzy krajami. Jakie państwa dobrze sobie z tym poradziły? W początkach pandemii Uganda wprowadziła obowiązkowe testy na koronawirusa dla wszystkich kierowców ciężarówek wjeżdżających do kraju. Wkrótce cała Afryka Wschodnia podążyła za jej przykładem. Prawo nie przyniosło jednak pożądanych skutków. Testowanie zajmowało dużo czasu i szybko pojawiły się problemy z dostawą zestawów diagnostycznych, co wywołało ogromne, nawet czterodniowe, kolejki na granicach. Kierowcy czekali na swoją kolej w zatłoczonych kwaterach, więc zakażenia poszybowały w górę.

Uganda i państwa z nią sąsiadujące powzięły wiele kroków, żeby pozbyć się zatorów[*20]. Na granice wysłano przenośne laboratoria diagnostyczne, stworzono narzędzia elektroniczne do sprawdzania i udostępniania wyników testów, nałożono też na kierowców obowiązek, żeby testowali się raczej w kraju rozpoczęcia podróży niż na granicy. W niedługim czasie przywrócono normalny ruch, a liczbę przypadków choroby utrzymywano pod kontrolą.

Naliku Musa, kierowca ciężarówki, czeka na wyniku testu na koronawirusa na granicy Ugandy z Sudanem Południowym[*21].

 

Wniosek: Jeśli w pierwszych dniach uda się przetestować znaczny odsetek miejscowej populacji, odizolować osoby zakażone i ich kontakty, a ponadto poradzić sobie z możliwymi przypadkami z zagranicy, wtedy można utrzymywać poziom zachorowań na kontrolowalnym poziomie. Z kolei gdy na wczesnym etapie zignoruje się te zagadnienia, to wtedy tylko ekstremalne środki będą mogły zapobiec dużej liczbie zakażeń i zgonów.

Niektóre kraje uczą, czego nie robić

Nie lubię skupiać się na porażkach, ale niektóre są zbyt dotkliwe, żeby je zignorować. Chociaż da się wskazać dobre wzorce, to większość państw wyjątkowo źle poradziła sobie z reakcją na koronawirusa, przynajmniej w niektórych jej aspektach. Przywołam tu przykład Stanów Zjednoczonych, ponieważ dobrze znam miejscową sytuację, ale też dlatego, że w teorii USA powinny poradzić sobie dużo lepiej, niż to się rzeczywiście stało. Oczywiście, to nie był jedyny kraj, który popełnił mnóstwo błędów.

Reakcja Białego Domu na wybuch choroby w 2020 roku była katastrofalna. Prezydent i jego najbliżsi doradcy zbagatelizowali pandemię i zaproponowali fatalne rekomendacje dla społeczeństwa. Co szokujące, agencje federalne nie chciały się dzielić gromadzonymi danymi.

Sprawie nie sprzyjało i to, że o obsadzie stanowiska dyrektora CDC[12] decydują politycy, a osoba je zajmująca podlega politycznej presji. Niektóre z zaleceń CDC zostały więc w oczywisty sposób zniekształcone przez naciski polityczne. Co gorsza, osoba kierująca centrum w 2020 roku nie była nawet specjalistą od epidemiologii. Poprzedni dyrektorzy CDC, osoby pokroju Billa Foegego czy Toma Friedena, których rzetelną pracę do dziś się wspomina, byli ekspertami od chorób zakaźnych i poświęcili znaczną część zawodowej kariery organizacji, którą później kierowali. Wyobraźcie sobie, że do prowadzenia wojny wziąłby się generał, który nigdy nie był nawet na ćwiczeniach wojskowych.

Jedną z największych porażek USA było to, że nigdy nie wprowadzono tam porządnego systemu testowania. Na żadnym etapie nie diagnozowano nawet z grubsza tylu osób, ile należało. No i zbyt długo trzeba było czekać na wyniki. Jeśli ktoś był nosicielem wirusa, ale czekał siedem dni na potwierdzenie tego faktu, to miał cały tydzień na potencjalne zarażanie innych. Dla mnie samego najbardziej niepojęte (bo tak łatwo dające się uniknąć) jest to, że rząd Stanów Zjednoczonych nigdy nie zmaksymalizował krajowych możliwości testowania, nie stworzył centralnego systemu, który określałby, kto powinien najszybciej otrzymywać wyniki badań, i nie zbudował jednej bazy gromadzącej wszystkie rezultaty. Nawet po dwóch latach pandemii, podczas gwałtownej fali omikronu, wielu ludzi wciąż nie mogło się przetestować, nawet jeśli miało objawy.

W pierwszych miesiącach 2020 roku każda osoba w USA, która zastanawiała się, czy nie ma covidu, powinna mieć możliwość wejścia na stronę rządową, odpowiedzenia na kilka pytań o objawy i czynniki ryzyka (jak wiek i miejsce pobytu), a następnie dowiedzenia się, gdzie może się przetestować. Albo - jeśli zasoby testów byłyby ograniczone - strona określałaby, jak wysoki priorytet ma dany przypadek i wyznaczała możliwy termin testu.

Podobna platforma nie tylko zapewniałaby, że zestawy do testowania wykorzystuje się najefektywniej - przeznacza się je dla osób z największym prawdopodobieństwem pozytywnego wyniku - ale także gwarantowałaby rządowi dodatkowe informacje na temat tego, w jakich regionach kraju zbyt mało osób w ogóle chce się przetestować. Władze dysponujące takimi danymi mogłyby skierować więcej środków na informowanie i na zwiększanie testowania na takich obszarach. Strona pomagałaby także znaleźć ludzi, którzy mogliby natychmiast wziąć udział w testach klinicznych, o ile otrzymali pozytywny wynik albo należeli do grupy ryzyka. Później można byłoby natomiast skorzystać ze zgromadzonych danych, aby dotrzeć ze szczepionkami do osób najbardziej narażonych na poważny przebieg choroby lub śmierć. Wreszcie - taka strona przydałaby się także w czasach niepandemicznych i pomogłaby zwalczać inne choroby zakaźne.

Każda szanująca się firma tworząca oprogramowanie stworzyłaby podobny portal od ręki[13], zamiast tego pozwolono stanom i miastom tworzyć własne narzędzia, a cały proces stał się chaotyczny. Prawdziwy dziki zachód. W pamięci utkwiła mi zwłaszcza jedna emocjonalna rozmowa, podczas której dość dosadnie powiedziałem ludziom z Białego Domu i CDC, co myślę o ich odmowie podjęcia tak elementarnego kroku. Do dzisiaj nie rozumiem, dlaczego ci ludzie nie zgodzili się, aby kraj przodujący w innowacjach wykorzystał nowoczesne narzędzia komunikacyjne do walki ze śmiertelną chorobą.

W obliczu zagrożenia, na które świat powinien się lepiej przygotować, ludzie robili rzeczy heroiczne

W każdej katastrofalnej sytuacji Fred Rogers, prowadzący popularny program dla dzieci Mister Rogers' Neighborhood, mawiał: "Szukaj pomocników. Zawsze znajdziesz ludzi, którzy pomogą". W trakcie epidemii koronawirusa nie trzeba było długo szukać, żeby znaleźć "pomocników". Takie osoby były wszędzie i miałem ogromną przyjemność poznać osobiście wiele z nich oraz poznać historię wielu, wielu kolejnych.

Codziennie przez pięć miesięcy 2020 roku Shilpashree A.S. (jak wiele mieszkanek Indii Shilpashree jako nazwiska używa inicjałów swojego rodzinnego miasta i imienia ojca) zakładała ochronny kombinezon, okulary, lateksowe rękawiczki i maskę. Następnie wchodziła do niewielkiej budki z dwoma otworami na ramiona i spędzała wiele godzin na pobieraniu wymazów z nosów pacjentek i pacjentów ustawionych w długiej kolejce. Aby chronić swoją rodzinę, nie miała z nią żadnego fizycznego kontaktu - przez pięć miesięcy widziała bliskich tylko podczas rozmów wideo[*22].

Shilpashree A.S., ubrana w kombinezon ochronny, pobiera próbki w budce wymazowej w Bangalurze w Indiach[*23].

 

[...]

UZUPEŁNIENIA
WSTĘP
[*1] Hien Lau i in., The Positive Impact of Lockdown in Wuhan on Containing the COVID-19 Outbreak in China, "Journal of Travel Medicine", 3(27)/2020.
[*2] Nicholas D. Kristof, For Third World, Water Is Still a Deadly Drink, "New York Times", 09.01 1997.
[*3] Bank Światowy, World Development Report 1993, https://elibrary.worldbank.org.
[*4] Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), Number of New HIV Infections, https://www.who.int.
[*5] WHO, Managing Epidemics: Key Facts About Major Deadly Diseases, 2018, https://who.int.
[*6] Institute for Health Metrics and Evaluation (IHME), Global Burden of Disease Study 2019, https://healthdata.org.
[*7] IHME, GBD Compare, https://vizhub.healthdata.org/gbd-compare/.
[*8] Eye Ubiquitous/Universal Images Group za Getty Images.
[*9] Fototeca Storica Nazionale za Getty Images.
[*10] Our World in Data, Tourism, https://www.ourworldindata.org.
[*11] Centers for Disease Control and Prevention (CDC), 2014-2016 Ebola Outbreak in West Africa, https://www.cdc.gov.
[*12] Enrico Dagnino/Paris Match za Getty Images.
[*13] Seth Borenstein, Science Chief Wants Next Pandemic Vaccine Ready in 100 Days, Associated Press, 02.06.2021.
[*14] WHO, Global Influenza Strategy 2019-2030, https://www.who.int.
ROZDZIAŁ 1. WYCIĄGNIJMY WNIOSKI Z COVIDU
[*15] Na szacowaną liczbę nadmiarowych zgonów na świecie składają się oficjalne dane na temat zgonów na COVID-19, szacowana liczba zgonów na COVID-19 nieujętych w takich statystykach oraz zgony, do których doszło na skutek trudności wywołanych przez pandemię od początku do grudnia 2021 roku. IHME.
[*16] Our World in Data, Estimated Cumulative Excess Deaths Per 100,000 People During COVID-19, https://ourworldindata.org/.
[*17] Liczba nowych przypadków dziennie metodą siedmiodniowej średniej kroczącej za Exemplars in Global Health, Emerging COVID-19 Success Story: Vietnam's Commitment to Containment, https://www.exemplars.health (opublikowano w marcu 2021, dostęp w styczniu 2022). Z wykorzystaniem danych zgromadzonych w Hannah Ritchie i in., Coronavirus Pandemic (COVID-19), https://ourworldindata.org/coronavirus (publikacja z 2020 r.).
[*18] Our World in Data, Estimated Cumulative Excess Deaths per 100,000 People During COVID-19, https://ourworldindata.org.
[*19] T.J. Bollyky i in., Pandemic Preparedness and COVID-19: An Exploratory Analysis of Infection and Fatality Rates, and Contextual Factors Associated with Preparedness in 177 Countries, from January 1, 2020, to September 30, 2021, "The Lancet", w druku.
[*20] Prosper Behumbiize, Electronic COVID-19 Point of Entry Screening and Travel Pass DHIS2 Implementation at Ugandan Borders, https://community.dhis2.org.
[*21] Sally Hayden/SOPA Images/LightRocket za Getty Images.
[*22] 7 Unsung Heroes of the Pandemic, "Gates Notes", https://gatesnotes.com.
[*23] The Gates Notes, LLC/Ryan Lobo.
PRZYPISY
[1] Chciałem stworzyć w przekładzie język podobnie równościowy i wolny od dyskryminacji jak w oryginale, więc na różne sposoby łamię krępującą normę, która każe używać rodzaju męskiego i męskoosobowego tam, gdzie płeć opisywanych osób jest nieokreślona. Czasami będę stosował podwójnie wyrażenia męskie i żeńskie. Książka może trafić do każdego z nas - bez względu na płeć. Rozgośćcie się, proszę, w języku (przypis tłumacza).
[2] Jak to się wszystko potoczyło dalej, opowiem w rozdziale trzecim.
[3] Dla wygody osób czytających zapisuję "covid" w spolszczonej formie, małymi literami, i odmieniam przez przypadki. Tam, gdzie w oryginale słowo "COVID" pojawia się na określenie pandemii albo samego wirusa, używam również frazy "pandemia koronawirusa" i słowa "koronawirus" w liczbie pojedynczej - chodzi wtedy zawsze o SARS-CoV-2 lub pandemię przez niego wywołaną. Kiedy mowa o całej rodzinie koronawirusów, wtedy pojawia się liczba mnoga (przypis tłumacza).
[4] Nathan napisał później dla czasopisma "Lawfare" artykuł na te tematy pt. Strategic Terrorism. A Call to Action (Terroryzm taktyczny. Wezwanie do działania). Znajdziecie go na stronie: https://papers.ssm.com. Nie radzę jednak czytać tuż przed snem - wybudza.
[5] Kilka słów o terminologii: SARS-CoV-2 to nazwa wirusa wywołującego chorobę nazwaną COVID-19. Teoretycznie samo słowo "covid" odnosi się do wszystkich chorób powodowanych przez koronawirusy, a COVID-19 to tylko jedna z nich ("19" wzięło się stąd, że wykryto ją w 2019 roku). Aby jednak książkę czytało się lepiej, covidem będę nazywał zarówno samą chorobę COVID-19, jak i wirusa, który ją powoduje.
[6] Wspominałem już o Gates Foundation kilkukrotnie i będę mówił o niej w książce jeszcze wiele razy. Nie robię tego, aby się przechwalać, ale dlatego, że zespoły stworzone w fundacji odegrały ważną rolę w wielu działaniach na rzecz stworzenia szczepionek, leków i narzędzi diagnostycznych do walki z COVID-19. Trudno byłoby opowiedzieć tę historię i nie wspomnieć o pracy tych wszystkich ludzi.
[7] National Institutes of Health (Narodowe Instytuty Zdrowia) - amerykańska instytucja rządowa zajmująca się finansowaniem badań medycznych w USA i monitorowaniem ochrony zdrowia, w tym sytuacji epidemicznej w kraju (przypis tłumacza).
[8] W medycynie odróżnia się efektywność (effectiveness) od skuteczności (efficacy). To dwa odrębne pojęcia. Skuteczność to miara tego, jak dobrze działają szczepionki w testach klinicznych. Wydajność pokazuje, jak działają w prawdziwym świecie. Dla uproszczenia będę tu używał wyrazów skuteczność oraz skuteczny na określenie obu sytuacji.
[9] Jeśli chodzi o wyraz my, to używam go tutaj w różnych znaczeniach. Czasem odnoszę się do działań, w które jestem osobiście zaangażowany lub w które angażuje się Gates Foundation. Dla uproszczenia będę także mówił my w ogólnym odniesieniu do sektora ochrony zdrowia na świecie oraz do świata jako takiego. Postaram się, żeby kontekst był zawsze jednoznaczny.
[10] https://vizhub.healthdata.org/gbd-compare/
[11] Wskaźnik nadmiarowej śmiertelności dla Polski jest o 75% wyższy niż w Stanach Zjednoczonych i wynosi w przybliżeniu 5600 zgonów na milion mieszkańców - wyliczono na podstawie tego samego zbioru danych, a dane na temat liczby ludności Polski przyjęto za Głównym Urzędem Statystycznym (przypis tłumacza).
[12] Skrótowa nazwa Centers for Disease Control and Prevention (Centrów Zapobiegania i Kontroli Chorób) - agencji rządowej odpowiadającej m.in. za nadzór epidemiologiczny i za prewencję chorób zakaźnych (przypis tłumacza).
[13] Microsoft zrobiłby to za darmo i jestem pewien, że wiele innych firm również.