Rozdział 6
Dzieciństwo Cariny nie było takie złe. Gdy dziewczyna była mała, mama była w domu (tak, była w domu też wcześniej i później), liceum stanowiło drogę przez mękę, usłaną pryszczami i aparatem ortodontycznym, a trzy ostatnie lata szkoły to było piekło.
To Agneta może zrozumieć. Nie ma jeszcze doświadczenia z niebem, ale uważa, że jeśli kiedyś trafi do piekła, będzie tam po prostu znowu chodzić do liceum.
Bilans miłosny na ten moment? Carina dwa razy doświadczyła zauroczenia i trzy razy zaręczyn, ale tylko raz była naprawdę bliska ślubu. To ostatnie zagrożenie w końcu samo rozeszło się po kościach. Z tego, co mówiła, mogło się skończyć źle. Chociaż zaczęło się dobrze, do jej pracy zawitała konsultantka, by przeprowadzić rozmowę ze wszystkimi zatrudnionymi. Kiedy pojawiła się szansa na dofinansowanie z Unii, jej szef zaczął się obsesyjnie zastanawiać, co jego podwładni umieją, a czego mogliby się jeszcze nauczyć. Czego się nie zrobi dla pieniędzy, prawda?
Konsultantka, nazywała się Lillemor, przepchnęła projekt przez urząd okręgowy, dlaczego by nie? Bóg jeden wie, że w firmie przydałyby się pieniądze, i Carina była przygotowana na podzielenie się historią swojego życia i jednoczesną próbę przekonania konsultantki, że "wzrosną kompetencje zarówno moje, jak i firmy, jeśli będę mogła popracować nad moim francuskim w internacie w Bordeaux, powiedzmy, przez dwa miesiące".
Ale okazało się, że ktoś źle odczytał dokumenty konsultantki. Lillemor to był jednak Lillebror1. Prawdopodobnie to mężczyzna, którego rodzice nie potrafili przeciwstawić się krewnym tak dobrze jak rodzice Cariny. Albo nie chcieli, by kiedykolwiek dorósł, ale nigdy tego nie dożyli, bo zmarli w wypadku, gdy miał czternaście lat.
Lillebror był brutalnie przystojny. Nieformalne ubranie, twarz jak wykuta w marmurze. Marmur można było podziwiać aż po wysokie zakola, ale Carina nigdy nie miała problemu z łysiejącymi mężczyznami.
Od razu zapomniała o wyjeździe językowym i skupiła się na czymś bardziej konkretnym. Jak kolejny kurs z audytu albo szkolenie w przedsiębiorstwie energetycznym. Na czymkolwiek, co mogło zabrzmieć bardziej poważnie.
Siedzieli w sali konferencyjnej na drugim piętrze. W firmie znajdowały się dwie sale konferencyjne, ale akurat ta nie miała automatu do kawy w korytarzu. Była przeznaczona tylko do krótkich spotkań i Carina nie zamierzała przedłużać rozmowy.
Ale kiedy później opowiadała o spotkaniu Agnecie, historię można było odmierzyć w co najmniej kilku butelkach wina. Carina poczuła się jak dwudziestolatka. "Ciekawe, czy jest żonaty. Co ja właściwie mam na sobie - sweter, którego spora część została w filtrze pralki, i za krótkie spodnie! Ale do cholery, nawet jeśli ma się optycznie krótsze nogi, to przez większość dnia są pod biurkiem, i tak nikt nie widzi".
- To nie jest rozmowa kwalifikacyjna - wyjaśnił Lillebror. - Tylko zwykła rozmowa. Ma na celu nakreślenie możliwości, które stwarza firma, oraz ustalenie, jak każdy pracownik mógłby zwiększyć swoje kompetencje, a dzięki temu podnieść atrakcyjność firmy.
Carina czuła, że sam nie sformułował tej wypowiedzi. Gdy się jest tak przystojnym, nie mówi się w ten sposób.
- Więc, jeśli możesz, opowiedz trochę o sobie i swoim doświadczeniu, żebym zbudował sobie jakiś obraz ciebie.
Zapomnij, pomyślała domniemana rozmówczyni.
Agneta ledwo się odważyła sięgnąć po kieliszek, nie chciała ryzykować, że przerwie Carinie. Ta historia prawdopodobnie przebije wszystko, co ona sama kiedykolwiek przeżyje. Zdążyła w każdym razie upić łyk, zanim przyjaciółka na chwilę umilkła, by podładować telefon. Rutynowe przygotowania przed spotkaniem z nocną marą.
Carina znowu wskoczyła na sofę, umościła się w rogu i wróciła do streszczania przebiegu rozmowy z konsultantem:
- Możesz być całkowicie szczera, ta rozmowa nie wyjdzie poza ten pokój. Widzę, że pracujesz tu od dawna.
- Tak, minęło już parę lat.
- Czy istnieje jakiś konkretny powód, dla którego nie próbowałaś pójść dalej?
- Pójść stąd, masz na myśli?
- Tak. Albo poszukać nowej pracy.
- Po co mam szukać nowej pracy, skoro mam już tę?
- Ale czasem człowiek chce pójść dalej.
- Dokąd konkretnie?
- Jeśli zbyt długo ma się jedną pracę, czasem czuje się, że chce się czegoś więcej. Samorozwoju. Człowiek chce się rozwijać.
- Czyli człowiek się rozwija, kiedy dostaje wypłatę z innego konta?
- Nie, nie o to tutaj chodzi.
Carina wzięła oddech i napiła się wina.
- Nie chciałam być nieuprzejma, ale sama słyszysz, jak on sobie pogrywał. Gdybym prowadziła dziennik, na pewno chciałby go przeczytać. Nie sądziłam, że to będzie takie osobiste, nie miałam ochoty uzewnętrzniać się dla dofinansowania z Unii. Tyle że on nie był taki zły, więc zabrało nam to trochę czasu.
Agneta zaczynała się niecierpliwić.
- Kontynuuj!
- Okej. Spróbowałam przejąć inicjatywę:
- O co tutaj chodzi? Czy ktoś uważa, że powinnam się zwolnić?
- Nic o tym nie wiem. Tak się czujesz?
- Jak to?
- Czujesz, że w jakiś sposób nie pasujesz do struktur?
- Nie wiem, co masz na myśli, mówiąc "struktury". Wszyscy przychodzą do pracy wtedy, kiedy muszą, oprócz tych, którzy mają dzieci, i wszyscy wychodzą wtedy, kiedy muszą, oprócz tych, którzy już dawno wyszli. To nie jest coś, nad czym się siedzi i zastanawia po godzinach.
- Myślę raczej o efektywności i płynności procesu, o tym, jak możesz na niego wpłynąć.
- Gdybym mogła to zrobić, już dawno bym to zrobiła. Miałam trochę czasu, jak to się mówi.
- Pomyśl w ten sposób: jeśli cały czas podąża się tą samą ścieżką, można zacząć podążać nią ślepo. Nie widzi się możliwości. Jest się w swojej bezpiecznej bańce, do której po jakimś czasie niezauważalnie wkrada się monotonia, a wtedy z wielu powodów nie da się już utrzymać tego samego poziomu efektywności i kreatywności, na jaki miało się potencjał. Nadążasz?
- Oczywiście! Jeśli porzucę wszystko, czego się nauczyłam, przeskoczę do innej firmy, w której nikogo nie znam, nie będę się orientować w pracy i poczuję się niepewnie jak cholera, wtedy dopiero będę efektywna. Jak mogłam na to nie wpaść?
Agneta się roześmiała i Carina uśmiechnęła się, zadowolona.
- Rozumiesz, czułam, jakie to było dobre! Ale on się nie poddawał: A więc, he, he, może trochę krzywo zaczęliśmy. Celem jest, abyś mogła dostać szansę rozwoju w tym kierunku, w którym chciałabyś się aktywizować w firmie. Słyszysz przecież, że ta rozmowa nie była tak wspaniała jak mężczyzna naprzeciwko mnie. Nie miałam już dużo do zrobienia przed wyjściem do domu, więc zaczęłam kalkulować w głowie. On nie może mieć więcej niż dwadzieścia minut na osobę, więc powinno się szybko skończyć. Nie jest tak całkiem źle siedzieć i rozmawiać z przystojnym mężczyzną, i jednocześnie dostawać za to pieniądze, ale wtedy marzyłam już o pójściu do domu, podgrzaniu sobie czegoś kalorycznego i zrobieniu prania. I może pomarzyłabym też o wyrzeźbionym w marmurze konsultancie, którego urząd okręgowy dostarczył nam na koszt własny. Fajnie, że był przystojny, ale nie lubię tak siedzieć i się uzewnętrzniać, przecież wiesz.
- Mów dalej! - Agneta zachęcająco machnęła ręką.
- Zastanawiasz się nad czymś? - spytał Lillebror, niemal prosząco.
- Co? Nie, właściwie to jestem głodna - powiedziałam, próbując nie brzmieć na znudzoną. W końcu nie wiadomo, co będzie raportował i komu.
Marmurowe wargi rozciągnęły się w wilczym uśmiechu, który każdą kobietę mógłby wprowadzić w stan błogosławiony. Lillebror wyglądał jednocześnie, jakby trochę mu ulżyło.
- Nie da się być konstruktywnym na pusty żołądek. To już prawie koniec na dzisiaj, prawda? Moglibyśmy kontynuować rozmowę gdzieś, gdzie można też coś zjeść?
- Ha! To ci się trafiła randka! - Agneta próbowała nie rozlać zawartości kieliszka. - No popatrz, jakie rzeczy czasem uchodzą płazem!
- Żartujesz! Nie rozumiem, jak to się stało, ale chętnie w to poszłam: Pewnie. Jeśli ty też jesteś głodny... Parę ulic stąd jest miejsce, gdzie podają przyzwoite jedzenie. Wezmę tylko kurtkę i torebkę.
Carina miała na myśli Frittes, w którym posiłki były prawie tak tłuste jak nazwa, ale w drodze do biurka przypomniała sobie o miejscu trochę bardziej w dół ulicy, które może było odrobinę droższe, ale za to ryzyko zarażenia salmonellą było tam zdecydowanie mniejsze. Chagalle.
- Nie wiem: byłyśmy tam razem, Agneta?
Agnetę zaskoczyło, że Carina tak chętnie się zgodziła, ale nic nie powiedziała. Nie chciała przerywać i ryzykować, że ominie ją jakaś smakowita część historii.
Zaczęło się ściemniać, więc Carina zapaliła lampę przy sofie. Napełniła kieliszek i związała na karku włosy. Były tak kręcone, że nigdy nie potrzebowała gumki, żeby kucyk trzymał się w miejscu. Agneta spojrzała z zazdrością. Jej włosy były proste jak druty.
Carina znowu zajęła miejsce na sofie i zaczęła opowiadać. Ona i Lillebror przespacerowali się do restauracji.
- Jak się kogoś nie zna, iść obok siebie i w ten sposób unikać ciągłego kontaktu wzrokowego to świetna sprawa. Można wykorzystać sytuację i spojrzeć w bok, gdy to drugie patrzy przed siebie. A kiedy on odwzajemni spojrzenie, jeśli się już oczywiście napatrzyło, można znowu szybko spojrzeć na wprost. Żeby na pewno nie wejść w krawężnik albo w psią kupę. I tak cały spacer, naprzemiennie. Albo pomoże utrzymać kogoś na dystans, albo podtrzyma napięcie.
Carina zdecydowanie była w nastroju do flirtu, a ten spacer to były dopiero przedbiegi.
Kontynuowała opowieść dla swojej jednoosobowej, entuzjastycznie nastawionej publiki:
- Lillebror zamówił polędwiczki, a ja rybę. Kłóciło się to trochę z winem, ale kelner zapewnił, że Gros Manseng można pić zarówno do mięsa, jak i ryby. Kupię takie wino następnym razem, jak do mnie przyjdziesz. Jeśli nie będzie za drogie. Ale najpierw oboje zamówiliśmy po wytrawnym martini, jako aperitif.
- Myślałam, że mężczyźni nie piją martini - odezwałam się, tylko po to, żeby coś powiedzieć.
- Tak? - Uśmiechnął się wyłącznie dolną częścią twarzy. - Jeśli masz jeszcze jakieś uprzedzenia, możesz je dodać do swojego CV i zostawić mi na biurku, żebyśmy teraz, podczas kolacji, skupili się na bardziej przyjaznych rzeczach.
- To był żart. Wiem, że James Bond pijał martini.
- I wziąłem to za żart. Jestem wstrząśnięty, ale nie zmieszany.
Popatrzyliśmy na siebie i wybuchliśmy śmiechem. Śmialiśmy się tak, że aż barman w drugim końcu sali zdecydował, że jeszcze raz zrobi drinki z ginem dla stolika numer cztery. Nie miał pojęcia, że Bond w swoim drinku miał wódkę, ale nie przejmowaliśmy się tym. Kiedy doszliśmy do brandy i kawy, Lillebror nalegał, mimo że następnego dnia szliśmy do pracy, opowiedziałam mu już na tyle dużo o sobie, pomijając kilka pikantnych szczegółów, że wyglądał na szczerze zadowolonego. Nigdy nie poszłabym do pokoju hotelowego z nowo poznanym mężczyzną, na tyle chyba mnie znasz? Ale Lillebror wynajmował bawialnię na Lagmansgatan, a to już prawie jak w domu. W ogóle nie było więc dziwnie zakończyć ten wieczór aktem, który nadawał ludzką twarz pojęciu "rozwój kompetencji".
Agneta zagwizdała cicho.
- Typowe z twojej strony, nie zdradzać najlepszych szczegółów!
- No no, zawsze trzeba trochę zostawić wyobraźni odbiorcy. Obudziłam się w pół do czwartej, ubrałam się i poszłam do domu. Trzeba było się wycofać, zanim rodzina, która mieszka w domu, wstanie. W tym mieście wszyscy się znają.
To wtedy mogło się zacząć, ta sprawa z nocną marą Cariny. Agneta uważała to za całkiem sensowną teorię. Obudzona, zanim kogut zapieje. Ale dlaczego nadal budzi się o tej godzinie? Raczej nie na wspomnienie pierwszej nocy z nim spędzonej, dedukuje Agneta. Tak dobrze być nie mogło, jeśli można się pokusić o recenzję premiery, nie będąc na niej. Ale w ostatnim czasie nie wydarzyło się nic innego. Żadnej większej traumy, prostaty, która dawałaby o sobie znać w nocy, nocnego klubu w okolicy, głośnych śmieciarzy czy sąsiadów pracujących na zmiany. Sen Cariny brał na wstrzymanie na kilka godzin koło trzeciej, czwartej nad ranem. I tak już zostało.
1 - Lillemor (szw.) - "mała mama"; Lillebror (szw.) - "mały brat" (przyp. tłum.).