Jak wychować dziecko na fajnego człowieka - Kaija Puura

Kup ebooka

34.30 zł
27.78 zł (27,44 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Kim jest fajny do­ro­sły

Pracę nad tą książką roz­po­czę­łam w chwili, gdy po­pro­szono mnie o wy­gło­sze­nie wy­kładu na uro­czy­sto­ści w Domu Ro­dzin w Tam­pere je­sie­nią 2015 roku. Roz­my­śla­łam dużo nad tym, jak naj­sku­tecz­niej wspie­rać roz­wój dzieci i ich ro­dzi­ców, by szedł w do­brą stronę. Mo­ty­wo­wana tymi prze­my­śle­niami, za­ty­tu­ło­wa­łam swój wy­kład "Jak wy­cho­wać swoje dziecko na faj­nego do­ro­słego?".

Na po­czątku wy­kładu za­py­ta­łam ro­dzi­ców, ilu z nich chcia­łoby wy­cho­wać swoje dzieci na faj­nych do­ro­słych. By­łam nieco za­sko­czona, kiedy wszy­scy pod­nie­śli ręce. Spo­dzie­wa­łam się, że przy­naj­mniej część z nich wspo­mni o dziecku uta­len­to­wa­nym czy od­no­szą­cym suk­cesy. Pod­czas na­szych roz­mów tam­tego dnia ro­dzice od­no­to­wy­wali, że fajni lu­dzie za­zwy­czaj zy­skują ak­cep­ta­cję oto­cze­nia, mają przy­ja­ciół i po­tra­fią pod­cho­dzić do ży­cia po­zy­tyw­nie. In­nymi słowy: ro­dzice chcieli, żeby ich dzieci wy­ro­sły na szczę­śli­wych do­ro­słych, zna­la­zły so­bie przy­ja­ciół i być może kie­dyś stwo­rzyły wła­sne ro­dziny. Nic dziw­nego!

Ale czy opłaca nam się wy­cho­wy­wać dzieci na szczę­śli­wych lu­dzi? Czy we współ­cze­snym świe­cie nie by­łoby le­piej, gdyby na­sze dzieci ra­dziły so­bie moż­li­wie naj­le­piej na kur­czą­cym się rynku pracy, żeby były uta­len­to­wane i skon­cen­tro­wane na wła­snych zy­skach? Je­śli bie­rzemy pod uwagę wy­łącz­nie suk­ces ma­te­rialny, to sku­pie­nie na so­bie i nie­ustę­pli­wość są po­trzebne. Je­śli jed­nak po­my­ślimy o przy­szłym zdro­wiu i szczę­ściu na­szych dzieci, sprawy mają się już nieco ina­czej.

To, czy ko­goś po­strze­gamy jako miłą osobę, za­leży po czę­ści od tego, ja­kie ce­chy cha­rak­teru sami wy­ka­zu­jemy i w ja­kim oto­cze­niu przy­szło nam do­ra­stać. Może być tak, że czu­jemy się do­brze w to­wa­rzy­stwie osób, które wy­nio­sły ze swo­jego dzie­ciń­stwa lub mło­do­ści po­dobne do­świad­cze­nia do na­szych albo które dzielą na­sze za­in­te­re­so­wa­nia. Naj­czę­ściej uzna­jemy za faj­nych tych lu­dzi, z któ­rymi ła­two nam się do­ga­dać na co dzień, w po­wta­rza­ją­cych się sy­tu­acjach - w pracy, w skle­pie czy w miej­scach, w któ­rych re­ali­zu­jemy na­sze hobby.

Fajni lu­dzie za­uwa­żają in­nych: mó­wią "dzień do­bry" i "dzię­kuję", naj­czę­ściej zwra­cają się do lu­dzi przy­jaź­nie i z sza­cun­kiem. Po­tra­fią wy­ra­zić swoje opi­nie i ży­cze­nia. Nie po­pa­dają ła­two w kon­flikty, tylko biorą pod uwagę in­nych i są go­towi ne­go­cjo­wać w kwe­stiach, które ich z nimi róż­nią. Spra­wiają, że w ich to­wa­rzy­stwie lu­dzie sami czują się ak­cep­to­wani i in­te­re­su­jący, a po­nadto dają im po­czu­cie przy­na­leż­no­ści do grupy. In­te­rak­cje i współ­praca z faj­nymi ludźmi wy­dają nam się ła­twe, dla­tego że dzia­łają oni spój­nie i za­cho­wują się prze­wi­dy­wal­nie. Mo­żemy na przy­kład ufać, że je­śli umó­wimy się z nimi na spo­tka­nie, po­ja­wią się na nim w usta­lony wcze­śniej spo­sób i o od­po­wied­niej po­rze, albo że będą prze­strze­gać usta­lo­nych wspól­nie za­sad. Faj­nych lu­dzi wy­róż­nia rów­nież szcze­rość wo­bec in­nych. Nie pró­bują za­wsty­dzać, oszu­ki­wać ani sta­wiać dru­giego czło­wieka w złym świe­tle.

Czy za­tem jest tak, że jedni po pro­stu ro­dzą się fajni, a inni nie? Każdy z nas ma prze­cież wro­dzone zdol­no­ści, skłon­no­ści i spo­soby re­ago­wa­nia na bodźce. To one skła­dają się na nasz tem­pe­ra­ment. We­dług pro­fe­sor Liisy Kel­ti­kan­gas-Järvi­nen, która zaj­muje się ana­li­zo­wa­niem cech tem­pe­ra­mentu, lu­dzi od­róż­nia od sie­bie na­sta­wie­nie do no­wych rze­czy i zmian: jedni przyj­mują je z en­tu­zja­zmem, inni - ostroż­nie i z dy­stan­sem. Jed­no­cze­śnie nie­któ­rzy z nas mają więk­szą skłon­ność do od­czu­wa­nia po­zy­tyw­nych emo­cji, a inni - ne­ga­tyw­nych.

Lu­dzie wy­ra­żają swoje uczu­cia na różne spo­soby i z różną in­ten­syw­no­ścią. Jedni wy­ka­zują więk­szą wraż­li­wość na­wet na naj­mniej­sze bodźce - po­zy­tywne i ne­ga­tywne - inni mają wyż­szy próg re­ak­cji. Jedni są bar­dziej cie­kawi in­nych lu­dzi i naj­le­piej czują się w gru­pie, inni do­bie­rają so­bie przy­ja­ciół z więk­szą ostroż­no­ścią i chęt­nie spę­dzają czas w sa­mot­no­ści.

Wszyst­kie ce­chy tem­pe­ra­mentu mają swoje po­zy­tywne i ne­ga­tywne strony. I choć nie po­zo­stają one bez wpływu na na­sze za­cho­wa­nie, osta­tecz­nie na­sza oso­bo­wość - i to, jak ra­dzimy so­bie w róż­nych sy­tu­acjach - kształ­tuje się do­piero w in­te­rak­cji z oto­cze­niem. Żeby stać się faj­nymi ludźmi, po­trze­bu­jemy rów­nież do­świad­czeń z naj­bliż­szego śro­do­wi­ska i ze związ­ków z in­nymi ludźmi.

Umie­jęt­ność my­śle­nia i dzia­ła­nia sa­mo­dziel­nie, przy jed­no­cze­snej em­pa­tii, jest bu­do­wana na fun­da­men­tach zdro­wej sa­mo­oceny, czyli na­szego po­strze­ga­nia sie­bie jako lu­dzi kom­pe­tent­nych i rów­nych in­nym. A pod­stawy na­szej sa­mo­oceny kształ­tują się już na bar­dzo wcze­snym eta­pie roz­woju.

Pod­stawy na­szej sa­mo­oceny kształ­tują się już na bar­dzo wcze­snym eta­pie roz­woju.

Ame­ry­kań­ski psy­cho­ana­li­tyk i pro­fe­sor psy­cho­lo­gii, Ro­bert Emde, na­pi­sał wiele o tym, jak ogromne zna­cze­nie dla roz­woju umy­sło­wego czło­wieka mają pierw­sze lata jego ży­cia. Jego zda­niem od­po­wied­nia opieka przez pierw­sze sześć mie­sięcy uczy nie­mowlę po­strze­ga­nia sie­bie jako istoty war­to­ścio­wej - a owo do­świad­cze­nie sta­nowi fun­da­ment zdro­wej sa­mo­oceny.

Przez na­stępne pół roku ro­dzice, sta­wia­jąc zdrowe gra­nice, dają dzie­ciom pod­stawy do zro­zu­mie­nia, że inni lu­dzie też mają swoje prawa, któ­rych nie na­leży ła­mać. To na­to­miast wspiera w ma­lu­chach wcze­sny roz­wój mo­ral­no­ści i sza­cunku dla in­nych lu­dzi.

Szczera i au­ten­tyczna wdzięcz­ność oraz za­chęta dla dzie­cię­cych sta­rań i suk­ce­sów w póź­niej­szym dzie­ciń­stwie i we wcze­snej mło­do­ści rów­nież wpływa na roz­wój zdro­wej sa­mo­oceny dziecka. Cha­rak­te­ry­styczna dla faj­nych lu­dzi zdol­ność do ak­cep­to­wa­nia sie­bie i in­nych ta­kimi, jacy są, oraz umie­jęt­ność po­dej­mo­wa­nia dzia­łań zgod­nych z wła­snymi war­to­ściami i opi­niami rów­nież - nie­za­leż­nie od sie­bie - biorą swój po­czą­tek w do­brych do­świad­cze­niach z dzie­ciń­stwa.

Inna ce­cha lu­dzi "faj­nych", jaką jest prze­wi­dy­wal­ność, wy­maga umie­jęt­no­ści pla­no­wa­nia i re­ali­zo­wa­nia wła­snych dzia­łań, czy też, mó­wiąc ina­czej, sa­mo­kon­troli. Na­uka tych zdol­no­ści rów­nież re­ali­zuje się w dzie­ciń­stwie i wcze­snej mło­do­ści po­przez in­te­rak­cje z ro­dzi­cami i in­nymi ludźmi w naj­bliż­szym oto­cze­niu dziecka.

To, co po­wta­rza się re­gu­lar­nie w co­dzien­nych sy­tu­acjach w pierw­szych la­tach na­szego ży­cia - na przy­kład ry­tu­ały zwią­zane z kar­mie­niem czy kła­dze­niem się spać - two­rzy pod­stawy dla prze­wi­dy­wal­no­ści ca­łego ży­cia. Bu­do­wany po­przez ru­tynę rytm dnia po­maga dziecku się zo­rien­to­wać, co i kiedy na­stę­puje, i stop­niowo uczy je rów­nież po­ję­cia czasu.

Wy­my­ślane wspól­nie z ro­dzi­cem za­bawy, a póź­niej rów­nież gry oparte o kon­kretne re­guły uczą dzieci pla­no­wa­nia i waż­nej umie­jęt­no­ści cze­ka­nia. Czę­sto nie­lu­biane przez pierw­szo­kla­si­stów i star­szych uczniów za­da­nia do­mowe to do­bra oka­zja do na­uki pla­no­wa­nia i re­ali­za­cji pracy, po­cząt­kowo przy wspar­ciu do­ro­słego. Zdol­ność do ko­or­dy­na­cji wła­snych dzia­łań nie jest wro­dzona, lecz wy­maga od nas re­gu­lar­nych ćwi­czeń.

Faj­nych lu­dzi cha­rak­te­ry­zuje ela­styczny umysł i zdol­ność do­sto­so­wy­wa­nia się do za­ska­ku­ją­cych sy­tu­acji przy jed­no­cze­snej kon­troli emo­cji. Umie­jęt­ność re­gu­la­cji emo­cji oraz za­cho­wań rów­nież na­by­wamy po­przez in­te­rak­cje z naj­bliż­szymi w dzie­ciń­stwie i wcze­snej mło­do­ści.

W roz­woju zdro­wej sa­mo­oceny ważne jest, by w pierw­szym roku ży­cia nie­mowlę do­świad­czyło moż­li­wie jak naj­wię­cej mo­men­tów ra­do­ści, do­brego na­stroju i szczę­ścia. Dla dziecka wcho­dzą­cego w drugi rok ży­cia roz­po­czyna się "okres woli" - ważny etap, kiedy to uczy się ono kon­troli nad uczu­ciem roz­cza­ro­wa­nia i gniewu.

U dziecka po­trzeba wy­ra­ża­nia emo­cji jest więk­sza i in­ten­syw­niej­sza niż u do­ro­słych, dla­tego opie­ku­no­wie po­winni za­pew­nić mu kon­kretną po­moc - w for­mie przy­tu­le­nia i bli­sko­ści - żeby było w sta­nie się opa­no­wać. Je­żeli w dzie­ciń­stwie w bez­pieczny spo­sób ćwi­czy­li­śmy re­gu­la­cję emo­cjo­nalną i be­ha­wio­ralną wspól­nie z ro­dzi­cami, stop­niowo in­ter­na­li­zu­jemy te umie­jęt­no­ści.

Jako do­ro­śli naj­czę­ściej ra­dzimy so­bie ze swo­imi emo­cjami sa­mo­dziel­nie, cho­ciaż i tak ra­dość dzie­lona z dru­gim czło­wie­kiem wy­daje się dwa razy więk­sza, a dzie­lony smu­tek - dwa razy mniej­szy. A więc nam, jako do­ro­słym, też wy­cho­dzi na do­bre dzie­le­nie się z in­nymi tym, co czu­jemy.

Fajni lu­dzie to naj­czę­ściej rów­nież ci, z któ­rymi mo­żemy się po­dzie­lić emo­cjami i do­świad­cze­niami. Wy­so­kie kom­pe­ten­cje spo­łeczne, czyli umie­jęt­ność do­ga­da­nia się z in­nymi, są bli­sko zwią­zane z re­gu­la­cją emo­cjo­nalną, ale wy­ma­gają rów­nież wczu­cia się w sy­tu­ację dru­giej osoby. W psy­cho­lo­gii roz­wo­jo­wej mó­wimy o men­ta­li­za­cji, którą uzna­jemy za wa­ru­nek ko­nieczny do uda­nego ży­cia w gru­pie. Men­ta­li­za­cja ozna­cza umie­jęt­ność od­czy­ta­nia i zro­zu­mie­nia za­mia­rów, po­staw i prze­ko­nań dru­giego czło­wieka.

Po­dob­nie jak w przy­padku po­zo­sta­łych ele­men­tów "faj­no­ści", rów­nież men­ta­li­za­cja roz­wija się w pro­ce­sie ko­mu­ni­ka­cji mię­dzy nie­mow­lę­ciem lub ma­łym dziec­kiem a jego ro­dzi­cami. Kiedy sy­tu­acje zwią­zane z opieką nad dziec­kiem są po­wta­rzalne, a po­trzeby ma­lu­cha są re­gu­lar­nie za­spo­ka­jane, dziecko czuje się zro­zu­miane przez swo­ich opie­ku­nów. W miarę upływu czasu do­świad­cze­nia ko­mu­ni­ka­cyjne stają się co­raz bar­dziej zróż­ni­co­wane; już pół­to­ra­roczne dziecko do­strzeże, że drugi czło­wiek oka­zuje mu za­in­te­re­so­wa­nie. Dwu­let­nie dziecko ro­zu­mie róż­nice mię­dzy chę­cią, za­mia­rem, wie­dzą, wy­obra­że­niem a wiarą.

Wraz z men­ta­li­za­cją w oko­licy dru­giego roku ży­cia w dziecku kształ­tuje się em­pa­tia, czyli zdol­ność do współ­od­czu­wa­nia. Umie­jęt­ność wczu­cia się w sy­tu­ację dru­giej osoby i od­czu­wa­nia em­pa­tii roz­wi­jamy przez całe ży­cie, wi­dząc i słu­cha­jąc do­świad­czeń oraz hi­sto­rii ży­cio­wych in­nych lu­dzi - za­równo w praw­dzi­wym ży­ciu, jak i ob­cu­jąc z li­te­ra­turą czy in­nymi dzie­dzi­nami sztuki.

Można więc po­wie­dzieć, że czło­wiek nie ro­dzi się fajny, ale jego ro­dzice i inni naj­bliżsi do­ro­śli mają ogromny wpływ na to, czy uda mu się w przy­szło­ści roz­wi­nąć ce­chy, które naj­czę­ściej z "faj­no­ścią" wią­żemy.

Umie­jęt­no­ści faj­nego czło­wieka to ta­kie, które uła­twiają mu prze­by­wa­nie i na­wią­zy­wa­nie re­la­cji z dru­gim czło­wie­kiem i zmniej­szają ry­zyko sa­mot­no­ści oraz łą­czo­nych z nią pro­ble­mów zdro­wot­nych. Dla­tego przy­bi­jam piątkę ro­dzi­com, któ­rzy chcą wy­cho­wać swoje dzieci na szczę­śli­wych, spraw­nie na­wią­zu­ją­cych i utrzy­mu­ją­cych sto­sunki z in­nymi do­ro­słych.

Fajni lu­dzie są rów­nież war­to­ściowi dla in­nych. W każ­dej spo­łecz­no­ści czy gru­pie ci, któ­rzy wy­ka­zują się wy­so­kimi kom­pe­ten­cjami spo­łecz­nymi oraz oka­zują in­nym sza­cu­nek i zro­zu­mie­nie, są ab­so­lut­nie nie­zbędni. Po­tra­fią wczuć się w sy­tu­ację bliź­niego i zro­zu­mieć jego do­świad­cze­nie, a roz­wi­nięte umie­jęt­no­ści spo­łeczne po­zwa­lają im roz­wią­zy­wać kon­flikty, dzięki czemu wspólne ży­cie staje się moż­liwe.

Dba­nie o in­nych i umie­jęt­ność kon­struk­tyw­nego roz­wią­zy­wa­nia kon­flik­tów jest wa­run­kiem prze­trwa­nia ludz­ko­ści - bez tego ży­cie we wspól­no­cie staje się bar­dzo trudne. A bez wspól­noty i związ­ków z in­nymi ludźmi ra­dzimy so­bie w ży­ciu znacz­nie go­rzej.

W swo­jej pracy psy­cho­loga dzie­cię­cego spo­tka­łam się z wie­loma ro­dzi­nami, w któ­rych roz­mowy i dzia­ła­nia - a więc ko­mu­ni­ka­cja mię­dzy ro­dzi­cami i dziećmi - z róż­nych przy­czyn zo­stały po­zba­wione ra­do­ści, a na­wet przy­no­siły cier­pie­nie. Słu­cha­jąc ich, mo­głam za­uwa­żyć, że wszy­scy człon­ko­wie ro­dziny wy­ka­zują chęć i po­trzebę by­cia wy­słu­cha­nym i ko­cha­nym, ale nie­po­ro­zu­mie­nia i błędne in­ter­pre­ta­cje wła­snych i cu­dzych po­trzeb oraz uczuć stają na prze­szko­dzie do za­wią­za­nia po­zy­tyw­nych i ser­decz­nych in­te­rak­cji.

Sama czę­sto my­ślę o swo­jej pracy jak o pracy tłu­ma­cza - tłu­ma­czę na zmianę ro­dzi­ców i dzieci - żeby ich czyny i słowa wy­po­wie­dziane w do­brej wie­rze nie zo­stały źle zro­zu­miane, tylko do­pro­wa­dziły do po­zy­tyw­nej ko­mu­ni­ka­cji. A po­nie­waż po­zy­tywna ko­mu­ni­ka­cja mię­dzy do­ro­słymi a dziećmi, a w szcze­gól­no­ści dzie­lona wspól­nie ra­dość, jest czyn­ni­kiem sprzy­ja­ją­cym zdro­wiu psy­chicz­nemu wszyst­kich człon­ków ro­dziny, wspie­ra­nie jej stało się moim za­da­niem prio­ry­te­to­wym.

Mam na­dzieję, że ta książka po­może ro­dzi­nom w od­na­le­zie­niu po­zy­tyw­nych na­rzę­dzi ko­mu­ni­ka­cyj­nych. Przed­sta­wiam w niej moje spo­strze­że­nia i pro­po­zy­cje roz­wią­zań ade­kwat­nych do sy­tu­acji, z któ­rymi co ja­kiś czas mie­rzy się każdy ro­dzic.

Siłą rze­czy przed­sta­wione w tej książce przy­kłady od­no­szą się tylko do pew­nej czę­ści po­ten­cjal­nych pro­ble­mów. Po­nie­waż każda ro­dzina jest wy­jąt­kowa, po­dane tu przeze mnie wska­zówki nie­ko­niecz­nie spraw­dzą się u każ­dego i w każ­dym kon­tek­ście. Mam jed­nak na­dzieję, że wspo­mogą one was, ro­dzi­ców, w za­sta­no­wie­niu się nad roz­wią­za­niami do­pa­so­wa­nymi do wa­szego dziecka.

Wy­zwa­nia po­le­ga­jące na łą­cze­niu ży­cia ro­dzin­nego z za­wo­do­wym, a także wszelka elek­tro­nika: lap­topy, te­le­fony i pady, wno­szą do współ­cze­snego ro­dzi­ciel­stwa spory ła­du­nek pre­sji. Moim za­mie­rze­niem było na­pi­sać książkę, która sta­nie się przy­dat­nym na­rzę­dziem dla was, ro­dzi­ców, i za­miast zwięk­szać na­cisk na ide­alne wy­cho­wa­nie, zwy­czaj­nie doda wam otu­chy.

Chcę po­dzię­ko­wać moim ko­le­gom i ko­le­żan­kom: Reji La­tvie, Mir­jami Män­ty­maa, Janne'mu Pöyh­täri i Su­san­nie Repo za to, że po­dzie­lili się ze mną prze­my­śle­niami, które mo­głam wy­ko­rzy­stać w pracy nad tą książką.

Tam­pere, li­sto­pad 2018

Ka­ija Pu­ura

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki