Wstęp. Co robić, by postępować słusznie
Powiedzmy sobie otwarcie: córki mogą przysparzać kłopotów. A dzieje się tak dlatego, że są ludźmi. Ty też możesz przysparzać kłopotów. Dotyczy to każdego, ponieważ wprawdzie większość z nas chce postępować właściwie - jako rodzice czy dzieci - lecz mamy również pokusę, by postępować źle.
Ta walka nie jest nowa. Tak naprawdę możemy odnaleźć ją już w Biblii - i to niemal na każdym kroku. Święty Paweł w Liście do Rzymian trafnie sformułował istotę wewnętrznego konfliktu, który przeżywa każdy - mężczyzna czy kobieta, dorosły czy dziecko: "Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę - to właśnie czynię" (Rz 7,15)1.
Kluczowe jest, abyśmy my, rodzice, dostrzegli, że nasze słodkie, niewinne córki zmagają się z taką samą sprzecznością. Nawet w wieku dwóch lat twoja córka wie, co jest ogólnie dobre, a co złe. Intuicyjnie zdaje sobie sprawę, czego nie powinna robić (uderzać swojego małego braciszka w głowę plastikową rakietką), a jednak... i tak to robi. Rodzi się z sumieniem i od maleńkości czuje fundamentalne napięcie pomiędzy robieniem tego, co dobre i tego, co złe. Zmaga się ze swoją wolą, pragnieniem niezależności i psotliwością, której zaznał każdy rodzic małej dziewczynki.
Zadaniem dobrego rodzica jest zrozumieć swoją córkę, pomóc jej zwyciężać w walce sumienia, wspierać ją w pragnieniu tego, co dobre i unikaniu tego, co złe (niezależnie, jak kuszące to zło może się wydawać przez pewien czas). Powinien umieć rozpoznać, kiedy nieposłuszeństwo jest w istocie zabieganiem o uwagę (a wiele autodestrukcyjnych zachowań dziewcząt tym właśnie jest), i być dla niej przewodnikiem wśród nieuniknionych rozczarowań i trudności.
Obecnie trudniej jest być dzieckiem i osobą w wieku dorastania niż kiedyś. Nasza kultura bardzo różni się od kultury panującej choćby dziesięć lat temu i jest często wręcz wroga wobec najlepszych interesów dziecka. Dziewczynki w trzeciej klasie stosują diety. Nauczyciele uczą nasze dzieci, że płeć jest pojęciem płynnym i że ci młodzi ludzie mogą wybrać, czy chcą być chłopcami, czy dziewczętami. Niektóre dziewczynki zaczynają miesiączkować w trzeciej klasie podstawówki, inne mają "chłopaków" w piątej czy szóstej klasie. W ostatnich klasach szkoły podstawowej większość dziewcząt wie, co to jest seks oralny, i mogła oglądać go w filmach pornograficznych, jeśli nie na żywo. Znają się na infekcjach przenoszonych drogą płciową i na antykoncepcji, wiedzą, co to jest aborcja, i jak się powinny "zabezpieczać".
Zanim pójdą do szkoły średniej, będą mieć wiedzę na temat picia i palenia, spania z wieloma osobami, seksie bez zobowiązań; wiele z nich będzie zresztą myśleć, że oczekuje się od nich takiego seksu, nawet jeśli tego nie cierpią (a tak często bywa). Przed rozpoczęciem drugiego roku studiów, o ile nie wcześniej, dziewczęta zetkną się z rówieśniczkami cierpiącymi z powodu lęku i depresji i będą znać przypadki osób w swoim wieku, które popełniły samobójstwo.
Nasze córki i wnuczki stoją przed wieloma niebezpieczeństwami, ale dobra wiadomość jest taka, że my, rodzice i dziadkowie, mamy ogromny wpływ na życie naszych dzieci i na decyzje, które podejmują. A wszystko zaczyna się od tak prostej rzeczy, jak okazywanie uwagi i stwierdzenie faktu, że wartość twojej córki jako osoby jest czymś wrodzonym, a nie czymś, na co musi zapracować. Tę wartość akcentujesz, gdy starasz się, by wasze relacje były pozytywne, dbając o wspólne spędzanie czasu, dając jej odczuć, że znajdujesz przyjemność w przebywaniu z nią, a także okazując, że cieszysz się z jej towarzystwa.
Jakiś czas temu współpracowałam z domem opieki dla dziewcząt sprawiających poważne problemy wychowawcze. Większość z nich trafiała tam pełna złości i buntu. Tym, co naprawdę pomagało im się zmienić, była uwaga dorosłych - której pozornie nie chciały i nie potrzebowały. Przydzieliliśmy im dorosłych wychowawców. Jadły z dorosłymi, pracowały z dorosłymi, dorośli je uczyli. W większości wypadków trwało to tydzień, lecz stopniowo te dziewczęta zaczęły reagować pozytywnie - i doceniły fakt, że są dorośli, którzy się o nie troszczą.
Jeśli chcesz wychować córkę na silną kobietę, zacznij od okazania jej, że się o nią troszczysz. Początek bywa łatwy, gdy jest jeszcze niemowlęciem (lub nie, jeśli płacze przez pół nocy i nie daje ci spać). Kiedy staje się niezręczną nastolatką, może być trudniej (albo i nie, ponieważ nastoletnie dziewczęta potrafią zmiękczyć serca swoich ojców). Kluczowe jest twoje zaangażowanie, obecność, pragnienie zrozumienia jej.
Książka ta jest wynikiem trzydziestu lat mojego pisania, przemawiania, nauczania i praktyki pediatrycznej. Usiłowałam ograniczyć do minimum zapiski, a skupić się na historiach ilustrujących kilka najważniejszych lekcji, jakich się nauczyłam na temat dzieci, a które mogą pomóc tobie i twoim dzieciom czynić to, co właściwe, i prowadzić wspólne życie w zdrowiu i szczęściu.
1 Fragmenty Pisma Świętego cytowane za wydaniem internetowym: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Biblia Tysiąclecia, wyd. 4, Pallottinum, Poznań 2003 (https://biblia.deon.pl/).
Rozdział pierwszy. Znaj jej serce
Spoglądając w dół z kościelnego chóru, zobaczyłam Stefani. Intuicja podpowiedziała mi, że coś jest bardzo nie w porządku. Miała sine usta i powolne ruchy. Choć Stefi nie była moją pacjentką, znałam towarzysko jej mamę, więc po nabożeństwie zbiegłam ze schodów, by przyjrzeć się bliżej dziewczynce. Ośmiolatka była chuda, wymizerowana i blada. Jej mama powiedziała, że mała "wychodzi z niedawnej infekcji wirusowej, która doszła aż do serca". Opisała objawy, jakie miała Stefi, więc odgadłam, że to był koksakiwirus, który powoduje wysypkę, gorączkę, a niekiedy też problemy z sercem. Zasugerowałam, że Stefani potrzebuje dalszego badania przez pediatrę. Jeden z moich przyjaciół, kardiolog, szybko skierował Stefi do Mayo Clinic, gdzie rodzicom powiedziano, że jeśli nie otrzyma wkrótce przeszczepu serca, umrze na niewydolność serca. Umieszczono Stefi na liście oczekujących na przeszczep i nasza mała wspólnota kościelna modliła się za nią z całego serca. Dla niej i jej rodziców rozpoczęła się męka oczekiwania na nowe serce. I to serce się znalazło. Bezinteresowni rodzice Oliviera, siedmioletniego zmarłego chłopca, oddali jego serce do przeszczepu.
Tuż przed operacją lekarz Stefi, doktor Ackerman, przyszedł się z nią zobaczyć. Rozmawiali przez jakiś czas, potem dobrotliwy doktor się z nią pomodlił i zapytał, czy ma jakieś pytania.
- Tak - odpowiedziała. - Czy umrę?
- Nie - odrzekł. - Zobaczysz, będę tańczyć z tobą na balu na zakończenie szkoły średniej!
To była poważna obietnica od lekarza w Minnesocie dla ośmiolatki w Michigan.
Operacja Stefi była bardzo ryzykowna, ale mała dobrze ją zniosła. Przeszczep niezbędnego organu od jednej osoby do drugiej stanowi wielkie wyzwanie. Mogło się zdarzyć, że Stefi odrzuci przeszczep. Musiała zażywać długoterminowo bardzo silne leki, aby zapobiec odrzuceniu cudzego serca przez swoje małe ciało. Leki zawierały sterydy powodujące, że nabrzmiała jak balon. Brała te leki miesiącami, a inne latami, ale nigdy nie słyszałam, aby Stefani czy jej rodzice narzekali na skutki uboczne bądź na cokolwiek, przez co musiała przejść. Pozostała miłą, delikatną osobą o łagodnym głosie.
Stefani przeżyła lata leczenia z siłą i pokorą. Dzisiaj jest pielęgniarką - bardzo dobrą i współczującą. Wyszła szczęśliwie za mąż. A jej bal na zakończenie szkoły? Kupiła piękną suknię, przyjechała na tańce i nagle w tłumie kolegów dostrzegła coś niebywałego. Kilka metrów od niej stał doktor Ackerman. Przyjechał zatańczyć ze Stefi, jak obiecał dziesięć lat wcześniej. Nikt na balu nie mógł uwierzyć własnym oczom, patrząc na drobną dziewczynę z nowym sercem tańczącą z chirurgiem z Mayo Clinic. Stefani żyła z dwoma sercami, ale jedną niezmienną osobowością.
Gdy mówimy o sercu osoby, mamy na myśli o wiele więcej niż jego fizyczne przejawy: nasze serca mogą bić szybciej z ekscytacji, możemy się śmiać, aż rozbolą nas żebra, lub możemy zginać się wpół z bólu. Serca naszych córek oczywiście są fizyczne, ale mówimy tu także o ich emocjach, charakterze i duchowości. Serce - osobowość, jej rdzeń - jest czymś stałym, nawet jeśli przejawy osobowości, uczuć, myśli i emocji stałe nie są. Każda córka pragnie dawać cztery rzeczy, które pochodzą z "serca". Chce dawać miłość. Chce budować silne więzi. Chce się opiekować. I chce być kochana.
We wczesnym dzieciństwie dzieci oczekują od rodziców zapewnienia im silnego poczucia pewności i bezpieczeństwa. Ale w miarę jak maluchy rosną, perspektywa rodziców się zmienia: od pytania, co mogą dać córkom, przechodzą do pytania, co córki powinny dawać innym. Możesz powiedzieć: "Moja córka nie chce okazywać czułości. Traktuje mnie z pogardą. Nie tylko nie zajmuje się swoim młodszym bratem, ale jest wredna dla niego. Jest niemiła nawet dla swoich koleżanek". Tak, wiem, ale... czytaj dalej. Niezależnie od tego, jak bardzo jej potrzeby są ukryte albo jak się zachowuje na zewnątrz, pragnienie dawania miłości i bycia kochaną wciąż spoczywają głęboko w jej sercu jako nieustanna tęsknota. I to powinno dawać ci olbrzymią nadzieję, ponieważ w głębi serca kilkulatki doznającej napadów złości czy uczennicy ostatnich klas podstawówki, która woli pisać na telefonie niż rozmawiać z tobą, czy też nastolatki z tatuażem, która uważa się za buntowniczkę, wciąż kryje się czułość. Może być pogrzebana pod uczuciem złości, rozczarowania, smutku czy zazdrości - i to jest w porządku. Ty, rodzic, masz za zadanie delikatnie kruszyć zapory, jakie córka wzniosła wokół swego serca. Pamiętaj, że ona to serce ma i nadal pragnie dawać i otrzymywać miłość. Nie możesz i nie musisz kontrolować wszystkiego, co robi. Życie nieuchronnie pozostawi na niej kilka blizn. Lecz jeśli będziesz rozumieć jej nieustanne, fundamentalne pragnienia, ostatecznie porozumiecie się nawzajem i wasza relacja zmieni się - być może radykalnie - na lepsze.
Pragnienie #1: kochać
Większości rodziców łatwo przychodzi okazywanie miłości malutkiej córeczce. Tak samo łatwo i naturalnie przychodzi małej córeczce wyrażanie miłości do rodziców poprzez uściski i pocałunki, rysowanie obrazków, i zawstydzenie, gdy złamie rodzicielskie zasady i postąpi niewłaściwie. Wyczuwa, że miłość to droga dwukierunkowa i że jeśli okaże miłość, jest bardziej prawdopodobne, że ją otrzyma.
Gdy miałam około ośmiu lat, mój tata kilka razy zabrał mnie ze sobą do pracy w sobotę rano. To sprawiło, że czułam się kimś szczególnym, i te dobre wspomnienia zostały ze mną na całe życie. Pozwalał mi kręcić się na dużym biurowym krześle, a gdy wychodziliśmy z jego biura w Mass General Hospital, szliśmy do Harvard Square. Palił fajkę - i do tej pory kocham zapach fajki. Zawsze chadzał chodnikiem od strony jezdni, mówiąc, że to mężczyzna zawsze powinien iść bliżej jezdni, tak na wszelki wypadek. Bo ewentualnie to on ucierpi.
Szliśmy do kawiarni, gdzie zamawiał kawę, a ja gorącą czekoladę, I oboje jedliśmy baba au rhums (drożdżowe ciastka nasycone rumem i cukrem, pokryte bitą śmietaną). Prawdę mówiąc, nie lubiłam ich. Miałam osiem lat. Lubiłam takie ciastka jak ho hossy i twinkies. Ale i tak je zjadałam, aby pokazać tacie, że go kocham.
Będąc dzieckiem, zaliczałam się do tych szczęśliwych. Nigdy nie wątpiłam w miłość taty do mnie. Czy dawałam mu śmieszny rysunek, czy psa, którego uszyłam z filcu, uśmiechał się z wdzięcznością i mówił: "bardzo ładny", choć nie przypominam sobie, aby moje wytwory długo pozostawały w naszym domu.
Gdy mała córeczka okazuje ci miłość, jesteś dla niej sprawdzianem. Czy także okażesz jej miłość, czy ją zignorujesz? Czy też ją pocałujesz, czy się odwrócisz? Gdy przyniesie ci swoje rękodzieło, czy zatrzymasz się, by je podziwiać, czy pomachasz jej ręką, pogrążony w swym telefonie? Jeśli odpowiesz miłością na miłość swojej córki, będzie bardziej ufać innym i jej serce pozostanie czułe. Lecz jeśli jej zabiegi zostaną odrzucone, zacznie stawiać mur wokół swego serca i wycofa się w obawie przed ponownym zranieniem. Powiedzmy sobie szczerze - wszyscy sprawiamy zawód swoim dzieciom, przynajmniej od czasu do czasu. Nie możemy reagować rozradowaniem na każdy gest miłości. Rzecz nie w tym, aby być doskonałym; rzecz w tym, by być obecnym - fizycznie, mentalnie i emocjonalnie - i zapewniać ogólne poczucie miłości i wzajemnego szacunku. Szczere serce jest wszystkim, czego potrzeba twojej córce. Postępuj jak najlepiej i nie myśl o błędach.
Pragnienie #2: tworzyć silne więzi
Córka będzie odruchowo starać się tworzyć więzi z rodzicami w pierwszych latach życia. Jeśli właściwie odpowiesz na jej zabiegi i zaspokoisz jej potrzeby, będzie się czuć bezpiecznie. Jednak jeśli będziesz ją ignorować lub złościć się na nią i będzie się to często powtarzać przez pierwsze trzy lata jej życia, może mieć kłopot z budowaniem zdrowych relacji w przyszłości.
Idea "rodzicielstwa bliskości" została spopularyzowana przez przełomową pracę brytyjskiego psychiatry dra Johna Bowlby'ego, który badał nieprzystosowane dzieci i doszedł do wniosku, że niepowodzenie dziecka w zbudowaniu silnych więzi z matką było przyczyną późniejszych problemów emocjonalnych i psychologicznych1. Jedna z jego studentek, dr Mary Ainsworth, kontynuowała badania i pomogła potwierdzić wnioski lekarza, stając się jedną z najbardziej szanowanych postaci w dziedzinie psychologii dziecięcej.
Praca doktora Bowlby'ego, Ainsworth i dr Mary Main (studentki Ainsworth) ostatecznie doprowadziła do wyodrębnienia czterech stylów przywiązania2.
W bezpiecznym stylu przywiązania dzieci ufają rodzicom (lub opiekunom, takim jak nianie), że ci zareagują na ich potrzeby. Takie dzieci generalnie dochodzą w życiu do większych sukcesów i mają zdrowsze relacje.
Lękowo-ambiwalentny styl przywiązania występuje wówczas, gdy dziecko tęskni za bezpieczeństwem i ochroną, ale zarazem boi się zaniedbania ze strony rodziców i nie uspokaja się, gdy otrzymuje ich uwagę. Lgnie do rodziców z obawy przed rozdzieleniem z nimi i samotnością. Paradoksalnie, mimo że lgnie do rodziców, wcale nie polega na nich emocjonalnie.
Lękowo-unikający styl przywiązania polega na tym, że dziecko zamyka się emocjonalnie, aby obronić się przed bólem, a nawet unika swoich rodziców.
Zdezorganizowany styl przywiązania ma natomiast miejsce wtedy, gdy dziecko jest podejrzliwe wobec swoich rodziców lub opiekunów, izoluje się od innych, bywa gniewne i agresywne.
Teoria przywiązania ma wiele aspektów, przywołuję ją po to, by podkreślić prostą prawdę: twoja córka pragnie zdrowej relacji z tobą, a zaczyna się ona od zapewnienia jej konsekwentnego wsparcia emocjonalnego i uwagi. Jeśli jej to dajesz, to już sporo dokonałeś w zakresie zagwarantowania córce dobrego życiowego startu.
Wielu rodziców (zwłaszcza matek, a w szczególności tych pracujących na pełen etat) martwi się o budowanie prawidłowych więzi ze swoim dzieckiem. Niektórzy martwią się, czy nie jest na to za późno. A inni (znowu, przeważnie matki) doznają pokusy zbytniej bliskości z córkami. Pytanie za milion dolarów brzmi zatem następująco: co zrobić, żeby się udało.
Bowlby skupił się na bliskości dziecka i matki, ponieważ w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku, gdy przeprowadzał sporą część swojej pracy, większość matek zostawała w domu z dziećmi, a ojcowie pracowali poza domem. Lecz czasy oczywiście się zmieniły i ojcowie mogą tworzyć piękne więzi ze swymi dziećmi. Byłam tego świadkiem w wielu rodzinach, także w swojej. Gdy dwójka naszych najstarszych dzieci była mała, mój mąż lekarz przebywał wraz nimi w domu, a ja kończyłam specjalizację pediatryczną. Trwało to trzy i pół roku i martwiło mnie, że w środku nocy dziewczynki chciały, aby to on je uspokajał, nie ja. Dzięki okolicznościom i z konieczności uznawały go za bardziej kochającego, współczującego opiekuna, ponieważ zawsze spełniał ich potrzeby. I on, i dzieci zbudowały bardzo zdrowe więzi. A ja? Nadal jestem blisko ze wszystkimi dziećmi, pomagam nawet zajmować się wnukami. Nadrobiłam większość straconego czasu najlepiej jak mogłam - kiedy już mogłam. Zdrowe więzi nie są żadną filozofią; każdy rodzic potrafi je zbudować, jeśli przesadnie ich nie analizuje. To przesadne analizowanie stanowi problem rodziców, którzy budują zbyt silne więzi z córkami; pozwalają, by córki stały się centrum ich świata, a inne relacje przestają się liczyć. Wszyscy spotkaliśmy takich rodziców: nie przestają mówić o swoich dzieciach, zachowują się, jakby sukcesy ich dzieci były ich własnymi. Jeśli nie czujesz się całością bez swego dziecka, jeśli mierzysz własną wartość w kategoriach osiągnięć dziecka, jeśli masz potrzebę, by dziecko było przy tobie większość czasu, wówczas prawdopodobnie jest między wami niezdrowa więź. To powszechny problem i może wystąpić u wielu kochających, mających najlepsze intencje rodziców. Rodzice bardzo starają się postępować właściwie, ale czasem wpadają w przesadę i stają się zależni od aprobaty i sukcesu swoich dzieci. A brutalna prawda jest taka, że córki potrzebują rodziców, ale rodzice mogą żyć bez swych córek. I wszyscy rodzice powinni pamiętać, że córki w końcu opuszczą ich dom. Najlepszym sposobem, aby uniknąć zbyt silnych więzi, jest kochać córkę i być w pobliżu, gdy cię potrzebuje, ale żyć swoim życiem (i pozwalać jej żyć jej własnym) i nie wpadać w obsesję na punkcie swego dziecka. Tak właśnie dzieci - i ich rodzice - uczą się dojrzewać w zdrowy sposób.
Na drugim biegunie są dziewczynki, które spędzają pierwsze lata życia w nieodpowiednio prowadzonych sierocińcach, gdzie są rażąco zaniedbywane i źle traktowane. Jako małe dzieci uczą się, że płacz nie spowoduje, że ktoś im da jeść, poświęci uwagę, okaże czułość. Więc przestają płakać i po upływie kolejnych miesięcy przestają w ogóle okazywać emocje. Dorastając, mogą przejawiać zachowania antyspołeczne, ponieważ nigdy nie wytworzyły pozytywnych więzi z rodzicami, które dają dzieciom poczucie bezpieczeństwa i pewności. Pewna moja dziewięcioletnia pacjentka sześć miesięcy wcześniej została zaadoptowana z sierocińca za granicą przez cudowną rodzinę. Miała kłopoty w szkole, nie mogła zawrzeć przyjaźni (wdawała się w kłótnie, które sama rozpoczynała), odmawiała uczestnictwa w szkolnych zajęciach, była niekomunikatywna lub złościła się w domu. Skłoniłam dziewczynkę do rozmowy ze mną i przekonałam się, że sierociniec zasadniczo był prowadzony przez starsze dzieci - nastolatków, którzy terroryzowali młodsze dzieci, i że niektóre dziewczynki były napastowane seksualnie przez nastoletnich chłopców.
To było przerażające, ale adopcyjna matka miała nadzieję, że dając jej dużo miłości i wsparcia sprawi, że nowa córka "wydobrzeje" po cierpieniu, jakiego zaznała tak wiele we wczesnym dzieciństwie.
- Myślę, że jedyne uczucie, z którym ona czuje się komfortowo, jest gniew - wyznała mi. - Nigdy się nie uśmiecha. Nie pozwoli się uściskać czy pocałować. Ciągnie rówieśniczki za włosy. I jest po prostu wredna dla swego rodzeństwa. Właśnie ostatnio pobiegła z kijem do bejsbola za swoim dwunastoletnim bratem i próbowała go uderzyć. Był naprawdę przestraszony.
Matka zamartwiała się i szukała jakichkolwiek sposobów, by pomóc córce. Przeszła wiele trudnych chwil, ponieważ córka wdała się w narkotyki i seks, i prawie uciekła z domu. Jednak jej rodzice trwali przy niej i korzystali z pomocy psychologa. A gdy dziewczyna przeszła przez wiek nastoletni, pozwoliła sobie wreszcie na okazywanie pragnienia miłości - odrobinę za każdym razem.
Postawię sprawę jasno: nie wszystkie dzieci wychowywane w sierocińcach lub rodzinach zastępczych mają zaburzenia więzi. Poznałam setki odpornych dzieci, które pochodziły z okropnych środowisk, a po ich opuszczeniu prowadziły zdrowe i produktywne życie. Mój przekaz jest natury ogólnej: jeśli czujesz, że twoja córka może mieć zaburzenia więzi, porozmawiaj o tym z psychologiem lub lekarzem.
Pragnienie #3: opiekować się
Od wczesnego dzieciństwa dziewczynki bardziej interesują się relacjami niż chłopcy. Chłopcy lubią przedmioty, które przemawiają do nich wizualnie. Dziewczynki szukają interakcji; chcą się komunikować, odczuwać i dawać czułość.
Niektórzy psychologowie powiedzą, że dziewczynki wolą lalki od ciężarówek, ponieważ tak zostały nauczone, ale to nieprawda. I gdy zobaczysz, jak dziewczynka bawi się lalką, po części zrozumiesz dlaczego: prawdopodobnie będzie ją przytulać, ubierać, udawać, że ją kąpie. Będzie wykorzystywać lalkę, aby wyrazić pragnienie kochania, okazywania czułości, opiekowania się. Każdy rodzic, który wychowywał zarówno syna, jak i córkę wie, że chłopcy mają bardzo różne zainteresowania, zestawy umiejętności i sposoby komunikacji. A jeśli pragniesz naukowego poparcia tego, co sam obserwujesz, możesz odwołać się do ekspertów, takich jak na przykład dr Leonard Sax, który napisał znakomitą książkę Why Gender Matters, Second Edition: What Parents and Teachers Need to Know about the Emerging Science of Sex Differences (Dlaczego płeć ma znaczenie. Wydanie drugie: co rodzice i nauczyciele powinni wiedzieć o rozwijającej się nauce o różnicach między płciami)3. Cytując liczne rzetelnie przeprowadzone studia naukowe, autor pokazuje, że dziewczynki widzą, słyszą i przetwarzają informacje w sposób zupełnie odmienny niż chłopcy. W pierwszych latach nie są to jaskrawe różnice, lecz możliwe do udowodnienia psychologicznie i genetycznie.
Odkładając na chwilę lalki na bok, podobne reakcje obserwuje się u dziewczynek bawiących się pluszowymi zwierzakami. Będą podnosić zabawki i gruchać nad nimi. Ich pragnienie okazywania dobroci i opiekowania się cały czas jest widoczne. Widzą kaczki na wodzie i chcą zabrać je do domu i wychowywać. Jeśli znajdą rannego ptaka, królika czy nawet ropuchę na podwórku, będą je karmić i troszczyć się o nie, aż je wyleczą. Przeżyj jakiś czas ze swą córką, a zobaczysz, jak jej pragnienie okazywania dobroci co rusz wypływa na powierzchnię w każdej dziedzinie, od własnoręcznych wyrobów dawanych w prezencie do rysunków wyrażających miłość do ciebie.
Gdy Katherine miała osiem lat, została przyjęta do miejscowego szpitala dziecięcego na operację oczu. Przed przyjęciem zapytała mamę, czy może zabrać swojego ulubionego pluszaka.
- Oczywiście - odparła mama.
Operacja powiodła się i podczas rekonwalescencji Katherine zauważyła, że większość innych dzieci na oddziale nie ma pluszaków do zabawy - ani kudłatych psiaków, ani niedźwiadków o gładkiej sierści, ani milutkich małpek.
- Mamo, żal mi tych dzieci - wyznała dziewczynka.
Katherine została wypisana ze szpitala, ale jej troska o inne dzieci się nie skończyła. Poprosiła mamę o zakup kilku pluszaków, by wysłać je do szpitala, i tak zrobiły. Lecz to było za mało. Katherine starała się o datki - od przyjaciół, rodziny, nawet od obcych. W ciągu kilku miesięcy jej mama przywiozła tysiące zabawek do szpitali w całym Michigan - zanim jeszcze Katherine poszła do trzeciej klasy. Oczywiście, Katherine była nietuzinkowa, w tak młodym wieku zmieniając życie tylu dzieci na lepsze. Ale większość dziewczynek ma w sobie podobny zmysł współczucia, nawet jeśli wyraża się on w mniejszej skali.
Dziewczynki wychowywane w szczęśliwych rodzinach na ogół z łatwością okazują dobroć, ale historia Katherine uczy innej lekcji. Jej rodzice byli po rozwodzie, jednak utrzymywali przyjazne stosunki, wychowując wspólnie swoją córkę. Perfekcja, powtórzę raz jeszcze, nie stanowi celu. Zresztą, nie można jej osiągnąć. Celem jest robić to, co się da, jak najlepiej. I jeśli tak będziemy czynić, pomożemy wydobyć z naszych córek najlepsze dary, jakie mogą komuś ofiarować: dobroć, cierpliwość, miłosierdzie. Nieprzypadkowo jest tak wiele pielęgniarek i opiekunek w domach pogodnej starości.
Poznałam kobietę o imieniu Brenda, która pracowała w domu pogodnej starości, gdzie mój ojciec cierpiący na demencję spędził ostatnie lata życia. Brenda dużo mówiła o swojej rodzinie. Była jedną z siedmiorga rodzeństwa, wychowała się w tradycyjnej polskiej rodzinie katolickiej. Każde z dzieci miało swoje zadanie - ona została rodzinną kucharką. Bardzo lubiła wspominać swoje dzieciństwo. Opowiadała o polowaniach z ojcem i przyrządzaniu dziczyzny dla całej rodziny.
- Mój tata jest dobrym człowiekiem - powiedziała. -Pracował ciężko i dlatego nie zawsze był w domu, ale gdy był, wiedzieliśmy, że jest z nami, bo tego chce. To naprawdę było ważne. Wynagradzało czas, gdy był z dala od nas, w pracy.
Brenda opowiadała także o swojej mamie. Pracowała na miejscowej farmie przy zbiorze plonów i sprzedaży warzyw.
- Mieliśmy mało pieniędzy, ale widziałam, jak mama robi zawsze miejsce dla jeszcze jednego głodnego dziecka czy cierpiącego sąsiada. Była dobra, pracowała ciężko, i była surowa.
Brenda przyczyniła się do ocalenia życia mojemu ojcu. Pewnego popołudnia wybuchł pożar w kuchni domu pogodnej starości. Zanim przyjechałam, mój ojciec i inni mieszkańcy - na wózkach, zdezorientowani - czekali ustawieni w szeregu na parkingu. Brenda policzyła ich, przekonała się, że brakuje jednego, i pobiegła do płonącego budynku, by ratować niewidomą kobietę.
Gdy straż pożarna opanowała sytuację, podeszłam do Brendy i zapytałam, jak wydostała z łóżka mojego ojca ważącego dziewięćdziesiąt kilo, posadziła go na wózek i wywiozła z budynku.
- Jestem dobrze przeszkolona - rzuciła. - Mama zawsze uczyła mnie, że jeśli ktoś potrzebuje pomocy, nie myśli się dwa razy. I chyba to mi zostało.
- Niewątpliwie - przyznałam. Patrząc na jej posturę, metr pięćdziesiąt siedem wzrostu i czterdzieści pięć kilo wagi, musiałam jeszcze raz zapytać: - Ale jak to zrobiłaś?
- Podniosłam go i wrzuciłam na wózek.
- Nie! To niemożliwe.
- Tak jak mówiłam, jestem dobrze przeszkolona - powtórzyła z uśmiechem.
Myślę, że to było niedopowiedzenie roku.
Tamtego dnia Brenda ocaliła życie mojemu ojcu z jednego powodu: miała serce córki. Przez lata patrzyła i uczyła się, kochała i troszczyła się. Tak ją wychowano. Nie miało znaczenia, że jej oboje rodzice pracowali. Nie czuła się zaniedbana, nie czuła gniewu. Wiedziała, że się o siebie wzajemnie troszczą, i to wyostrzyło jej własne pragnienie troski i współczucia.
Pragnienie #4: być kochaną
Nie wszystkie prawdy pochodzą z podręczników medycznych. Niektóre można wysnuć z literatury, filozofii czy Biblii. Według Biblii Bóg stworzył ludzkość, ponieważ chciał mieć z nami relacje. Nie stworzył nas, myśląc, że to dobry pomysł. Zrobił to, bo nawet On, który nie potrzebuje nic, poza sobą, chciał nas.
Pomyśl o tym. Najważniejsza księga cywilizacji zachodniej twierdzi, że zostaliśmy stworzeni do relacji z Bogiem i sobą nawzajem. W centrum Starego i Nowego Testamentu leży myśl, że Bóg nas kocha i pragnie być blisko nas. W tradycji judeochrześcijańskiej najważniejszej rzeczy nie stanowią ani kariera, ani bogactwa czy osiągnięcia w świecie. Najważniejsze to mieć bogate i satysfakcjonujące relacje z innymi ludźmi i oczywiście z Bogiem, który nas stworzył. Lekarze - a zwłaszcza może pediatrzy - wiedzą, że relacje są bardzo istotne dla emocjonalnego, duchowego i mentalnego dobrostanu pacjentów, a istnieje mnóstwo badań wskazujących, że osoby chodzące do kościoła wiodą zdrowsze, szczęśliwsze życie - może dlatego, że życie religijne pomaga tym relacjom4. Badania nad rozwojem dzieci także wykazują rzeczy oczywiste: że silne przyjaźnie z poszczególnymi osobami (nie po prostu grupy rówieśnicze) podnoszą poczucie własnej wartości dorastającej dziewczyny i obniżają ryzyko wystąpienia lęku i depresji5. Jak powiedział Arystoteles (na długo przed udowodnieniem przez badaczy, że miał rację):
Także w ubóstwie i we wszystkich nieszczęściach jedyną ucieczką są - wedle powszechnego mniemania - przyjaciele. Przyjaźń dopomaga młodzieńcom do unikania błędów, starszych otacza opieką i uzupełnia ich pracę w tym, co przerasta ich nadwątlone siły; i tych w kwiecie wieku pobudza do pięknych czynów6.
Dziewczęta potrzebują prawdziwych przyjaźni, a te przyjaźnie mogą ratować życie. Nigdy nie zapomnę rozmowy z szesnastoletnią Melanie. Była u mnie na rutynowym badaniu, ale chciała porozmawiać o czymś innym.
- Pani doktor, mam koleżankę, która ma problem i nie wie, co z tym począć. To naprawdę mnie martwi.
- Opowiedz mi o tym - zachęciłam.
- Otóż, byłyśmy na imprezie z chłopakiem. Nie powinnyśmy tam iść. Jego rodziców nie było w mieście i przyszło do niego trochę kolegów, i działy się różne rzeczy. Myślę, że moja koleżanka może mieć kłopoty. Jeśli pani powiem, nie powie pani moim rodzicom, prawda?
- Cóż, Melanie, to zależy. Jeśli twoja koleżanka potrzebuje fachowej pomocy, będę musiała porozmawiać z jej rodzicami, a może nawet z twoimi. Jeśli ma poważne kłopoty, obie chcemy jej pomóc, prawda?
- Myślę, że tak... - Zawahała się, ale w końcu powiedziała: - No dobrze, to było tak: ludzie pili na imprezie. Niektórzy byli naprawdę nawaleni. To było dość okropne. W każdym razie mojej koleżance podobał się jeden chłopak, który pił. Uważam, że to palant, ale ona mnie nie słuchała.
Melanie odczekała kilka chwil, a ponieważ nie reagowałam, kontynuowała:
- Cóż, spytał ją, czy chce z nim uprawiać seks. Ona nie chciała, ale nie chciała też zranić jego uczuć. Więc się zgodziła. Wyszli do innego pokoju. Miała z nim seks oralny. Dziewczyny tak właśnie robią. Ale to jeszcze nie jest najgorsze.
Znów zrobiła przerwę, po której opowiadała dalej:
- Kiedy już było po wszystkim, on wstał i zostawił ją samą w pokoju. Myślę, że powiedział kolegom. Przyszło do niej więcej chłopaków. Powiedzieli, że też chcą z nią uprawiać seks. Bała się. Chyba z pięciu chłopaków zmusiło ją do seksu oralnego. Potem przyszła do mnie i poprosiła, żebym ją zabrała do domu. Była strasznie zdenerwowana i bała się spotkania ze swoimi rodzicami, więc poprosiła mnie, żeby mogła u mnie przenocować. Płakała prawie całą noc. Nie wiedziałam, co robić. To się zdarzyło w zeszły weekend. Nadal jest bardzo zdenerwowana i nie chce chodzić do szkoły. Nie chce spotkać tych chłopaków. Jest jej tak bardzo wstyd. Cały czas płacze i nie chce z nikim rozmawiać.
- Rozumiem, że jej rodzice nadal nie wiedzą.
- Nie. Jej tata by wyszedł z siebie, a ona nie chce kazania. Już czuje się winna i okropna, bo zawiodła rodziców. Nie wiem, co mam robić.
- Melanie, zrobiłaś odważną rzecz. Ci chłopcy popełnili przestępstwo i będą musieli za nie odpowiedzieć, a twoja przyjaciółka potrzebuje pomocy w sprawie skutków emocjonalnych, a może i fizycznych, tego, co się stało. Postąpiłaś jak dobra przyjaciółka. Teraz muszę zadzwonić do jej rodziców i do twoich. Początek będzie trudny. Ale skoro tylko się tym zajmiemy, będzie lepiej.
Chłopcy zostali skonfrontowani i postawiono im zarzuty. U przyjaciółki Melanii zdiagnozowano zespół stresu pourazowego. Lecz dzięki Melanie otrzymała potrzebną pomoc, która być może ocaliła ją od poważnej depresji, może nawet od samobójstwa. Widziałam niejedną dziewczynę, którą podobne okoliczności przywiodły do samookaleczania się lub właśnie samobójstwa.
Twoja córka potrzebuje przyjaciółek takich jak Melanie, które będą przy niej stać i dodawać jej sił. Przyjaciółek, którym może się zwierzyć ze swego zagubienia, swoich sekretów, najczarniejszych obaw i rzeczy, o których może bać się powiedzieć tobie. Wypowiedzenie ich może poprawić sytuację.
Psychologowie od dawna wiedzą, że przyjaźnie dziewcząt są zupełnie inne niż przyjaźnie chłopców. Dziewczęta lubią rozmawiać, komunikować się. Chłopcy wolą razem coś robić. Gdy dziewczęta doznają stresu, uwalnia się hormon, oksytocyna. Ten hormon wyzwala zjawisko nazywane "zatroszcz się i zaprzyjaźnij", które skłania kobiety do łączenia się w grupki z przyjaciółkami7. (Ten sam rodzaj stresorów może spowodować u mężczyzn reakcję "uciekaj albo walcz").
Ponownie wracamy do kobiecego pragnienia, aby opiekować się i troszczyć, kochać i być kochaną. Tak jak twoja córka potrzebuje miłości przyjaciół, potrzebuje także twojej miłości. Dziewczęta, które w domu nie znajdują miłości, będą jej szukać gdzie indziej, często w niebezpiecznych okolicznościach, jak przyjaciółka Melanie. Dziewczęta, które otrzymują miłość od rodziców, są pewne siebie, mają poczucie bezpieczeństwa oraz odpowiednie poczucie własnej wartości. Są też lepiej przygotowane, by odpowiedzieć "nie" na presję rówieśniczą. Podstawowy fakt jest taki: żadna dziewczyna nie może dobrze się rozwijać, jeśli nie czuje miłości. Musi być zdolna do dawania miłości (tak zwyczajnie, na przykład poprzez uściskanie ciebie) i otrzymywania jej (przyjmując od ciebie uścisk czy całus w policzek). Dlatego właśnie my, rodzice, jesteśmy tak niezmiernie ważni dla córek. Musimy dać im do zrozumienia, że je kochamy w każdej sytuacji. Potrzebują naszej rodzicielskiej uwagi i akceptacji z dnia na dzień i muszą czuć, że mają kilku dobrych przyjaciół czy przyjaciółek, na których mogą polegać. Być rodzicem córki to po prostu rozpoznawać nieustanne pragnienia jej serca i pomagać jej w ich zaspokajaniu. Dobra wiadomość jest taka, że każda córka pragnie dobrej relacji z tobą, jej rodzicem. W tej książce postaram się pokazać ci, jak tę relację uczynić lepszą.
1 Courtney Ackerman, What is Attachment Theory? Bowlby's 4 Stages Explained, PositivePsychology.com, 27 kwietnia 2018, https://www.scribd.com/document/765379329/What-is-Attachment-Theory-Bowlby-s-4-Stages-Explained.
3 Leonard Sax, Why Gender Matters, Second Edition: What Parents and Teachers Need to Know about the Emerging Science of Sex Differences, Doubleday, New York 2017.
4 Harold G. Koenig, Religion, Spirituality, and Health: The Research and Clinical Implications, "ISRN Psychiatry", 16 grudnia 2012, https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC3671693/.
5 Rachel K. Narr i in., Close Friendship Strength and Broader Peer Group Desirability as Differential Predictors of Adult Mental Health, Child Development, 21 sierpnia 2017, https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC5821600/.
6 Arystoteles, Etyka nikomachejska, PWN, Warszawa 1982, s. 282.
7 Shelley E. Taylor i in., Biobehavioral Responses to Stress in Females: Tend-and-Befriend, Not Fight-or-Flight, "Psychological Review" 107, nr 3 (2000), s. 411-429.