ROZDZIAŁ 1
Twoja rola do odegrania
Kiedy wielbimy Boga tak, jak należy, wtedy dopiero słuchają [nas] narody.
Edmund Clowney
Przeżywałem trudny okres w kościele po swoim nawróceniu. Szczerze mówiąc, było sporo rzeczy, które mi się nie podobały. Poddałem swoje życie Jezusowi niedługo po ukończeniu college'u i od razu zagłębiłem się w Biblię. Nie miałem pojęcia, co robię, ale wiedziałem jedno: to, co obserwowałem, wchodząc do kościoła, w małym stopniu przypominało to, co dostrzegałem, czytając Biblię.
Zachodziła totalna dychotomia między tym, co przeżywałem w swojej sypialni sam na sam z Bogiem, a tym, co widziałem z ławki, kiedy odwiedzałem kościoły. Teraz wyznaję, że byłem bardziej krytyczny, niż powinienem w czasie wczesnych lat mojej podróży z Bogiem. Ale On w końcu poradził sobie ze mną i z moim krytycyzmem w sposób niebudzący wątpliwości. Niemniej jednak miałem rację, co do jednego...
Kiedy spędzałem czas sam na sam z Bogiem, byłem ważną częścią równania. Usługiwałem Bogu, a On usługiwał mi. I kiedy trwałem w Nim, razem usługiwaliśmy ludziom. Kiedy byłem w kościele, czułem, jakbym prawie w ogóle się nie liczył. To, czy się pojawiłem, czy nie, miało niewielkie znaczenie. Ktoś inny wykonywał całą służbę za mnie, a ja siedziałem i wierciłem się.
Wyglądało na to, jakby główną rolą zgromadzenia było stanowić audytorium dla wystąpienia kaznodziei.
To wszystko wydawało się surrealistyczne, wprowadzające jakby w stan uśpienia i trochę pokręcone.
Nie wiedziałem, że moje odczucia w związku z tym, były skutkiem Bożego powołania dla mojego życia. Bóg także i ciebie wzywa do tego, abyś był kimś więcej niż tylko odbiorcą. On powołał nas, abyśmy byli sługami Jego łaski. Niepodkreślanie tego powołania w kościele albo okaleczy nas nudą lub samozadowoleniem, albo sfrustruje wskutek braku zaangażowania. Dlatego powołania tak wielu ludzi są uśpione. Stali się oni widzami - przyglądającymi się temu, jak inni ludzie realizują Boże marzenia odnoście ich życia.
Niektórzy ludzie wykorzystują jednak owo niezadowolenie jako bodziec do działania. Ci znajdują sposoby, by robić to, do czego zostali powołani, nawet jeśli oznacza to odchodzenie od tradycyjnych sposobów i modeli "kościoła" oraz rozwijanie się w innym kierunku.
Jestem przekonany, że Bóg nie chce, abyśmy byli zadowoleni takim status quo. Stworzył nas do działania, do chwały, do zwycięstwa, dla mocy i dla siebie samego.
A my zostaliśmy duchowo uśpieni przez powtarzaną nam przez dwa tysiące lat prawdę zasłyszaną z drugiej ręki - 2000 lat karmienia łyżeczką i niedożywienia.
Cóż, drogi Czytelniku, czas się obudzić i zamienić łyżeczki na miecze. Dziś wzywam cię, abyś zaczął służyć Bogu. Masz rolę do odegrania w Bożym planie. Ale żeby ją odegrać, musisz nauczyć się uwielbiać.
KIM JESTEM?
Zanim zagłębimy się w uwielbienie, musimy położyć fundament - dlaczego ma ono takie znaczenie dla każdego z nas osobiście.
Wiele zostało napisane na temat tożsamości. Pytanie brzmi, kim tak naprawdę jesteśmy i do czego każdy z nas został wyposażony - ponieważ to jest podstawową motywacją do każdego działania, jakiego podejmujemy się w życiu. Na przykład ktoś, kto uważa się za gitarzystę, będzie czynić starania prowadzące do sukcesu i wypromowania się jako muzyk. Powiedz tej osobie, że nie ma zdolności, by grać w grupie uwielbienia, a odczuje coś więcej niż tylko odrzucenie. Przeżyje kryzys tożsamości.
Jest gitarzystą. Jeśli nie gra na gitarze, jaki z niego pożytek? Do czego został stworzony, jeśli nie do grania na gitarze? Czy był w błędzie przez cały ten czas?
Większość ludzi wierzy, że ich funkcja definiuje ich tożsamość. Jeśli gram na gitarze, muszę być gitarzystą. Jeśli potrafię grać w baseball, muszę być baseballistą. Jeśli jestem sopranistką, moim przeznaczeniem musi być śpiewanie solówek w każdym kościelnym uwielbieniu.
Cóż, to głupie. Gdyby moja funkcja decydowała o mojej tożsamości, miałbym poważne problemy z każdym, kto stawiałby mi przeszkody na drodze do używania moich darów. Oczywiście, tak się nigdy się nie dzieje, prawda? Wręcz przeciwnie, wiele kościelnych wojen miało swój początek w związku z tym właśnie problemem.
Jako że często mamy dziwne i niejasne spojrzenie na nasze cele życiowe i na temat tego, co je determinuje, mamy też niespójny religijny pogląd na siebie samych. Pozwól, że zadam ci pytanie: Czy chcesz być użyty przez Boga?
Większość chrześcijan odpowiedziałoby dźwięcznym "tak!".
Pozwól, że zadam ci kolejne pytanie: Czy chcesz być użyty przez twojego współmałżonka? Chcesz być użyty przez twoich przyjaciół? Chcesz być użyty przez twój Kościół? Chcesz być użyty przez swój rząd?
Nie ma mowy! Kiedy używasz kogoś, traktujesz go jak narzędzie, a nie jak osobę.
Mam dla ciebie dobrą wiadomość. Bóg nie chce cię używać. On chce ciebie znać. Chce, żebyś ty Go znał. Bóg użył faraona, ale znał Mojżesza. Bóg użył Saula, ale znał Dawida. Bóg użył Judasza, ale znał Jezusa.
Bóg nie stworzył cię po to, żeby cię używać. On stworzył cię, żeby cię poznać.
Nadal postrzegamy siebie jako narzędzia w Bożych rękach - obiekty, których On może użyć. Na początku swojej drogi chrześcijańskiej wołałem w modlitwie: "Boże, użyj mnie! Chcę być Twoim ulubionym młotkiem. Użyj mnie do budowania Twojego Królestwa! Użyj mnie do burzenia warowni ciemności. Użyj mnie do wbicia kołka w głowę diabła!". (Czy możesz stwierdzić, że jestem pasjonatem?) Źle to rozumiałem. Bóg może użyć CZEGOKOLWIEK, ale posłał swojego Syna, by mógł mieć relację z LUDŹMI, którzy wierzą - a nie z przedmiotami.
Religia uczy nas postrzegania siebie jako narzędzi. Jeśli dobrze nam idzie, zadowalamy Boga i jesteśmy dla Niego przydatni. Jeśli kiepsko nam idzie, stajemy się bezużyteczni i możemy zostać odstawieni na bok lub wyrzuceni. Bóg użyje innego narzędzia, które działa lepiej niż my.
Jest problem w byciu narzędziem. Kiedy mój młotek się zepsuje, jaki mam z niego pożytek? Jeśli nie spełnia funkcji młotka: nie może budować i niszczyć, jaki jest sens z posiadania go? Jest śmieciem. Rupieciem. Zajmuje niepotrzebnie miejsce. Nie trzymam zepsutych młotków. Wyrzucam je - tak jak religia uczy nas, że Bóg wyrzuci nas, kiedy nie będziemy już funkcjonować właściwie.
Przyczyną, dla której ludzie zostają zranieni przez kościół, jest to, że liderzy traktują ich jako przedmioty, a nie osoby. Kiepscy przywódcy myślą, że ludzie są jednorazowi.
Taka jest religia. Religijne serce mówi: "Muszę wykonać swój obowiązek, żeby być wartościowym dla Boga". Uwielbienie jest czymś odwrotnym niż religia. Serce pełne uwielbienia mówi: "Jezus udowodnił, że jestem cenny dla Boga. Służę Mu, ponieważ On też jest cenny dla mnie".
Religia uczy nas, że nasze funkcje określają naszą wartość i tożsamość (jestem, bo robię). Uwielbienie uczy nas, że nasza tożsamość określa naszą wartość i funkcję (robię, bo jestem). A Bóg określa naszą tożsamość.
Bóg poświęca wiele miejsca w Biblii na nauczanie o tym, kim tak naprawdę jesteśmy. Jesteśmy dziećmi Bożymi, przyjaciółmi Boga, kimś więcej niż zdobywcami; jesteśmy wybrani i umiłowani; jesteśmy obywatelami nieba, odkupionymi, świętymi; jesteśmy narodem świętym i królewskim kapłaństwem (to tylko kilka przykładów). Każda cecha składająca się na naszą tożsamość mówi nam trzy rzeczy: jak Bóg nas widzi, jak bardzo nas ceni i jak my możemy Mu służyć.
Na kolejnych stronach pogłębimy te tematy. Ale na potrzeby odkrywania uwielbienia (i żeby dopiec szatanowi) zacznijmy od tej prawdy, która została nam wykradziona wieki temu. Wszyscy wierzący - każdy z nas, wybawionych - jesteśmy kapłanami Najwyższego Boga.
BYĆ KAPŁANEM
Ty, mój przyjacielu, jesteś kapłanem. Zacznę swój wywód od tego śmiałego stwierdzenia z 2 Księgi Mojżeszowej 19:5-6, gdzie Bóg mówi:
A teraz, jeżeli pilnie słuchać będziecie głosu mojego i przestrzegać mojego przymierza, będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich ludów, bo moja jest cała ziemia. A wy będziecie mi królestwem kapłańskim i narodem świętym. Takie są słowa, które powiesz synom izraelskim.
Czy wiedziałeś, że Bóg nigdy nie zamierzał, aby szeregi kapłaństwa były ograniczone do kilku ludzi z określonego rodu? Pierwotnie powołał On Izrael, aby był narodem słynącym z wielości kapłanów - by nauczali oni całą ziemię, jak wielbić Boga.
Co więc się stało? No cóż, wzniesiono złotego cielca. Miało miejsce bałwochwalstwo. Izrael odrzucił Boga, a wraz z Nim swoje powołanie, kiedy zdecydował odwrócić się od Niego i powrócić do swoich bezużytecznych, martwych i bezsilnych egipskich bożków.
A zatem jak do tego doszło, że Izrael z narodu kapłanów zamienił się w naród, z którego tylko jeden ród mógł ich reprezentować jako kapłanów? Historię tę przedstawia 2 Księga Mojżeszowa 32:25-29. Kiedy Mojżesz zobaczył Izraelitów czczących cielca, krzyknął: "Kto jest za Panem, do mnie!". Jedynymi, którzy przyszli, byli lewici. Bóg nakazał im, aby wzięli swoje miecze, przebiegli przez obóz i zabili bałwochwalców. Ponieważ lewici kochali i czcili Boga bardziej niż swoją społeczność, Bóg uświęcił ich (wybrał i oddzielił jako świętych) oraz im błogosławił. W 4 Księdze Mojżeszowej 1:47-53 czytamy, że Bóg przekazał służbę w Przybytku - Jego miejscu spotkań - lewitom, ponieważ byli oddani Jego świętości.
A w jaki sposób ty zostałeś kapłanem?
W całej historii kapłaństwo było najbardziej ekskluzywnym zawodem na świecie. Najpierw (według ludzi, nie Boga) tylko Żydzi mogli być kapłanami, potem zaś tylko lewici z rodu Aarona. Kościół dość wcześnie zdecydował, że tylko on może wyświęcać kapłanów i każda denominacja na ziemi od tamtej pory idzie za ich przykładem[8].
Ale prawda jest taka, że w momencie zbawienia, zostałeś wybrany. Urodziłeś się (przynajmniej w sensie nowego narodzenia), aby być kapłanem.
Mijały wieki, a przepaść pomiędzy podium a audytorium wciąż się pogłębiała. Jest to przestrzeń stworzona przez człowieka, nie przez Boga. Kilka lat temu modliłem się o nagrania uwielbieniowe, które realizowaliśmy w kościele Gateway. Zacząłem pytać Boga, co chce zrobić poprzez uwielbienie w naszym kościele. Podczas modlitwy miałem wizję. Byłem na scenie z zespołem uwielbienia, a ludzie ze zgromadzenia stali przed nami i uwielbiali Boga. W podłodze pomiędzy podium i zgromadzeniem znajdowała się gruba na sześćdziesiąt centymetrów szklana ściana. Sięgała około sześciu metrów wysokości i biegła wzdłuż krawędzi sceny. Kiedy chwaliliśmy i uwielbialiśmy Boga, spojrzałem w górę i zobaczyłem Boży tron zstępujący z nieba. Oparł się o szczyt szklanej ściany i rozbił ją w pył. Nie było bariery, nie było rozróżnienia pomiędzy duchownymi a zgromadzeniem. Ludzie na scenie i ci przed nią stali się jednym ludem uwielbiającym Boga jednym sercem, a Boży tron spoczął pośród nas.
Zauważ, że w Ewangelii Mateusza 18:20 czytamy: "Albowiem gdzie są dwaj lub trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich". A Psalm 22:4 mówi: "A przecież Ty jesteś święty, przebywasz w chwałach Izraela".
Bóg niszczy mur dzielący duchowieństwo i ludzi świeckich. On odebrał to, co ukradł złodziej. Zwraca kapłaństwo ludowi.
Mogę dowieść ci tego, że Bóg powołał cię, abyś był kapłanem. 1 List Piotra 2:5 mówi: "I wy sami jako kamienie żywe budujcie się w dom duchowy, w kapłaństwo święte, aby składać duchowe ofiary przyjemne Bogu przez Jezusa Chrystusa" [wyróżnienie dodane].
Do kogo mówi Piotr? Do chrześcijan! Jeśli jesteś chrześcijaninem, Bóg stworzył cię, abyś był częścią czegoś, co On buduje - Kościoła. I powołał cię do działania w tym Kościele jako kapłan. Dlaczego? By składać duchowe ofiary przyjemne Bogu. Porozmawiamy o tym później. Teraz zanotujmy po prostu: TO JEST SUPER! I kontynuujmy.
Piotr mówi dalej w wersecie 9: "Ale wy jesteście rodem wybranym, królewskim kapłaństwem[9], narodem świętym, ludem nabytym, abyście rozgłaszali cnoty tego, który was powołał z ciemności do cudownej swojej światłości" (wyróżnienie dodane). Ten werset jest niezwykle bogaty w treść! Wiedziałeś, że zostałeś wybrany? Wybrany do bycia kapłanem? Nie jakimś kapłanem, zostałeś wybrany do bycia królewskim kapłanem i częścią świętego narodu. Dlaczego Bóg chce, abyś był kapłanem? Abyś rozgłaszał chwałę (cnoty) Boga, który cię wybawił i uwolnił!
To jest tak ważne i może mieć wpływ na resztę twojego życia, dlatego będę cię tym męczył przez większość tej książki. Za każdym razem, kiedy zadam ci pytanie: "Kim jesteś?", chcę żebyś powiedział (na głos): "Jestem kapłanem". Powiedz to z przekonaniem i wdzięcznością, ponieważ jest to jeden z największych przywilejów w historii. Cóż za cud, że zwykli wierzący, tacy jak ty i ja, bez względu na naszą wartość, pochodzenie czy wykształcenie, zostaliśmy ustanowieni przez Boga, by być Jego osobistymi kapłanami.
Nie jesteś hydraulikiem, bankierem, fryzjerem pudli czy politykiem. Nie obchodzi mnie, co powiedziała twoja mama odnośnie tego, kim będziesz. Nie obchodzi mnie, jaką etykietę przylepił ci świat; nie obchodzi mnie, jaki stopień naukowy nadał ci uniwersytet; nie obchodzą mnie twoje talenty czy niedociągnięcia. I nie obchodzi mnie, co mówi papież. Słowo Boże mówi, że twój Stwórca powołał cię, wyposażył i przeznaczył do bycia kapłanem.
Niesamowite!
Dlatego pytam... Kim jesteś? (Teraz twoja kolej.)