Jak usunąć wujka z podłogi? Zawód: sprzątanie po zgonach - Małgorzata Węglarz, Mateusz Węgrowski

Kup ebooka

44.99 zł
36.89 zł (36,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozkład

Z roz­kła­dem przede wszyst­kim wi­ąże się za­pach. To jego nie­odłącz­ny ele­ment. Sam za­pach nie­ko­niecz­nie stwa­rza za­gro­że­nie dla ży­cia, ale bio­rąc pod uwa­gę ka­żdą mo­żli­wo­ść, na­kła­da­my ma­ski z fil­tra­cją. Ni­g­dy nie wia­do­mo, czy coś się nie prze­nie­sie do na­szych płuc i nie wy­wo­ła dys­kom­for­tu w po­sta­ci cho­cia­żby wy­mio­tów.

Ka­żdy z nas skła­da się w 70% z wody. Kie­dy czło­wiek umie­ra, jego cia­ło pa­ru­je. Za­zwy­czaj pierw­sze roz­kła­da­ją się żo­łądek i mózg. Te pły­ny wy­pły­wa­ją z uszu, nosa, oczo­do­łów i pa­ru­ją; opar, któ­ry wy­cho­dzi z cia­ła, wędru­je po miesz­ka­niu, no i w ko­ńcu się osa­dza. Klien­ci często py­ta­ją, dla­cze­go opró­żnia­my całe miesz­ka­nie, a nie tyl­ko po­kój po tru­pie? No wła­śnie dla­te­go - żeby nikt nie mu­siał wdy­chać bab­ci.

Wszyst­ko za­le­ży od tego, ile cza­su upły­nęło od zgo­nu. Po dwóch dniach nie mu­si­my wszyst­kie­go wy­rzu­cić, ale po ty­go­dniu lub dwóch sta­je się to ko­niecz­no­ścią. Często to­wa­rzy­szą nam mu­chy pluj­ki. Po nie­ca­łych 11 dniach roz­wi­ja­ją się lar­wy.

Te lar­wy ży­wią się cia­łem, a po­tem wędru­ją po miesz­ka­niu ob­le­pio­ne dro­bin­ka­mi zwłok. Wej­dą w ka­żdą szcze­li­nę, po­tra­fi­my je zna­le­źć pod podło­gą, żywe. Roz­no­szą krew, sia­da­ją na su­fi­cie, na lam­pach, me­blach. Kie­dyś we­szli­śmy do miesz­ka­nia, któ­re całe było w czer­wo­nych krop­kach, jak po wy­bu­chu gra­na­tu. Mu­chy po­tra­fią prze­le­cieć kil­ka­na­ście ki­lo­me­trów, żeby do­trzeć do cia­ła. Wcho­dzą przez ka­na­ły wen­ty­la­cyj­ne, przez szpa­ry w oknie - za­wsze so­bie po­ra­dzą. Po­rządek w domu nie ma żad­ne­go zna­cze­nia. Jest roz­kład, mija okre­ślo­ny czas i ro­bac­two musi być. Ono nie bie­rze się spod podło­gi, tyl­ko z much, któ­re po kil­ku dniach doj­rze­wa­ją, wy­cho­dzą i zja­da­ją oby­wa­te­la.

Mie­li­śmy kil­ka ta­kich przy­pad­ków, że cia­ło spa­li­ło się w miesz­ka­niu, wte­dy trud­no mó­wić o ro­ba­kach. Wie­le osób pyta nas o roz­kład spa­lo­ne­go czło­wie­ka. Śmier­dzi? Bio­rąc pod uwa­gę, że pali się rów­nież tona pla­sti­ku, me­bli, tyn­ku i ten za­pach jest bar­dzo in­ten­syw­ny, to nie da się roz­ró­żnić, czy spa­li­ło się cia­ło ludz­kie, czy coś in­ne­go. Gdy­by­śmy mie­li do czy­nie­nia z sa­mym cia­łem, to pew­nie ina­czej by pach­nia­ło. Za­zwy­czaj je­że­li ktoś gi­nie w po­ża­rze, to miesz­ka­nie jest już do­szczęt­nie spa­lo­ne. Tu­taj to bar­dziej kwe­stia szcząt­ków: ja­kiś pa­lec wy­rzu­ci­li­śmy lub po­ło­wę ręki. Są to jed­nak szcząt­ki, któ­re trud­no zi­den­ty­fi­ko­wać, bo zwy­kle miesz­ka­nie jest w gru­zach.

Mie­li­śmy taki przy­pa­dek. Przy­je­cha­li­śmy po­sprzątać po po­ża­rze. Nie­wiel­ka su­te­re­na, na miej­scu usły­sze­li­śmy "Tyl­ko uwa­żaj­cie, bo mogą być szcząt­ki". Wcze­śniej po­ja­wi­li się stra­ża­cy, wy­wa­ży­li drzwi, uga­si­li po­żar, zro­bi­li ja­kieś oględzi­ny i po­je­cha­li. Po ja­ki­mś cza­sie je­den z sąsia­dów za­dzwo­nił na po­li­cję, że śmier­dzi roz­kła­dem, ze­psu­tym mi­ęsem. Oka­za­ło się, że drzwi, któ­re wy­wa­la­li stra­ża­cy, przy­gnio­tły oso­bę, któ­ra spło­nęła - już nie żyła. Łącz­nie cia­ło prze­le­ża­ło tam ty­dzień. Tak się skur­czy­ło, że trud­no było je do­strzec, mia­ło za­le­d­wie metr, dla­te­go nikt go nie za­uwa­żył. Tak, wte­dy śmier­dzia­ło.

Zwy­kle nie mamy stycz­no­ści z cia­łem, ale do­sko­na­le wie­my, jak wy­gląda mar­twy czło­wiek. Oso­bi­ście na­pa­trzy­łem się na zwło­ki ludz­kie przy oględzi­nach po­li­cji. Za­gląda­łem przez drzwi z cie­ka­wo­ści, "cze­ka­jąc na swo­ją ko­lej". Cia­ło może mieć ko­lor po­nu­rej tęczy - zie­lo­ny, gra­na­to­wy, bor­do­wy, czar­ny. Im wi­ęk­szy roz­kład, tym ciem­niej­szy od­cień.

Po roku lub dwóch z cia­ła zo­sta­je skó­ra na­ci­ągni­ęta na szkie­let, zwło­ki są czar­ne i wy­su­szo­ne. Często klien­ci po­ka­zu­ją nam zdjęcia ta­kich roz­kła­da­jących się ciał. To, o czym lu­dzie za­po­mi­na­ją, to fakt, że za­bra­nie cia­ła z miesz­ka­nia nie za­trzy­mu­je roz­kła­du. Wte­dy do­pie­ro po­kój za­czy­na "żyć". I to jest naj­wi­ęk­sze za­gro­że­nie dla zdro­wia czło­wie­ka.

Ma­te­usz Węgo­row­ski

"Ktoś to musi robić" - początek sprzątania funeralnego w Polsce

"Kie­dyś nikt się tym nie przej­mo­wał i ja­koś było do­brze" - czy­tam nie­raz w wy­po­wie­dziach użyt­kow­ni­ków In­ter­ne­tu na te­mat firm sprząta­jących po zgo­nach. We­dług wie­lu lu­dzi nie ma ta­kie­go za­bru­dze­nia, z ja­kim nie po­ra­dzi­łby so­bie ich ulu­bio­ny spe­cy­fik. Pro­fe­sjo­nal­ne fir­my, ich sprzęt oraz ci­ężka che­mia są często na­zy­wa­ne "wy­my­śla­niem" lub wręcz "wy­rzu­ca­niem kasy w bło­to".

Je­że­li jed­nak, o iro­nio, po­grze­bie się głębiej, doj­dzie się do wnio­sku, że to, iż "kie­dyś nikt się tym nie przej­mo­wał", wy­ni­ka z cze­go in­ne­go, niż się wi­ęk­szo­ści wy­da­je. Nikt się nie przej­mo­wał, bo nie wie­dział, czym po­wi­nien się przej­mo­wać. Ale po ko­lei.

W XIX wie­ku po­pu­lar­no­ścią cie­szy­ła się teo­ria mia­zma­tów oraz mo­ro­we­go po­wie­trza. Za­nim w 1847 roku Ignaz Sem­mel­we­is, węgier­ski po­ło­żnik, od­krył za­le­żno­ść po­mi­ędzy brud­ny­mi ręka­mi a prze­no­sze­niem cho­rób1, tym, cze­go po­wszech­nie się oba­wia­no, był... brzyd­ki za­pach. War­to tu­taj wspo­mnieć, że cho­ciaż my­cie rąk po ka­żdym kon­tak­cie z cho­rym ura­to­wa­ło ty­si­ące ist­nień, na po­cząt­ku Sem­mel­we­is zde­rzył się ze scep­ty­cy­zmem ko­le­gów po fa­chu. Inni le­ka­rze uzna­li jego teo­rię za wy­my­sł i na­praw­dę spo­ro wody w rze­ce mu­sia­ło upły­nąć, za­nim uda­ło się prze­ko­nać nie­do­wiar­ków do tej pro­za­icz­nej czyn­no­ści, któ­ra dzi­siaj jest pod­sta­wą hi­gie­ny. Jak się jed­nak oka­zu­je, XIX wiek nie był je­dy­nym w dzie­jach hi­sto­rii ludz­ko­ści, w któ­rym te­mat mo­ro­we­go po­wie­trza się po­ja­wiał.

Od wie­ków łączy­li­śmy nie­przy­jem­ny za­pach z cho­ro­ba­mi. Jak pi­sze An­drzej Ta­de­usz Sta­ni­szew­ski w swo­jej pra­cy Strza­ły za­tru­te­go po­wie­trza "na lu­dzie i na ka­żdą rzecz". Wczes­no­no­wo­żyt­ne kszta­łto­wa­nie do­świad­cze­nia za­ra­zy:

Skon­cen­tro­wa­nie na po­wie­trzu i jego zwi­ąz­kach z roz­prze­strze­nia­niem się cho­rób było re­zul­ta­tem ty­leż ob­ser­wa­cji, co przy­swo­jo­nej od stu­le­ci lek­tu­ry au­to­ry­te­tów. Po­ten­cjal­ny zwi­ązek mi­ędzy dzia­ła­niem czte­rech głów­nych ży­wio­łów a cho­ro­ba­mi czło­wie­ka wska­zy­wał już Hi­po­kra­tes, któ­re­go po­my­sły były prze­ka­zy­wa­ne i roz­wi­ja­ne w śre­dnio­wie­czu za­rów­no przez uczo­nych chrze­ści­ja­ńskich, jak i mu­zu­łma­ńskich. Jak za­uwa­ża John Aberth, au­to­rzy ci pod­kre­śla­li zwi­ązek mi­ędzy ulot­ną i w re­zul­ta­cie po­dat­ną na mo­dy­fi­ka­cję na­tu­rą po­wie­trza a sta­nem zdro­wia od­dy­cha­jących nim lu­dzi.

A jak rzecz się mia­ła w Pol­sce? We­dług pro­fe­so­ra Sta­szew­skie­go, kwe­stię ja­ko­ści po­wie­trza i zwi­ąza­ne­go z nim prze­no­sze­nia się cho­rób do­sko­na­le ujął miesz­ka­jący w Kra­ko­wie le­karz An­ton Schne­eberg. W 1569 roku na­pi­sał:

Ależ po­wie­trze jest naj­wi­ęk­szą przy­czy­ną moru i stąd się przy­da­wa często­kroć, iż tak dzie­ci, albo mło­dzi, jako i sta­rzy lu­dzie, tak mężczy­źni, jako i bia­ło­gło­wy, tak ci, co wodę pi­ja­ją, jako i ci, co piwo, wino i inne dro­gie pi­cie, tak ci, co pszen­ny, albo czyst­szy chleb, jako ci, co rża­ny albo grub­szy ja­da­ją, tak ci, co zwie­rzyn, pta­ków, ryb, mi­ęsa i roz­ma­itych kosz­tow­nie przy­pra­wio­nych po­traw po­ży­wa­ją, jako i ci, co mle­ka, sera, ja­rzyn i in­szych po­spo­li­tych po­kar­mów, tak ci, co w roz­ko­szach ży­cia, jako i ci, co usta­wicz­nie ro­bią, wszy­scy wo­bec jed­ne­go cza­su za­ra­że­ni by­wa­ją2.

Brzyd­ki za­pach, mia­zma­ty - to one po­wo­do­wa­ły wszel­kie­go ro­dza­ju do­le­gli­wo­ści: od bó­lów gło­wy i zębów po dużo gro­źniej­sze scho­rze­nia, jak cho­le­ra. Kie­dy w po­wie­trzu uno­si­ły się mia­zma­ty, a nie nie­zna­ne jesz­cze drob­no­ustro­je, nikt nie był bez­piecz­ny - mo­gły spro­wa­dzić na­wet śmie­rć. Do­słow­nie wie­dzie­li­śmy, że coś śmier­dzi, ale nie ro­zu­mie­li­śmy, co kon­kret­nie. Wie­rzo­no, że z mar­twych ciał uno­szą się opa­ry, stąd cmen­tarz był miej­scem nie­bez­piecz­nym. Ci­ężar­nym ko­bie­tom oraz dzie­ciom zde­cy­do­wa­nie od­ra­dza­no wi­zy­ty.

Co cie­ka­we, po­zo­sta­ło­ści teo­rii mia­zma­tycz­nej po­zo­sta­ły z nami do dzi­siaj. W tej czy in­nej for­mie prze­trwa­ły jako coś, co lu­bi­my na­zy­wać po­tocz­nie "tru­pim ja­dem", i co ko­ja­rzy­my ge­ne­ral­nie z roz­kła­dem i śmier­cią. W tam­tym cza­sie, po­nie­waż nie wie­dzie­li­śmy, czym są bak­te­rie i ja­kie nio­są za sobą za­gro­że­nie, nie mo­gli­śmy przy­pusz­czać, jak gni­jące cia­ło ludz­kie może "prze­żyć" jesz­cze wie­le ty­go­dni w za­mkni­ętym po­miesz­cze­niu i ja­kie skut­ki wy­wo­łać w ży­wym or­ga­ni­zmie.

Dzi­siaj wie­my znacz­nie wi­ęcej. Po­zna­li­śmy świat mi­kro­bów i cho­ciaż ich nie wi­dzi­my, zda­je­my so­bie spra­wę z tego, że bak­te­rie oraz wi­ru­sy naj­częściej nie są na­szy­mi sprzy­mie­rze­ńca­mi. I to wła­śnie te nie­sfor­ne cząstecz­ki prze­ni­ka­ją przez ma­te­ria­ły, pa­ne­le, pa­pier i przy­ci­ąga­ją lu­bu­jące się w roz­kła­dzie ro­bac­two. I choć na­tu­ral­nym może się wy­da­wać roz­wój ga­łęzi sprząta­nia, jaką jest czysz­cze­nie po zgo­nach, wie­lu wci­ąż po­zo­sta­je przy teo­riach o ze­psu­tym po­wie­trzu, któ­re­go na­le­ży się po­zbyć przez wie­trze­nie, i ewen­tu­al­nie ze­trzeć za­cie­ki na po­wierzch­ni. Prze­cież "kie­dyś nikt się tym nie przej­mo­wał".

Kie­dyś nie przej­mo­wa­no się rów­nież znie­czu­le­niem przy ope­ra­cjach, utrzy­my­wa­niem ście­ków z dala od źró­deł wody pit­nej (z tego po­wo­du po­ja­wi­ła się pan­de­mia cho­le­ry) lub cho­cia­żby zmia­ną ban­da­ży na bro­czącej ropą i krwią ra­nie. Dzi­siaj, kie­dy spo­łe­cze­ństwo się sta­rze­je, a za­nik sąsiedz­kich re­la­cji spra­wia, że wie­lu lu­dzi sa­mot­nie umie­ra we wła­snych łó­żkach czy na fo­te­lach, nad­sze­dł czas, aby­śmy za­częli się przej­mo­wać.

1 En­cy­klo­pe­dia PWN, Sem­mel­we­is, Ignaz, https://en­cy­klo­pe­dia.pwn.pl/ha­slo/Sem­mel­we­is-Ignaz-Phi­lipp;3973892.html (do­stęp: 12.04.22).

2 Sta­ni­szew­ski A.T., Strza­ły za­tru­te­go po­wie­trza "na lu­dzie i na ka­żdą rzecz". Wcze­sno­no­wo­żyt­ne kszta­łto­wa­nie do­świad­cze­nia za­ra­zy, Wy­dział Po­lo­ni­sty­ki Uni­wer­sy­te­tu Ja­giel­lo­ńskie­go, "KON­TEK­STY KUL­TU­RY" 2020/17, z. 3, s. 255-272.

KTOŚ TO MUSI ROBIĆ

Szu­ka­jąc in­for­ma­cji, kto jako pierw­szy za­czął re­kla­mo­wać usłu­gi sprząta­nia po oso­bach, któ­rych cia­ła spędzi­ły na tym łez pa­do­le wi­ęcej cza­su, niż po­win­ny, zna­la­złam fir­mę V-Twin. Jej wła­ści­ciel, Da­riusz Pa­li­wo­da, twier­dzi, że po­ja­wie­nie się za­po­trze­bo­wa­nia na tego typu dzia­łal­no­ść w Pol­sce to wy­nik za­ni­ku re­la­cji mi­ędzy­ludz­kich. Daw­niej nikt nie le­żał po śmier­ci nie­zau­wa­żo­ny od kil­ku ty­go­dni do kil­ku mie­si­ęcy. Nie mie­li­śmy dzi­siej­szej tech­no­lo­gii, a jed­nak wie­dzie­li­śmy, kto gdzie miesz­ka, co robi, a znik­ni­ęcie bu­dzi­ło po­dej­rze­nia i wy­wo­ły­wa­ło in­ter­wen­cję.

- Jak zro­dził się po­my­sł na taką dzia­łal­no­ść?

Da­riusz Pa­li­wo­da: My­śla­łem o tych wszyst­kich za­bój­stwach i o tym, kto się po­tem zaj­mu­je sprząta­niem. I tak do­ta­rło do mnie, że ktoś to musi ro­bić. A co z cia­ła­mi, któ­re dłu­go le­ża­ły po zgo­nie? To sta­ło się nową ko­niecz­no­ścią, bo za­po­mnie­li­śmy, jak po­win­ny wy­glądać re­ak­cje mi­ędzy­ludz­kie. Prze­sta­li­śmy się sobą na­wza­jem in­te­re­so­wać na ta­kim bar­dzo pod­sta­wo­wym po­zio­mie. I na­sza dzia­łal­no­ść wła­śnie z tego wy­ro­sła. Za­bój­stwa były i za­wsze będą, wa­ria­ci byli i na­dal będą. Ale zwy­kłe, na­tu­ral­ne zgo­ny i pó­źniej roz­kład ciał to już wy­nik bra­ku kon­tak­tu mi­ędzy lu­dźmi. Miesz­kam w blo­ku od 1976 roku, z prze­rwą kil­ku­let­nią. Po­wiem pani, że części lu­dzi nie znam. W blo­ku jest 46 miesz­kań, po­ło­wa z tych, któ­rzy zaj­mo­wa­li je od po­cząt­ku, wy­pro­wa­dzi­ła się. Z resz­tą - zero kon­tak­tu. Ja­cyś mło­dzi lu­dzie cho­dzą, cza­sem mó­wią dzień do­bry, ja nie wiem, gdzie oni miesz­ka­ją.

Na po­cząt­ku, kie­dy za­czy­na­li­śmy, ka­żdy bał się od­bie­rać te rze­czy [po­zo­sta­ło­ści po zgo­nach - przyp. au­tor­ki]. Bo to za­bój­stwo, to nie wia­do­mo, co z tym zro­bić. Naj­wi­ęk­szy pro­blem sta­no­wi­li więc nie klien­ci, lecz usta­le­nie, kto to będzie od­bie­rać, czy za­kład, czy nie. W bra­nży też nie wie­dzie­li, co to jest sprząta­nie fu­ne­ral­ne, po raz pierw­szy z tym się spo­ty­ka­li, ci­ągle py­ta­li, co wy ro­bi­cie, skąd wy to ma­cie. To były ta­kie cza­sy, że i spod po­ci­ągów szcząt­ki się wy­ci­ąga­ło. Ta­kże zna­le­źć fir­mę, któ­ra zro­zu­mie, po co to ro­bi­my i nie będzie się bała, to było wy­zwa­nie. Ale zna­le­źli­śmy taką fir­mę w Ra­ci­bo­rzu, któ­ra cały czas od­bie­ra­ła te rze­czy, aż do za­ko­ńcze­nia dzia­łal­no­ści.

- Jak re­ago­wa­li lu­dzie?

D.P.: To jest cie­ka­we. Na­sze auto było bar­dzo do­brze ozna­ko­wa­ne, wia­do­mo było, kto pod­je­żdża i czym się zaj­mu­je. I lu­dzie do­pie­ro jak nas wi­dzie­li, to wpa­da­li w pa­ni­kę. Zwło­ki le­ża­ły mie­si­ąc za ścia­ną, to nikt się nie przej­mo­wał, oni się nie bali, funk­cjo­no­wa­li. Jak nas zo­ba­czy­li, do­wie­dzie­li się, co się sta­ło w tym miesz­ka­niu albo za­alar­mo­wa­li spó­łdziel­nię i we­szła tam eki­pa, straż po­żar­na czy po­li­cja, to pa­ni­ka! Rób­cie coś, bo my tu po­umie­ra­my! Po­umie­ra­cie? - py­ta­łem - lu­dzie, te zwło­ki tu mie­si­ąc le­ża­ły. Nie in­te­re­su­je ich nic, tyl­ko że fa­cet uma­rł, ko­bie­ta uma­rła, mu­chy la­ta­ją. Ludz­ka na­tu­ra: naj­pierw ja, a po­tem ktoś inny.

To może brzmi dziw­nie, ale lu­bi­łem taką pra­cę, bo to jest kon­takt z lu­dźmi, by­li­śmy w ró­żnych sy­tu­acjach, przy gło­śnych za­bój­stwach. Po­zna­wa­li­śmy po­li­cjan­tów, eki­py do­cho­dze­nio­we, wi­dzie­li­śmy na wła­sne oczy, jak mło­da dziew­czy­na, pro­ku­ra­tor, od­wa­żnie we­szła w re­jon, gdzie czło­wie­ka roz­nio­sło po ca­łej sali. Tam jej prze­ło­żo­ny mó­wił, na co ma zwró­cić uwa­gę, co za­zna­czać. To wszyst­ko, nie tyl­ko roz­kład zwłok, jest bar­dzo cie­ka­we. Dziw­ne sa­mo­bój­stwa albo gość, któ­ry ucie­ka przez bal­kon przed po­li­cją i tra­ci ży­cie na za­da­sze­niu klat­ki scho­do­wej.

- Po­wie­dział pan, że zło­te cza­sy tej pra­cy mi­nęły.

D.P.: Przede wszyst­kim po­wiem tak: je­że­li chce się to zro­bić we­dług sztu­ki, jak ja to mó­wię, sztu­ki sprząta­nia fu­ne­ral­ne­go, to nie­ste­ty trze­ba kupę cza­su spędzić nad pa­pie­ra­mi. Dru­ga spra­wa to kosz­ty tego sprząta­nia, któ­re te­raz wy­no­szą od 6000 do na­wet 10 000 zło­tych za do­brze wy­ko­na­ną usłu­gę. I jak sły­szę, że ktoś robi to za 2000 zło­tych, to się za gło­wę ła­pię i za­sta­na­wiam, gdzie on to wy­rzu­ca? My pła­ci­li­śmy od ki­lo­gra­ma od­pa­dów. Je­że­li jest łó­żko całe za­la­ne, to niech so­bie pani wy­obra­zi, ile ta­kie łó­żko waży. Jak będzie be­ton prze­si­ąk­ni­ęty, trze­ba go skuć, tego jest mnó­stwo. I ta sy­tu­acja nas wy­ko­ńczy­ła fi­nan­so­wo, bo lu­dzie nie chcą pła­cić, a ja po­wie­dzia­łem, że nie będę ro­bił fu­szer­ki tyl­ko po to, żeby ist­nieć na ryn­ku. Pod­cho­dzę do lu­dzi kon­kret­nie i po­wa­żnie, klien­ta za­wsze sza­no­wa­łem, wie­dzia­łem, w ja­kiej był sy­tu­acji, wie­dzia­łem, co ci lu­dzie cza­sem prze­ży­wa­li. Po­wie­dzia­łem, że je­że­li mam brać udział w tym, co się dzie­je te­raz, czy­li ro­bić byle jak, byle ta­nio, to ja na to nie po­zwo­lę, bo zszar­ga­łbym swo­je na­zwi­sko i wy­rzu­cił w bło­to lata do­świad­cze­nia. I ra­zem z żoną stwier­dzi­li­śmy, że ko­ńczy­my, nie ma sen­su, bo i tak nie prze­bi­je­my się na ryn­ku, pa­nu­je zła kon­ku­ren­cja. Za­wsze by­li­śmy otwar­ci na do­brą, bo prze­cież by­wa­ło tak, że z in­ny­mi fir­ma­mi dzie­li­li­śmy się zle­ce­nia­mi - dało się wspó­łpra­co­wać. A w na­szym kra­ju je­den dru­gie­mu by po pro­stu wy­dłu­bał oko. Jest taka jed­na fir­ma w Pol­sce, któ­ra zro­bi­ła wie­le złe­go dla tej dzia­łal­no­ści. Po­za­bie­ra­ła klien­tów, po czym nie po­ja­wia­ła się na zle­ce­niach, zo­sta­wia­ła lu­dzi, któ­rzy nam pó­źniej pła­ka­li. Tro­chę ża­łu­ję, że za­ko­ńczy­li­śmy dzia­łal­no­ść, bo czu­łem, że ro­bi­my coś do­bre­go, ale uzna­li­śmy, że szko­da mo­je­go zdro­wia i mo­jej żony, któ­ra mu­sia­ła­by sie­dzieć cały dzień przed kom­pu­te­rem i kom­bi­no­wać.

- Jak się pan od­nie­sie do tego, że pa­ństwo nie ofe­ru­je usług sprząta­nia z urzędu? Lu­dzie mu­szą wy­naj­mo­wać pry­wat­ne fir­my i pła­cić kro­cie, a in­sty­tu­cje umy­wa­ją ręce?

D.P.: Pani to ujęła bar­dzo ład­nie. Przy­wo­łam przy­kład Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Pro­szę tego nie od­bie­rać, że ide­ali­zu­ję Sta­ny. Nie, po pro­stu tam jest to przy­dzie­la­ne z urzędu. Może się tego pod­jąć tyl­ko fir­ma, któ­ra się w tym spe­cja­li­zu­je, bo cho­dzi o od­pa­dy nie­bez­piecz­ne. I te­raz tak: na­sze pa­ństwo w ogó­le się tym nie in­te­re­su­je, na­wet sa­ne­pid. Mie­li­śmy taką sy­tu­ację, że sprząta­li­śmy i ktoś z sąsia­dów we­zwał sa­ne­pid. Pro­szę so­bie wy­obra­zić, że to oni nas py­ta­li, co się robi w ta­kiej sy­tu­acji, co po­win­no się wy­ko­ny­wać. Przy­szła pani w szpil­kach i była bar­dzo zdu­mio­na. Dru­gi pro­blem jest taki, w za­sa­dzie to jest plus i mi­nus, że sa­ne­pid nic nie może zro­bić z pry­wat­nym miesz­ka­niem. Je­że­li ktoś po­wie, że nie sprząta, bo nie ma pie­ni­ędzy, to miesz­ka­nie się za­my­ka - niech so­bie stoi na­wet 10 lat. Sa­ne­pid może je­dy­nie mo­ni­to­wać wła­ści­cie­la, spó­łdziel­nię, na­wet po­dać do sądu - wte­dy się sprząta pod nad­zo­rem po­li­cji. Ale ta­kie sy­tu­acje są bar­dzo rzad­kie. Sa­ne­pid umy­wa ręce, jego pra­cow­ni­cy cho­dzą tyl­ko do czy­stych miejsc.

Po­win­no być tak: są zwło­ki, po­li­cja spraw­dza, czy śmie­rć była z przy­czyn na­tu­ral­nych, czy też jest to spra­wa kry­mi­nal­na, sa­ne­pid zle­ca sprząta­nie miesz­ka­nia, po­grze­bów­ka wy­wo­zi po­zo­sta­ło­ści i wte­dy na sam ko­niec wcho­dzi­my my. To po­win­no być z na­ka­zu. Wte­dy nie będzie fa­łszy­wych firm. Bo nie wy­star­czy szma­ta i do­bre chęci, trze­ba mieć urządze­nia, wie­dzę, środ­ki, my je z Ka­na­dy ści­ąga­li­śmy. A jak­by to było z urzędu, to by to mia­ło ręce i nogi. I wszy­scy by się utrzy­ma­li. A tak jest baj­zel, bo nie ma nad­zo­ru. Ja na­wet do firm ubez­pie­cze­nio­wych to zgła­sza­łem. Mó­wi­łem: po­pa­trz­cie, co się dzie­je. Wpro­wa­dźcie coś ta­kie­go, będzie­cie mie­li klien­tów. To mó­wi­li, że to pod za­la­nie miesz­ka­nia cza­sa­mi pod­pi­na­ją. W trak­cie na­szej 20-let­niej ka­rie­ry je­dy­nie dwóm oso­bom fir­ma ubez­pie­cze­nio­wa w ta­kim przy­pad­ku wy­pła­ci­ła na­le­żno­ść jak za za­la­nie miesz­ka­nia.

Niech so­bie pani wy­obra­zi te­raz blok 10-pi­ętro­wy. Ktoś umie­ra i roz­kła­da się na ostat­nim pi­ętrze. I te­raz to za­czy­na prze­cie­kać na dół. Przez podło­gę. Prze­cież to są po­tężne kosz­ty na­pra­wy. Nie tyl­ko tam, gdzie to się sta­ło, ale też u sąsia­da. Jesz­cze jak to po­le­ci po ścia­nach, to jest ła­twiej, ale jak po podło­gach i su­fi­tach - to nie jest ta­kie pro­ste. Prze­cież nie mo­żna ro­ze­brać su­fi­tu. Po­tężne kosz­ty. Nikt za to nie chce pła­cić. A sąsiad leje się z su­fi­tu.

...(frag­ment)...

Ca­ło­ść do­stęp­na w wer­sji pe­łnej

Kie­dy w 2020 roku szu­ka­łam roz­mów­ców do re­por­ta­żu do­ty­czące­go bra­nży po­grze­bo­wej, na ka­żdym kro­ku na­po­ty­ka­łam trud­no­ści. Stro­ny roz­dzia­łu, któ­re mia­ły być po­świ­ęco­ne fir­mom zaj­mu­jącym się sprząta­niem po zgo­nach, były, jak na iro­nię, czy­ste. Na roz­mo­wę ze mną nie zgo­dzi­ły się na­wet te fir­my, któ­re sze­ro­ko re­kla­mo­wa­ły się w In­ter­ne­cie.

Wte­dy po­ja­wi­li się oni: wy­baw­cy w bia­łych ro­bo­czych kom­bi­ne­zo­nach, z ma­ska­mi za­kry­wa­jący­mi oczy, któ­re wi­dzia­ły nie­jed­no. Ro­dzi­na Węgo­row­skich. Ich hi­sto­rie roz­bu­dzi­ły we mnie cie­ka­wo­ść, a roz­dział ma­jący się skła­dać z opi­sów do­świad­czeń wie­lu, stał się ro­dzin­ną opo­wie­ścią gro­zy.

Już pod­czas pro­mo­cji ksi­ążki sta­ło się dla mnie ja­sne, że część po­świ­ęco­na Węgo­row­skim będzie hi­tem. Prze­druk roz­dzia­łu Bra­nża, o któ­rej się nie mówi: sprząta­nie po zwło­kach uka­zał się w por­ta­lu In­te­ria.pl. Wy­wo­łał tak wiel­kie po­ru­sze­nie, że stro­na fir­my po raz pierw­szy w jej hi­sto­rii pa­dła z po­wo­du licz­by we­jść.

Trud­no się dzi­wić ta­kie­mu za­in­te­re­so­wa­niu: to, co dzie­je się na miej­scu zbrod­ni, sa­mo­bój­stwa czy po pro­stu śmier­ci, to dla wi­ęk­szo­ści z nas za­gad­ka. Opi­sy tych miejsc brzy­dzą, od­rzu­ca­ją... Ale wi­ęk­szo­ść z nas, sły­sząc o tym, nad­sta­wia uszu.

Li­czy­łam na to, że na­sza przy­go­da nie sko­ńczy się na tam­tych roz­mo­wach. Wci­ąż chcia­łam za­dać całą masę py­tań, a Ma­te­usz, Iwo­na i Grze­gorz mie­li jesz­cze wie­le do opo­wie­dze­nia. Na­sze dro­gi prze­ci­ęły się po­now­nie w maju 2021 roku. Do roz­mów za­pro­si­li­śmy rów­nież inne oso­by, któ­re zwy­kle w taki czy inny spo­sób są za­an­ga­żo­wa­ne w sprząta­nie po zgo­nach - po­li­cjan­tów, stra­ża­ków, praw­ni­ków oraz pra­cow­ni­ków za­kła­dów po­grze­bo­wych.

Mam przy­jem­no­ść przed­sta­wić zbiór praw­dzi­wych opo­wie­ści zza ku­lis za­wo­du, o któ­rym nie­wie­le wie­my i któ­re­go w za­sa­dzie nie ro­zu­mie­my. Trud­no się dzi­wić: kwe­stia po­sprząta­nia po zwło­kach jest w pol­skim pra­wie trak­to­wa­na po ma­co­sze­mu, a god­no­ść to, jak za­uwa­ży­cie, ostat­nie sło­wo, ja­kie mo­żna po­wi­ązać z ca­łym tym pro­ce­de­rem. Moi roz­mów­cy po­dzie­li­li się nie tyl­ko opi­sa­mi trud­nych, nie­mal sur­re­ali­stycz­nych sy­tu­acji, ta­kich jak sprząta­nie np. zębów wbi­tych w ścia­nę po wy­bu­chu gra­na­tu, ale ta­kże swo­imi spo­strze­że­nia­mi, i na­ma­lo­wa­li nie za­wsze ład­ny ob­raz ostat­nich dni Po­la­ków. Roz­ma­wia­li­śmy o zbie­ra­czach, ogól­nym na­sta­wie­niu i po­de­jściu lu­dzi do kwe­stii hi­gie­ny oraz za­sta­na­wia­li­śmy się, dla­cze­go chęt­niej ogląda­my zdjęcia zwłok w roz­kła­dzie, niż pu­ka­my do daw­no nie­wi­dzia­ne­go sąsia­da. Bar­dzo li­czę na to, że wszy­scy zro­zu­mie­my, iż ko­niecz­no­ść sprząta­nia po zgo­nach wy­ni­ka z za­ni­ku pod­sta­wo­wych wi­ęzi spo­łecz­nych, w czym ka­żdy z nas, ka­żde­go dnia, ma udział.

Mój dro­gi Czy­tel­ni­ku, mam na­dzie­ję, że do­sko­na­le zda­jesz so­bie spra­wę z tego, ja­kie te­ma­ty będą po­ru­sza­ne w ksi­ążce. Na wy­pa­dek gdy­byś jed­nak nie miał tej pew­no­ści, raz jesz­cze za­zna­czę: opo­wie­ści są szcze­re - moi roz­mów­cy mó­wią, jak jest, i po­dob­nie jak w przy­pad­ku tego, czym się zaj­mu­ją, ni­cze­go nie za­mia­ta­ją pod dy­wan. W ka­żdym roz­dzia­le ujaw­nia­my nie­pu­bli­ko­wa­ne wcze­śniej hi­sto­rie. Będzie krew, roz­kład, pły­ny ustro­jo­we. Może za­śmier­dzieć (me­ta­fo­rycz­nie: po­my­sł, aby spry­skać stro­ny ja­ki­mś pa­skudz­twem dla wzmoc­nie­nia efek­tu, zo­stał szyb­ko od­rzu­co­ny). Pa­mi­ętaj, czy­tasz na wła­sną od­po­wie­dzial­no­ść! Gwa­ran­tu­ję jed­nak, że war­to.

I mó­wię to śmier­tel­nie po­wa­żnie.

Ma­łgo­rza­ta Węglarz

Kra­ków, li­piec 2022