Jak uniknąć emerytalnej katastrofy. O sztuce mądrych decyzji finansowych i osobistych oraz emeryturach nowej generacji - Paweł Borys, Bartosz Marczuk

-
Proszę czekać

[1] Czapiński J., Góra M., Świadomość "emerytalna" Polaków. Raport z badania ilościowego, Europejski Kongres Finansowy, Warszawa 2016.

[2] Hershfield H.E. i in., Increasing Saving Behavior Through Age-Progressed Renderings of the Future Self, "Journal of Marketing Research" 48 (2011), s. S23-S37.

[3] Modigliani F., Brumberg R., Utility Analysis and the Consumption Function: An Interpretation of Cross-Section Data, w: Post-Keynesian Economics, red. K.K. Kurihara, Rutgers University Press, New Brunswick 1954, s. 388-436.

[4] Stanovich K.E., West R.F., Individual Differences in Reasoning: Implications for the Rationality Debate?, "Behavioral and Brain Sciences" 23, nr 5 (2000), s. 645-665.

[5] Baumeister R.F., Bratslavsky E., Muraven M., Tice D.M., Ego Depletion: Is the Active Self a Limited Resource?, "Journal of Personality and Social Psychology" 74, nr 5 (1998), s. 1252-1265.

[6] Duflo E., Saez E., The Role of Information and Social Interactions in Retirement Plan Decisions: Evidence from a Randomized Experiment, "Quarterly Journal of Economics", 118, nr 3 (2003), s. 815-842.

[7] Laibson D., Golden Eggs and Hyperbolic Discounting, "Quarterly Journal of Economics", 112, nr 2 (1997), s. 443-478.

[8] Ersner-Hershfield H., Garton M.T., Ballard K., Samanez-Larkin G.R., Knutson B., Don't Stop Thinking About Tomorrow: Individual Differences in Future Self-Continuity Account for Saving, "Judgment and Decision Making" 4, nr 4 (2009), s. 280-286.

[9] Weinstein N.D., Unrealistic Optimism About Future Life Events, "Journal of Personality and Social Psychology", tom 39, nr 5 (1980), s. 806-820.

[10] Sharot T., The Optimism Bias: A Tour of the Irrationally Positive Brain, Pantheon Books, New York 2011.

[11] Lusardi A., Mitchell O.S., The Economic Importance of Financial Literacy: Theory and Evidence, "Journal of Economic Literature" 52, nr 1 (2014), s. 5-44.

[12] Iyengar S.S., Lepper M.R., When Choice Is Demotivating: Can One Desire Too Much of a Good Thing?, "Journal of Personality and Social Psychology" 79, nr 6 (2000), s. 995-1006.

[13] O'Donoghue T., Rabin M., Doing It Now or Later, "American Economic Review" 89, nr 1 (1999), s. 103-124.

[14] Madrian B.C., Shea D.F., The Power of Suggestion: Inertia in 401(k) Participation and Savings Behavior, "Quarterly Journal of Economics", 2001.

[15] Buchholtz S., Szczepański M., Deklarowane powody nieoszczędzania na emeryturę w świetle ogólnopolskich badań ankietowych, "Polityka Społeczna", 2022.

Rozdział 1 Na czym polega indywidualne wyzwanie emerytalne

Czyli o naszych zawodnych nawykach, o tym, ile trzeba odkładać na emeryturę, o dwóch dodatkowych kręgach w piekle, niedoścignionym człowieku ekonomicznym i randce z samym sobą w przyszłości

Wyobraź sobie, że pewnego poranka budzisz się i odkrywasz, że twoje miesięczne wpływy na konto spadły o ?. Mieszkanie to samo, rachunki i przyzwyczajenia te same - ale pieniędzy jest nagle cztery razy mniej. Brzmi jak koszmar? Dla milionów ludzi nie jest to scenariusz awaryjny. To przyszła emerytura z publicznego systemu emerytalnego.

A mimo to nie poświęcamy temu tematowi prawie żadnej uwagi. Z badań Janusza Czapińskiego i Marka Góry[1] wynika, że ponad połowa Polaków poniżej 34. roku życia deklaruje, iż w ogóle nie myśli o emeryturze. Zaledwie co 14. przyznaje, że robi to regularnie. Emerytura wydaje się tak odległa, że nie budzi w nas głębszych refleksji i emocji - a bez emocji nie poświęcamy jej czasu i nie mamy motywacji do działania.

Sposób na to znaleźli jednak psychologowie. Hal Hershfield[2] i jego zespół z Uniwersytetu Nowojorskiego zaprosili uczestników eksperymentu do wirtualnej rzeczywistości, w której mogli spojrzeć w oczy... realistycznie postarzonej wersji samych siebie za 30 lat. Efekt był piorunujący: osoby, które odbyły spotkanie z własną przyszłością, zadeklarowały odkładanie na emeryturę średnio 6,2% pensji, o ponad ? więcej niż ci, którzy nie mieli tej "randki" z samym sobą (4,4%). Brakuje nam nie rozsądku, lecz wyobraźni.

Skoro tak trudno myśleć o emeryturze, zacznijmy od zadania sobie najprostszego możliwego pytania: ile właściwie potrzebujemy, żeby na starość żyć godnie?

Ekonomiści od lat 50. XX w. wiedzą, że ludzie instynktownie dążą do utrzymania mniej więcej stałego poziomu życia przez całe dorosłe lata. Nazywają to "wygładzaniem konsumpcji": w okresie pracy zarabiamy więcej, niż wydajemy, a nadwyżkę odkładamy, by na emeryturze - gdy dochody spadają - nie musieć drastycznie zmieniać nawyków. Innymi słowy: nasze finanse to projekt rozłożony na dekady. Każda złotówka, którą dziś odkładamy, to ta, którą wydamy za 20 lub 30 lat. Każda, której nie odłożymy, to ta, której na starość zabraknie.

Ile konkretnie trzeba odłożyć? Przyjmijmy, że godna emerytura pozwala utrzymać co najmniej 70% ostatniego dochodu netto. Ten wskaźnik, tzw. stopa zastąpienia (wrócimy jeszcze do niej), jest standardową miarą stosowaną przez OECD (zrzesza 38 najlepiej rozwiniętych gospodarek świata) i Komisję Europejską do oceny jakości systemów emerytalnych. Zobaczmy, co z tego wynika, na przykładzie dwóch osób.

Jakub ma nieco ponad 30 lat i zarabia 100 umownych jednostek miesięcznie. Przez całą karierę przepracuje średnio 39 lat - tyle wynosi średnia długość pracy w UE, w Polsce to zaledwie 35. Na emeryturze spędzi 18 lat. Ile musi odkładać z wypłaty, żeby na starość dostać te 70%? Rachunek jest zaskakująco prosty. Potrzebuje 70% dochodu przez 18 lat, czyli łącznie równowartość 12,6 roku pełnych zarobków. Ma na to 39 lat pracy: 12,6 podzielone przez 39 daje ok. 32%. Niemal jedna trzecia każdej wypłaty.

Ewa zarabia o 12% mniej niż Jakub (88% jego wynagrodzenia), co dokładnie odpowiada średniej luce płacowej między kobietami a mężczyznami w UE z 2023 r. Ale niższa płaca to dopiero początek. Ewa przepracuje 35 lat, w Polsce tylko 30. A ponieważ kobiety żyją statystycznie dłużej, na emeryturze spędzi nie 18, ale 22 lata. Policzymy: 70% dochodu przez 22 lata to równowartość 15,4 roku zarobków. Przy 35 latach pracy musi odkładać 44% każdej wypłaty. W polskim wariancie (30 lat) - 51%, tj. ponad połowę pensji!

Tabela 1.1. Ile trzeba odkładać, żeby emerytura wyniosła 70% dochodu?

Lata pracy

Lata emerytury

% dochodu do odkładania

Jakub (UE)

39

18

32,0%

Jakub (PL)

35

18

36,0%

Ewa (UE)

35

22

44,0%

Ewa (PL)

30

22

51,0%

Źródło: opracowanie własne.

To jest potrójne wyzwanie, które dotyka kobiety w systemach emerytalnych na całym świecie. Niższe zarobki to mniejsza baza do oszczędzania. Krótsza kariera i przerwy związane z wychowaniem dzieci - mniej lat na akumulację kapitału. Dłuższe życie - więcej lat do sfinansowania. To właśnie dlatego w UE luka emerytalna (tzw. gender pension gap) między kobietami a mężczyznami sięga średnio 30%.

Na szczęście pieniądze odkładane w systemie publicznym są corocznie indeksowane, co poprawia nieco emerytalną perspektywę. W systemie publicznym rolę stopy zwrotu pełni waloryzacja - coroczne podwyższanie zapisów na kontach emerytalnych. W systemie prywatnym - zyski z inwestycji.

Zobaczmy, co się dzieje, gdy założymy realną (ponad inflację) stopę zwrotu 1% rocznie - to górna granica historycznych średnich w Europie. Procent składany - nawet skromny - pracuje na naszą korzyść. Wymagany wysiłek oszczędnościowy Jakuba spada z 32% do 24%, a Ewy z 44% do 33%. To jednak wciąż ? lub ? pensji. W obu przypadkach umiejętne pomnażanie oszczędności to nie luksus. To konieczność.

Tabela 1.2. Wymagane oszczędności przy realnej stopie zwrotu 1% rocznie

Lata pracy

% dochodu do odkładania

Jakub (UE, 39 lat)

39

24,0%

Jakub (PL, 35 lat)

35

27,5%

Ewa (UE, 35 lat)

35

33,0%

Ewa (PL, 30 lat)

30

40,0%

Źródło: opracowanie własne.

Ale chwilę. Skoro Jakub i Ewa co miesiąc odprowadzają składki, to gdzie trafiają ich pieniądze? Czy czekają gdzieś na specjalnym koncie na dzień wypłaty i rosną? Nie. Ich składki trafiają prosto na konto pana Marcina z mieszkania obok - 68-latka, który od trzech lat jest na emeryturze. Taki system nazywa się repartycyjny albo solidarnościowy. Zasada jest prosta: składki dzisiejszych pracowników finansują bieżące emerytury. Nikt niczego nie odkłada. Każde pokolenie pracujących "utrzymuje" pokolenie emerytów, ufając, że następne zrobi to samo. To międzypokoleniowa umowa społeczna - niepisana, ale fundamentalna dla funkcjonowania państw.

Działa to pod jednym warunkiem: pracujących jest wystarczająco wielu w stosunku do emerytów. Żeby pan Marcin otrzymał emeryturę na poziomie 70% dawnych zarobków, składki musi odprowadzać mniej więcej trzech Jakubów. I tu zaczyna się problem, który mierzy się za pomocą tzw. współczynnika obciążenia demograficznego - to relacja liczby emerytów do liczby osób w wieku produkcyjnym. W 1990 r. w Polsce na jednego emeryta przypadało sześciu pracujących. Dziś tylko trzech, a do 2050 r. będzie dwóch. To oznacza, że albo emerytura pana Marcina musi spaść - powiedzmy z 70% do 50% - albo w systemie powstanie deficyt, który trzeba pokryć z podatków. Ten deficyt jest już faktem. Składki pracujących pokrywają zaledwie ok. 85% wypłacanych emerytur (tzw. pokrycie w systemie). Brakujące 15% dopłaca budżet, tj. wszyscy podatnicy. A proces starzenia się społeczeństwa dopiero nabiera tempa.

Dlatego obowiązkowy system publiczny jest zwykle uzupełniany prywatnym filarem kapitałowym - pracowniczym lub indywidualnym - w którym składki są inwestowane realnie na rynku, a nie natychmiast wydawane na bieżące świadczenia.

Jak widać, całą emerytalną rzeczywistość opisują dwa zaskakująco proste wzory:

Emerytura = (składka × lata pracy) ÷ lata na emeryturze

Pokrycie w systemie = (składki × liczba pracujących) ÷ liczba emerytów

Pierwszy dotyczy nas samych i ilustruje fakt, że nasza emerytura zależy od tego, ile odłożymy, jak długo będziemy pracować i ile lat emerytury musimy sfinansować. Należy tutaj zaznaczyć, że jeżeli nasze składki są waloryzowane powyżej stopy inflacji, to dodatkowo pojawia się w tym wzorze stopa zwrotu, która podnosi emeryturę. Drugi dotyczy całego społeczeństwa i pokazuje problem tego, czy jest dość pracujących rąk, by utrzymać tych, którzy już odpoczywają. Matematyka jest banalna, ale i... brutalna. Zastosowanie jej w praktyce - już absolutnie nie.

Prosty przykład Jakuba, Ewy i pana Marcina pokazuje, że emerytalna kalkulacja napotyka w praktyce cały labirynt wyzwań - psychologicznych, inwestycyjnych, demograficznych i technologicznych. W tej książce odpowiadamy na nie z czterech perspektyw:

Dlaczego nie oszczędzamy, choć wiemy, że powinniśmy - i jak to zmienić? Jak mądrze budować kapitał i jeszcze mądrzej go wydawać? Jak powinien wyglądać system, który naprawdę chroni? Jak technologia, demografia i dłuższe życie mogą zmieniać reguły gry?

Zanim jednak przejdziemy do odpowiedzi, musimy lepiej zrozumieć pytania. Bezpieczeństwo emerytalne to nie odległy problem. To decyzje, które podejmujemy - lub których nie podejmujemy - już dziś.

1.1. Złe decyzje, fatalne skutki

Idealny, ale nierealny świat emerytalnych Homo economicus

Jakub potrafi spędzić godzinę na forach internetowych, porównując szczegółowo ofertę kupna telewizorów. Buduje arkusz urlopowy z cenami lotów i hoteli co do złotówki, w mediach społecznościowych analizuje recenzje każdej restauracji w promieniu kilometra od plaży. Ale zwykle poświęca dokładnie ZERO czasu w roku na zaplanowanie najdłuższego urlopu jego życia - ponad 20 lat emerytury, której koszt liczy się w milionach złotych.

Zanim zajmiemy się tym, dlaczego tak się dzieje, odpowiedzmy na inne pytanie: jak wyglądałby idealny Jakub, gdyby do planowania emerytury podchodził tak samo metodycznie jak do wakacji?

Tak zwana ekonomia neoklasyczna (pierwotny nurt w ekonomii) ma na to pytanie precyzyjną odpowiedź. Jej bohaterem jest Homo economicus, czyli człowiek w pełni racjonalny, dysponujący pełną informacją i nieograniczoną zdolnością analizy dostępnych danych. Gdy staje przed decyzją, taki ekonomiczny (nad)człowiek chłodno szacuje wszystkie dostępne opcje, oblicza ich oczekiwaną wartość i wybiera tę, która maksymalizuje jego tzw. długoterminową użyteczność. Rozumie się przez nią subiektywną miarę satysfakcji, przyjemności lub obiektywnej korzyści, jaką człowiek czerpie z konsumpcji określonego dobra, usługi, a w szerszym sensie z dysponowania czasem wolnym lub majątkiem. Idealny Jakub dokładnie i prawidłowo potrafi to określić. Nie ulega chwilowym impulsom. Nie zwleka. Nie daje się zwieść emocjom. Jego jedynym kompasem jest jego racjonalny interes, na podstawie którego podejmuje decyzje, które w jego ocenie dają mu największą wartość. W naszym kontekście emerytalnym oznacza to, że Jakub potrafi świetnie planować finanse i podejmuje szybko odpowiednie decyzje.

Fundamentem tego planowania jest model tzw. cyklu życia, jeden z najbardziej znanych w eko­nomii. Został opracowany przez Franco Modiglianiego i Richarda Brumberga[3] w 1954 r. i przyniósł temu pierwszemu w 1985 r. Nagrodę Nobla z ekonomii. Jego logika jest prosta. Dochód człowieka zmienia się przez całe życie - rośnie, gdy pracujemy, by na emeryturze spaść nawet do zera. Nasz racjonalny ekonomiczny człowiek, chcąc uniknąć dramatycznej zmiany standardu życia po okresie pracy, "wygładza" konsumpcję w czasie. Gdy zarabia, tworzy oszczędności, z których utrzymuje się na emeryturze. Zbiera nadwyżkę finansową z okresu życia, w którym jej użyteczność jest niższa (głównie wiek średni wysokich zarobków), by "wysłać" ją w przyszłość do 75-letniego "siebie".

Jak ten model przekłada się na konkretne decyzje? Wzorcowy Jakub zaczyna od prostego rachunku, który znamy już z wprowadzenia. Potrzebuje odkładać ok. 24-32% dochodu, by na emeryturze dostać 70% ostatniej pensji. Optymalnie robi to od pierwszej wypłaty, bo rozumie, że procent składany premiuje czas i że każdy rok zwłoki ma wymierny i nieodwracalny koszt.

Tabela 1.3. Wartość jednej złotówki w zależności od okresu oszczędzania

Okres oszczędzania

Wartość zaoszczędzonej 1 zł przy stopie zwrotu

1% rocznie

Wartość zaoszczędzonej 1 zł przy stopie zwrotu

3% rocznie

Różnica

10 lat

1,10 zł

1,34 zł

1,22×

20 lat

1,22 zł

1,81 zł

1,48×

30 lat (Ewa, PL)

1,35 zł

2,43 zł

1,80×

35 lat (Ewa, UE; Jakub, PL)

1,42 zł

2,81 zł

1,98×

40 lat (Jakub, UE)

1,49 zł

3,26 zł

2,19×

Źródło: obliczenia własne. Stopa procentowa 1% to historyczna górna granica waloryzacji w europejskich systemach repartycyjnych. Stopa procentowa 3% to długoterminowe realne stopy zwrotu historycznie możliwe do uzyskania ze zdywersyfikowanego portfela aktywów finansowych.

Zilustrowane w tabeli 1.3 różnice w wysokości kapitału zgromadzonego na emeryturę z oszczędzania jednej złotówki są olbrzymie i decydujące o bezpieczeństwie finansowym. Jakub, który zaczyna oszczędzać, mając 25 lat, po 40 latach dysponuje kwotą, z której każda złotówka jest warta 3,26 zł przy realnej stopie 3% lub 1,49 zł przy stopie 1%. Ewa, która zaczyna oszczędzać w wieku 35 lat, uzyskuje z tej samej złotówki zaledwie 2,43 zł lub 1,35 zł, czyli od 10% do 25% mniej. Dziesięć lat zwłoki może kosztować ją nawet ćwierć kapitału końcowego, którego nie da się łatwo odrobić w późniejszych latach.

Z tego przykładu widać, jak ważne jest możliwie wczesne podjęcie decyzji o oszczędzaniu na cele emerytalne i optymalne inwestowanie kapitału. W okresie 40 lat złotówka zainwestowana po 2 pkt proc. wyższej stopie zwrotu powoduje, że realna wartość naszych oszczędności jest o 119% wyższa (2,19-krotnie).

Poza optymalnym gromadzeniem oszczędności emerytalnych wzorcowy Jakub planuje też fazę wypłat. Wie, że zarządzanie zgromadzonym kapitałem po przejściu na emeryturę jest równie ważne jak jego budowanie i że ryzyko "przeżycia" własnych oszczędności jest realne. Regularnie weryfikuje swój plan po zmianie pracy, po urodzeniu się dziecka, po zakupie nieruchomości i po każdej znaczącej zmianie życiowej. Nie planuje wyłącznie optymistycznego scenariusza, ale tworzy rezerwy na wypadek ciężkiej choroby lub dłuższego życia.

Podstawowe wyzwanie polega jednak na tym, że ten idealnie racjonalny i przewidujący Jakub w prawdziwym życiu jest gatunkiem niewystępującym wcale lub spotykanym niezmiernie rzadko. Dorobek badań współczesnej psychologii i ekonomii nad rzeczywistym zachowaniem ludzi pokazuje, że prawdziwy Jakub i prawdziwa Ewa postępują zupełnie inaczej.

Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, czyli o Homo iners

W rzeczywistości, nawet jeśli mamy dobre intencje i chęci, to nasz brak racjonalności i konsekwencji prowadzi do rozdźwięku między tym, co byśmy chcieli, a działaniem (intention-action gap). Noblista Richard Thaler i Cass Sunstein w kultowej książce Nudge (Szturchnięcie) zauważyli, że opisane wyżej czyste modele ekonomiczne po prostu... ignorują biologię. Podzielili więc ludzi na dwa gatunki:

Ekoni (Econs) - wyidealizowani przedstawiciele Homo economicus jako chodzące kalkulatory o żelaznej sile woli, niepodatne na emocje, zawsze maksymalizujące użyteczność. Ich symbolem jest analityczny Mr. Spock ze Star Treka. Ludzie (Humans) - przedstawiciele najzwyklejszego na świecie Homo sapiens. Po prostu my. Istoty roztargnione, ulegające inercji, mające problem z rzuceniem palenia i odkładające decyzje emerytalne na wieczne "jutro".

Nasza natura jest bardzo złożona i pełna słabości. Gdyby Dante Alighieri pisał swoją Boską Komedię z perspektywy współczesnej ekonomii behawioralnej i emerytur, architektura zaświatów bez wątpienia zawierałaby dwa dodatkowe kręgi.

W którym kręgu piekieł umieścić polityków i... nas samych

Kluczowa logika Dantego Alighieri, który w swojej Boskiej Komedii opisał dziewięć kręgów piekieł, zakłada, że w kolejnych, coraz niższych, a tym samym coraz dotkliwszych kręgach piekieł znajdują się ludzie, którzy mają coraz większą świadomość swoich grzechów, a ich postępki przynoszą największe szkody. Stąd najgorsze są według niego zdrada i oszustwo. Wymagają bowiem rozumu i intencji. Trochę jak nasze (nie)planowanie emerytury.

Dante opisuje dziewięć kręgów piekielnych:

Limbo - dusze cnotliwych, ale nieochrzczonych (w tym starożytni filozofowie) Rozpusta - grzesznicy cieleśni Obżarstwo - osoby niepanujące nad swoimi potrzebami konsumpcji Chciwość i rozrzutność - tutaj skąpcy i rozrzutnicy Gniew - tu ludzie niepanujący nad tym uczuciem Herezja - miejsce dla heretyków Przemoc - w tym kręgu trzy podkręgi: dla osób używających przemocy wobec bliźnich, siebie (np. samobójcy), Boga i natury Oszustwo - tu 10 podkręgów w zależności od rodzaju oszustwa. Tu m.in. fałszywi doradcy Zdrada - najcięższe grzechy, krąg dla osób zdradzających tych, którym należy się lojalność.

Dante opiera swój opis na liczbie 9 (3×3 - symbolika Trójcy i grzechu), a sam Lucyfer jest w samym środku dziewiątego kręgu.

A teraz pytanie do Ciebie, drogi Czytelniku: gdzie umieścimy opisane przez nas "piekło emerytalne" dla nas samych i "polityczne" dla polityków?

Ciekawe, co powiedziałby na to sam wielki Florentyńczyk?

Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Dante_Alighieri%27s_portrait_by_Sandro_Botticelli.jpg.

Pierwszy to piekło emerytalne, które sami sobie fundujemy głównie przez destrukcyjny grzech zaniechania. Rezydentami tego miejsca są Homo iners, czyli ludzie bierni. Nie podejmują ważnych decyzji lub podejmują błędne decyzje co do swojego życia, zdrowia i bezpieczeństwa finansowego.

Drugi krąg jest zarezerwowany dla rządzących Homo electoralis, którzy nawet jak mają dobre chęci, to podejmują często fatalne decyzje dotyczące systemu emerytalnego. Kierują się bardzo krótkoterminowym interesem wyborczym, pomijając długoterminowe konsekwencje. W efekcie: system emerytalny jest dla ludzi niezrozumiały i niestabilny. Oczywiście to tylko metafora, ale perspektywa ubóstwa na emeryturze i niewydolnego systemu są bardzo realne. Świat pełen jest Homo iners i Homo electoralis.

Spójrzmy na liczby. Ponad 80% ankietowanych w badaniach OECD deklaruje, że oszczędzanie na emeryturę jest ważne. A realnie i dobrowolnie robi to kilkanaście procent z nas. Badacz Choi ze współpracownikami (2002) precyzyjnie zmierzyli ten rozdźwięk. W ich badaniu 68% pracowników przyznało, że oszczędza za mało, ale gdy wrócili do tej samej grupy kilka miesięcy później, zaledwie garstka podjęła działanie. Większość z nas wie i deklaruje, że powinna gromadzić kapitał, ale nic nie robi. Wytłumaczeniem nie jest to, że ludzie są leniwi. Przyczyny są znacznie głębsze i wynikają z kilku ważnych mechanizmów naszego myślenia, których sześć głównych pokrótce opiszemy poniżej.

1. Życie tylko na automatycznym pilocie prowadzi do złych decyzji

Pierwszy mechanizm dotyka tego, jak działa nasz mózg, który... nie przepada za problemem emerytur. Psychologia naszego myślenia wskazuje, że winny jest sam sposób, w jaki mózg przetwarza informacje. Mimo wielu teorii naukowcy różnych tradycji badawczych dochodzą tu do zaskakująco zbieżnych wniosków. W uproszczeniu, mamy dwa tryby myślenia:

szybki i automatyczny - trudny do zmiany, działający zwykle podświadomie w oparciu o wypracowane schematy, wolny i analityczny - bardziej racjonalny, ale wymagający świadomego wysiłku.

Badacze Stanovich i West[4], analizując błędy poznawcze w setkach badań, sformułowali podobny podział na procesy heurystyczne (bezwysiłkowe i natychmiastowe) i analityczne, które są powolne i pochłaniają dużo zasobów. Doskonały opis ich działania podsumowuje książka zatytułowana Thinking, Fast and Slow z 2011 r. autorstwa Daniela Kahnemana (wydanie polskie: Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym). Z kolei Baumeister i współpracownicy (1998)[5] uzupełniają ten obraz o wymiar energetyczny. Myślenie analityczne czerpie z ograniczonego zasobu uwagi i samosterowności. Podejmowanie złożonych decyzji dosłownie wyczerpuje mózg i sprawia, że kolejne decyzje są coraz trudniejsze lub po prostu przekierowywane do trybu automatycznego. Tu zaś wpadamy w ryzyko błędnych schematów myślowych, emocji i pułapek, przez które nasze decyzje są nietrafne.

Wszystkie te teorie wskazują na ten sam problem. Codzienne decyzje - w co się ubrać, którą trasę wybrać - obsługuje zwykle tryb automatyczny: szybko i bez wysiłku. Planowanie emerytalne to zadanie dla trybu analitycznego. Długi horyzont, abstrakcyjne liczby, niepewne zmienne, zero natychmiastowej nagrody. Mózg, który właśnie przepracował cały dzień, sięga wieczorem po pilota do telewizora, a nie po arkusz emerytalny.

2. Otoczenie wpływa na nasz osąd

Psychologia kognitywna wskazuje, że jesteśmy do siebie podobni, a nasze mózgi działają na tych samych zasadach. A psychologia społeczna przypomina, że umysł nigdy nie działa w próżni. Nasze decyzje, w tym emerytalne, kształtowane są przez otoczenie i doświadczenie. Kierujemy się tym, co robią nasi znajomi, lub tym, co czerpiemy z mediów czy od instytucji. Badacze Duflo i Saez[6] pokazali na przykład w eksperymencie, że informacja o tym, co robią współpracownicy, silniej wpływa na decyzje emerytalne niż bodźce finansowe. Dlatego drugi ważny mechanizm to normy grupowe i doświadczenia, które kształtują nasze decyzje.

3. "Ja tu i teraz" wygrywa z "Tobą w przyszłości"

Kolejny, trzeci mechanizm to przywiązywanie dużo większej wagi do teraźniejszości (present bias) w powiązaniu z tzw. hiperbolicznym dyskontowaniem przyszłych korzyści. W efekcie koncentrujemy się na naszej sytuacji finansowej tu i teraz, a nie doszacowujemy długoterminowych efektów. To irracjonalne zwycięstwo natychmiastowej gratyfikacji nad rozsądkiem i dowód, że w ludzkiej głowie dzisiejszy pączek zwykle wygrywa z gwarancją otrzymania całego tortu jutro. Laibson[7] udowodnił, że ludzki mózg nie dyskontuje przyszłości liniowo, lecz hiperbolicznie. Nagrodę za 30 lat postrzegamy jako wartą blisko zero, choć tak nie jest. Badania z użyciem rezonansu magnetycznego pokazały, że gdy Jakub myśli o sobie w podeszłym wieku, w jego mózgu aktywują się obszary odpowiadające myśleniu o obcej osobie[8]. A przecież przyszłemu Jakubowi na emeryturze nie zafundujemy wakacji kosztem zjedzonego dziś pączka.

4. Niepoprawny optymista i "mnie to nie spotka"

Życiu teraźniejszością towarzyszy często inny, czwarty mechanizm: złudzenie optymizmu. Badacze Weinstein[9] i Sharot[10] opisali naszą wrodzoną tendencję do przeceniania własnych szans. Zakładamy zwykle, że "wszystko będzie dobrze" lub "jakoś to będzie". Planujemy np. pracę do 65. roku życia przy stale rosnącej pensji, ignorując fakt, że znaczny odsetek osób wypada z zatrudnienia przed sześćdziesiątką z powodu zdrowia lub dyskryminacji ze względu na wiek. Nie przewidujemy, że może przydarzyć nam się wypadek lub ciężka choroba i trzeba się ubezpieczyć lub mieć bufor finansowy. Często budujemy plany, w których wszystko idzie idealnie, a życie niestety brutalnie weryfikuje te założenia.

5. Paradoks nie wiem, że czegoś nie wiem

Piątym mechanizmem jest powszechny analfabetyzm finansowy. Badaczki Lusardi i Mitchell[11] pokazały, że nieznajomość trzech podstawowych pojęć - procent składany, inflacja i dywersyfikacja - jest silnie powiązana z brakiem planowania emerytalnego. Czasami nie wiemy nawet, gdzie szukać wiedzy. Warto tu nawiązać do tzw. efektu Dunninga-Krugera. To w psychologii błąd poznawczy, który polega na tym, że osoby o niskich umiejętnościach w danej dziedzinie mają tendencję do drastycznego przeceniania swoich kompetencji. Proces pozyskiwania nowej wiedzy dzieli się tu na cztery charakterystyczne etapy:

Szczyt Głupoty (Góra Głupoty). Zaczynasz poznawać nowy temat. Po przeczytaniu jednego artykułu lub obejrzeniu krótkiego filmu wydaje ci się, że wiesz już wszystko. Twoja pewność siebie wystrzeliwuje w kosmos, mimo że wiedza jest jeszcze bliska zeru. Dolina Rozpaczy. Zaczynasz zgłębiać temat i nagle dociera do ciebie, jak bardzo jest skomplikowany. Uświadamiasz sobie, ile jeszcze nie wiesz. Twoja pewność siebie drastycznie spada. Zbocze Oświecenia. Kontynuujesz naukę. Zaczynasz rozumieć mechanizmy i zależności. Twoja wiedza rośnie, a z nią powoli odbudowuje się pewność siebie. Płaskowyż Biegłości. Jesteś ekspertem. Masz ogromną wiedzę i adekwatną do niej stabilną pewność siebie. Wiesz jednak, że wciąż można się czegoś nauczyć.

Celem tej książki jest m.in. pomoc wszystkim w możliwie prostym pokonaniu Zbocza Oświecenia i zdobyciu Płaskowyżu Biegłości w planowaniu emerytalnym. Umiejętność zdobywania wiedzy i adaptacji jest dziś szczególnie ważna. Podstawowa wiedza ekonomiczna jest zbyt słabo obecna w programach nauczania. Zwłaszcza że decyzje finansowe mają w naszym życiu olbrzymie znaczenie i powinniśmy do ich podejmowania być właściwie przygotowani.

6. Zmęczenie i paraliż decyzyjny

Jak mamy bez właściwej wiedzy podejmować dobre decyzje emerytalne, skoro sam system jest skomplikowany? Prowadzi to do szóstego mechanizmu, którym jest paraliż decyzyjny. Badaczki Iyengar i Lepper[12] w klasycznym eksperymencie z dżemami dowiodły, że zbyt duży wybór prowadzi nie do lepszej decyzji, lecz do żadnej. Przyjmijmy, że Ewa siada w piątek wieczorem przed laptopem, żeby zadbać o emeryturę. Zderza się ze ścianą pojęć i skrótów. Od razu pojawia się zmęczenie decyzyjne, zamyka więc laptop i myśli: "doczytam w weekend". Mózg już zanotował, że to planowanie emerytalne jest chyba trudne i skomplikowane. W efekcie ten weekend nie nadchodzi przez kolejne lata. Ten mechanizm jest wzmacniany potężnym mechanizmem inercji, która rządzi życiem Homo iners. Tak zwana prokrastynacja jest jednym z głównych wrogów w naszym życiu. Łatwo odsuwamy od siebie zwłaszcza trudne decyzje i mamy potężny problem ze zmianą nawyków. Robimy wiele rzeczy pod presją na ostatnią chwilę. Nasze schematy myślowe podsuwają nam często zbyt proste rozwiązania, które jednak nie są optymalne. Kluczowe znaczenie ma tutaj motywacja. Jeżeli nie jest wystarczająco silna, jak na dzień przed egzaminem, to nic się nie wydarzy. Problem w tym, że na dzień przed przejściem na emeryturę już nic nie zrobimy, żeby była ona bezpieczna i godna. Ktoś może podnieść argument, że to nie inercja, tylko brak pieniędzy. Ale przykład Chin pokazuje, że to nie ich brak jest najważniejszy przy decyzjach o oszczędzaniu. Dochody w ujęciu PKB per capita w Państwie Środka stanowią zaledwie 30% średniej w UE i 16% w USA. A stopa oszczędności wynosi tam ponad 30%, wobec ok. 15% w UE i ok. 4,5% w USA. Publiczny system emerytalny w Chinach wdrażany jest powszechnie od bardzo niedawna, a świadczenia z filara wiejskiego są symboliczne - Chińczycy wiedzą, że muszą liczyć głównie na siebie, odkładając stale blisko ? dochodu.

Posłużę się tutaj (Paweł) jeszcze innym trudnym przykładem, pochodzącym z rozmowy z bardzo doświadczoną psycholog, pracującą w szpitalu onkologicznym. Wskazuje ona na dwie postawy osób uzależnionych od palenia papierosów, gdy dowiadują się o wywołanym tym nałogiem nowotworze. Ponad połowa rzuca go z dnia na dzień całkowicie i trwale. To, co jest szokujące, to fakt, iż bardzo wiele osób nadal pali. Siła inercji i brak zdolności do podjęcia racjonalnej decyzji są w tym wypadku porażające. Odnosząc to do emerytur, jesteśmy często tak silnie uzależnieni od bieżącej konsumpcji, że wykazujemy się olbrzymią inercją w podjęciu decyzji o nawet niewielkim stałym odkładaniu pieniędzy na stare lata. Naukowcy O'Donoghue i Rabin[13] pokazali, że większość ludzi to "naiwni prokrastynatorzy", którzy szczerze wierzą, że jutro w końcu zaczną oszczędzać. Ale to jutro nie nadchodzi latami.

Siłę inercji można jednak wykorzystać pozytywnie, co autorzy tej książki zrobili przy konstruowaniu programu Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK). Pracownik może być automatycznie zapisany do planu emerytalnego, jak PPK, co zwiększa szanse, że podejmie dobrą decyzję o pozostaniu w programie, bo nie wymaga to już wysiłku. Badacze Madrian i Shea[14] przeprowadzili jedno z najważniejszych badań w historii ekonomii behawioralnej. Samo przestawienie domyślnej opcji w planie emerytalnym z systemu wymagającego aktywnego zapisu, tzw. opt-in (wchodzę), na automatyczny zapis z możliwością rezygnacji, tzw. opt-out (wychodzę), podniosło uczestnictwo z 37% do 86%. Ludzie się nie zmienili. Zmienił się sposób wyboru i formularz, a resztę zrobiła inercja.

Trauma utraty zaufania do systemu

Nieufność do systemu to, według polskich badaczy Buchholtz i Szczepańskiego[15], czwarty najczęstszy powód nieoszczędzania na emeryturę w Polsce. I nie jest to irracjonalna fobia. To racjonalna odpowiedź na doświadczenie pokoleń, które widziały inflację, reformę OFE czy inne wielokrotne zmiany reguł gry bez ostrzeżenia. Problem polega na tym, że uzasadniona historycznie ostrożność wobec konkretnych instytucji przekształca się w paraliż wobec wszystkich form długoterminowego oszczędzania. Trauma instytucjonalna jest prawdziwa. Wprowadzając w Polsce w pełni prywatny system PPK, widzieliśmy z badań, że pierwszym powodem wypisywania się z programu było przeświadczenie wyrażone w stwierdzeniu: "znowu mi zabiorą". I to pomimo wpisania do ustawy wprost, że środki zgromadzone w PPK są prywatne, choć było to nawet nadmiarowe, bo wynika z samej konstrukcji prawnej programu.

Zniszczyć zaufanie jest bardzo łatwo, ale jego odbudowanie zajmuje lata. Dlatego każda zmiana w systemie powinna być dokonywana bardzo rozważnie, poprzedzona szerokimi konsultacjami i oparta na konsensusie politycznym oraz umowie społecznej. Tylko pod tymi warunkami deficyt zaufania nie będzie negatywnie wpływał na pożądany wybór emerytalny.

Sześć opisanych tu mechanizmów nie działa w izolacji. Działają jednocześnie i wzajemnie się wzmacniają. Skupienie się na teraźniejszości sprawia, że wciąż odkładamy decyzję. Następuje paraliż decyzyjny, a gdy już decyzję podejmiemy, uciekamy od złożoności. Inercja sprawia, że zostajemy tam, gdzie jesteśmy. Ulegając złudzeniu optymizmu, nie dostrzegamy kosztów tej bezczynności. Analfabetyzm finansowy powoduje, że nawet dobra wola nie przekłada się na działanie. A trauma instytucjonalna podcina skrzydła tym, którzy mimo wszystko chcieliby zaufać jakiemuś rozwiązaniu.

Rezultat jest przewidywalny. Bardzo wiele osób w różnych krajach na skutek braku lub złych decyzji rozpocznie emeryturę bez większego kapitału. Dobre zrozumienie naszych słabości w podejmowaniu dobrych decyzji finansowych to pierwszy krok do zmiany i budowania umiejętności dokonywania optymalnych wyborów. Zanim przejdziemy do podpowiedzi, co można z tym zrobić (o tym dużo w rozdziale 3), zapoznajmy się z kolejnym wyzwaniem, związanym z efektywnym i bezpiecznym inwestowaniem kapitału na emeryturę.

Wstęp

Obrazek nr 1.

Ciężko zapomnieć jego oczy, wyzierający z nich lęk. W 2025 r. jestem w jednym ze studiów telewizyjnych (Bartosz), nagrywając tzw. setkę o malejących świadczeniach, jakie czekają Polaków. Po nagraniu podchodzi do mnie kamerzysta, chce porozmawiać o przyszłości. Ma 60 lat, pięć lat do wieku emerytalnego, pracował i pracuje "hybrydowo" - od płacy minimalnej ma odprowadzane składki do ZUS-u, pozostałą część ma wypłacaną w nieoskładkowanych honorariach.

- Moi koledzy, którzy odchodzą teraz na emeryturę, dostają po jakieś dwa tysiące złotych miesięcznie - mówi. - To czeka też mnie. Czy coś można jeszcze zrobić? - pyta, więcej niż zatroskany. Wręcz przerażony.

Obrazek nr 2.

Długa rozmowa telefoniczna ze znaną mi panią mecenas, która całe życie pracowała "na działalności" i nie oszczędzała dodatkowo. Na pięć lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego sprawdziła, ile pieniędzy na emeryturę ma teraz w ZUS-ie i jakie może być z tego świadczenie. Nie ma męża, więc na emeryturze otrzyma tylko jeden dochód.

- Chyba poszukam sobie jakiegoś starszego pana do pary - mówi pół żartem, pół serio. Bo to, co ma otrzymać z ZUS-u, nie wygląda zachęcająco. Dopiero teraz zastanawia się poważnie, co z tym zrobić.

Obrazek nr 3.

Z okresu, kiedy zarządzałem (Paweł) programami emerytalnymi, pamiętam historię pewnego pracownika firmy energetycznej, która oferowała kadrze Pracowniczy Program Emerytalny. W momencie załatwiania w dziale personalnym ostatnich formalności związanych z odejściem na emeryturę dowiedział się, że ma ponad 150 tys. zł na koncie PPE. Zupełnie zapomniał, że jest jego uczestnikiem. Nie obyło się bez łez i hucznej imprezy dla znajomych. Nowy świat po ustaniu aktywności zawodowej nagle nabrał kolorów.

Te trzy sytuacje są osią tej książki, pokazującej z jednej strony osobiste i systemowe wyzwania emerytalne, a z drugiej rozwiązania. Bardzo wiele czasu poświęcamy na "ułożenie" naszego życia w okresie aktywności zawodowej. Mozolnie wspinamy się po drabinie kariery, budujemy rodzinę, planujemy wakacje czy zakup nowego mieszkania lub samochodu. A tak mało myślimy o naszych 20-30 latach na emeryturze. Z tym problemem zmagają się ludzie na całym świecie i zapewne także Ty. Im więcej czasu upłynie w "emerytalnej bezczynności" naszego książkowego Homo iners, tym bardziej będzie on nabrzmiewać. Dlaczego? Bo nasz system emerytalny skonstruowany jest tak, że wypłacane z niego świadczenia będą - w stosunku do zarobków - znacząco maleć. I nie ma tutaj żadnych magicznych rozwiązań czy zaklęć, które by sprawiły, że będzie inaczej.

Od blisko 30 lat mamy tzw. system zdefiniowanej składki, co oznacza, że ZUS zwraca nam na starość to, co sami w nim oszczędzimy. Nie ma już przeliczników, kwot bazowych i innych narzędzi, które dawały świadczenia wyższe niż to, co wynikało ze zgromadzonych na starość oszczędności.

Powodem tej zmiany jest pogarszająca się demografia. O ile w XX w. - dzięki potężnemu "doładowaniu" ludnościowemu - politycy mogli (i to robili) obiecywać niższy wiek emerytalny, hojne świadczenia i dodatki do nich, o tyle dziś, nawet jak to obiecują, są to deklaracje bez pokrycia. "Emerytury pod palmami" nie będzie bez własnej zapobiegliwości. Demograficzna piramida stanęła na głowie. Mamy za mało dzieci, a za to dużo - w tym autorów tej książki - osób urodzonych w powojennym wyżu demograficznym i "echu" tego wyżu. Efekt: coraz mniej będzie osób do obsługi coraz liczniejszego grona emerytów. A z ubogiego systemu nie da się po prostu wyczarować wysokich świadczeń.

Obniżka emerytur to - paradoksalnie - dobra wiadomość dla naszych dzieci, finansów publicznych i wypłacalności systemu. Młodzi nie będą nadmiernie obciążeni wypłatami dla licznych roczników dziadków i rodziców. Finanse publiczne powinny udźwignąć dopłaty do systemu. I nie zapadnie się on pod wpływem obciążeń, czyli wypłaci świadczenia. ZUS nie zbankrutuje, bo zbankrutować musiałoby nasze państwo. Oczywiście pod warunkiem, że w przetargu politycznym rzesze ubogich emerytów nie przegłosują dla siebie hojniejszych rozwiązań. A ryzyko, że tak się może stać, jest całkiem spore, o czym też piszemy w tej książce, proponując nowatorskie rozwiązanie łagodzenia tego zjawiska.

Ceną tych pozytywnych newsów są jednak malejące, w porównaniu do zarobków, świadczenia z publicznych systemów. Już dzisiaj narzekamy na ich wysokość. Ale to dopiero rozgrzewka. Już za kilkanaście lat mogą one być o połowę niższe niż obecnie, a na ich niewysoką wartość szczególnie narażone są kobiety. Już teraz otrzymują z ZUS-u znacząco niższe świadczenia niż mężczyźni.

Możemy jednak przejąć kontrolę nad swoją przyszłością. Sytuacja nie jest beznadziejna. Bo przede wszystkim od nas samych zależy, jak przygotujemy się do tych zmian. A możemy zrobić tu naprawdę dużo - o czym będziemy szczegółowo pisać poniżej, proponując między innymi nowatorskie rozwiązanie Reguły Emerytalnego Poziomu Życia czy systemu rent dożywotnich. Nie uciekamy też od recept bardziej humanistycznych, takich jak refleksja nad własnymi relacjami z bliskimi, decyzje o dzieciach czy troska o własne zdrowie. Emerytura to nie tylko pieniądze (choć te są bardzo ważne), ale także poczucie sensu na starość. A to dają właśnie dobre relacje i ucieczka od samotności. Może to kolejny dobry powód, by mieć liczne potomstwo?

W tym nowym emerytalnym równaniu jest też miejsce na aktywność polityk publicznych, przede wszystkim na poziomie państwa. Odpowiednio wprowadzone bodźce mogą zdziałać nawet... cuda. Kłania się tutaj ekonomia behawioralna, do której jesteśmy jako autorzy mocno przywiązani, wszak to ona stoi za wdrażanym przez nas razem systemem Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK).

Nie jesteśmy skazani na emerytalną biedę. Ale trzeba powalczyć. Bez podjęcia samemu wysiłku możemy nie uciec przed tym lękiem, który przebijał z oczu rozmówcy w telewizji, czy od oryginalnych pomysłów matrymonialnych pani mecenas.

Ważne jest, by robić to świadomie i jak najszybciej. Wpadanie za pięć dwunasta w pułapki "cudownych recept" czy uleganie prokrastynacji - czyli nałogowemu odkładaniu trudnych decyzji na później - to gotowy przepis na emerytalną katastrofę. Tę, której chcemy uniknąć i o której piszemy na łamach tej książki. Aby wyposażyć czytelnika w odpowiednią strategię, podzieliliśmy książkę na trzy części:

Diagnoza bez znieczulenia i szczerze prześwietla obecny system oraz pułapki naszego własnego umysłu. Recepta dostarcza gotowe narzędzia - zarówno dla twojego portfela, jak i rekomendacje zmian systemowych. Nowe reguły gry wykraczają poza obecny horyzont i pokazują, jak rewolucja technologiczna i społeczna może stworzyć zupełnie nowy sposób życia, pracy oraz podejścia do finansów i emerytury.

Tematami planowania i systemu emerytalnego zajmujemy się od ponad 20 lat. Jesteśmy m.in. autorami Pracowniczych Planów Kapitałowych i byliśmy wspólnie odpowiedzialni za ich wdrożenie w Polsce. Jesteśmy też pomysłodawcami Centralnej Informacji Emerytalnej, aplikacji, która ma w mObywatelu pokazywać Polakom w jednym miejscu informacje o wszystkich ich kontach emerytalnych, od ZUS-u przez PPK po IKE (Indywidualne Konta Emerytalne).

W książce prezentujemy dwie główne perspektywy: systemową, na której skoncentrował się głównie Bartosz, oraz indywidualną powiązaną ściśle z finansami behawioralnymi i inwestycjami, w której wyspecjalizował się Paweł. Wspólnie zależy nam na działaniach budujących silny system waszego bezpieczeństwa emerytalnego oraz na promocji wiedzy, jak podejmować dobre decyzje emerytalne.

Paweł: ekonomista, twórca i były szef Polskiego Funduszu Rozwoju, na co dzień pracujący w sektorze finansowym i aktywnie zarządzający rozwojem firm. Wcześniej zajmował się także opracowaniem i wdrożeniem programu Pracowniczych Planów Emerytalnych. Bartosz, związany obecnie z Instytutem Sobieskiego, oprócz PPK zajmował się m.in. wdrożeniami dużych programów społecznych w Polsce (m.in. 500+). Od lat opisuje, komentuje i wyjaśnia meandry polityki społecznej, w tym systemu ubezpieczeń społecznych. Zajmuje się też demografią, czego owocem jest wydana w 2025 r., także przez nieocenione Prześwity, książka Jak uniknąć demograficznej katastrofy (napisana wspólnie z Michałem Kotem).

Ta książka jest efektem naszych przemyśleń, rozmów, lektur, analiz i doświadczeń wdrożeniowych. Nie uciekamy w niej od trudnych tematów, takich jak własna odpowiedzialność za emerytalną przyszłość. Proponujemy Tobie, Czytelniku - na poziomie własnych wyborów - całościową emerytalną strategię. Rekomendujemy też odpowiednie polityki na poziomie państwa, nie zaklinając rzeczywistości i nie omijając emerytalnego tabu, takiego jak wiek emerytalny, niskie świadczenia w przyszłości czy nieuzasadnione przywileje dla wybranych grup.

Nie jesteśmy fatalistami. Uważamy, że dobre decyzje podjęte przez nas i kreatorów polityk publicznych dzisiaj mogą uchronić nas od wielkiego rozczarowania i trudnej sytuacji życiowej na stare lata. Dobra emerytura nie jest kwestią szczęścia, lecz właściwych decyzji podjętych w porę - i systemu, który powinien nas do nich zachęcać. Właśnie o jednym i drugim jest ta książka.