Jak Ukraina traciła Donbas - Denys Kazanski, Maryna Worotyncewa

Kup ebooka

40.01 zł
27.81 zł (27,81 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Punkt zwrotny

1 marca w 2014 roku w cen­trum Do­niecka do­szło do ma­so­wej de­mon­stra­cji. Wzięło w niej udział od pięt­na­stu do dwu­dzie­stu ty­sięcy osób. Jak na sto­licę Don­basu, do tej pory nie­odzna­cza­jącą się po­li­tyczną ak­tyw­no­ścią miesz­kań­ców, było to nie­zwy­kłe wy­da­rze­nie. Plac wy­peł­niła ludzka masa, ubrana w ty­powe dla tego re­gionu sza­ro­bure ubra­nia. Nie po­wie­wały nad nią ukra­iń­skie flagi, lecz trój­ko­lo­rowe barwy Ro­sji, sztan­dary z cza­sów ZSRR i cho­rą­giewki par­tii Blok Ro­syj­ski. Uczest­nicy nie­śli trans­pa­renty z ha­słami: "W Ro­sji miesz­kają nasi bra­cia, a w Eu­ro­pie bę­dziemy słu­żą­cymi", "Don­bas prze­ciwko ban­de­row­com". Tłum żą­dał krwi.

Don­bas nie za­pi­sał się w dzie­jach jako "eu­ro­pej­ska beczka pro­chu". Nie za­słu­żył na­wet na po­rów­na­nie do pu­dełka za­pa­łek. To nie Bał­kany ani Kau­kaz, gdzie do wy­bu­chu wy­star­czyła iskra. Jego miesz­kańcy byli sku­pieni na swo­ich spra­wach i nie sły­nęli z za­pal­czy­wo­ści. To re­gion z dość krótką hi­sto­rią, gę­sto za­lud­niony do­piero od XIX wieku. Nie od­kła­dały się tu­taj wie­lo­wie­kowe war­stwy są­siedz­kiej nie­na­wi­ści oraz et­nicz­nej wro­go­ści, cha­rak­te­ry­styczne dla in­nych punk­tów za­pal­nych. Zbu­rze­nie rów­no­wagi na Don­ba­sie i do­pro­wa­dze­nie do wy­bu­chu nie­kon­tro­lo­wa­nej agre­sji wy­ma­gało wielu sta­rań.

Tam­tego dnia lu­dzie wy­szli na ulice także w wielu in­nych mia­stach po­łu­dnia i wschodu Ukra­iny. 1 marca uznano za po­czą­tek "ro­syj­skiej wio­sny" - bo tak ro­syj­skie me­dia ochrzciły an­ty­ukra­iń­skie po­wsta­nie po oba­le­niu pre­zy­denta Wik­tora Ja­nu­ko­wy­cza, które prze­ro­dziło się w dzia­ła­nia zbrojne na wscho­dzie kraju. Wojna doj­rze­wała długo. Do­pro­wa­dziły do niej dzia­ła­nia wielu ma­ni­pu­la­to­rów po­li­tycz­nych i ide­olo­gów, któ­rzy wy­pra­co­wali teo­re­tyczne pod­stawy dla przy­szłego kon­fliktu.

To ja­sne, że re­giony pań­stwa ukra­iń­skiego róż­nią się od sie­bie. Przy­czyn na­leży szu­kać w hi­sto­rii - w skład współ­cze­snej Ukra­iny we­szły na­le­żące w prze­szło­ści do róż­nych or­ga­ni­zmów pań­stwo­wych zie­mie, które roz­wi­jały się w od­mienny spo­sób. Nie ozna­cza to jed­nak, że by­li­śmy ska­zani na kon­flikt.

Przez pierw­sze dwa­dzie­ścia lat po ogło­sze­niu nie­pod­le­gło­ści re­gio­nalne od­mien­no­ści nie do­pro­wa­dzały do kon­flik­tów zbroj­nych. W la­tach dzie­więć­dzie­sią­tych hi­sto­ryczne, ide­olo­giczne i ję­zy­kowe sprzecz­no­ści nie były dla miesz­kań­ców Lwowa czy Do­niecka naj­waż­niej­szym pro­ble­mem. Lu­dzi bar­dziej ob­cho­dziła ich sy­tu­acja go­spo­dar­cza niż po­li­tyka. Oczy­wi­ście zda­rzały się pewne tar­cia i kon­flikty. Pierw­sze lata ist­nie­nia Ukra­iny przy­nio­sły po­ważne nie­bez­pie­czeń­stwo se­pa­ra­ty­zmu na Kry­mie. Na szczę­ście ten pro­blem udało się za­że­gnać. Choć przez wschód kraju prze­cho­dziły nie­kiedy po­li­tyczne bu­rze, to w żad­nym stop­niu nie przy­po­mi­nały one ów­cze­snych wy­da­rzeń z Ju­go­sła­wii czy z nie­któ­rych by­łych re­pu­blik so­wiec­kich. W Ukra­inie ście­rali się ze sobą wy­łącz­nie ra­dy­ka­ło­wie - i to głów­nie na ła­mach ga­zet i ulo­tek.

Ukra­ińcy ob­ser­wo­wali wo­jenne tra­ge­die prze­waż­nie w te­le­wi­zji. Po są­siedzku wy­bu­chła wojna w Nad­dnie­strzu. W wie­czor­nych wia­do­mo­ściach po­ka­zy­wano re­por­taże o ob­lę­że­niu Sa­ra­jewa czy wal­kach na uli­cach Su­chumi w Ab­cha­zji. Naj­więk­sze wra­że­nie na oby­wa­te­lach na­szego kraju zro­biły wie­ści z Cze­cze­nii, po­ja­wia­jące się w ro­syj­skiej te­le­wi­zji, która nada­wała wów­czas na te­ry­to­rium Ukra­iny. Mi­liony z nas pa­trzyły na krwawe star­cia w Gro­znym jak na wła­sną wojnę.

Na tle by­łych re­pu­blik ra­dziec­kich Ukra­ina lat dzie­więć­dzie­sią­tych wy­glą­dała jak wy­spa sta­bil­no­ści i spo­koju, czym szczy­ciła się ki­jow­ska wła­dza, uzna­jąc tę sy­tu­ację za swoją główną za­sługę. W kam­pa­nii pre­zy­denc­kiej w 1999 roku Le­onid Kuczma, ubie­ga­jący się o drugą ka­den­cję na sta­no­wi­sku pre­zy­denta, wy­ko­rzy­stał ha­sło: "Nasi woj­skowi wra­cają do domu". W kli­pie re­kla­mo­wym można było zo­ba­czyć szczę­śli­wego żoł­nie­rza przy­jeż­dża­ją­cego do ro­dziny po od­by­tej służ­bie. Taki prze­kaz przy­cią­gał lu­dzi zna­ją­cych roz­miary tra­ge­dii w Cze­cze­nii. Kuczma wy­grał tamte wy­bory, zde­cy­do­wa­nie wy­prze­dza­jąc Pe­tra Sy­mo­nenkę, kan­dy­data ra­dy­kal­nie pro­ro­syj­skiej opo­zy­cji.

W tam­tych cza­sach można było od­nieść wra­że­nie, że nasi żoł­nie­rze wra­cali do do­mów już na za­wsze. Jed­nak pięć lat póź­niej na wszyst­kich ogól­no­ukra­iń­skich ka­na­łach w kółko pusz­czano spot wy­bor­czy stwo­rzony przez PR-owców Wik­tora Ja­nu­ko­wy­cza - ów­cze­snego pre­miera Ukra­iny, wy­zna­czo­nego na na­stępcę Kuczmy. W fil­miku - gło­sem po­pu­lar­nego ro­syj­skiego wo­ka­li­sty Jo­sypa Kob­zona - gro­żono, że w Ukra­inie wy­buch­nie wojna do­mowa, je­śli wy­borcy za­gło­sują na pro­za­chod­niego, po­ma­rań­czo­wego [barwy wy­brane przez ukra­iń­ską opo­zy­cję de­mo­kra­tyczną w 2004 roku - przyp. tłum.] kan­dy­data Wik­tora Jusz­czenkę.

Ja­kie zmiany na­stą­piły mię­dzy ro­kiem 1999 a 2004? Dla­czego w spo­cie po­li­tycz­nym po­ja­wił się wów­czas mo­tyw wojny, która de­kadę póź­niej stała się rze­czy­wi­sto­ścią? Jaki łań­cuch wy­da­rzeń do­pro­wa­dził do ma­so­wych de­mon­stra­cji w mia­stach Don­basu wio­sną 2014 roku, a po­tem do wtar­gnię­cia ro­syj­skich dy­wer­san­tów do Sło­wiań­ska?

Je­śli chcemy po­znać od­po­wie­dzi na te py­ta­nia, mu­simy cof­nąć się do lat dzie­więć­dzie­sią­tych i przyj­rzeć bli­żej naj­now­szej hi­sto­rii Don­basu oraz zro­zu­mieć sens tam­tej­szej po­li­tyki. Ko­rze­nie zło­wiesz­czych pro­ce­sów, które wpro­wa­dziły ten re­gion na wo­jenną ścieżkę, się­gają wielu lat wcze­śniej. Kiedy prze­ana­li­zu­jemy je szcze­gó­łowo, prze­ko­namy się, że w dzie­jach Ukra­iny i Don­basu do­szło do kilku punk­tów zwrot­nych. Gdyby w od­po­wied­nich mo­men­tach wy­brano ina­czej, unik­nię­cie wojny sta­łoby się moż­liwe. Jed­nak w każ­dym z tych przy­pad­ków po­li­tycy po­dej­mo­wali błędne de­cy­zje...

Do­niecki se­pa­ra­tyzm w Ukra­inie od­ży­wał re­gu­lar­nie - raz na dzie­sięć lat. Każda na­stępna erup­cja była znacz­nie sil­niej­sza od po­przed­niej. W la­tach 1993 - 1994 do­szło do straj­ków i sta­wia­nia ul­ti­ma­tów, które za­koń­czyły się nik­czem­nym pseu­do­re­fe­ren­dum okre­ślo­nym jako "do­rad­cze ba­da­nie opi­nii pu­blicz­nej". Zjazd sie­wie­ro­do­niecki, zor­ga­ni­zo­wany w 2004 roku przez Par­tię Re­gio­nów, do­pro­wa­dził pań­stwo na skraj prze­pa­ści. Za to w 2014 roku do­szło już do dzia­łań wo­jen­nych z udzia­łem od­dzia­łów są­sied­niego pań­stwa.

Nie mo­żemy zmie­nić prze­szło­ści, ale warto wy­cią­gnąć z niej wnio­ski. Wojny nie biorą się zni­kąd. Za­wsze można wska­zać tych, któ­rzy po­cią­gają za spust, i ta­kich, któ­rzy do tego na­ma­wiają. Bywa, że pierw­sze pod­szepty i pierw­sze strzały dzielą lata lub na­wet de­kady. Na Don­ba­sie długo pra­co­wano nad do­pro­wa­dze­niem do wy­bu­chu wojny. Nie­któ­rzy ro­bili to świa­do­mie, inni bez­wied­nie. Do ostat­niego mo­mentu nie wie­rzono, że doj­dzie do wojny. Na­wet w go­rą­cym maju 2014 roku, gdy od eks­plo­zji min opa­dały kwiaty ja­błoni, na uli­cach wy­ra­stały ba­ry­kady, a uzbro­jone bandy przej­mo­wały całe mia­sta - na­wet wtedy zda­wało się, że to wszystko nie dzieje się na po­waż­nie, a strony kon­fliktu już za chwilę opa­mię­tają się i odłożą broń.

Gdzie jest ten mo­tyl, który ude­rze­niami swo­ich skrzy­deł wy­wo­łał bu­rzę? Na­leży go szu­kać w okre­sie pre­na­tal­nym współ­cze­snego pań­stwa ukra­iń­skiego. Se­pa­ra­tyzm do­niecki za­wsze to­wa­rzy­szył pró­bom ogła­sza­nia nie­pod­le­gło­ści Ukra­iny. Było tak już w 1918 roku, gdy bol­sze­wicy w kontrze do bu­dowy Ukra­iń­skiej Re­pu­bliki Lu­do­wej ogło­sili stwo­rze­nie Do­niecko-Krzy­wo­ro­skiej Re­pu­bliki Ra­dziec­kiej. Wpraw­dzie nie prze­trwała ona długo i wła­ści­wie nikt nie za­uwa­żył jej ist­nie­nia, ale sam fakt po­wsta­nia ta­kiego pań­stwa słu­żył póź­niej jako istotny sym­bol do­niec­kim se­pa­ra­ty­stom.

Se­pa­ra­tyzm do­niecki pod­niósł głowę po raz drugi, gdy roz­pa­dał się ZSRR. Ana­lo­gicz­nie, ruch ten był skie­ro­wany prze­ciwko mło­demu pań­stwu ukra­iń­skiemu, które wła­śnie miało za­ist­nieć na ma­pie świata. Sym­bo­liczny po­czą­tek tej ery można po­wią­zać z dniem wy­my­śle­nia w Do­niecku czarno-nie­bie­sko-czer­wo­nego sztan­daru, który stał się atry­bu­tem do­niec­kich se­pa­ra­ty­stów, a póź­niej, w 2014 roku, flagą qu­asi-re­pu­bliki, utwo­rzo­nej po za­koń­cze­niu re­wo­lu­cji na ki­jow­skim Maj­da­nie. Wła­śnie wtedy roz­po­częła się epoka do­niec­kiego se­pa­ra­ty­zmu we współ­cze­snej for­mie. Był słaby i nie­zna­czący, gdy nie otrzy­my­wał ze­wnętrz­nego wspar­cia. Na­wet w okre­sie naj­więk­szej po­li­ty­za­cji spo­łe­czeń­stwa, kiedy w ca­łym kraju po­wsta­wały roz­liczne par­tie, ru­chy i or­ga­ni­za­cje spo­łeczne, do­nieccy se­pa­ra­ty­ści byli prak­tycz­nie po­zba­wieni po­par­cia spo­łecz­nego i nie po­tra­fili wpły­nąć na prze­bieg zda­rzeń.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki
De­nys Ka­zan­ski i Ma­ryna Wo­ro­tyn­cewa, Jak Ukra­ina tra­ciła Don­bas prze­ło­żył Ma­ciej Pio­trow­ski, Kra­ków 2024
Co­py­ri­ght ? by the Au­thors Co­py­ri­ght ? for the trans­la­tion by Ma­ciej Pio­trow­ski, 2024 Co­py­ri­ght ? for this edi­tion by Wy­daw­nic­two Ha!art, 2024
Re­dak­tor pro­wa­dzący - Piotr Ma­recki
Re­dak­cja - Ju­styna Ada­mus
Ko­rekta - We­ro­nika Kli­mo­wicz-Ko­złow­ska
Pro­jekt okładki - Mi­cha­lina Jur­czyk
Pro­jekt ty­po­gra­ficzny - Mar­cin Her­nas
Skład i ła­ma­nie - By Mo­use | www.by­mo­use.pl
Trans­la­tion and pu­bli­ca­tion of this book is sup­por­ted by the Eu­ro­pean Union un­der the Ho­use of Eu­rope pro­gramme
Do­fi­nan­so­wano ze środ­ków Mi­ni­stra Kul­tury i Dzie­dzic­twa Na­ro­do­wego po­cho­dzą­cych z Fun­du­szu Pro­mo­cji Kul­tury - pań­stwo­wego fun­du­szu ce­lo­wego
Wy­da­nie I
ISBN 978-83-67713-50-4
547. pu­bli­ka­cja wy­daw­nic­twa
Wy­daw­nic­two Ha!art ul. Ko­nar­skiego 35/8, 30-049 Kra­ków tel. 795 124 207 wy­daw­nic­two@ha.art.pl www.ha.art.pl
Wy­daw­nic­two Ha!art
@wy­daw­nic­two­ha­art
@wy­dha­art
@wy­dha­art
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.