Rozdział I Mój kot o imieniu Kot wyprowadza się
To prawda, że nieszczęścia chodzą po ludziach, jak się często mówi. To znaczy, że każdemu człowiekowi prócz szczęśliwych chwil zdarzają się też trudne momenty. Na mnie to przyszło ni stąd, ni zowąd, znienacka i bez ostrzeżenia. Dodam jeszcze, że czas zawsze pędzi na łeb, na szyję, a w tym pędzącym czasie mogą się dziać różne rzeczy, na przykład mogą nastąpić ważne zmiany, których wcześniej trudno byłoby się spodziewać. Dzieci rosną, dorośli się starzeją, a żywność i lekarstwa z biegiem czasu tracą ważność i nie nadają się do użytku. Nawet najlepsi przyjaciele mogą zmienić się tak, że trudno ich zrozumieć. O kilku takich przypadkach, czasem na lepsze, a czasem na gorsze, chcę wam tutaj opowiedzieć.
Po przeczytaniu książki Uważni Czytelnicy będą mogli odpowiedzieć na następujące pytania:
CO się zmieniło na lepsze i KTO się zmienił na lepsze?
KTO się okazał KIMŚ zupełnie innym? Co o tym świadczy?
Wyobraźcie sobie, że mój Kot wyprowadził się do naszych sąsiadów, państwa Gwizdałów! Było to tak.
Pewnego dnia Kot usiadł przede mną na biurku z równiutko ułożonymi łapkami i popatrzył mi głęboko w oczy. Uśmiechnęłam się do niego, on też się do mnie uśmiechnął... i nagle oświadczył mi, że powinien się ode mnie wyprowadzić! Dlaczego? Bo już dłużej nie zniesie tego, że jego najlepszy Kumpel, inaczej zwany Różowym Uszkiem (też zresztą kot) czuje się samotny i nieszczęśliwy. Kumpel bardzo cierpi, więc Kot postanowił zamieszkać razem z nim u państwa Gwizdałów.
Zupełnie mnie zamurowało, takie to było nieoczekiwane!
- Twój Kumpel, nazywany czasem Różowym Uszkiem, wcale nie jest samotny. Wręcz odwrotnie - powiedziałam głosem nieco drżącym. - U Gwizdałów mieszka sześć osób: starsi Gwizdałowie, młodsi Gwizdałowie i dwoje Gwizdaląt. -Użyłam słowa według wzoru: kogo? czego? "piskląt" i "niemowląt". - Poza tym jest tam Pan Piesio i dwa koty, nie licząc bezimiennych królików w komórce na ogródku.
- Gwizdałom tylko na tych królikach zależy, ale na kocie Kumplu ani trochę - powiedział z goryczą Kot. - Między ludźmi a zwierzętami panują tam chłodne, a nawet lodowate stosunki, a sami Gwizdałowie też zachowują się między sobą, jakby się nawzajem nie lubili. Zamiast uprzejmie i życzliwie rozmawiać, warczą na siebie i pokrzykują. Rzadko bywają dobrzy dla domowych zwierząt, ale nawet jeśli są, to nigdy nie chodzi o mego Kumpla. Jeszcze najlepszy z nich jest dziadek Gwizdała, bo on koty kiełbasą częstuje, ale na ogół nie ma go w domu, podobno jeździ gdzieś na wieś do krewnych.
- No to dlaczego chcesz się przeprowadzić do rodziny, w której panują tak chłodne stosunki, że aż lodowate? Przecież u mnie jest ciepło i miło - zapytałam, pociągając nosem, bo zbierało mi się na płacz.
- O mnie się nie martw! Ja sobie radę dam! - odmiauknął dumnie Kot z absolutną pewnością siebie w głosie. - Może ja im te chłodne stosunki zmienię i ocieplę? Może im te lody roztopię? Lubię mieć przed sobą trudne zadania.
- Ty się tak przejmujesz, że Kumpel czuje się samotny, ale nie obchodzi cię, jak ja się będę czuła. Czy masz sumienie zostawić mnie samą? - spytałam tragicznym tonem i jednocześnie tak się tym przejęłam, że z oczu naprawdę pociekły mi łzy.
- Ojej, wszystkie kobiety strasznie lubią płakać. - Kot skrzywił się niechętnie. - Nie rycz tak, bo chusteczki do nosa masz niewyprasowane, a te papierowe właśnie się skończyły. Jak teraz sobie nos wysmarkasz? - spytał rzeczowo, a po chwili dodał: - Ten twój pluszowy mądrala, co go nazywasz Misiem, na pewno się tobą zajmie.
Miał na myśli maskotkę, która z nieznanych powodów sama porusza się i mówi, ale tylko wtedy, kiedy ma na to ochotę. Jeśli Miś nie chce, to żadna bateryjka ani zasilacz go do tego nie zmusi. Kątem oka zauważyłam, że Miś właśnie się włącza do życia i zezuje na moje biurko, nadstawiając ucha tak mocno, że pluszowe ucho jakby mu się naciągnęło.
"Szwy mogą puścić" - przestraszyłam się w duchu, bo wiele lat temu sama mu te uszka mocno przyszyłam. "Jeśli Miś usłyszy, że jest tylko zabawką, że nie liczy się jak zwierzę lub człowiek, to będzie mu przykro i może się obrazić!".
- Obaj z Kumplem będziemy cię odwiedzać od czasu do czasu - pocieszył mnie Kot. - Jak ugotujesz mięsko na obiad albo kupisz w Internecie parę saszetek z kocią karmą, to od razu przylecimy sprawdzić, jak to smakuje... Czasem Gwizdałowie zapominają o zwierzęcych lokatorach, tylko o królikach zawsze pamiętają. Jeśli zapomną o nas, to my od razu pędzimy do ciebie - zapewnił mnie Kot i z czułością otarł się o moją łydkę. - Przypominam ci jeszcze, że ja osobiście naprawdę bardzo cię lubię i jesteś mi potrzebna - wyrecytował formułkę, za pomocą której już wiele razy udało mu się mnie udobruchać. - Ale teraz muszę już lecieć, żeby sprawdzić, co słychać u Kumpla, czy wszystko tam jest w porządku. No to co? Umawiamy się, że zgadzasz się na moją przeprowadzkę, prawda? - rzucił mi na odchodnym. - Powiedz o tym Gwizdałom, choć im i tak wszystko jedno, byle im tylko króliki nie pouciekały.
Zostałam sama, nie licząc pluszowego Misia. Cały wieczór rozmyślałam nad tym, jaki naprawdę jest mój kot o imieniu Kot... Mój dotychczasowy kot - poprawiłam się w myślach. - Dawno zauważyłam, że jest samolubny i pewny siebie. Nie byłam tylko pewna, czy to dobrze, czy źle? Myślałam, że dobrze, ale w tej chwili okazało się, że źle.
- Co robić, rozczarowałam się do niego, niestety - powiedziałam do siebie samej.