Jak sobie poradzić ze stresem - Magda Meyer

-
Proszę czekać

Wstęp

Życie mogłoby być znacznie piękniejsze gdyby nie wszechobecny stres, prawda?

Ale niestety on wciąż jest. Boimy się, co będzie jutro, za rok, po maturze albo na emeryturze. Boimy się biedy, choroby, utraty bliskich, kontaktu z tymi, którzy nam źle życzą. A czasem po prostu boimy się. Niekoniecznie wiedząc, co złego miałoby nas spotkać.

To dobrze czy źle, że wciąż wokół szukamy zagrożeń? I dobrze i źle. Po coś ten odruch powstał, ale czy się nam przydaje czy wręcz przeciwnie, zależy od tego, do czego go używamy.

Nasze emocje są po to, aby informować, jaki świat zewnętrzny ma na nas wpływ. Dobry czy zły. Emocje działają dużo szybciej niż rozum i dzięki temu potrafią zawiadomić nas o tym, czego racjonalnym umysłem nie zdążyliśmy nawet jeszcze zauważyć.

Ktoś siada obok ciebie w autobusie i nagle czujesz niczym nieuzasadniony strach? Nie lekceważ tego! Trzymaj mocniej torebkę, wstań, przesiądź się na inne miejsce.

Możliwe, że właśnie zauważyłaś coś, z czego twój świadomy umysł nie zdaje sobie jeszcze sprawy. Pamiętaj, że intelekt działa znacznie wolniej niż emocje.

Emocje już wiedzą, że jest problem, bo nieświadomie (bez udziału świadomości) zauważyłeś ważne sygnały - porozumiewawcze spojrzenie twojego współpasażera skierowane do innej osoby, drgnienie czyjejś powieki, dziwny gest ręki położonej zbyt blisko twojej torebki.

Zauważamy znacznie więcej niż tylko to, z czego świadomie zdajemy sobie sprawę.

Przypomnij sobie ile razy w życiu zdarzyło ci się poczuć, że coś jest nie tak, wyjaśnić sobie rozsądnie, że tylko ci się wydawało, a następnie ponieść konsekwencje zignorowania rzeczy, o której od dawna wiedziałaś, że jest prawdą? Wiedziałam, czułam, tylko nie przyjmowałam do wiadomości. Było tak, prawda? Raz?

Mogło to dotyczyć wszystkiego - kradzieży w autobusie, zdrady partnera, narkotyków branych przez członka rodziny, skłonności do przemocy kandydata na narzeczonego i wielu innych rzeczy. Sygnały ostrzegawcze były dostrzegane i nasze emocje od razu nas o tym informowały - czuliśmy strach, niepewność, coś nam nie pasowało. To nasze emocje starały się nas ostrzec. A starały się, bo po to właśnie są - aby informować nas o świecie wokół nas, o tym czy jesteśmy w nim bezpieczni czy wręcz przeciwnie.

Są czystą informacją, nieprzefiltrowaną przez rozsądek, który wie, w co powinniśmy wierzyć i w co nam wierzyć wypada, a w efekcie niektórych informacji nie dopuszcza do świadomości. Rozsądek mówi nam czy chcemy w daną informację uwierzyć, ale to nie znaczy, że nie jest ona prawdziwa.

No, bo przecież po prostu nie wypada wstać w autobusie i zmienić miejsca, tylko dlatego, że coś nam w środku krzyczy - uciekaj! Nie wypada! Dlatego zamiast wierzyć swoim emocjom, tłumaczymy sobie rozsądnie, że przecież obok są ludzie, jest dzień, a nie ciemna noc, środek miasta, nie las, w autobusie jest kierowca i nic nam się na pewno nie stanie. Na pewno. Zwyczajnie histeryzujemy, nie warto na nasze odczucia zwracać uwagi.

A potem autobus zatrzymuje się, otwierają się drzwi i siedzący obok pasażer wyrywa nam torebkę, wyskakuje na ulicę i ucieka w siną dal.

Wiedziałyśmy, że coś jest nie tak! Czułyśmy to, tak jak czujemy zapach perfum. Jednak zlekceważyłyśmy sygnały. Może dlatego, bo uczono nas, że emocje są mało wiarygodne i należy posługiwać się rozumem, a nie "histeryzować", albo że nie wypada zachowywać się nieracjonalnie, a takim jest zachowanie bez "niepodważalnych dowodów". Albo cokolwiek innego. Ale efekt zlekceważenia emocji, to nasza torebka znikająca w oddali, bez nas! A przecież coś nam mówiło: "zareaguj", ostrzegało, ale... nie wypadało. Trzeba więc było to zagłuszyć.

Przypomnij sobie takie sytuacje, bo nie wątpię, że je w życiu miałaś. Gdy wszystko w tobie krzyczało "uważaj!", a nie zrobiłaś nic. Dlaczego wtedy nie zareagowałaś? Przypomnij sobie, co mówił ci głos w twojej głowie: czy że nie wypada, nie należy, nie trzeba? Co mówił?

Odcinając się od emocji, kierując w życiu jedynie rozumem, żyjemy jak półślepiec, który zdecydował, że będzie na świat patrzył tylko prawym okiem. To nie ma sensu, prawda?

Dlatego nigdy nie lekceważ swoich emocji! One są po to żeby ci pomagać. Żeby jak najszybciej informować o tym, czego jeszcze świadomie nie wiesz. A dzięki temu cię chronić.

Z drugiej strony, nasz system wczesnego ostrzegania, jakim są emocje, może się rozregulować.

Może to nastąpić pod wpływem traumatycznych doświadczeń, przez jakie przeszliśmy w życiu albo lęków przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Może się rozregulować w efekcie świadomego odcinania się od niektórych emocji, tych, których z jakiegoś powodu odczuwać nie chcemy, a także na skutek wciąż rosnącego poziomu komplikacji otaczającego nas świata, a w efekcie konieczności reakcji w każdej chwili na miliony bodźców. Wtedy nasz wewnętrzny kompas traci orientację.

W efekcie czujemy się w świecie jak ślepiec, który wie, że nie będzie w stanie zauważyć zbliżającego się zagrożenia, więc wciąż się tego świata boi. I tak, żyjemy w ciągłym lęku, który nas niczego nie uczy, zupełnie nie chroni, za to powoduje, że każdy dzień staje się przerażający i trudny do zniesienia.

I wtedy właśnie mówimy, że: żyjemy w stresie.

A to oznacza, że nasz kompas wewnętrzny rozregulował się.

Jeśli znaleźliśmy się w takiej sytuacji, mamy 3 wyjścia:

1. Męczyć się nadal. Schować pod kołdrą, nie wychodzić, umierać ze strachu i coraz bardziej tracić zdolność do spokojnego, radosnego życia.

2. Próbować odciąć się od lęku zagłuszając go dowolnymi metodami: lekami, pracoholizmem, alkoholem, życiem w ekstremach, wiecznymi konfliktami z ludźmi wokół, albo stałym zmienianiem partnerów.

Dzięki temu może rzeczywiście uciekniemy od niechcianej emocji, tyle, że nie da się zagłuszyć tylko jednej wybranej. Jeśli staramy się zagłuszyć jakąś emocję, odcinamy również wszystkie pozostałe.

Emocje to system. Nie można znieczulić się trochę i tylko na wybranym obszarze. Można znieczulić całość. Może wtedy nie będziesz czuł lęku, ale miłości też już nie. Jeśli wybierzesz takie rozwiązanie, to w końcu nie będziesz czuł nic.

I trzecie rozwiązanie:

3. Naprawić swój własny rozregulowany system emocjonalny, naoliwić, spowodować, aby znów działał sprawnie. Wyregulować to, co się rozregulowało, przywrócić do stanu wyjściowego, tak, aby korzystać z niego zamiast się z nim męczyć.

Nasz system emocjonalny nie jest naszym wrogiem, jest ważną częścią nas. Wieczny stres, który odczuwasz (i to niezależnie od okoliczności), to po prostu zacięcie tego naturalnego mechanizmu.

Pozostaje, więc go naprawić, nauczyć się dobrze używać, aby przynosił pożytek i wreszcie był miły w obsłudze.

Możesz to porównać do hamulców w samochodzie.

Jeśli w twoim samochodzie hamulce działają sprawnie, czujesz się bezpiecznie, jazda to sama przyjemność, a o hamulcach podczas jazdy w ogóle nie myślisz.

Jeśli jednak jeździsz samochodem, który ma uszkodzone hamulce, wtedy myślisz o nich przez cały czas, boisz się, co się wydarzy i jazda staje się męką.

I podobnie jest ze stresem

W takiej sytuacji możesz: nie jeździć samochodem w ogóle, odłączyć hamulce albo naprawić.

I podobnie jest ze stresem

Którą więc opcję wybierasz? Bo wybór należy do ciebie.

Jeśli wybrałeś opcję 1 lub 2 - męczyć się nadal lub odciąć od stresu, ta książka ci nie pomoże.

Jeśli wybrałeś opcję nr. 3 - naprawić twój własny system wczesnego ostrzegania, tak, aby było łatwo i przyjemnie korzystać z jego pomocy, zamiast dalej się męczyć - to jesteś we właściwym miejscu i zapraszam do lektury.

Najpierw przeczytaj tę książkę w całości. Niektóre tematy mogą się pojawiać w różnych kontekstach, abyś mógł zobaczyć je z innej perspektywy. Następnie skup się na wybranych rozdziałach lub tylko tych fragmentach, które są najbliższe twojemu doświadczeniu i potrzebom.

Pamiętaj, że ciągły stres nie jest naturalną częścią życia i może przestać być częścią twojego.

Powodzenia!