ROZDZIAŁ DRUGI
- Och, jak dobrze - wymruczałam.
Głowę trzymałam na myjce, a Svetlana - Ukrainka, która przyjechała ze swoim synkiem do Polski zaraz po tym, jak u nich wybuchła wojna - już od dobrych dziesięciu minut masowała mi głowę i zdążyła nałożyć na moje włosy taką ilość specyfików, że najprawdopodobniej będą dzisiaj świecić w ciemności.
Przychodziłam do tego salonu fryzjerskiego, od kiedy przeprowadziłam się do stolicy, a gdy zaczęła pracować w nim Svetlana, umawiałam się już tylko do niej. Jak nikt inny potrafiła zająć się moimi długimi ciemnokasztanowymi włosami.
Jak na zawołanie w mojej głowie pojawił się głos Beti: Nie pierdol mi o kasztanach, one są po prostu rude!
Czasami się zastanawiałam, czy moja przyjaciółka nie była przypadkiem daltonistką. Moje włosy były ciemnokasztanowe. Kropka.
Svetlana klepnęła mnie w ramię i powiedziała coś, co brzmiało jak: "Wstajemy!", więc otworzyłam oczy i uniosłam się z fotela.
Biorąc pod uwagę fakt, że ja niekoniecznie rozmovlyayu po ukraińsku, a ona niekoniecznie ogarniała polski, to wypracowałyśmy idealny system porozumiewania się - Svetlana trajkotała jak katarynka w swoim ojczystym języku, a ja na wszystko kiwałam głową i się uśmiechałam. Na szczęście zawsze przychodziłam tu jedynie na podcięcie końcówek i modelowanie, więc obywało się bez katastrof. Jeszcze nigdy w życiu nie farbowałam włosów, ale jeśliby miało w przyszłości do tego dojść, to raczej do naszej konwersacji zaprosimy właścicielkę salonu, żeby wszystko idealnie przetłumaczyła, bo nie uśmiechało mi się pomylić koloru farb i wyjść stąd jako blondynka.
Zasiadłam na fotelu przed wielkim lustrem, a fryzjerka zarzuciła na mnie pelerynę i zapięła zamek na karku.
Skrzyżowałyśmy ze sobą spojrzenia, ona coś mówiła, a ja potakiwałam z uśmiechem.
No! I wszyscy zadowoleni!
Rozczesała mi włosy i zaczęła szaleć z nożyczkami, a ja delikatnie sięgnęłam po komórkę, która leżała na szklanym blacie tuż przede mną, bo zauważyłam, że ekran się podświetlił.
Powiadomienie o nowym mailu.
OD: Adam Gniewosz
DO: Nika Wichura
DATA: 05/10/2023 13:33
TEMAT: casting do filmu "Romansiara"
Witam,
pamiętam, że na początku naszej korespondencji pytała Pani o obsadę filmu. Właśnie oficjalnie domknęliśmy casting, więc przesyłam ostateczną listę aktorów.
Role pierwszoplanowe:
Damska rola pierwszoplanowa (Emilia) - Milena Górska
Męska rola pierwszoplanowa (Konrad) - Jakub Borys
Role drugoplanowe:
Nie czytałam dalej, tylko wróciłam spojrzeniem do męskiej roli pierwszoplanowej.
Jakub Borys. O mój Boże! Czy ja śnię?!
Zaczęłam piszczeć, a Svetlana odskoczyła ode mnie jak oparzona, dzierżąc w dłoni ostre narzędzie. Czułam na sobie spojrzenia innych klientek, gdy obok mnie pojawiła się przejęta szefowa.
- Pani Lauro? Wszystko w porządku?
Przymknęłam się i przestałam krzyczeć jak wariatka, bo jeszcze byłyby zdolne zadzwonić po pomoc i wsadzić mnie w kaftan bezpieczeństwa. Serce tłukło mi się w piersi, jakbym nałykała się ecstasy. Nie żebym próbowała narkotyków, ale właśnie tak mogłoby to wyglądać.
- Tak, tak, oczywiście, że wszystko w porządku - rzuciłam pośpiesznie i spojrzałam na Svetlanę, która patrzyła na mnie, jakbym postradała zmysły.
No cóż... Cholerny Jakub Borys! Jezu, ależ tu się zrobiło gorąco! Musiałam natychmiast zadzwonić do Beti!
Zaczęłam się szarpać z narzutką i zorientowałam się, że ciągle miałam mokre włosy. (To, że zostały podcięte tylko z jednej strony, przestało mieć teraz znaczenie). Nie mogłam przecież tak wyjść, bo na zewnątrz było jakieś dziesięć stopni, co mogłoby doprowadzić do zapalenia opon mózgowych albo gorzej...
- Szu, szu, szu - zwróciłam się do Svetlany, równocześnie ręką jeżdżąc po swojej głowie. - Tylko mnie wysusz, panimajesz?
Najwyraźniej nie, bo w dalszym ciągu stała w miejscu i tylko patrzyła na mnie tymi wielkimi oczami.
Chryste Panie!
Sama chwyciłam za suszarkę, która leżała nieopodal, i prawie mnie odrzuciło pod naporem mocnego podmuchu powietrza. Co oni mają za suszarki? Z napędem stu króliczków duracell?
Po niecałej minucie wyglądałam, jakby trzasnął we mnie piorun, ale nic to... Musiałam natychmiast porozmawiać z Beti, a nie mogłam tego zrobić przy świadkach.
- Ja tu jeszcze wrócę! - zapewniłam, wyjmując z portfela stówę, żeby sobie nie myślały, że byłam jakąś naciągaczką, i czym prędzej wybiegłam z salonu.
Szkoda, że nie wzięłam ze sobą czapki, ale przecież byłam przekonana, że kiedy wyjdę od fryzjera, to odegram gwiazdę z reklamy szamponu L'Oréal Paris, a tu taki zonk.
Z ulicy Sokratesa, gdzie mieścił się salon, do mojego mieszkania w bloku przy Szekspira było niedaleko, więc szybko szłam w tamtym kierunku. Przyłożyłam też telefon do ucha i czekałam, aż Beata odbierze.
- Co tam? - odezwała się, a ja krzyknęłam do słuchawki:
- Nie uwierzysz!
- Jezu! Ciszej, bo przez ciebie ogłuchnę.
- Ta informacja warta jest utraty przez ciebie słuchu, Becia.
- Och, doprawdy?
- Zgadnij, kto zagra Konrada w filmie. No za cholerę nie zgadniesz!
- Skoro nie zgadnę, to może lepiej od razu mi powiedz, zamiast...
- Jakub Borys! - wyrzuciłam z siebie i aż westchnęłam.
Jakub Borys.
Amant filmowy. Najprzystojniejszy aktor swojego pokolenia. Król komedii romantycznych ostatnich kilku lat. Kawaler do wzięcia!
Nie mogłam uwierzyć, że mężczyzna, w którym kochały się niemalże wszystkie kobiety (w tym oczywiście ja!), zagra główną rolę w mojej historii!
Był facetem, który przygarnął ze schroniska szczeniaczka i nazwał go Szczęściarz, a w wywiadzie powiedział, że to on czuje się szczęściarzem, mogąc zająć się tym cudownym psiakiem. Czyż to nie słodkie? Aww... Moje serce puchło, kiedy w Vivie oglądałam zdjęcia Jakuba i liżącego go po twarzy Szczęściarza.
- O kurczę - odezwała się Beti. - To rzeczywiście jest niezła wiadomość.
- Niezła? To jakieś totalne szaleństwo. To, to... - Szukałam odpowiedniego słowa i w końcu je znalazłam. - To przeznaczenie.
- Przeznaczenie czego?
- Mojego happy endu.
- Twojego happy endu? - zapytała. - A możesz mi wyjaśnić swój tok rozumowania? Co ma wspólnego Zakościelny nowej generacji i twój happy end?
- Becia! Niby masz łeb jak sklep i pracujesz w tej swojej korporacji, a czasami zwoje nie stykają.
- Czy ty mnie obrażasz?
- Bynajmniej. - Przewróciłam oczami i przeszłam do głównego tematu. - On i ja, rozumiesz? To jest właśnie mężczyzna stworzony dla mnie. Przystojny, czarujący, miły, uprzejmy, o wielkim sercu...
- Zbyt idealny - wpadła mi w słowo.
- Och, na pewno ma jakieś wady. - Machnęłam ręką. - Może zostawia śmierdzące skarpetki przy łóżku? Albo odkłada do zlewu brudne sztućce i myje je dopiero wtedy, gdy skończą się czyste?
- To ty robisz dokładnie te dwie rzeczy.
- Wiem - zgodziłam się. - Właśnie dlatego będę potrafiła z tym żyć i nie będę robić mu wyrzutów, kiedy zostaniemy parą.
- A zostaniecie nią, tak?
- To wszystko się spina, Becia. Oczami wyobraźni już widzę szczęśliwe zakończenie.
Poznajemy się na planie filmu na podstawie książki, którą sama napisałam. To praktycznie tak, jakbym sobie sama napisała fabułę. Jakub widzi mnie po raz pierwszy i od razu się we mnie zakochuje, ale nie daje tego po sobie poznać. Trochę się droczymy, napięcie między nami jest wprost elektryzujące, pożądanie aż paruje. Pewnego dnia on już nie może wytrzymać i całuje mnie gdzieś między jednym ujęciem a drugim. Pada ostatni klaps. Jakub oświadcza mi się na oficjalnej premierze filmu i żyjemy razem długo i szczęśliwie.
- A jak chcesz oczarować go w ciągu jednego dnia na planie? Bo z tego, co pamiętam, Gniewosz pisał, że zaprasza cię na plan na jeden dzień. Oczywiście nie wątpię w twoje umiejętności flirtowania, ale jednak...
- Umówmy się, Beti, jeden dzień to za mało, bym wykorzystała cały wachlarz swoich możliwości. Ja muszę być tam codziennie - zadecydowałam.
- Jako Nika Wichura? Czujesz się gotowa na to, by świat poznał, kim naprawdę jesteś?
Pokręciłam głową z przerażeniem.
- Absolutnie nie. Muszę tam być jako ja. Jako Laura Morawska.
- I jak niby chcesz to zrobić?
Przygryzłam wargę, zastanawiając się. To był właśnie problem, który musiałam prędko ogarnąć.
Myśl, Laura, myśl. Ważą się losy twojego happy endu!
Wkroczyłam wreszcie do mieszkania i w całym umundurowaniu przeszłam od razu do salonu, po czym ciężko opadłam na kanapę.
- Aneta! - rzuciłam w końcu.
- Nie, Beata - usłyszałam głos przyjaciółki.
Wzniosłam oczy do nieba.
- Przecież wiem, z kim rozmawiam - powiedziałam. - Chodzi mi o to, że Aneta mi pomoże. Jest moją wydawczynią, prawda? Na pewno zdobędzie jakieś dojścia. Mogę robić na tym planie cokolwiek. Być na przykład statystką. Albo sprzątaczką. Choć nie wiem, czy Jakub poleci na sprzątaczkę. Może lepiej, gdybym była kimś ważnym. Producentką? Albo operatorką kamery? To chyba nie jest trudne, co nie?
- Może od razu ubiegaj się o główną rolę kobiecą i zagraj Emilkę. Scenariusz znasz na pamięć. I nie będziesz musiała się starać o pocałunki z nim, bo takie byłoby przecież twoje oficjalne zadanie.
Przez kilka sekund zastanawiałam się nad jej pomysłem, zanim doszło do mnie, że właśnie obdarzyła mnie sarkazmem.
- Dzwonię do Anety! Trzymaj kciuki, małpo!
Zakończyłam połączenie i wybrałam kolejny numer. Włączyłam tryb głośnomówiący, po czym odłożyłam komórkę na stolik. Zdjęłam w końcu płaszcz i zaczęłam ściągać buty.
Moja wydawczyni odebrała po kilku sygnałach.
- Dzwonisz, żeby mi powiedzieć, że skończyłaś książkę i masz zamiar mi ją za chwilę wysłać?
Jęknęłam w duchu.
Miałam dopiero jakieś dwie trzecie nowej powieści, ale ona nie musiała o tym wiedzieć.
- Cześć, Anetko - odezwałam się radośnie. - Muszę jeszcze doszlifować zakończenie. Zostały mi dosłownie jakieś drobne fragmenty do napisania. - Tak właściwie to kilka cholernych rozdziałów, w których nie wiedziałam za bardzo, co się miało wydarzyć. - Obiecuję, że zdążę przed deadline'em - zaśmiałam się, choć w rzeczywistości mogłabym się rozpłakać, bo wiedziałam, że czekało mnie wiele nieprzespanych nocy, jeśli naprawdę chciałam się wyrobić w terminie. Kogo ja chcę oszukać... Oczywiście, że się nie wyrobię. - A słuchaj, dzwonię do ciebie w takiej sprawie...
Pokrótce wyjaśniłam jej, że chciałabym się znaleźć na planie jako Laura Morawska. Oczywiście nie zdradziłam, że głównym powodem jest Jakub Borys, tylko powiedziałam, że chciałabym czuwać nad jakością filmu, co wydaje się bardzo profesjonalne z mojej strony. Jakież było moje zdziwienie, kiedy Aneta oznajmiła, że osobiście poznała jednego z producentów - a jak wiadomo, producenci zazwyczaj mają wiele do gadania, bo wykładają na wszystko kasę, choć szczerze wątpiłam, że na przykład taki Adam Gniewosz mógłby grać pod czyjeś dyktando - i ten oto producent mógłby mnie wkręcić na plan.
No wprost bajecznie! A nie mówiłam, że to przeznaczenie?
- Zobaczę, co da się zrobić - oświadczyła na koniec Anetka i się rozłączyła.
Kilka dni później otrzymałam od niej maila.
OD: Aneta Tomczuk
DO: Nika Wichura
DATA: 10/10/2023 09:21
TEMAT: plan filmowy
Cześć,
załatwiłam Ci fuchę! Będziesz asystentką reżysera, bo podobno ostatnia się zwolniła i to było jedyne wolne miejsce, w którym można było Cię obsadzić. Trochę podkoloryzowałam Twoje umiejętności w byciu "asystentką reżysera", ale to raczej nie ma większego znaczenia.
W takim razie powodzenia! Pilnuj jakości! :)
PS. Kiedy wyślesz mi książkę????? Tik-tak...
Miłego dnia
Aneta
Miałam zostać asystentką Gniewosza?
- O matko... - westchnęłam.
Z jednej strony wydawało się to straszne, ale z drugiej... W gruncie rzeczy asystentka niewiele musiała robić. Będę mu podawała kawusię na planie i ewentualnie trzymała scenariusz przed nosem. Nie powinno być tak źle, choć trochę zaniepokoiła mnie wzmianka o tym, że poprzednia asystentka się zwolniła. Czyżby był aż takim diabłem, jak go malują, i bidulka nie wytrzymała?
No i co to znaczyło, że "podkoloryzowała moje umiejętności"?
Ech... nie powinnam martwić się na zapas. Gniewosz pewnie nawet nie zwróci na mnie uwagi, bo nie będę mu potrzebna.
Teraz musiałam obmyślić, jak rozkochać w sobie Jakuba Borysa i doprowadzić nas do szczęśliwego zakończenia.
- Planie filmowy! - Uśmiechnęłam się najszerzej, jak tylko potrafiłam. - Nadciągam!