Jak się bronić przed manipulacją - Jean-Charles Bouchoux

Kup ebooka

49.99 zł
39.99 zł (22,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa

Narcystyczni dewianci dziesięć lat później

Kiedy po raz pierw­szy wspo­mnia­łem pew­nemu wy­dawcy o "de­wia­cyj­nych nar­cy­stycz­nych me­cha­ni­zmach obron­nych", za­py­tał, co to wła­ści­wie zna­czy, bo ni­gdy wcze­śniej nie ze­tknął się z tym po­ję­ciem. Rze­czy­wi­ście, w tam­tym okre­sie (w 2008 roku) ter­min ten był uży­wany nie­zwy­kle rzadko, może poza kil­koma spe­cja­li­stycz­nymi psy­cho­ana­li­tycz­nymi cza­so­pi­smami. Wy­ja­śni­łem mu, że cho­dzi o szcze­gólne me­cha­ni­zmy obronne, sto­so­wane przez nie­które osoby, pró­bu­jące uchro­nić się przed sza­leń­stwem po­przez pro­jek­to­wa­nie ob­ja­wów swo­jego wła­snego za­bu­rze­nia na ko­goś in­nego. Tam­ten wy­dawca nie wie­rzył, że książka o ta­kiej te­ma­tyce może od­nieść suk­ces, i do­piero Wy­daw­nic­two Ey­rol­les zgo­dziło się opu­bli­ko­wać książkę pod ty­tu­łem: Les Per­vers nar­cis­si­ques. Qui sont-ils? Com­ment fonc­tion­nent-ils? Com­ment leur échap­per? (pol. Nar­cy­styczni de­wianci. Kim są? W jaki spo­sób dzia­łają? Jak się od nich uwol­nić?). Pla­no­wano wów­czas wy­dru­ko­wać za­le­d­wie kilka ty­sięcy eg­zem­pla­rzy.

Historia sukcesu

W 2008 roku, gdy pi­sa­łem tę książkę, po­ję­cie "de­wia­cyj­nych nar­cy­stycz­nych me­cha­ni­zmów obron­nych" było znane nie­licz­nym, przede wszyst­kim spe­cja­li­stom. Po jej wy­da­niu, w 2009 roku, kon­cep­cja per­wer­sji nar­cy­stycz­nej oka­zała się tak in­te­re­su­jąca dla czy­tel­ni­ków, że za­raz po pre­mie­rze książka od­nio­sła wielki suk­ces i szybko stała się be­st­sel­le­rem.

Suk­ces pu­bli­ka­cji i wzrost po­pu­lar­no­ści sa­mego za­gad­nie­nia spra­wiły, że za­częło się po­ja­wiać wielu spe­cja­li­stów od per­wer­sji nar­cy­stycz­nej. Choć wielu z nich trak­to­wało te­mat po­waż­nie, do­szły mnie rów­nież słu­chy o sy­tu­acjach, w które trudno było mi uwie­rzyć. Pa­mię­tam, jak pewna pani opo­wie­działa mi o jed­nej z nich:

Po­szłam do co­acha spe­cja­li­zu­ją­cego się w nar­cy­stycz­nych de­wian­tach. Po­wie­dział, że ab­so­lut­nie nie na­leży czy­tać wia­do­mo­ści od ta­kich lu­dzi, ale jed­no­cze­śnie twier­dził, że mu­szę na nie od­po­wia­dać...

Za­pro­po­no­wał więc, że on sam bę­dzie je za mnie czy­tał i sam na nie od­po­wia­dał...

Jak wi­dać, suk­ces książki do­pro­wa­dził do kilku za­baw­nych sy­tu­acji. Otrzy­ma­łem rów­nież jed­nak kilka wy­jąt­kowo po­ru­sza­ją­cych świa­dectw. Pa­mię­tam psy­cho­lożkę kli­niczną, która przy­szła po­roz­ma­wiać ze mną po jed­nej z kon­fe­ren­cji:

By­łam w związku przez sie­dem lat. Pew­nego dnia ku­pi­łam pana książkę i prze­czy­ta­łam ją w jedną noc. Na­stęp­nego dnia ode­szłam od mo­jego part­nera. Gdy­bym z nim zo­stała, dziś bym już nie żyła...

Słowa mogą ra­nić tak samo mocno jak prze­moc fi­zyczna, a na­zwa­nie zła złem może też ko­goś oca­lić. W związku z osobą, która czę­sto sto­suje de­wia­cyjne me­cha­ni­zmy obronne, szybko mo­żemy stać się osa­mot­nieni. W ta­kiej re­la­cji sta­jemy się tak mocno zwią­zani z part­ne­rem, że może się wy­da­wać, iż ist­nieje w niej tylko jedna osoba - i uwierz mi, to nie je­steś ty. I w tym tkwi pro­blem: nar­cy­styczny ma­ni­pu­la­tor nie po­zwoli ni­komu trze­ciemu na wgląd w sy­tu­ację, bo ktoś taki mógłby do­strzec, co jest nie tak w związku, i ci o tym po­wie­dzieć. W dal­szej czę­ści książki prze­ko­namy się, że izo­la­cja jest jed­nym z głów­nych me­cha­ni­zmów dzia­ła­nia osób z tego typu za­bu­rze­niem.

Ta książka, po­przez opi­sy­wa­nie do­świad­cze­nia kon­kret­nych osób, pełni rolę ta­kiego ko­goś trze­ciego - i wła­śnie w ten spo­sób może przy­nieść wy­zwo­le­nie. Wiele osób mó­wiło mi: To nie­sa­mo­wite, czy­ta­jąc pań­ską książkę, mia­łem wra­że­nie, że opi­suje Pan moją ży­ciową hi­sto­rię...

W rze­czy sa­mej, w ob­li­czu tak wiel­kiej dawki sza­leń­stwa za­czy­namy wąt­pić w sa­mych sie­bie, w na­sze zmy­sły, w re­al­ność kosz­maru, któ­rego do­świad­czamy. Ta książka po­ka­zuje, że nie je­ste­śmy w tym sami. I że nie je­ste­śmy sza­leni.

Nie, to nie był sen.

Perwersja narcystyczna

Mimo suk­cesu tej książki, jej prze­kaz nie za­wsze był wła­ści­wie ro­zu­miany. Oba­wiam się, że ter­min "per­wer­sji nar­cy­stycz­nej" cza­sami sta­wał się wor­kiem, do któ­rego wrzuca się wszyst­kich, któ­rzy zro­bili nam coś złego. Tym­cza­sem to, o czym tu mó­wię, to nie­wi­dzialna prze­moc, któ­rej ktoś może się do­pusz­czać z uśmie­chem na ustach. Nie ma w niej noży ani tru­ci­zny, są za to tok­syczne słowa, które trudno nam wy­chwy­cić, a które po­tra­fią być rów­nie nie­bez­pieczne.

Wy­obraź so­bie, że ktoś po­ży­czył od cie­bie pie­nią­dze.

Być może schi­zo­fre­nik wy­ja­śni, że na jego pla­ne­cie ważne jest, aby być wol­nym od dłu­gów, i zrobi wszystko, by ci je od­dać. De­wiant nie zwróci ci pie­nię­dzy. Taka osoba jest bo­wiem nie­zdolna do uzna­nia dru­giego czło­wieka jako od­dziel­nego, sa­mo­dziel­nego bytu. Nie po­strzega cię jako pod­miotu, więc ma po­czu­cie, że nie jest ci nic winna. Je­śli ma rów­nież rys psy­cho­pa­tyczny, po­każe ci gest Ko­za­kie­wi­cza i bę­dzie się z cie­bie na­śmie­wać. Je­śli na­to­miast bę­dzie per­wer­syj­nie nar­cy­styczna, na­dal bę­dzie się do cie­bie uśmie­chać i zmy­ślać nie­stwo­rzone hi­sto­rie, żeby cię oszu­kać.

Neu­ro­tyk po­stara się wy­ne­go­cjo­wać wy­so­kość długu do spła­ce­nia w ra­tach. Ktoś z sil­niej­szą ner­wicą może od­czu­wać tak wiel­kie po­czu­cie winy, że spłaci ci wszystko z ogrom­nymi od­set­kami. Psy­cho­tyk funk­cjo­nuje w sfe­rze uro­jeń, ner­wi­co­wiec stara się moż­li­wie jak naj­bar­dziej zbli­żyć do prawdy, a de­wiant jest roz­darty mię­dzy uty­li­ta­ry­zmem a wła­sną al­ter­na­tywną rze­czy­wi­sto­ścią. Ale ty nie ist­nie­jesz ani w jego sło­wach (jako pod­miot), ani w jego rze­czy­wi­sto­ści. Je­steś przed­mio­tem użyt­ko­wym, umiesz­czo­nym tu po to, by mógł mieć cię na wła­sność i jed­no­cze­śnie mógł tobą po­gar­dzać.

Książka, którą za­mie­rzasz prze­czy­tać, opi­suje każdy z wy­ko­rzy­sty­wa­nych przez taką osobę me­cha­ni­zmów. Wy­ja­śnia, skąd się one wzięły, oraz opi­suje spo­soby na po­ra­dze­nie so­bie z nimi.

Po dzie­się­ciu la­tach od pierw­szego wy­da­nia nie mam nic do do­da­nia. Pra­gnę je­dy­nie przy­po­mnieć, że istotą pro­blemu jest brak uzna­nia od­ręb­no­ści dru­giego czło­wieka oraz to, co błęd­nie na­zy­wamy po­czu­ciem winy.

Poczucie winy

Chciał­bym za­cząć książkę od stwier­dze­nia, że nar­cy­styczny de­wiant nie zna po­czu­cia winy i nie waha się ob­wi­niać in­nych... Ale nie... Oczy­wi­ście, że osoby na­ło­gowo sto­su­jące de­wia­cyjne nar­cy­styczne me­cha­ni­zmy obronne jak naj­bar­dziej zdają so­bie sprawę z tego, czym jest po­czu­cie winy. Gdyby go nie znały, nie mu­sia­łyby pro­jek­to­wać go na ko­goś in­nego, by to ta druga osoba się z nim mę­czyła. Tym­cza­sem wy­star­czy jedno ma­giczne zda­nie: "To przez cie­bie, sam się o to pro­si­łeś...".

i de­wiant w mig za­po­mina o wła­snym po­czu­ciu winy.

Pewna ko­bieta opo­wie­działa mi o sy­tu­acji, która ją spo­tkała:

"Kie­dyś wsia­dłam do sa­mo­chodu, który pro­wa­dził mój mąż.Co­fa­jąc, ude­rzył w moje auto. Na­tych­miast od­wró­cił się do­iał: "Ale ty ni­gdy tu nie par­ku­jesz!"".

Chciał­bym w tym miej­scu omó­wić po­czu­cie winy ofiary. Zresztą za­raz po przy­to­cze­niu tego przy­kładu ta pani do­dała: "Ale wie pan, ja za­wsze par­kuję w tym miej­scu". W ten spo­sób pró­bo­wała się uspra­wie­dli­wić.

Je­śli zro­bimy coś złego, je­ste­śmy winni, do­póki nie za­dość­uczy­nimy lub przy­naj­mniej nie przy­znamy się do winy. Ale w tym przy­padku nie było żad­nej winy. Tu cho­dzi o lęk przed po­rzu­ce­niem, o strach przed tym, by nie zo­stać uzna­nym za ko­goś złego.

A za­tem, by zna­leźć od­po­wiedź na py­ta­nie: jak po­zbyć się z ży­cia nar­cy­stycz­nego de­wianta, który spra­wia, że cią­gle czu­jemy się winni?, pro­po­nuję przyj­rzeć się wła­snemu lę­kowi przed po­rzu­ce­niem i uświa­do­mić so­bie, że nie je­ste­śmy ni­czemu winni, że by­cie po­rzu­co­nym przez ko­goś, kto nas krzyw­dzi, wcale nie jest naj­gor­szą rze­czą, jaka może się nam przy­tra­fić, a może wręcz na­le­ża­łoby roz­wa­żyć, czy to nie my po­win­ni­śmy jego/jej po­rzu­cić.

Odmienność

Osoby, które czę­sto sto­sują de­wia­cyjne nar­cy­styczne me­cha­ni­zmy obronne, nie są w sta­nie wy­obra­zić so­bie od­mien­no­ści. Drugi czło­wiek nie jest przez nie po­strze­gany jako au­to­no­miczna jed­nostka, lecz jako przed­miot. Gdy roz­ma­wiam z ludźmi, któ­rzy przez długi czas do­świad­czali cią­głych ata­ków ze strony nar­cy­stycz­nego de­wianta, czę­sto opo­wia­dają o tym, kto ich skrzyw­dził. Oczy­wi­ście w na­stęp­stwie ta­kiej re­la­cji ko­nieczne jest przej­ście przez etap "prze­ży­wa­nia na nowo" do­zna­nej prze­mocy. Jed­nak dość szybko przy­po­mi­nam im, że cały czas mó­wią tylko o tym kimś, a ni­gdy o so­bie sa­mych. W re­la­cji typu nar­cyz-ofiara oboje mają trud­no­ści z uzna­niem ofiary jako w pełni au­to­no­micz­nego pod­miotu.

Dla­tego pod­czas stu­dio­wa­nia spo­so­bów dzia­ła­nia nar­cy­stycz­nych de­wian­tów nie za­po­mi­naj, że pod­mio­tem je­steś ty, a nie tamta druga osoba.

Je­steś pod­mio­tem z wła­snymi pra­gnie­niami, pra­wem do szczę­ścia i speł­nie­nia w ży­ciu.

Pro­szę, za­dbaj o sie­bie, po­nie­waż na­prawdę na to za­słu­gu­jesz.

Wprowadzenie

Kim jest narcystyczny dewiant?

Po opu­bli­ko­wa­niu pierw­szego wy­da­nia tej książki otrzy­ma­łem wiele świa­dectw i py­tań. Dla­tego za­le­żało mi, aby ko­lejne wy­da­nie zo­stało wzbo­ga­cone o nowe przy­kłady z ży­cia wzięte, które po­zwolą le­piej zro­zu­mieć te­mat.

Nar­cy­styczny de­wiant z krwi i ko­ści wy­ko­rzy­stuje re­la­cje ro­dzinne, za­wo­dowe lub uczu­ciowe, by pod­po­rząd­ko­wać so­bie drugą osobę. Po­trze­buje tej bli­sko­ści, aby kon­tro­lo­wać swoją ofiarę i nie po­zwo­lić jej odejść choćby na krok. W środku jest chłodny, nie od­czuwa winy i nie waha się wpę­dzać in­nych w jej po­czu­cie. Jego war­to­ści, uczu­cia i za­cho­wa­nia zmie­niają się w za­leż­no­ści od to­wa­rzy­stwa i oko­licz­no­ści. Na ze­wnątrz jest sym­pa­tyczny, po­trafi uda­wać współ­czu­cie i życz­li­wość. Jest cza­ru­jący, a kiedy trzeba - bar­dzo usłużny, zwłasz­cza je­śli po­może mu to osią­gnąć jego wła­sne cele, za­zwy­czaj cu­dzym kosz­tem. Ni­gdy nie li­czy się z po­trze­bami i uczu­ciami in­nych, chyba że może je wy­ko­rzy­stać, aby ma­ni­pu­lo­wać swoją ofiarą, izo­lo­wać ją i zmu­sić do ro­bie­nia tego, czego chce. To ego­cen­tryk, który wy­maga od in­nych do­sko­na­ło­ści. Jest rów­nież kłamcą. Na ogół do­sko­nale włada ję­zy­kiem: chęt­nie wy­ko­rzy­stuje wie­lo­znacz­ność słów, by ma­ni­pu­lo­wać ludźmi, przed­sta­wiać sie­bie jako ofiarę i wzbu­dzić współ­czu­cie lub ce­lowo wpro­wa­dzać in­nych w za­kło­po­ta­nie. Na­wet je­śli sam nie ma żad­nych praw­dzi­wych war­to­ści, bez skru­pu­łów wy­ko­rzy­stuje mo­ral­ność i za­sady in­nych, by osią­gnąć swój cel. Dla uza­sad­nie­nia swo­ich dzia­łań po­trafi po­da­wać po­zor­nie bar­dzo lo­giczne ar­gu­menty. Może być za­zdro­sny i nie­wierny. Nie znosi kry­tyki, ale sam nie­ustan­nie kry­ty­kuje in­nych. By się do­war­to­ścio­wać, karmi się wi­ze­run­kiem swo­jej ofiary: im bar­dziej ją de­wa­lu­uje, tym sil­niej­szy się czuje. Gdy on sam od­czuwa lęk, bar­dzo szybko prze­rzuca go na drugą osobę. Za po­mocą me­cha­ni­zmów, które omó­wimy w tej książce, zmu­sza in­nych do od­czu­wa­nia tego, co w rze­czy­wi­sto­ści jest jego wła­sną wście­kło­ścią, stra­chem i po­czu­ciem winy, in­nymi słowy - jego wła­snym sza­leń­stwem.

Choć peł­no­obja­wowi nar­cy­styczni de­wianci rze­czy­wi­ście ist­nieją, mu­simy pa­mię­tać, że wszyst­kim nam zda­rza się od czasu do czasu sto­so­wać po­dobne me­cha­ni­zmy obronne. Dla­tego ta książka to nie tyle esej po­świę­cony wy­łącz­nie per­wer­sji nar­cy­stycz­nej, co ra­czej próba przed­sta­wie­nia mapy me­cha­ni­zmów i źró­deł tej de­wia­cji psy­chicz­nej. Pró­buję w ten spo­sób okre­ślić gra­nicę mię­dzy nor­mal­no­ścią a pa­to­lo­gią.

Dla przy­kładu, pod tym wzglę­dem po­sta­cie Don Ju­ana i Ca­sa­novy są trudne do jed­no­znacz­nego za­kwa­li­fi­ko­wa­nia. Don Juan uwo­dzi ko­biety i uma­wia się z nimi, ale sam nie zja­wia się na spo­tka­niach - za­miast niego na miej­sce przy­bywa jego sługa Sga­na­rel, by spraw­dzić, czy ko­biety przy­szły. Je­śli tak, Don Juan jest za­do­wo­lony. Ca­sa­nova rów­nież uwo­dzi ko­biety, ale fak­tycz­nie przy­cho­dzi na randki, "kon­su­muje" zwią­zek, po czym znika. Za­równo je­den, jak i drugi bro­nią się przed lę­kiem, który wiąże się z ich wy­obra­że­niem o sile ich wła­dzy nad in­nymi ludźmi. Don Juan spraw­dza moc swego wi­ze­runku, a Ca­sa­nova upew­nia się, że nie zo­stał wy­ka­stro­wany. Można by więc uznać Ca­sa­novę za sek­su­al­nego de­wianta, a Don Ju­ana za nar­cy­stycz­nego de­wianta. Mimo tych róż­nic w obu wy­pad­kach uwo­dzi­ciele zni­kają po zdo­by­ciu ko­biety, bo trwała re­la­cja uczu­ciowa sta­no­wi­łaby dla nich zbyt duże za­gro­że­nie.

Nar­cy­styczny de­wiant, któ­rego za­cho­wa­nie bę­dziemy tu oma­wiać, uwo­dzi swoją ofiarę ni­czym Don Juan, lecz w prze­ci­wień­stwie do niego nie po­rzuca jej, tylko za­trzy­muje przy so­bie i dąży do znisz­cze­nia jej wi­ze­runku. Żywi się nią i pro­jek­tuje na nią swoje wła­sne sza­leń­stwo. Osa­cza swoją ofiarę, do­pro­wa­dza­jąc ją do de­pre­sji, gwał­tow­no­ści, per­wer­sji, obłędu, cho­roby, a w naj­tra­gicz­niej­szych przy­pad­kach - do śmierci w wy­niku sa­mo­bój­stwa lub wy­padku.

W tej książce zo­staną przed­sta­wione losy róż­nych osób, dzięki któ­rym prze­ko­namy się, jak trudno jest cza­sem po­sta­wić do­kładną dia­gnozę. Przyj­rzymy się hi­sto­rii Va­nessy od jej wcze­snego dzie­ciń­stwa. Zo­ba­czymy, jak - po­dob­nie do Lo­re­lei z wier­sza przy­to­czo­nego na wstę­pie - staje się uwo­dzi­ciel­ską sy­reną, czer­piącą przy­jem­ność z oglą­da­nia że­gla­rzy roz­bi­ja­ją­cych się o skały na mo­rzu. Czy­tel­nik, który ze­chce, bę­dzie mógł sam prze­stu­dio­wać ten przy­pa­dek, od­po­wia­da­jąc na kilka py­tań. Na końcu książki znaj­dują się przy­kła­dowe (choć nie wy­czer­pu­jące) od­po­wie­dzi. Przyj­rzymy się rów­nież przy­pad­kowi Franka, który znaj­duje upodo­ba­nie w kry­ty­ko­wa­niu i de­wa­lu­owa­niu żony, na­zy­wa­jąc ją zbo­czoną, by tylko za­głu­szyć po­czu­cie by­cia zdra­dzo­nym jako dziecko. Po­znamy też hi­sto­rię Jean-Pierre'a, szefa firmy, który bu­duje swój wi­ze­ru­nek kosz­tem pod­wład­nych. Zaj­miemy się także przy­pad­kiem Pier­rette, która wy­ko­rzy­stuje pa­to­lo­giczne nar­cy­styczne me­cha­ni­zmy obronne, by uwol­nić się od ży­cio­wego cha­osu, ale po­tem, w prze­ci­wień­stwie do nar­cy­stycz­nego de­wianta z krwi i ko­ści, za­czyna od­czu­wać lęk przed po­rzu­ce­niem i znów wpada w si­dła obłędu. Jej losy zo­staną uzu­peł­nione świa­dec­twem Ja­cques'a, part­nera Pier­rette. Po dwóch la­tach spę­dzo­nych u jej boku on sam za­czyna wąt­pić we wszystko, co go do­ty­czy. Rów­nież i w tym przy­padku czy­tel­nik, je­śli bę­dzie miał taką ochotę, może sa­mo­dziel­nie zi­den­ty­fi­ko­wać opi­sane tu me­cha­ni­zmy. Na końcu po­znamy nar­cy­stycz­nych ro­dzi­ców, któ­rzy nie wa­hają się po­świę­cić zdro­wia psy­chicz­nego swo­ich dzieci dla wła­snej wy­gody.

Trochę historii

Paul-Claude Ra­ca­mier[1] w la­tach 50. XX wieku stwo­rzył po­ję­cie "per­wer­sja nar­cy­styczna". W owym cza­sie zaj­mo­wał się ba­da­niem psy­choz, a zwłasz­cza schi­zo­fre­nii. Jego zda­niem schi­zo­fre­nik do­świad­cza lęku zwią­za­nego ze swo­imi we­wnętrz­nymi kon­flik­tami, które usi­łuje prze­rzu­cić na drugą osobę. W książce Le génie des ori­gins (pol. Ge­niusz po­cząt­ków)[2] Paul-Claude Ra­ca­mier, pi­sząc o de­wian­tach, wy­ja­śnia: "To for­mie­rze, któ­rzy wy­ko­rzy­stają każdą oka­zję, by znisz­czyć przy­jem­ność pły­nącą z my­śle­nia i kre­atyw­ność. Dla nar­cy­stycz­nego de­wianta naj­waż­niej­sza jest po­trzeba, zdol­ność do ucieczki przed we­wnętrz­nymi kon­flik­tami oraz przy­jem­ność, ja­kiej przy tym do­świad­cza. W szcze­gól­no­ści pra­gnie unik­nię­cia ża­łoby po­przez pod­bu­do­wy­wa­nie sie­bie kosz­tem obiektu trak­to­wa­nego ni­czym przed­miot użyt­kowy lub po­ma­gier, dzięki któ­remu może się do­war­to­ścio­wać".

Pod­czas swo­ich ba­dań nad schi­zo­fre­nią Ha­rold Se­ar­les zwró­cił uwagę na nie­świa­dome pro­cesy my­ślowe za­cho­dzące w in­te­rak­cji mię­dzy osobą cier­piącą na psy­chozę a jej te­ra­peutą. W książce L'ef­fort pour ren­dre l'au­tre fou (pol. Próby do­pro­wa­dze­nia dru­giej osoby do obłędu)[3] pi­sze: "Każdy czło­wiek może do­pro­wa­dzić drugą osobę do sza­leń­stwa: wy­star­czy spra­wić, by nie mo­gła się sama utrzy­my­wać, my­śleć, czuć, pra­gnąć, by za­po­mniała o so­bie sa­mej i o tym, co jej się na­leży". Per­wer­sja nar­cy­styczna w tym uję­ciu mia­łaby być więc czymś, co chro­ni­łoby cho­rego przed do­świad­cza­niem uro­jeń czy po­pad­nię­ciem w psy­chozę po­przez prze­rzu­ca­nie wła­snego cha­osu na drugą osobę.

Jed­nak to fran­cu­ska psy­chiatrka i psy­cho­ana­li­tyczka Ma­rie-France Hi­ri­goyen spo­pu­la­ry­zo­wała po­ję­cie "per­wer­sja nar­cy­styczna" w swo­jej książce Le har­c?le­ment mo­ral: la vio­lence per­verse au qu­oti­dien (pol. Mo­le­sto­wa­nie mo­ralne. Per­wer­syjna prze­moc w ży­ciu co­dzien­nym)[4]. Au­torka de­fi­niuje mo­le­sto­wa­nie mo­ralne, czyli ty­powe za­cho­wa­nie nar­cy­stycz­nego de­wianta, jako "każde nad­uży­cie prze­ja­wia­jące się w szcze­gól­no­ści w za­cho­wa­niu, sło­wach, dzia­ła­niach, ge­stach lub pi­śmie, mo­gące na­ru­szać oso­bo­wość, god­ność lub nie­ty­kal­ność fi­zyczną czy psy­chiczną da­nej osoby, za­gra­żać jej pracy lub po­gar­szać jej re­la­cje spo­łeczne".

Narcystyczne dewiacje

Słowo "de­wiant" od dawna funk­cjo­nuje w ję­zyku po­tocz­nym. Gdy szef rzuci uwagę - od razu jest na­zwany de­wian­tem. Ktoś za­cho­wuje się uwo­dzi­ciel­sko - na­tych­miast mówi się o nim, że jest de­wian­tem sek­su­al­nym. Kiedy coś nie­spo­dzie­wa­nego za­czyna nam prze­szka­dzać, mó­wimy, że to de­wia­cja, od­chy­le­nie od normy. Pod­czas pew­nego szko­le­nia, gdy po­ru­szy­łem te­mat de­wia­cji, po­pro­si­łem uczest­ni­ków, by każdy wy­mie­nił pierw­sze słowo, ja­kie przy­cho­dzi mu do głowy. Oto, co usły­sza­łem: zbo­czony, sko­rum­po­wany, nie­mo­ralny, zły, oporny, lu­bieżny, zde­pra­wo­wany, li­ber­tyń­ski, nie­przy­zwo­ity, podły, zło­śliwy... Każdy miał za­tem swoją wła­sną de­fi­ni­cję de­wia­cji.

Za­nim omó­wimy różne jej kon­cep­cje, a szcze­gól­nie zja­wi­sko per­wer­sji nar­cy­stycz­nej, po­win­ni­śmy naj­pierw po­dać do­kładną de­fi­ni­cję tego po­ję­cia. W psy­cho­pa­to­lo­gii bo­wiem dany ter­min może być czę­sto uży­wany w zu­peł­nie in­nym zna­cze­niu niż w ję­zyku po­tocz­nym. Weźmy dla przy­kładu słowo "me­lan­cho­lia" - brzmiące ro­man­tycz­nie w ustach po­ety - w psy­cho­pa­to­lo­gii ozna­cza po­ważne za­bu­rze­nie psy­chiczne. Jak zo­ba­czymy póź­niej, okre­śle­nie "de­wia­cyjny" jest oczy­wi­ście w pew­nym stop­niu na­ce­cho­wane ne­ga­tyw­nie pod wzglę­dem mo­ral­nym, lecz sama mo­ral­ność nie wy­star­cza, by je zde­fi­nio­wać. Dla­tego ko­nieczne bę­dzie wpro­wa­dze­nie de­fi­ni­cji tego ter­minu oraz po­jęć nie­zbęd­nych do lep­szego wy­ja­śnie­nia fe­no­menu de­wia­cji.

Na­stęp­nie przyj­rzymy się me­to­dom dzia­ła­nia nar­cy­stycz­nych de­wian­tów, co po­zwoli nam za­sta­no­wić się, jak się ich ustrzec. De­wiant używa spe­cy­ficz­nych tak­tyk, ta­kich jak na przy­kład ze­spo­le­nie się z ofiarą. Oplata ją, nie po­zwala jej się wy­mknąć, "po­chła­nia" ją ni­czym ru­chome pia­ski, wcią­ga­jąc ją w tok­syczną at­mos­ferę. Ana­li­zu­jąc po­ję­cia, które po­mogą nam omó­wić me­cha­nizm ze­spo­le­nia, le­piej zro­zu­miemy, jak ważne jest za­cho­wa­nie od­po­wied­niego dy­stansu, za­nim po­dej­miemy ja­kie­kol­wiek dal­sze kroki, żeby się uwol­nić. Po­sta­ramy się prze­wi­dzieć, jak bę­dzie wy­glą­dać kontr­atak i próby "po­now­nego ze­spo­le­nia się" ze strony nar­cy­stycz­nego de­wianta. Jak mówi przy­sło­wie: Prze­zorny za­wsze ubez­pie­czony. Wie­dząc, jak ma­ni­pu­la­tor może za­re­ago­wać, nie damy się za­sko­czyć, gdy znów za­cznie wal­czyć, uwo­dzić, gro­zić lub na nowo wzbu­dzać w nas po­czu­cie winy.

Na­stęp­nie przyj­rzymy się moż­li­wym źró­dłom per­wer­sji. Dla­czego bę­dziemy się tym zaj­mo­wać do­piero po roz­ło­że­niu na czę­ści pierw­sze me­tod dzia­ła­nia de­wian­tów? Otóż w trak­cie prze­pra­co­wy­wa­nia ża­łoby - pro­cesu zbli­żo­nego do sa­mego prze­ży­wa­nia jej - ko­nieczne jest przej­ście przez kilka eta­pów. Choć wy­ba­cze­nie bywa klu­czo­wym ele­men­tem pro­cesu bu­do­wa­nia re­zy­lien­cji, może też oka­zać się formą wy­par­cia, je­śli zro­bimy to zbyt wcze­śnie, unie­moż­li­wia­jąc wy­ko­na­nie nie­zbęd­nej pracy nad sa­mym sobą.

Ja­cques, part­ner Pier­rette (o któ­rej wspo­mnia­łem wcze­śniej), po­wie­dział mi, gdy w końcu udało mu się od niej odejść: "Naj­pierw mu­szę po­zbyć się tru­ci­zny, po­tem będę mógł się wy­le­czyć i od­bu­do­wać. Do­piero wtedy spró­buję zro­zu­mieć, a póź­niej wy­ba­czyć. Mam na­dzieję, że znów będę w sta­nie współ­czuć i w końcu po­now­nie stanę się sobą - tak jak daw­niej".

W pracy z ofia­rami nar­cy­stycz­nych de­wian­tów bar­dzo ważne jest, aby za­cho­wać wła­ściwą ko­lej­ność dzia­łań. Mo­żemy za­su­ge­ro­wać ofie­rze, by za­dała so­bie py­ta­nie, dla­czego do­pu­ściła do ta­kiej sy­tu­acji lub dla­czego spo­tkała na swo­jej dro­dze wła­śnie taką osobę. Tym­cza­sem nar­cy­styczny de­wiant przez długi czas wy­ma­gał od swo­jego part­nera, aby dźwi­gał cię­żar jego po­czu­cia winy. Ła­two so­bie wy­obra­zić, że po za­koń­cze­niu ta­kiej re­la­cji ofiara bę­dzie miała ogromną trud­ność z kwe­stio­no­wa­niem wła­snych po­staw, a gdy­by­śmy od razu tego od niej ocze­ki­wali, to mo­gli­by­śmy ją do­dat­kowo ob­cią­żyć psy­chicz­nie, po­tę­gu­jąc je­dy­nie jej cier­pie­nie. Po­nadto czę­sto do­świad­czyła ona ata­ków ma­ją­cych na celu pod­ko­pa­nie jej po­czu­cia wła­snej war­to­ści. Z tego też po­wodu pro­ces prze­war­to­ścio­wa­nia swo­ich wy­bo­rów ży­cio­wych może stać się czę­ścią dal­szej drogi ku wy­zdro­wie­niu, ale po­wi­nien się roz­po­cząć do­piero po dłu­giej pracy przy­po­mi­na­ją­cej ża­łobę, a na­stęp­nie od­bu­do­wie i od­zy­ska­niu wła­snej toż­sa­mo­ści.

Kiedy spo­ty­kam ofiary nar­cy­stycz­nych de­wian­tów, czę­sto prze­ja­wiają one ob­jawy stresu po­ura­zo­wego po­dobne do tych, które ob­ser­wuje się u oca­lo­nych z wojny, po­rwań czy ka­ta­strof. Na pod­sta­wie ana­lizy oso­bo­wo­ści nar­cy­stycz­nych de­wian­tów i ich me­tod dzia­ła­nia zro­zu­miemy, jak ważne jest przy­ję­cie de­li­kat­nego, a za­ra­zem ustruk­tu­ry­zo­wa­nego po­dej­ścia do wspie­ra­nia ofiar.

Mam na­dzieję, że ta książka po­może ofia­rom od­bu­do­wać sie­bie, in­nym spoj­rzeć na swoją osobę z dy­stan­sem, a każ­demu - na­uczyć się trosz­czyć o wła­sne do­bro w du­chu życz­li­wo­ści i po­sza­no­wa­nia od­mien­no­ści.

[1] Fran­cu­ski psy­cho­ana­li­tyk ży­jący w la­tach 1924-1996.

[2] Ra­ca­mier P.-C., Le génie des ori­gi­nes, Payot, 1992.

[3] Se­ar­les H., L'ef­fort pour ren­dre l'au­tre fou, Fo­lio Es­sais, Gal­li­mard, 2002.

[4] Hi­ri­goyen M.-F., Le har­ce­le­ment mo­ral: la vio­lence per­verse au qu­oti­dien, Sy­ros, 1998.

Bibliografia

Je­śli chcesz po­głę­bić swoją wie­dzę na te­mat de­wia­cji nar­cy­stycz­nej, mo­żesz za­po­znać się z opra­co­wa­niami, które zo­stały wy­ko­rzy­stane przy pi­sa­niu tej książki.

Popędy

Sig­mund Freud, Trzy roz­prawy z teo­rii sek­su­al­nej, Wy­daw­nic­two Bel­lona, 2025.

Sig­mund Freud, Po­pędy i ich losy [w:] Psy­cho­lo­gia Nie­świa­do­mo­ści. Dzieła, t. VIII, Wy­daw­nic­two KR, 2009.

Alain Gi­be­ault, Les pul­sions: Amour et faim. Vie et mort, coll. Les gran­des déco­uver­tes de la psy­cha­na­lyse, Tchou, 1997.

Mechanizmy obronne

Anna Freud, Ego i me­cha­ni­zmy obronne, Wy­daw­nic­two Na­ukowe PWN, 2012.

Ser­ban Io­ne­scu, Ma­rie-Ma­de­le­ine Ja­cquet, Claude Lhote, Les méca­ni­smes de défense, coll. Fac. psy­cho­lo­gie, Na­than Uni­ver­sité, 1997.

Narcyzm i związane z nim patologie

Jean Ber­ge­ret, La per­son­na­lité nor­male et pa­tho­lo­gi­que, coll. Psy­chi­smes, Du­nod, 1996.

Chri­sto­phe Carré, La ma­ni­pu­la­tion au qu­oti­dien: la re­pérer, la déjo­uer, en jo­uer, Ey­rol­les, 2007.

Chri­sto­phe De­jo­urs, So­uf­france en France: la ba­na­li­sa­tion de l'in­ju­stice so­ciale, Seuil, 1998.

Sig­mund Freud, Wpro­wa­dze­nie do nar­cy­zmu [w:] Ży­cie sek­su­alne, Wy­daw­nic­two KR, 2012.

Ma­rie-France Hi­ri­goyen, Le har­c?le­ment mo­ral: la vio­lence per­verse au qu­oti­dien, Sy­ros, 1998.

Otto Kern­berg, Les tro­ubles li­mi­tes de la per­son­na­lité, coll. Psy­chi­smes, Du­nod, 1997.

La per­ver­sion nar­cis­si­que, "Re­vue fra­nça­ise de psy­cha­na­lyse" nr 3, vol. 67coll. La Pa­tho­lo­gie nar­cis­si­que, PUF, 2003.

Żałoba

Sig­mund Freud, Ża­łoba i me­lan­cho­lia [w:] Psy­cho­lo­gia nie­świa­do­mo­ści, Wy­daw­nic­two KR, 2009.

Eli­sa­beth Kübler-Ross, Śmierć. Ostatni etap roz­woju, MT Biz­nes, 2008.

Rezyliencja

Bo­ris Cy­rul­nik, Un me­rve­il­leux mal­heur, Od­ile Ja­cob, 1999.

Bo­ris Cy­rul­nik, Les vi­la­ins pe­tits ca­nards, Od­ile Ja­cob, 2001.

Teorie Paul-Claude'a Racamiera

Paul-Claude Ra­ca­mier, An­t?dipe et ses de­stins, Ap­sy­gée, 1989.

Paul-Claude Ra­ca­mier, Le génie des ori­gi­nes, Payot, 1992.

Paul-Claude Ra­ca­mier, L'in­ce­ste et l'in­ce­stuel, Édi­tions Col­l?ge.

Inne dzieła

Me­la­nie Klein, Joan Ri­viere, L'amour et la ha­ine: le be­soin de répa­ra­tion, Payot, 2001.

Jean La­plan­che, Jean-Ber­trand Pon­ta­lis, Słow­nik psy­cho­ana­lizy, Wy­daw­nic­two Ale­theia, 1996.

Paul-Claude Ra­ca­mier, Les schi­zo­ph­r?nes, Payot, 2001.

Ha­rold Se­ar­les, The ef­fort to drive the other per­son crazy [w:] "Bri­tish Jo­ur­nal of Me­di­cal Psy­cho­logy" nr 1, vol. 32, 1959, ss. 1-18.

Paul Wat­zla­wick, John H. We­akland, Ri­chard Fisch, Change: Prin­ci­ples of Pro­blem For­ma­tion and Pro­blem Re­so­lu­tion, W. W. Nor­ton & Com­pany, 2011.

Do­nald Wo­ods Win­ni­cott, Za­bawa a rze­czy­wi­stość, Wy­daw­nic­two Imago, 2011.

Do­nald Wo­ods Win­ni­cott, Obiekty przej­ściowe i zja­wi­ska przej­ściowe [w:] Za­bawa a rze­czy­wi­stość, Wy­daw­nic­two Imago, 2011