Jak rozmawiać ze zwierzętami - Amelia Kinkade

Kup ebooka

59.90 zł
47.92 zł (59,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Opinie o książce Jak rozmawiać ze zwierzętami

Opi­nie o książce Jak roz­ma­wiać ze zwie­rzę­tami

Magii, któ­rej doświad­czy­cie z Ame­lią, nie da się pod­wa­żyć. Widzia­łem ją w akcji, a to, co potrafi, cał­ko­wi­cie odmie­niło mój spo­sób myśle­nia. Świa­do­mość nie zna gra­nic, a jej książka może zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wać wasze spoj­rze­nie na świat i zdol­ność poro­zu­mie­wa­nia się z ota­cza­ją­cymi was żywymi isto­tami.

BER­NIE SIE­GEL, M.D., autor ksią­żek Miłość, medy­cyna i cuda oraz Pre­scrip­tions for Living

Jako osoba komu­ni­ku­jąca się ze zwie­rzę­tami Ame­lia Kin­kade ma ogromny talent. Prze­kaz, który odbiera od przed­sta­wi­cieli prze­róż­nych gatun­ków, jest nie­zwy­kły, a przy tym bar­dzo spójny. Jej wysiłki i wyjąt­kowe zdol­no­ści pozwa­lają pod­wa­żyć fał­szywe prze­ko­na­nia co do uczuć, rozu­mie­nia i sta­nów umy­słu naszych zwie­rzę­cych przy­ja­ciół. Umie­jęt­no­ści i dzia­łal­ność Ame­lii w wyraźny spo­sób poka­zują, że pro­cesy mózg-umysł u wszyst­kich gatun­ków obej­mują zja­wi­ska kwan­towe i wspie­rają feno­men, który nazy­wamy holo­gra­fią kwan­tową.

koman­dor EDGAR MIT­CHELL, Sc.D., astro­nauta misji Apollo 14, zało­ży­ciel Insti­tute of Noetic Scien­ces, autor książki The Way of the Explo­rer

Ta książka to praw­dziwa perełka, nie tylko ze względu na fascy­nu­jące histo­rie, w któ­rych Ame­lia dzieli się wła­snymi doświad­cze­niami komu­ni­ka­cji ze zwie­rzę­tami, lecz także dla­tego, że uczy, jak samo­dziel­nie tego doko­nać. Wypró­bo­wa­łem pro­ste ćwi­cze­nia, które pro­po­nuje, i one naprawdę dzia­łają. Z peł­nym prze­ko­na­niem pole­cam Jak roz­ma­wiać ze zwie­rzę­tami każ­demu, kto chce roz­wi­jać w sobie zdol­ność odnaj­dy­wa­nia miło­ści, piękna, współ­czu­cia i zdro­wie­nia w świe­cie natury.

ALAN COHEN, autor książki The Dra­gon Doesn't Live Here Any­more

Nie potra­fię nawet poli­czyć, ile razy ta książka dopro­wa­dziła mnie do łez. Każ­dego opie­kuna zwie­rzę­cia w tym kraju powinno się zmu­sić do jej prze­czy­ta­nia!

ARIELLE FORD, autorka książki Hot Cho­co­late for the Mysti­cal Soul

Jeśli macie otwarte umy­sły i jeste­ście gotowi do eks­pe­ry­men­to­wa­nia, Jak roz­ma­wiać ze zwie­rzę­tami może otwo­rzyć przed wami nowe, satys­fak­cjo­nu­jące wymiary rela­cji ze wszyst­kimi zwie­rzę­tami.

Ama­zon.com

Uwaga, miło­śnicy zwie­rząt! Dok­tor Dolit­tle nie tylko ist­nieje -?ma się świet­nie i nazywa się Ame­lia Kin­kade. Jak roz­ma­wiać ze zwie­rzę­tami to prawda dziw­niej­sza od fik­cji; zdu­mie­wa­jąca, zabawna i bar­dzo prak­tyczna opo­wieść, która może skło­nić was do roz­mów nie tylko z domo­wymi pupi­lami, lecz także z tymi stwo­rze­niami, które czę­sto wole­li­by­śmy omi­jać sze­ro­kim łukiem. To abso­lut­nie zachwy­ca­jąca lek­tura dla każ­dego, kto kie­dy­kol­wiek chciał nawią­zać kon­takt z istotą innego gatunku.

MAR­THA BECK, autorka ksią­żek Expec­ting Adam oraz Fin­ding Your Own North Star

Ame­lia Kin­kade prosi nas, byśmy uwie­rzyli, a potem poka­zuje, jak doświad­czyć rze­czy­wi­sto­ści innych niż te, które zna­li­śmy do tej pory. Nie­za­leż­nie od tego, czy nazwiemy to intu­icją, wglą­dem, czy dotknię­ciem samego rdze­nia doświad­czeń mistycz­nych i ducho­wych tra­dy­cji, wszy­scy gdzieś w głębi serca wiemy, że komu­ni­ka­cja ze zwie­rzę­tami jest moż­liwa i realna. Ame­lia po pro­stu poka­zuje nam drogę. Brawo!

THOM HART­MANN, autor książki Zmierzch sta­ro­żyt­nego świa­tła sło­necz­nego

Nagłówki krzy­czą: "Czy zwie­rzęta mają uczu­cia?", "Czy zwie­rzęta potra­fią myśleć?", "Czy zwie­rzęta myślą?". Książka Jak roz­ma­wiać ze zwie­rzę­tami odpo­wiada na te pyta­nia twier­dząco, ale to nie wszystko. Poka­zuje też, co nasi bra­cia mniejsi tak naprawdę myślą. To nie­sa­mo­wita lek­tura.

GRET­CHEN WYLER, aktorka i zało­ży­cielka orga­ni­za­cji The Ark Trust, zaj­mu­ją­cej się pra­wami i ochroną zwie­rząt

Książka Jak roz­ma­wiać ze zwie­rzę­tami nie będzie zasko­cze­niem dla wielu osób. Nie bra­kuje prze­cież na świe­cie miło­śni­ków zwie­rząt, któ­rzy dosko­nale wie­dzą, że ich pod­opieczni (od psów i koni po ptasz­niki i myszy) potra­fią z nimi roz­ma­wiać. Nie­za­leż­nie od tego, czy wie­rzysz sło­wom pani Kin­kade, czy nie, jej książkę czyta się z wiel­kim zain­te­re­so­wa­niem, a styl autorki anga­żuje czy­tel­nika. Kin­kade odwo­łuje się do pojęć z zakresu ducho­wo­ści i fizyki kwan­to­wej, abyś i ty mógł nauczyć się słu­chać duszy swo­jego zwie­rzę­cia i naprawdę rozu­mieć, co pró­buje ci prze­ka­zać.

FRED ALAN WOLF, Ph.D., autor ksią­żek Umysł stwo­rzył mate­rię, The Spi­ri­tual Uni­verse oraz Taking the Quan­tum Leap

Podziękowania

Nota od autorki

Przedmowa. "Boo Boo, gdzie jesteś?"

Prolog. Obietnica

Rozdział 1. Oporne medium

Rozdział 2. Jasnowidzenie: od umysłu do umysłu

Rozdział 3. Jasnoczucie: od serca do serca

Bez­płatny frag­ment. Zapra­szamy do zakupu peł­nej wer­sji ebo­oka.

Odczu­wa­nie emo­cji zwie­rząt nie czyni z nas sen­ty­men­tal­nych waria­tów. Czyni z nas ludzi -?dokład­nie takich, jakich wymy­ślił sobie Bóg.

Kiedy patrzymy na zwie­rzęta z sza­cun­kiem i czcią, tak jak van Gogh patrzył na roz­gwież­dżone niebo, zmie­nia się nasza per­spek­tywa. Dopiero wtedy możemy je zoba­czyć -?naprawdę zoba­czyć -?po raz pierw­szy. Zwie­rzęta są po to, by nas uczyć, jak żyć: jak odna­leźć się w "tu i teraz", jak funk­cjo­no­wać cał­ko­wi­cie bez lęku i jak bez­wa­run­kowo kochać.

Jest jesz­cze jeden powód, dla któ­rego odci­namy się od naszego wro­dzo­nego jasno­czu­cia. Wcale nie cho­dzi o to, że nie czu­jemy albo nie potra­fimy czuć. Wręcz prze­ciw­nie -?cho­dzi o to, że czu­jemy sta­now­czo za mocno. Po semi­na­rium, które pro­wa­dzi­łam w zeszłym tygo­dniu, pode­szła do mnie kobieta, u któ­rej jasno­czu­cie było ewi­dentne. Powie­działa, że bar­dzo chcia­łaby się nauczyć komu­ni­ka­cji ze zwie­rzę­tami i reali­zo­wać się w tym obsza­rze zawo­dowo, ale każda, nawet naj­mniej­sza, krzywda, jaką im się wyrzą­dza, wpę­dza ją w ślepą furię i wątpi, czy zdoła znieść ten ból na dłuż­szą metę.

-?Witaj w klu­bie -?powie­dzia­łam.

-?Nie rozu­miesz! Czuję to tak mocno, że poza­bi­ja­ła­bym tych wszyst­kich wła­ści­cieli! Nie mogę znieść, kiedy zwie­rzęta cier­pią! -?unio­sła się.

-?Dokład­nie! -?Mój głos rów­nież wsko­czył na wyż­sze reje­stry, żeby dorów­nać jej tonowi. -?Nie możesz znieść bólu tak samo jak one! Ty przy­naj­mniej masz wybór, a zwie­rzęta nie mają żad­nego! To nie jest tak naprawdę twój ból. One muszą zno­sić całe to cier­pie­nie, bo ludzie tacy jak ty nie potra­fią sta­nąć w ich obro­nie!

-?Ale ja nie umiem robić tego, co ty. Nie posia­dam umie­jęt­no­ści jasno­czu­cia! -?upie­rała się.

-?Oczy­wi­ście, że posia­dasz! Bez tego daru nie czu­ła­byś tego w ten spo­sób!

-?Ale ja nie widzę obra­zów, nie sły­szę słów...

-?Nie, ale czu­jesz emo­cje i to wystar­czy. -?A potem musia­łam zapy­tać: - Bo jeśli nie ty... to kto?

Co za para­doks i chi­chot losu. Ludzie, któ­rzy naj­bar­dziej trosz­czą się o zwie­rzęta, czę­sto nie potra­fią udźwi­gnąć samego faktu, że im zależy. A prze­cież te wraż­liwe dusze to wła­śnie ci, któ­rzy mają naj­więk­szy dar. Opo­wie­dzia­łam tej kobie­cie o tym, jak przez lata zasy­pia­łam z pła­czem. Potra­fi­łam "dostroić się" do wszyst­kich zwie­rząt, we wszyst­kich klat­kach labo­ra­to­ryj­nych na tej pla­ne­cie. Na jakiś czas prze­sta­łam nawet pra­co­wać jako osoba komu­ni­ku­jąca się ze zwie­rzętami, prze­ko­nana, że ja też nie wytrzy­mam tego bólu i nie opa­nuję wła­snej wście­kło­ści. Z cza­sem płacz jed­nak ustał i przy­zna­łam przed sobą, że moja rzeka łez nie ocali ani jed­nej futrza­stej mordki. Cichy głos gdzieś w środku ni­gdy nie odpu­ścił: "Bo jeśli nie ty... to kto?". Czy warto się przez to ośmie­szać? Czy warto ryzy­ko­wać, gdy ist­nieje szansa pomyłki? Jeśli nie, to nie wiem, co mia­łoby być waż­niej­sze.

Zakoń­czy­łam roz­mowę, tłu­ma­cząc kobie­cie, że są też małe zwy­cię­stwa, codzienne rado­ści i oka­zje, by zare­ago­wać wtedy, gdy naprawdę możemy coś zmie­nić. Wła­śnie te suk­cesy spra­wiają, że to wszystko ma sens. Czy ból staje się przez to mniej dotkliwy? Cóż, nie. Ale staje się łatwiej­szy do udźwi­gnię­cia. Budda powie­dział, że trwa­nie w gnie­wie jest jak trzy­ma­nie w dłoni roz­ża­rzo­nego węgla z zamia­rem rzu­ce­nia nim w kogoś innego. Osta­tecz­nie to my sami się nim parzymy. Możemy więc nauczyć się wypusz­czać gorące węgielki gniewu i cier­pie­nia, jesz­cze zanim te pora­nią nam dło­nie. Ból i wście­kłość nie staną się mniej inten­sywne. Możemy jed­nak się nauczyć szyb­ciej odpusz­czać. Edu­ka­cja jest naszą jedyną nadzieją. Zacznij od pro­stych rze­czy. Buduj powoli i z uważ­no­ścią, we wszyst­kim kie­ru­jąc się zdro­wym roz­sąd­kiem.

Czu­jesz, że jesteś bar­dzo wraż­liwą osobą? Ponie­waż zwie­rzęta nie potra­fią mówić za sie­bie, tylko ty możesz stać się ich gło­sem. Na tej pla­ne­cie nie mają łatwo i potrze­bują cię teraz bar­dziej niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej. Jeśli twoją siłą jest jasno­czu­cie, wyzwa­niem nie będzie jedy­nie akcep­ta­cja fizycz­nych odczuć i emo­cji zwie­rząt. Cho­dzi przede wszyst­kim o stwo­rze­nie w sobie takiej prze­strzeni, w któ­rej poczu­jesz się na tyle bez­piecz­nie, aby doświad­czać wszyst­kich tych uczuć. Jako osoba wraż­liwa możesz mieć obawy, że uczu­cia zwie­rząt będą jak fala, która zalewa, pod­ta­pia i roz­rywa na strzępy. Spo­koj­nie, nasze lek­cje obejmą nie tylko intu­icję, ale też ochronę samych sie­bie. Nauczę cię, jak budo­wać wokół sie­bie ściany świa­tła. Jeśli porów­namy cier­pie­nie zwie­rząt do pożaru lasu, osoby komu­ni­ku­jące się z nimi są jak stra­żacy - wcho­dzą w ogień w peł­nym rynsz­tunku i nie zostają tam na tyle długo, by się popa­rzyć. W żad­nym wypadku nie cho­dzi o to, by ranić samych sie­bie. Twoim zada­niem jest przede wszyst­kim gasze­nie poża­rów. Z cza­sem dzięki prak­tyce nauczysz się ufać zwie­rzę­tom. Zyskasz pew­ność, że ich uczu­cia nie mogą cię zabić. Ufa­jąc życiu i ufa­jąc Bogu, nauczysz się otwie­rać na nowe kanały i zatrzy­my­wać się tylko tam, gdzie da się odna­leźć piękno, har­mo­nię i radość. Wystar­czy, że spoj­rzysz na lwa mor­skiego pły­wa­ją­cego w słońcu albo śpiącą koalę, a odkry­jesz kra­iny unie­sie­nia i cichej, deli­kat­nej, świę­tej ciszy, jakiej ni­gdy wcze­śniej nie doświad­czy­łeś jako czło­wiek. W tych wymia­rach wznio­słej szczę­śli­wo­ści słowa to za mało. Ty też możesz doświad­czyć nieba na ziemi w umy­słach zwie­rząt -?i to wła­śnie spra­wia, że warto mie­rzyć się z każ­dym cier­pie­niem. Zanim to jed­nak nastąpi, cof­nijmy się do zapo­mnia­nego wspo­mnie­nia, do czasu, kiedy twój umysł dopiero roz­kwi­tał.

Ćwi­cze­nie: medy­ta­cja odzy­ski­wa­nia magii Dziecko, któ­rym byłeś

Usiądź wygod­nie, naj­le­piej na zewnątrz, w miej­scu, gdzie przez jakiś czas będziesz mógł pobyć sam ze sobą. Skup się na odde­chu. Skie­ruj uwagę na swoje serce i zatop się w ciszy. Pozwól zasnąć two­jemu doro­słemu "ja". Niech wszyst­kie myśli, plany i tro­ski dnia cał­ko­wi­cie odpłyną.

Zata­piasz się głę­boko w sobie i zaczy­nasz cofać się w cza­sie. Docie­rasz do wspo­mnień z dzie­ciń­stwa, które już dawno się roz­myły. Przy­po­mi­nasz sobie ten wyjąt­kowy czas, kiedy byłeś w pełni świa­domy. Budzisz w sobie te chwile, gdy byłeś jesz­cze mały -?tak bar­dzo, że ledwo potra­fi­łeś mówić. Ludzie wtedy nad tobą góro­wali, ale ty mia­łeś swój wewnętrzny świat.

Co tu widzisz? Czy w drze­wach cho­wają się elfy, które cią­gną cię za włosy? Czy po tra­wie bie­gają małe tajem­ni­cze istoty? Czy kwiaty są wyra­zist­sze? Czy kiedy jako dziecko znaj­du­jesz się bli­żej ziemi, kolory wyglą­dają ina­czej? Czy ota­czają cię inne byty, któ­rych doro­śli nie potra­fią dostrzec? Czy wyglą­dają jak ludzie; a może mają skrzy­dła? Czy potra­fisz roz­ma­wiać z kwia­tami i drze­wami? Czy sły­szysz anioły? Co mówią?

Zatrzy­maj się na chwilę i zacznij nasłu­chi­wać.

W tej magicz­nej chwili możesz usły­szeć myśli zwie­rząt. Pomyśl o tych, które kochasz, i o tym, jakie słowa do cie­bie kie­rują. Wiesz, że mają myśli i uczu­cia tak jak ty. Tutaj, w holo­gra­mie czasu, zawsze możesz je usły­szeć i zro­zu­mieć. Przy­rzek­nij sobie, że ni­gdy nie "doro­śniesz" w taki spo­sób, aby odwró­cić się od zwie­rząt. Bez względu na to, co będą mówić "doro­śli", wiesz, że ni­gdy nie stra­cisz tej magicz­nej umie­jęt­no­ści.

Ściany migo­czą­cych gwiazd wyra­stają z ziemi i ota­czają cię bańką świa­tła. Nic mrocz­nego, nic bole­snego i nic prze­ra­ża­ją­cego nie jest w sta­nie jej naru­szyć. Lśni i skrzy się wokół cie­bie niczym gruba zaspa śniegu się­ga­jąca co naj­mniej na metr w każdą stronę. Płynne świa­tło jest naj­więk­szą siłą we Wszech­świe­cie. Jest potęż­niej­sze od ciem­no­ści i od wszel­kiego zła. Skup się na swoim świe­tle, aż sta­nie się twarde i zwarte -?jak krysz­tał, mar­mur i szkło. Tutaj, wewnątrz tej świe­tli­stej zbroi, twoja nie­win­ność jest bez­pieczna. Choć myśli i uczu­cia zwie­rząt mogą przez nią prze­ni­kać, to, co złe, nie zdoła jej prze­bić. Świe­tli­sta zbroja będzie zawsze z tobą, gdy będziesz ćwi­czyć miłość i słu­cha­nie zwie­rząt. Uzdra­wia­jąc sie­bie, otwie­rasz drogę, by zacząć uzdra­wiać także je.

Prze­nieś wizję ota­cza­ją­cego cię płasz­cza świa­tła do swo­jego doro­słego "ja". Wróć do świata na jawie -?odświe­żony i nowo naro­dzony.

Rozdział 4. Jasnosłyszenie: od duszy do duszy

Bez­płatny frag­ment. Zapra­szamy do zakupu peł­nej wer­sji ebo­oka.

W rela­cjach ze zwie­rzę­tami liczy się szcze­rość i zaan­ga­żo­wa­nie. Wasze roz­mowy powinny być dwu­stronne. Wspól­nie szu­kaj­cie roz­wią­zań pro­ble­mów. Współ­pra­cuj i nego­cjuj, aby­ście mogli się spo­tkać w poło­wie drogi. Bądź gotów na wyrze­cze­nia, by osią­gnąć obo­pólną satys­fak­cję. Dotrzy­muj obiet­nic i nie skła­daj takich, któ­rych nie jesteś w sta­nie dotrzy­mać. Gdy zwie­rzęta doma­gają się odpo­wie­dzi, okaż im sza­cu­nek.

Następna histo­ria jest o tym, jak udo­wod­ni­łam mojemu kotu, Panu Jone­sowi, że naprawdę może na mnie liczyć.

Pan Jones i włamywacze

Jedną z zalet komu­ni­ko­wa­nia się ze zwie­rzę­tami jest to, że mogą jesz­cze lepiej zadbać o nasz dom. Kiedy miesz­ka­łam sama z Panem Jone­sem w Venice Beach, spę­dza­łam dużo czasu w pracy w San Fer­nando Val­ley. Dolina leży mniej wię­cej trzy­dzie­ści minut drogi od plaży, ale w korku o pią­tej po połu­dniu (a wła­śnie wtedy musia­łam co drugi dzień jechać przez wzgó­rza), podróż zaj­mo­wała co naj­mniej pół­to­rej godziny.

Gdy byłam poza domem, "psy­chicz­nie" trzy­ma­łam rękę na pul­sie i kilka razy dzien­nie "spraw­dza­łam", co sły­chać u Pana Jonesa. Kot miał wła­sne wyj­ście zamon­to­wane w drzwiach. Dzięki temu mógł w naj­lep­sze włó­czyć się po oko­licy, ale umó­wi­li­śmy się, że każ­dego wie­czoru będzie na mnie cze­kał w miesz­ka­niu. Choć godziny mojego powrotu zmie­niały się z dnia na dzień, Pan Jones ni­gdy nie spóź­niał się bar­dziej niż o pięć minut. Nasza komu­ni­ka­cja dzia­łała bez zarzu­tów, a kot ani razu mnie nie zawiódł. Kiedy więc pew­nego popo­łu­dnia otrzy­ma­łam pilny prze­kaz, wie­dzia­łam, że muszę potrak­to­wać go poważ­nie.

Sta­łam w korku na auto­stra­dzie 405, kiedy Pan Jones nagle poja­wił się w mojej gło­wie. Już samo to było czymś nie­spo­ty­ka­nym. Zwy­kle to ja ini­cjuję kon­takt ze zwie­rzę­tami, kiedy nie ma ich przy mnie -?nawet z wła­snymi kotami. Rzadko zda­rza się, żeby to one odzy­wały się pierw­sze. Tym razem jed­nak nagła wia­do­mość wdarła się do moich myśli niczym radiowy komu­ni­kat o sta­nie nad­zwy­czaj­nym.

-?Ame­lio, WRA­CAJ DO DOMU.

Dreszcz prze­ra­że­nia prze­biegł mi po ple­cach.

-?Co się stało? Co się stało? -?zapy­ta­łam ner­wowo.

-?W domu dzieje się coś strasz­nego! WRA­CAJ NATYCH­MIAST! -?odpo­wie­dział Pan Jones.

-?Co tam się dzieje?! Kto jest w naszym domu? -?bła­ga­łam o jakie­kol­wiek kon­krety.

-?INTRUZI! WRA­CAJ DO DOMU! PO PRO­STU WRA­CAJ! -?zakli­nał mnie Pan Jones.

Nie cze­ka­łam, aż powie mi, kto jest w miesz­ka­niu. Na naj­bliż­szym zjeź­dzie wystrze­li­łam z auto­strady jak z procy. Zawró­ci­łam i pogna­łam z powro­tem do domu. Byłam prze­ko­nana, że doszło do wła­ma­nia.

Prze­ka­za­łam Panu Jone­sowi jasne instruk­cje:

-?Ucie­kaj przez swoje drzwiczki! Pod żad­nym pozo­rem nie daj się zatrzy­mać! Natych­miast wybie­gnij na zewnątrz i cze­kaj na mnie poza domem!

Kiedy dotar­łam na miej­sce, budy­nek nie pło­nął. Żadne z okien nie było wybite. Drzwi też stały na swoim miej­scu. Wszystko wyglą­dało cał­ko­wi­cie nor­mal­nie. Pod­kra­dłam się do wej­ścia z gazem pie­przo­wym w dłoni. Tam zna­la­złam Pana Jonesa cze­ka­ją­cego na progu. Mru­czał zado­wo­lony, ale stał sztywno i wyglą­dał na nieco potar­ga­nego.

-?Co się dzieje? -?szep­nę­łam. -?Wystra­szy­łeś mnie na śmierć!

Kiedy upew­ni­łam się, że w miesz­ka­niu nikogo nie sły­chać, otwo­rzy­łam drzwi i oboje weszli­śmy do środka. Gdy oczy przy­zwy­cza­iły się do pół­mroku, w końcu dostrze­głam pod­stęp­nych intru­zów.

Kolumna mró­wek masze­ro­wała od prze­suw­nych bal­ko­no­wych drzwi aż do kuchni. Celem owa­dziej kom­pa­nii była miska Pana Jonesa. Jego jedze­nie było aż czarne od insek­tów. Gra­nulki suchej karmy prze­cho­dziły taśmowo z jed­nych szczęk do dru­gich, po czym zni­kały w szcze­li­nie przy drzwiach.

Co może być dla kota bar­dziej tra­giczne niż to, że ktoś wykrada mu jedze­nie i to w dodatku przed kola­cją? Z ulgą zaśmia­łam się w duchu, podzię­ko­wa­łam kotu, że się ze mną skon­tak­to­wał i nasy­pa­łam mu do miski świeżą por­cję chru­pek.

-?Kur­czę, Jones, czemu po pro­stu ich nie zja­dłeś? -?zapy­ta­łam, wie­dząc, że cza­sami zda­rzało mu się to zro­bić.

-?Za dużo -?odpo­wie­dział.

Słuchamy, nie oceniamy

Zwie­rzęta w żaden spo­sób nie są nam natu­ral­nie pod­po­rząd­ko­wane. Nie mamy prawa ich "łamać", "tre­so­wać" ani "oswa­jać", jeśli w stu pro­cen­tach nie współ­pra­cują. Nasza postawa wobec zwie­rząt powinna się opie­rać na zachwy­cie, wdzięcz­no­ści i czci. To sza­cu­nek jest klu­czem, który otwiera pierw­sze drzwi. Gdy dopiero zaczy­nasz komu­ni­ko­wać się ze zwie­rzę­tami, możesz zacząć na przy­kład tak:

"Nie musisz mi nic mówić".

"Możesz podzie­lić się ze mną tym, czym chcesz -?w takim zakre­sie, w jakim chcesz".

"Z wdzięcz­no­ścią przyjmę wszystko, co mi ofia­ru­jesz, bez względu na to, jak mała będzie to rzecz. Ty słu­chasz mojego papla­nia przez cały dzień - teraz twoja kolej, żeby mówić".

"Będziemy roz­ma­wiać tylko o tym, o czym ty chcesz roz­ma­wiać. Powiedz mi, co chcesz, żebym wie­dział".

Mogę usłyszeć wszystko

Wyślij zwie­rzę­tom miłość. Powiedz im, że jesteś gotów usły­szeć, zoba­czyć i poczuć abso­lut­nie wszystko, pod warun­kiem że będzie to prawda. Nie będziesz uchy­lać się od tego, co nie­wy­godne. To pro­ces ucze­nia się, który roz­wija się krok po kroku. Pierw­sza zasada brzmi: "Potra­fię słu­chać bez oce­nia­nia". Potem dodaj drugą: "Mogę usły­szeć wszystko". Zapew­nij je: "Twoja prawda należy do cie­bie. Nie muszę się z nią zga­dzać ani w żaden spo­sób jej oce­niać. Moja opi­nia na jej temat nie ma abso­lut­nie żad­nego zna­cze­nia". Pamię­taj: chcesz, żeby zwie­rzęta się przed tobą otwo­rzyły i żeby ci zaufały.

Nie zamknę się na ciebie

Spró­buj powie­dzieć swoim zwie­rzę­tom coś takiego:

"Nie zdra­dzę cię. Możesz mi zaufać".

"Nie porzucę cię. Zawsze będę przy tobie".

"Nie będę pró­bo­wać cię zmie­niać. Akcep­tuję cię takim, jaki jesteś".

"Będę robić wszystko, co w mojej mocy, żeby cię zro­zu­mieć".

"Posta­ram się posta­wić w two­jej sytu­acji".

"Nie będę narzu­cać ci swo­ich war­to­ści. Usza­nuję twoje zda­nie".

"Nie będę cię umniej­szać ani pró­bo­wać cię zdo­mi­no­wać. Masz wolną wolę".

"Nie będę cię stra­szyć ani gro­zić ci karą. Będę fair".

"Nie odwrócę się od cie­bie, nawet jeśli mnie roz­cza­ru­jesz. Posta­ram się być wyro­zu­miały".

Kiedy nie zgadzacie się ze sobą

Jeśli fru­strują cię zabu­rze­nia beha­wio­ralne, pomyśl o swoim zwie­rzę­ciu jak o skrzyw­dzo­nym dziecku, któ­rego życie jest w two­ich rękach. Boi się kary, a mimo to musi wal­czyć o zaspo­ko­je­nie swo­ich potrzeb i wyra­że­nie swo­ich uczuć. Wyobraź sobie tę bez­rad­ność: nie możesz poroz­ma­wiać ze swoim kura­to­rem, a jedyny spo­sób, by oka­zać nie­za­do­wo­le­nie, to odda­nie moczu na dywan. Czy już samo to nie jest wystar­cza­jąco upo­ka­rza­jące (nawet bez nie­unik­nio­nej kary, która nastą­pi­łaby póź­niej)? Jak wielka musi być potrzeba odre­ago­wa­nia całej tej sytu­acji, skoro nie powstrzy­mują cię żadne kon­se­kwen­cje? A co, gdyby kura­tor się jed­nak zja­wił, ale nie potra­fił­byś wyja­śnić, na czym polega twój pro­blem? Mógł­byś mieć infek­cję i zwi­jać się z bólu, a jed­nak nie był­byś w sta­nie nikomu o tym powie­dzieć. Dodat­kowo znowu został­byś uka­rany za "złe zacho­wa­nie". Nawet gdyby zamknięto cię na wiele godzin w pokoju bez dostępu do toa­lety, i tak liczyłby się tylko twój wystę­pek i kara. Mógł­byś pró­bo­wać wyra­zić jakąś głę­boko odczu­waną emo­cję, na przy­kład fru­stra­cję albo wście­kłość na to, jak jesteś trak­to­wany, ale znów spo­tka­łyby cię te same przy­kre kon­se­kwen­cje.

Ste­phen Covey pro­po­nuje wyj­ście z tego impasu w swo­jej książce 7 nawy­ków sku­tecz­nego dzia­ła­nia. Pyta­nie jest pro­ste, a jed­no­cze­śnie bar­dzo głę­bo­kie: "Czy to, jak cię postrze­gam, jest czę­ścią pro­blemu?". Jeśli pró­bu­jesz mani­pu­lo­wać, wymu­szać albo kon­tro­lo­wać, zwie­rzęta przyjmą postawę obronną. Twoja potrzeba spra­wo­wa­nia kon­troli będzie prze­szkodą w sku­tecz­nej komu­ni­ka­cji. Zwie­rzęta nie odpo­wie­dzą. Naj­pierw muszą zostać zaak­cep­to­wane -?z całym dobro­dziej­stwem inwen­ta­rza. Dobrze, abyś zapo­znał się z natu­ral­nymi cechami swo­jego pupila, na przy­kład czy­ta­jąc książki o jego rasie lub gatunku. Odrób pracę domową. Czy­taj jak naj­wię­cej o ich śro­do­wi­sku natu­ral­nym, pra­gnie­niach, potrze­bach i wzor­cach zacho­wań.

Jeśli zwierzęta cię testują, wytrzymaj do końca

Akcep­tuj to, co otrzy­mu­jesz -?z wdzięcz­no­ścią i bez oce­nia­nia. Im bar­dziej jesteś gotów słu­chać, tym wię­cej zwie­rzęta będą skłonne ci powie­dzieć. Mogą cię testo­wać, żeby upew­nić się, że naprawdę rozu­miesz to, co prze­ży­wają. Jeśli nie oka­żesz szoku lub znie­sma­cze­nia, jeśli nie będziesz ich potę­piał ani zawsty­dzał, dopiero wtedy mogą zabrać cię dalej. Muszą wie­dzieć, że potra­fisz przy­jąć ich bez­po­śred­nie doświad­cze­nie, zanim dopusz­czą cię do swo­ich pro­ce­sów myślo­wych. Na ich zaufa­nie trzeba zasłu­żyć. Jeśli przej­dziesz przez "to, co jest", możesz prze­bić się do "tego, co myślą o tym, co jest" oraz "tego, co czują wzglę­dem tego, co jest".

ĆWI­CZE­NIE Empa­tyczne słu­cha­nie two­jego kota

KOT: Zosta­wiasz mnie samego na zbyt długo.

TY: Tak, zosta­wiam cię samego na zbyt długo.

KOT: Uwiel­biam polo­wać.

TY: Tak, polo­wa­nie to świetna zabawa.

KOT: Ptaki są prze­pyszne.

TY: Tak, ptaki są bar­dzo smaczne.

KOT: Lubię, gdy ich kości chru­pią w zębach.

TY: Tak, chru­piące kosteczki są pycha.

KOT: Lubię czuć w ustach cie­płą krew.

TY: Tak, to przy­jemne uczu­cie.

Kiedy już zdo­bę­dziesz zaufa­nie zwie­rząt i uwie­rzą, że nie czu­jesz się nie­swojo z ich doświad­cze­niami, zaczniesz otrzy­my­wać wię­cej infor­ma­cji. W pierw­szej kolej­no­ści zawsze będą przy­glą­dać się temu, co zro­bisz z ich prze­ka­zem. Nawet gdy dowie­dziesz, że mogą ci powie­dzieć wszystko i kochasz je bez­wa­run­kowo, dalej będą czuj­nie zer­kać, czy za two­imi sło­wami idą czyny. Pamię­taj, żeby pod­czas roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów zawsze mieć w zana­drzu różne moż­li­wo­ści. "Rozu­miem, że lubisz łapać ptaki. Nie będę cię przed tym powstrzy­my­wać, ale czy mógł­byś zosta­wiać je na zewnątrz?" Jeśli nie ma alter­na­tywy, stwórz ją. Znajdź roz­wią­za­nie i ni­gdy nie łam swo­ich obiet­nic. Kiedy już umoc­nisz więź zaufa­nia, możesz pro­sić swoje zwie­rzęta o przy­sługi. Poniż­sza histo­ria poka­zuje, jak Rod­ney udo­wod­nił mi, że naprawdę mogę na niego liczyć.

Impreza? Jaka impreza?

Kie­dyś, oczy­wi­ście zupeł­nie nie­świa­do­mie, wyko­rzy­sta­łam Rod­neya jako szpiega. Mój ówcze­sny chło­pak i ja wybie­ra­li­śmy się na tygo­dniowy urlop na Kauai, czyli hawaj­ską wyspę-ogród. To moja ulu­biona część archi­pe­lagu -?dzie­wi­cza, a do tego pełna dzi­kich kotów. Zawsze dokar­miam je, gdy tylko poja­wiają się na hory­zon­cie. Koty, które zosta­wia­li­śmy w domu - Rod­ney, Betty i Pan Jones -?miały jed­nak zostać same na tydzień i wcale nie były tym zachwy­cone.

Na szczę­ście moja sąsiadka miała nasto­let­nią córkę, Chri­stin. Dziew­czyna była straszną kociarą, ale jej wiek wyma­gał jasnego sta­wia­nia gra­nic. Kiedy zgo­dziła się doglą­dać naszych trzech kotów, wyraź­nie zaka­za­li­śmy jej urzą­dza­nia w domu jakich­kol­wiek imprez. Chri­stin miała dzie­więt­na­ście lat i lubiła zaba­lo­wać, więc wie­dzie­li­śmy, że pokusa będzie duża. Dziew­czyna była jed­nak odpo­wie­dzialna i zawsze bar­dzo tak­towna, więc byli­śmy pewni, że nie zamieni naszego domu w scenę rodem z Ryzy­kow­nego inte­resu1. Dodat­kowo przy­się­gała na wła­sne życie, że nie zor­ga­ni­zuje żad­nej imprezy pod naszą nie­obec­ność.

Kiedy wró­ci­li­śmy z waka­cji zapy­ta­łam Rod­neya, jak mijał im czas, kiedy nas nie było.

-?Wspa­niale! Chri­stin urzą­dziła cudowną imprezę. Po pro­stu cudowną! - odpo­wie­dział bez mru­gnię­cia okiem kot.

-?Och, naprawdę? A kto się na niej poja­wił? -?dopy­ta­łam roz­ba­wiona.

-?Dwóch przy­stoj­nych bru­ne­tów i bar­dzo miła blon­dynka. Podo­bały mi się jej dłu­gie, jasne włosy, ale naj­lep­sza była ta ruda! -?odpo­wie­dział Rod­ney i prze­słał mi obraz peł­nej entu­zja­zmu nasto­latki o rudych, się­ga­ją­cych do ramion wło­sach, wśród kilku innych osób krzą­ta­ją­cych się po domu. -?Powiedz Chri­stin, że może przyjść mnie odwie­dzić, kiedy tylko zechce -?dodał kot.

-?Masz to jak w banku! Już ja sobie z nią poroz­ma­wiam -?odpar­łam.

Zła­pa­łam Chri­stin w kory­ta­rzu i powie­dzia­łam słod­kim gło­sem:

-?Rod­ney mówi, że twoja impreza była cudowna.

Dziew­czyna zro­biła wiel­kie oczy, a włosy sta­nęły jej dęba.

-?Impreza? Jaka impreza?

-?Była na niej jakaś blon­dynka, ale Rod­ney powie­dział, że naj­bar­dziej spodo­bała mu się jakaś rudo­włosa pięk­ność.

Chri­stin nie była w sta­nie dłu­żej uda­wać. Ni­gdy nie była dobrą kłam­czu­chą, a teraz czy­ta­łam z jej twa­rzy jak z mapy Pit­ts­bur­gha. Zakrztu­siła się.

-?O rany, Ame­lio! Ni­gdy wcze­śniej nie wie­rzy­łam w te twoje histo­rie o zwie­rzę­tach.

-?Rod­ney mówi, że dziew­czyna, która podo­bała mu się naj­bar­dziej, miała rude włosy do ramion. Brzmi cał­kiem uro­czo. Kto to taki? -?Dole­wa­łam oliwy do ognia.

Kom­plet­nie zawsty­dzona Chri­stin w końcu pękła i zaczęła mówić prawdę.

-?Jezu... jedna z dziew­czyn naprawdę ma rude włosy do ramion! To ona bawiła się z Rod­neyem. Wzięła go na ręce i gła­skała... ale to nie była żadna impreza!

-?Ach tak? W takim razie jak byś to nazwała?

-?To były tylko cztery osoby i wcale nie spę­dza­li­śmy czasu w domu. Dwóch chło­pa­ków i dwie dziew­czyny. Po pro­stu spo­tka­li­śmy się tutaj, zanim wyszli­śmy na mia­sto i tyle!

Pozwo­li­łam jej się z tego wykrę­cić, ale nie była­bym sobą, gdy­bym na odchodne nie wbiła jesz­cze jed­nej szpilki.

-?Rod­ney mówi, że chęt­nie znowu spo­tkałby się z tą rudą. Tylko niech oboje zapo­mną, że ten romans będzie dalej roz­kwi­tał pod moim dachem, rozu­miemy się?

Z instynktem nie wygrasz

Kie­dyś pewna kobieta zadzwo­niła do mnie, bo jej kot upodo­bał sobie wcho­dze­nie na drzewka donicz­kowe, które hodo­wała w domu. Inna skar­żyła się, że jej chow-chow wska­kuje na nią z eks­cy­ta­cji, gdy wraca do domu po wielu godzi­nach nie­obec­no­ści. Jeśli twój kot cho­dzi po drze­wach albo pies cie­szy się na twój widok, nie dzwoń do medium od zwie­rząt. Koty wspi­nają się, dra­pią, opry­skują moczem i wal­czą. Psy liżą po twa­rzy, szcze­kają, bie­gają i zna­czą teren. Jeśli masz pro­blem z któ­rym­kol­wiek z tych instynk­tow­nych zacho­wań, zamiast z nimi wal­czyć, zapew­nij zwie­rzę­ciu bez­pieczną alter­na­tywę. Przyj­rzyj się temu, co lubi twój pupil i przy­go­tuj odpo­wiedni sub­sty­tut tej rze­czy, który nale­żałby tylko do niego.

POZORNY PRO­BLEM: Koty dra­pią kanapę i wspi­nają się na meble, duże rośliny oraz zasłony.

INSTYNKT: Ostrze­nie pazu­rów w ramach obrony i ucieczka na wierz­chołki drzew, aby poczuć się bez­piecz­nie.

PRAW­DZIWY PRO­BLEM: W domu nie rosną drzewa.

ROZ­WIĄ­ZA­NIE: Zapew­nij kotu odpo­wiedni zamien­nik.

Odtwórz, na ile to moż­liwe, natu­ralne śro­do­wi­sko kota. Zapew­nij mu dra­pak, zbu­duj mu punkt obser­wa­cyjny lub pozwól zaanek­to­wać szczyt lodówki, skąd będzie miał naj­lep­szy widok. Koty muszą widzieć wszystko, co dzieje się w domu, z lotu ptaka. Jeśli chcesz trwa­łych efek­tów, być może będziesz musiał zmie­nić spo­sób myśle­nia, to, jak postrze­gasz świat, a nawet to, jak żyjesz.

Daj swoim zwierzętom alternatywę

Ni­gdy nie odbie­raj zwie­rzę­ciu tego, czego pra­gnie, nie ofe­ru­jąc w zamian cze­goś innego. Wykaż się kre­atyw­no­ścią:

Jeśli twój kot demo­luje domowe rośliny, zapew­nij mu wła­sne "drzewo".

Jeśli twój kot dra­pie kanapę, zapew­nij mu pio­nowy dra­pak.

Jeśli twój kot dra­pie dywan, zapew­nij mu poziomy dra­pak.

Jeśli twój kot zna­czy moczem, spró­buj ochro­nić go przed zagra­ża­ją­cymi mu zwie­rzę­tami.

Jeśli twój pies szczeka, poświęć mu wię­cej uwagi.

Jeśli twój pies krad­nie twoje buty, zapew­nij mu jego wła­sne gry­zaki.

Jeśli twój pies upodo­bał sobie twoje łóżko, zapew­nij mu wła­sne pod­grze­wane posła­nie albo -?jesz­cze lepiej -?pozwól mu spać z tobą.

Jeśli twój pies żebrze przy stole, przy­go­tuj mu jego wła­sny posi­łek ze świe­żego mięsa i warzyw.

Jeśli twój kot upodo­bał sobie półkę z książ­kami, opróż­nij ją i pozwól mu ją zająć.

Jeśli twój kot nie chce trzy­mać się z dala od kuchen­nego stołu, zbu­duj mu punkt obser­wa­cyjny albo jedz gdzie indziej.

Jeśli twój kot śpi na twoim miej­scu w łóżku, idź spać na kanapę.

Pamię­taj, to także jego dom.

Zapra­szamy do zakupu peł­nej wer­sji ebo­oka.