Jak kamienie wyłuskane ze strumienia czasu
Jak kamienie wyłuskane
Ze strumienia czasu
Tak te wiersze
Z głębi duszy wyłowione
Jak bursztyny
Przez natchnienie obrobione
Gdzieś w pamięci odszukane
Na tych kartkach poskładane
Będą sobie cicho czekać
Aż czytelnik im użyczy
Trochę ciepła
Trochę światła
Trochę głosu
Wędrując kiedyś po Mazurach, zobaczyłem w pełnej krasie pewien mały, leśny strumień, dziarsko płynący w kierunku pięknego jeziora - Babięta. W owym strumieniu było mnóstwo wypłukanych z piasku kamieni: dużych i małych, okrągłych, i kanciastych, mniej lub bardziej pokrytych mchem albo rzęsą. Niektóre z nich były schowane głęboko pod wodą, inne zaś śmiało wygrzewały się w słońcu na pochyłym brzegu, w środku dziewiczego lasu. Leżały te kamienie tu i tam, bliżej i dalej, tworząc jakoś naturalną harmonię nie opartą o żadne widoczne schematy czy kryteria.
Podobnie jest z moimi wierszami. Także one - "z głębi duszy wyłowione, przez natchnienie, jak bursztyny obrobione", spoczywają sobie spokojnie w strumieniu szybko płynącego czasu. Owe utwory pojawiały się z różną częstotliwością - w czterech, odrębnych okresach mojego życia:
a) okres szkolny: lata 1954-1967
b) okres studencki: lata 1967 - 1973
c) okres pracy zawodowej: lata 1973 -1998
d) okres emerycki: od roku 1998
Nie wszystkie jednak moje wiersze, są oznaczone konkretnymi datami, dlatego nie zawsze można je odpowiednio schronologizować. Wiele z tych utworów, zanurzyło się już bezpowrotnie w piasku zapomnienia, niektóre czas już nieźle oszlifował, a inne jeszcze boleśnie ranią lub przyjemnie łaskoczą, bo są nazbyt ostre i świeże.
Kierując się tą mazurską inspiracją, niektóre ze swych licznych wierszy będę tu rzeczywiście próbował delikatnie wyłuskiwać z moich notatek lub z mojej pamięci. Będę je mozolnie układał na pochyłym brzegu literackiej krainy... może nie po kolei i bez zbytniego pośpiechu, ale z zachowaniem pewnej naturalnej logiki i harmonii, porządkującej nieco (bardziej tematycznie niż chronologicznie), tą ich nową kolekcję. Co dalej z nimi będzie?... A to zależy już od Ciebie - Szanowny Czytelniku. Ogrzejesz je własnym ciepłem, oświetlisz swoją mądrością i osobistym doświadczeniem, użyczysz im być może trochę serca, i głosu, albo... albo obojętnie pozostawisz na brzegu - aż pojawi się tam nowy promień życzliwego słońca... lub - nowa fala czasu, która z powrotem wciągnie je pod wodę, na piaszczyste dno ciszy i... zapomnienia.