I. Kto jest Żydem?
Żyd i Polak w jednej osobie? - to wierutny fałsz [...] o pogodzeniu tych dwóch sprzeczności nie może być mowy1.
Jest jasne, że żyd nie jest i nie może być Polakiem2.
Symcha Hampel, w dzienniku pisanym podczas ukrywania się we wsi Kamińsk koło Radomska, zanotował:
Polska jest chyba jedynym krajem na świecie, w którym całe niemal społeczeństwo wydawało Niemcom każdego ukrytego Żyda, ich współrodaka. [...] Jest [to] winą całego społeczeństwa polskiego, a w pierwszym rzędzie kleru polskiego. [...] Dopiero teraz, żyjąc jako Polak, mogłem sobie dokładnie zdać sprawę, jak dalece zakorzeniony był antysemityzm w polskim społeczeństwie. [...] Ksiądz z ambony niejednokrotnie mówił o Żydach i gorąco dziękował Panu Bogu za to, że pozbawił nas raz na zawsze od tych pasożytów. Wdzięczni byli Hitlerowi za tę brudną robotę3.
Henryk Rubanek, ukrywający się na aryjskich papierach w okolicach Krakowa, pisał:
Nie miałbym za złe Polakom, że nie przeciwstawili się mordowaniu Żydów jako współobywateli, gdyż nawet sami Żydzi nie byli w stanie przeciwstawić się, gdy mordowali ich poszczególne grupy. Nie o to więc mam pretensje, że dali się sterroryzować jak mali ludzie, ale boli mnie to, że przyjęli to z zadowoleniem, które trwało i trwa bez przerwy, od początku do chwili obecnej. Zadowolenie wynikające z najniższych uczuć i możliwości zagarnięcia majątku po Żydach, otrzymania ich stanowisk w handlu i przemyśle4.
W zasadzie tylko te dwa cytaty wystarczają do opisania sytuacji Żydów ukrywających się podczas Holocaustu i stosunku do nich ludności polskiej. Mamy tu bowiem wszystkie najważniejsze komponenty problematyzujące zjawisko polskiego antysemityzmu: odwieczny antyjudaizm i postawa kościołów chrześcijańskich, propagujących wizerunek Żydów "bogobójców" - których podlejszy los został zadekretowany przez samego Boga - i traktujących jako aberrację wszelkie przypadki emancypacji czy kariery "starozakonnych", a także nowoczesny antysemityzm mający swoje źródło m.in. w konkurencji gospodarczej.
Żydzi, będący przecież obywatelami polskimi, tak naprawdę nigdy za takich uznawani nie byli. W II Rzeczpospolitej (żeby nie sięgać za daleko), a więc w ustroju demokracji parlamentarnej de jure, Polacy pochodzenia żydowskiego byli obywatelami drugiej kategorii. Nie wolno im było (bądź ściśle im to ograniczano) kupować ziemi, uprawiać pewnych zawodów, studiować czy robić kariery wojskowej. Ale oczywiście podatki - i to często znacznie wyższe - mieli płacić jak "rodowici" Polacy5.
Propaganda obozu prawicowego wzywała nieustannie do pogromu i bojkotu gospodarczego (czego najbardziej widocznym przejawem było pikietowanie, oznaczanie i niszczenie sklepów żydowskich), a sam Roman Dmowski, admirator hitlerowskich ustaw norymberskich (za "Żyda" uznających każdego, kto miał co najmniej troje dziadków wyznania mojżeszowego, co wystarczało do odebrania obywatelstwa i majątku), w odpowiedzi na pytanie: "Czy Żydów zasymilować, czy wypędzić, czy wymordować?" ubolewał: "Żadne z tych rozwiązań nie leżałoby w naszej mocy, chociażby było najbardziej pożądane"6.
Ale próbowano. Żydzi stawali się zawsze pierwszymi ofiarami wojen i rewolucji. Policja carska chętnie wskazywała na nich jako winnych czy to zamachu na cara, czy też rewolucji w 1905 roku. W latach 1918-1920, już w wolnej Polsce, przetoczyła się fala pogromów antyżydowskich, przypominających swoim przebiegiem te, które miały miejsce w Rosji carskiej (w tym samym czasie fala pogromów Żydów, znacznie intensywniejsza niż w Polsce, ogarnęła Ukrainę, Węgry i Rumunię). Zginęło wówczas kilkaset osób, a kilka tysięcy było rannych7. W niektórych z nich, szczególnie na kresach wschodnich, brały udział regularne oddziały wojska polskiego, m.in. "Błękitnej Armii" generała Józefa Hallera, w której duże wpływy miała endecja. Podczas polsko-ukraińskich walk o Lwów w listopadzie 1918 r. zabito ponad 70 lwowskich Żydów, a ponad 300 zostało rannych. We wspomnieniach Żydów z Galicji Wschodniej polscy żołnierze niczym nie różnili się w swoim antysemityzmie od nacjonalistów ukraińskich. Powszechne było np. wysługiwanie się Żydami przy noszeniu żołnierskich pakunków, z tym że część Żydów nigdy już z tych "przemarszów" nie powróciła...8
Podczas wojny polsko-radzieckiej, przed zakończeniem bitwy warszawskiej, w połowie sierpnia 1920 r. internowano w podwarszawskiej Jabłonnie na 25 dni ponad 17 tys. żołnierzy i oficerów pochodzenia żydowskiego, gdyż automatycznie utożsamiano ich z komunizmem i "bolszewią", czyli ze śmiertelnymi wrogami Polski i polskości. Wśród nich było wielu ochotników wszystkich stanów społecznych, m.in. Alfred Tarski, który później dał się poznać jako jeden z najsłynniejszych logików wszystkich czasów9.
W zrównywaniu "bolszewii" z "komuną" nieoceniony udział miał Kościół katolicki. W swoim liście do "Episkopatu Świata" z 7 lipca 1920 r. prymas Aleksander Kakowski oraz biskupi, przerażeni ofensywą Tuchaczewskiego, pisali:
Bolszewizm idzie na podbój świata. Rasa, która nim kieruje, już przedtem podbiła sobie świat poprzez złoto i banki, a dziś, gnana odwieczną żądzą imperialistyczną, płynącą w jej żyłach, zmierza już bezpośrednio do ostatecznego podboju narodów pod jarzmo swych rządów, [...] ci, którzy są sterownikami bolszewizmu, noszą w swej krwi tradycyjną nienawiść ku chrystianizmowi. Bolszewizm prawdziwie jest żywym wcieleniem i ujawnieniem się na ziemi ducha antychrysta10.
Stanisław Grabski, brat dwukrotnego premiera Władysława, prominentny działacz endecki, pisał w 1922 r.:
W czasie wojny Żydzi wszędzie starali się systematycznie obniżyć znaczenie sprawy polskiej. Gdy zaś okazało się, że mimo tych wszystkich zabiegów Polska odzyskała niepodległość, pracowali usilnie podczas konferencji pokojowej, by jak najbardziej uszczuplić jej granice i postawić ją od pierwszej chwili pod znakiem zapytania. Więc przeforsowali plebiscyt na Mazurach i Górnym Śląsku, pozostawienie Gdańska poza Polską, a przede wszystkim pozostawienie otwartej całej naszej granicy wschodniej. Następnie we wszystkich sporach i walkach, jakie z tego stanu rzeczy wynikły, Żydzi całego świata stawali i stają po dziś dzień stale po stronie przeciwników Polski, czy są nimi Niemcy, czy bolszewicy rosyjscy, czy Ukraińcy lub Litwini11.
Żydzi byli więc dla endecji wrogami Polski i polskiej państwowości, a wręcz negowano ich prawo do posiadania polskiego obywatelstwa. Popularna poznańska gazeta endecka "Kurier Poznański" w numerze 43 z 21 lutego 1925 r. pisała o tym wprost:
...nam kampania żydowska przeciw Polsce każe pamiętać, że każdy Żyd w kraju to wróg w granicach państwa, a Żyd - obywatel polski, to wróg uprawniony do decydowania o losach państwa...12
W powstałym w 1923 r. centroprawicowym rządzie Wincentego Witosa tekę wicepremiera i ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego objął Stanisław Głąbiński, który wydał okólnik uprawniający rady wydziałów uniwersyteckich do wprowadzenia ograniczeń ("ze względu na rozporządzalne miejsce i środki naukowe") w przyjmowaniu w szeregi studentów "kandydatów należących do mniejszości narodowych, wyznaniowych i językowych [...] w granicach ich stosunku liczebnego do ogółu ludności Państwa"13, czyli faktycznie numerus clausus.
Episkopat usilnie naciskał na ministerstwo, aby w ogóle wykluczyć z edukacji nauczycieli pochodzenia żydowskiego. W jednym z memoriałów prymas Hlond i kardynał Kakowski pisali:
Chodziło nam i chodzi jedynie o to, by młode pokolenie polskie nie zżydziało. [...] Wszak nauczyciel mimo woli urabia ucznia na zasadzie swych wierzeń, przekonań i poglądów, a już nigdy nauczyciel Żyd nie będzie mógł pozytywnie wpływać na dziecko polskie w duchu zasad katolickich14.
Wiosną 1937 r., w ślad za politechniką lwowską i uniwersytetem wileńskim, wiele innych uczelni wyższych wprowadziło getto ławkowe dla studentów pochodzenia żydowskiego, a także numerus clausus, który uniemożliwiał im studia. Późniejszy generalny gubernator Hans Frank - doktor, a jakże! - był w latach 30. częstym gościem Uniwersytetu Warszawskiego, na którym wykładał swoje rasistowskie teorie. W 1934 r. na tym samym uniwersytecie uroczysty wykład o narodowym socjalizmie i "kwestii żydowskiej", w obecności premiera Polski i innych notabli, wygłosił sam dr Josef Goebbels15.
Numerus clausus stosowano nie tylko na wyższych uczelniach II Rzeczpospolitej16. Część gimnazjów również przyjęła ograniczenia w przyjmowaniu Polaków pochodzenia żydowskiego. Tych zaś, którym udało się dostać do szkoły, traktowano w taki sposób, że ani na chwilę nie mogli zapomnieć o swoim "gorszym" statusie etnicznym. Oto jak wspominała swoje szkolne lata jedna z ocalałych (która zresztą wyemigrowała z Polski w 1969 r.):
Przy przyjmowaniu do państwowego gimnazjum w Końskich stosowano numerus clausus i rocznie akceptowano tylko 2-3 procent Żydów. Należałam do nielicznych wybrańców losu, którzy mogli się uczyć. W ciągu trzech lat, które do wybuchu wojny spędziłam w tej szkole, wiele razy byłam traktowana w sposób poniżający przez uczniów i dyskryminowana przez nauczycieli. Dobrze jeszcze pamiętałam sytuację, jaką przeżyłam w ostatnim roku mojej nauki. We "francuskiej" klasie, do której należałam, były dwie Żydówki. Tego pamiętnego dnia byłam sama, ponieważ ta druga zachorowała. Po dużej przerwie, kiedy wszyscy wrócili do klasy, uczeń Adam Klusek wstał i poprosił o spokój. W całkowitej ciszy, która zapadła, zażądał, abym natychmiast opuściła klasę. Chciał - jak się wyraził - przeprowadzić zebranie w czysto polskiej atmosferze. Wśród ogólnego śmiechu, oklasków i antysemickich epitetów zostałam zmuszona do wyjścia z sali. Stałam za drzwiami i tam czekałam na przyjście nauczyciela. Ale on, gdy dowiedział się, dlaczego stoję na korytarzu, wcale na to nie zareagował. Byłam dobrą uczennicą i wielu uczniów korzystało z mojej pomocy przy rozwiązywaniu zadań matematycznych i fizycznych. Podczas tego zajścia nikt jednak nie wyraził sprzeciwu wobec sposobu, w jaki zostałam potraktowana i nikt potem nie wytłumaczył się ze swego zachowania. Uczniowie zwracali się do siebie po imieniu, natomiast do mnie tylko po nazwisku. W klasach znajdowały się dwuosobowe ławki, nigdy jednak nie siedziałam razem z polską koleżanką. Gdy była nieparzysta liczba, zarówno Żydówek, jak i chrześcijanek - dwa miejsca były wolne. Żadna polska uczennica nie zgadzała się dzielić tę samą ławkę z Żydówką. Nikt w mojej klasie nie utrzymywał ze mną kontaktów towarzyskich ani w szkole, ani po lekcjach. [...] Pamiętałam, że mój brat bezskutecznie ubiegał się przez dwa lata o przyjęcie na medycynę w Warszawie. Myśl o kraju, w którym nie miałabym możliwości studiowania, była bardzo przykra17.
Philip Bialowitz (Fiszel Białowicz) tak wspomina swoje przedwojenne lekcje w Izbicy Lubelskiej:
"Zabójcy Chrystusa! Żydzi do Palestyny!" Właśnie skończyła się lekcja religii w naszej małej państwowej szkole. Dzieci katolickie i żydowskie uczyły się tych samych przedmiotów, ale w różnych salach lekcyjnych. Jedyną różnicą w programie była lekcja religii. Ksiądz przekazywał polskim dzieciom religię katolicką, a dwie miejscowe Żydówki, Hadassa i Grincza, nauczały nas judaizmu. Nigdy do końca nie wiedziałem, co ksiądz opowiada swoim uczniom, ale dzisiaj mogłem się tego domyślać. Stałem na boisku szkolnym z moimi kolegami Motlem i Joselem, kiedy krzycząca zgraja chłopców wypadła ze szkoły, obrzucając nas kamieniami. Nazwali nas mordercami i odsyłali do miejsca, do którego wtedy w żaden sposób nie mogliśmy wyjechać18.
Tylko w latach 1935-1937 doszło w Polsce do ok. 100 większych wystąpień antyżydowskich, w wyniku których raniono ok. 2 tys. osób, a kilkanaście zabito19.
Pogromy zaczęły się w czerwcu 1935 r. w Grodnie, Suwałkach, Raciążu, a potem w Odrzywole (listopad, 1935), Przytyku (marzec, 1936), Mińsku Mazowieckim (czerwiec, 1936), Lwowie, Piotrkowie Trybunalskim, Płońsku, Serocku, Wysokim Mazowieckim (sierpień, 1936), Brześciu nad Bugiem (maj, 1937), Częstochowie (czerwiec, 1937), Kamińsku, Mstowie, Żarkach, Radomsku, Koniecpolu, Kleszczewie, Przedbórzu, Działoszynie, Opocznie, Nowym Mieście, Jasinówce (lipiec, 1937), Warszawie (październik, 1936), Stoku, Dybku, Brańsku Podlaskim, Bydgoszczy (sierpień, 1937), Włocławku, Lublinie, Grodnie, Koźmińsku, Łomży (wrzesień, 1937)20.
Reakcją Kościoła katolickiego na te ekscesy był list pasterski O katolickie zasady moralne prymasa Polski, kardynała Augusta Hlonda, ogłoszony 29 lutego 1936 r.:
Problem żydowski istnieć będzie, dopóki żydzi będą żydami. [...] Faktem jest, że żydzi walczą z Kościołem katolickim, tkwią w wolnomyślicielstwie, stanowią awangardę bezbożnictwa, ruchu bolszewickiego i akcji wywrotowej. Faktem jest, że wpływ żydowski na obyczajność jest zgubny, a ich zakłady wydawnicze propagują pornografię. Prawdą jest, że żydzi dopuszczają się oszustw, lichwy i prowadzą handel żywym towarem. Prawdą jest, że w szkołach wpływ młodzieży żydowskiej na katolicką jest na ogół pod względem religijnym i etycznym ujemny. Ale - bądźmy sprawiedliwi. Nie wszyscy żydzi są tacy. Bardzo wielu żydów to ludzie wierzący, uczciwi, sprawiedliwi, miłosierni, dobroczynni. W bardzo wielu rodzinach żydowskich zmysł rodzinny jest zdrowy, budujący. Znamy w świecie żydowskim ludzi także pod względem etycznym wybitnych, szlachetnych, czcigodnych. Przestrzegam przed importowaną z zagranicy postawą etyczną, zasadniczo i bezwzględnie antyżydowską. Jest ona niezgodna z etyką katolicką. Wolno swój naród więcej kochać; nie wolno nikogo nienawidzić. Ani żydów.
W stosunkach kupieckich dobrze jest swoich uwzględnić przed innymi, omijać sklepy żydowskie i żydowskie stragany na jarmarku, ale nie wolno pustoszyć sklepu żydowskiego, niszczyć żydom towarów, wybijać szyb, obrzucać petardami ich domów. Należy zamykać się przed szkodliwymi wpływami moralnymi ze strony żydostwa, oddzielać się od jego antychrześcijańskiej kultury, a zwłaszcza bojkotować żydowską prasę i żydowskie demoralizujące wydawnictwa, ale nie wolno na żydów napadać, bić ich, kaleczyć, oczerniać. Także w żydzie należy uszanować człowieka i bliźniego, choćby się nawet nie umiało uszanować nieopisanego tragizmu tego narodu, który był stróżem idei mesjanistycznej, a którego dzieckiem był Zbawiciel. Gdy zaś łaska boża żyda oświeci, a on szczerze pójdzie do swojego i naszego Mesjasza, witajmy go radośnie w chrześcijańskich szeregach.
Miejcie się na baczności przed tymi, którzy do gwałtów antyżydowskich judzą. Służą oni złej sprawie. Czy wiecie, kto im tak każe? Czy wiecie, komu na tych rozruchach zależy? Dobra sprawa nic na tych nierozważnych czynach nie zyskuje. A krew, która się tam niekiedy leje, to krew polska21.
List prymasa został entuzjastycznie przyjęty przez polską prawicę i środowiska katolickie. Redaktor naczelny "Ateneum Kapłańskiego", ks. Stefan Wyszyński, pisał np., że społeczeństwo polskie winno być wdzięczne prymasowi za wskazanie "godziwych środków walki" z Żydami i "wlanie w serca wiary, że w granicach chrześcijańskiej etyki uda się zagadnienie rozwiązać"22.
W tym samym roku w Liście Pasterskim na Uroczystość Chrystusa Króla arcybiskup Sapieha napisał:
Wielu popiera ideologię obcą, wytworzoną przez rasę, której tendencją jest zdeprawowanie, a przez to wyzyskanie narodów, wśród których żyje23.
* * *
W latach 30. z polskiego radia zostali usunięci Miłosz (za rzekomą lewicowość) i Korczak (za pochodzenie). Analiza II Oddziału Sztabu Generalnego Wojska Polskiego była w tej kwestii jednoznaczna:
Polskie Radio posiada błędne nastawienie ideowe o charakterze liberalno-intelektualnym i przejawia dążenie do zahamowania wszelkiej akcji o charakterze zdrowej, energicznej ekspansji narodowej. [...] Opanowane jest [...] przez grono osób z sobą związanych rasowo lub organizacyjnie [...]. Zachodzi konieczność natychmiastowej zmiany i zastosowania bezwzględnego cenzusu aryjskiego i patriotycznego24.
Do wyrzucenia Miłosza z wileńskiego radia bezpośrednio przyczyniła się akcja propagandowa "Małego Dziennika", jednego z największych (w 1938 r. jego nakład sięgał 300 tys. egzemplarzy) i jednocześnie najbardziej antysemickich pism katolickich w Polsce. Kierowana przez o. Maksymiliana Kolbe gazeta dowodziła na swoich łamach istnienia "komunistycznej komórki" w polskim radio. Sam Miłosz przyznawał po latach, że ten franciszkański dziennik, który był - jego zdaniem - "jednym z głównych organów wrzaskliwej demagogii", był zarazem "cudem sprawności technicznej, jakby zapożyczonej od koncernu Hearsta"25.
Miłosz tak opisywał ówczesną Rzeczpospolitą:
Państwo polskie nie było totalitarne. Nie było to też państwo o ustroju parlamentarnym, bo mimo istnienia wielu partii, rząd aranżował w wyborach zwycięstwa swego "bezpartyjnego bloku". A ponieważ tzw. pułkownicy bali się przelicytowania przez jawnych wielbicieli faszyzmu i rasizmu, nadchodziły złe czasy dla lewicowców i liberałów, jakkolwiek utrzymywali oni nadal niektóre swoje pozycje. Ale już prasa rozpętywała kampanie przeciwko podejrzanym26.
W 1938 r. antysemityzm wszedł na dobre do polskiego sejmu i stał się jednym z wyznaczników kierunku działań rządu polskiego. Hasłem wyborczym obozu rządzącego - jak wspominała w swoich Dziennikach Maria Dąbrowska - było zawołanie: "Jeśli Polski chcesz bez Żyda, to Twój głos się w urnie przyda"27. Posłowie związani z rządzącym Obozem Zjednoczenia Narodowego przesyłali do laski marszałkowskiej projekty ustaw wzorowane na ustawodawstwie obowiązującym w III Rzeszy. Jeden z nich dotyczył odebrania obywatelstwa polskiego 600 tys. Żydów mieszkających we wschodniej Polsce; jeszcze inny zobowiązywał Żydów do zgłoszenia w ciągu 1 miesiąca w urzędach skarbowych informacji o posiadanym mieniu, które od tej chwili miało pozostać w dyspozycji władz skarbowych, niezgłoszone zaś miało przepaść na rzecz państwa28.
Rząd polski poparł również oficjalnie ideę przymusowej emigracji polskich Żydów do Afryki i zrobił to - co trzeba podkreślić - przed III Rzeszą. Wysłał nawet specjalną komisję na Madagaskar, aby zbadała na miejscu warunki do deportacji Żydów z Polski, zaś 10 stycznia 1939 r. oficjalnie zadeklarował plan wyrzucenia Żydów z Polski do Afryki29. Premier rządu, Felicjan Sławoj Składkowski, w odpowiedzi na interpelację 116 posłów OZN, oświadczył, że rząd polski usilnie poszukuje terytoriów przeznaczonych na emigrację polskich Żydów oraz rozważa inne związane z nią sprawy, takie jak np. "sprawa finansów dla realizacji programu emigracyjnego, uregulowanie kwestii transferu, likwidowanie mienia oraz kapitałów"30.
Józef Lipski, polski ambasador w Berlinie, raportował po spotkaniu z Hitlerem w 1938 r., że führer przedstawił mu swoje pomysły na rozwiązanie kwestii żydowskiej w Europie Środkowo-Wschodniej poprzez ich emigrację do kolonii. Lipski zapewnił Hitlera, że jeśli zrealizuje ten plan, to Polacy "wzniosą mu piękny pomnik w Warszawie"31.
Zainteresowanie polskich władz emigracją Żydów z Polski było tak duże, że czołowy działacz syjonistyczny, Włodzimierz Żabotyński, nazywany przez wielu (m.in. bundowców) "żydowskim duce" czy "Władimirem Hitlerem" (wedle określenia Dawida Ben Guriona), był wielokrotnie przyjmowany przez ministra spraw zagranicznych, Józefa Becka.
Betar (Bejtar), organizacja młodzieżowa Żabotyńskiego, kierowana przez późniejszego premiera Izraela, Menachema Begina, licząca w Polsce przed wybuchem wojny sto kilkadziesiąt tysięcy członków, wprost deklarowała swoje faszystowskie sympatie (oczywiście z pominięciem antysemityzmu)32.
Skrajnie prawicowi syjoniści z Narodowej Organizacji Wojskowej - Ecel otrzymali od polskiego MSZ pożyczkę w wysokości 200 tys. złotych na zakup broni w Państwowej Wytwórni Uzbrojenia, a jej członkowie byli wiosną 1939 r. w tajemnicy (Ecel była w Palestynie organizacją nielegalną) szkoleni na obozie wojskowym niedaleko Andrychowa33.
Nie chodziło bynajmniej o prożydowskie sympatie polskich władz. Wręcz przeciwnie. To antysemityzm kazał polskim prawicowym politykom wspierać żydowskich syjonistów w jednym celu - pozbycia się jak największej liczby Żydów z Polski.
Kiedy w końcu października 1938 r. Niemcy deportowali z Rzeszy do Polski 17 tys. Żydów, obywateli polskich (wśród których był m.in. późniejszy sławny niemiecki krytyk literacki Marcel Reich-Ranicki), polska straż graniczna odmówiła ich wpuszczenia do kraju i zmuszeni byli koczować przez kilka miesięcy w koszmarnych warunkach, pod gołym niebem, na granicy, niedaleko Zbąszynia. Część z nich wpuszczono z powrotem do Niemiec.
Bezpośrednią przyczyną niemieckiej deportacji była decyzja władz polskich o odebraniu polskiego obywatelstwa osobom mieszkającym za granicą. Hitler podobną decyzję powziął dopiero trzy lata później, 25 listopada 1941 roku.
Podłe, haniebne lata - rozkładowe, nikczemne. Przedwojenne, kłamliwe, zakłamane. Przeklęte. Nie chciało się żyć. Błoto, cuchnące błoto34
- tak o latach 30. w Polsce pisał Janusz Korczak.
A jeden z pracujących z nim wychowawców wspomina:
Lata 30. pogłębiły jeszcze bardziej tragizm losów Korczaka. Narastały tendencje faszyzujące życie kraju. Coraz brutalniej uzewnętrzniały się nastroje antysemickie. Dotykały one boleśnie zarówno Korczaka, jak i dzieci, którymi opiekował się. Pamiętam, że ilekroć w tym czasie (mam na myśli lata 1937-1939) musiałem wyjść z grupą dzieci poza teren Domu Sierot, trzeba było to czynić niemal w ordynku bojowym - straż przednia i straż tylna, złożona ze starszych chłopców, by uchronić się przed zaczepkami, napaściami i pobiciem. Oczywiście, nie zawsze wychodziliśmy z tych opresji bez szwanku. Ale są to zaledwie drobne ilustracje pewnej sytuacji ogólniejszej35.
"Dopóki Żydzi będą uważani za pełnoprawnych obywateli polskich, żadne plany rozwiązania kwestii żydowskiej nie będą realne" - pisano 18 stycznia 1936 r. w "Małym Dzienniku".
I postulowano:
Żydów trzeba zmusić do emigracji nie metodami hitlerowskimi, lecz drogą odebrania im obywatelstwa [...] Innych możliwości nie ma36.
W swoim pamiętniku prowadzonym w warszawskim getcie Korczak zanotował w maju 1942 r.:
Powiedział mi pewien narodowiec:
- Żyd, szczery patriota, jest w najlepszym razie dobrym warszawianinem, czy krakowianinem, ale nie Polakiem.
Zaskoczyło mnie to37.
* * *
"Walczyć z Niemcami, nie walczyć z hitleryzmem" - tak można by z kolei określić stosunek do III Rzeszy największej polskiej partii politycznej, Stronnictwa Narodowego, które w 1939 r. liczyło ponad 200 tys. członków.
Antysemityzm - obok antykomunizmu - stanowił integralną część ideologii i praktyki tej partii, której podziw dla rozwiązania "kwestii żydowskiej" w hitlerowskich Niemczech szedł w parze z własnymi pomysłami na wyrzucenie Żydów z Polski.
Roman Dmowski, niekwestionowany autorytet i przywódca endecki, opublikował w latach 1932-1933 na łamach "Gazety Warszawskiej" i "Kuriera Poznańskiego" cykl artykułów pod tytułem Hitleryzm jako ruch narodowy, w których chwalił Hitlera za jego antysemityzm i rozprawę z lewicą. Krakowski "Czas" zamieścił 27 września 1933 r. omówienie tych publikacji pod wielce znaczącym tytułem Roman Dmowski jako hitlerowiec38.
Przesada? W liście do Ignacego Chrzanowskiego z 31 marca 1932 r. Dmowski pisał:
Chciałbym, żeby Hitler zwyciężył w Niemczech, ale tego, zdaje się, nie będzie39.
Zaś w korespondencji (z 13 marca 1933 r.) do Karola Raczkowskiego cieszył się:
Wczoraj i dziś słońce świeci i jest ciepło, więc zaczynam się rozweselać. Nadto poczciwy Hitler pracuje nad umontowaniem mego dobrego humoru40.
W tym samym czasie Dmowski zadeklarował publicznie:
Dziś, gdy hitlerowcy są u władzy, trzeba stwierdzić, że wykazali oni o wiele większą siłę i konsekwencję w przeprowadzaniu swego programu wewnętrznego, niż tego można było jeszcze niedawno się spodziewać. Zarówno stanowisko ich względem Żydów i masonerii, jak walka z rozkładem moralnym świadczy, że celem ich polityki jest uzdrowienie i wzmocnienie węzłów wewnętrznych, prowadzące do uczynienia narodu niemieckiego trwałą, niezwalczoną potęgą41.
Dmowski, podobnie jak i całe SN, zafascynowany był również Mussolinim. W jednym ze swoich artykułów wzdychał:
Gdybyśmy byli podobni do dzisiejszych Włoch, gdybyśmy mieli taką organizację jak faszyzm, gdybyśmy wreszcie mieli Mussoliniego, największego niewątpliwie człowieka w dzisiejszej Europie, niczego więcej nie byłoby nam potrzeba42.
Po ogłoszeniu w III Rzeszy tzw. ustaw norymberskich, wykluczających Żydów z życia publicznego Niemiec, endecy byli w siódmym niebie. A wśród nich wielu duchownych katolickich, jak np. prałat Józef Prądzyński, który na łamach "Wielkiej Polski" (nr 42/1935) pisał tak:
Z zainteresowaniem patrzą teraz wszyscy na Niemcy, które bezwzględnie, ale skutecznie i na ogół sprawiedliwie, a w wielu wypadkach nawet zgodnie z konstytucjami apostolskimi oraz orędziem biskupów i postanowieniami synodów likwidują u siebie sprawę żydowską. [...] Zarządzenia w rodzaju niemieckich starczą na okres przygotowawczy tego, co jest i pozostanie w Polsce twardą koniecznością rozłożoną na pewien okres lat - wysiedlenia Żydów z Polski43.
W podobnym duchu wypowiadał się na łamach wydawanego przez kurię krakowską dziennika "Głos Narodu" jego redaktor naczelny, ks. Jan Piwowarczyk, późniejszy redaktor "Tygodnika Powszechnego":
Widzimy jasno, że hitleryzm miał i ma powody do zdecydowanego wystąpienia przeciwko żydom. Nie pochwalając jego barbarzyńskich metod, uznajemy cel jego walki za słuszny44.
Główny ideolog Stronnictwa Narodowego, Jędrzej Giertych, pisał w 1937 r. w dokumencie O wyjście z kryzysu, traktowanym jako program SN:
Faszyzm, hitleryzm i inne ruchy narodowe zagraniczne obserwujemy bardzo pilnie, bo uważamy, że wiele możemy się od nich nauczyć. Staramy się wyciągnąć nauki z ich doświadczeń, skorzystać z ich szczęśliwych pomysłów, zaczerpnąć od nich wszystko, co wytworzyli pozytywnego45.
Trzydziestego kwietnia 1939 r. członek władz naczelnych SN, Kazimierz Kowalski, na zwołanej w Warszawie krajowej naradzie działaczy stronnictwa podkreślił więzy łączące endecję z europejskim faszyzmem:
Muszę przy tej sposobności wspomnieć o krajach tak nam drogich jak Włochy i Hiszpania. Ze szczerym podziwem obserwujemy przez wiele lat rozwój faszystowskich Włoch, z gorącą sympatią i wzruszeniem śledziliśmy bohaterskie walki narodowej Hiszpanii... Znalezienie się nasze w przeciwnym obozie wojennym niż narodowa Hiszpania i faszystowskie Włochy byłoby dla nas prawdziwą tragedią, jest bowiem naszym gorącym pragnieniem, by dwa te kraje, silne swoim duchem narodowym, były jednymi z filarów, na których oprze się przyszła Europa prawdziwie narodowa, prawdziwie katolicka, prawdziwie łacińska46.
W podobnym stylu trzy miesiące później Młodzież Wszechpolska Lwowa fetowała Mussoliniego w liście otwartym skierowanym do Fasci Giovanili de Combattimento, deklarując:
Obiecujemy Wam z naszej strony w tym samym kierunku i dla tej samej sprawy uczynić wszelki możliwy wysiłek47.
Półtora miesiąca przed wybuchem wojny, 15 lipca 1939 r., Tadeusz Bielecki, prezes Rady Naczelnej Stronnictwa Narodowego, na wiecu w Bydgoszczy wzywał zaś do bezwzględnej walki z dwoma wrogami: zewnętrznym - Niemcami i wewnętrznym - Żydami. Dzień później na wiecu w Katowicach dodał:
Nie mamy do kanclerza Rzeszy pretensji o jego walkę z żydostwem i masonerią48.
Stąd m.in. wzięło się późniejsze stanowisko Władysława Sikorskiego, który wykluczał wejście Bieleckiego do emigracyjnego rządu londyńskiego, argumentując, że "zyskali sobie [Bielecki i jego zwolennicy] miano polskich faszystów i totalistów"49.
Dobrze, a reszta? Polska prasa, i to nie tylko endecka, podziwiała "reformy" kanclerza Hitlera. Zofia Nałkowska podczas swojej podróży po Włoszech Mussoliniego zachwycała się nowymi mieszkaniami dla robotników, "porządkiem" i "wyższymi ambicjami"50. W "Polityce" Jerzego Giedroycia ukazują się antysemickie teksty! Kazimierz Studentowicz pisał:
Specyficzne właściwości rasy żydowskiej nie pozwalają jej uważać za trwały element ludnościowy. Stanowisko takie nie narusza w niczym ani poczucia praworządności, ani też zasad etyki katolickiej, lecz [jest] podyktowane konieczną obroną najbardziej żywotnych interesów narodowych51.
Sam Giedroyc przyznawał po latach, że wówczas tego rodzaju sformułowania nikogo nie raziły. Ba! Redaktor przyjaźnił się z samym Włodzimierzem Żabotyńskim, któremu udostępniał łamy swojego pisma do szerzenia syjonistycznej propagandy. Bo Giedroyc - polski patriota i państwowiec, który poparł aresztowanie polityków opozycji przez Piłsudskiego w Brześciu w 1930 r., nie zajął jasnego stanowiska w sprawie obozu internowania w Berezie Kartuskiej w 1934 r. oraz poparł nie tylko polski szantaż wobec Litwy i wymuszenie na niej, pod groźbą interwencji, nawiązania stosunków dyplomatycznych w 1938 r., ale także aneksję Zaolzia. Uważał, że utrzymanie status quo w "kwestii żydowskiej" jest na dłuższą metę niemożliwe. Jedynym wyjściem była według niego masowa emigracja Żydów polskich do Palestyny.
Już podczas trwania wojny, w grudniu 1940 r., Giedroyc, jako sekretarz ambasadora w Bukareszcie, Rogera Raczyńskiego, odpowiedzialny za uchodźców polskich w Rumunii, tak relacjonował swojemu pryncypałowi kwestię wyjazdu uchodźców żydowskich:
To nam [...] doskonale zrobi, gdyż [...] oderwiemy się od utożsamiania uchodźcy polskiego z Żydem, co przy dzisiejszych nastrojach antysemickich jest bardzo ważne, poza tym (to jest Twój argument) jest w naszym interesie, by polscy Żydzi jechali jak najdalej. Z Indii oni już do nas nie będą wracać52.
W 1981 r. tłumaczył się Barbarze Toruńczyk ze swoich ówczesnych poglądów:
Nie, numerus clausus myśmy nigdy nie lansowali. Studentowicz to napisał na własną rękę. Ale emigrację - tak.
Zgadzam się, że ten artykuł był przejaskrawiony. Ale innego wyjścia nie widziałem. Bo jak to można było rozwiązać?
Zasymilować Pani tego nie mogła, wchłonąć Pani nie mogła z powodów gospodarczych - tego żadna struktura gospodarcza, nawet przy lepszej koniunkturze niż w Polsce, nie mogłaby wchłonąć, dlatego, że to było zupełnie skrzywione. Zostawała tylko, prawda, koncepcja Żabotyńskiego - stworzenie państwa żydowskiego53.
Skoro nawet Giedroyc był za ekspulsją Żydów z Polski, to trudno się dziwić, że postrzeganie "kwestii żydowskiej" przez Stronnictwo Narodowe nie zmieniło się nawet podczas okupacji, czego wyrazem może być artykuł WRN-owi w odpowiedzi, który ukazał się w 37 numerze "Walki" (organie SN), 28 września 1943 r. Czytamy w nim m.in.:
Stosunek nasz do Żydów nie ulega zmianie... Nie mamy najmniejszego powodu, by podczas wojny choć o jotę nasze poglądy zmienić54.
We wcześniejszym numerze tego pisma, z 28 lipca 1943 r., kiedy nad gettem warszawskim unosiła się łuna dogasających pożarów, w artykule zatytułowanym Niebezpieczeństwo pozornego rozwiązania, czytamy:
Bestialstwo hitlerowskich zbirów potępiamy z całym naciskiem, lecz walki ekonomicznej, politycznej z żydostwem nie wyrzekniemy się, rozczuleni krokodylowymi łzami żydowskich finansistów i polityków, szykujących się do narzucenia nam swojej władzy55.
I dalej:
W kwestii żydowskiej zaczyna się wytwarzać popularny a fałszywy pogląd: "Niemcy to za nas załatwili". Takie postawienie sprawy to niebezpieczny, bo dogadzający naszej bierności, wykręt. Niemcy wykonali to, czego my byśmy nie zrobili nigdy, bo nie pozwoliłaby nam na to nasza tysiącletnia kultura chrześcijańska - teraz wszakże, zapatrzeni w ruiny ghetta, możemy zaniedbać wykonania tego, co musimy uczynić nieodwołalnie i bez kompromisów. Dopiero pozbawienie żydów podstawy materialnej i wpływów politycznych i propagandowych zadecyduje o tym, czy nieśmiertelna już kwestia żydowska w Polsce znajdzie wreszcie pozytywne rozwiązanie. Przymusowa emigracja "niedobitków" będzie tylko dopełnieniem tej jedynie słusznej i sprawiedliwej polityki w stosunku do antypaństwowej, choć "obywatelskiej" mniejszości56.
O trwałości - niezależnie od okoliczności - antysemickich uprzedzeń i nienawiści wobec Żydów żywionej przez wyznawców ideologii endeckiej świadczy chociażby dziennik Józefa Górskiego, wielbiciela Dmowskiego, po I wojnie światowej polskiego attaché wojskowego we Francji, zaś podczas II wojny dziedzica majątku w Ceranowie (pow. Sokołów Podlaski), współpracującego z Niemcami w celu "ratowania substancji narodowej".
Po wojnie oskarżony o kolaborację z Niemcami, po półtorarocznym pobycie w więzieniu uniewinniony i zwolniony, pracował później jako nauczyciel i instruktor szkolenia ideologicznego kadr partyjnych w województwie poznańskim.
Oto fragmenty jego rękopisu Na przełomie dziejów, spisanego w 1960 r.: