Jak Polacy Niemcom Żydów mordować pomagali - Stefan Zgliczyński

Kup ebooka

29.90 zł
23.02 zł (29,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1 Ar­ty­kuł 55a Usta­wy o ujaw­nia­niu in­for­ma­cji o do­ku­men­tach or­ga­nów bez­pie­czeń­stwa pań­stwa z lat 1944-1990 oraz tre­ści tych do­ku­men­tów.

2 "W hoł­dzie Żoł­nie­rzom Wy­klę­tym - bo­ha­te­rom an­ty­ko­mu­ni­stycz­ne­go pod­zie­mia, któ­rzy w obro­nie nie­pod­le­głe­go bytu Pań­stwa Pol­skie­go, wal­cząc o pra­wo do sa­mo­sta­no­wie­nia i urze­czy­wist­nie­nie dą­żeń de­mo­kra­tycz­nych spo­łe­czeń­stwa pol­skie­go, z bro­nią w ręku, jak i w inny spo­sób, prze­ciw­sta­wi­li się so­wiec­kiej agre­sji i na­rzu­co­ne­mu siłą re­żi­mo­wi ko­mu­ni­stycz­ne­mu..." (po­czą­tek pre­am­bu­ły Usta­wy o usta­no­wie­niu Na­ro­do­we­go Dnia Pa­mię­ci "Żoł­nie­rzy Wy­klę­tych", ob­cho­dzo­ne­go co­rocz­nie 1 mar­ca, usta­no­wio­ne­go usta­wą z dnia 3 lu­te­go 2011 r.).

3 Uchwa­ła Sej­mu Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej z dnia 8 stycz­nia 1999 r. o uczcze­niu pa­mię­ci Ro­ma­na Dmow­skie­go ("Mo­ni­tor Pol­ski" z dnia 15 stycz­nia 1999 r.):

"W związ­ku z 60 rocz­ni­cą śmier­ci Ro­ma­na Dmow­skie­go Sejm Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej wy­ra­ża uzna­nie dla wal­ki i pra­cy wiel­kie­go męża sta­nu na rzecz od­bu­do­wa­nia nie­pod­le­głe­go Pań­stwa Pol­skie­go i stwier­dza, że do­brze przy­słu­żył się Oj­czyź­nie. W swo­jej dzia­łal­no­ści Ro­man Dmow­ski kładł na­cisk na zwią­zek po­mię­dzy roz­wo­jem Na­ro­du i po­sia­da­niem wła­sne­go Pań­stwa, for­mu­łu­jąc po­ję­cie na­ro­do­we­go in­te­re­su. Ozna­cza­ło to zjed­no­cze­nie wszyst­kich ziem daw­nej Rze­czy­po­spo­li­tej za­miesz­ka­łych przez pol­ską więk­szość, a tak­że pod­nie­sie­nie świa­do­mo­ści na­ro­do­wej wszyst­kich warstw i grup spo­łecz­nych. Stwo­rzył szko­łę po­li­tycz­ne­go re­ali­zmu i od­po­wie­dzial­no­ści. Jako re­pre­zen­tant zmar­twych­wsta­łej Rze­czy­po­spo­li­tej na kon­fe­ren­cji w Wer­sa­lu przy­czy­nił się w stop­niu de­cy­du­ją­cym do ukształ­to­wa­nia na­szych gra­nic, a zwłasz­cza gra­ni­cy za­chod­niej. Szcze­gól­na jest rola Ro­ma­na Dmow­skie­go w pod­kre­śla­niu ści­słe­go związ­ku ka­to­li­cy­zmu z pol­sko­ścią dla prze­trwa­nia Na­ro­du i od­bu­do­wa­nia Pań­stwa. Sejm Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej wy­ra­ża uzna­nie dla wy­bit­ne­go Po­la­ka Ro­ma­na Dmow­skie­go".

4 Uchwa­ła Sej­mu Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej z dnia 9 li­sto­pa­da 2012 r. w związ­ku z 70. rocz­ni­cą po­wsta­nia Na­ro­do­wych Sił Zbroj­nych ("Mo­ni­tor Pol­ski" z dnia 23 li­sto­pa­da 2012 r.):

"Sie­dem­dzie­siąt lat temu, w 1942 r., po­wsta­ły Na­ro­do­we Siły Zbroj­ne, jed­na z trzech naj­więk­szych pol­skich or­ga­ni­za­cji woj­sko­wych wal­czą­cych o wol­ną i nie­pod­le­głą Pol­skę. Na­ro­do­we Siły Zbroj­ne utwo­rzo­ne zo­sta­ły przez dzia­ła­czy ru­chu na­ro­do­we­go i re­ali­zo­wa­ły pro­gram po­li­tycz­ny tego nur­tu ide­owe­go, ak­cen­tu­jąc szcze­gól­nie po­trze­bę wal­ki z oku­pan­tem za­rów­no nie­miec­kim, jak i so­wiec­kim. Hi­sto­rycz­ną za­słu­gą tej or­ga­ni­za­cji było wy­su­nię­cie przez jej śro­do­wi­sko po­li­tycz­ne po­stu­la­tu po­wro­tu Pol­ski na Zie­mie Za­chod­nie. Na­ro­do­we Siły Zbroj­ne, za­cho­wu­jąc swo­ją sa­mo­dziel­ność, sta­ły się czę­ścią Sił Zbroj­nych w Kra­ju pod­le­głych le­gal­nym wła­dzom RP na uchodź­stwie i wnio­sły istot­ny wkład w wal­kę o nie­pod­le­głość Rze­czy­po­spo­li­tej. Po za­koń­cze­niu II woj­ny świa­to­wej żoł­nie­rze Na­ro­do­wych Sił Zbroj­nych, a tak­że człon­ko­wie Na­ro­do­we­go Zjed­no­cze­nia Woj­sko­we­go, któ­re prze­ję­ło spu­ści­znę NSZ, byli za­cie­kle zwal­cza­ni przez ko­mu­ni­stycz­ne siły bez­pie­czeń­stwa. Ostat­nie od­dzia­ły zbroj­ne ru­chu na­ro­do­we­go wy­trwa­ły w wal­ce do prze­ło­mu lat czter­dzie­stych i pięć­dzie­sią­tych. Sejm Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej, czcząc ich pa­mięć, stwier­dza, że Na­ro­do­we Siły Zbroj­ne do­brze za­słu­ży­ły się Oj­czyź­nie".

Wstęp

Zde­cy­do­wa­na więk­szość osób, któ­rym przy­to­czy­łem ty­tuł ni­niej­szej książ­ki, za­re­ago­wa­ła nie­sły­cha­nie gwał­tow­nie - po­czu­ła się ob­ra­żo­na. Bo po­ma­gać Niem­com w mor­do­wa­niu Ży­dów mo­gli Ukra­iń­cy, Ło­ty­sze, Li­twi­ni czy inni ko­la­bo­ran­ci. Ale Po­la­cy? To wy­kra­cza tak da­le­ko poza ho­ry­zont na­szej per­cep­cji, że nie­mal po­wszech­nie spo­ty­ka się z obu­rze­niem i po­tę­pie­niem.

Ba! To prze­ko­na­nie o nie­win­no­ści Po­la­ków jest na­wet za­pi­sa­ne w usta­wie sej­mo­wej z 18 paź­dzier­ni­ka 2006 r., któ­rej je­den z ar­ty­ku­łów gło­si: "Kto pu­blicz­nie po­ma­wia Na­ród Pol­ski o udział, or­ga­ni­zo­wa­nie lub od­po­wie­dzial­ność za zbrod­nie ko­mu­ni­stycz­ne lub na­zi­stow­skie, pod­le­ga ka­rze po­zba­wie­nia wol­no­ści do lat 3"1.

Swo­ją dro­gą to ge­nial­ny po­mysł, aby o hi­sto­rycz­nej wi­nie ja­kie­goś na­ro­du de­cy­do­wa­ła usta­wa sej­mo­wa, gro­żą­ca in­a­czej my­ślą­cym wię­zie­niem. Przy­kład Tur­cji, w któ­rej mó­wie­nie o lu­do­bój­stwie Or­mian jest rów­nież ka­ra­ne od­siad­ką, na­su­wa się sam. Skan­da­licz­na usta­wa od­zwier­cie­dla jed­nak stan umy­słów i du­cha du­żej czę­ści na­sze­go spo­łe­czeń­stwa, nie­przyj­mu­ją­ce­go do wia­do­mo­ści fak­tu, że Po­la­cy mo­gli­by mieć co­kol­wiek wspól­ne­go ze zbrod­nia­mi hi­tle­row­ski­mi (z udzia­łem w zbrod­niach ko­mu­ni­stycz­nych upo­ra­no się w pro­sty spo­sób - zbrod­nia­rza­mi sta­li­now­ski­mi byli prze­cież Ży­dzi, a nie Po­la­cy).

To za­prze­cze­nie i wy­par­cie nie ma ra­cjo­nal­ne­go pod­ło­ża, nie opie­ra się też na żad­nych wia­ry­god­nych prze­słan­kach hi­sto­rycz­nych. Choć pra­wi­co­we me­dia i wy­daw­nic­twa dwo­ją się i tro­ją, aby za­kła­mać bądź po­mniej­szyć i uspra­wie­dli­wić udział Po­la­ków w mor­do­wa­niu Ży­dów, to za­rów­no w Pol­sce, jak i na świe­cie uka­za­ło się do­sta­tecz­nie dużo bo­ga­to udo­ku­men­to­wa­nych prac hi­sto­rycz­nych, aby po­dob­ne pseu­do­nau­ko­we ekwi­li­bry­sty­ki wsa­dzić do jed­ne­go wor­ka z twier­dze­nia­mi Da­vi­da Irvin­ga, że Hi­tler nie miał nic wspól­ne­go z Ho­lo­cau­stem.

Nie je­stem za­wo­do­wym hi­sto­ry­kiem i nie jest moją am­bi­cją na­pi­sa­nie dzie­ła źró­dło­we­go do­ty­czą­ce­go tego okre­su hi­sto­rii Pol­ski, tym bar­dziej że ist­nie­je w Pol­sce gru­pa ba­da­czy zwią­za­na z Cen­trum Ba­dań nad Za­gła­dą Ży­dów, któ­ra od lat zaj­mu­je się tym te­ma­tem, a owo­ce ich pra­cy, na cze­le z rocz­ni­kiem "Za­gła­da Ży­dów. Stu­dia i Ma­te­ria­ły", są naj­wyż­szej pró­by.

Za­le­ży mi na­to­miast na tym, aby upo­wszech­nić wie­dzę do­stęp­ną hi­sto­ry­kom, któ­ra wciąż w zbyt ma­łym stop­niu sta­ła się wie­dzą po­wszech­ną, od­kry­wa­ną nie przy oka­zji wy­da­nia ko­lej­nej "sen­sa­cyj­nej" książ­ki Gros­sa, ale obec­ną cho­ciaż­by w pod­ręcz­ni­kach szkol­nych.

Po co? Głów­nie po to, aby ode­brać śmier­cio­no­śną broń ide­olo­gicz­ną pol­skim na­cjo­na­li­stom, któ­rzy w par­la­men­cie, me­diach głów­ne­go nur­tu i ko­ścio­łach cy­nicz­nie, wbrew fak­tom i zdro­we­mu roz­sąd­ko­wi, lan­su­jąc mit czy­sto­ści i nie­win­no­ści Pol­ski i Po­la­ków, usi­łu­ją zmie­nić Pol­skę w szo­wi­ni­stycz­ny skan­sen (a może po pro­stu nadal utrzy­my­wać ją w tym sta­nie?), wro­gi na­szym są­sia­dom, nie­chęt­ny ja­kim­kol­wiek zmia­nom kul­tu­ro­wym i oby­cza­jo­wym, z za­miesz­ku­ją­cym go na­ro­dem Po­la­ków ka­to­li­ków, któ­rzy wszę­dzie wie­trzą an­ty­pol­skie spi­ski i in­try­gi.

Kie­dy w 1990 r. po­że­gna­li­śmy cen­zu­rę, wy­da­wa­ło się, że nic już nie stoi na prze­szko­dzie, aby raz na za­wsze wy­wa­bić z naj­now­szej hi­sto­rii Pol­ski bia­łe pla­my. Dzi­siaj, po dwu­dzie­stu kil­ku la­tach wol­no­ści, kie­dy słu­cham de­bat hi­sto­rycz­nych lu­mi­na­rzy pol­skiej po­li­ty­ki, pu­bli­cy­sty­ki i na­uki, mam nie­od­par­te wra­że­nie, że część z owych bia­łych plam za­czer­nio­no dla od­mia­ny atra­men­tem kłam­stwa i hi­po­kry­zji.

In­sty­tu­cje pań­stwo­we po­wo­ła­ne do kształ­to­wa­nia po­li­ty­ki hi­sto­rycz­nej pań­stwa, ta­kie jak In­sty­tut Pa­mię­ci Na­ro­do­wej i Mu­zeum Po­wsta­nia War­szaw­skie­go, czy też au­to­rzy i gro­na re­cen­zenc­kie do­pusz­cza­ją­ce pod­ręcz­ni­ki hi­sto­rii do szkół mniej wię­cej w ta­kim sa­mym stop­niu wy­ja­śnia­ją i przy­bli­ża­ją hi­sto­rię, jak ją znie­kształ­ca­ją, ka­ry­ka­tu­ry­zu­ją i za­kła­mu­ją. Stąd bio­rą się np. tkwią­ce głę­bo­ko i wciąż na nowo pod­sy­ca­ne mity o wy­jąt­ko­wej roli Pol­ski i Po­la­ków w II woj­nie świa­to­wej, bo­ha­ter­stwie tzw. żoł­nie­rzy wy­klę­tych, zna­cze­niu po­wsta­nia war­szaw­skie­go, po­mo­cy Po­la­ków dla ukry­wa­ją­cych się Ży­dów czy wal­ce na­ro­du z "ko­mu­ną" i oba­le­niu jej przez Jana Paw­ła II. Stąd też bio­rą się hu­mo­ry­stycz­ne re­ak­cje uczest­ni­ków wy­cie­czek szkol­nych, któ­rzy po zwie­dze­niu Mu­zeum Po­wsta­nia War­szaw­skie­go za­da­wa­li na­uczy­cie­lom py­ta­nie: "No to kto w koń­cu wy­grał to po­wsta­nie?".

Stąd wy­ni­ka rów­nież po­par­cie wszyst­kich klu­bów par­la­men­tar­nych dla usta­no­wie­nia dnia upa­mięt­nia­ją­ce­go "żoł­nie­rzy wy­klę­tych"2 czy przy­ję­ta przed laty przez akla­ma­cję uchwa­ła od­da­ją­cą hołd Ro­ma­no­wi Dmow­skie­mu3.

Dzie­wią­te­go li­sto­pa­da 2012 r. pol­ski Sejm przy­jął - z ini­cja­ty­wy po­słów Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści (ale po­par­tą przez część po­słów Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej) - ko­lej­ną skan­da­licz­ną uchwa­łę od­da­ją­cą hołd Na­ro­do­wym Si­łom Zbroj­nym, stwier­dza­jąc, że "do­brze za­słu­ży­ły się Oj­czyź­nie" 4.

Mo­gło­by się zda­wać, że na­tu­ral­ny okres pra­wi­co­we­go prze­si­le­nia w pol­skiej hi­sto­rio­gra­fii - wy­ni­ka­ją­cy z dłu­gie­go okre­su cen­zu­ry i hi­sto­rii pi­sa­nej przez PZPR-owskich apa­rat­czy­ków - w któ­rym np. glo­ry­fi­ko­wa­no skraj­nie pra­wi­co­we pod­zie­mie mor­du­ją­ce po woj­nie Ży­dów i chło­pów ukra­iń­skich, wi­nien już w la­tach 90. ustą­pić pola rze­czo­wej de­ba­cie hi­sto­rycz­nej opar­tej na fak­tach, a nie na ide­olo­gicz­nej nie­na­wi­ści. Nic ta­kie­go, nie­ste­ty, nie mia­ło miej­sca. Prze­ciw­nie, je­ste­śmy świad­ka­mi wkra­cza­nia do in­sty­tu­cji pań­stwo­wych i na ry­nek wy­daw­ni­czy co­raz to no­wych za­stę­pów mło­dych hi­sto­ry­ków, nie­pa­mię­ta­ją­cych cza­sów PRL, w któ­rych przy­pad­ku ten fakt za­miast po­ma­gać w rze­czo­wych i obiek­tyw­nych ba­da­niach nad naj­now­szą hi­sto­rią, wzmac­nia ide­olo­gicz­ną za­pie­kłość w obro­nie tzw. do­bre­go imie­nia na­ro­du pol­skie­go.

Kie­dy ana­li­zu­ję tę sy­tu­ację na chłod­no, je­stem zde­cy­do­wa­nym pe­sy­mi­stą, je­śli cho­dzi o wia­rę, że Po­la­cy mo­gli­by prze­żyć po­dob­ny ka­thar­sis jak mło­dzi Niem­cy w la­tach 60., kie­dy po raz pierw­szy, na po­waż­nie, roz­po­czę­to de­ba­tę o Ho­lo­cau­ście i nie­miec­kich zbrod­niach okre­su II woj­ny świa­to­wej, czy póź­niej, kie­dy do­tar­ło do nie­miec­kie­go spo­łe­czeń­stwa, że We­hr­macht i po­li­cja po­peł­nia­ły te same zbrod­nie co SS. Nie po­rów­nu­ję oczy­wi­ście zbrod­ni nie­miec­kich i pol­skich, by­ło­by to po dwa­kroć ab­sur­dal­ne - po pierw­sze, nie­po­rów­ny­wal­na jest ska­la i oko­licz­no­ści, a po dru­gie, Po­la­cy, po­dob­nie jak Ży­dzi, byli ofia­ra­mi zbrod­ni­czej ide­olo­gii na­ro­do­we­go so­cja­li­zmu.

Chciał­bym jed­nak żyć w kra­ju, w któ­rym mó­wie­nie pew­nych rze­czy przez po­li­ty­ka, pro­fe­so­ra uni­wer­sy­te­tu czy dzien­ni­ka­rza by­ło­by po pro­stu kom­pro­mi­tu­ją­ce, gdyż opi­nia pu­blicz­na, zna­ją­ca wła­sne dzie­je, uzna­ła­by je nie tyl­ko za nie­praw­dzi­we, ale za wy­gła­sza­ne ze złą wolą w ści­śle okre­ślo­nym po­li­tycz­nym celu. Jed­nak re­ak­cja znacz­nej czę­ści spo­łe­czeń­stwa pol­skie­go, któ­ra - cy­nicz­nie szczu­ta i okła­my­wa­na przez zbi­ja­ją­cych na niej ka­pi­tał po­li­tycz­ny i fi­nan­so­wy pra­wi­co­wych po­li­ty­kie­rów i pu­bli­cy­stów - nie po­tra­fi i nie chce uświa­do­mić so­bie nie­wy­god­nych dlań ele­men­tów wła­snej hi­sto­rii, moje pra­gnie­nie od­da­la w bli­żej nie­okre­ślo­ną przy­szłość.

 

 

I. Kto jest Ży­dem?

Żyd i Po­lak w jed­nej oso­bie? - to wie­rut­ny fałsz [...] o po­go­dze­niu tych dwóch sprzecz­no­ści nie może być mowy1.

Jest ja­sne, że żyd nie jest i nie może być Po­la­kiem2.

Sym­cha Ham­pel, w dzien­ni­ku pi­sa­nym pod­czas ukry­wa­nia się we wsi Ka­mińsk koło Ra­dom­ska, za­no­to­wał:

Pol­ska jest chy­ba je­dy­nym kra­jem na świe­cie, w któ­rym całe nie­mal spo­łe­czeń­stwo wy­da­wa­ło Niem­com każ­de­go ukry­te­go Żyda, ich współ­ro­da­ka. [...] Jest [to] winą ca­łe­go spo­łe­czeń­stwa pol­skie­go, a w pierw­szym rzę­dzie kle­ru pol­skie­go. [...] Do­pie­ro te­raz, ży­jąc jako Po­lak, mo­głem so­bie do­kład­nie zdać spra­wę, jak da­le­ce za­ko­rze­nio­ny był an­ty­se­mi­tyzm w pol­skim spo­łe­czeń­stwie. [...] Ksiądz z am­bo­ny nie­jed­no­krot­nie mó­wił o Ży­dach i go­rą­co dzię­ko­wał Panu Bogu za to, że po­zba­wił nas raz na za­wsze od tych pa­so­ży­tów. Wdzięcz­ni byli Hi­tle­ro­wi za tę brud­ną ro­bo­tę3.

Hen­ryk Ru­ba­nek, ukry­wa­ją­cy się na aryj­skich pa­pie­rach w oko­li­cach Kra­ko­wa, pi­sał:

Nie miał­bym za złe Po­la­kom, że nie prze­ciw­sta­wi­li się mor­do­wa­niu Ży­dów jako współ­o­by­wa­te­li, gdyż na­wet sami Ży­dzi nie byli w sta­nie prze­ciw­sta­wić się, gdy mor­do­wa­li ich po­szcze­gól­ne gru­py. Nie o to więc mam pre­ten­sje, że dali się ster­ro­ry­zo­wać jak mali lu­dzie, ale boli mnie to, że przy­ję­li to z za­do­wo­le­niem, któ­re trwa­ło i trwa bez prze­rwy, od po­cząt­ku do chwi­li obec­nej. Za­do­wo­le­nie wy­ni­ka­ją­ce z naj­niż­szych uczuć i moż­li­wo­ści za­gar­nię­cia ma­jąt­ku po Ży­dach, otrzy­ma­nia ich sta­no­wisk w han­dlu i prze­my­śle4.

W za­sa­dzie tyl­ko te dwa cy­ta­ty wy­star­cza­ją do opi­sa­nia sy­tu­acji Ży­dów ukry­wa­ją­cych się pod­czas Ho­lo­cau­stu i sto­sun­ku do nich lud­no­ści pol­skiej. Mamy tu bo­wiem wszyst­kie naj­waż­niej­sze kom­po­nen­ty pro­ble­ma­ty­zu­ją­ce zja­wi­sko pol­skie­go an­ty­se­mi­ty­zmu: od­wiecz­ny an­ty­ju­da­izm i po­sta­wa ko­ścio­łów chrze­ści­jań­skich, pro­pa­gu­ją­cych wi­ze­ru­nek Ży­dów "bo­go­bój­ców" - któ­rych pod­lej­szy los zo­stał za­de­kre­to­wa­ny przez sa­me­go Boga - i trak­tu­ją­cych jako aber­ra­cję wszel­kie przy­pad­ki eman­cy­pa­cji czy ka­rie­ry "sta­ro­za­kon­nych", a tak­że no­wo­cze­sny an­ty­se­mi­tyzm ma­ją­cy swo­je źró­dło m.in. w kon­ku­ren­cji go­spo­dar­czej.

Ży­dzi, bę­dą­cy prze­cież oby­wa­te­la­mi pol­ski­mi, tak na­praw­dę nig­dy za ta­kich uzna­wa­ni nie byli. W II Rzecz­po­spo­li­tej (żeby nie się­gać za da­le­ko), a więc w ustro­ju de­mo­kra­cji par­la­men­tar­nej de jure, Po­la­cy po­cho­dze­nia ży­dow­skie­go byli oby­wa­te­la­mi dru­giej ka­te­go­rii. Nie wol­no im było (bądź ści­śle im to ogra­ni­cza­no) ku­po­wać zie­mi, upra­wiać pew­nych za­wo­dów, stu­dio­wać czy ro­bić ka­rie­ry woj­sko­wej. Ale oczy­wi­ście po­dat­ki - i to czę­sto znacz­nie wyż­sze - mie­li pła­cić jak "ro­do­wi­ci" Po­la­cy5.

Pro­pa­gan­da obo­zu pra­wi­co­we­go wzy­wa­ła nie­ustan­nie do po­gro­mu i boj­ko­tu go­spo­dar­cze­go (cze­go naj­bar­dziej wi­docz­nym prze­ja­wem było pi­kie­to­wa­nie, ozna­cza­nie i nisz­cze­nie skle­pów ży­dow­skich), a sam Ro­man Dmow­ski, ad­mi­ra­tor hi­tle­row­skich ustaw no­rym­ber­skich (za "Żyda" uzna­ją­cych każ­de­go, kto miał co naj­mniej tro­je dziad­ków wy­zna­nia moj­że­szo­we­go, co wy­star­cza­ło do ode­bra­nia oby­wa­tel­stwa i ma­jąt­ku), w od­po­wie­dzi na py­ta­nie: "Czy Ży­dów za­sy­mi­lo­wać, czy wy­pę­dzić, czy wy­mor­do­wać?" ubo­le­wał: "Żad­ne z tych roz­wią­zań nie le­ża­ło­by w na­szej mocy, cho­ciaż­by było naj­bar­dziej po­żą­da­ne"6.

Ale pró­bo­wa­no. Ży­dzi sta­wa­li się za­wsze pierw­szy­mi ofia­ra­mi wo­jen i re­wo­lu­cji. Po­li­cja car­ska chęt­nie wska­zy­wa­ła na nich jako win­nych czy to za­ma­chu na cara, czy też re­wo­lu­cji w 1905 roku. W la­tach 1918-1920, już w wol­nej Pol­sce, prze­to­czy­ła się fala po­gro­mów anty­ży­dow­skich, przy­po­mi­na­ją­cych swo­im prze­bie­giem te, któ­re mia­ły miej­sce w Ro­sji car­skiej (w tym sa­mym cza­sie fala po­gro­mów Ży­dów, znacz­nie in­ten­syw­niej­sza niż w Pol­sce, ogar­nę­ła Ukra­inę, Wę­gry i Ru­mu­nię). Zgi­nę­ło wów­czas kil­ka­set osób, a kil­ka ty­się­cy było ran­nych7. W nie­któ­rych z nich, szcze­gól­nie na kre­sach wschod­nich, bra­ły udział re­gu­lar­ne od­dzia­ły woj­ska pol­skie­go, m.in. "Błę­kit­nej Ar­mii" ge­ne­ra­ła Jó­ze­fa Hal­le­ra, w któ­rej duże wpły­wy mia­ła en­de­cja. Pod­czas pol­sko-ukra­iń­skich walk o Lwów w li­sto­pa­dzie 1918 r. za­bi­to po­nad 70 lwow­skich Ży­dów, a po­nad 300 zo­sta­ło ran­nych. We wspo­mnie­niach Ży­dów z Ga­li­cji Wschod­niej pol­scy żoł­nie­rze ni­czym nie róż­ni­li się w swo­im an­ty­se­mi­ty­zmie od na­cjo­na­li­stów ukra­iń­skich. Po­wszech­ne było np. wy­słu­gi­wa­nie się Ży­da­mi przy no­sze­niu żoł­nier­skich pa­kun­ków, z tym że część Ży­dów nig­dy już z tych "prze­mar­szów" nie po­wró­ci­ła...8

Pod­czas woj­ny pol­sko-ra­dziec­kiej, przed za­koń­cze­niem bi­twy war­szaw­skiej, w po­ło­wie sierp­nia 1920 r. in­ter­no­wa­no w pod­war­szaw­skiej Ja­błon­nie na 25 dni po­nad 17 tys. żoł­nie­rzy i ofi­ce­rów po­cho­dze­nia ży­dow­skie­go, gdyż au­to­ma­tycz­nie utoż­sa­mia­no ich z ko­mu­ni­zmem i "bol­sze­wią", czy­li ze śmier­tel­ny­mi wro­ga­mi Pol­ski i pol­sko­ści. Wśród nich było wie­lu ochot­ni­ków wszyst­kich sta­nów spo­łecz­nych, m.in. Al­fred Tar­ski, któ­ry póź­niej dał się po­znać jako je­den z naj­słyn­niej­szych lo­gi­ków wszyst­kich cza­sów9.

W zrów­ny­wa­niu "bol­sze­wii" z "ko­mu­ną" nie­oce­nio­ny udział miał Ko­ściół ka­to­lic­ki. W swo­im li­ście do "Epi­sko­pa­tu Świa­ta" z 7 lip­ca 1920 r. pry­mas Alek­san­der Ka­kow­ski oraz bi­sku­pi, prze­ra­że­ni ofen­sy­wą Tu­cha­czew­skie­go, pi­sa­li:

Bol­sze­wizm idzie na pod­bój świa­ta. Rasa, któ­ra nim kie­ru­je, już przed­tem pod­bi­ła so­bie świat po­przez zło­to i ban­ki, a dziś, gna­na od­wiecz­ną żą­dzą im­pe­ria­li­stycz­ną, pły­ną­cą w jej ży­łach, zmie­rza już bez­po­śred­nio do osta­tecz­ne­go pod­bo­ju na­ro­dów pod jarz­mo swych rzą­dów, [...] ci, któ­rzy są ste­row­ni­ka­mi bol­sze­wi­zmu, no­szą w swej krwi tra­dy­cyj­ną nie­na­wiść ku chry­stia­ni­zmo­wi. Bol­sze­wizm praw­dzi­wie jest ży­wym wcie­le­niem i ujaw­nie­niem się na zie­mi du­cha an­ty­chry­sta10.

Sta­ni­sław Grab­ski, brat dwu­krot­ne­go pre­mie­ra Wła­dy­sła­wa, pro­mi­nent­ny dzia­łacz en­dec­ki, pi­sał w 1922 r.:

W cza­sie woj­ny Ży­dzi wszę­dzie sta­ra­li się sys­te­ma­tycz­nie ob­ni­żyć zna­cze­nie spra­wy pol­skiej. Gdy zaś oka­za­ło się, że mimo tych wszyst­kich za­bie­gów Pol­ska od­zy­ska­ła nie­pod­le­głość, pra­co­wa­li usil­nie pod­czas kon­fe­ren­cji po­ko­jo­wej, by jak naj­bar­dziej uszczu­plić jej gra­ni­ce i po­sta­wić ją od pierw­szej chwi­li pod zna­kiem za­py­ta­nia. Więc prze­for­so­wa­li ple­bi­scyt na Ma­zu­rach i Gór­nym Ślą­sku, po­zo­sta­wie­nie Gdań­ska poza Pol­ską, a przede wszyst­kim po­zo­sta­wie­nie otwar­tej ca­łej na­szej gra­ni­cy wschod­niej. Na­stęp­nie we wszyst­kich spo­rach i wal­kach, ja­kie z tego sta­nu rze­czy wy­ni­kły, Ży­dzi ca­łe­go świa­ta sta­wa­li i sta­ją po dziś dzień sta­le po stro­nie prze­ciw­ni­ków Pol­ski, czy są nimi Niem­cy, czy bol­sze­wi­cy ro­syj­scy, czy Ukra­iń­cy lub Li­twi­ni11.

Ży­dzi byli więc dla en­de­cji wro­ga­mi Pol­ski i pol­skiej pań­stwo­wo­ści, a wręcz ne­go­wa­no ich pra­wo do po­sia­da­nia pol­skie­go oby­wa­tel­stwa. Po­pu­lar­na po­znań­ska ga­ze­ta en­dec­ka "Ku­rier Po­znań­ski" w nu­me­rze 43 z 21 lu­te­go 1925 r. pi­sa­ła o tym wprost:

...nam kam­pa­nia ży­dow­ska prze­ciw Pol­sce każe pa­mię­tać, że każ­dy Żyd w kra­ju to wróg w gra­ni­cach pań­stwa, a Żyd - oby­wa­tel pol­ski, to wróg upraw­nio­ny do de­cy­do­wa­nia o lo­sach pań­stwa...12

W po­wsta­łym w 1923 r. cen­tro­pra­wi­co­wym rzą­dzie Win­cen­te­go Wi­to­sa tekę wi­ce­pre­mie­ra i mi­ni­stra wy­znań re­li­gij­nych i oświe­ce­nia pu­blicz­ne­go ob­jął Sta­ni­sław Głą­biń­ski, któ­ry wy­dał okól­nik upraw­nia­ją­cy rady wy­dzia­łów uni­wer­sy­tec­kich do wpro­wa­dze­nia ogra­ni­czeń ("ze wzglę­du na roz­po­rzą­dzal­ne miej­sce i środ­ki na­uko­we") w przyj­mo­wa­niu w sze­re­gi stu­den­tów "kan­dy­da­tów na­le­żą­cych do mniej­szo­ści na­ro­do­wych, wy­zna­nio­wych i ję­zy­ko­wych [...] w gra­ni­cach ich sto­sun­ku li­czeb­ne­go do ogó­łu lud­no­ści Pań­stwa"13, czy­li fak­tycz­nie nu­me­rus clau­sus.

Epi­sko­pat usil­nie na­ci­skał na mi­ni­ster­stwo, aby w ogó­le wy­klu­czyć z edu­ka­cji na­uczy­cie­li po­cho­dze­nia ży­dow­skie­go. W jed­nym z me­mo­ria­łów pry­mas Hlond i kar­dy­nał Ka­kow­ski pi­sa­li:

Cho­dzi­ło nam i cho­dzi je­dy­nie o to, by mło­de po­ko­le­nie pol­skie nie zży­dzia­ło. [...] Wszak na­uczy­ciel mimo woli ura­bia ucznia na za­sa­dzie swych wie­rzeń, prze­ko­nań i po­glą­dów, a już nig­dy na­uczy­ciel Żyd nie bę­dzie mógł po­zy­tyw­nie wpły­wać na dziec­ko pol­skie w du­chu za­sad ka­to­lic­kich14.

Wio­sną 1937 r., w ślad za po­li­tech­ni­ką lwow­ską i uni­wer­sy­te­tem wi­leń­skim, wie­le in­nych uczel­ni wyż­szych wpro­wa­dzi­ło get­to ław­ko­we dla stu­den­tów po­cho­dze­nia ży­dow­skie­go, a tak­że nu­me­rus clau­sus, któ­ry unie­moż­li­wiał im stu­dia. Póź­niej­szy ge­ne­ral­ny gu­ber­na­tor Hans Frank - dok­tor, a jak­że! - był w la­tach 30. czę­stym go­ściem Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go, na któ­rym wy­kła­dał swo­je ra­si­stow­skie teo­rie. W 1934 r. na tym sa­mym uni­wer­sy­te­cie uro­czy­sty wy­kład o na­ro­do­wym so­cja­li­zmie i "kwe­stii ży­dow­skiej", w obec­no­ści pre­mie­ra Pol­ski i in­nych no­ta­bli, wy­gło­sił sam dr Jo­sef Go­eb­bels15.

Nu­me­rus clau­sus sto­so­wa­no nie tyl­ko na wyż­szych uczel­niach II Rzecz­po­spo­li­tej16. Część gim­na­zjów rów­nież przy­ję­ła ogra­ni­cze­nia w przyj­mo­wa­niu Po­la­ków po­cho­dze­nia ży­dow­skie­go. Tych zaś, któ­rym uda­ło się do­stać do szko­ły, trak­to­wa­no w taki spo­sób, że ani na chwi­lę nie mo­gli za­po­mnieć o swo­im "gor­szym" sta­tu­sie et­nicz­nym. Oto jak wspo­mi­na­ła swo­je szkol­ne lata jed­na z oca­la­łych (któ­ra zresz­tą wy­emi­gro­wa­ła z Pol­ski w 1969 r.):

Przy przyj­mo­wa­niu do pań­stwo­we­go gim­na­zjum w Koń­skich sto­so­wa­no nu­me­rus clau­sus i rocz­nie ak­cep­to­wa­no tyl­ko 2-3 pro­cent Ży­dów. Na­le­ża­łam do nie­licz­nych wy­brań­ców losu, któ­rzy mo­gli się uczyć. W cią­gu trzech lat, któ­re do wy­bu­chu woj­ny spę­dzi­łam w tej szko­le, wie­le razy by­łam trak­to­wa­na w spo­sób po­ni­ża­ją­cy przez uczniów i dys­kry­mi­no­wa­na przez na­uczy­cie­li. Do­brze jesz­cze pa­mię­ta­łam sy­tu­ację, jaką prze­ży­łam w ostat­nim roku mo­jej na­uki. We "fran­cu­skiej" kla­sie, do któ­rej na­le­ża­łam, były dwie Ży­dów­ki. Tego pa­mięt­ne­go dnia by­łam sama, po­nie­waż ta dru­ga za­cho­ro­wa­ła. Po du­żej prze­rwie, kie­dy wszy­scy wró­ci­li do kla­sy, uczeń Adam Klu­sek wstał i po­pro­sił o spo­kój. W cał­ko­wi­tej ci­szy, któ­ra za­pa­dła, za­żą­dał, abym na­tych­miast opu­ści­ła kla­sę. Chciał - jak się wy­ra­ził - prze­pro­wa­dzić ze­bra­nie w czy­sto pol­skiej at­mos­fe­rze. Wśród ogól­ne­go śmie­chu, okla­sków i an­ty­se­mic­kich epi­te­tów zo­sta­łam zmu­szo­na do wyj­ścia z sali. Sta­łam za drzwia­mi i tam cze­ka­łam na przyj­ście na­uczy­cie­la. Ale on, gdy do­wie­dział się, dla­cze­go sto­ję na ko­ry­ta­rzu, wca­le na to nie za­re­ago­wał. By­łam do­brą uczen­ni­cą i wie­lu uczniów ko­rzy­sta­ło z mo­jej po­mo­cy przy roz­wią­zy­wa­niu za­dań ma­te­ma­tycz­nych i fi­zycz­nych. Pod­czas tego zaj­ścia nikt jed­nak nie wy­ra­ził sprze­ci­wu wo­bec spo­so­bu, w jaki zo­sta­łam po­trak­to­wa­na i nikt po­tem nie wy­tłu­ma­czył się ze swe­go za­cho­wa­nia. Ucznio­wie zwra­ca­li się do sie­bie po imie­niu, na­to­miast do mnie tyl­ko po na­zwi­sku. W kla­sach znaj­do­wa­ły się dwu­oso­bo­we ław­ki, nig­dy jed­nak nie sie­dzia­łam ra­zem z pol­ską ko­le­żan­ką. Gdy była nie­pa­rzy­sta licz­ba, za­rów­no Ży­dó­wek, jak i chrze­ści­ja­nek - dwa miej­sca były wol­ne. Żad­na pol­ska uczen­ni­ca nie zga­dza­ła się dzie­lić tę samą ław­kę z Ży­dów­ką. Nikt w mo­jej kla­sie nie utrzy­my­wał ze mną kon­tak­tów to­wa­rzy­skich ani w szko­le, ani po lek­cjach. [...] Pa­mię­ta­łam, że mój brat bez­sku­tecz­nie ubie­gał się przez dwa lata o przy­ję­cie na me­dy­cy­nę w War­sza­wie. Myśl o kra­ju, w któ­rym nie mia­ła­bym moż­li­wo­ści stu­dio­wa­nia, była bar­dzo przy­kra17.

Phi­lip Bia­lo­witz (Fi­szel Bia­ło­wicz) tak wspo­mi­na swo­je przed­wo­jen­ne lek­cje w Izbi­cy Lu­bel­skiej:

"Za­bój­cy Chry­stu­sa! Ży­dzi do Pa­le­sty­ny!" Wła­śnie skoń­czy­ła się lek­cja re­li­gii w na­szej ma­łej pań­stwo­wej szko­le. Dzie­ci ka­to­lic­kie i ży­dow­skie uczy­ły się tych sa­mych przed­mio­tów, ale w róż­nych sa­lach lek­cyj­nych. Je­dy­ną róż­ni­cą w pro­gra­mie była lek­cja re­li­gii. Ksiądz prze­ka­zy­wał pol­skim dzie­ciom re­li­gię ka­to­lic­ką, a dwie miej­sco­we Ży­dów­ki, Ha­das­sa i Grin­cza, na­ucza­ły nas ju­da­izmu. Nig­dy do koń­ca nie wie­dzia­łem, co ksiądz opo­wia­da swo­im uczniom, ale dzi­siaj mo­głem się tego do­my­ślać. Sta­łem na bo­isku szkol­nym z mo­imi ko­le­ga­mi Mo­tlem i Jo­se­lem, kie­dy krzy­czą­ca zgra­ja chłop­ców wy­pa­dła ze szko­ły, ob­rzu­ca­jąc nas ka­mie­nia­mi. Na­zwa­li nas mor­der­ca­mi i od­sy­ła­li do miej­sca, do któ­re­go wte­dy w ża­den spo­sób nie mo­gli­śmy wy­je­chać18.

Tyl­ko w la­tach 1935-1937 do­szło w Pol­sce do ok. 100 więk­szych wy­stą­pień an­ty­ży­dow­skich, w wy­ni­ku któ­rych ra­nio­no ok. 2 tys. osób, a kil­ka­na­ście za­bi­to19.

Po­gro­my za­czę­ły się w czerw­cu 1935 r. w Grod­nie, Su­wał­kach, Ra­cią­żu, a po­tem w Od­rzy­wo­le (li­sto­pad, 1935), Przy­ty­ku (ma­rzec, 1936), Miń­sku Ma­zo­wiec­kim (czer­wiec, 1936), Lwo­wie, Piotr­ko­wie Try­bu­nal­skim, Płoń­sku, Se­roc­ku, Wy­so­kim Ma­zo­wiec­kim (sier­pień, 1936), Brze­ściu nad Bu­giem (maj, 1937), Czę­sto­cho­wie (czer­wiec, 1937), Ka­miń­sku, Msto­wie, Żar­kach, Ra­dom­sku, Ko­niec­po­lu, Klesz­cze­wie, Przed­bó­rzu, Dzia­ło­szy­nie, Opocz­nie, No­wym Mie­ście, Ja­si­nów­ce (li­piec, 1937), War­sza­wie (paź­dzier­nik, 1936), Sto­ku, Dyb­ku, Brań­sku Pod­la­skim, Byd­gosz­czy (sier­pień, 1937), Wło­cław­ku, Lu­bli­nie, Grod­nie, Koź­miń­sku, Łom­ży (wrze­sień, 1937)20.

Re­ak­cją Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go na te eks­ce­sy był list pa­ster­ski O ka­to­lic­kie za­sa­dy mo­ral­ne pry­ma­sa Pol­ski, kar­dy­na­ła Au­gu­sta Hlon­da, ogło­szo­ny 29 lu­te­go 1936 r.:

Pro­blem ży­dow­ski ist­nieć bę­dzie, do­pó­ki ży­dzi będą ży­da­mi. [...] Fak­tem jest, że ży­dzi wal­czą z Ko­ścio­łem ka­to­lic­kim, tkwią w wol­no­my­śli­ciel­stwie, sta­no­wią awan­gar­dę bez­boż­nic­twa, ru­chu bol­sze­wic­kie­go i ak­cji wy­wro­to­wej. Fak­tem jest, że wpływ ży­dow­ski na oby­czaj­ność jest zgub­ny, a ich za­kła­dy wy­daw­ni­cze pro­pa­gu­ją por­no­gra­fię. Praw­dą jest, że ży­dzi do­pusz­cza­ją się oszustw, li­chwy i pro­wa­dzą han­del ży­wym to­wa­rem. Praw­dą jest, że w szko­łach wpływ mło­dzie­ży ży­dow­skiej na ka­to­lic­ką jest na ogół pod wzglę­dem re­li­gij­nym i etycz­nym ujem­ny. Ale - bądź­my spra­wie­dli­wi. Nie wszy­scy ży­dzi są tacy. Bar­dzo wie­lu ży­dów to lu­dzie wie­rzą­cy, uczci­wi, spra­wie­dli­wi, mi­ło­sier­ni, do­bro­czyn­ni. W bar­dzo wie­lu ro­dzi­nach ży­dow­skich zmysł ro­dzin­ny jest zdro­wy, bu­du­ją­cy. Zna­my w świe­cie ży­dow­skim lu­dzi tak­że pod wzglę­dem etycz­nym wy­bit­nych, szla­chet­nych, czci­god­nych. Prze­strze­gam przed im­por­to­wa­ną z za­gra­ni­cy po­sta­wą etycz­ną, za­sad­ni­czo i bez­względ­nie an­ty­ży­dow­ską. Jest ona nie­zgod­na z ety­ką ka­to­lic­ką. Wol­no swój na­ród wię­cej ko­chać; nie wol­no ni­ko­go nie­na­wi­dzić. Ani ży­dów.

W sto­sun­kach ku­piec­kich do­brze jest swo­ich uwzględ­nić przed in­ny­mi, omi­jać skle­py ży­dow­skie i ży­dow­skie stra­ga­ny na jar­mar­ku, ale nie wol­no pu­sto­szyć skle­pu ży­dow­skie­go, nisz­czyć ży­dom to­wa­rów, wy­bi­jać szyb, ob­rzu­cać pe­tar­da­mi ich do­mów. Na­le­ży za­my­kać się przed szko­dli­wy­mi wpły­wa­mi mo­ral­ny­mi ze stro­ny ży­do­stwa, od­dzie­lać się od jego an­ty­chrze­ści­jań­skiej kul­tu­ry, a zwłasz­cza boj­ko­to­wać ży­dow­ską pra­sę i ży­dow­skie de­mo­ra­li­zu­ją­ce wy­daw­nic­twa, ale nie wol­no na ży­dów na­pa­dać, bić ich, ka­le­czyć, oczer­niać. Tak­że w ży­dzie na­le­ży usza­no­wać czło­wie­ka i bliź­nie­go, choć­by się na­wet nie umia­ło usza­no­wać nie­opi­sa­ne­go tra­gi­zmu tego na­ro­du, któ­ry był stró­żem idei me­sja­ni­stycz­nej, a któ­re­go dziec­kiem był Zba­wi­ciel. Gdy zaś ła­ska boża żyda oświe­ci, a on szcze­rze pój­dzie do swo­je­go i na­sze­go Me­sja­sza, wi­taj­my go ra­do­śnie w chrze­ści­jań­skich sze­re­gach.

Miej­cie się na bacz­no­ści przed tymi, któ­rzy do gwał­tów an­ty­ży­dow­skich ju­dzą. Słu­żą oni złej spra­wie. Czy wie­cie, kto im tak każe? Czy wie­cie, komu na tych roz­ru­chach za­le­ży? Do­bra spra­wa nic na tych nie­roz­waż­nych czy­nach nie zy­sku­je. A krew, któ­ra się tam nie­kie­dy leje, to krew pol­ska21.

List pry­ma­sa zo­stał en­tu­zja­stycz­nie przy­ję­ty przez pol­ską pra­wi­cę i śro­do­wi­ska ka­to­lic­kie. Re­dak­tor na­czel­ny "Ate­neum Ka­płań­skie­go", ks. Ste­fan Wy­szyń­ski, pi­sał np., że spo­łe­czeń­stwo pol­skie win­no być wdzięcz­ne pry­ma­so­wi za wska­za­nie "go­dzi­wych środ­ków wal­ki" z Ży­da­mi i "wla­nie w ser­ca wia­ry, że w gra­ni­cach chrze­ści­jań­skiej ety­ki uda się za­gad­nie­nie roz­wią­zać"22.

W tym sa­mym roku w Li­ście Pa­ster­skim na Uro­czy­stość Chry­stu­sa Kró­la ar­cy­bi­skup Sa­pie­ha na­pi­sał:

Wie­lu po­pie­ra ide­olo­gię obcą, wy­two­rzo­ną przez rasę, któ­rej ten­den­cją jest zde­pra­wo­wa­nie, a przez to wy­zy­ska­nie na­ro­dów, wśród któ­rych żyje23.

* * *

W la­tach 30. z pol­skie­go ra­dia zo­sta­li usu­nię­ci Mi­łosz (za rze­ko­mą le­wi­co­wość) i Kor­czak (za po­cho­dze­nie). Ana­li­za II Od­dzia­łu Szta­bu Ge­ne­ral­ne­go Woj­ska Pol­skie­go była w tej kwe­stii jed­no­znacz­na:

Pol­skie Ra­dio po­sia­da błęd­ne na­sta­wie­nie ide­owe o cha­rak­te­rze li­be­ral­no-in­te­lek­tu­al­nym i prze­ja­wia dą­że­nie do za­ha­mo­wa­nia wszel­kiej ak­cji o cha­rak­te­rze zdro­wej, ener­gicz­nej eks­pan­sji na­ro­do­wej. [...] Opa­no­wa­ne jest [...] przez gro­no osób z sobą zwią­za­nych ra­so­wo lub or­ga­ni­za­cyj­nie [...]. Za­cho­dzi ko­niecz­ność na­tych­mia­sto­wej zmia­ny i za­sto­so­wa­nia bez­względ­ne­go cen­zu­su aryj­skie­go i pa­trio­tycz­ne­go24.

Do wy­rzu­ce­nia Mi­ło­sza z wi­leń­skie­go ra­dia bez­po­śred­nio przy­czy­ni­ła się ak­cja pro­pa­gan­do­wa "Ma­łe­go Dzien­ni­ka", jed­ne­go z naj­więk­szych (w 1938 r. jego na­kład się­gał 300 tys. eg­zem­pla­rzy) i jed­no­cze­śnie naj­bar­dziej an­ty­se­mic­kich pism ka­to­lic­kich w Pol­sce. Kie­ro­wa­na przez o. Mak­sy­mi­lia­na Kol­be ga­ze­ta do­wo­dzi­ła na swo­ich ła­mach ist­nie­nia "ko­mu­ni­stycz­nej ko­mór­ki" w pol­skim ra­dio. Sam Mi­łosz przy­zna­wał po la­tach, że ten fran­cisz­kań­ski dzien­nik, któ­ry był - jego zda­niem - "jed­nym z głów­nych or­ga­nów wrza­skli­wej de­ma­go­gii", był za­ra­zem "cu­dem spraw­no­ści tech­nicz­nej, jak­by za­po­ży­czo­nej od kon­cer­nu He­ar­sta"25.

Mi­łosz tak opi­sy­wał ów­cze­sną Rzecz­po­spo­li­tą:

Pań­stwo pol­skie nie było to­ta­li­tar­ne. Nie było to też pań­stwo o ustro­ju par­la­men­tar­nym, bo mimo ist­nie­nia wie­lu par­tii, rząd aran­żo­wał w wy­bo­rach zwy­cię­stwa swe­go "bez­par­tyj­ne­go blo­ku". A po­nie­waż tzw. puł­kow­ni­cy bali się prze­li­cy­to­wa­nia przez jaw­nych wiel­bi­cie­li fa­szy­zmu i ra­si­zmu, nad­cho­dzi­ły złe cza­sy dla le­wi­cow­ców i li­be­ra­łów, jak­kol­wiek utrzy­my­wa­li oni nadal nie­któ­re swo­je po­zy­cje. Ale już pra­sa roz­pę­ty­wa­ła kam­pa­nie prze­ciw­ko po­dej­rza­nym26.

W 1938 r. an­ty­se­mi­tyzm wszedł na do­bre do pol­skie­go sej­mu i stał się jed­nym z wy­znacz­ni­ków kie­run­ku dzia­łań rzą­du pol­skie­go. Ha­słem wy­bor­czym obo­zu rzą­dzą­ce­go - jak wspo­mi­na­ła w swo­ich Dzien­ni­kach Ma­ria Dą­brow­ska - było za­wo­ła­nie: "Je­śli Pol­ski chcesz bez Żyda, to Twój głos się w urnie przy­da"27. Po­sło­wie zwią­za­ni z rzą­dzą­cym Obo­zem Zjed­no­cze­nia Na­ro­do­we­go prze­sy­ła­li do la­ski mar­szał­kow­skiej pro­jek­ty ustaw wzo­ro­wa­ne na usta­wo­daw­stwie obo­wią­zu­ją­cym w III Rze­szy. Je­den z nich do­ty­czył ode­bra­nia oby­wa­tel­stwa pol­skie­go 600 tys. Ży­dów miesz­ka­ją­cych we wschod­niej Pol­sce; jesz­cze inny zo­bo­wią­zy­wał Ży­dów do zgło­sze­nia w cią­gu 1 mie­sią­ca w urzę­dach skar­bo­wych in­for­ma­cji o po­sia­da­nym mie­niu, któ­re od tej chwi­li mia­ło po­zo­stać w dys­po­zy­cji władz skar­bo­wych, nie­zgło­szo­ne zaś mia­ło prze­paść na rzecz pań­stwa28.

Rząd pol­ski po­parł rów­nież ofi­cjal­nie ideę przy­mu­so­wej emi­gra­cji pol­skich Ży­dów do Afry­ki i zro­bił to - co trze­ba pod­kre­ślić - przed III Rze­szą. Wy­słał na­wet spe­cjal­ną ko­mi­sję na Ma­da­ga­skar, aby zba­da­ła na miej­scu wa­run­ki do de­por­ta­cji Ży­dów z Pol­ski, zaś 10 stycz­nia 1939 r. ofi­cjal­nie za­de­kla­ro­wał plan wy­rzu­ce­nia Ży­dów z Pol­ski do Afry­ki29. Pre­mier rzą­du, Fe­li­cjan Sła­woj Skład­kow­ski, w od­po­wie­dzi na in­ter­pe­la­cję 116 po­słów OZN, oświad­czył, że rząd pol­ski usil­nie po­szu­ku­je te­ry­to­riów prze­zna­czo­nych na emi­gra­cję pol­skich Ży­dów oraz roz­wa­ża inne zwią­za­ne z nią spra­wy, ta­kie jak np. "spra­wa fi­nan­sów dla re­ali­za­cji pro­gra­mu emi­gra­cyj­ne­go, ure­gu­lo­wa­nie kwe­stii trans­fe­ru, li­kwi­do­wa­nie mie­nia oraz ka­pi­ta­łów"30.

Jó­zef Lip­ski, pol­ski am­ba­sa­dor w Ber­li­nie, ra­por­to­wał po spo­tka­niu z Hi­tle­rem w 1938 r., że füh­rer przed­sta­wił mu swo­je po­my­sły na roz­wią­za­nie kwe­stii ży­dow­skiej w Eu­ro­pie Środ­ko­wo-Wschod­niej po­przez ich emi­gra­cję do ko­lo­nii. Lip­ski za­pew­nił Hi­tle­ra, że je­śli zre­ali­zu­je ten plan, to Po­la­cy "wznio­są mu pięk­ny po­mnik w War­sza­wie"31.

Za­in­te­re­so­wa­nie pol­skich władz emi­gra­cją Ży­dów z Pol­ski było tak duże, że czo­ło­wy dzia­łacz sy­jo­ni­stycz­ny, Wło­dzi­mierz Ża­bo­tyń­ski, na­zy­wa­ny przez wie­lu (m.in. bun­dow­ców) "ży­dow­skim duce" czy "Wła­di­mi­rem Hi­tle­rem" (we­dle okre­śle­nia Da­wi­da Ben Gu­rio­na), był wie­lo­krot­nie przyj­mo­wa­ny przez mi­ni­stra spraw za­gra­nicz­nych, Jó­ze­fa Bec­ka.

Be­tar (Bej­tar), or­ga­ni­za­cja mło­dzie­żo­wa Ża­bo­tyń­skie­go, kie­ro­wa­na przez póź­niej­sze­go pre­mie­ra Izra­ela, Me­na­che­ma Be­gi­na, li­czą­ca w Pol­sce przed wy­bu­chem woj­ny sto kil­ka­dzie­siąt ty­się­cy człon­ków, wprost de­kla­ro­wa­ła swo­je fa­szy­stow­skie sym­pa­tie (oczy­wi­ście z po­mi­nię­ciem an­ty­se­mi­ty­zmu)32.

Skraj­nie pra­wi­co­wi sy­jo­ni­ści z Na­ro­do­wej Or­ga­ni­za­cji Woj­sko­wej - Ecel otrzy­ma­li od pol­skie­go MSZ po­życz­kę w wy­so­ko­ści 200 tys. zło­tych na za­kup bro­ni w Pań­stwo­wej Wy­twór­ni Uzbro­je­nia, a jej człon­ko­wie byli wio­sną 1939 r. w ta­jem­ni­cy (Ecel była w Pa­le­sty­nie or­ga­ni­za­cją nie­le­gal­ną) szko­le­ni na obo­zie woj­sko­wym nie­da­le­ko An­dry­cho­wa33.

Nie cho­dzi­ło by­najm­niej o pro­ży­dow­skie sym­pa­tie pol­skich władz. Wręcz prze­ciw­nie. To an­ty­se­mi­tyzm ka­zał pol­skim pra­wi­co­wym po­li­ty­kom wspie­rać ży­dow­skich sy­jo­ni­stów w jed­nym celu - po­zby­cia się jak naj­więk­szej licz­by Ży­dów z Pol­ski.

Kie­dy w koń­cu paź­dzier­ni­ka 1938 r. Niem­cy de­por­to­wa­li z Rze­szy do Pol­ski 17 tys. Ży­dów, oby­wa­te­li pol­skich (wśród któ­rych był m.in. póź­niej­szy sław­ny nie­miec­ki kry­tyk li­te­rac­ki Mar­cel Re­ich-Ra­nic­ki), pol­ska straż gra­nicz­na od­mó­wi­ła ich wpusz­cze­nia do kra­ju i zmu­sze­ni byli ko­czo­wać przez kil­ka mie­się­cy w kosz­mar­nych wa­run­kach, pod go­łym nie­bem, na gra­ni­cy, nie­da­le­ko Zbą­szy­nia. Część z nich wpusz­czo­no z po­wro­tem do Nie­miec.

Bez­po­śred­nią przy­czy­ną nie­miec­kiej de­por­ta­cji była de­cy­zja władz pol­skich o ode­bra­niu pol­skie­go oby­wa­tel­stwa oso­bom miesz­ka­ją­cym za gra­ni­cą. Hi­tler po­dob­ną de­cy­zję po­wziął do­pie­ro trzy lata póź­niej, 25 li­sto­pa­da 1941 roku.

Pod­łe, ha­nieb­ne lata - roz­kła­do­we, nik­czem­ne. Przed­wo­jen­ne, kłam­li­we, za­kła­ma­ne. Prze­klę­te. Nie chcia­ło się żyć. Bło­to, cuch­ną­ce bło­to34

- tak o la­tach 30. w Pol­sce pi­sał Ja­nusz Kor­czak.

A je­den z pra­cu­ją­cych z nim wy­cho­waw­ców wspo­mi­na:

Lata 30. po­głę­bi­ły jesz­cze bar­dziej tra­gizm lo­sów Kor­cza­ka. Na­ra­sta­ły ten­den­cje fa­szy­zu­ją­ce ży­cie kra­ju. Co­raz bru­tal­niej uze­wnętrz­nia­ły się na­stro­je an­ty­se­mic­kie. Do­ty­ka­ły one bo­le­śnie za­rów­no Kor­cza­ka, jak i dzie­ci, któ­ry­mi opie­ko­wał się. Pa­mię­tam, że ile­kroć w tym cza­sie (mam na my­śli lata 1937-1939) mu­sia­łem wyjść z gru­pą dzie­ci poza te­ren Domu Sie­rot, trze­ba było to czy­nić nie­mal w or­dyn­ku bo­jo­wym - straż przed­nia i straż tyl­na, zło­żo­na ze star­szych chłop­ców, by uchro­nić się przed za­czep­ka­mi, na­pa­ścia­mi i po­bi­ciem. Oczy­wi­ście, nie za­wsze wy­cho­dzi­li­śmy z tych opre­sji bez szwan­ku. Ale są to za­le­d­wie drob­ne ilu­stra­cje pew­nej sy­tu­acji ogól­niej­szej35.

"Do­pó­ki Ży­dzi będą uwa­ża­ni za peł­no­praw­nych oby­wa­te­li pol­skich, żad­ne pla­ny roz­wią­za­nia kwe­stii ży­dow­skiej nie będą re­al­ne" - pi­sa­no 18 stycz­nia 1936 r. w "Ma­łym Dzien­ni­ku".

I po­stu­lo­wa­no:

Ży­dów trze­ba zmu­sić do emi­gra­cji nie me­to­da­mi hi­tle­row­ski­mi, lecz dro­gą ode­bra­nia im oby­wa­tel­stwa [...] In­nych moż­li­wo­ści nie ma36.

W swo­im pa­mięt­ni­ku pro­wa­dzo­nym w war­szaw­skim get­cie Kor­czak za­no­to­wał w maju 1942 r.:

Po­wie­dział mi pe­wien na­ro­do­wiec:

- Żyd, szcze­ry pa­trio­ta, jest w naj­lep­szym ra­zie do­brym war­sza­wia­ni­nem, czy kra­ko­wia­ni­nem, ale nie Po­la­kiem.

Za­sko­czy­ło mnie to37.

* * *

"Wal­czyć z Niem­ca­mi, nie wal­czyć z hi­tle­ry­zmem" - tak moż­na by z ko­lei okre­ślić sto­su­nek do III Rze­szy naj­więk­szej pol­skiej par­tii po­li­tycz­nej, Stron­nic­twa Na­ro­do­we­go, któ­re w 1939 r. li­czy­ło po­nad 200 tys. człon­ków.

An­ty­se­mi­tyzm - obok an­ty­ko­mu­ni­zmu - sta­no­wił in­te­gral­ną część ide­olo­gii i prak­ty­ki tej par­tii, któ­rej po­dziw dla roz­wią­za­nia "kwe­stii ży­dow­skiej" w hi­tle­row­skich Niem­czech szedł w pa­rze z wła­sny­mi po­my­sła­mi na wy­rzu­ce­nie Ży­dów z Pol­ski.

Ro­man Dmow­ski, nie­kwe­stio­no­wa­ny au­to­ry­tet i przy­wód­ca en­dec­ki, opu­bli­ko­wał w la­tach 1932-1933 na ła­mach "Ga­ze­ty War­szaw­skiej" i "Ku­rie­ra Po­znań­skie­go" cykl ar­ty­ku­łów pod ty­tu­łem Hi­tle­ryzm jako ruch na­ro­do­wy, w któ­rych chwa­lił Hi­tle­ra za jego an­ty­se­mi­tyzm i roz­pra­wę z le­wi­cą. Kra­kow­ski "Czas" za­mie­ścił 27 wrze­śnia 1933 r. omó­wie­nie tych pu­bli­ka­cji pod wiel­ce zna­czą­cym ty­tu­łem Ro­man Dmow­ski jako hi­tle­ro­wiec38.

Prze­sa­da? W li­ście do Igna­ce­go Chrza­now­skie­go z 31 mar­ca 1932 r. Dmow­ski pi­sał:

Chciał­bym, żeby Hi­tler zwy­cię­żył w Niem­czech, ale tego, zda­je się, nie bę­dzie39.

Zaś w ko­re­spon­den­cji (z 13 mar­ca 1933 r.) do Ka­ro­la Racz­kow­skie­go cie­szył się:

Wczo­raj i dziś słoń­ce świe­ci i jest cie­pło, więc za­czy­nam się roz­we­se­lać. Nad­to po­czci­wy Hi­tler pra­cu­je nad umon­to­wa­niem mego do­bre­go hu­mo­ru40.

W tym sa­mym cza­sie Dmow­ski za­de­kla­ro­wał pu­blicz­nie:

Dziś, gdy hi­tle­row­cy są u wła­dzy, trze­ba stwier­dzić, że wy­ka­za­li oni o wie­le więk­szą siłę i kon­se­kwen­cję w prze­pro­wa­dza­niu swe­go pro­gra­mu we­wnętrz­ne­go, niż tego moż­na było jesz­cze nie­daw­no się spo­dzie­wać. Za­rów­no sta­no­wi­sko ich wzglę­dem Ży­dów i ma­so­ne­rii, jak wal­ka z roz­kła­dem mo­ral­nym świad­czy, że ce­lem ich po­li­ty­ki jest uzdro­wie­nie i wzmoc­nie­nie wę­złów we­wnętrz­nych, pro­wa­dzą­ce do uczy­nie­nia na­ro­du nie­miec­kie­go trwa­łą, nie­zwal­czo­ną po­tę­gą41.

Dmow­ski, po­dob­nie jak i całe SN, za­fa­scy­no­wa­ny był rów­nież Mus­so­li­nim. W jed­nym ze swo­ich ar­ty­ku­łów wzdy­chał:

Gdy­by­śmy byli po­dob­ni do dzi­siej­szych Włoch, gdy­by­śmy mie­li taką or­ga­ni­za­cję jak fa­szyzm, gdy­by­śmy wresz­cie mie­li Mus­so­li­nie­go, naj­więk­sze­go nie­wąt­pli­wie czło­wie­ka w dzi­siej­szej Eu­ro­pie, ni­cze­go wię­cej nie by­ło­by nam po­trze­ba42.

Po ogło­sze­niu w III Rze­szy tzw. ustaw no­rym­ber­skich, wy­klu­cza­ją­cych Ży­dów z ży­cia pu­blicz­ne­go Nie­miec, en­de­cy byli w siód­mym nie­bie. A wśród nich wie­lu du­chow­nych ka­to­lic­kich, jak np. pra­łat Jó­zef Prą­dzyń­ski, któ­ry na ła­mach "Wiel­kiej Pol­ski" (nr 42/1935) pi­sał tak:

Z za­in­te­re­so­wa­niem pa­trzą te­raz wszy­scy na Niem­cy, któ­re bez­względ­nie, ale sku­tecz­nie i na ogół spra­wie­dli­wie, a w wie­lu wy­pad­kach na­wet zgod­nie z kon­sty­tu­cja­mi apo­stol­ski­mi oraz orę­dziem bi­sku­pów i po­sta­no­wie­nia­mi sy­no­dów li­kwi­du­ją u sie­bie spra­wę ży­dow­ską. [...] Za­rzą­dze­nia w ro­dza­ju nie­miec­kich star­czą na okres przy­go­to­waw­czy tego, co jest i po­zo­sta­nie w Pol­sce twar­dą ko­niecz­no­ścią roz­ło­żo­ną na pe­wien okres lat - wy­sie­dle­nia Ży­dów z Pol­ski43.

W po­dob­nym du­chu wy­po­wia­dał się na ła­mach wy­da­wa­ne­go przez ku­rię kra­kow­ską dzien­ni­ka "Głos Na­ro­du" jego re­dak­tor na­czel­ny, ks. Jan Pi­wo­war­czyk, póź­niej­szy re­dak­tor "Ty­go­dni­ka Po­wszech­ne­go":

Wi­dzi­my ja­sno, że hi­tle­ryzm miał i ma po­wo­dy do zde­cy­do­wa­ne­go wy­stą­pie­nia prze­ciw­ko ży­dom. Nie po­chwa­la­jąc jego bar­ba­rzyń­skich me­tod, uzna­je­my cel jego wal­ki za słusz­ny44.

Głów­ny ide­olog Stron­nic­twa Na­ro­do­we­go, Ję­drzej Gier­tych, pi­sał w 1937 r. w do­ku­men­cie O wyj­ście z kry­zy­su, trak­to­wa­nym jako pro­gram SN:

Fa­szyzm, hi­tle­ryzm i inne ru­chy na­ro­do­we za­gra­nicz­ne ob­ser­wu­je­my bar­dzo pil­nie, bo uwa­ża­my, że wie­le mo­że­my się od nich na­uczyć. Sta­ra­my się wy­cią­gnąć na­uki z ich do­świad­czeń, sko­rzy­stać z ich szczę­śli­wych po­my­słów, za­czerp­nąć od nich wszyst­ko, co wy­two­rzy­li po­zy­tyw­ne­go45.

Trzy­dzie­ste­go kwiet­nia 1939 r. czło­nek władz na­czel­nych SN, Ka­zi­mierz Ko­wal­ski, na zwo­ła­nej w War­sza­wie kra­jo­wej na­ra­dzie dzia­ła­czy stron­nic­twa pod­kre­ślił wię­zy łą­czą­ce en­de­cję z eu­ro­pej­skim fa­szy­zmem:

Mu­szę przy tej spo­sob­no­ści wspo­mnieć o kra­jach tak nam dro­gich jak Wło­chy i Hisz­pa­nia. Ze szcze­rym po­dzi­wem ob­ser­wu­je­my przez wie­le lat roz­wój fa­szy­stow­skich Włoch, z go­rą­cą sym­pa­tią i wzru­sze­niem śle­dzi­li­śmy bo­ha­ter­skie wal­ki na­ro­do­wej Hisz­pa­nii... Zna­le­zie­nie się na­sze w prze­ciw­nym obo­zie wo­jen­nym niż na­ro­do­wa Hisz­pa­nia i fa­szy­stow­skie Wło­chy by­ło­by dla nas praw­dzi­wą tra­ge­dią, jest bo­wiem na­szym go­rą­cym pra­gnie­niem, by dwa te kra­je, sil­ne swo­im du­chem na­ro­do­wym, były jed­ny­mi z fi­la­rów, na któ­rych oprze się przy­szła Eu­ro­pa praw­dzi­wie na­ro­do­wa, praw­dzi­wie ka­to­lic­ka, praw­dzi­wie ła­ciń­ska46.

W po­dob­nym sty­lu trzy mie­sią­ce póź­niej Mło­dzież Wszech­pol­ska Lwo­wa fe­to­wa­ła Mus­so­li­nie­go w li­ście otwar­tym skie­ro­wa­nym do Fa­sci Gio­va­ni­li de Com­bat­ti­men­to, de­kla­ru­jąc:

Obie­cu­je­my Wam z na­szej stro­ny w tym sa­mym kie­run­ku i dla tej sa­mej spra­wy uczy­nić wszel­ki moż­li­wy wy­si­łek47.

Pół­to­ra mie­sią­ca przed wy­bu­chem woj­ny, 15 lip­ca 1939 r., Ta­de­usz Bie­lec­ki, pre­zes Rady Na­czel­nej Stron­nic­twa Na­ro­do­we­go, na wie­cu w Byd­gosz­czy wzy­wał zaś do bez­względ­nej wal­ki z dwo­ma wro­ga­mi: ze­wnętrz­nym - Niem­ca­mi i we­wnętrz­nym - Ży­da­mi. Dzień póź­niej na wie­cu w Ka­to­wi­cach do­dał:

Nie mamy do kanc­le­rza Rze­szy pre­ten­sji o jego wal­kę z ży­do­stwem i ma­so­ne­rią48.

Stąd m.in. wzię­ło się póź­niej­sze sta­no­wi­sko Wła­dy­sła­wa Si­kor­skie­go, któ­ry wy­klu­czał wej­ście Bie­lec­kie­go do emi­gra­cyj­ne­go rzą­du lon­dyń­skie­go, ar­gu­men­tu­jąc, że "zy­ska­li so­bie [Bie­lec­ki i jego zwo­len­ni­cy] mia­no pol­skich fa­szy­stów i to­ta­li­stów"49.

Do­brze, a resz­ta? Pol­ska pra­sa, i to nie tyl­ko en­dec­ka, po­dzi­wia­ła "re­for­my" kanc­le­rza Hi­tle­ra. Zo­fia Nał­kow­ska pod­czas swo­jej po­dró­ży po Wło­szech Mus­so­li­nie­go za­chwy­ca­ła się no­wy­mi miesz­ka­nia­mi dla ro­bot­ni­ków, "po­rząd­kiem" i "wyż­szy­mi am­bi­cja­mi"50. W "Po­li­ty­ce" Je­rze­go Gie­droy­cia uka­zu­ją się an­ty­se­mic­kie tek­sty! Ka­zi­mierz Stu­den­to­wicz pi­sał:

Spe­cy­ficz­ne wła­ści­wo­ści rasy ży­dow­skiej nie po­zwa­la­ją jej uwa­żać za trwa­ły ele­ment lud­no­ścio­wy. Sta­no­wi­sko ta­kie nie na­ru­sza w ni­czym ani po­czu­cia pra­wo­rząd­no­ści, ani też za­sad ety­ki ka­to­lic­kiej, lecz [jest] po­dyk­to­wa­ne ko­niecz­ną obro­ną naj­bar­dziej ży­wot­nych in­te­re­sów na­ro­do­wych51.

Sam Gie­droyc przy­zna­wał po la­tach, że wów­czas tego ro­dza­ju sfor­mu­ło­wa­nia ni­ko­go nie ra­zi­ły. Ba! Re­dak­tor przy­jaź­nił się z sa­mym Wło­dzi­mie­rzem Ża­bo­tyń­skim, któ­re­mu udo­stęp­niał łamy swo­je­go pi­sma do sze­rze­nia sy­jo­ni­stycz­nej pro­pa­gan­dy. Bo Gie­droyc - pol­ski pa­trio­ta i pań­stwo­wiec, któ­ry po­parł aresz­to­wa­nie po­li­ty­ków opo­zy­cji przez Pił­sud­skie­go w Brze­ściu w 1930 r., nie za­jął ja­sne­go sta­no­wi­ska w spra­wie obo­zu in­ter­no­wa­nia w Be­re­zie Kar­tu­skiej w 1934 r. oraz po­parł nie tyl­ko pol­ski szan­taż wo­bec Li­twy i wy­mu­sze­nie na niej, pod groź­bą in­ter­wen­cji, na­wią­za­nia sto­sun­ków dy­plo­ma­tycz­nych w 1938 r., ale tak­że anek­sję Za­ol­zia. Uwa­żał, że utrzy­ma­nie sta­tus quo w "kwe­stii ży­dow­skiej" jest na dłuż­szą metę nie­moż­li­we. Je­dy­nym wyj­ściem była we­dług nie­go ma­so­wa emi­gra­cja Ży­dów pol­skich do Pa­le­sty­ny.

Już pod­czas trwa­nia woj­ny, w grud­niu 1940 r., Gie­droyc, jako se­kre­tarz am­ba­sa­do­ra w Bu­ka­resz­cie, Ro­ge­ra Ra­czyń­skie­go, od­po­wie­dzial­ny za uchodź­ców pol­skich w Ru­mu­nii, tak re­la­cjo­no­wał swo­je­mu pryn­cy­pa­ło­wi kwe­stię wy­jaz­du uchodź­ców ży­dow­skich:

To nam [...] do­sko­na­le zro­bi, gdyż [...] ode­rwie­my się od utoż­sa­mia­nia uchodź­cy pol­skie­go z Ży­dem, co przy dzi­siej­szych na­stro­jach an­ty­se­mic­kich jest bar­dzo waż­ne, poza tym (to jest Twój ar­gu­ment) jest w na­szym in­te­re­sie, by pol­scy Ży­dzi je­cha­li jak naj­da­lej. Z In­dii oni już do nas nie będą wra­cać52.

W 1981 r. tłu­ma­czył się Bar­ba­rze To­ruń­czyk ze swo­ich ów­cze­snych po­glą­dów:

Nie, nu­me­rus clau­sus my­śmy nig­dy nie lan­so­wa­li. Stu­den­to­wicz to na­pi­sał na wła­sną rękę. Ale emi­gra­cję - tak.

Zga­dzam się, że ten ar­ty­kuł był prze­ja­skra­wio­ny. Ale in­ne­go wyj­ścia nie wi­dzia­łem. Bo jak to moż­na było roz­wią­zać?

Za­sy­mi­lo­wać Pani tego nie mo­gła, wchło­nąć Pani nie mo­gła z po­wo­dów go­spo­dar­czych - tego żad­na struk­tu­ra go­spo­dar­cza, na­wet przy lep­szej ko­niunk­tu­rze niż w Pol­sce, nie mo­gła­by wchło­nąć, dla­te­go, że to było zu­peł­nie skrzy­wio­ne. Zo­sta­wa­ła tyl­ko, praw­da, kon­cep­cja Ża­bo­tyń­skie­go - stwo­rze­nie pań­stwa ży­dow­skie­go53.

Sko­ro na­wet Gie­droyc był za eks­pul­sją Ży­dów z Pol­ski, to trud­no się dzi­wić, że po­strze­ga­nie "kwe­stii ży­dow­skiej" przez Stron­nic­two Na­ro­do­we nie zmie­ni­ło się na­wet pod­czas oku­pa­cji, cze­go wy­ra­zem może być ar­ty­kuł WRN-owi w od­po­wie­dzi, któ­ry uka­zał się w 37 nu­me­rze "Wal­ki" (or­ga­nie SN), 28 wrze­śnia 1943 r. Czy­ta­my w nim m.in.:

Sto­su­nek nasz do Ży­dów nie ule­ga zmia­nie... Nie mamy naj­mniej­sze­go po­wo­du, by pod­czas woj­ny choć o jotę na­sze po­glą­dy zmie­nić54.

We wcze­śniej­szym nu­me­rze tego pi­sma, z 28 lip­ca 1943 r., kie­dy nad get­tem war­szaw­skim uno­si­ła się łuna do­ga­sa­ją­cych po­ża­rów, w ar­ty­ku­le za­ty­tu­ło­wa­nym Nie­bez­pie­czeń­stwo po­zor­ne­go roz­wią­za­nia, czy­ta­my:

Be­stial­stwo hi­tle­row­skich zbi­rów po­tę­pia­my z ca­łym na­ci­skiem, lecz wal­ki eko­no­micz­nej, po­li­tycz­nej z ży­do­stwem nie wy­rzek­nie­my się, roz­czu­le­ni kro­ko­dy­lo­wy­mi łza­mi ży­dow­skich fi­nan­si­stów i po­li­ty­ków, szy­ku­ją­cych się do na­rzu­ce­nia nam swo­jej wła­dzy55.

I da­lej:

W kwe­stii ży­dow­skiej za­czy­na się wy­twa­rzać po­pu­lar­ny a fał­szy­wy po­gląd: "Niem­cy to za nas za­ła­twi­li". Ta­kie po­sta­wie­nie spra­wy to nie­bez­piecz­ny, bo do­ga­dza­ją­cy na­szej bier­no­ści, wy­kręt. Niem­cy wy­ko­na­li to, cze­go my by­śmy nie zro­bi­li nig­dy, bo nie po­zwo­li­ła­by nam na to na­sza ty­siąc­let­nia kul­tu­ra chrze­ści­jań­ska - te­raz wszak­że, za­pa­trze­ni w rui­ny ghet­ta, mo­że­my za­nie­dbać wy­ko­na­nia tego, co mu­si­my uczy­nić nie­odwo­łal­nie i bez kom­pro­mi­sów. Do­pie­ro po­zba­wie­nie ży­dów pod­sta­wy ma­te­rial­nej i wpły­wów po­li­tycz­nych i pro­pa­gan­do­wych za­de­cy­du­je o tym, czy nie­śmier­tel­na już kwe­stia ży­dow­ska w Pol­sce znaj­dzie wresz­cie po­zy­tyw­ne roz­wią­za­nie. Przy­mu­so­wa emi­gra­cja "nie­do­bit­ków" bę­dzie tyl­ko do­peł­nie­niem tej je­dy­nie słusz­nej i spra­wie­dli­wej po­li­ty­ki w sto­sun­ku do an­ty­pań­stwo­wej, choć "oby­wa­tel­skiej" mniej­szo­ści56.

O trwa­ło­ści - nie­za­leż­nie od oko­licz­no­ści - an­ty­se­mic­kich uprze­dzeń i nie­na­wi­ści wo­bec Ży­dów ży­wio­nej przez wy­znaw­ców ide­olo­gii en­dec­kiej świad­czy cho­ciaż­by dzien­nik Jó­ze­fa Gór­skie­go, wiel­bi­cie­la Dmow­skie­go, po I woj­nie świa­to­wej pol­skie­go at­ta­ché woj­sko­we­go we Fran­cji, zaś pod­czas II woj­ny dzie­dzi­ca ma­jąt­ku w Ce­ra­no­wie (pow. So­ko­łów Pod­la­ski), współ­pra­cu­ją­ce­go z Niem­ca­mi w celu "ra­to­wa­nia sub­stan­cji na­ro­do­wej".

Po woj­nie oskar­żo­ny o ko­la­bo­ra­cję z Niem­ca­mi, po pół­to­ra­rocz­nym po­by­cie w wię­zie­niu unie­win­nio­ny i zwol­nio­ny, pra­co­wał póź­niej jako na­uczy­ciel i in­struk­tor szko­le­nia ide­olo­gicz­ne­go kadr par­tyj­nych w wo­je­wódz­twie po­znań­skim.

Oto frag­men­ty jego rę­ko­pi­su Na prze­ło­mie dzie­jów, spi­sa­ne­go w 1960 r.: