LONDYN,SZKOŁA DLA CHŁOPCÓW W HARROW
31 sierpnia 1888
ZDANIEM STRYJA PO TAKIEJ JATCE NALEŻAŁOBY SIĘ SPODZIEWAĆ WIĘCEJ KRWI.
Ledwie udawało mi się nadążyć za jego relacją z miejsca ponurej zbrodni, na które udał się wczesnym rankiem. Moje notatki wydawały się równie chaotyczne jak moje myśli.
- No dobrze, chłopcy. - Spacerując po niskim podium pośrodku galerii, stryj Jonathan na moment skrzyżował spojrzenie swoich bladozielonych oczu z moim. - Czego dowodzi fakt, że krew pod zwłokami już zdążyła skrzepnąć? Albo lepiej - skoro znaleziono ledwie ćwierć litra krwi, co nam to mówi o zgonie naszej ofiary?
Moje pragnienie wykrzyczenia odpowiedzi było niczym umęczone stworzenie, chcące się wydostać z klatki, w której zgodziłam się je zamknąć. Zamiast wypędzić z siebie demona, siedziałam cicho z zaciśniętymi ustami i naciągniętą na czoło czapką. Żeby ukryć irytację, rozejrzałam się po twarzach kolegów i westchnęłam w duchu. Oblicza większości z nich przybrały barwę karczocha, a do tego wydawali się bliscy wymiotów. Nie wyobrażałam sobie, że zdołają przebrnąć przez sekcję zwłok.
Dyskretnie wydłubałam spod paznokci zaschniętą krew, wspominając uczucie, które mi towarzyszyło, kiedy trzymałam wątrobę w dłoniach. Zastanawiałam się, jakich nowych wrażeń dostarczy mi dzisiejsza sekcja.
Chłopak o starannie zaczesanych ciemnobrązowych włosach i w idealnie wyprasowanym mundurku uniósł rękę, która zawisła w powietrzu prosta jak strzała. Miał wypaprane atramentem czubki palców, jakby zapisywanie wniosków pochłonęło go do tego stopnia, że przestał się przejmować drobiazgami. Zwróciłam na niego uwagę już wcześniej, gdyż zaintrygowało mnie jego metodyczne sporządzanie notatek. Wręcz szaleńczo chłonął wiedzę, co wzbudziło mój niechętny podziw.
Stryj skinął głową, na co chłopak odkaszlnął i wstał. Emanował pewnością siebie, gdy odchylił smukłe ramiona i popatrzył na kolegów zamiast na wykładowcę.
Zmrużyłam oczy. Wydawał się naprawdę wysoki. Czyżby to on był tajemniczym wieczornym gościem stryja?
- Moim zdaniem to raczej oczywiste - oznajmił chłopak niemal znudzonym głosem. - Nasz morderca albo zaproponował zmarłej czyny nierządne, żeby zwabić ją w ustronne miejsce, albo podkradł się do niej od tyłu i pozbawił ją życia, korzystając z jej ewidentnego upojenia alkoholowego.
Wieczorem prawie się nie odzywał, więc brakowało mi pewności, ale sądząc po głosie, mógł być wczorajszym gościem stryja. Odruchowo wychyliłam się w jego kierunku, jakby bliskość odświeżała pamięć.
Stryj Jonathan zakaszlał, żeby uciszyć aroganta, po czym usiadł za biurkiem. Uśmiechnęłam się na myśl o tym, że udawanie chłopca ma swoje dobre strony. Rozmowa o prostytutkach niezmiennie wyprowadzała stryja z równowagi, ale teraz nie mógł nikogo zrugać za poruszanie takich tematów w mojej obecności.
Wysunął szufladę i wyjął z niej okulary, przetarł je rąbkiem tweedowego surduta, po czym umieścił na nosie.
- A dlaczegóż to sądzisz, Thomasie, że naszą ofiarę zaatakowano od tyłu, skoro zdaniem większości moich kolegów po fachu leżała w chwili napaści? - Stryj pochylił się nad blatem.
Przeniosłam wzrok na chłopaka i z powrotem na stryja, zdumiona, że zwrócił się do studenta po imieniu. Teraz byłam prawie pewna, że mam przed sobą nieznajomego z wczorajszego wieczoru.
Chłopak o imieniu Thomas ściągnął brwi.
Jego złotobrązowe oczy były idealnie symetrycznie osadzone w twarzy o wyrazistych rysach, zupełnie jakby namalował ją Leonardo da Vinci we własnej osobie. Sama chciałabym mieć tak gęste rzęsy. Dzięki mocno zarysowanej brodzie wydawał się zdeterminowany, a wąski i arystokratyczny nos sprawiał, że każda mina chłopaka zdawała się świadczyć o jego czujności. Podejrzewałam, że gdyby nie był tak irytująco świadomy swojej inteligencji, prezentowałby się całkiem atrakcyjnie.
- Ponieważ, jak sam pan stwierdził, panie profesorze, gardło poderżnięto od lewej do prawej. Zważywszy na to, że większość ludzi jest praworęczna, na podstawie opisanego przez pana kierunku ułożenia noża w dół oraz statystycznego prawdopodobieństwa można założyć, że sprawca był w rzeczy samej praworęczny i najłatwiej było mu dokonać zbrodni zza pleców ofiary.
Thomas chwycił siedzącego obok studenta i podźwignął go z miejsca, żeby zademonstrować, co ma na myśli. Nogi krzesła zazgrzytały o kafelki na podłodze, kiedy chłopak usiłował się oswobodzić, ale Thomas trzymał go mocno, niczym boa dusiciel ofiarę.
- Zapewne otoczył lewą ręką jej klatkę piersiową lub tułów, przyciągnął ją do siebie w taki sposób... - Tarmosił kolegę na wszystkie strony. - ...zapewne wyszeptał jej coś do ucha, żeby nie wzywała pomocy, bo jak sam pan powiedział, nikt niczego nie słyszał, i płynnym ruchem przejechał nożem po jej gardle. Zrobił to raz, kiedy stała, i drugi, gdy upadła. Nawet nie zdążyła się zorientować, co się dzieje.
Po zademonstrowaniu, jak zbrodniarz niemal pozbawił ofiarę głowy, Thomas upuścił chłopaka i przeszedł nad nim na swoje miejsce, gdzie ponownie przybrał lekko znudzony wyraz twarzy.
- Gdyby pokusił się pan o analizę plam krwi w rzeźni, z pewnością odkryłby pan odwrotny ślad, gdyż zwierzęta zwykle się zabija, kiedy wiszą głową w dół - dodał.
- Ha! - Stryj klasnął z taką mocą, że po sali rozeszło się echo.
Drgnęłam nerwowo, ale na szczęście większość grupy też podskoczyła na drewnianych krzesłach. Nie ulegało wątpliwości, że stryj pasjonuje się morderstwami.
- Dlaczego zatem sceptycy się upierają, że krew nie zbryzgała górnej części ogrodzenia? - Stryj uderzył pięścią w otwartą dłoń. - Strumień z otwartej żyły szyjnej powinien pulsacyjnie ochlapać wszystko dookoła. Wystarczy spytać innych medycznych ekspertów obecnych na miejscu zbrodni.
Thomas skinął głową, jakby spodziewał się właśnie tego pytania.
- Przecież to całkiem proste, prawda? W chwili napaści ofiara miała na szyi chustkę, która potem spadła. A może morderca zerwał ją z szyi tej kobiety, by wytrzeć nóż? Niewykluczone, że cierpi na taką czy inną nerwicę.
Cisza wokół wydawała się gęsta niczym mgła na East Endzie. Oczom wszystkich ukazał się nakreślony przez Thomasa barwny obraz. Stryj mnie uczył, jak istotne w tego typu sprawach jest trzymanie emocji na wodzy, ale osobiście miałabym trudności z mówieniem o kobiecie jak o prowadzonym na rzeź zwierzęciu.
Nawet jeśli niewiele ją łączyło z przyzwoitą częścią społeczeństwa.
Z wysiłkiem przełknęłam ślinę. Wyglądało na to, że Thomas nie tylko potrafił niepokojąco trafnie wskazać, dlaczego morderca dopuścił się swojego czynu, ale też odciąć się od emocji, kiedy mu to było na rękę. Stryj zareagował dopiero po kilku sekundach. Wyszczerzył zęby w uśmiechu szaleńca, a jego oczy rozbłysły, jakby pod czaszką zapłonął mu ogień.
Skręciło mnie z zazdrości. Nie wiedziałam, czy denerwuje mnie aprobata stryja dla kogoś innego, czy też sama chciałabym porozmawiać z tym irytującym chłopakiem. Ze wszystkich zgromadzonych na sali on jeden nie kulił się ze strachu na myśl o brutalności tej zbrodni. Zdawał się rozumieć, że lęk nie zapewni sprawiedliwości rodzinom ofiar.
Otrząsnęłam się z tych rozmyślań i skupiłam na lekcji.
- Niezrównane zdolności dedukcyjne, Thomasie. Ja również uważam, że naszą ofiarę zaatakowano od tyłu, kiedy stała. Nóż najprawdopodobniej miał od piętnastu do dwudziestu centymetrów długości. - Stryj umilkł, żeby za pomocą dłoni zademonstrować grupie rozmiar ostrza.
Zrobiło mi się nieswojo. Mniej więcej taką samą długość miał skalpel, z którego korzystałam wczoraj wieczorem.
Stryj odkaszlnął.
- Wnioskując z nierównych krawędzi rany brzusznej, powiedziałbym, że cios zadano pośmiertnie, w miejscu znalezienia zwłok. Zaryzykowałbym również tezę, że coś przeszkodziło naszemu mordercy i nie osiągnął tego, co wcześniej zaplanował. Mam przeczucie, że mógł być albo leworęczny, albo oburęczny, a opieram to twierdzenie na innych dowodach, których dotąd nie ujawniłem.
Chłopak w pierwszym rzędzie uniósł trzęsącą się rękę.
- Jak to? - spytał. - Co sobie wcześniej zaplanował?
- Obyśmy się tego nie dowiedzieli - odparł stryj ponuro.
Podkręcił jasny wąs, jak to miał w zwyczaju, kiedy się zamyślał. Wiedziałam, że to, co zaraz powie, nie będzie przyjemne.
Po chwili opuścił rękę i stanął za biurkiem, a ja nieświadomie zacisnęłam palce na krawędziach krzesła tak mocno, że pobladły mi kostki. Po chwili rozluźniłam chwyt, ale tylko odrobinę.
- Ujawnię swoje teorie przez wzgląd na tę lekcję. - Stryj znowu rozejrzał się po pomieszczeniu. - Uważam, że mordercy zależało na organach ofiary, jednak detektywi nie podzielają mojego poglądu w tej materii. Mam nadzieję, że racja jest po ich stronie.
Gdy rozgorzała dyskusja na temat przedstawionej przez stryja teorii, zajęłam się przerysowywaniem szkiców anatomicznych, które na początku lekcji nakreślił pośpiesznie na tablicy. Musiałam oczyścić umysł, więc ozdobiłam zeszyt rysunkami pokrojonych świń, żab, szczurów, a nawet bardziej niepokojących rzeczy, takich jak ludzkie jelita i serca.
Stronice kajetu zapełniały się obrazami, które nie powinny fascynować damy, ja jednak nie potrafiłam powściągnąć ciekawości.
Nagle na moje rysunki padł cień. Nie wiem, dlaczego od razu się domyśliłam, że stoi przede mną Thomas, zanim jeszcze zdążył się odezwać.
- Cień powinien być z lewej strony ciała, inaczej wygląda jak plama krwi.
Napięłam mięśnie, ale zacisnęłam usta tak mocno, jakby je zaszył nadgorliwy pracownik domu pogrzebowego. Czułam, że pod moją skórą płonie ogień, i przeklęłam reakcję swojego ciała na tego nieznośnego chłopaka.
- Szczerze mówiąc, te niedorzeczne smugi nadają się tylko do wymazania. - Thomas dalej krytykował moją pracę. - Światło latarni padało pod innym kątem. Wszystko jest nie tak.
- Szczerze mówiąc, powinien pan pilnować swojego nosa.
Zamknęłam oczy, rugając się w duchu. A przecież tak dobrze sobie radziłam, nie odzywałam się ani nie nawiązałam kontaktu z pozostałymi studentami. Jedno potknięcie mogło mnie kosztować miejsce na zajęciach.
Pamiętając, że nie wolno okazywać strachu przed wściekłym psem, wbiłam w Thomasa surowe spojrzenie. Uniósł kąciki ust w półuśmiechu, a mój puls przyśpieszył jak koń ciągnący powóz przez Trafalgar Square. Powtórzyłam sobie, że mam do czynienia z nadętym bubkiem i uznałam, że moje serce zabiło mocniej wyłącznie ze zdenerwowania. Wolałabym wykąpać się w formalinie niż wylecieć z zajęć przez takiego aroganta.
I co z tego, że był przystojny?
- Bardzo dziękuję za tę uwagę - wycedziłam przez zaciśnięte zęby, starając się za wszelką cenę obniżyć głos. - Niemniej będzie lepiej, jeśli uprzejmie pozwoli mi pan skupić się na nauce.
Jego oczy zabłysły, jakby odkrył niebywale śmieszny sekret. Wiedziałam, że bawi się ze mną w wyjątkowo sprytnego kotka i myszkę.
- No dobrze, panie...? - Zawiesił głos.
Słowo "panie" wypowiedział w absolutnie jednoznaczny sposób. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wcale nie jestem młodym mężczyzną, ale z sobie tylko znanego powodu postanowił ciągnąć tę grę. Ów przejaw litości sprawił, że nieco złagodniałam. Mój puls ponownie przyśpieszył, gdy sobie uświadomiłam, że połączyła nas wspólna tajemnica.
- Wadsworth - wyszeptałam, darując sobie zmianę głosu. - Nazywam się Audrey Rose Wadsworth.
Na jego twarzy dostrzegłam zrozumienie, kiedy zerknął na mojego nadal pogrążonego w ożywionej dyspucie stryja. Podał mi rękę, którą niechętnie uścisnęłam, licząc na to, że moja dłoń nie jest spocona ze zdenerwowania.
Może przyjemnie byłoby z kimś porozmawiać o tych ponurych sprawach.
- Chyba poznaliśmy się wczoraj wieczorem - zauważyłam nieco śmielej. Thomas zmarszczył brwi, a po moim przypływie odwagi nie pozostał nawet ślad. - W laboratorium mojego stryja?
- Bardzo mi przykro. - Wyraźnie się zachmurzył. - Niestety, nie mam pojęcia, o co chodzi. To nasza pierwsza rozmowa.
- Wczoraj w zasadzie nie rozmawialiśmy...
- Miło panią poznać, Wadsworth. W przyszłości na pewno nie zabraknie nam tematów do rozmów. Mam na myśli najbliższą przyszłość, gdyż dzisiaj wieczorem przychodzę na praktyki do pani stryja. Może pozwoli mi pani na zweryfikowanie kilku teorii?
- Jakich dokładnie teorii? - spytałam, znowu stając w pąsach.
- Tych, które dotyczą pani skandalicznej decyzji o udziale w tych zajęciach, rzecz jasna. - Uśmiechnął się szeroko. - Niecodziennie spotyka się tak dziwną młodą kobietę.
Przyjazne ciepło, które odczuwałam w jego obecności, zamarzło niczym staw podczas wyjątkowo mroźnej zimy. Szczególnie że wydawał się kompletnie nieświadomy tego, jaki jest irytujący z tym swoim beztroskim uśmieszkiem.
- Po prostu uwielbiam czerpać satysfakcję z rozwiązania zagadki i udowodnienia innym, że miałem rację - dodał.
Z najwyższym trudem ugryzłam się w język i tylko uśmiechnęłam się z napięciem. Ciotka Amelia byłaby dumna, że jej lekcje etykiety nie poszły na marne.
- Nie mogę się doczekać, aż poznam pańską błyskotliwą teorię na temat moich wyborów życiowych, panie...?
- Panowie! - zawołał stryj. - Proszę o uwagę. Chciałbym, żeby każdy z was spisał swoje teorie na temat zamordowania panny Mary Ann Nichols i przyniósł je na jutrzejsze zajęcia.
Thomas po raz ostatni obdarzył mnie szatańskim uśmieszkiem i powrócił do swoich notatek. Gdy zamykałam kajet i zbierałam swoje rzeczy, mimowolnie myślałam o tym, że być może i on skrywa prawdziwie irytującą tajemnicę.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki