Jak nie umrzeć przedwcześnie. Co jeść, aby dłużej cieszyć się zdrowiem - Michael Greger, Gene Stone

-
Proszę czekać

Przed­mowa

Przed­mowa

Wszystko zaczęło się od mojej babki.

Byłem jesz­cze dziec­kiem, kiedy leka­rze ode­słali ją w wózku inwa­lidz­kim do domu, by tu umarła. Z dia­gnozą cho­roby wień­co­wej w koń­co­wym sta­dium miała już za sobą tak wiele by-pas­sów, że chi­rur­dzy zre­zy­gno­wali z dal­szych prób - uszko­dze­nia powo­do­wane przez każdą ope­ra­cję na otwar­tym sercu wyma­gały następ­nej ope­ra­cji, jesz­cze trud­niej­szej, aż w końcu zosta­li­śmy bez wyj­ścia. Była przy­kuta do wózka inwa­lidz­kiego i drę­czona przez nie­zno­śne bóle w piersi. Leka­rze powie­dzieli, że nie mogą jej już w niczym pomóc. Jej życie dobie­gało końca w wieku sześć­dzie­się­ciu pię­ciu lat.

Myślę, że tym, co skła­nia wielu mło­dych ludzi do wyboru zawodu leka­rza, jest obser­wo­wa­nie w dzie­ciń­stwie cięż­kiej cho­roby lub nawet śmierci kogoś bli­skiego. W moim przy­padku była to moż­li­wość przy­glą­da­nia się, jak zdro­wie babki ulega popra­wie.

Wkrótce po tym, jak została wypi­sana ze szpi­tala, by spę­dzić swoje ostat­nie dni w domu, w pro­gra­mie 60 Minu­tes przed­sta­wiono postać Nathana Pri­ti­kina, pio­niera medy­cyny pro­fi­lak­tycz­nej, który zdo­był sobie repu­ta­cję leka­rza potra­fią­cego zwal­czyć cho­robę serca nawet w sta­nie ter­mi­nal­nym. Wła­śnie otwo­rzył nowy ośro­dek w Kali­for­nii i moja babka w despe­ra­cji zdo­była się na podróż przez cały kraj, by zostać jedną z pierw­szych jego pacjen­tek. W ośrodku cho­rzy byli prze­sta­wiani na dietę roślinną, a następ­nie brali udział w stop­niowo roz­sze­rza­nym pro­gra­mie ćwi­czeń. Moją babkę zawie­ziono tam na wózku, a wyszła stam­tąd o wła­snych siłach.

Ni­gdy tego nie zapo­mnę.

Zna­la­zło się nawet dla niej miej­sce w bio­gra­fii Pri­ti­kina zaty­tu­ło­wa­nej Pri­ti­kin: The Man Who Healed Ame­rica's Hearth (Pri­ti­kin. Czło­wiek, który ule­czył serce Ame­ryki). Babkę opi­sano w niej jako jedną z osób "sto­ją­cych u wrót śmierci":

Fran­ces Gre­ger z North Miami na Flo­ry­dzie przy­je­chała do Santa Bar­bara na jedną z pierw­szych sesji Pri­ti­kina, sie­dząc w wózku inwa­lidz­kim. Miała roz­wi­niętą cho­robę serca, dusz­nicę bole­sną i chro­ma­nie prze­stan­kowe. Jej stan był tak zły, że nie mogła cho­dzić, gdyż dozna­wała przy tym sil­nych bólów w piersi i nogach. Jed­nakże w ciągu trzech tygo­dni nie tylko wstała ze swo­jego wózka, ale nawet zaczęła odby­wać dzie­się­cio­mi­lowe spa­cery1.

Dla mnie, dziecka, liczyło się tylko jedno: mogłem znowu bawić się z bab­cią. Z upły­wem lat doro­słem do zro­zu­mie­nia, jak ważna rzecz się zda­rzyła. W tam­tych cza­sach leka­rze nie wyobra­żali sobie nawet, by było moż­liwe wyle­cze­nie cho­roby wień­co­wej. Aby opóź­nić jej postępy, poda­wano cho­rym leki, a inter­wen­cje chi­rur­giczne spro­wa­dzały się do omi­ja­nia zablo­ko­wa­nych odcin­ków tęt­nic, co łago­dziło symp­tomy cho­roby. Zakła­dano, że stan cho­rego będzie się nie­uchron­nie pogar­szał aż do jego śmierci. Dziś wiemy, że po odsta­wie­niu zapy­cha­ją­cej tęt­nice żyw­no­ści roz­po­czyna się pro­ces samo­ist­nego powrotu do zdro­wia i w wielu przy­pad­kach naczy­nia krwio­no­śne udraż­niają się bez udziału leków czy inter­wen­cji chi­rur­gicznej.

Moja babka usły­szała od leka­rzy wyrok śmierci w wieku sześć­dzie­się­ciu pię­ciu lat. Dzięki zdro­wej die­cie i sty­lowi życia przez kolejne trzy­dzie­ści jeden lat cie­szyła się obec­no­ścią na tym świe­cie i towa­rzy­stwem swo­ich sze­ściorga wnu­cząt. Kobieta, któ­rej w pew­nym momen­cie leka­rze dawali tylko kilka tygo­dni życia, zmarła dopiero w wieku dzie­więć­dzie­się­ciu sze­ściu lat. Jej nie­mal cudowne wyzdro­wie­nie nie tylko zain­spi­ro­wało jed­nego z owych wnu­ków do robie­nia kariery w medy­cy­nie, ale nawet pozwo­liło jej dotrwać w zdro­wiu do chwili, gdy otrzy­mał dyplom leka­rza.

W cza­sie gdy sta­łem się leka­rzem, wielcy pio­nie­rzy w rodzaju Deana Orni­sha, zało­ży­ciela i pre­zesa nie­ko­mer­cyj­nego Insty­tutu Badań Medy­cyny Pro­fi­lak­tycz­nej, zdą­żyli już udo­wod­nić bez cie­nia wąt­pli­wo­ści, że odkry­cia Pri­ti­kina były praw­dziwe. Wyko­rzy­stu­jąc naj­now­sze osią­gnię­cia tech­niczne - tomo­gra­fię pozy­to­nową (PET)2, arte­rio­gra­fię naczyń wień­co­wych3 i wen­try­ku­lo­gra­fię4 - dr Ornish i jego współ­pra­cow­nicy wyka­zali, że podej­ście zupeł­nie nie­tech­niczne - odpo­wied­nia dieta i zmiana stylu życia - jest w sta­nie odwró­cić postępy cho­roby wień­co­wej, naszego czo­ło­wego zabójcy.

Prace zespołu dr. Orni­sha publi­ko­wano w naj­bar­dziej pre­sti­żo­wych pismach medycz­nych świata. A jed­nak prak­tyka lekar­ska zmie­niła się w zni­ko­mym stop­niu. Dla­czego? Dla­czego leka­rze wciąż zapi­sują pacjen­tom leki i odwo­łują się do chi­rur­gii, dla­czego pró­bują jedy­nie tłu­mić objawy cho­roby serca, by odwlec to, co przy­wy­kli uwa­żać za nie­uchronne - przed­wcze­sną śmierć?

Pobu­dziło mnie to do dzia­ła­nia. Otwo­rzyły mi się oczy i dostrze­głem, że na kształt medy­cyny obok nauki wywie­rają wpływ także inne siły. Ame­ry­kań­ski sys­tem ochrony zdro­wia opiera się na modelu płat­nej usługi, w któ­rym leka­rze czer­pią zyski z zapi­sy­wa­nych pacjen­tom leków i pro­ce­dur. Sys­tem ten nagra­dza ilość, a nie jakość. Nic nie zara­biamy, poświę­ca­jąc czas na prze­ko­ny­wa­nie pacjen­tów o korzy­ściach ze zdro­wego spo­sobu odży­wia­nia się. Gdyby leka­rzom pła­cono za sku­tecz­ność, mie­liby finan­sową moty­wa­cję do zaj­mo­wa­nia się źró­dłami cho­rób zwią­za­nymi ze sty­lem życia. Dopóki sys­tem wynagra­dzania leka­rzy nie zosta­nie zmo­dy­fi­ko­wany, nie spo­dzie­wał­bym się dużych zmian na lep­sze w opiece zdro­wot­nej i edu­ka­cji medycz­nej5.

Tylko co czwarta uczel­nia medyczna ofe­ruje osobny kurs zasad zdro­wego odży­wia­nia6. Gdy po raz pierw­szy sta­ra­łem się o przy­ję­cie na uczel­nię, Uni­wer­sy­tet Cor­nella, facet prze­pro­wa­dza­jący ze mną roz­mowę wstępną stwier­dził z emfazą: "Spo­sób odży­wia­nia się nie ma więk­szego wpływu na ludz­kie zdro­wie". A był to pedia­tra! Wie­dzia­łem, że mam przed sobą długą drogę. Kiedy się nad tym zasta­na­wiam, docho­dzę do wnio­sku, że jedy­nym medy­kiem, jaki kie­dy­kol­wiek zadał mi pyta­nie, co jada któ­ryś z człon­ków naszej rodziny, był nasz wete­ry­narz.

Dzie­więt­na­ście uczelni było goto­wych mnie przy­jąć. Zde­cy­do­wa­łem się na Uni­wer­sy­tet Tuftsa, ponie­waż ofe­ro­wał naj­ob­szer­niej­szy kurs die­te­tyki - dwa­dzie­ścia jeden godzin zajęć, co i tak sta­no­wiło mniej niż jeden pro­cent całego pro­gramu.

W toku mojej edu­ka­cji medycz­nej przed­sta­wi­ciele firm far­ma­ceu­tycz­nych fun­do­wali mi nie­zli­czone obiady ze ste­kiem i wrę­czali fiku­śne gadżety, lecz ani razu nie ode­zwał się do mnie ktoś od pro­du­cen­tów bro­ku­łów. Wiel­kie kor­po­ra­cje mają potężne budżety na pro­mo­cję - dla­tego sły­szy­cie o naj­now­szych lekach w tele­wi­zji. Z tego samego powodu zapewne ni­gdy nie widzie­li­ście reklamy słod­kich ziem­nia­ków i dla­tego też wie­dza o tym, jak wielki wpływ ma spo­sób odży­wia­nia się na zdro­wie i dłu­gość życia, nie może się prze­bić do sze­ro­kiej publicz­no­ści: nie­wiele na tym można zaro­bić.

Pod­czas stu­diów, cho­ciaż mia­łem te dwa­dzie­ścia jeden godzin die­te­tyki, nie usły­sza­łem żad­nej wzmianki o zna­cze­niu diety w przy­padku cho­rób prze­wle­kłych. Inte­re­so­wa­łem się tym zagad­nie­niem wyłącz­nie ze względu na wła­sną histo­rię rodzinną.

Pochło­nął mnie w tym cza­sie pro­blem: skoro sku­teczny spo­sób lecze­nia cho­roby zabi­ja­ją­cej naj­wię­cej Ame­ry­ka­nów zagi­nął gdzieś w cze­lu­ściach lite­ra­tury medycz­nej, to co jesz­cze się w niej kryje? Doj­ście do tego wszyst­kiego stało się moją życiową misją.

Lata spę­dzone w Bosto­nie zeszły mi w więk­szo­ści na błą­dze­niu pomię­dzy zaku­rzo­nymi pół­kami w pod­zie­miu Har­wardz­kiej Biblio­teki Medycz­nej Coun­twaya. Roz­po­czą­łem prak­tykę lekar­ską, ale nie­za­leż­nie od tego, iloma pacjen­tami zaj­mo­wa­łem się codzien­nie w kli­nice, tylko spo­ra­dycz­nie mia­łem oka­zję wpły­nąć na styl życia całych rodzin. Czu­łem, że jest to kro­pla w morzu potrzeb. Wybra­łem inną drogę.

Przy wspar­ciu Ame­ry­kań­skiego Sto­wa­rzy­sze­nia Stu­den­tów Medy­cyny posta­wi­łem sobie za cel wygła­sza­nie co dwa lata wykładu w każ­dej uczelni medycz­nej kraju, aby w ten spo­sób wywrzeć wpływ na całe nowe poko­le­nie leka­rzy. Pra­gną­łem, żeby żaden świeżo upie­czony lekarz nie opusz­czał szkoły bez tego narzę­dzia - wie­dzy o potę­dze wła­ści­wego żywie­nia - w swo­jej lekar­skiej tor­bie. Skoro moja babka nie umarła w wyniku cho­roby wień­co­wej, to nie powinno się to zda­rzać żad­nemu star­cowi.

Bywały okresy, kiedy wygła­sza­łem po czter­dzie­ści pre­lek­cji mie­sięcz­nie. Przy­jeż­dża­łem do jakie­goś mia­sta, z samego rana mia­łem wystą­pie­nie w Rotary Club, po lun­chu przed­sta­wia­łem pre­zen­ta­cję na uczelni medycz­nej, a wie­czo­rem prze­ma­wia­łem na zebra­niu lokal­nej spo­łecz­no­ści. Nie­mal miesz­ka­łem w samo­cho­dzie. W sumie odby­łem ponad tysiąc wystą­pień na całym świe­cie.

Oczy­wi­ście nie dało się tak żyć na dłuż­szą metę. Z tego powodu roz­pa­dło się moje mał­żeń­stwo. Ponie­waż mia­łem wię­cej zapro­szeń, niż byłem w sta­nie przy­jąć, zaczą­łem wyniki moich prac badaw­czych nagry­wać na płyty DVD, two­rząc serię pod tytu­łem Latest in Cli­ni­cal Nutri­tion (Die­te­tyka kli­niczna). Aż trudno uwie­rzyć, że zbli­żam się już do trzy­dzie­stego odcinka. Zysk ze sprze­daży tych płyt prze­zna­czam bez­po­śred­nio na cele cha­ry­ta­tywne, podob­nie jak hono­ra­ria za wykłady i dochody z ksią­żek, także z tej, którą wła­śnie czy­ta­cie.

Korup­cyjny wpływ kapi­tału na medy­cynę wydaje mi się jesz­cze poważ­niej­szy w dzie­dzi­nie odży­wia­nia. Każdy ma tu jakiś ulu­biony cudo­twór­czy pro­dukt. Wiele jest głę­boko zako­rze­nio­nych dogma­tów, a infor­ma­cje zbyt czę­sto dobie­rane ten­den­cyj­nie dla popar­cia przy­ję­tych z góry tez.

To prawda, ja też mam swoje prze­gię­cia. Cho­ciaż moją pier­wotną moty­wa­cją była tro­ska o zdro­wie ludz­kie, z cza­sem sta­łem się wręcz miło­śni­kiem zwie­rząt. Naszym domem rzą­dzą trzy koty i pies, a ja sam poświę­ci­łem dużą część życia zawo­do­wego na pracę dla Human Society of the Uni­ted Sta­tes1 w roli dyrek­tora do spraw zdro­wia publicz­nego. Tak więc - podob­nie jak wielu innych ludzi - trosz­czę się o los zwie­rząt, które zja­damy, ale przede wszyst­kim jestem leka­rzem. Moim pod­sta­wo­wym obo­wiąz­kiem zawsze była tro­ska o pacjen­tów i zawsze dba­łem o moż­li­wie dobre wywa­że­nie argu­men­tów.

W kli­nice docie­ra­łem do setek osób, pod­czas pre­lek­cji objaz­do­wych do tysięcy. Lecz ta życiowo ważna infor­ma­cja powinna docie­rać do milio­nów. Zapu­ka­łem do Jesse'a Rascha, kana­dyj­skiego filan­tropa, który zgo­dził się z moim poglą­dem, że oparta na nauko­wych dowo­dach wie­dza o pra­wi­dło­wym odży­wia­niu powinna być łatwo dostępna dla wszyst­kich. Fun­da­cja zało­żona przez niego i jego żonę Julie zamie­ściła wszyst­kie moje prace w sieci - tak naro­dził się por­tal Nutri­tion­Facts.org. Sie­dząc w piża­mie przed kom­pu­te­rem, mogę teraz prze­ma­wiać do więk­szej liczby ludzi niż wtedy, gdy oso­bi­ście prze­mie­rza­łem świat.

Samo­wy­star­czalna orga­ni­za­cja non pro­fit Nutri­tion­Facts.org dys­po­nuje obec­nie ponad tysią­cem pre­zen­ta­cji wideo na nie­mal każdy istotny temat z dzie­dziny odży­wia­nia, a ja codzien­nie dodaję nowe filmy i arty­kuły. Wszystko to jest dostępne za darmo i bez ogra­ni­czeń. Nie ma tam reklam, nie spon­so­rują nas żadne kor­po­ra­cje. To po pro­stu dzieło miło­ści.

Kiedy przed ponad dzie­się­ciu laty roz­po­czy­na­łem tę pracę, sądzi­łem, że wła­ści­wym roz­wią­za­niem jest szko­le­nie medy­ków, edu­ka­cja zawo­dowa. Lecz wobec demo­kra­ty­za­cji dostępu do infor­ma­cji leka­rze nie mogą dłu­żej strzec swo­jego mono­polu na wie­dzę o ludz­kim zdro­wiu. Sądzę, że w przy­padku pro­stych i bez­piecz­nych zale­ceń doty­czą­cych stylu życia o wiele sku­tecz­niej­sze jest docie­ra­nie bez­po­śred­nio do pacjen­tów. W nie­daw­nym ogól­no­kra­jo­wym bada­niu nad pora­dami lekar­skimi wyszło na jaw, że tylko jeden na pię­ciu pala­czy był przez swego leka­rza pouczany, że powi­nien rzu­cić papie­rosy7. Nie musisz cze­kać, aż lekarz powie ci, że pale­nie jest szko­dliwe, i podob­nie nie musisz na niego cze­kać, żeby zacząć zdro­wiej się odży­wiać. Razem możemy zade­mon­stro­wać moim kole­gom medy­kom praw­dziwą potęgę zdro­wego stylu życia.

Miesz­kam dziś na przed­mie­ściu Waszyng­tonu w odle­gło­ści prze­jażdżki na rowe­rze od Naro­do­wej Biblio­teki Medycz­nej, naj­więk­szej tego typu pla­cówki na świe­cie. Tylko w ostat­nim roku wpły­nęło do niej ponad dwa­dzie­ścia cztery tysiące prac z dzie­dziny odży­wia­nia. Mam teraz do dys­po­zy­cji zna­ko­mity zespół zawo­do­wych rese­ar­che­rów oraz całą armię wolon­ta­riu­szy, któ­rzy poma­gają mi w prze­ko­py­wa­niu tej góry nowych infor­ma­cji. Niniej­sza książka to nie tylko jesz­cze jedno medium, za pomocą któ­rego mogę się dzie­lić moimi odkry­ciami, lecz także długo ocze­ki­wana oka­zja do prze­ka­za­nia przy­dat­nych rad, jak tę życio­dajną wie­dzę wyko­rzy­stać w prak­tyce dnia codzien­nego.

Myślę, że moja babka byłaby ze mnie dumna.

Human Society of the Uni­ted Sta­tes - naj­więk­sza ame­ry­kań­ska orga­ni­za­cja spo­łeczna dzia­ła­jąca na rzecz ochrony zwie­rząt (wszyst­kie przy­pisy dolne pocho­dzą od tłu­ma­cza). [wróć]

Wpro­wa­dze­nie

Wpro­wa­dze­nie

Jak odstra­szyć, aresz­to­wać lub zmu­sić do poprawy naszych naj­więk­szych zabój­ców

Nie ma cze­goś takiego jak śmierć ze sta­ro­ści. Na pod­sta­wie sys­te­ma­tycz­nego prze­glądu ponad czter­dzie­stu dwóch tysięcy autop­sji stwier­dzono, że spo­śród osób, które prze­żyły wię­cej niż sto lat, każda zmarła w wyniku jakiejś cho­roby. Cho­ciaż więk­szość z nich pra­wie do końca cie­szyła się zdro­wiem, nawet w opi­nii ich leka­rzy, nikt z tych ludzi nie umarł "ze sta­ro­ści"1. Do nie­dawna tak pode­szły wiek z zało­że­nia był trak­to­wany jako swo­ista cho­roba2, ale ludzie nie umie­rają dla­tego, że się zesta­rzeli. Umie­rają od cho­rób, naj­czę­ściej na zawał serca3.

Więk­szo­ści przy­pad­ków śmierci w Sta­nach Zjed­no­czo­nych można by zapo­biec. Wiążą się one ze spo­so­bem odży­wia­nia4. Nie­od­po­wied­nia dieta to naj­pow­szech­niej­sza przy­czyna przed­wcze­snego zgonu i naj­częst­sze źró­dło nie­peł­no­spraw­no­ści5. Zapewne więc die­te­tyka to rów­nież naj­waż­niej­szy przed­miot wykła­dany na uczel­niach medycz­nych, nie­praw­daż?

To smutne, ale tak nie jest. Według naj­now­szych badań tylko jedna czwarta uczelni ofe­ruje odrębny kurs die­te­tyki, co ozna­cza regres w porów­na­niu z 37 pro­cen­tami przed trzy­dzie­stu laty6. Pod­czas gdy więk­szość ludzi naj­wy­raź­niej wie­rzy, że leka­rze są bar­dzo wia­ry­god­nym źró­dłem infor­ma­cji o pra­wi­dło­wym odży­wia­niu7, sze­ściu na sied­miu dyplo­mo­wa­nych medy­ków ma poczu­cie, że bra­kuje im wie­dzy, by edu­ko­wać pacjen­tów w tej dzie­dzi­nie8. W pew­nym bada­niu stwier­dzono, że prze­ciętny czło­wiek z ulicy wie nie­kiedy wię­cej o odży­wia­niu niż jego lekarz: "Leka­rze powinni dys­po­no­wać obszer­niej­szą wie­dzą z dzie­dziny die­te­tyki niż ich pacjenci, lecz nasze wyniki wska­zują, że nie­ko­niecz­nie jest to prawda"9.

Aby zara­dzić tej sytu­acji, par­la­ment sta­nowy Kali­for­nii zapro­po­no­wał wpro­wa­dze­nie dla wszyst­kich leka­rzy obo­wiązku odby­cia w ciągu następ­nych czte­rech lat co naj­mniej dwu­na­sto­go­dzin­nego szko­le­nia z dzie­dziny die­te­tyki. Może będzie­cie zasko­czeni, dowia­du­jąc się, że ostro prze­ciw­sta­wiło się takiej decy­zji Kali­for­nij­skie Sto­wa­rzy­sze­nie Medyczne, a także inne główne orga­ni­za­cje zawo­dowe leka­rzy, wśród nich Kali­for­nij­ska Aka­de­mia Leka­rzy Rodzin­nych10. Mini­malny zakres obli­ga­to­ryj­nego szko­le­nia sko­ry­go­wano naj­pierw z dwu­na­stu do sied­miu godzin w ciągu czte­rech lat, a następ­nie zre­zy­gno­wano z niego cał­ko­wi­cie.

Służby medyczne Kali­for­nii wpro­wa­dziły nato­miast inne obo­wiąz­kowe szko­le­nie: dwa­na­ście godzin na temat walki z bólem i opieki nad ter­mi­nal­nie cho­rymi11. Ta dys­pro­por­cja pomię­dzy pro­fi­lak­tyką cho­rób a zwy­kłym łago­dze­niem cier­pień może posłu­żyć jako meta­fora współ­cze­snej medy­cyny. Jeden dok­tor dzien­nie i jabłka nie­po­trzebne1.

Jesz­cze w 1903 roku Tho­mas Edi­son prze­po­wia­dał: "Lekarz przy­szło­ści nie będzie poda­wał żad­nych lekarstw, lecz pouczy pacjenta o ogra­ni­cze­niach w jedze­niu, o przy­czy­nach cho­rób i o zapo­bie­ga­niu im"12. To przy­kre, ale wystar­czy kilka minut oglą­da­nia w tele­wi­zji reklam far­ma­ceu­tycz­nych zachę­ca­ją­cych widzów, żeby "zapy­tali swo­jego leka­rza" o te czy inne pigułki, a już wiemy, że prze­po­wied­nia Edi­sona się nie speł­nia. Zba­dano prze­bieg tysięcy wizyt w gabi­ne­cie lekar­skim i stwier­dzono, że średni czas, jaki leka­rze pierw­szego kon­taktu poświę­cają na roz­mowę o spo­so­bie odży­wia­nia, jest rzędu dzie­się­ciu sekund13.

Ależ ludzie, prze­cież mamy XXI wiek! Czy nie możemy jeść tego, na co mamy ochotę, i po pro­stu zaży­wać odpo­wied­nie leki, kiedy mamy pro­blemy ze zdro­wiem? Zbyt wielu pacjen­tów, a nawet moich kole­gów leka­rzy repre­zen­tuje takie nasta­wie­nie. Glo­balne wydatki na lekar­stwa wyda­wane na receptę prze­kra­czają bilion dola­rów rocz­nie, przy czym Stany Zjed­no­czone sta­no­wią około jed­nej trze­ciej czę­ści tego rynku14. Dla­czego wyda­jemy tak dużo na pigułki? Wielu ludzi uważa, że rodzaj śmierci jest zako­do­wany w naszych genach. Nad­ci­śnie­nie w wieku pięć­dzie­się­ciu pię­ciu lat, zawał serca po sześć­dzie­siątce, być może rak po sie­dem­dzie­siątce i tak dalej... Lecz bada­nia naukowe wyka­zują, że w przy­padku więk­szo­ści naj­częst­szych przy­czyn śmierci geny odpo­wia­dają naj­wy­żej za 10-20 pro­cent ryzyka15. Na przy­kład, jak prze­czy­ta­cie w tej książce, odse­tek osób umie­ra­ją­cych na atak serca czy nowo­twory zło­śliwe różni się nawet stu­krot­nie w poszcze­gól­nych popu­la­cjach kuli ziem­skiej. Kiedy jed­nak ktoś prze­nosi się z kraju niskiego ryzyka do kraju ryzyka wyso­kiego, praw­do­po­do­bień­stwo cho­roby pra­wie zawsze zmie­nia się u niego odpo­wied­nio do nowego śro­do­wi­ska16. Nowa dieta, nowe cho­roby. Tak więc o ile sześć­dzie­się­cio­letni Ame­ry­ka­nin miesz­ka­jący w San Fran­ci­sco ma około 5 pro­cent szans na to, że w ciągu pię­ciu następ­nych lat dozna zawału serca, o tyle wystar­czy, by prze­niósł się do Japo­nii i zaczął jeść oraz żyć jak Japoń­czyk, by ryzyko spa­dło do zale­d­wie jed­nego pro­centa. U Ame­ry­ka­nów japoń­skiego pocho­dze­nia w wieku czter­dzie­stu lat praw­do­po­do­bień­stwo zawału jest takie jak u Japoń­czyków sześć­dzie­się­cio­letnich. Przej­ście na ame­ry­kań­ski styl życia posta­rza ich serca o całe dwa­dzie­ścia lat17.

W Kli­nice Mayo oce­niono, że bli­sko 70 pro­cent Ame­ry­ka­nów zażywa przy­naj­mniej jeden lek na receptę18. Ale pomimo faktu, że w naszym kraju wię­cej ludzi żyje na lekach, niż obcho­dzi się bez nich, nie wspo­mi­na­jąc już o sta­łym zale­wie rynku przez coraz now­sze i droż­sze far­ma­ceu­tyki, nie żyjemy wcale o wiele dłu­żej niż inni. Pod wzglę­dem ocze­ki­wa­nej dłu­go­ści życia Stany Zjed­no­czone wahają się pomię­dzy dwu­dzie­stym siód­mym a dwu­dzie­stym ósmym miej­scem wśród trzy­dzie­stu czte­rech naj­wy­żej roz­wi­nię­tych demo­kra­cji wol­no­ryn­ko­wych. W Sło­we­nii ludzie żyją dłu­żej niż u nas19. Przy tym nasze koń­cowe lata nie­ko­niecz­nie prze­ży­wamy w zdro­wiu i pełni wigoru. W 2011 roku opu­bli­ko­wano w "Jour­nal of Geron­to­logy" przy­gnę­bia­jącą ana­lizę śmier­tel­no­ści i zapa­dal­no­ści na cho­roby. Czy Ame­ry­ka­nie żyją dziś dłu­żej niż w poprzed­nim poko­le­niu? For­mal­nie bio­rąc, tak. Ale czy te zyskane lata są latami zdro­wia? Nie. I nie to nawet jest naj­gor­sze, lecz to, że mamy obec­nie w życiu mniej zdro­wych lat niż kie­dyś20.

Oto fakty: w 1998 roku dwu­dzie­sto­la­tek mógł liczyć, że prze­żyje jesz­cze pięć­dzie­siąt osiem lat, pod­czas gdy w 2006 roku miał już prawo spo­dzie­wać się pięć­dzie­się­ciu dzie­wię­ciu. Jed­nakże dwu­dzie­sto­la­tek z lat dzie­więć­dzie­sią­tych miał się bory­kać z chro­niczną cho­robą przez dzie­sięć z tych lat, obec­nie, cier­piąc na cho­roby serca, raka czy cukrzycę, naj­praw­do­po­dob­niej prze­żyje aż trzy­na­ście lat. Wygląda więc na to, że zro­bi­li­śmy krok naprzód i trzy kroki wstecz. Bada­cze stwier­dzili także, że mamy teraz o dwa lata aktyw­no­ści mniej - czyli w ciągu tych dwóch lat nie jeste­śmy już w sta­nie wyko­ny­wać pro­stych życio­wych czyn­no­ści w rodzaju kil­ku­set­me­tro­wego spa­ceru, dwu­go­dzin­nego sta­nia lub sie­dze­nia bez koniecz­no­ści przyj­mo­wa­nia pozy­cji leżą­cej albo wsta­wa­nia bez spe­cjal­nych urzą­dzeń21. Ina­czej mówiąc, żyjemy dłu­żej, ale żyjemy gorzej.

Wobec rosną­cej liczby scho­rzeń jest cał­kiem moż­liwe, że nasze dzieci będą umie­rać wcze­śniej. Spe­cjalny raport opu­bli­ko­wany w "New England Jour­nal of Medi­cine" pod tytu­łem Poten­cjalne zała­ma­nie ocze­ki­wa­nej dłu­go­ści życia w Sta­nach Zjed­no­czo­nych w XXI wieku koń­czy się kon­klu­zją: "Obser­wo­wany współ­cze­śnie stały wzrost ocze­ki­wa­nej dłu­go­ści życia może wkrótce nale­żeć do prze­szło­ści i dzi­siej­sza mło­dzież będzie żyła w gor­szym zdro­wiu, a może nawet kró­cej niż jej rodzice"22.

W publicz­nych szko­łach medycz­nych stu­denci dowia­dują się, że ist­nieją trzy poziomy medy­cyny pro­fi­lak­tycz­nej. Pierw­szy to pre­wen­cja pier­wotna, na przy­kład dzia­ła­nia mające uchro­nić ludzi przed cho­robą wień­cową, zanim doznają pierw­szego zawału - lekarz zapi­suje ci leki obni­ża­jące poziom cho­le­ste­rolu. O pre­wen­cji wtór­nej mówimy, jeśli już jesteś chory i cho­dzi o to, by zapo­biec pogor­sze­niu się tego stanu, na przy­kład nie dopu­ścić do dru­giego zawału. W tym celu lekarz dołą­cza do two­jego sta­łego reper­tu­aru aspi­rynę czy coś podob­nego. Wresz­cie trzeci poziom medy­cyny pro­fi­lak­tycz­nej polega na udzie­la­niu prze­wle­kle cho­remu pomocy w radze­niu sobie z dole­gli­wo­ściami. Twój lekarz może więc zapro­po­no­wać pro­gram reha­bi­li­ta­cji, zapo­bie­ga­jący dal­szemu pogor­sze­niu wydol­no­ści fizycz­nej i bólowi23. W 2000 roku zapro­po­no­wano jesz­cze czwarty poziom. Na czym mia­łaby pole­gać ta czwar­to­rzę­dowa pre­wen­cja? Na ogra­ni­cza­niu powi­kłań spo­wo­do­wa­nych przez leki i inter­wen­cje chi­rur­giczne sto­so­wane na poprzed­nich trzech pozio­mach24. Ludzie zdają się jed­nak zapo­mi­nać o pią­tej kon­cep­cji, okre­śla­nej jako pre­wen­cja pod­sta­wowa, którą wpro­wa­dziła po raz pierw­szy Świa­towa Orga­ni­za­cja Zdro­wia w 1978 roku. Po dzie­się­cio­le­ciach kon­cep­cja ta została w końcu zaak­cep­to­wana przez Ame­ry­kań­skie Sto­wa­rzy­sze­nie na rzecz Serca (ASS)25.

Pre­wen­cję pod­sta­wową wyobra­żano sobie jako stra­te­gię mającą na celu uchro­nie­nie całego spo­łe­czeń­stwa przed czyn­ni­kami ryzyka cho­roby prze­wle­kłej. A więc nie tylko zapo­bie­ga­nie cho­ro­bie jako takiej, lecz rów­nież prze­ciw­dzia­ła­nie zja­wi­skom zwięk­sza­ją­cym ryzyko jej wystą­pie­nia26. Zamiast na przy­kład chro­nić osobę z wyso­kim cho­le­ste­ro­lem przed ata­kiem serca, mogli­by­śmy przede wszyst­kim zapo­biec powsta­niu u niej tak wyso­kiego poziomu cho­le­ste­rolu (który sprzyja zawa­łowi).

Mając to na uwa­dze, Ame­ry­kań­skie Sto­wa­rzy­sze­nie na rzecz Serca zesta­wiło sie­dem czyn­ni­ków sprzy­ja­ją­cych lep­szemu zdro­wiu: powstrzy­ma­nie się od pale­nia, uni­ka­nie nad­wagi, "aktyw­ność fizyczna" (zde­fi­nio­wana jako ekwi­wa­lent co naj­mniej dwu­dzie­sto­dwu­mi­nu­to­wego mar­szu dzien­nie), zdrowy spo­sób odży­wia­nia (na przy­kład duża ilość owo­ców i warzyw), utrzy­my­wa­nie cho­le­ste­rolu poni­żej śred­niej, utrzy­my­wa­nie pra­wi­dło­wego ciśnie­nia krwi i wła­ści­wego poziomu cukru we krwi27. Sto­wa­rzy­sze­nie posta­wiło sobie za cel ogra­ni­cze­nie śmier­tel­no­ści z powodu cho­rób serca o 20 pro­cent do 2020 roku28. Dla­czego ten cel jest taki skromny, skoro przez zmianę stylu życia można by unik­nąć 90 pro­cent zawa­łów29? Nawet zmniej­sze­nie ryzyka o 25 pro­cent "uznano za nie­re­ali­styczne"30. Pesy­mizm ASS może mieć coś wspól­nego z prze­ra­ża­jącą rze­czy­wi­sto­ścią typo­wej ame­ry­kań­skiej diety.

W cza­so­pi­śmie ASS opu­bli­ko­wano ana­lizę zacho­wań zdro­wot­nych trzy­dzie­stu pię­ciu tysięcy doro­słych osób z całych Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Więk­szość uczest­ni­ków badań sta­no­wili nie­pa­lący, około połowy wyko­ny­wało regu­lar­nie ćwi­cze­nia fizyczne, a trze­cia część speł­niała także wszyst­kie inne zale­ce­nia - prócz zdro­wej diety. Spo­sób odży­wia­nia się bada­nych oce­niano w skali od zera do pię­ciu punk­tów, aby spraw­dzić, czy prze­strze­gają choćby mini­mal­nych zasad, takich jak spo­ży­wa­nie odpo­wied­niej ilo­ści owo­ców, warzyw i pro­duk­tów peł­no­ziar­ni­stych oraz nie­prze­kra­cza­nie liczby trzech puszek napo­jów gazo­wa­nych na tydzień. Jak wiele osób uzy­skało w tej skali co naj­mniej cztery punkty? Około 1 pro­centa31. Jeśli Ame­ry­kań­skie Sto­wa­rzy­sze­nie na rzecz Serca osią­gnie swój "agre­sywny" cel obni­że­nia liczby zgo­nów z powo­dów kar­dio­lo­gicz­nych o 20 pro­cent do 2020 roku, to może w tej dzie­dzi­nie doj­dziemy do 1,2 pro­cent.

Antro­po­lo­dzy zaj­mu­jący się medy­cyną wyróż­nili w histo­rii ludz­ko­ści kilka głów­nych okre­sów epi­de­mio­lo­gicz­nych, takich jak era głodu i epi­de­mii, która w zasa­dzie zakoń­czyła się wraz z rewo­lu­cją prze­my­słową, albo trwa­jąca obec­nie era cho­rób zwy­rod­nie­nio­wych i antro­po­ge­nicz­nych33. Znaj­duje ona swe odzwier­cie­dle­nie w przy­czy­nach śmierci na prze­strzeni ostat­niego stu­le­cia. W 1900 roku trzech głów­nych zabój­ców to cho­roby zakaźne: zapa­le­nie płuc, gruź­lica i bie­gunka34. Obec­nie są to przede wszyst­kim cho­roby zwią­zane ze sty­lem życia: cho­roba wień­cowa, rak i prze­wle­kła nie­wy­dol­ność płuc35. Czy po pro­stu dla­tego, że wyna­le­zie­nie anty­bio­ty­ków pozwo­liło nam żyć dość długo, byśmy padli ofiarą cho­rób zwy­rod­nie­nio­wych? Nie. Epi­de­mie tych prze­wle­kłych cho­rób poja­wiły się wraz z rady­kal­nymi zmia­nami w spo­so­bie odży­wia­nia się. Naj­le­piej uka­zują to zmiany, które zaszły w ostat­nich deka­dach, w czę­sto­ści wystę­po­wa­nia poszcze­gól­nych scho­rzeń wśród miesz­kań­ców kra­jów wysoko roz­wi­nię­tych.

W 1990 roku w skali całego świata więk­szość utra­co­nych lat zdro­wia wią­zała się z nie­do­ży­wie­niem, na przy­kład z bie­gunką u nie­do­ja­da­ją­cych dzieci. Obec­nie jed­nak naj­więk­szy pro­blem sta­nowi nad­ci­śnie­nie - cho­roba mająca źró­dła w nad­mia­rze jedze­nia36. Odpo­wie­dzial­ność za pan­de­mię prze­wle­kłych scho­rzeń przy­pi­suje się przy­naj­mniej w czę­ści nie­mal powszech­nemu zdo­mi­no­wa­niu diety przez pokarmy pocho­dze­nia zwie­rzę­cego i pro­dukty wysoko prze­two­rzone - ina­czej mówiąc, spo­ży­wamy wię­cej mięsa, nabiału, jaj, napo­jów gazo­wa­nych, cukru i prze­two­rów zbo­żo­wych37. Naj­le­piej chyba zba­da­nym przy­kła­dem są Chiny. W tym kraju odej­ściu od tra­dy­cyj­nej wiej­skiej diety opar­tej na pro­duk­tach roślin­nych towa­rzy­szył gwał­towny wzrost liczby chro­nicz­nych scho­rzeń zwią­za­nych z odży­wia­niem się, takich jak oty­łość, cukrzyca, cho­roba wień­cowa i rak38.

Skąd wła­ści­wie wiemy, że te cho­roby wiążą się ze zmia­nami w die­cie? Osta­tecz­nie szybko indu­stria­li­zu­jące się spo­łe­czeń­stwa doznają róż­no­ra­kich zmian. W jaki więc spo­sób uczeni wyod­ręb­nili spo­śród nich efekty okre­ślo­nego spo­sobu odży­wia­nia? Aby wykryć wpływ na zdro­wie kon­kret­nych skład­ni­ków diety, bada­cze obser­wują przez dłuż­szy czas kon­sump­cję i cho­roby dużej liczby osób. Weźmy dla przy­kładu mięso. Aby stwier­dzić zwią­zek wzro­stu jego spo­ży­cia z nasi­le­niem cho­rób, badano stan zdro­wia byłych wege­ta­rian. U osób, które wcze­śniej zado­wa­lały się dietą roślinną, a następ­nie zaczęły jeść mięso przy­naj­mniej raz w tygo­dniu, odno­to­wano wzrost praw­do­po­do­bień­stwa cho­rób serca o 146 pro­cent, udaru mózgu o 152 pro­cent, cukrzycy o 166 pro­cent i nad­mier­nej oty­ło­ści o 231 pro­cent. Po dwu­na­stu latach od porzu­ce­nia diety wege­ta­riań­skiej oka­zało się, że ze spo­ży­ciem mięsa wią­zało się obni­że­nie ocze­ki­wa­nej dłu­go­ści życia o 3,6 roku39.

Nawet jed­nak wśród wege­ta­rian mogą się ple­nić chro­niczne scho­rze­nia, jeśli spo­ży­wają oni pro­dukty wysoko prze­two­rzone. Weźmy dla przy­kładu Indie. W tym kraju odse­tek przy­pad­ków cukrzycy, cho­rób serca, oty­ło­ści i uda­rów mózgu rośnie dużo szyb­ciej, niż można by ocze­ki­wać na pod­sta­wie sto­sun­kowo skrom­nego wzro­stu indy­wi­du­al­nej kon­sump­cji mięsa. Przy­pi­suje się to zmniej­sze­niu "zawar­to­ści pokar­mów peł­no­ziar­ni­stych w die­cie", mię­dzy innymi przej­ściu z ryżu brą­zo­wego na biały i zastą­pie­niu tra­dy­cyj­nych w Indiach pędów socze­wicy, owo­ców, jarzyn, peł­nych zia­ren zbo­żo­wych, orze­chów i nasion przez rafi­no­wane węglo­wo­dany, gotowe prze­ką­ski i potrawy typu fast food40. W ogóle gra­nica mię­dzy jedze­niem zdro­wym a tym sprzy­ja­ją­cym cho­ro­bom prze­biega może nie tyle pomię­dzy żyw­no­ścią pocho­dze­nia roślin­nego i zwie­rzę­cego, ile pomię­dzy nie­prze­two­rzo­nymi rośli­nami a więk­szo­ścią innych potraw.

Spo­rzą­dzono indeks jako­ści diety, który okre­śla pro­cen­towy udział w naszej die­cie kalo­rii pocho­dzą­cych z boga­tych w skład­niki odżyw­cze, nie­prze­two­rzo­nych pro­duk­tów roślin­nych41. Im wyż­szą punk­ta­cję ktoś uzy­skuje, tym wię­cej z cza­sem zrzuci tłusz­czu42 i tym mniej­sze jest ryzyko wystą­pie­nia u niego oty­ło­ści43, nad­ci­śnie­nia44 oraz wyso­kiego poziomu cho­le­ste­rolu i trój­gli­ce­ry­dów45. Porów­nu­jąc diety 100 kobiet cho­rych na raka piersi i 175 zdro­wych, bada­cze stwier­dzili, że wysoki indeks diety opar­tej na nie­prze­two­rzo­nych rośli­nach (powy­żej trzy­dzie­stu wobec mniej niż osiem­na­stu) może obni­żyć praw­do­po­do­bień­stwo nowo­tworu o ponad 90 pro­cent46.

To smutne, ale u więk­szo­ści Ame­ry­ka­nów indeks ten led­wie prze­kra­cza dzie­sięć punk­tów. Typowa ame­ry­kań­ska dieta osiąga jede­na­ście na sto moż­li­wych. Według oceny Depar­ta­mentu Rol­nic­twa 32 pro­cent kalo­rii uzy­sku­jemy z pokar­mów zwie­rzę­cych, 57 pro­cent z wysoko prze­two­rzo­nych pokar­mów roślin­nych i tylko 11 pro­cent z potraw peł­no­ziar­ni­stych, fasoli, owo­ców, warzyw i orze­chów47. Zna­czy to, że na dzie­się­cio­punk­to­wej skali jako­ści ame­ry­kań­ska dieta osiąga zale­d­wie około jed­nego punktu.

Jemy tak, jakby kon­se­kwen­cje nie miały zna­cze­nia. A prze­cież są już dostępne dane, które powinny nas przed tym powstrzy­mać. W pracy zaty­tu­ło­wa­nej Jedze­nie pod szu­bie­nicą: inte­re­su­jące wnio­ski z ostat­nich posił­ków ska­za­nych prze­ana­li­zo­wano potrawy, któ­rych zaży­czyli sobie przed egze­ku­cją prze­stępcy ska­zani w USA na śmierć w okre­sie pię­ciu lat. Oka­zało się, że pod wzglę­dem zawar­to­ści nie­wiele róż­niły się one od nor­mal­nego poży­wie­nia Ame­ry­ka­nów48. Jeśli na­dal będziemy jedli tak, jakby miał to być nasz ostatni posi­łek - w końcu tak się sta­nie.

Jaki odse­tek miesz­kań­ców Ame­ryki prze­strzega sied­miu zale­ceń Ame­ry­kań­skiego Sto­wa­rzy­sze­nia na rzecz Serca? Spo­śród 1933 osób obu płci bio­rą­cych udział w bada­niu więk­szość speł­niała tylko dwa lub trzy, a pra­wie nikt nie trzy­mał się wszyst­kich pro­stych proz­dro­wot­nych zasad. Kon­kret­nie - prze­strzegał ich tylko jeden z bada­nych49. Jeden z bli­sko dwóch tysięcy. Jak powie­dział były pre­zes ASS: "powinno to nam wszyst­kim dać do myśle­nia"50.

Prawda jest taka, że sto­so­wa­nie się choćby do czte­rech spo­śród tych zale­ceń może sku­tecz­nie zapo­bie­gać chro­nicz­nym scho­rze­niom. Wystar­czy nie palić, wystrze­gać się oty­ło­ści, poświę­cać pół godziny dzien­nie na ćwi­cze­nia fizyczne i zdro­wiej jeść - wię­cej owo­ców i warzyw, wię­cej pokar­mów peł­no­ziar­ni­stych i mniej mięsa. Już tylko te cztery czyn­niki odpo­wia­dają za 78 pro­cent ryzyka cho­roby. Jeśli wystar­tu­jesz od zera i zdo­łasz się dosto­so­wać do wszyst­kich czte­rech zale­ceń, zmniej­szysz o ponad 90 pro­cent praw­do­po­do­bień­stwo cukrzycy, o ponad 80 pro­cent praw­do­po­do­bień­stwo zawału, o połowę - udaru mózgu, a nie­bez­pie­czeń­stwo raka o ponad jedną trze­cią51. W przy­padku nie­któ­rych nowo­two­rów, takich jak drugi pod wzglę­dem liczby zgo­nów rak jelita gru­bego, można zapo­biec bli­sko 71 pro­cen­tom zacho­ro­wań poprzez zmianę diety i stylu życia52.

Może pora już prze­stać winić obcią­że­nie gene­tyczne i sku­pić się na tych 70 pro­cen­tach czyn­ni­ków cho­ro­bo­twór­czych, które pod­dają się naszej bez­po­śred­niej kon­troli53. Stać nas na to.

Czy zdrowy tryb życia prze­kłada się rów­nież na dłu­go­wiecz­ność? Ośro­dek Kon­troli i Pre­wen­cji Cho­rób (CDC) obser­wo­wał przez sześć lat około ośmiu tysięcy Ame­ry­ka­nów w wieku powy­żej dwu­dzie­stu lat. Stwier­dzono, że na poziom śmier­tel­no­ści miały prze­możny wpływ trzy pod­sta­wowe rodzaje zacho­wań. Można zna­cząco obni­żyć ryzyko przed­wcze­snej śmierci, powstrzy­mu­jąc się od pale­nia, prze­strze­ga­jąc zdro­wej diety i prze­ja­wia­jąc wystar­cza­jącą aktyw­ność fizyczną. Przy czym sto­so­wane przez CDC defi­ni­cje były zde­cy­do­wa­nie luźne. Przez "nie­pa­le­nie" rozu­miano "nie­pa­le­nie obec­nie". "Zdrowa dieta" ozna­czała przy­na­leż­ność do gór­nych 40 pro­cent popu­la­cji pod wzglę­dem poziomu prze­strze­ga­nia mało rygo­ry­stycz­nych zale­ceń fede­ral­nych, a "aktyw­ność fizyczna" - co naj­mniej dwa­dzie­ścia jeden minut umiar­ko­wa­nego wysiłku dzien­nie. U osób speł­nia­ją­cych przynaj­mniej jedno z tych wyma­gań praw­do­po­do­bień­stwo śmierci w ciągu naj­bliż­szych sze­ściu lat spa­dało o 40 pro­cent. Ci, któ­rzy prze­strze­gali dwóch, zmniej­szali ryzyko o ponad połowę, a u tych, któ­rzy dosto­so­wali się do wszyst­kich trzech, nie­bez­pie­czeń­stwo śmierci w tym cza­sie malało o 82 pro­cent54.

Oczy­wi­ście ludzie potra­fią łgać na temat swo­jego spo­sobu odży­wia­nia. Jak trafne są w rze­czy­wi­sto­ści te wyniki, skoro opie­rają się na wła­snych rela­cjach bada­nych? W innych podob­nych bada­niach zacho­wań zdro­wot­nych nie zado­wa­lano się wypo­wie­dziami ludzi o tym, jak zdrowo się odży­wiają. Bada­cze kon­tro­lo­wali zawar­tość wita­miny C w ich krwi. Poziom wita­miny C uznano za "dobry wskaź­nik spo­ży­cia pokar­mów roślin­nych", więc użyto go jako mier­nika zdro­wej diety. Wnio­ski się zga­dzały. U ludzi prze­strze­ga­ją­cych zdro­wych zacho­wań ryzyko śmierci było takie, jakby byli o czter­na­ście lat młodsi55. To tak, jakby cof­nąć zegar o te czter­na­ście lat - nie za pomocą leków czy spor­to­wego samo­chodu, po pro­stu żyjąc i jedząc zdro­wiej.

Powiedzmy sobie wię­cej o sta­rze­niu się. W każ­dej z komó­rek ciała mamy po czter­dzie­ści sześć nitek DNA two­rzą­cych chro­mo­somy. Na końcu każ­dego chro­mo­somu znaj­duje się malutka cza­peczka zwana telo­me­rem, która chroni twoje DNA przed roz­sz­cze­pie­niem się i urwa­niem. Wygląda to tro­chę jak pla­sti­kowa koń­cówka sznu­ro­wa­dła. Za każ­dym razem gdy komórka ulega podzia­łowi, tra­cimy frag­ment tej cza­peczki. Kiedy zaś telo­mer cał­ko­wi­cie się roz­pad­nie, komórka może umrzeć56. Acz­kol­wiek ten opis jest ogrom­nym uprosz­cze­niem57, telo­mery można uwa­żać za swo­isty knot świecy życia: zaczy­nają się kur­czyć od razu po uro­dze­niu, a kiedy zni­kają, zni­kasz i ty. W rze­czy samej bie­gli sądowi potra­fią pobrać DNA z plamy krwi i z grub­sza oce­nić wiek osoby, od któ­rej pocho­dziła krew, bada­jąc dłu­gość telo­me­rów58.

Zabrzmi to jak pożywka dla CSI2, ale czy nie możemy w jakiś spo­sób spo­wol­nić tempa zuży­wa­nia się naszych telo­me­rów? Gdy­by­śmy potra­fili wstrzy­mać ten tyka­jący zegar komór­kowy, mogli­by­śmy opóź­nić pro­ces sta­rze­nia się i żyć dłu­żej59. Co zatem powi­nie­neś zro­bić, jeśli chcesz, żeby telo­me­rowa cza­peczka spa­lała się wol­niej? No cóż, pale­nie papie­ro­sów wiąże się z trzy­krot­nie szyb­szą utratą telo­me­rów60, więc pierw­szy krok jest pro­sty: koniec z tyto­niem. Ale rów­nież codzienna dieta może mieć wpływ na pro­ces zuży­wa­nia się telo­me­rów. Stwier­dzono, że jedze­nie owo­ców61, warzyw62 i innych pro­duk­tów boga­tych w prze­ciw­u­tle­nia­cze63 sprzyja ochro­nie telo­me­rów. I prze­ciw­nie, spo­ży­wa­nie prze­two­rzo­nych pro­duk­tów zbo­żo­wych64, napo­jów gazo­wa­nych65, mięsa (także ryb)66 i nabiału67 wiąże się ze skra­ca­niem telo­me­rów. Co zatem, jeśli zado­wo­lisz się dietą zło­żoną z nie­prze­two­rzo­nych roślin, a będziesz trzy­mać się z daleka od mięsa i żyw­no­ści wysoko prze­two­rzo­nej? Czy twoje komórki będą się wol­niej sta­rzały?

Odpo­wie­dzią jest enzym zna­le­ziony w Matu­za­le­mie. Takie imię nadano oka­zowi sosny dłu­go­wiecz­nej rosną­cemu w Górach Bia­łych w Kali­for­nii, który swego czasu był uwa­żany za naj­star­szy udo­ku­men­to­wany orga­nizm żywy na Ziemi i zbliża się obec­nie do 4800. uro­dzin. Liczył już sobie kil­ka­set lat, kiedy w Egip­cie przy­stą­piono do budowy pira­mid. W korze­niach sosny dłu­go­wiecz­nej wystę­puje pewien enzym, któ­remu zawdzię­cza ona, jak się wydaje, swoje tysiące lat życia i który powo­duje odbu­do­wy­wa­nie telo­me­rów68. Uczeni nazwali go telo­me­razą. Kiedy już wie­dzieli, czego szu­kać, stwier­dzili jego obec­ność także w komór­kach czło­wieka. Poja­wia się więc pyta­nie, jak możemy zwięk­szyć aktyw­ność tego enzymu dłu­go­wiecz­no­ści.

W poszu­ki­wa­niu odpo­wie­dzi dr Dean Ornish nawią­zał współ­pracę z dr Eli­za­beth Black­burn, która za odkry­cie telo­me­razy otrzy­mała w 2009 roku Nagrodę Nobla w dzie­dzi­nie medy­cyny. W pracy finan­so­wa­nej czę­ściowo przez ame­ry­kań­ski Depar­ta­ment Obrony stwier­dzili oni, że trzy mie­siące diety zło­żo­nej z nie­prze­two­rzo­nych roślin wraz z innymi proz­dro­wot­nymi zmia­nami stylu życia zna­cząco powięk­szają aktyw­ność telo­me­razy. Jak dotąd jest to jedyny znany spo­sób osią­gnię­cia tego efektu69. Wyniki te opu­bli­ko­wano w jed­nym z naj­bar­dziej pre­sti­żo­wych pism medycz­nych. W dołą­czo­nym komen­ta­rzu redak­cyj­nym czy­tamy, że ta prze­ło­mowa praca "powinna zachę­cić ludzi do przy­ję­cia zdro­wego stylu życia celem unik­nię­cia nowo­two­rów i innych cho­rób zwią­za­nych z wie­kiem albo powstrzy­ma­nia ich postę­pów"70.

Czy zatem dr Ornish i dr Black­burn zna­leźli sku­teczny spo­sób na spo­wol­nie­nie pro­ce­sów sta­rze­nia się - za pomocą zdro­wej diety i odpo­wied­niego stylu życia? Nie­dawno opu­bli­ko­wano wyniki pię­cio­let­nich badań, w ramach któ­rych mie­rzono dłu­gość telo­me­rów u uczest­ni­ków eks­pe­ry­mentu. W gru­pie kon­tro­l­nej (u osób, które nie zmie­niały stylu życia) telo­mery zgod­nie z prze­wi­dy­wa­niami ule­gały skró­ce­niu wraz z wie­kiem. Nato­miast w gru­pie sto­su­ją­cej się do proz­dro­wot­nych zale­ceń telo­mery nie tylko skra­cały się wol­niej - wręcz rosły. Po pię­ciu latach były nawet dłuż­sze niż na początku badań. Suge­ruje to, że zdrowy styl życia może zwięk­szyć aktyw­ność telo­me­razy i odwró­cić pro­ces sta­rze­nia się komó­rek71.

Kolejne bada­nia wyka­zały, że wydłu­ża­nie się telo­me­rów nie było spo­wo­do­wane jedy­nie więk­szą ilo­ścią ćwi­czeń fizycz­nych i utratą wagi. Zrzu­ca­nie wagi poprzez ogra­ni­cze­nie kalo­rycz­no­ści posił­ków i nawet bogat­szy pro­gram ćwi­czeń nie wpły­wały na wzrost telo­me­rów. Wydaje się więc, że istot­nym czyn­ni­kiem nie jest ilość, lecz jakość spo­ży­wa­nych pokar­mów. Dopóki badani odży­wiali się w dotych­cza­sowy spo­sób, nie miało zna­cze­nia, jak małe były por­cje, jak bar­dzo tra­cili na wadze ani jak inten­syw­nie ćwi­czyli. Po roku nie było widać żad­nych korzyst­nych efek­tów72. Nato­miast osoby na die­cie roślin­nej ćwi­czące o połowę mniej uzy­ski­wały ten sam spa­dek wagi już po trzech mie­sią­cach73, a ich telo­mery były w zna­cząco lep­szym sta­nie74. Ina­czej mówiąc, to nie odchu­dza­nie ani nie ćwi­cze­nia fizyczne powstrzy­my­wały pro­ces sta­rze­nia się komó­rek, tylko rodzaj żyw­no­ści.

Nie­któ­rzy wyra­żali obawy, że zwięk­sze­nie aktyw­no­ści telo­me­razy mogłoby pod­wyż­szyć ryzyko nowo­tworu, gdyż wia­domo, że zło­śliwe guzy prze­chwy­tują ten enzym i wyko­rzy­stują go do zapew­nie­nia sobie trwa­ło­ści75. Jak jed­nak zoba­czymy w roz­dziale 13, dr. Orni­showi i jego współ­pra­cow­ni­kom uda­wało się w pew­nych przy­pad­kach powstrzy­mać roz­wój raka i naj­wy­raź­niej nawet go odwró­cić za pomocą tej samej diety i zmian w stylu życia. Zoba­czymy rów­nież, że to samo można powie­dzieć o cho­ro­bach serca.

A co z innymi naszymi czo­ło­wymi zabój­cami? Oka­zuje się, że dieta roślinna pomaga w zapo­bie­ga­niu i lecze­niu każ­dego z pięt­na­stu scho­rzeń naj­czę­ściej bywa­ją­cych przy­czyną śmierci. W dal­szej czę­ści książki każ­demu z nich poświę­cimy osobny roz­dział.

ŚMIER­TEL­NOŚĆ W STA­NACH ZJED­NO­CZO­NYCH

liczba zgo­nów rocz­nie 1. Cho­roba wień­cowa76375 000 2. Cho­roby płuc (rak77, prze­wle­kła nie­wy­dol­ność płuc, astma78)296 000 3. Będzie­cie zasko­czeni! (zob. roz­dział 15)225 000 4. Cho­roby mózgu (udar mózgu79 i cho­roba Alzhe­imera80)214 000 5. Nowo­twory układu pokar­mo­wego (jelita gru­bego, trzustki i prze­łyku)81106 000 6. Infek­cje (dróg odde­cho­wych i krwi)82 95 000 7. Cukrzyca83 76 000 8. Nad­ci­śnie­nie krwi84 65 000 9. Scho­rze­nia wątroby (mar­skość wątroby i rak)85 60 000 10. Nowo­twory układu krwio­twór­czego (bia­łaczka szpi­kowa i lim­fa­tyczna)86 56 000 11. Cho­roby nerek87 47 000 12. Rak piersi88 41 000 13. Samo­bój­stwo89 41 000 14. Rak pro­staty90 28 000 15. Cho­roba Par­kin­sona91 25 000

Natu­ral­nie ist­nieją środki far­ma­ko­lo­giczne poma­ga­jące na część tych scho­rzeń. Możesz na przy­kład zmniej­szyć nie­bez­pie­czeń­stwo zawału serca, zaży­wa­jąc leki na cho­le­ste­rol, wstrzy­ki­wać sobie insu­linę prze­ciwko cukrzycy, zaży­wać diu­re­tyki lub inne środki obni­ża­jące ciśnie­nie krwi. Ist­nieje jed­nak tylko jedna uni­wer­salna dieta, która pomaga uchro­nić się przed wszyst­kimi tymi zabój­cami, powstrzy­mać lub nawet cof­nąć ich dzia­ła­nie. Ina­czej niż w przy­padku lekarstw nie ma jakiejś spe­cy­ficz­nej diety opty­ma­li­zu­ją­cej dzia­ła­nie wątroby i innej diety popra­wia­ją­cej stan nerek. Dieta zdrowa dla serca jest zara­zem zdrowa dla mózgu i zdrowa dla płuc. Ta sama dieta, która zmniej­sza ryzyko raka, działa rów­nież w przy­padku cukrzycy dru­giego typu i każ­dej innej z pięt­na­stu naj­częst­szych przy­czyn śmierci. Ina­czej niż w przy­padku lekarstw, które służą jed­nemu, okre­ślo­nemu celowi, mogą mieć nie­bez­pieczne efekty uboczne i czę­sto usu­wają jedy­nie symp­tomy cho­roby, zdrowa dieta przy­nosi korzyść jed­no­cze­śnie wszyst­kim orga­nom ciała, ma pozy­tywne efekty uboczne i sięga ukry­tych źró­deł scho­rze­nia.

Ta jedna uni­wer­salna dieta, która naj­sku­tecz­niej zapo­biega prze­wle­kłym cho­ro­bom, a nie­raz je leczy, to dieta oparta na nie­prze­two­rzo­nych pokar­mach roślin­nych, a uni­ka­jąca mięsa, nabiału, jaj i żyw­no­ści wysoko prze­two­rzo­nej92. W tej książce nie prze­ko­nuję do diety wege­ta­riań­skiej czy wegań­skiej. Optuję za dietą mającą pod­stawy naukowe, a wyniki badań wyraź­nie wska­zują, że im wię­cej jemy nie­prze­two­rzo­nych pro­duk­tów roślin­nych, tym lepiej - zarówno ze względu na ich war­tość odżyw­czą, jak i na fakt, że zastę­pują mniej zdrowe potrawy.

Ludzie naj­czę­ściej zwra­cają się o pomoc lekar­ską z powodu cho­rób zwią­za­nych ze sty­lem życia, a zatem cho­rób, któ­rym można zapo­bie­gać93. My, leka­rze, przy­wy­kli­śmy zaj­mo­wać się nie fun­da­men­tal­nymi przy­czy­nami cho­rób, lecz ich kon­se­kwen­cjami. Zale­camy pacjen­tom cią­głe zaży­wa­nie far­ma­ceu­ty­ków prze­ciw­dzia­ła­ją­cych czyn­ni­kom ryzyka, takim jak nad­ci­śnie­nie, wysoki poziom cukru czy cho­le­ste­rolu we krwi. Jest to takie podej­ście, jak­byś wciąż wycie­rał pod­łogę wokół prze­le­wa­ją­cej się umy­walki, zamiast po pro­stu zakrę­cić kran94. Firmy far­ma­ceu­tyczne są szczę­śliwe, sprze­da­jąc ci każ­dego dnia aż do końca two­jego życia nową rolkę papie­ro­wych ręcz­ni­ków, pod­czas gdy woda leje się dalej. Jak to ujął dr Wal­ter Wil­lett, szef kate­dry die­te­tyki w Szkole Zdro­wia Publicz­nego Uni­wer­sy­tetu Harvarda: "naszym dzie­dzicz­nym pro­ble­mem jest fakt, że wszel­kie stra­te­gie lecze­nia far­ma­ceu­tycznego nie odno­szą się do zasad­ni­czych przy­czyn złego zdro­wia w kra­jach Zachodu, a przy­czyną tą nie jest nie­do­bór lekarstw"95.

Zaj­mo­wa­nie się przy­czy­nami cho­rób jest nie tylko bez­piecz­niej­sze i tań­sze, ale rów­nież sku­tecz­niej­sze. Dla­czego więc nie­wielu leka­rzy sto­suje to podej­ście? Nie tylko dla­tego, że nie potra­fią. Przede wszyst­kim dla­tego, że nie za to im się płaci. Nikt (poza pacjen­tem!) nie odnosi korzy­ści z medy­cyny odwo­łu­ją­cej się do stylu życia, więc nie sta­nowi ona istot­nej czę­ści edu­ka­cji i prak­tyki medycz­nej96. Tak wła­śnie działa nasza obecna ochrona zdro­wia. Sys­tem ten nagra­dza finan­sowo za zapi­sy­wa­nie pigu­łek i pro­ce­dur medycz­nych, nie za sku­tecz­ność. Kiedy dr Ornish wyka­zał, że cho­roby serca można leczyć bez far­ma­ceu­ty­ków i chi­rur­gii, był prze­ko­nany, że jego prace będą miały zna­czący wpływ na prak­tykę medy­cyny głów­nego nurtu. Prze­cież zna­lazł sku­teczne reme­dium na naszego naj­więk­szego zabójcę! Mylił się jed­nak - nie w swo­ich donio­słych odkry­ciach doty­czą­cych diety, lecz w oce­nie wpływu, jaki na prak­tykę lekar­ską wywiera zwią­zana z medy­cyną przed­się­bior­czość. Jak sam to ujął: "uświa­do­mił sobie, że zwrot z kapi­tału jest o wiele sil­niej­szym czyn­ni­kiem deter­mi­nu­ją­cym dzia­ła­nia medyczne niż bada­nia naukowe"97.

Acz­kol­wiek pewne branże, takie jak prze­mysł far­ma­ceu­tyczny czy prze­twór­stwo żyw­no­ści, mają swój żywotny inte­res w zacho­wa­niu sta­tus quo, to ist­nieje sek­tor gospo­darki, który czer­pie korzy­ści z utrzy­my­wa­nia ludzi w zdro­wiu. Jest to branża ubez­pie­cze­niowa. Kaiser Per­ma­nente, naj­więk­sza orga­ni­za­cja mana­ged-care3 w USA, opu­bli­ko­wała w swoim ofi­cjal­nym cza­so­pi­śmie medycz­nym zale­ce­nia z dzie­dziny żywie­nia, infor­mu­jąc bli­sko pięt­na­ście tysięcy nale­żą­cych do niej leka­rzy, że zdrowe jedze­nie "naj­ła­twiej osią­gnąć, sto­su­jąc dietę, głów­nie roślinną, pole­ga­jącą na pre­fe­ro­wa­niu nie­prze­two­rzo­nych pro­duk­tów roślin­nych, a eli­mi­no­wa­niu mięsa, nabiału i jajek oraz pro­duk­tów wysoko prze­two­rzo­nych"98.

"Nazbyt czę­sto leka­rze igno­rują poten­cjalne korzy­ści pły­nące z wła­ści­wego odży­wia­nia się i pośpiesz­nie zapi­sują pacjen­tom leki, zamiast dać im szansę na upo­ra­nie się z cho­robą poprzez zdrowe jedze­nie i aktywne życie. (...) Leka­rze powinni roz­wa­żyć reko­men­do­wa­nie diety roślin­nej wszyst­kim swoim pacjen­tom, zwłasz­cza cier­pią­cym na nad­ci­śnie­nie, cukrzycę, cho­roby krą­że­nia i oty­łość"99. Powinni naj­pierw dać pacjen­tom oka­zję do samo­dziel­nej poprawy zdro­wia za pomocą diety opar­tej na pro­duk­tach roślin­nych.

Główny minus takiej diety, o któ­rym wspo­mina mate­riał Kaiser Per­ma­nente, polega na tym, że działa ona tro­chę za dobrze. Gdyby ludzie zaczęli ją sto­so­wać, jed­no­cze­śnie wciąż zaży­wa­jąc leki, to ciśnie­nie krwi lub poziom cukru mogłyby tak się obni­żyć, że leka­rze musie­liby mody­fi­ko­wać kura­cję far­ma­ko­lo­giczną lub cał­ko­wi­cie z niej zre­zy­gno­wać. Jak na iro­nię, "efek­tem ubocz­nym" diety byłoby znik­nię­cie potrzeby zaży­wa­nia leków. Arty­kuł koń­czy się zna­jo­mym refre­nem: potrzebne są dal­sze bada­nia. W tym przy­padku jed­nak "potrzebne są dal­sze bada­nia, które wskażą drogę do tego, by dieta roślinna stała się nową normą..."100.

Daleko nam jesz­cze do reali­za­cji prze­po­wiedni Tho­masa Edi­sona z 1903 roku, ale mam nadzieję, że ta książka pomoże wam zro­zu­mieć, iż więk­szość głów­nych przy­czyn śmierci lub nie­peł­no­spraw­no­ści to zja­wi­ska, któ­rym można zapo­biec, a nie coś nie­uchron­nego. Pod­sta­wowy powód, dla któ­rego cho­roby bywają w rodzi­nach dzie­dziczne, to fakt, że dzie­dziczny jest spo­sób odży­wia­nia się.

W przy­padku więk­szo­ści naszych czo­ło­wych zabój­ców czyn­niki poza­ge­ne­tyczne, takie jak dieta, odpo­wia­dają za co naj­mniej 80-90 pro­cent zgo­nów. Jak już zauwa­ży­łem wcze­śniej, opi­nia ta opiera się na fak­cie, że odse­tek przy­pad­ków cho­roby wień­co­wej i nowo­two­rów zło­śli­wych zmie­nia się w zależ­no­ści od czę­ści świata nawet stu­krot­nie. Bada­nia nad migra­cjami poka­zują, że nie wynika to z róż­nic gene­tycz­nych. Kiedy ludzie prze­no­szą się z obsza­rów niskiego ryzyka do miejsc, gdzie ryzyko cho­roby jest wyż­sze, praw­do­po­do­bień­stwo zacho­ro­wa­nia nie­mal zawsze strzela w górę, dosto­so­wu­jąc się do poziomu w nowym miej­scu zamiesz­ka­nia101. Rów­nież gwał­towne zmiany w nasi­le­niu cho­rób zacho­dzące na prze­strzeni jed­nego poko­le­nia wska­zują na prze­wagę czyn­ni­ków zewnętrz­nych. Śmier­tel­ność z powodu raka jelita gru­bego sta­no­wiła w Japo­nii w latach pięć­dzie­sią­tych mniej niż jedną piątą odpo­wied­niego wskaź­nika w Sta­nach Zjed­no­czo­nych (wli­cza­jąc także Ame­ry­ka­nów japoń­skiego pocho­dze­nia)102. Obec­nie odse­tek zacho­ro­wań na ten nowo­twór jest w Japo­nii rów­nie nie­ko­rzystny jak w USA i zmianę tę czę­ściowo przy­pi­suje się pię­cio­krot­nemu wzro­stowi kon­sump­cji mięsa103.

Bada­nia wyka­zały, że bliź­niacy, któ­rych roz­dzie­lono zaraz po uro­dze­niu, zapadną w przy­szło­ści na różne cho­roby, w zależ­no­ści od tego, jak będą się zacho­wy­wać w życiu. W nie­daw­nych pra­cach finan­so­wa­nych przez Ame­ry­kań­skie Sto­wa­rzy­sze­nie na rzecz Serca porów­ny­wano styl życia i stan układu naczy­nio­wego pra­wie pię­ciu­set par bliź­niąt. Oka­zało się, że dieta i styl życia zde­cy­do­wa­nie prze­wa­żały nad genami104. Mamy 50 pro­cent genów wspól­nych z każ­dym z naszych rodzi­ców, więc wiemy, że jeśli ojciec zmarł na zawał serca, to i my jeste­śmy nim w pew­nym stop­niu zagro­żeni. Lecz nawet z dwóch iden­tycz­nych bliź­nia­ków, mają­cych dokład­nie te same geny, jeden może umrzeć młodo na zawał, a drugi mieć dłu­gie i zdrowe życie bez śladu cho­roby wień­co­wej, w zależ­no­ści od tego, co który z nich je i jaki tryb życia pro­wa­dzi. Nawet jeśli oboje rodzice umarli na cho­roby serca, wciąż masz szansę "wyjeść" sobie zdrowe serce. Histo­ria rodziny nie musi się stać twoim prze­zna­cze­niem.

Nawet jeśli uro­dzi­łeś się ze złymi genami, nie zna­czy to, że nie możesz prze­ciw­dzia­łać ich wpły­wowi. Jak się prze­ko­nasz w roz­dzia­łach o raku piersi i cho­ro­bie Alzhe­imera, pomimo mate­riału gene­tycz­nego wyso­kiego ryzyka możesz w bar­dzo dużym stop­niu wpły­wać na swoje zdro­wie. Epi­ge­ne­tyka to nowe, obie­cu­jące pole badań nad kon­tro­lo­wa­niem aktyw­no­ści genów. Komórki naszej skóry wyglą­dają i funk­cjo­nują zupeł­nie ina­czej niż komórki kości, mózgu czy serca, lecz każda z nich zawiera ten sam zestaw DNA. Jeśli dzia­łają w różny spo­sób, to dla­tego, że w każ­dej z nich inne geny są aktywne lub nie­ak­tywne. Na tym polega siła epi­ge­ne­tyki. To samo DNA, wyniki inne.

Oto przy­kład, który poka­zuje, jak ude­rza­jący może być ten efekt. Roz­ważmy zwy­kłą psz­czołę miodną. Kró­lowa roju i robot­nica są iden­tyczne gene­tycz­nie, a mimo to kró­lowa składa do dwóch tysięcy jaje­czek dzien­nie, pod­czas gdy robot­nice są prak­tycz­nie bez­płodne. Kró­lowa żyje do trzech lat; robot­nice prze­ży­wają zale­d­wie trzy tygo­dnie105. Te róż­nice są skut­kiem diety. Kiedy dotych­cza­sowa kró­lowa umiera, pia­stunki wybie­rają jedną z larw, która jest żywiona spe­cjalną wydzie­liną, tak zwa­nym mlecz­kiem kró­lew­skim. Pod jego wpły­wem wyłą­cza się enzym, który blo­ko­wał eks­pre­sję genów "kró­lew­skich", i dzięki temu rodzi się następna kró­lowa106. Ma ona dokład­nie te same geny co każda z robot­nic, ale dzięki odpo­wied­niemu poży­wie­niu inne geny stają się aktywne, więc rady­kal­nie zmie­nia się dłu­gość jej życia i jego prze­bieg.

Komórki rakowe mogą wyko­rzy­stać epi­ge­ne­tykę na naszą szkodę, wyci­sza­jąc geny, które ina­czej powstrzy­ma­łyby roz­wój cho­roby. Nawet więc jeśli uro­dzi­łeś się z dobrymi genami, nowo­twór cza­sem znaj­duje spo­sób, by je wyłą­czyć. Wyna­le­ziono liczne środki che­miczne, które przy­wra­cają naszemu ciału jego natu­ralne mecha­ni­zmy obronne, lecz zasto­so­wa­nie tych sub­stan­cji jest ogra­ni­czone z uwagi na ich wysoką tok­sycz­ność107. Jest nato­miast wiele związ­ków che­micz­nych sze­roko roz­po­wszech­nio­nych w kró­le­stwie roślin - w nasio­nach, pędach i owo­cach - które w natu­ralny spo­sób wywo­łują ten sam efekt108. Na przy­kład stwier­dzono, że w komór­kach raka jelita gru­bego, prze­łyku i pro­staty kon­takt z zie­loną her­batą reak­ty­wuje geny wyci­szone przez nowo­twór109. I nie jest to tylko doświad­cze­nie labo­ra­to­ryjne. W ciągu trzech godzin po spo­ży­ciu szklanki4 kieł­ków bro­ku­łów spe­cjalny enzym, za pomocą któ­rego nowo­twór zwy­kle blo­kuje mecha­ni­zmy obronne orga­ni­zmu, jest w naszym krwio­biegu tłu­miony110 w rów­nie dużym lub więk­szym stop­niu co pod wpły­wem spe­cjal­nie opra­co­wa­nej w tym celu che­mio­te­ra­pii111, nie powo­du­jąc przy tym szko­dli­wych efek­tów ubocz­nych112.

Co by było, gdyby nasze poży­wie­nie skła­dało się głów­nie z pro­duk­tów roślin­nych? W bada­niach zaty­tu­ło­wa­nych "Modu­lo­wa­nie eks­pre­sji genów przez dietę i styl życia" (GEMI­NAL5) dr Ornish i jego współ­pra­cow­nicy wyko­ny­wali biop­sję u męż­czyzn cho­rych na raka pro­staty przed rady­kalną zmianą stylu życia, pole­ga­jącą mię­dzy innymi na wdro­że­niu diety roślin­nej, po czym ponow­nie po trzech mie­sią­cach jej sto­so­wa­nia. Bez żad­nej che­mio­te­ra­pii i radio­te­ra­pii odno­to­wano korzystne zmiany w eks­pre­sji pię­ciu­set róż­nych genów. W ciągu zale­d­wie kilku mie­sięcy eks­pre­sja genów zapo­bie­ga­ją­cych cho­ro­bie gwał­tow­nie się nasi­liła, a geny onko­genne, sprzy­ja­jące rakom piersi i pro­staty, zostały wyci­szone113. Jaki­kol­wiek mate­riał gene­tyczny odzie­dzi­czy­li­śmy po rodzi­cach, nasz spo­sób odży­wia­nia się ma wpływ na to, jak geny oddzia­łują na nasze zdro­wie. Bar­dzo wiele zależy od nas samych i zawar­to­ści naszego tale­rza.

Książka jest podzie­lona na dwie czę­ści: część "dla­czego" i część "jak". W czę­ści pierw­szej, mówią­cej, dla­czego warto się zdrowo odży­wiać, zba­dam rolę, jaką dieta może ode­grać w zapo­bie­ga­niu pięt­na­stu naj­częst­szym przy­czy­nom zgo­nów w Sta­nach Zjed­no­czo­nych i lecze­niu tych cho­rób. Następ­nie w czę­ści dru­giej przyj­rzę się bli­żej prak­tycz­nym aspek­tom zdro­wego odży­wia­nia. Na przy­kład w czę­ści pierw­szej zoba­czymy, dla­czego nasiona i pędy roślin należą do naj­zdrow­szych rodza­jów żyw­no­ści na świe­cie, a następ­nie w czę­ści dru­giej dowiemy się, jak naj­le­piej można je wyko­rzy­stać - zaj­miemy się takimi zagad­nie­niami jak to, ile ich trzeba dzien­nie spo­ży­wać i w jakiej postaci: goto­wane, z puszki, świeże czy mro­żone. W czę­ści pierw­szej prze­czy­tasz, dla­czego ważne jest, by zja­dać każ­dego dnia przy­naj­mniej dzie­więć por­cji owo­ców i warzyw, a część druga pomoże ci zde­cy­do­wać, czy powinny pocho­dzić z uprawy eko­lo­gicz­nej, czy kon­wen­cjo­nal­nej. Spró­buję odpo­wie­dzieć na wszyst­kie powszech­nie zada­wane pyta­nia, z jakimi sty­kam się na co dzień. Zapro­po­nuję także prak­tyczne wska­zówki doty­czące zaku­pów i pla­no­wa­nia posił­ków, aby zdrowe odży­wia­nie sie­bie i rodziny nie spra­wiało ci trud­no­ści.

Obok pisa­nia kolej­nych ksią­żek zamie­rzam kon­ty­nu­ować wykłady na uczel­niach medycz­nych oraz pre­lek­cje w szpi­ta­lach i na kon­fe­ren­cjach, tak długo, jak zdo­łam. Na­dal będę się sta­rał roz­pa­lać w moich kole­gach iskrę tego, co naj­waż­niej­sze w naszej pro­fe­sji: chęci poma­ga­nia ludziom w lep­szym funk­cjo­no­wa­niu. W zbyt wielu lekar­skich tor­bach bra­kuje narzę­dzi, dzięki któ­rym mogli­by­śmy przy­wra­cać naszym pacjen­tom zdro­wie, zamiast jedy­nie opóź­niać postępy cho­roby. Będę wal­czył o zmianę sys­temu, ale ty, czy­tel­niku, nie musisz na nią cze­kać. Możesz już teraz zacząć sto­so­wać się do zale­ceń, które znaj­dziesz w dal­szych roz­dzia­łach. Zdrowe odży­wia­nie się jest łatwiej­sze, niż sądzisz, jest też tanie i może ura­to­wać ci życie.

W ory­gi­nale: One doctor a day keeps the apples away (dosłow­nie: Jeden dok­tor dzien­nie trzyma jabłka z daleka). Iro­niczna para­fraza zna­nego angiel­skiego powie­dze­nia stwier­dza­ją­cego, że codzienne jedze­nie jabłek pozwala unik­nąć wizyty u leka­rza. [wróć]

CSI, Com­mit­tee for Scep­ti­cal Inqu­iry (Komi­tet ds. Scep­tycz­nych Pytań) - ame­ry­kań­ska orga­ni­za­cja non pro­fit zaj­mu­jąca się nauko­wym bada­niem zja­wisk nie­wy­tłu­ma­czo­nych lub para­nor­mal­nych. [wróć]

Mana­ged-care - w USA ter­min ten okre­śla dzia­ła­nia na rzecz obni­że­nia kosz­tów opieki zdro­wot­nej i poprawy jej jako­ści. [wróć]

"Szklanka" w całej książce ozna­cza kuchenną miarę obję­to­ści (ok. 240 ml). [wróć]

GEMI­NAL - Gene Expres­sion Modu­la­tion by Inte­rven­tion with Nutri­tion and Life­style. [wróć]

Roz­dział 1

Jak nie umrzeć na serce

Wyobraźmy sobie, że ter­ro­ry­ści roz­sie­wają zara­zek cho­roby, która sze­rzy się bez­li­to­śnie, pochła­nia­jąc życie bli­sko czte­ry­stu tysięcy Ame­ry­ka­nów rocz­nie. Ozna­cza to, że rok po roku, przez dwa­dzie­ścia cztery godziny na dobę, co osiem­dzie­siąt trzy sekundy umiera jedna osoba. Taka pan­de­mia byłaby codzien­nie obecna na czo­łów­kach gazet i wia­do­mo­ści tele­wi­zyj­nych. Zmo­bi­li­zo­wa­li­by­śmy armię, rzu­ci­li­by­śmy nasze naj­lep­sze umy­sły medyczne do poszu­ki­wań lekar­stwa na tę plagę. Krótko mówiąc, nie spo­czę­li­by­śmy, dopóki ter­ro­ry­ści nie zosta­liby powstrzy­mani.

Szczę­śli­wie nie tra­cimy co roku setek tysięcy ist­nień ludz­kich z powodu cho­roby, któ­rej można zapo­biec... Czyżby?

Nie­stety, tra­cimy. Broń bio­lo­giczna, o któ­rej mowa, nie jest bak­te­rią roz­po­wszech­nianą przez ter­ro­ry­stów, lecz co roku zabija wię­cej miesz­kań­ców Ame­ryki, niż zgi­nęło ich łącz­nie we wszyst­kich naszych minio­nych woj­nach. A prze­ciw­sta­wić się jej można nie w labo­ra­to­riach, lecz w skle­pach spo­żyw­czych, kuch­niach i jadal­niach. Nie musimy się zbroić w szcze­pionki ani anty­bio­tyki. Wystar­czy zwy­kły wide­lec.

Co się więc dzieje? Jeśli epi­de­mia sze­rzy się na tak masową skalę, dla­czego nie dzia­łamy bar­dziej ener­gicz­nie?

Zabójca, o któ­rym mówię, to cho­roba nie­do­krwienna serca. Dotyka ona pra­wie każ­dego, kto wycho­wał się na stan­dar­do­wej ame­ry­kań­skiej die­cie.

Nasz naj­więk­szy zabójca

Ame­ry­kań­ski zabójca numer jeden to szcze­gól­nego rodzaju ter­ro­ry­sta: są to złogi tłusz­czu na wewnętrz­nych ścian­kach naszych tęt­nic. U więk­szo­ści Ame­ry­ka­nów odży­wia­ją­cych się w typowy spo­sób tłuszcz gro­ma­dzi się wewnątrz naczyń wień­co­wych - tęt­nic oka­la­ją­cych serce (stąd nazwa) i zasi­la­ją­cych je krwią bogatą w tlen. Zja­wi­sko to, znane jako miaż­dżyca albo arte­rio­skle­roza, od grec­kich słów athere (kasza) i skle­ro­sis (sztyw­ność), polega na utwar­dze­niu tęt­nic na sku­tek osa­dza­nia się na ich wewnętrz­nej wyściółce boga­tych w cho­le­ste­rol pły­tek miaż­dży­co­wych. Pro­ces ten trwa dzie­się­cio­le­ciami, stop­niowo ogra­ni­cza­jąc prze­strzeń wewnątrz tęt­nic, zwę­ża­jąc drogę, którą pły­nie krew. Zmniej­sze­nie dopływu krwi do mię­śnia ser­co­wego może pod­czas więk­szego wysiłku powo­do­wać ból i uczu­cie uci­sku w piersi, co jest okre­ślane potocz­nie jako dusz­nica bole­sna. Jeśli płytka miaż­dży­cowa ode­rwie się, wewnątrz tęt­nicy może powstać zator. Takie nagłe zablo­ko­wa­nie dopływu krwi powo­duje zawał, w wyniku któ­rego część serca ulega uszko­dze­niu lub nawet cał­ko­wi­temu znisz­cze­niu.

Kiedy myśli­cie o cho­ro­bie serca, zapewne przy­cho­dzą wam do głowy zna­jomi lub bli­scy, któ­rzy całymi latami skar­żyli się na bóle w piersi i krótki oddech, zanim doszło do naj­gor­szego. Jed­nakże u więk­szo­ści Ame­ry­ka­nów umie­ra­ją­cych na zawał serca pierw­szy jego objaw bywa ostat­nim1. Mówi się wtedy o "nagłej śmierci ser­co­wej" - zgon nastę­puje w ciągu godziny od pierw­szych obja­wów. Ina­czej mówiąc, może­cie nawet nie zda­wać sobie sprawy z zagro­że­nia, a potem jest już za późno. Może­cie czuć się świet­nie, a w godzinę póź­niej nie ma was na świe­cie. Dla­tego ważne jest przede wszyst­kim zapo­bie­ga­nie cho­ro­bie wień­co­wej, nawet jeśli nie macie pew­no­ści, czy na nią cier­pi­cie.

Pacjenci czę­sto pytają mnie: "Czy ta cho­roba nie jest po pro­stu skut­kiem sta­ro­ści?". Domy­ślam się, skąd się bie­rze to powszechne nie­po­ro­zu­mie­nie. Prze­cież nasze serce w ciągu prze­cięt­nego ludz­kiego życia ude­rza dosłow­nie miliardy razy. Co w tym dziw­nego, że w końcu kie­dyś się psuje? Nic podob­nego.

Dys­po­nu­jemy sil­nymi dowo­dami na to, że w prze­szło­ści ist­niały na świe­cie ogromne obszary, na któ­rych epi­de­mia cho­roby wień­co­wej po pro­stu nie wystę­po­wała. Na przy­kład w zna­nych bada­niach pod nazwą China-Cor­nell-Oxford Pro­ject uczeni ana­li­zo­wali nawyki żywie­niowe i wystę­po­wa­nie prze­wle­kłych scho­rzeń u lud­no­ści wiej­skich tere­nów Chin. W pro­win­cji Guizhou, liczą­cej pół miliona miesz­kań­ców, wśród męż­czyzn poni­żej sześć­dzie­sią­tego pią­tego roku życia nie odno­to­wano w ciągu trzech lat ani jed­nego przy­padku śmierci, który można by przy­pi­sać cho­ro­bie wień­co­wej2.

W latach trzy­dzie­stych i czter­dzie­stych XX wieku wykształ­ceni na Zacho­dzie leka­rze pra­cu­jący w roz­bu­do­wa­nej sieci szpi­tali misyj­nych na tere­nie Afryki Sub­sa­ha­ryj­skiej zauwa­żyli, że liczne prze­wle­kłe cho­roby nęka­jące popu­la­cję tak zwa­nego wysoko roz­wi­nię­tego świata są w prak­tyce nie­obecne w więk­szej czę­ści tego kon­ty­nentu. W Ugan­dzie, wie­lo­mi­lio­no­wym kraju wschod­niej Afryki, cho­robę wień­cową okre­ślono jako "pra­wie nie­wy­stę­pu­jącą"3.

Ale może Afry­ka­nie po pro­stu umie­rają wcze­śniej z powodu innych cho­rób i nie żyją dosta­tecz­nie długo, by docze­kać śmier­tel­nego zawału? Nie. Leka­rze porów­ny­wali wyniki sek­cji zwłok miesz­kań­ców Ugandy i Ame­ry­ka­nów zmar­łych w takim samym wieku. Stwier­dzili, że spo­śród 632 osób obję­tych bada­niami w Saint Louis w sta­nie Mis­so­uri ofiarą zawału padło 136. A jak z 632 Ugan­dyj­czy­kami? Jeden zawał. Oby­wa­tele Ugandy umie­rają na serce ponad sto razy rza­dziej niż Ame­ry­ka­nie. Bada­cze byli rów­nie poru­szeni, kiedy prze­ana­li­zo­wali 800 dal­szych przy­pad­ków śmierci w Ugan­dzie. Wśród ponad 1400 zmar­łych pod­da­nych autop­sji zna­leźli tylko jeden przy­pa­dek nie­wiel­kiego, zale­czo­nego uszko­dze­nia serca, co zna­czy, że zawał nie był śmier­telny. W uprze­my­sło­wio­nym świe­cie cho­roba wień­cowa jest czo­ło­wym zabójcą. W cen­tral­nej Afryce jest taką rzad­ko­ścią, że zabija tylko jed­nego na tysiąc ludzi4.

Bada­nia nad imi­gra­cją poka­zują, że ta odpor­ność na cho­roby serca nie ma źró­dła w afry­kań­skich genach. Kiedy ludzie prze­no­szą się z obsza­rów małego ryzyka do bar­dziej zagro­żo­nych, przej­mu­jąc styl życia i nawyki żywie­niowe swo­jej nowej ojczy­zny, odse­tek cho­rych rośnie gwał­tow­nie5. Wyjąt­kowo niskie wskaź­niki scho­rzeń serca na pro­win­cji Chin i w Afryce przy­pi­suje się wyjąt­kowo niskiemu pozio­mowi cho­le­ste­rolu u przed­sta­wi­cieli tych popu­la­cji. Cho­ciaż diety Chiń­czy­ków i Afry­ka­nów są bar­dzo odmienne, mają coś wspól­nego: w obu przy­pad­kach pod­stawą jest żyw­ność pocho­dze­nia roślin­nego, zboża i warzywa. Dzięki spo­ży­wa­niu dużej ilo­ści sub­stan­cji włók­ni­stych, a zni­ko­mej tłusz­czów zwie­rzę­cych średni poziom cho­le­ste­rolu pozo­staje poni­żej 150 mg/dl6, 7, podob­nie jak u osób prze­strze­ga­ją­cych nowo­cze­snej diety roślin­nej8.

Jaki z tego wszyst­kiego wypływa wnio­sek? Że poja­wie­nie się cho­roby wień­co­wej zależy od naszego wła­snego wyboru.

Jeśli przyj­rzymy się uzę­bie­niu ludzi, któ­rzy żyli ponad dzie­sięć tysięcy lat przed wyna­le­zie­niem szczo­teczki do zębów, zauwa­żymy, że nie ma w nim pra­wie wcale ubyt­ków9. Przez całe życie ni­gdy nie czy­ścili zębów, a mimo to nie mieli dziur. To dla­tego, że nie wyna­le­ziono wtedy jesz­cze słod­kich bato­nów. Jeśli dziś psują nam się zęby, to dla­tego, że przy­jem­ność jedze­nia sło­dy­czy przed­kła­damy nad koszty lecze­nia i nie­przy­jemne chwile w fotelu den­ty­stycz­nym. Oczy­wi­ście sam też cza­sem ule­gam poku­sie - mam dobrego sto­ma­to­loga! Ale co powie­dzieć, jeśli cho­dzi o osad nie na zębach, ale w naszych tęt­ni­cach? To już nie jest kwe­stia usu­wa­nia kamie­nia nazęb­nego. To kwe­stia życia i śmierci.

Cho­roba nie­do­krwienna serca to naj­bar­dziej praw­do­po­dobna przy­czyna śmierci naszej i naszych bli­skich. Oczy­wi­ście każdy ma prawo decy­do­wać o tym, co je i jaki tryb życia pro­wa­dzi, ale czy nie powin­ni­śmy podej­mo­wać tych decy­zji bar­dziej świa­do­mie, po zapo­zna­niu się z moż­li­wymi do prze­wi­dze­nia kon­se­kwen­cjami naszych zacho­wań? Tak jak możemy stro­nić od sło­dy­czy, które nisz­czą uzę­bie­nie, możemy rów­nież uni­kać żyw­no­ści obfi­tu­ją­cej w tłusz­cze trans, tłusz­cze nasy­cone i cho­le­ste­rol, która zatyka tęt­nice.

Przyj­rzyjmy się, jak w ciągu naszego życia roz­wija się cho­roba wień­cowa. Jakie pro­ste wybory w kwe­stii diety doko­ny­wane na dowol­nym eta­pie mogą jej zapo­biec, wstrzy­mać jej postępy, a nawet je odwró­cić, zanim będzie za późno?

Czy oleje rybne to hum­bug?

Ame­ry­kań­skie Sto­wa­rzy­sze­nie na rzecz Serca (Ame­ri­can Heart Asso­cia­tion) zaleca oso­bom nara­żo­nym na cho­robę wień­cową, by skon­sul­to­wały się ze swo­imi leka­rzami w kwe­stii suple­men­tów zawie­ra­ją­cych oleje rybie omega-310. Po czę­ści za sprawą takich zale­ceń kap­sułki z tymi ole­jami stały się wie­lo­mi­liar­do­wym biz­ne­sem. Spo­ży­wamy obec­nie ponad sto tysięcy ton ole­jów ryb­nych rocz­nie11.

Ale co mówi o tym nauka? Czy powszechne prze­ko­na­nie o zba­wien­nym dzia­ła­niu tych ole­jów, mają­cych zapo­bie­gać cho­ro­bom serca i je leczyć, nie jest mitem? Sys­te­ma­tyczny prze­gląd badań opu­bli­ko­wany w "Jour­nal of the Ame­ri­can Medi­cal Asso­cia­tion" obej­muje wszyst­kie naj­bar­dziej rze­telne kli­niczne próby oceny wpływu tłusz­czów omega-3 na dłu­gość życia, praw­do­po­do­bień­stwo zawału serca i nagłej śmierci. Uwzględ­niono prace odno­szące się nie tylko do ole­jów rybich, lecz także do zale­ceń, by spo­ży­wać jak naj­wię­cej tłu­stych ryb. Co się oka­zało? Bada­cze nie stwier­dzili żad­nego dzia­ła­nia zapo­bie­ga­ją­cego cho­ro­bom serca ani zmniej­sza­ją­cego śmier­tel­ność na sku­tek zawału czy z innych powo­dów12.

A w przy­padku osoby, która prze­żyła już zawał i chce zapo­biec kolej­nemu? Rów­nież tu oleje rybie nie przy­no­szą żad­nej korzy­ści13.

Skąd się więc wła­ści­wie wziął pomysł, że tłusz­cze omega-3 zawarte w rybach i oparte na ole­jach ryb­nych suple­menty są dla nas korzystne? Sądzono w swoim cza­sie, że Eski­mosi nie cier­pią na cho­roby serca, lecz oka­zało się to mitem14. Nato­miast wyniki pew­nych wcze­śniej­szych prac wyglą­dały obie­cu­jąco. Na przy­kład w gło­śnych bada­niach DART z lat osiem­dzie­sią­tych, obej­mu­ją­cych dwa tysiące osób, wśród tych, któ­rym zale­cano spo­ży­wa­nie tłu­stych ryb, śmier­tel­ność była mniej­sza o 29 pro­cent15. To robi wra­że­nie, nic więc dziw­nego, że wyniki tych badań cie­szyły się dużym zain­te­re­so­wa­niem. Entu­zja­ści zdają się jed­nak nie pamię­tać o dru­gim cyklu prac, DART-2, który przy­niósł dokład­nie odwrotne dane. Bada­nia prze­pro­wa­dzone przez ten sam zespół naukow­ców objęły jesz­cze więk­szą grupę - trzy tysiące osób - lecz tym razem uczest­nicy, któ­rym zale­cano jedze­nie tłu­stych ryb, a w szcze­gól­no­ści ci, któ­rzy zaży­wali olej rybny w kap­suł­kach, oka­zali się bar­dziej nara­żeni na śmierć w wyniku zawału16, 17.

Po zesta­wie­niu wszyst­kich badań uczeni doszli do wnio­sku, że sto­so­wa­nie tłusz­czów omega-3 w codzien­nej prak­tyce kli­nicz­nej nie znaj­duje uza­sad­nie­nia18. Co powinni czy­nić leka­rze, kiedy ich pacjenci, kie­ru­jąc się zale­ce­niem Ame­ry­kań­skiego Sto­wa­rzy­sze­nia na rzecz Serca, dopy­tują o suple­menty z ole­jem ryb­nym? Dyrek­tor wydziału lipi­dów i meta­bo­li­zmu z Insty­tutu Cho­rób Krą­że­nia Szkoły Medycz­nej Mount Sinai ujął to nastę­pu­jąco: "Wobec nega­tyw­nego wyniku tej meta­ana­lizy i innych podob­nych naszym zada­niem [jako leka­rzy] powinno być powstrzy­ma­nie pacjen­tów przed korzy­sta­niem z tych sil­nie sko­mer­cja­li­zo­wa­nych suple­men­tów"19.

Cho­roby serca zaczy­nają się w dzie­ciń­stwie

Praca opu­bli­ko­wana w 1953 roku w "Jour­nal of the Ame­ri­can Medi­cal Asso­cia­tion" rady­kal­nie zmie­niła nasze poglądy na prze­bieg cho­rób serca. Bada­cze prze­pro­wa­dzili serię trzy­stu sek­cji zwłok Ame­ry­ka­nów w wieku około dwu­dzie­stu dwóch lat, pole­głych w woj­nie kore­ań­skiej. Co szo­ku­jące, u 77 pro­cent tych żoł­nie­rzy stwier­dzono wyraźne objawy miaż­dżycy naczyń wień­co­wych. U nie­któ­rych tęt­nice były zablo­ko­wane nawet w 90 pro­centach lub wię­cej20. Bada­nie to wyka­zało dobit­nie, że "skle­ro­tyczne zmiany w naczy­niach wień­co­wych poja­wiają się na całe lata i dekady przed­tem, zanim cho­roba nie­do­krwienna serca sta­nie się kli­nicz­nie roz­po­zna­walna"21.

Póź­niej­sze bada­nia nad ofia­rami nie­szczę­śli­wych wypad­ków w wieku od trzech do dwu­dzie­stu sze­ściu lat ujaw­niły, że złogi tłusz­czu - pierw­szy etap arte­rio­skle­rozy - wystę­pują u nie­mal wszyst­kich ame­ry­kań­skich dzieci około dzie­sią­tego roku życia22. Gdy docho­dzimy do dwu­dziestki i trzy­dziestki, złogi mogą mieć już postać peł­no­wy­mia­ro­wych pły­tek miaż­dży­co­wych, takich, jakie stwier­dzono u mło­dych ame­ry­kań­skich żoł­nie­rzy pole­głych w Korei. A kiedy mamy czter­dzie­ści lub pięć­dzie­siąt lat, zaczy­nają nas one zabi­jać.

Jeśli czy­tel­nik tych słów ma wię­cej niż dzie­sięć lat, pyta­nie nie brzmi, czy chciałby przez zdrow­szy spo­sób odży­wia­nia zapo­biec cho­ro­bie wień­co­wej, tylko czy chce w ten spo­sób odwró­cić zmiany cho­ro­bowe, które naj­praw­do­po­dob­niej już u niego wystę­pują.

Ale jak wcze­śnie te złogi tłusz­czowe zaczy­nają się poja­wiać? Arte­rio­skle­roza może zacząć się jesz­cze przed uro­dze­niem. Wło­scy naukowcy badali stan tęt­nic u poro­nio­nych pło­dów i wcze­śnia­ków, które zmarły krótko po poro­dzie. Oka­zało się, że u tych, któ­rych matki miały wysoki poziom cho­le­ste­rolu, czę­ściej wystę­po­wały uszko­dze­nia naczyń23. Odkry­cie to suge­ruje, że początki arte­rio­skle­rozy mogą się wią­zać z nie­pra­wi­dło­wym odży­wia­niem nie tylko w dzie­ciń­stwie, ale nawet pod­czas ciąży.

Powszech­nie wia­domo, że kobiety cię­żarne powinny wystrze­gać się pale­nia i alko­holu. W inte­re­sie następ­nego poko­le­nia leży, by rów­nież odpo­wied­nio wcze­śnie zaczęły się zdro­wiej odży­wiać.

Według Wil­liama C. Robertsa, redak­tora naczel­nego "Ame­ri­can Jour­nal of Car­dio­logy", jedy­nym czyn­ni­kiem ryzyka sprzy­ja­ją­cym two­rze­niu się pły­tek miaż­dży­co­wych jest cho­le­ste­rol, zwłasz­cza pod­wyż­szony poziom cho­le­ste­rolu LDL we krwi24. Istot­nie, LDL jest okre­ślany jako "zły cho­le­ste­rol", ponie­waż jest nośni­kiem, za pomocą któ­rego cho­le­ste­rol osa­dza się w naszych tęt­ni­cach. Sek­cje tysięcy mło­dych ofiar wypad­ków wyka­zały, że poziom cho­le­ste­rolu we krwi ści­śle kore­luje z roz­mia­rami zmian miaż­dży­co­wych w tęt­ni­cach25. Aby zna­cząco obni­żyć u sie­bie poziom cho­le­ste­rolu LDL, musi­cie rady­kal­nie ogra­ni­czyć spo­ży­cie trzech rodza­jów sub­stan­cji: po pierw­sze tłusz­czów trans, które są obecne w pro­duk­tach wysoko prze­two­rzo­nych, a w natu­rze - w mię­sie oraz nabiale; po dru­gie tłusz­czów nasy­co­nych, wystę­pu­ją­cych głów­nie w żyw­no­ści pocho­dze­nia zwie­rzę­cego i tak zwa­nym śmie­cio­wym jedze­niu; po trze­cie - w mniej­szym stop­niu - natu­ral­nego cho­le­ste­rolu, który jest obecny wyłącz­nie w pro­duk­tach zwie­rzę­cych, zwłasz­cza w jajach26.

Czy zauwa­ży­li­ście pra­wi­dło­wość? Wszyst­kie trzy źró­dła złego cho­le­ste­rolu - który jest naj­waż­niej­szym czyn­ni­kiem ryzyka naszego zabójcy numer jeden - wiążą się z pro­duk­tami zwie­rzę­cymi i żyw­no­ścią wysoko prze­two­rzoną. Praw­do­po­dob­nie tłu­ma­czy to, dla­czego w popu­la­cjach trzy­ma­ją­cych się tra­dy­cyj­nej diety opar­tej na pokar­mach roślin­nych w zasa­dzie nie wystę­puje epi­de­mia cho­rób serca.

Cho­le­ste­rol, głup­cze!

Dr Roberts był nie tylko przez ponad trzy­dzie­ści lat redak­to­rem naczel­nym "Ame­ri­can Jour­nal of Car­dio­logy", lecz także dyrek­to­rem Bay­lor Heart and Vascu­lar Insti­tute. Ma na swoim kon­cie ponad tysiąc publi­ka­cji nauko­wych i jest auto­rem kil­ku­na­stu ksią­żek z dzie­dziny kar­dio­lo­gii. Zna się więc na tych spra­wach.

W arty­kule wstęp­nym zaty­tu­ło­wa­nym It's the Cho­le­ste­rol, Stu­pid! (To cho­le­ste­rol, głup­cze!) wska­zuje on, jak już było powie­dziane, że w przy­padku cho­roby wień­co­wej ist­nieje tylko jeden istotny czyn­nik ryzyka: cho­le­ste­rol27. Możesz być otyły, cier­pieć na cukrzycę, dużo palić i uni­kać wysiłku fizycz­nego - twier­dzi Roberts - a mimo to nie wystą­pią u cie­bie zmiany miaż­dży­cowe, dopóki cho­le­ste­rol w two­jej krwi utrzy­muje się na dosta­tecz­nie niskim pozio­mie.

Opty­malny poziom cho­le­ste­rolu LDL wynosi praw­do­po­dob­nie 50 do 70 mg/dl i naj­wy­raź­niej im go mniej, tym lepiej. To poziom, z któ­rego star­tu­jesz w chwili naro­dzin, poziom obser­wo­wany w popu­la­cjach, w któ­rych w zasa­dzie nie spo­tyka się cho­rób serca, a także poziom, przy któ­rym postępy miaż­dżycy ule­gają zaha­mo­wa­niu28. LDL na pozio­mie około 70 mg/dl odpo­wiada cał­ko­wi­tej zawar­to­ści cho­le­ste­rolu rzędu 150 mg/dl. W słyn­nym bada­niu zna­nym jako Fra­min­gham Heart Study, dłu­go­fa­lo­wym pro­jek­cie mają­cym na celu ziden­ty­fi­ko­wa­nie czyn­ni­ków ryzyka cho­roby wień­co­wej, poni­żej tej war­to­ści nie stwier­dzono żad­nych przy­pad­ków śmierci z powodu zawału serca29. Naszym celem powinno być więc spro­wa­dze­nie poziomu cho­le­ste­rolu poni­żej 150 mg/dl w całej popu­la­cji. "Jeśli to osią­gniemy - pisze dr Roberts - wielka plaga zachod­niej cywi­li­za­cji zosta­nie w prak­tyce wyeli­mi­no­wana"30.

Średni poziom cho­le­ste­rolu u miesz­kań­ców Sta­nów Zjed­no­czo­nych jest o wiele wyż­szy niż 150 mg/dl, oscy­luje wokół 200 mg/dl. Jeśli ana­liza krwi wykaże, że masz 200 mg/dl cho­le­ste­rolu, twój lekarz powie ci, że utrzy­mu­jesz się w nor­mie. Lecz w spo­łe­czeń­stwie, dla któ­rego śmierć w wyniku zawału serca jest czymś powsze­dnim, "nor­malny" poziom cho­le­ste­rolu nie jest chyba powo­dem do rado­ści.

Aby uchro­nić się przed nie­bez­pie­czeń­stwem zawału, powi­nie­neś utrzy­my­wać poziom cho­le­ste­rolu LDL poni­żej 70 mg/dl. Według dr. Robertsa są tylko dwa spo­soby, by osią­gnąć to w skali całej popu­la­cji: trzy­mać sto milio­nów Ame­ry­ka­nów przez całe życie na lekach albo prze­ko­nać ich, by zasad­ni­czą część ich diety sta­no­wiły nisko prze­two­rzone pokarmy roślinne31.

A więc leki lub dieta. Far­ma­ceu­tyki obni­ża­jące poziom cho­le­ste­rolu są czymś powszech­nie dostęp­nym, więc po co zmie­niać nawyki żywie­niowe, skoro można po pro­stu do końca życia łykać codzien­nie pigułkę? Nie­stety, jak zoba­czymy w roz­dziale 15, leki te, nawet łagod­nie rzecz bio­rąc, nie są tak sku­teczne, jak się potocz­nie sądzi, a ponadto mogą wywo­ły­wać nie­po­żą­dane efekty uboczne.

Życzy pan sobie frytki z lipi­to­rem?

Obni­ża­jący poziom cho­le­ste­rolu lek o nazwie Lipi­tor jest naj­le­piej sprze­da­ją­cym się medy­ka­men­tem w histo­rii, war­tość jego sprze­daży na całym świe­cie prze­kro­czyła 140 miliar­dów dola­rów32. Leki z tej kate­go­rii spo­ty­kają się w ame­ry­kań­skim śro­do­wi­sku medycz­nym z takim entu­zja­zmem, że nie­któ­rzy przed­sta­wi­ciele admi­ni­stra­cji ochrony zdro­wia pro­po­nują podobno, by doda­wać je do wody w kra­nie, jak to się czyni z flu­orem33. Jedno z cza­so­pism kar­dio­lo­gicz­nych suge­ro­wało nawet pół­żar­tem, że restau­ra­cje typu fast food powinny ofe­ro­wać je obok keczupu dla zneu­tra­li­zo­wa­nia szko­dli­wego dzia­ła­nia nie­zdro­wych potraw34.

W przy­padku osób poważ­nie zagro­żo­nych cho­ro­bami serca, które nie chcą lub nie mogą obni­żyć swo­jego poziomu cho­le­ste­rolu w spo­sób natu­ralny za pomocą odpo­wied­niej diety, korzy­ści z zaży­wa­nia tych leków są więk­sze niż ryzyko. Powo­dują one jed­nak różne dzia­ła­nia nie­po­żą­dane, na przy­kład mogą szko­dzić wątro­bie lub mię­śniom. Od pacjen­tów przyj­mu­ją­cych leki obni­ża­jące cho­le­ste­rol nie­któ­rzy leka­rze wyma­gają regu­lar­nego bada­nia krwi, wła­śnie dla­tego, by kon­tro­lo­wać stan wątroby. Szuka się także we krwi pro­duk­tów roz­padu tkanki mię­śnio­wej. Biop­sje dowo­dzą, że leki te powo­dują uszko­dze­nia mię­śni, nawet jeśli bada­nia krwi tego nie potwier­dzają, a pacjent nie odczuwa żad­nego bólu ani osła­bie­nia35. Zwią­zane z tym obni­że­nie siły mię­śni i spraw­no­ści fizycz­nej może nie być wiel­kim pro­ble­mem dla osób mło­dych, ale u senio­rów pod­wyż­sza ryzyko upad­ków i ura­zów36.

Nie­dawno pod­nie­siono także inne zagad­nie­nia. W 2012 roku ame­ry­kań­ska Agen­cja Żyw­no­ści i Leków nało­żyła na pro­du­cen­tów obo­wią­zek umiesz­cza­nia na opa­ko­wa­niu leków prze­ciw­cho­le­ste­ro­lo­wych ostrze­że­nia, że mogą one mieć nie­po­żą­dany wpływ na pracę mózgu, na przy­kład powo­do­wać zaniki pamięci lub dez­orien­ta­cję. Wydaje się rów­nież, że zwięk­szają one nie­bez­pie­czeń­stwo cukrzycy37. Bada­nia prze­pro­wa­dzone w 2013 roku na kilku tysią­cach pacjen­tek z rakiem piersi wska­zują, że dłu­go­trwałe sto­so­wa­nie tych leków może u kobiet nawet dwu­krot­nie zwięk­szać ryzyko tego nowo­tworu38. Naj­więk­szym zabójcą kobiet jest wciąż cho­roba wień­cowa, a nie rak piersi, więc korzy­ści być może są więk­sze niż zagro­że­nie, ale po co nara­żać się na jakie­kol­wiek ryzyko, skoro można obni­żyć sobie cho­le­ste­rol w natu­ralny spo­sób?

Dieta oparta na pokar­mach roślin­nych obniża poziom cho­le­ste­rolu rów­nie sku­tecz­nie jak naj­do­sko­nal­sze leki, przy tym bez nie­bez­piecz­nych efek­tów ubocz­nych39. W isto­cie "efekty uboczne" zdro­wego spo­sobu odży­wia­nia są raczej korzystne - zmniej­sza się ryzyko nowo­two­rów, nie ma zagro­że­nia dla wątroby i mózgu. Zaj­miemy się tym w dal­szej czę­ści książki.

Cho­roba wień­cowa jest ule­czalna

Ni­gdy nie jest za wcze­śnie, by zacząć się zdrowo odży­wiać, ale czy może być za późno? Tacy pio­nie­rzy zdro­wego stylu życia jak Nathan Pri­ti­kin, Dean Ornish i Cald­well Essel­styn jr prze­sta­wiali pacjen­tów z zaawan­so­waną cho­robą wień­cową na dietę roślinną zbli­żoną do prak­ty­ko­wa­nej przez ludy azja­tyc­kie i afry­kań­skie, które nie cier­pią na scho­rze­nia serca. Mieli nadzieję, że zdrowa dieta powstrzyma pro­cesy cho­ro­bowe i nie pozwoli im się pogłę­biać.

Zda­rzyło się jed­nak coś nie­zwy­kłego.

Scho­rze­nia pacjen­tów zaczęły się cofać. Ich stan zdro­wia się popra­wiał. Gdy tylko porzu­cili dietę zapy­cha­jącą im tęt­nice, ich orga­ni­zmy były zdolne do likwi­da­cji zło­gów, które sobie wcze­śniej wytwo­rzyły. Tęt­nice prze­czy­ściły się bez udziału leków czy inter­wen­cji chi­rur­gicz­nej, nawet w przy­padku nie­któ­rych pacjen­tów z roz­le­głą cho­robą wień­cową obej­mu­jącą trzy główne tęt­nice. Naj­wi­docz­niej ciała tych ludzi cały czas były gotowe do wyzdro­wie­nia, tylko wcze­śniej nie dano im na to szansy40.

Pozwól­cie, że podzielę się z wami tym, co nazwano "naj­le­piej skry­wa­nym sekre­tem medy­cyny"41: ludz­kie ciało uzdra­wia się samo, jeśli stwo­rzy mu się odpo­wied­nie warunki. Kiedy mocno wal­niesz się gole­nią o sto­lik do kawy, pojawi się na niej zaczer­wie­nie­nie i bole­sna opu­chli­zna. Jeśli pozwo­lisz orga­ni­zmowi użyć jego wła­snej magii, noga sama wróci do normy. Ale jeśli będziesz ude­rzał się w to miej­sce po trzy razy dzien­nie, przy śnia­da­niu, lun­chu i obie­dzie? Oczy­wi­ście nie wyzdro­wie­jesz ni­gdy.

Mógł­byś pójść do leka­rza i poskar­żyć się na ból nogi. "Żaden pro­blem" - powie i się­gnie po druk, by wypi­sać ci receptę na środki prze­ciw­bó­lowe. Wró­cisz do domu, w dal­szym ciągu będziesz obi­jał nogę o meble, ale dzięki piguł­kom poczu­jesz się o wiele lepiej. Dzięki wam, nie­biosa, za nowo­cze­sną medy­cynę! To wła­śnie dzieje się, kiedy ludzie zaży­wają nitro­gli­ce­rynę, by pozbyć się bólu w pier­siach. Lekar­stwo może przy­nieść wielką ulgę, lecz w żaden spo­sób nie wpływa na ukrytą przy­czynę dole­gli­wo­ści.

Twoje ciało dąży do odzy­ska­nia zdro­wia, musisz mu tylko na to pozwo­lić. Jeśli jed­nak odna­wiasz uraz trzy razy dzien­nie, to prze­ry­wasz pro­ces ozdro­wień­czy. Spójrzmy na zwią­zek pale­nia tyto­niu z rakiem płuc. Jedną z naj­bar­dziej zdu­mie­wa­ją­cych rze­czy, jakich się dowie­dzia­łem pod­czas stu­diów medycz­nych, był fakt, że po pięt­na­stu latach od rzu­ce­nia nałogu praw­do­po­do­bień­stwo wystą­pie­nia u cie­bie nowo­tworu zrów­nuje się z tym samym wskaź­ni­kiem dla osoby, która nie paliła ni­gdy42. Twoje płuca potra­fią oczy­ścić się z całej tej nagro­ma­dzo­nej smoły i w końcu są w takim sta­nie, jak­byś ni­gdy nie miał w ustach papie­rosa.

Ciało chce być zdrowe. Każ­dej nocy w twoim życiu pala­cza, kiedy zapa­dasz w sen, rusza od nowa pro­ces lecze­nia, który trwa aż do chwili, gdy... bum!... zapa­lasz naza­jutrz rano pierw­szego papie­rosa. Każdy wdech na nowo rani twoje płuca i podob­nie każdy kęs nie­zdro­wej żyw­no­ści rani twoje tęt­nice. Możesz zacho­wać umiar i tłuc się mniej­szym młot­kiem, ale po co w ogóle się bić? Lepiej świa­do­mie wybrać inną drogę, zanie­chać nisz­cze­nia wła­snego orga­ni­zmu i dopu­ścić do głosu natu­ralny pro­ces powrotu do zdro­wia.

Endo­tok­syny kale­czą twoje tęt­nice

Nie­zdrowa dieta nie tylko zmie­nia budowę two­ich tęt­nic, może rów­nież wpły­wać na ich funk­cjo­no­wa­nie. Tęt­nice to nie są zwy­kłe rurki, któ­rymi pły­nie krew. To żywe i ruchliwe organy. Od pra­wie dwóch dzie­się­cio­leci wiemy, że jedno danie typu fast food - w bada­niu użyto McMuf­fina z kotle­tem wie­przo­wym i jaj­kiem - potrafi usztyw­nić tęt­nice na całe godziny, o połowę zmniej­sza­jąc ich nor­malną zdol­ność do roz­luź­nie­nia się43. A kiedy pięć czy sześć godzin póź­niej ten stan zapalny zaczyna się cofać, przy­cho­dzi pora na lunch! I tęt­nice zapy­cha kolejna por­cja nie­zdro­wej żyw­no­ści. W ten spo­sób naczy­nia krwio­no­śne wielu miesz­kań­ców Ame­ryki znaj­dują się w prze­wle­kłym sta­nie zapal­nym, o nie­wiel­kim natę­że­niu, lecz na dłuż­szą metę nie­bez­piecz­nym. Nie­zdrowe jedze­nie wyrzą­dza orga­ni­zmowi szkody nie tylko na prze­strzeni całych lat, lecz rów­nież tu i teraz, gdy tylko przej­dzie przez twoje usta.

Pier­wot­nie bada­cze przy­pi­sy­wali całą winę tłusz­czom zwie­rzę­cym lub pro­te­inom tego samego pocho­dze­nia, lecz ostat­nio sku­piają uwagę na pro­du­ko­wa­nych przez bak­te­rie sub­stan­cjach okre­śla­nych jako endo­tok­syny. Nie­które pro­dukty żyw­no­ściowe, takie jak mięso, są śro­do­wi­skiem bak­te­rii, które mogą wywo­ły­wać stany zapalne, nawet jeśli posi­łek jest goto­wany. Endo­tok­syny nie roz­kła­dają się w tem­pe­ra­tu­rze goto­wa­nia, nie nisz­czą ich też kwasy żołąd­kowe ani enzymy tra­wienne, więc po spo­ży­ciu pro­duk­tów pocho­dze­nia zwie­rzę­cego pozo­stają w naszych jeli­tach. Przy­pusz­cza się, że następ­nie wraz z tłusz­czami nasy­co­nymi jako nośni­kiem prze­ni­kają do krwio­biegu, wywo­łu­jąc w tęt­ni­cach reak­cje zapalne44.

Być może wyja­śnia to, dla­czego pacjenci ze scho­rze­niami serca odczu­wają ulgę po przej­ściu na dietę zło­żoną głów­nie z pro­duk­tów roślin­nych - owo­ców, warzyw, zbóż i roślin strącz­ko­wych. Dr Ornish podaje, że u pacjen­tów prze­sta­wio­nych na dietę roślinną liczba ata­ków dusz­no­ści w ciągu zale­d­wie kilku tygo­dni spada o 91 pro­cent, nie­za­leż­nie od tego, czy wyko­nują zale­cane ćwi­cze­nia fizyczne45, czy nie46. Bły­ska­wiczne ustą­pie­nie dole­gli­wo­ści, do któ­rego docho­dzi na długo przed tym, zanim orga­nizm ma szansę uwol­nić się od pły­tek miaż­dży­co­wych, suge­ruje, że dieta roślinna nie tylko wspo­maga oczysz­cza­nie tęt­nic, lecz także popra­wia ich bie­żące funk­cjo­no­wa­nie. Dla kon­tra­stu: w gru­pie kon­tro­l­nej pacjen­tów, któ­rym zale­cono, by kie­ro­wali się radami swo­ich leka­rzy, liczba ata­ków dusz­nicy bole­snej wzro­sła o 186 pro­cent47. Nic dziw­nego, że ich stan się pogor­szył, skoro na­dal spo­ży­wali te same pokarmy, które nisz­czyły ich tęt­nice.

O sile spraw­czej zmian w die­cie wiemy od dzie­się­cio­leci. Dla przy­kładu: w 1977 roku "Ame­ri­can Heart Jour­nal" opu­bli­ko­wał arty­kuł zaty­tu­ło­wany Dusz­nica bole­sna a dieta wegań­ska. Na dietę wegań­ską skła­dają się wyłącz­nie pokarmy roślinne, nie ma mowy o mię­sie, nabiale czy jajach. Leka­rze opi­sali w tym arty­kule przy­padki w rodzaju pana F. W. (aby chro­nić pry­wat­ność pacjen­tów, używa się czę­sto samych ini­cja­łów), sześć­dzie­się­cio­pię­cio­let­niego męż­czy­zny cier­pią­cego na tak silne bóle w piersi, że musiał zatrzy­my­wać się co dzie­więć lub dzie­sięć kro­ków. Nie był w sta­nie nawet pójść do skrzynki na listy. Prze­szedł na dietę wegań­ską i w ciągu kilku dni bóle się uspo­ko­iły, a po paru mie­sią­cach podobno cho­dził po górach, nie dozna­jąc przy tym żad­nych dole­gli­wo­ści48.

Może nie doj­rza­łeś jesz­cze do tego, by zacząć zdro­wiej się odży­wiać? Cóż, mamy już nową klasę leków na cho­robę wień­cową, takich jak na przy­kład rano­la­zyna (nazwa han­dlowa Ranexa). Przed­sta­wi­ciel kon­cernu far­ma­ceu­tycz­nego suge­ruje, że pro­dukt ten jest prze­zna­czony dla osób "nie­zdol­nych do prze­strze­ga­nia zasad obo­wią­zu­ją­cych przy die­cie wegań­skiej"49. Koszty kura­cji prze­kra­czają dwa tysiące dola­rów rocz­nie, za to efekty uboczne są zni­kome. To działa... mówiąc języ­kiem tech­nicz­nym. Przy sto­so­wa­niu mak­sy­mal­nej dawki Ranexa pozwala na prze­dłu­że­nie ćwi­czeń fizycz­nych o 33,5 sekundy50. Wię­cej niż pół minuty! Nie wygląda na to, żeby pacjenci, któ­rzy wybiorą to wyj­ście, wspi­nali się w nie­dłu­gim cza­sie na góry.

Czy orze­chy bra­zy­lij­skie regu­lują poziom cho­le­ste­rolu?

Czy to prawda, że jed­no­ra­zowo spo­żyta por­cja orze­chów bra­zy­lij­skich obniży twój poziom cho­le­ste­rolu sku­tecz­niej niż leki i utrzyma go w ryzach nawet przez mie­siąc?

To było jedno z naj­bar­dziej zwa­rio­wa­nych odkryć, o jakich sły­sza­łem. Bra­zy­lij­scy bada­cze (jak­żeby ina­czej!) prze­pro­wa­dzili eks­pe­ry­ment pole­ga­jący na jed­no­ra­zo­wym poda­niu dzie­się­ciu oso­bom obu płci od jed­nego do ośmiu orze­chów bra­zy­lij­skich. O dziwo, w prze­ci­wień­stwie do grupy kon­tro­l­nej, która nie otrzy­my­wała orze­chów w ogóle, już spo­ży­cie czte­rech sztuk nie­mal natych­miast popra­wiało poziom cho­le­ste­rolu. "Zły" cho­le­ste­rol LDL opa­dał o zdu­mie­wa­jące 20 pro­cent dzie­więć godzin po zje­dze­niu orze­chów51. Żadne leki nie dzia­łają nawet w przy­bli­że­niu tak szybko52.

A teraz naprawdę nie­wia­ry­godna wia­do­mość: bada­cze zmie­rzyli ponow­nie poziom cho­le­ste­rolu u uczest­ni­ków badań po upły­wie trzy­dzie­stu dni. Nawet w mie­siąc po jed­no­ra­zo­wym spo­ży­ciu orze­chów poziom ten był na­dal niski.

Zazwy­czaj kiedy w lite­ra­tu­rze medycz­nej poja­wiają się wyniki tego rodzaju, "zbyt piękne, żeby były praw­dziwe", leka­rze cze­kają na powtó­rze­nie badań, zanim wpro­wa­dzą zmiany w swo­jej prak­tyce kli­nicz­nej i zaczną zale­cać nowość pacjen­tom, zwłasz­cza że w tym wypadku eks­pe­ry­ment prze­pro­wa­dzono na gru­pie zale­d­wie dzie­się­cio­oso­bo­wej, a efekty wydają się nie­praw­do­po­dobne. Skoro jed­nak kura­cja jest tania, łatwa i nie­szko­dliwa - mowa o zale­d­wie czte­rech orze­chach bra­zy­lij­skich na mie­siąc - to moim zda­niem cię­żar dowodu powi­nien spo­cząć na dru­giej stro­nie. Myślę, że roz­sąd­nie będzie sto­so­wać tę metodę, dopóki nie zosta­nie udo­wod­niona jej bez­u­ży­tecz­ność.

Ale wię­cej nie ozna­cza lepiej. Orze­chy bra­zy­lij­skie zawie­rają tak dużo selenu, że zja­da­nie codzien­nie czte­rech sztuk ozna­czałoby prze­kro­cze­nie dopusz­czal­nej normy tej sub­stan­cji. Spo­ży­wa­jąc tylko cztery orze­chy mie­sięcz­nie, nie musi­cie się o nic mar­twić.

Pie­nią­dze rzą­dzą

Wyniki badań świad­czące, że cho­robę wień­cową można wyle­czyć, prze­strze­ga­jąc diety roślin­nej - nawet bez wpro­wa­dza­nia innych zmian w stylu życia - były od dzie­się­cio­leci publi­ko­wane w naj­bar­dziej pre­sti­żo­wych pismach medycz­nych na całym świe­cie. Dla­czego nie wyko­rzy­stano dotąd tej wie­dzy w publicz­nej poli­tyce zdro­wot­nej?

W 1977 roku senacki Komi­tet Żyw­no­ści i Potrzeb Ludz­kich, zwany potocz­nie Komi­tetem McGo­verna, pró­bo­wał wła­śnie to uczy­nić. Przy­go­to­wano raport Die­tary Goals for the Uni­ted Sta­tes (Cele dla Sta­nów Zjed­no­czo­nych w dzie­dzi­nie diety), zale­ca­jący ogra­ni­cze­nie spo­ży­cia pro­duk­tów pocho­dze­nia zwie­rzę­cego i zwięk­sze­nie udziału żyw­no­ści roślin­nej. Jak wspo­mina jeden z zało­ży­cieli wydziału odży­wia­nia na Uni­wer­sy­te­cie Harvarda: "pro­du­cenci mięsa, mleka i jaj byli bar­dzo nie­za­do­wo­leni"53. To łagod­nie powie­dziane. Pod pre­sją kół gospo­dar­czych nie tylko usu­nięto z raportu "ogra­ni­cze­nie kon­sump­cji mięsa", ale nawet roz­wią­zano sam komi­tet, a kilku zna­nych sena­to­rów, któ­rzy poparli raport, utra­ciło podobno szansę na ponowny wybór54.

W nieco póź­niej­szych cza­sach wyszło na jaw, że wielu człon­ków Komi­tetu Dorad­czego do spraw Żyw­no­ści miało finan­sowe powią­za­nia z pro­du­cen­tami sło­dy­czy albo insty­tu­cjami w rodzaju Rady Zdro­wego Stylu Życia McDo­nald's czy Insty­tutu Napo­jów Coca-Coli na rzecz Zdro­wia i Dobro­bytu. Jedna z człon­kiń komi­tetu, która brała udział w opra­co­wa­niu ofi­cjal­nego porad­nika żywie­nio­wego dla Ame­ry­ka­nów, była nawet wcze­śniej twa­rzą reklamy pro­du­centa cia­stek Dun­cana Hinesa, a następ­nie firmy Cri­sco55.

Jak zauwa­żył pewien komen­ta­tor w piśmie "Food and Drug Law Jour­nal", w rapor­tach Komi­tetu Dorad­czego do spraw Żyw­no­ści:

Nie ma żad­nego omó­wie­nia nauko­wych badań nad skut­kami spo­ży­cia mięsa. Gdyby Komi­tet naprawdę się nimi zajął, nie mógłby w żaden spo­sób uza­sad­nić swo­ich reko­men­da­cji zale­ca­ją­cych jedze­nie mięsa, ponie­waż bada­nia dowo­dzą, że zwięk­sza to ryzyko chro­nicz­nych cho­rób, co jest sprzeczne z celami porad­nika. Tak więc, igno­ru­jąc po pro­stu te wyniki, Komi­tet mógł sfor­mu­ło­wać wnio­ski, które ina­czej byłyby nie­do­rzeczne56.

A co na to pro­fe­sjo­na­li­ści, medycy? Dla­czego moi kole­dzy nie posłu­żyli się tymi wyni­kami, by zade­mon­stro­wać zna­cze­nie zdro­wego odży­wia­nia? To smutne, lecz histo­ria medy­cyny zna wiele sytu­acji, w któ­rych lekar­ski esta­bli­sh­ment odrzu­cał wyroki nauki, ponie­waż zaprze­czały one domi­nu­ją­cym poglą­dom. Zja­wi­sko to ma nawet swoją nazwę: "efekt pomi­dora". Okre­śle­nie to ukuł "Jour­nal of the Ame­ri­can Medi­cal Asso­cia­tion", nawią­zu­jąc do faktu, że pomi­dory uwa­żano począt­kowo za tru­jące i przez całe wieki były w Ame­ryce wyklęte pomimo nie­pod­wa­żal­nych dowo­dów ich nie­szko­dli­wo­ści57.

To źle, że więk­szość szkół medycz­nych nie wymaga od swo­ich absol­wen­tów odby­cia kursu pra­wi­dło­wego żywie­nia58, ale jesz­cze smut­niej­sze, że wio­dące orga­ni­za­cje zawo­dowe medy­ków wystę­pują aktyw­nie prze­ciwko popra­wie edu­ka­cji leka­rzy w tej dzie­dzi­nie59. Kiedy Ame­ry­kań­ska Aka­de­mia Leka­rzy Rodzin­nych (AAFP) została wywo­łana do tablicy z powodu swo­ich związ­ków z Coca-Colą wspie­ra­jącą pro­gram edu­ka­cji pacjen­tów w dzie­dzi­nie zdro­wego odży­wia­nia, jej wice­pre­zes pró­bo­wał odpie­rać zarzuty, tłu­ma­cząc, że nie jest to sytu­acja bez pre­ce­densu. Prze­cież Aka­de­mia współ­pra­co­wała już w prze­szło­ści z Pep­siCo i McDo­nald's60. A jesz­cze wcze­śniej więzi finan­sowe łączyły ją z Phi­li­pem Mor­ri­sem, pro­du­cen­tem papie­ro­sów61.

Ta argu­men­ta­cja raczej nie uła­go­dziła kry­ty­ków, więc dygni­tarz AAFP ode­słał ich do dekla­ra­cji Ame­ry­kań­skiego Sto­wa­rzy­sze­nia Die­te­ty­ków, gło­szą­cej, że "nie ma dobrej i złej żyw­no­ści, ist­nieje jedy­nie dobra lub zła dieta". Nie ma złej żyw­no­ści? Naprawdę? Prze­mysł tyto­niowy posłu­gi­wał się podob­nym hasłem: "pale­nie samo w sobie nie jest szko­dliwe, szko­dzi tylko nad­mierne pale­nie"62. Skąd my to znamy? Wszystko dobre, byle w miarę.

Ame­ry­kań­skie Sto­wa­rzy­sze­nie Die­te­ty­ków (ADA), które roz­po­wszech­nia serię porad­ni­ków z zale­ce­niami doty­czą­cymi zdro­wej diety, rów­nież ma swoje biz­ne­sowe powią­za­nia. Kto pisze te porad­niki? Orga­ni­za­cje zwią­zane z prze­my­słem spo­żyw­czym płacą sto­wa­rzy­sze­niu 20 tysięcy dola­rów za każdy porad­nik, otrzy­mu­jąc w zamian prawo do udziału w jego opra­co­wa­niu. Uczymy się więc o jajach od Ame­ry­kań­skiej Izby Pro­du­cen­tów Jaj, a o dobro­dziej­stwach gumy do żucia od Nauko­wego Insty­tutu Wri­gleya63.

W 2012 roku ADA zmie­niło nazwę na Aka­de­mię Żyw­no­ści i Die­te­tyki, ale nie wydaje się, by zmie­niło swoją poli­tykę. Na­dal przyj­muje co roku miliony dola­rów od pro­du­cen­tów śmie­cio­wej żyw­no­ści, mięsa, nabiału, napo­jów gazo­wa­nych i słod­kich bato­nów. W zamian pozwala im orga­ni­zo­wać pod swoim szyl­dem semi­na­ria szko­le­niowe, na któ­rych die­te­tycy dowia­dują się, co powinni zale­cać swoim klien­tom64. Kiedy sły­szy­cie tytuł "dyplo­mo­wany die­te­tyk", macie do czy­nie­nia wła­śnie z absol­wen­tem tych kur­sów. Dzięki Bogu trend ten zaczyna być prze­ła­my­wany za sprawą wewnętrz­nych ruchów w spo­łecz­no­ści die­te­tyków, czego przy­kła­dem jest powsta­nie orga­ni­za­cji Die­te­tycy na rzecz Rze­tel­no­ści Zawo­do­wej.

A gdzie są leka­rze? Dla­czego moi kole­dzy nie mówią pacjen­tom, że powinni trzy­mać się z dala od Chick-fil-A1? Zbyt krótki czas wizyty to powszechne uspra­wie­dli­wie­nie, ale naj­sil­niej­szy argu­ment, który wysu­wają leka­rze zapy­tani, dla­czego nie zale­cają oso­bom z wyso­kim pozio­mem cho­le­ste­rolu przej­ścia na zdrow­szą dietę, brzmi, że pacjenci mogą "bać się wyrze­czeń zwią­za­nych z takimi radami"65. Ina­czej mówiąc, pan dok­tor uważa, że pacjent będzie nie­szczę­śliwy, kiedy pozbawi się go dotych­cza­so­wego śmie­cio­wego jedze­nia. Czy potra­fi­cie sobie wyobra­zić leka­rza, który mówi: "Tak, wiem, że powi­nie­nem odstrę­czać moich pacjen­tów od pale­nia, ale oni tak bar­dzo to lubią"?

Dr Neal Bar­nard, pre­zes Lekar­skiego Komi­tetu na rzecz Odpo­wie­dzial­nej Medy­cyny, opu­bli­ko­wał nie­dawno w piśmie Ame­ry­kań­skiego Towa­rzy­stwa Medycz­nego poświę­co­nym etyce zawo­do­wej poru­sza­jący arty­kuł wstępny, w któ­rym opi­sał, jak leka­rze prze­szli od obo­jęt­no­ści lub nawet akcep­ta­cji pale­nia tyto­niu do aktyw­nej walki z tym nało­giem. Uświa­do­mili sobie przy tym, że ich zale­ce­nia, by rzu­cić pale­nie, staną się bar­dziej prze­ko­nu­jące, jeśli sami nie będą mieli śla­dów tyto­niu na pal­cach.

Dzi­siaj, powiada dr Bar­nard, "pro­pa­go­wa­nie diety roślin­nej jest w dzie­dzi­nie odży­wia­nia odpo­wied­ni­kiem walki z pale­niem"66.

Chick-fil-A - jedna z ame­ry­kań­skich sieci restau­ra­cji typu fast food. [wróć]

Roz­dział 2

Jak nie umrzeć na cho­robę płuc

Naj­gor­sza śmierć, jakiej byłem świad­kiem, to śmierć czło­wieka cho­rego na raka płuc. Pra­co­wa­łem wtedy w szpi­talu publicz­nym w Bosto­nie. Naj­wy­raź­niej ludzie umie­ra­jący za kra­tami źle wyglą­dają w sta­ty­sty­kach wię­zien­nic­twa, więc ska­za­nych w sta­nie ter­mi­nal­nym prze­no­szono na kilka ostat­nich dni do naszego szpi­tala, nawet jeśli nie mogli­śmy już nic dla nich zro­bić.

Było to latem, a wię­zienny oddział szpi­tala nie był wypo­sa­żony w kli­ma­ty­za­cję, w każ­dym razie nie w salach cho­rych. My, leka­rze, mogli­śmy się schro­nić w chłod­nym pomiesz­cze­niu pie­lę­gnia­rek, ale więź­nio­wie, przy­kuci kaj­dan­kami do łóżek, mdleli z gorąca na gór­nym pię­trze wyso­kiego cegla­nego budynku. Kiedy prze­pro­wa­dzano ich przez hall z nogami spię­tymi w kost­kach łań­cu­chem, na pod­ło­dze zosta­wały kro­ple potu.

Tej nocy, kiedy ów czło­wiek umarł, odby­wa­łem jeden z moich 36-godzin­nych dyżu­rów. Mie­li­śmy wtedy 117-godzinny tydzień robo­czy. Aż dziwne, że nie uśmier­ci­li­śmy wię­cej cho­rych. Nocą było nas tylko dwóch - ja oraz kolega, który dora­biał sobie po godzi­nach i naj­chęt­niej odsy­piał za swoje dodat­kowe 1000 dola­rów. Przez więk­szość czasu byłem więc pozo­sta­wiony sam z set­kami pacjen­tów, a nie­któ­rzy z nich byli naprawdę ciężko cho­rzy. Była wła­śnie jedna z tych nocy, kiedy, otu­ma­niony jesz­cze ze snu, ode­bra­łem wezwa­nie.

Do tego czasu widy­wa­łem zmar­łych, któ­rych przy­wie­ziono do szpi­tala za późno, albo takich, któ­rzy zmarli nam na rękach pod­czas despe­rac­kich i pra­wie zawsze bez­sku­tecz­nych prób resu­scy­ta­cji.

Ten czło­wiek był inny.

Miał sze­roko otwarte oczy, kon­wul­syj­nie wcią­gał powie­trze, dło­nie kur­czowo ści­skały ramę łóżka. Nowo­twór wypeł­nił jego płuca pły­nem. Konał na raka płuc.

W cza­sie gdy pacjent mio­tał się despe­racko, bła­ga­jąc o pomoc, w mojej gło­wie kłę­biły się pro­to­koły medyczne i pro­ce­dury, lecz nic już nie byłem w sta­nie zro­bić. Potrzebna mu była mor­fina, ale prze­cho­wy­wano ją na dru­gim końcu oddziału i nie dostał­bym jej nawet dla niego. Nie cie­szy­łem się popu­lar­no­ścią na pię­trze wię­zien­nym. Zło­ży­łem kie­dyś donie­sie­nie na straż­nika, który pobił cho­rego więź­nia, i w nagrodę gro­żono mi śmier­cią. Nie było żad­nego spo­sobu, żeby prze­pusz­czono mnie na czas przez bramki. Bła­ga­łem pie­lę­gniarkę, żeby zdo­była tro­chę mor­finy, ale wró­ciła za późno.

Kaszel cho­rego zamie­nił się w bul­go­ta­nie. "Wszystko będzie dobrze" - powie­dzia­łem. I natych­miast przy­szło mi do głowy: Jak można mówić takie idio­ty­zmy czło­wie­kowi krztu­szą­cemu się na śmierć. Jesz­cze jedno w dłu­gim sze­regu pro­tek­cjo­nal­nych kłamstw, jakich wysłu­chi­wał pew­nie w swoim życiu od róż­nych waż­nych figur. W poczu­ciu bez­na­dziej­no­ści z leka­rza sta­łem się znowu istotą ludzką. Ują­łem jego dłoń, a on zaci­snął ją z całej siły, przy­cią­ga­jąc mnie do swo­jej mokrej od łez, prze­ra­żo­nej twa­rzy. "Jestem tutaj - powie­dzia­łem. - Jestem tu z tobą". Nie odwra­ca­li­śmy od sie­bie wzroku do chwili, gdy sko­nał. To było tak, jak­bym obser­wo­wał kogoś tor­tu­ro­wa­nego na śmierć.

Weź głę­boki oddech. A teraz wyobraź sobie, jak byś się czuł, nie mogąc oddy­chać. Musimy wszy­scy dbać o nasze płuca.

Cho­roby płuc, ame­ry­kań­ski zabójca numer dwa, zabie­rają życie około 300 tysięcy osób rocz­nie. I podob­nie jak w przy­padku numeru jeden, czyli cho­rób serca, w znacz­nym stop­niu można im zapo­bie­gać. Cho­roby te przy­bie­rają wiele form, ale trzy z nich zabi­ja­jące naj­wię­cej ludzi to rak płuc, prze­wle­kła obtu­ra­cyjna cho­roba płuc (POChP) i astma.

Rak płuc jest naj­więk­szym zabójcą spo­śród wszyst­kich nowo­two­rów. Więk­szość ze 160 tysięcy zgo­nów, które powo­duje co roku, to bez­po­średni sku­tek pale­nia. Zdrowa dieta może jed­nak ogra­ni­czyć uszko­dze­nia DNA wywo­ły­wane przez dym tyto­niowy, a także zapo­biec roz­prze­strze­nia­niu się raka.

Na POChP umiera w USA około 140 tysięcy osób rocz­nie. Przy­czyną śmierci jest albo uszko­dze­nie ścian pęche­rzy­ków płuc­nych (roze­dma), albo zapa­le­nie i utrata droż­no­ści dróg odde­cho­wych, które zatyka gęsty śluz (chro­niczny bron­chit). Cho­ciaż nie ma lekar­stwa na trwałe oka­le­cze­nie płuc powo­do­wane przez POChP, to dieta bogata w owoce i warzywa może spo­wol­nić postępy cho­roby i popra­wić funk­cjo­no­wa­nie płuc u trzy­na­stu milio­nów osób, które na nią cier­pią.

Na koniec astma, która zabija 3000 osób rocz­nie, jest jedną z naj­bar­dziej roz­po­wszech­nio­nych wśród dzieci cho­rób prze­wle­kłych, cho­ciaż łatwo jej zapo­biec za pomocą odpo­wied­niej diety. Bada­nia wska­zują, że codzienne spo­ży­wa­nie kilku dodat­ko­wych por­cji owo­ców i warzyw może zre­du­ko­wać zarówno liczbę przy­pad­ków astmy w dzie­ciń­stwie, jak i liczbę ata­ków dusz­no­ści u osób, które już na nią cier­pią.

RAK PŁUC

Rak płuc jest w Sta­nach Zjed­no­czo­nych dia­gno­zo­wany co roku u około 220 tysięcy osób i powo­duje wię­cej zgo­nów niż trzy kolejne rodzaje nowo­two­rów razem wzięte, czyli rak jelita gru­bego, piersi i trzustki1. W każ­dej chwili bli­sko 400 tysięcy Ame­ry­ka­nów żyje w cie­niu raka płuc2. Ina­czej niż w przy­padku cho­roby wień­co­wej, któ­rej zwią­zek z jedze­niem wywo­łu­ją­cym zaty­ka­nie tęt­nic nie jest jesz­cze powszech­nie dostrze­gany, nikt nie ma wąt­pli­wo­ści, że naj­częst­szą przy­czyną raka płuc jest pale­nie tyto­niu. Według danych Ame­ry­kań­skiego Sto­wa­rzy­sze­nia na rzecz Płuc pale­nie przy­czy­nia się nawet do 90 pro­cent wszyst­kich przy­pad­ków śmierci z powodu tego nowo­tworu. Palący męż­czyźni są dwa­dzie­ścia trzy razy, a kobiety trzy­na­ście razy bar­dziej nara­żone na raka płuc niż osoby nie­pa­lące. Przy czym pala­cze nisz­czą nie tylko wła­sne zdro­wie; co roku umie­rają tysiące osób, które były jedy­nie bier­nymi pala­czami. Nie­pa­lący mają o 20-30 pro­cent więk­sze szanse na zacho­ro­wa­nie na raka płuc, jeśli są regu­lar­nie nara­żeni na wdy­cha­nie dymu papie­ro­so­wego3.

Dzi­siaj na wszyst­kich opa­ko­wa­niach papie­ro­sów umiesz­cza się ostrze­że­nia, ale wcze­śniej infor­ma­cje o związku pomię­dzy pale­niem a rakiem płuc były długo blo­ko­wane przez potężne grupy inte­resu - podob­nie jak dzi­siaj blo­ko­wana jest wie­dza o związku mię­dzy spo­so­bem odży­wia­nia się a innymi cho­ro­bami śmier­tel­nymi. Na przy­kład w latach 80. Phi­lip Mor­ris, czo­łowy pro­du­cent papie­ro­sów, roz­wi­nął osła­wiony Whi­te­coat Pro­ject. Kor­po­ra­cja wyna­jęła leka­rzy, któ­rzy fir­mo­wali pod­su­wane im raporty zaprze­cza­jące ist­nie­niu związku mię­dzy bier­nym pale­niem a cho­ro­bami płuc. Ten­den­cyj­nie dobrane dane pocho­dzące z róż­nych prac nauko­wych masko­wały lub znie­kształ­cały dowody szko­dli­wo­ści bier­nego pale­nia. Takie dzia­ła­nia wybie­la­jące w połą­cze­niu z otwar­tymi kam­pa­niami rekla­mo­wymi prze­my­słu tyto­nio­wego poma­gały zachę­cić do pale­nia całe poko­le­nia Ame­ry­ka­nów4.

Jeśli mimo wszyst­kich dowo­dów i ostrze­żeń jesteś pala­czem, naj­waż­niej­szym kro­kiem, jaki powi­nie­neś wyko­nać, jest rzu­ce­nie pale­nia. Teraz. Natych­miast. Korzy­ści poja­wiają się od razu. Według Ame­ry­kań­skiego Towa­rzy­stwa na rzecz Walki z Rakiem już dwa­dzie­ścia minut po odło­że­niu papie­rosa uspo­kaja się rytm serca i spada ciśnie­nie krwi. W ciągu kilku tygo­dni popra­wiają się krą­że­nie i praca układu odde­cho­wego. W ciągu kilku mie­sięcy zaczy­nają odra­dzać się spe­cjalne komórki, które oczysz­czają płuca, usu­wają śluz i zmniej­szają ryzyko infek­cji. Po roku abs­ty­nen­cji zwią­zane z pale­niem ryzyko cho­roby wień­co­wej spada o połowę w sto­sunku do osób na­dal palą­cych5. Jak dowie­dzie­li­śmy się w roz­dziale 1, ludz­kie ciało ma cudowną zdol­ność samo­dziel­nego powrotu do zdro­wia, o ile nie wyrzą­dzamy mu nowych szkód. Pro­ste zmiany w die­cie poma­gają w likwi­da­cji uszko­dzeń spo­wo­do­wa­nych przez rako­twór­cze sub­stan­cje obecne w dymie tyto­nio­wym.

Kie­ru­nek: bro­kuły

Przede wszyst­kim musimy zro­zu­mieć, na czym polega tok­syczny wpływ papie­ro­sów na płuca. Dym tyto­niowy zawiera związki che­miczne, które osła­biają nasz sys­tem immu­no­lo­giczny, przez co ciało staje się bar­dziej podatne na cho­roby i zmniej­sza się jego zdol­ność do nisz­cze­nia komó­rek rako­wych. Jed­no­cze­śnie dym może uszka­dzać zawarte w komór­kach DNA, zwięk­sza­jąc praw­do­po­do­bień­stwo powsta­nia i roz­woju nowo­tworu6.

Aby spraw­dzić, czy wła­ściwa dieta zapo­biega uszko­dze­niom DNA, uczeni czę­sto pod­dają bada­niom nało­go­wych pala­czy. W ramach jed­nej z prac wyod­ręb­niono grupę osób palą­cych od dawna i popro­szono ich, żeby jedli dwa­dzie­ścia pięć razy wię­cej bro­ku­łów niż prze­ciętny Ame­ry­ka­nin - ina­czej mówiąc, jedną główkę dzien­nie. W porów­na­niu z pala­czami, któ­rzy bro­ku­łów nie jedli, odno­to­wano u nich w ciągu dzie­się­ciu dni o 41 pro­cent mniej muta­cji DNA w krwio­biegu. Czy tylko dla­tego, że bro­kuły zwięk­szają aktyw­ność enzy­mów wątroby, które wspo­ma­gają usu­wa­nie czyn­ni­ków rako­twór­czych, zanim prze­do­staną się do komó­rek ciała? Nie. Nawet kiedy DNA osób bada­nych wydzie­lano i pod­da­wano dzia­ła­niu szko­dli­wych sub­stan­cji w warun­kach labo­ra­to­ryj­nych, mate­riał gene­tyczny tych, któ­rzy jedli bro­kuły, ule­gał uszko­dze­niu w zna­cząco mniej­szym stop­niu, co suge­ruje, że spo­ży­wa­nie tego rodzaju warzyw uod­par­nia orga­nizm na pozio­mie sub­ko­mór­ko­wym7.

Dobrze, ale nie sądź­cie, że zje­dze­nie główki bro­ku­łów przed wypa­le­niem paczki Marl­boro cał­ko­wi­cie wyeli­mi­nuje rako­twór­cze dzia­ła­nie dymu tyto­nio­wego. Nic podob­nego. Kiedy jed­nak pró­bu­je­cie rzu­cić pale­nie, warzywa w rodzaju bro­ku­łów, kapu­sty i kala­fio­rów zapo­bie­gają dal­szym szko­dom.

Zdro­wotne zalety warzyw z rodziny kapu­sto­wa­tych na tym się nie koń­czą. Cho­ciaż rak piersi jest nowo­two­rem naj­pow­szech­niej wystę­pu­ją­cym u ame­ry­kań­skich kobiet, to naj­częst­szą przy­czyną ich śmierci jest rak płuc. Około 85 pro­cent kobiet z rakiem piersi wciąż żyje pięć lat po jego wykry­ciu, nato­miast w przy­padku raka płuc jest odwrot­nie: 85 pro­cent kobiet umiera w ciągu pię­ciu lat od posta­wie­nia dia­gnozy. Dzie­więć­dzie­siąt pro­cent tych zgo­nów to sku­tek meta­stazy - prze­rzutu raka do innych czę­ści ciała8.

Pewne skład­niki obecne w bro­ku­łach poten­cjal­nie mogą hamo­wać te prze­rzuty. Pod­czas prze­pro­wa­dzo­nych w 2010 roku badań uczeni umie­ścili war­stwę komó­rek raka płuc w szalce Petriego i roz­dzie­lili tę próbkę na dwie połowy. W ciągu dwu­dzie­stu czte­rech godzin obie czę­ści połą­czyły się ponow­nie, a po trzy­dzie­stu godzi­nach prze­rwa mię­dzy nimi cał­ko­wi­cie zani­kła. Kiedy nato­miast dodano do próbki pewne skład­niki jarzyn z rodziny kapu­sto­wa­tych, roz­prze­strze­nia­nie się komó­rek rako­wych ule­gło zaha­mo­wa­niu9. Dla spraw­dze­nia, czy spo­ży­wa­nie bro­ku­łów może rze­czy­wi­ście prze­dłu­żyć życie pacjen­tom z nowo­two­rem, nale­ża­łoby prze­pro­wa­dzić próby kli­niczne. Ponie­waż jed­nak bro­kuły nie mają żad­nego szko­dli­wego dzia­ła­nia, można je łączyć z każ­dym innym rodza­jem kura­cji.

Pale­nie a kapu­sta wło­ska

Bada­cze stwier­dzili, że kapu­sta wło­ska - ciem­no­zie­lone liścia­ste warzywo - może poma­gać w ogra­ni­cza­niu cho­le­ste­rolu. Trzy­dzie­stu męż­czy­znom z wyso­kim pozio­mem cho­le­ste­rolu pole­cono, by przez trzy mie­siące wypi­jali codzien­nie trzy do czte­rech por­cji soku z kapu­sty. Jest to rów­no­war­tość około 15 kg kapu­sty, czyli tyle, ile prze­ciętny Ame­ry­ka­nin zjada jej w ciągu stu­le­cia. I co się stało? Czy badani wypu­ścili zie­lone pędy i zyskali zdol­ność foto­syn­tezy?

Nie. Kapu­sta wło­ska zna­cząco nato­miast obni­żyła u nich poziom złego cho­le­ste­rolu (LDL) na korzyść dobrego cho­le­ste­rolu (HDL)10 - w takim stop­niu, jakby prze­bie­gli łącz­nie trzy­sta mil11. Pod koniec bada­nia aktyw­ność prze­ciw­u­tle­nia­czy we krwi więk­szo­ści uczest­ni­ków znacz­nie wzro­sła. Co cie­kawe jed­nak, u nie­któ­rych pozo­stała na niskim pozio­mie. Jak się nie­trudno domy­ślić, byli to pala­cze. Przy­pusz­czal­nie wolne rod­niki pocho­dzące z dymu tyto­nio­wego czyn­nie uszczu­plały ilość prze­ciw­u­tle­nia­czy. Skoro nałóg pale­nia kasuje pozy­tywne efekty ośmiu­set szkla­nek soku z kapu­sty, to naj­wyż­szy czas rzu­cić papie­rosy.

Kur­kuma blo­kuje onko­geny

Kur­kuma, pocho­dząca z Indii przy­prawa, która nadaje potra­wom curry cha­rak­te­ry­styczny zło­ci­sty kolor, rów­nież może zapo­bie­gać nie­któ­rym uszko­dze­niom DNA powo­do­wa­nym przez dym tyto­niowy. Od 1987 roku Naro­dowy Insty­tut Raka prze­te­sto­wał ponad tysiąc róż­nych związ­ków pod wzglę­dem ich zdol­no­ści zapo­bie­ga­nia nowo­two­rom. Tylko kil­ka­dzie­siąt z nich zakwa­li­fi­ko­wano do prób kli­nicz­nych, a wśród naj­bar­dziej obie­cu­ją­cych znaj­duje się kur­ku­mina, jasno­żółty barw­nik obecny w kur­ku­mie12.

Wybrane sub­stan­cje można podzie­lić na grupy w zależ­no­ści od tego, na jakim eta­pie roz­woju nowo­tworu wyka­zują korzystne dzia­ła­nie. Prze­ciw­u­tle­nia­cze i związki blo­ku­jące onko­geny zapo­bie­gają pier­wot­nej muta­cji zdro­wych komó­rek w rakowe, inne sub­stan­cje hamują wzrost raka i jego prze­rzuty. Kur­ku­mina jest przy­pad­kiem szcze­gól­nym, bo jak się zdaje, należy do wszyst­kich trzech grup, czyli może zarówno zapo­bie­gać powsta­niu komó­rek rako­wych, jak i hamo­wać ich roz­wój13.

Uczeni zba­dali wpływ kur­ku­miny na zdol­ność róż­nych onko­ge­nów do uszka­dza­nia DNA i stwier­dzili, że rze­czy­wi­ście sku­tecz­nie zapo­biega ona muta­cjom wywo­ły­wa­nym przez kilka roz­po­wszech­nio­nych sub­stan­cji rako­twór­czych14. Te eks­pe­ry­menty prze­pro­wa­dzano in vitro, w warun­kach labo­ra­to­ryj­nych. Pod­da­wa­nie ludzi dzia­ła­niu sil­nych środ­ków onko­gen­nych, by spraw­dzić, czy zacho­rują na raka, byłoby prze­cież nie­etyczne. Ktoś wpadł jed­nak na bły­sko­tliwy pomysł, by zna­leźć grupę osób, które już mają, z wła­snej, nie­przy­mu­szo­nej woli, krą­żące w naczy­niach krwio­no­śnych onko­geny. To pala­cze!

Jeden ze spo­so­bów mie­rze­nia poziomu muta­gen­nych sub­stan­cji che­micz­nych w ciele czło­wieka polega na skro­pie­niu jego moczem bak­te­rii wyho­do­wa­nych w szalce Petriego. Bak­te­rie, podob­nie jak wszyst­kie orga­ni­zmy żywe na Ziemi, zawie­rają DNA, wspólny język gene­tyczny. Nie będzie chyba nie­spo­dzianką, że bada­cze prze­pro­wa­dza­jący ten eks­pe­ry­ment stwier­dzili, iż mocz ludzi nie­pa­lą­cych wywo­ły­wał o wiele mniej muta­cji DNA bak­te­rii - prze­cież w ich orga­ni­zmach krą­żyło mniej onko­ge­nów. Kiedy jed­nak palą­cym poda­wano kur­kumę, wskaź­nik muta­cji spadł o bli­sko 38 pro­cent15. Nie zaży­wali oni żad­nych pigu­łek z kur­ku­miną. Po pro­stu codzien­nie doda­wali do posił­ków nie­całą łyżeczkę zwy­kłej kur­kumy, którą można kupić w byle skle­pie spo­żyw­czym. Oczy­wi­ście kur­kuma nie może cał­ko­wi­cie zni­we­lo­wać skut­ków pale­nia. Nawet po mie­siącu jej zaży­wa­nia muta­genne dzia­ła­nie moczu osób palą­cych wciąż było sil­niej­sze niż u niepalą­cych. Jed­nakże pala­cze, któ­rzy doda­dzą kur­kumę na stałe do swo­jej diety, mogą w pew­nym stop­niu pomniej­szyć dozna­wane szkody.

Prze­ciw­no­wo­two­rowe dzia­ła­nie kur­ku­miny to nie tylko jej zdol­ność zapo­bie­ga­nia muta­cjom DNA. Wydaje się, że regu­luje ona rów­nież umie­ral­ność komó­rek. Nasze komórki są zapro­gra­mo­wane tak, by umie­rały w natu­ralny spo­sób, robiąc miej­sce dla nowo powsta­ją­cych. Pro­ces ten jest znany jako apop­toza (od grec­kiego pto­sis - "opa­da­nie" i apo - "z, od"). W pew­nym sen­sie nasze ciało odbu­do­wuje się na nowo w ciągu kilku mie­sięcy16, a surowca dostar­cza poży­wie­nie. Nie­które komórki potra­fią jed­nak pozo­stać nie­pro­szone na dłu­żej - i są to wła­śnie komórki rakowe. W jakiś spo­sób blo­kują swój "samo­bój­czy" mecha­nizm i nie umie­rają w prze­wi­dzia­nym dla nich cza­sie. Ponie­waż w dal­szym ciągu żyją i dzielą się, mogą two­rzyć więk­sze guzy i roz­prze­strze­niać się po ciele.

Jaki wpływ ma na ten pro­ces kur­ku­mina? Wydaje się, że potrafi ona wpro­wa­dzić na powrót do komó­rek rako­wych mecha­nizm samo­znisz­cze­nia. Wszyst­kie komórki zawie­rają tak zwane recep­tory śmierci, które uru­cha­miają sekwen­cję auto­de­struk­cji, ale komórki rakowe potra­fią blo­ko­wać swoje recep­tory. Nato­miast kur­ku­mina akty­wuje je ponow­nie17. Może rów­nież zabi­jać komórki rakowe bez­po­śred­nio, akty­wu­jąc w nich spe­cjalne enzymy, tak zwane kaspazy, które nisz­czą komórkę od wewnątrz, roz­drab­nia­jąc jej białka18. Ina­czej niż w przy­padku więk­szo­ści leków prze­ciw­no­wo­two­ro­wych, na które komórki rakowe z cza­sem się uod­par­niają, kur­ku­mina oddzia­łuje na kilka mecha­ni­zmów śmierci komór­ko­wej jed­no­cze­śnie, co zmniej­sza praw­do­po­do­bień­stwo ich prze­trwa­nia19.

W doświad­cze­niach in vitro stwier­dzono, że kur­ku­mina jest sku­teczna prze­ciwko wielu rodza­jom nowo­two­rów, w tym rakowi piersi, mózgu, szpiku kost­nego, jelita gru­bego, nerek, wątroby, płuc i skóry. Z nie do końca zro­zu­mia­łych powo­dów zdaje się oszczę­dzać komórki nie­ra­kowe20. Nie­stety, przy­dat­ność kur­kumy w zapo­bie­ga­niu rakowi płuc lub lecze­niu go nie została dotąd potwier­dzona w bada­niach kli­nicz­nych, ale ponie­waż w daw­kach kuli­nar­nych jest nie­szko­dliwa, radzę spró­bo­wać włą­czyć ją do swo­jego jadło­spisu. Pewne wska­zówki w tej spra­wie podam w czę­ści 2.

"Pale­nie bierne" w kuchni

Cho­ciaż więk­szość zacho­ro­wań na raka płuc przy­pi­suje się pale­niu, w przy­bli­że­niu jedna czwarta wystę­puje u osób, które nie paliły ni­gdy21. Część z tych przy­pad­ków wiąże się z pale­niem bier­nym, ale innym czyn­ni­kiem, który może mieć na to wpływ, jest kolejny rodzaj rako­twór­czych opa­rów: wyziewy powsta­jące przy sma­że­niu.

Kiedy roz­grze­wamy tłuszcz do tem­pe­ra­tury sma­że­nia, nie­za­leż­nie od tego, czy jest to tłuszcz zwie­rzęcy, na przy­kład sma­lec, czy też roślinny, jak olej sło­necz­ni­kowy, wydzie­lają się z niego lotne sub­stan­cje tok­syczne o muta­gen­nych wła­ści­wo­ściach (czyli mogące wywo­ły­wać muta­cje gene­tyczne)22. Zaczyna się to jesz­cze przed osią­gnię­ciem "punktu dymie­nia", kiedy opary stają się widoczne23. Jeśli sma­żysz coś w domu, dobra wen­ty­la­cja kuchni może zmniej­szyć praw­do­po­do­bień­stwo raka płuc24.

Praw­do­po­do­bień­stwo to może rów­nież zale­żeć od tego, co sma­żysz. Bada­nia kobiet w Chi­nach wyka­zały, że u osób palą­cych, które codzien­nie sma­żyły mięso, rak płuc wystę­po­wał bli­sko trzy razy czę­ściej niż u tych, które sma­żyły pro­dukty innego rodzaju25. Przy­czyna leży w gru­pie onko­ge­nów, tak zwa­nych amin hete­ro­cy­klicz­nych, które powstają, kiedy tkanka mię­śniowa jest pod­da­wana wyso­kim tem­pe­ra­tu­rom (będzie o tym mowa obszer­niej w roz­dziale 11).

Skutki wdy­cha­nia opa­rów ze sma­że­nia mięsa trudno oddzie­lić od skut­ków jedze­nia samego mięsa, ale w nie­daw­nych bada­niach nad kobie­tami cię­żar­nymi w kon­tek­ście gril­lo­wa­nia pod­jęto próbę ich wyod­ręb­nie­nia. Przy gril­lo­wa­niu mięsa także powstają poli­cy­kliczne węglo­wo­dory aro­ma­tyczne (PWA), które są praw­do­po­dob­nie jed­nym z rako­twór­czych czyn­ni­ków w dymie papie­ro­so­wym. Bada­cze odkryli nie tylko to, że spo­ży­wa­nie gril­lo­wa­nego mięsa w trze­cim try­me­strze ciąży kore­luje z niż­szą wagą nowo­rodka. Rów­nież matki, które były jedy­nie nara­żone na dym z grilla, czę­ściej rodzą dzieci z nie­do­wagą. Wdy­cha­nie tego dymu wyka­zuje rów­nież zwią­zek z mniej­szymi roz­mia­rami głowy dziecka, co wska­zuje na mniej­szą obję­tość mózgu26. Bada­nia nad zanie­czysz­cze­niami powie­trza suge­rują, że kon­takt z poli­cy­klicz­nymi węglo­wo­do­rami aro­ma­tycz­nymi pod­czas ciąży może się prze­kła­dać na jakość póź­niej­szego roz­woju poznaw­czego dziecka (co prze­ja­wia się zna­cząco niż­szym IQ)27.

Nawet miesz­ka­nie w sąsiedz­twie restau­ra­cji może się wią­zać z zagro­że­niem dla zdro­wia. Naukowcy oce­niali ryzyko zacho­ro­wa­nia na raka w ciągu całego życia u ludzi miesz­ka­ją­cych w pobliżu wylo­tów wen­ty­la­cyj­nych z restau­ra­cji chiń­skich, ame­ry­kań­skich oraz punk­tów z gril­lem. We wszyst­kich trzech przy­pad­kach wdy­cha­nie wyzie­wów z restau­ra­cji ozna­czało kon­takt z nie­bez­piecz­nie dużą dawką PWA, ale naj­gor­sze pod tym wzglę­dem oka­zały się restau­ra­cje chiń­skie. Przy­pusz­cza się, że wynika to z dużej ilo­ści przy­rzą­dza­nych tam dań ryb­nych28, gdyż w opa­rach sma­żo­nej na patelni ryby stwier­dzono szcze­gól­nie wysoki poziom sub­stan­cji PWA, które mogą uszka­dzać DNA komó­rek płuc29. W związku z tym pod­wyż­szo­nym ryzy­kiem raka bada­cze kon­klu­do­wali, że nie jest bez­piecz­nie prze­by­wać w pobliżu otwo­rów wen­ty­la­cyj­nych chiń­skiej restau­ra­cji dłu­żej niż przez jeden lub dwa dni w mie­siącu30.

A co z upoj­nym aro­ma­tem skwier­czą­cego na patelni bekonu? Opary wydzie­lane przez sma­żony bekon zawie­rają związki rako­twór­cze zwane nitro­zo­ami­nami31. Cho­ciaż każdy rodzaj mięsa może wydzie­lać rako­twór­cze opary, to prze­two­rzone mięso, takie jak bekon, jest pod tym wzglę­dem naj­gor­sze: w bada­niu z 1995 roku usta­lono, że opary bekonu powo­dują w przy­bli­że­niu cztery razy wię­cej muta­cji DNA niż opary bitek woło­wych sma­żo­nych w tej samej tem­pe­ra­tu­rze32.

A sma­żony tem­peh? Jest to pro­dukt uzy­ski­wany ze sfer­men­to­wa­nych zia­ren soi i uży­wany jako sub­sty­tut mięsa. Bada­cze porów­nali zakres muta­cji DNA wywo­ły­wa­nych przez opary sma­żo­nego bekonu i woło­winy z opa­rami tem­pehu. Opary dwóch pierw­szych oka­zały się muta­genne, tego trze­ciego - nie. Nie­mniej jed­nak zaja­da­nie się sma­żonymi potra­wami ni­gdy nie jest dobrym pomy­słem. Mimo że nie stwier­dzono zmian DNA zwią­za­nych z wdy­cha­niem opa­rów tem­pehu, sama potrawa wyka­zała pewne dzia­ła­nie muta­genne (cho­ciaż 45 razy słab­sze niż woło­wina i 346 razy słab­sze niż bekon). Bada­cze wyra­zili przy­pusz­cze­nie, że zja­wi­ska te mogą być odpo­wie­dzialne za pod­wyż­szoną czę­stość cho­rób układu odde­cho­wego i raka płuc u zawo­do­wych kucha­rzy, a obni­żoną wśród wege­ta­rian33.

Jeśli już musisz prze­by­wać w sąsiedz­twie sma­żą­cego się bekonu lub jaj, bez­piecz­niej będzie ogra­ni­czyć ryzyko i gril­lo­wać na dwo­rze. Bada­nia wyka­zały, że liczba czą­ste­czek odkła­da­ją­cych się w płu­cach przy sma­że­niu w zamknię­tym pomiesz­cze­niu wzra­sta dzie­się­cio­krot­nie w porów­na­niu z robie­niem tego na zewnątrz34.

PRZE­WLE­KŁA OBTU­RA­CYJNA CHO­ROBA PŁUC

Prze­wle­kła obtu­ra­cyjna cho­roba płuc (POChP) to scho­rze­nie, któ­rego obja­wem są trud­no­ści z oddy­cha­niem, stop­niowo nasi­la­jące się z upły­wem czasu. Towa­rzy­szy mu także męczący kaszel, nad­mierna pro­duk­cja śluzu w dro­gach odde­cho­wych, świsz­czący oddech i uczu­cie uci­sku w piersi. Ponad dwa­dzie­ścia cztery miliony Ame­ry­ka­nów jest dotknię­tych tą cho­robą25.

Główną przy­czyną POChP, daleko wyprze­dza­jącą wszyst­kie inne, jest pale­nie papie­ro­sów, lecz przy­czy­niają się do niej rów­nież inne czyn­niki, takie jak dłu­go­trwały kon­takt z zanie­czysz­cze­niami powie­trza. Nie ma nie­stety lekar­stwa na tę cho­robę, ale są też dobre wia­do­mo­ści: zdrowa dieta może jej zapo­biec lub przy­naj­mniej prze­ciw­dzia­łać jej postę­po­wa­niu. Zbie­rane od pięć­dzie­się­ciu lat dane wska­zują, że są bogate w owoce i warzywa kore­luje z dobrym funk­cjo­no­wa­niem płuc36. Zale­d­wie jedna dodat­kowa por­cja owo­ców dzien­nie może zmniej­szyć praw­do­po­do­bień­stwo śmierci w wyniku POChP o 24 pro­cent37. Z dru­giej strony dwie prace badaw­cze powstałe rów­no­le­gle na uni­wer­sy­te­tach Colum­bia i Harvarda wyka­zały, że jedze­nie wędlin, takich jak bekon, kieł­basa boloń­ska, szynka, hot dogi, parówki czy salami, może zwięk­szać ryzyko POChP38, 39. Przy­pusz­cza się, że jest to sku­tek obec­no­ści azo­ty­nów uży­wa­nych do kon­ser­wa­cji tych pro­duk­tów. Ich szko­dliwe dzia­ła­nie na płuca może być podobne do dzia­ła­nia azo­ty­nów wystę­pu­ją­cych w dymie papie­ro­so­wym40.

Co robić, jeśli już cier­pisz na tę cho­robę? Czy spo­sób odży­wia­nia się, który zapo­biega POChP, może rów­nież pomóc w jej lecze­niu? Nie wie­dzie­li­śmy tego do czasu opu­bli­ko­wa­nia w 2010 roku prze­ło­mo­wej pracy. Ponad stu pacjen­tów z POChP podzie­lono losowo na dwie grupy. Poło­wie zale­cono obfit­sze spo­ży­wa­nie owo­ców i warzyw, pod­czas gdy reszta pozo­stała przy swo­jej zwy­kłej die­cie. W ciągu kolej­nych trzech lat, jak tego nale­żało ocze­ki­wać, stan osób, ktore nie zmie­niły diety, stop­niowo się pogar­szał. Nato­miast u spo­ży­wa­ją­cych wię­cej owo­ców i warzyw - prze­ciw­nie - udało się zaha­mo­wać postępy cho­roby. Funk­cjo­no­wa­nie ich płuc nie ule­gało pogor­sze­niu, a nawet tro­chę się popra­wiało. Bada­cze przy­pusz­czają, że należy to przy­pi­sać prze­ciw­u­tle­nia­ją­cym i prze­ciw­za­pal­nym wła­ści­wo­ściom owo­ców i warzyw, a także praw­do­po­dob­nie zmniej­sze­niu spo­ży­cia mięsa, które może sprzy­jać utle­nia­niu41.

Nie­za­leż­nie od tego, jaki mecha­nizm tu działa, dieta bogata w nie­prze­two­rzone pro­dukty roślinne sprzyja zarówno zapo­bie­ga­niu, jak i powstrzy­my­wa­niu tej śmier­tel­nej cho­roby.

ASTMA

Astma to cho­roba zapalna, która prze­ja­wia się powra­ca­ją­cym regu­lar­nie obrzę­kiem i zwę­że­niem dróg odde­cho­wych, co wywo­łuje krótki i świsz­czący oddech oraz ataki kaszlu. Może się roz­po­cząć w każ­dym wieku, lecz zwy­kle poja­wia się już w dzie­ciń­stwie. Jest to jedna z naj­bar­dziej roz­po­wszech­nio­nych cho­rób prze­wle­kłych u dzieci, a czę­stość jej wystę­po­wa­nia zwięk­sza się z roku na rok42. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych na astmę cierpi dwa­dzie­ścia pięć milio­nów osób, w tym sie­dem milio­nów dzieci43.

Nowa­tor­skie prace badaw­cze wyka­zały nie­dawno, że roz­po­wszech­nie­nie astmy w poszcze­gól­nych kra­jach jest dra­stycz­nie różne. W ramach naj­ob­szer­niej­szego jak dotąd bada­nia tej cho­roby (The Inter­na­tio­nal Study of Asthma and Aller­gies in Chil­dhood) obser­wo­wano ponad milion dzieci w bli­sko stu kra­jach. Stwier­dzono, że odse­tek przy­pad­ków astmy, aler­gii i egzemy bywa w jed­nych miej­scach sze­ścio­krot­nie, a nawet sześć­dzie­się­cio­krot­nie wyż­szy niż w innych44. Dla­czego łza­wiące oczy i chro­niczny katar wystę­pują u zale­d­wie jed­nego pro­centa dzieci w nie­któ­rych czę­ściach Indii, a nawet u 45 pro­cent w innym kraju?45 Choć mogą tu odgry­wać rolę takie czyn­niki jak zanie­czysz­cze­nie powie­trza lub odse­tek palą­cych, naj­bar­dziej zna­cząca jest kore­la­cja nie z tym, co dzieje się w płu­cach tych dzieci, lecz z tym, co dzieje się w ich żołąd­kach46.

U dora­sta­ją­cej mło­dzieży żyją­cej na tere­nach, gdzie spo­żywa się dużo pro­duk­tów skro­bio­wych i zbo­żo­wych oraz warzyw i orze­chów, praw­do­po­do­bień­stwo wystą­pie­nia obja­wów astmy, aler­gicz­nego zapa­le­nia spo­jó­wek i egzemy jest zna­cząco mniej­sze47. Chłopcy i dziew­częta zja­da­jący codzien­nie dwie lub wię­cej por­cji warzyw mają o połowę mniej­sze szanse zapad­nię­cia na aler­giczną astmę48. Ogól­nie bio­rąc, zasięg astmy i innych dole­gli­wo­ści odde­cho­wych jest praw­do­po­dob­nie niż­szy w popu­la­cjach spo­ży­wa­ją­cych wię­cej pro­duk­tów pocho­dze­nia roślin­nego49.

Spo­ży­wa­nie żyw­no­ści pocho­dze­nia zwie­rzę­cego kore­luje z pod­wyż­szo­nym ryzy­kiem wystą­pie­nia astmy. W bada­niach obej­mu­ją­cych ponad sto tysięcy doro­słych miesz­kań­ców Indii stwier­dzono, że osoby jedzące mięso codzien­nie lub nawet tylko od czasu do czasu są znacz­nie bar­dziej nara­żone na astmę niż te, które cał­ko­wi­cie wyklu­czyły mięso i jaja ze swo­jego jadło­spisu50. Stwier­dzono rów­nież zwią­zek mię­dzy spo­ży­wa­niem jaj (i napo­jów gazo­wa­nych) a ata­kami astmy u dzieci oraz takimi obja­wami jak krótki oddech i kaszel pod wpły­wem wysiłku fizycz­nego51. Usu­nię­cie jaj i nabiału z diety już po ośmiu tygo­dniach popra­wia funk­cjo­no­wa­nie płuc u dzieci cier­pią­cych na astmę52.

Wpływ diety na stany zapalne dróg odde­cho­wych może być zwią­zany z cienką war­stwą błony ślu­zo­wej chro­niącą ścianki naszych dróg odde­cho­wych od bez­po­śred­niego kon­taktu z powie­trzem atmos­fe­rycz­nym. Zawiera ona prze­ciw­u­tle­nia­cze pocho­dzące ze spo­ży­wa­nych przez nas owo­ców i warzyw i służy jako pierw­sza linia obrony prze­ciwko wol­nym rod­ni­kom, które przy­czy­niają się do ast­ma­tycz­nej nad­wraż­li­wo­ści, skur­czów oskrzeli i wydzie­la­nia śluzu53. Pro­dukty uboczne utle­nia­nia zawarte w wydy­cha­nym powie­trzu pod­dają się pomia­rowi i oka­zuje się, że ich ilość zna­cząco spada po przej­ściu na bar­dziej roślinną dietę54.

Czy zatem funk­cjo­no­wa­nie płuc ast­ma­tyka może się pogor­szyć, jeśli zmniej­szy on ilość spo­ży­wa­nych warzyw i owo­ców? Austra­lij­scy bada­cze pró­bo­wali usu­wać te pro­dukty z diety cho­rych na astmę, żeby spraw­dzić, co się wtedy sta­nie. W ciągu dwóch tygo­dni objawy cho­roby zna­cząco się zaostrzyły. Co cie­kawe, nisko­owo­cowa i nisko­wa­rzywna dieta użyta w tym eks­pe­ry­men­cie - nie wię­cej niż jedna por­cja owo­ców i dwie por­cje warzyw dzien­nie - jest typowa dla miesz­kań­ców Zachodu. Ina­czej mówiąc, eks­pe­ry­men­talna dieta, która spo­wo­do­wała pogor­sze­nie stanu płuc i zaostrze­nie astmy u pacjen­tów, odpo­wiada w prak­tyce typo­wej die­cie Ame­ry­ka­nina55.

Czy można leczyć astmę owo­cami i warzy­wami? Bada­cze powtó­rzyli ów eks­pe­ry­ment, lecz tym razem zwięk­szyli spo­ży­cie tych pro­duk­tów do sied­miu por­cji dzien­nie. Pro­ste doda­nie więk­szej ilo­ści owo­ców i warzyw do codzien­nego menu zmniej­szyło podraż­nie­nie dróg odde­cho­wych pacjen­tów o połowę56. Oto co zna­czy zdrowe odży­wia­nie.

Jeśli wszystko spro­wa­dza się do prze­ciw­u­tle­nia­czy, to dla­czego nie możemy zaży­wać ich w postaci suple­men­tów? Prze­cież wygod­niej jest łyk­nąć tabletkę, niż zapy­chać się jabł­kami. Powód jest pro­sty: suple­menty nie są sku­teczne. Bada­nia wie­lo­krot­nie wyka­zały, że suple­menty z prze­ciw­u­tle­nia­czami nie mają korzyst­nego wpływu na aler­gie i cho­roby dróg odde­cho­wych, co pod­kre­śla zna­cze­nie spo­ży­wa­nia kom­plet­nych pro­duk­tów zamiast ich poszcze­gól­nych skład­ni­ków poda­wa­nych w postaci pigu­łek57. Na przy­kład bada­nie prze­pro­wa­dzone na Harvar­dzie poka­zało, że u kobiet, które sto­so­wały dietę bogatą w orze­chy, dostar­cza­jącą im dużych ilo­ści wita­miny E, ryzyko zacho­ro­wa­nia na astmę było o bli­sko połowę niż­sze niż u tych, które tego nie robiły, nato­miast u kobiet, które otrzy­my­wały wita­minę w postaci suple­men­tów, pozy­tyw­nych skut­ków nie zaob­ser­wo­wano w ogóle58.

Jak sądzi­cie, kto się poczuł lepiej? Grupa pacjen­tów z astmą, któ­rzy spo­ży­wali dzien­nie sie­dem por­cji warzyw i owo­ców, czy grupa, która dosta­wała tylko trzy por­cje plus pięt­na­ście "rów­no­waż­ni­ków" w postaci pigu­łek? Oczy­wi­ście, pigułki nie podzia­łały wcale. Poprawa funk­cjo­no­wa­nia płuc nastą­piła dopiero wtedy, gdy ci pacjenci zwięk­szyli spo­ży­cie praw­dzi­wych owo­ców i warzyw. To wyraź­nie wska­zuje, co jest naj­waż­niej­sze59.

Jeśli już wpro­wa­dze­nie do codzien­nych posił­ków paru dodat­ko­wych por­cji owo­ców i warzyw przy­nosi tak zna­czące efekty, to co by było, gdyby cho­rych na astmę prze­sta­wić na czy­sto roślinną dietę? Szwedzcy uczeni posta­no­wili prze­te­sto­wać taką dietę na gru­pie cho­rych z ciężką posta­cią astmy, któ­rych stan nie popra­wiał się pomimo sto­so­wa­nia naj­lep­szych zna­nych medy­cy­nie metod. Bada­niem objęto trzy­dzie­stu pię­ciu pacjen­tów, z któ­rych dwu­dzie­stu w ciągu ostat­nich dwóch lat tra­fiało do szpi­tala z powodu ostrych ata­ków cho­roby. Jed­nemu z nich dwa­dzie­ścia trzy razy apli­ko­wano w try­bie nagłym zastrzyki dożylne, inny ponad sto razy był hospi­ta­li­zo­wany, a u jesz­cze innego w wyniku ataku astmy ustała akcja serca, musiał być reani­mo­wany i umiesz­czony pod respi­ra­to­rem60. To były naprawdę poważne przy­padki.

Spo­śród dwu­dzie­stu czte­rech pacjen­tów, któ­rzy prze­strze­gali diety roślin­nej, u 70 pro­cent nastą­piła poprawa po czte­rech mie­sią­cach, a u 90 pro­cent po roku. A mówimy o oso­bach, u któ­rych w ciągu roku przed roz­po­czę­ciem eks­pe­ry­mentu nie zaob­ser­wo­wano żad­nych zmian na lep­sze61.

Po zale­d­wie roku zdro­wego odży­wia­nia się wszy­scy pacjenci z wyjąt­kiem dwóch mogli odsta­wić leki na astmę, a także ste­ro­idy i inne far­ma­ceu­tyki. Popra­wiły się u nich obiek­tywne wskaź­niki, takie jak funk­cjo­no­wa­nie płuc i wydol­ność fizyczna. Subiek­tyw­nie zaś część z nich twier­dziła, że poprawa jest tak znaczna, "jakby uro­dzili się na nowo"62.

W bada­niu tym nie było grupy kon­tro­l­nej, więc część poprawy mogła być skut­kiem efektu pla­cebo. Zdrowa dieta ma jed­nak tę zaletę, że przy­nosi wyłącz­nie korzystne efekty uboczne. Nie­za­leż­nie od osła­bie­nia obja­wów astmy badani odchu­dzili się śred­nio o dzie­więć kilo­gra­mów, popra­wiły się u nich poziom cho­le­ste­rolu i ciśnie­nie krwi. Jeśli zatem roz­wa­żyć korzy­ści i straty, nie­wąt­pli­wie warto dać szansę die­cie roślin­nej.

Naj­bar­dziej nie­bez­pieczne cho­roby płuc mocno róż­nią się mię­dzy sobą pod wzglę­dem obja­wów i roko­wa­nia. Jak już mówi­li­śmy, pale­nie tyto­niu znacz­nie domi­nuje nad wszyst­kimi innymi przy­czy­nami raka płuc i POChP, ale takie cho­roby jak astma naj­czę­ściej roz­wi­jają się już w dzie­ciń­stwie i przy­czy­nia się do nich cała gama czyn­ni­ków, takich jak niska waga uro­dze­niowa i czę­ste infek­cje dróg odde­cho­wych. Rzu­ce­nie pale­nia pozo­staje naj­pew­niej­szym spo­so­bem uchro­nie­nia się przed naj­gor­szymi cho­ro­bami, ale możemy także wzmoc­nić siły obronne orga­ni­zmu, sto­su­jąc dietę bogatą w pro­dukty pocho­dze­nia roślin­nego. Taka sama dieta, która pomo­gła ciężko cho­rym na astmę, może rów­nież zapo­biec wszyst­kim trzem scho­rze­niom.

Nawet jeśli jesteś jed­nym z milio­nów Ame­ry­ka­nów, któ­rzy już cier­pią na cho­roby płuc, zaprze­sta­nie pale­nia i zmiana diety wciąż mają zna­cze­nie. Ni­gdy nie jest za późno, by zacząć żyć i odży­wiać się zdro­wiej. Twoje ciało potrafi samo sku­tecz­nie wal­czyć z cho­robą, ale musisz mu w tym pomóc. Jedząc pro­dukty, któ­rych skład­niki mają dzia­ła­nie prze­ciw­ra­kowe, oraz bogate w prze­ciw­u­tle­nia­cze owoce i warzywa, wzmac­niasz mecha­ni­zmy obronne swego układu odde­cho­wego i oddy­chasz swo­bod­niej.

Ile­kroć w mojej prak­tyce kli­nicz­nej zda­wało mi się, że jestem zbyt obcią­żony pracą, by zaj­mo­wać się złymi nawy­kami żywie­nio­wymi i nało­giem tyto­nio­wym pacjenta, zawsze reflek­to­wa­łem się, wspo­mi­na­jąc kosz­marną śmierć tam­tego czło­wieka w Bosto­nie. Nikt nie zasłu­żył na to, by umie­rać w taki spo­sób. Chciał­bym wie­rzyć, że nikt nie będzie musiał.

Roz­dział 3

Jak nie umrzeć na cho­robę mózgu

Mój dzia­dek ze strony matki zmarł na udar mózgu, a babka na cho­robę Alzhe­imera.

Jako dziecko uwiel­bia­łem wizyty u babci na Long Island. Miesz­ka­li­śmy na zacho­dzie kraju, więc lata­łem do niej samo­lo­tem - cza­sem nawet zupeł­nie sam! To była ide­alna, kocha­jąca bab­cia. Chciała zabie­rać mnie do skle­pów z zabaw­kami, ale ja - co za nudziarz - wola­łem biblio­tekę. Kiedy wra­ca­li­śmy do domu, dźwi­ga­jąc narę­cze wypo­ży­czo­nych ksią­żek, pozwa­lała mi wycią­gnąć się na swo­jej wiel­kiej kana­pie - po zdję­ciu butów oczy­wi­ście. Na niej czy­ta­łem i ryso­wa­łem obrazki. Przy­no­siła mi jago­dowe muf­finki, które przy­go­to­wy­wała w wiel­kim mik­se­rze zaj­mu­ją­cym połowę blatu kuchen­nego.

W póź­niej­szym okre­sie bab­cia zaczęła tra­cić pamięć. Stu­dio­wa­łem już wtedy medy­cynę, ale moja świeżo zdo­byta wie­dza była bez­u­ży­teczna. Sta­ruszka się zmie­niła. Co się stało z moją wspa­niałą, słodką bab­cią? Potra­fiła teraz rzu­cać przed­mio­tami w ludzi. Klęła. Jej opie­kunka poka­zy­wała mi ślady zębów na ramie­niu: moja miła, kochana bab­cia ugry­zła ją.

Oto okrop­ność cho­roby mózgu. Ina­czej niż w przy­padku scho­rzeń nóg, ple­ców czy nawet waż­niej­szych dla życia orga­nów, cho­roba mózgu ata­kuje twoje "ja".

Dwie naj­po­waż­niej­sze cho­roby mózgu to udar, który zabija co roku około 130 tysięcy Ame­ry­ka­nów1, oraz cho­roba Alzhe­imera, któ­rej ofiarą pada około 85 tysięcy osób2. Mecha­nizm udaru w więk­szo­ści przy­pad­ków przy­po­mina zawał serca, tyle że w tym wypadku płytki miaż­dży­cowe w tęt­ni­cach odci­nają dopływ krwi do pew­nych czę­ści mózgu. Cho­robę Alzhe­imera można by nato­miast okre­ślić jako "zawał umy­słu".

Cho­roba Alzhe­imera jest jedną z naj­bar­dziej obcią­ża­ją­cych fizycz­nie i emo­cjo­nal­nie, zarówno dla cho­rego, jak i dla jego opie­ku­nów. W prze­ci­wień­stwie do udaru, który może cię zabić momen­tal­nie i bez żad­nego ostrze­że­nia, alzhe­imer ozna­cza powolny, stop­niowy zmierzch, który może się cią­gnąć mie­sią­cami lub latami. Zamiast pły­tek cho­le­ste­ro­lo­wych w naczy­niach - płytki tak zwa­nego amy­lo­idu nara­stają w samej tkance mózgo­wej, co wiąże się z zani­kiem pamięci, a w dal­szej kon­se­kwen­cji z utratą życia.

Pato­lo­gia udaru jest odmienna niż w przy­padku alzhe­imera, lecz obie cho­roby łączy jeden klu­czowy czyn­nik: coraz wię­cej wska­zuje na to, że zdrowa dieta może im zapo­bie­gać.

UDAR MÓZGU

Około 90 pro­cent przy­pad­ków udaru mózgu3 polega na wstrzy­ma­niu dopływu krwi, co pozba­wia tlenu i zabija część tego narządu zasi­laną przez tęt­nicę, która została zablo­ko­wana. Okre­śla się go jako udar nie­do­krwienny. Nie­wielka część przy­pad­ków to udary krwo­toczne, spo­wo­do­wane przez wylew krwi w wyniku pęk­nię­cia naczyń krwio­no­śnych. Szkody wyrzą­dzone przez udar zależą od tego, jaka część mózgu została pozba­wiona tlenu (lub gdzie wystą­piło krwa­wie­nie) oraz na jak długo. Osoby, które doznały krót­ko­trwa­łego udaru, mogą cier­pieć jedy­nie na nie­do­wład rąk lub nóg, pod­czas gdy poważny udar może być przy­czyną para­liżu, utraty mowy albo - aż nazbyt czę­sto - śmierci.

Cza­sami zakrzep krwi utrzy­muje się tylko przez chwilę - zbyt krótko, żeby to zauwa­żyć, ale i tak wystar­cza­jąco długo, żeby znisz­czyć jakąś drobną część mózgu. Ten tak zwany cichy udar może się powta­rzać wie­lo­krot­nie i stop­niowo osła­biać funk­cje poznaw­cze mózgu, aż do roz­wi­nię­cia się peł­no­obja­wo­wej demen­cji4. Naszym celem jest zarówno zmniej­sze­nie ryzyka poważ­nego udaru, który może nas zabić natych­miast, jak i zapo­bie­ga­nie cichym uda­rom, zabi­ja­ją­cym na raty przez całe lata. Podob­nie jak w przy­padku cho­roby wień­co­wej - zdrowa dieta redu­kuje nie­bez­pie­czeń­stwo, obni­ża­jąc poziom cho­le­ste­rolu i ciśnie­nie krwi, popra­wia­jąc krą­że­nie i zwięk­sza­jąc obec­ność prze­ciw­u­tle­nia­czy.

Błon­nik nade wszystko!

Nie­za­leż­nie od powszech­nie zna­nego korzyst­nego wpływu na stan jelit obfite spo­ży­cie błon­nika zmniej­sza ryzyko nowo­two­rów jelita gru­bego5 i piersi6, cukrzycy7, cho­roby wień­co­wej8, cho­ro­bli­wej oty­ło­ści9, a także ogólne ryzyko przed­wcze­snej śmierci10. Bada­nia wyka­zały nie­dawno, że błon­nik może też chro­nić przed uda­rem mózgu11. Nie­stety, mniej niż 3 pro­cent miesz­kań­ców Ame­ryki spo­żywa go choćby w mini­mal­nej zale­ca­nej ilo­ści12. Zna­czy to, że dieta około 97 pro­cent Ame­ry­ka­nów jest zbyt uboga w błon­nik. W natu­ral­nej postaci jest on obecny w dużej ilo­ści tylko w jed­nym miej­scu: w nie­prze­two­rzo­nych pokar­mach roślin­nych. W pro­duk­tach prze­two­rzo­nych jest go już mniej, a w pro­duk­tach pocho­dze­nia zwie­rzę­cego nie ma go wcale. Ciału zwie­rzę­cia nadają kształt kości, rośli­nie - włókna, a więc błon­nik.

Nie trzeba wcale dużo błon­nika, by ogra­ni­czyć nie­bez­pie­czeń­stwo udaru. Zwięk­sze­nie jego spo­ży­cia zale­d­wie o sie­dem gra­mów dzien­nie wiąże się ze zmniej­sze­niem ryzyka o 7 pro­cent13. Każ­demu taki udar, na jaki zasłuży - w zależ­no­ści od tego, ile zje błon­nika. Dodat­kowe sie­dem gra­mów w codzien­nej die­cie to żaden pro­blem; jest to rów­no­war­tość tale­rza owsianki z jago­dami lub por­cji pie­czo­nego bobu.

W jaki spo­sób błon­nik chroni nasz mózg? Nie jest to do końca stwier­dzone. Wiemy, że błon­nik pomaga trzy­mać na wodzy poziom cho­le­ste­rolu14 i cukru15 we krwi, co ogra­ni­cza roz­wój pły­tek zaty­ka­ją­cych tęt­nice tło­czące krew do mózgu. Bogata w błon­nik dieta sprzyja rów­nież obni­że­niu ciśnie­nia krwi16, co zmniej­sza ryzyko udaru krwo­tocz­nego. Możemy korzy­stać z tego zja­wi­ska, zanim uczeni zba­dają jego mecha­nizm. Jak powiada Biblia: "(...) gdyby ktoś nasie­nie wrzu­cił w zie­mię (...) nasie­nie kieł­kuje i rośnie, on sam nie wie jak"1. Jeśli biblijny siewca zwle­kałby z sie­wem do czasu, aż zro­zu­mie bio­lo­gię kieł­ko­wa­nia nasion, nie pożyłby długo. Dla­czego więc nie mie­li­by­śmy korzy­stać z dobro­dziejstw ofe­ro­wa­nych przez błon­nik, jedząc wię­cej nie­prze­two­rzo­nej żyw­no­ści roślin­nej?

Ni­gdy nie jest za wcze­śnie, by zacząć się zdro­wiej odży­wiać. Cho­ciaż udar mózgu uzna­wany jest za cho­robę osób w star­szym wieku - tylko do 2 pro­cent przy­pad­ków śmierci z powodu udaru docho­dzi przed czter­dzie­stym pią­tym rokiem życia17 - czyn­niki ryzyka mogą się kumu­lo­wać od dzie­ciń­stwa. W ramach god­nej uwagi pracy badaw­czej, któ­rej wyniki nie­dawno zostały opu­bli­ko­wane, obser­wo­wano kil­ka­set osób przez dwa­dzie­ścia cztery lata, zaczy­na­jąc od początku nauki w szkole śred­niej. Uczeni stwier­dzili, że niskie spo­ży­cie błon­nika we wcze­snej mło­do­ści wią­zało się ze zwę­że­niem tęt­nic pro­wa­dzą­cych do mózgu - co jest pod­sta­wo­wym czyn­nikiem ryzyka w przy­padku udaru. Już w wieku czter­na­stu lat stwier­dzono u tych mło­dych ludzi wyraźne róż­nice w sta­nie naczyń krwio­no­śnych w zależ­no­ści od ilo­ści błon­nika w ich codzien­nym poży­wie­niu18.

I znowu: nie musiało być tego dużo. Dodat­kowe jabłko, ćwierć miseczki bro­ku­łów lub dwie łyżki sto­łowe fasoli dzien­nie w okre­sie dzie­ciń­stwa prze­kła­dają się w póź­niej­szym wieku na zna­cząco zdrow­sze tęt­nice19. Jeśli naprawdę chcesz coś zro­bić dla swo­jego zdro­wia, to zgod­nie z naj­lep­szą dostępną obec­nie wie­dzą20 możesz zmi­ni­ma­li­zo­wać ryzyko udaru, zja­da­jąc codzien­nie co naj­mniej 25 gra­mów błon­nika roz­pusz­czal­nego w wodzie (zawie­rają go fasola, płatki owsiane, orze­chy i jagody2) oraz 47 gra­mów błon­nika nie­roz­pusz­czal­nego (obec­nego głów­nie w nie­prze­two­rzo­nych ziar­nach zbóż, takich jak brą­zowy ryż i psze­nica). Jeśli osią­gniesz taki poziom błon­nika, będziesz miał przy oka­zji wyjąt­kowo zdrową dietę, o wiele lep­szą niż to, co jest zale­cane przez więk­szość auto­ry­te­tów w dzie­dzi­nie zdro­wia21. Wolał­bym, żeby ci spe­cja­li­ści, zamiast pro­tek­cjo­nal­nie pouczać nas, co ich zda­niem jest "osią­galne"22 na skalę masową, po pro­stu przed­sta­wiali nam wyniki badań i pozwa­lali samo­dziel­nie podej­mo­wać decy­zję.

Potas

Weź roślinę, jaką­kol­wiek roślinę, i spal ją na popiół. Wrzuć popiół do garnka z wodą, gotuj, odce­dza­jąc szu­mo­winy, aż w końcu zosta­nie biały osad, znany jako potaż. Potażu uży­wano od tysiąc­leci w naj­róż­niej­szy spo­sób: do pro­duk­cji mydła i szkła, jako nawozu i jako środka wybie­la­ją­cego. Dopiero jed­nak w 1807 roku pewien angiel­ski che­mik odkrył, że ta "roślinna zasada" zawiera nie­znany dotąd pier­wia­stek, który nazwał potas­sium, od angiel­skich słów pot-ash (popiół z garnka).

Wspo­mi­nam o tym, aby pod­kre­ślić, że pod­sta­wo­wym źró­dłem potasu w naszej die­cie są wła­śnie rośliny. Każda komórka naszego ciała potrze­buje potasu, by nor­mal­nie funk­cjo­no­wać, i musimy czer­pać go z poży­wie­nia. Przez więk­szą część histo­rii ludz­ko­ści spo­ży­wano tak wiele żyw­no­ści roślin­nej, że dzienny zastrzyk potasu się­gał 10 000 mg23. W naszych cza­sach zale­d­wie 2 pro­cent Ame­ry­ka­nów osiąga choćby mini­malną zale­caną dawkę 4700 mg24.

Główna przy­czyna jest pro­sta: jemy za mało nie­prze­two­rzo­nej żyw­no­ści roślin­nej25. Co potas ma wspól­nego z uda­rem mózgu? Na pod­sta­wie prze­glądu wszyst­kich naj­lep­szych prac na temat związku potasu z dwiema naszymi naj­bar­dziej śmier­cio­no­śnymi cho­ro­bami - cho­robą wień­cową i uda­rem mózgu - usta­lono, że zwięk­sze­nie o 1640 mg dzien­nej dawki potasu w poży­wie­niu zmniej­sza o 21 pro­cent nie­bez­pie­czeń­stwo udaru26. To za mało, by dopro­wa­dzić ilość potasu spo­ży­wa­nego prze­cięt­nie przez miesz­kań­ców Ame­ryki do wła­ści­wego poziomu, ale wystar­cza­jąco dużo, by znacz­nie zmniej­szyć ryzyko cho­roby. Wyobraź­cie sobie, jak bar­dzo zmniej­szy­łoby się to ryzyko, gdy­by­ście podwo­ili lub potro­ili w swoim jadło­spi­sie ilość nie­prze­two­rzo­nych pokar­mów roślin­nych.

Jako źró­dło potasu rekla­muje się banany, lecz w rze­czy­wi­sto­ści nie są one szcze­gól­nie bogate w ten pier­wia­stek. Według bie­żą­cych danych Depar­ta­mentu Rol­nic­twa nie miesz­czą się nawet na liście tysiąca pro­duk­tów o naj­wyż­szym pozio­mie potasu. Zaj­mują dopiero pozy­cję 1611., tuż za cukier­kami Reese's Pie­ces327. Musiał­byś zja­dać tuzin bana­nów dzien­nie, żeby uzy­skać zale­caną mini­malną ilość potasu.

Jakie więc pro­dukty są naprawdę bogate w potas? Praw­do­po­dob­nie naj­lep­sze jego źró­dła to zie­lone warzywa, rośliny strącz­kowe i bataty28.

Owoce cytru­sowe

A oto dobra nowina dla miło­śni­ków poma­rań­czy: jedze­nie owo­ców cytru­so­wych także zmniej­sza nie­bez­pie­czeń­stwo udaru mózgu - bar­dziej nawet niż jedze­nie jabłek29. Powia­da­cie, że nie da się ich porów­nać? Wła­śnie to robię! Sęk praw­do­po­dob­nie w tym, że cytrusy zawie­rają hespe­ry­dynę, która przy­spie­sza obieg krwi w orga­ni­zmie, także w mózgu. Dzięki ultra­so­no­gra­fii dop­ple­row­skiej naukowcy potra­fią mie­rzyć prze­pływ krwi w spo­sób nie­in­wa­zyjny, za pomocą wiązki lase­ro­wej. Kiedy pod­łą­czymy pacjenta do tego urzą­dze­nia i podamy mu roz­twór hespe­ry­dyny odpo­wia­da­jący jej zawar­to­ści w dwóch szklan­kach soku poma­rań­czo­wego, obniży się u niego ciśnie­nie krwi i poprawi krą­że­nie. Jeśli zaś wypije po pro­stu sok zamiast roz­tworu hespe­ry­dyny, efekt będzie jesz­cze lep­szy. Ina­czej mówiąc, prze­ciw­dzia­ła­jące uda­rowi wła­ści­wo­ści poma­rań­czy są nawet sil­niej­sze niż czy­stej hespe­ry­dyny30. W odnie­sie­niu do żyw­no­ści całość bywa czę­sto lep­sza niż suma skład­ni­ków.

Pozy­tywny wpływ owo­ców cytru­so­wych na krą­że­nie krwi można mie­rzyć bez żad­nych spe­cjal­nych urzą­dzeń. W ramach jed­nego z badań uczeni zebrali kobiety, które z powodu sła­bego krą­że­nia były szcze­gól­nie wraż­liwe na zimno - stale zię­bły im dło­nie i stopy. Umiesz­czono je w chłod­nym pomiesz­cze­niu. Kobiety z grupy bada­nej wypiły praw­dziwy sok z owo­ców cytru­so­wych, pod­czas gdy grupa kon­tro­lna otrzy­mała pla­cebo (syn­te­tyczny napój o smaku poma­rań­czo­wym). Osoby z grupy kon­tro­l­nej wkrótce zaczęły mar­z­nąć. Ze względu na słabe krą­że­nie krwi tem­pe­ra­tura pal­ców u rąk spa­dła u nich o pra­wie 4 stop­nie Cel­sju­sza. Nato­miast palce kobiet, które piły praw­dziwy sok, wychła­dzały się o połowę wol­niej, gdyż prze­pływ krwi był u nich bar­dziej sta­bilny. (Bada­cze pole­cili rów­nież kobie­tom z obu grup, by zanu­rzyły dło­nie w lodo­wa­tej wodzie, i stwier­dzili, że po soku cytru­so­wym roz­grze­wały się ponow­nie o 50 pro­cent szyb­ciej niż w gru­pie kon­tro­l­nej)31.

Tak więc warto zjeść parę poma­rań­czy przed wyj­ściem na narty. Nie będą ci tak bar­dzo mar­zły palce u rąk i nóg. A poza tym dobrze mieć cie­płe palce, jesz­cze lepiej - unik­nąć udaru mózgu.

Opty­malny czas snu a udar mózgu

Nie­do­bór snu, ale także jego nad­miar wiążą się z pod­wyż­szo­nym ryzy­kiem udaru mózgu32. Ale co to zna­czy "za mało snu"? Co zna­czy "za dużo"?

Japoń­scy naukowcy jako pierwsi potrak­to­wali poważ­nie to zagad­nie­nie. Przez czter­na­ście lat obser­wo­wali bli­sko 100 tysięcy męż­czyzn i kobiet w śred­nim wieku. Osoby, które prze­sy­piały prze­cięt­nie cztery i mniej godzin na dobę, oraz te, które spały co naj­mniej dzie­sięć godzin, miały w przy­bli­że­niu o 50 pro­cent więk­sze szanse na śmierć w wyniku udaru niż te, które spały około sied­miu godzin33.

Nie­dawne bada­nia nad 150 tysią­cami Ame­ry­ka­nów pozwo­liły zgłę­bić ten pro­blem dokład­niej. Wyż­szy odse­tek uda­rów mózgu wystę­po­wał u osób sypia­ją­cych sześć lub mniej oraz dzie­więć i wię­cej godzin na dobę. Naj­mniej­sze było praw­do­po­do­bień­stwo udaru u tych, któ­rzy sypiali sie­dem lub osiem godzin34. Roz­le­głe bada­nia prze­pro­wa­dzone w Euro­pie35, Chi­nach36 i w innych miej­scach37 potwier­dziły, że sie­dem lub osiem godzin snu na dobę kore­luje z naj­niż­szym ryzy­kiem cho­roby. Nie mamy pew­no­ści, co tu jest przy­czyną, a co skut­kiem, ale dopóki nie dowiemy się wię­cej, co nam szko­dzi trzy­mać się wła­ści­wego zakresu? Sypiajmy pra­wi­dłowo!

Prze­ciw­u­tle­nia­cze a udar mózgu

Ceniony bio­che­mik Earl Stadt­man, nagro­dzony Naro­do­wym Meda­lem Nauki, naj­wyż­szym w naszym kraju odzna­cze­niem przy­zna­wa­nym za osią­gnię­cia naukowe, powie­dział kie­dyś podobno: "Sta­rze­nie się to cho­roba. Dłu­gość życia czło­wieka to po pro­stu miara kumu­lu­ją­cych się w komór­kach ciała uszko­dzeń doko­ny­wa­nych przez wolne rod­niki. Kiedy uszko­dze­nia prze­kro­czą pewien pułap, komórki nie mogą już pra­wi­dłowo funk­cjo­no­wać i po pro­stu się pod­dają"38.

Ta po raz pierw­szy przed­sta­wiona w 1972 roku39 kon­cep­cja - dziś zwana mito­chon­drialną teo­rią sta­rze­nia - mówi, że uszko­dze­nia, któ­rych wolne rod­niki doko­nują w mito­chon­driach, sta­no­wią­cych w komórce źró­dła zasi­la­nia, powo­dują z cza­sem osła­bie­nie komórki i zanik zdol­no­ści do funk­cjo­no­wa­nia. Tro­chę przy­po­mina to dzia­ła­nie bate­rii w smart­fo­nie, która wie­lo­krot­nie łado­wana, stop­niowo traci swoją pojem­ność.

Ale czym wła­ści­wie są te wolne rod­niki i co z nimi możemy począć?

Spró­buję przed­sta­wić w moż­li­wie uprosz­czony spo­sób kwan­tową bio­lo­gię fos­fo­ry­lo­wa­nia tle­no­wego. Rośliny czer­pią ener­gię ze słońca. Gdy umie­ścimy roślinę w jego pro­mie­niach, w pro­ce­sie zwa­nym foto­syn­tezą chlo­ro­fil zawarty w jej liściach absor­buje ener­gię świa­tła sło­necz­nego i prze­ka­zuje ją drob­nym ele­men­tom mate­rii - elek­tro­nom.

Począt­kowo elek­trony rośliny pozo­stają na niskim pozio­mie ener­ge­tycz­nym. Po zasi­le­niu ener­gią słońca stają się elek­tro­nami wysokoener­ge­tycz­nymi. W ten spo­sób roślina maga­zy­nuje ener­gię. Kiedy zja­damy rośliny (lub zwie­rzęta, które żywiły się rośli­nami), elek­trony te (zma­ga­zy­no­wane w węglo­wo­da­nach, biał­kach i tłusz­czach) docie­rają do wszyst­kich komó­rek naszego ciała. Następ­nie mito­chon­dria komór­kowe wychwy­tują te elek­trony i wyko­rzy­stują je jako źró­dło ener­gii - czyli jako paliwo - stop­niowo uwal­nia­jąc ich ener­gię. Pamię­tajmy, że pro­ces ten musi prze­bie­gać w ści­śle okre­ślony, kon­tro­lo­wany spo­sób, gdyż elek­trony te są nała­do­wane ener­gią i wysoce lotne, niczym ben­zyna.

Ben­zynę, olej napę­dowy i węgiel nie­przy­pad­kowo zwiemy pali­wami kopal­nymi. Zbior­niki naszych SUV-ów wypeł­nia sub­stan­cja pocho­dząca z pre­hi­sto­rycz­nych roślin, które przed milio­nami lat zma­ga­zy­no­wały ener­gię sło­neczną w postaci wyso­ko­ener­ge­tycz­nych elek­tro­nów.

I podob­nie jak nie­zbyt bez­pieczne byłoby wrzu­ce­nie zapa­lo­nej zapałki do naczy­nia z ben­zyną, aby cała jej ener­gia wyzwo­liła się od razu, rów­nież nasze ciało musi być ostrożne. Komórki pobie­rają wyso­ko­ener­ge­tyczne neu­trony ze spo­ży­wa­nych przez nas roślin i wyko­rzy­stują ich ener­gię w spo­sób kon­tro­lo­wany - stop­niowo, w nie­wiel­kich por­cjach, aż do jej wyczer­pa­nia. Następ­nie ciało oddaje wyko­rzy­stane elek­trony mole­ku­łom nie­zwy­kle waż­nej sub­stan­cji, o któ­rej pew­nie sły­sze­li­ście. Jest to tlen. Wła­śnie ten pro­ces wyko­rzy­stują nie­które zabi­ja­jące nas tru­ci­zny, takie jak cyja­nek: nie pozwa­lają na pozby­wa­nie się zby­tecz­nych elek­tro­nów.

Szczę­śli­wie tlen uwiel­bia elek­trony, może nawet tro­chę zanadto. Pod­czas gdy nasze ciało w sie­lan­ko­wej atmos­fe­rze stop­niowo uwal­nia ener­gię elek­tro­nów, tlen nie­cier­pli­wie czeka w przed­po­koju. Chęt­nie by poło­żył swoje brudne łapy na wyso­ko­ener­ge­tycz­nych elek­tro­nach, ale ciało mówi mu: "Chwi­leczkę. Nie będziemy się spie­szyć. Pocze­kaj na swoją kolej. Niech naj­pierw tro­chę osty­gną. Damy ci twój elek­tron, ale dopiero kiedy odbie­rzemy mu nad­miar ener­gii, żebyś mógł się nim bez­piecz­nie bawić".

Mole­kuła tlenu zaczyna się dąsać. "Co to za pro­blem dla mnie, taki nabu­zo­wany elek­tron!" - wykrzy­kuje. Nagle dostrzega zabłą­kany wyso­ko­ener­ge­tyczny elek­tron w otwar­tym oknie. Roz­gląda się szybko, czy nikt nie widzi, i rzuca się na niego. Nasze ciało nie działa per­fek­cyj­nie. Nie potrafi wszyst­kiego upil­no­wać. Od 1 do 2 pro­cent40 wyso­ko­ener­ge­tycz­nych elek­tro­nów docie­ra­ją­cych do komó­rek prze­cieka w miej­sca, gdzie tlen może je dopaść.

Kiedy tlen zagar­nie wyso­ko­ener­ge­tyczny elek­tron, staje się Hul­kiem4. Ze skrom­nego tlenu prze­mie­nia się w coś, co mogli­by­śmy nazwać super­tle­nem, w jeden z wol­nych rod­ni­ków. Wolny rod­nik to nie­sta­bilna, trudna do kon­troli mole­kuła, gwał­tow­nie wcho­dząca w reak­cje. Super­tlen jest cały napom­po­wany ener­gią, więc tłu­cze się po komórce i potrąca wszystko wokół, nie wyłą­cza­jąc DNA.

Wcho­dzący w kon­takt z DNA super­tlen powo­duje uszko­dze­nia genów. Jeśli nie zostaną one napra­wione, mogą wywo­łać muta­cje chro­mo­so­mów i stać się przy­czyną raka41. Na szczę­ście ciało ma do obrony bry­gadę anty­ter­ro­ry­styczną, tak zwane prze­ciw­u­tle­nia­cze. Przy­by­wają one na alarm: "Zostaw w spo­koju ten elek­tron!".

Super­tlen sta­wia opór: "Szu­kasz pan guza, panie Wita­mina C? Spró­buj mi go zabrać!".

Prze­ciw­u­tle­niacz bie­rze się więc do roboty i wyrywa tle­nowi nad­mier­nie nała­do­wany elek­tron. Biedny mały tlen zostaje sam w swo­ich podar­tych dżin­sach.

W krę­gach nauko­wych sytu­acja, w któ­rej mole­kuły tlenu prze­chwy­tują błą­dzące elek­trony i zaczy­nają sza­leć, jest okre­ślana jako stres tle­nowy albo oksy­da­cyjny. Zgod­nie z obo­wią­zu­jącą teo­rią powsta­jące w rezul­ta­cie tego zja­wi­ska uszko­dze­nia komórki są pod­sta­wową przy­czyną sta­rze­nia się. Sta­rze­nie się i zwią­zane z nim cho­roby można więc postrze­gać jako pro­ces utle­nia­nia ciała. Brą­zowe star­cze plamy na grzbie­cie dłoni to po pro­stu utle­niony pod­skórny tłuszcz. Uważa się, że to z powodu stresu oksy­da­cyj­nego dosta­jemy na sta­rość zmarsz­czek, cier­pimy na luki w pamięci, a nasze organy wewnętrzne odma­wiają posłu­szeń­stwa. Zwy­czaj­nie rdze­wie­jemy, powiada teo­ria.

Możesz opóź­nić pro­ces utle­nia­nia, spo­ży­wa­jąc pokarmy zawie­ra­jące dużo prze­ciw­u­tle­nia­czy. Aby spraw­dzić, czy jakiś pro­dukt jest w nie bogaty, prze­krój go, wystaw na powie­trze (a więc na tlen) i zobacz, co się sta­nie. Jeśli powierzch­nia zbrą­zo­wiała, to zna­czy, że ule­gła utle­nie­niu. Zasta­nówmy się nad dwoma spo­śród naszych naj­po­pu­lar­niej­szych owo­ców, jabł­kami i bana­nami. Jedne i dru­gie po prze­kro­je­niu szybko brą­zo­wieją, co świad­czy, że nie zawie­rają zbyt wielu prze­ciw­u­tle­nia­czy (prze­ciw­u­tle­nia­cze sku­piają się bowiem w skórce jabłka). Prze­tnij mango i co się zda­rzyło? Nic się nie zda­rzyło, ponie­waż ten owoc zawiera dużo prze­ciw­u­tle­nia­czy. Jak spra­wić, żeby sałata nie brą­zo­wiała? Skra­piamy ją sokiem z cytryny, który zawiera prze­ciw­u­tle­niacz - wita­minę C. Prze­ciw­u­tle­nia­cze chro­nią żyw­ność przed utle­nia­niem i tę samą funk­cję speł­niają w naszym ciele.

Jedną z cho­rób, któ­rym może zapo­bie­gać poży­wie­nie bogate w prze­ciw­u­tle­nia­cze, jest udar mózgu. Szwedzcy bada­cze przez dwa­na­ście lat obser­wo­wali ponad trzy­dzie­ści tysięcy kobiet w star­szym wieku i stwier­dzili, że u tych, któ­rych dieta była naj­bo­gat­sza w prze­ciw­u­tle­nia­cze, praw­do­po­do­bień­stwo udaru było naj­mniej­sze42. Podobne spo­strze­że­nia doty­czą grupy młod­szych męż­czyzn i kobiet bada­nych we Wło­szech43. I podob­nie jak w przy­padku cho­rób płuc44, wygląda na to, że suple­menty z prze­ciw­u­tle­nia­czami nie mają takiego dzia­ła­nia45. Z sił natury nie można ule­pić pigułki.

Dys­po­nu­jąc tą wie­dzą, uczeni posta­wili sobie za cel zna­le­zie­nie naj­bo­gat­szego w prze­ciw­u­tle­nia­cze poży­wie­nia. Szes­na­stu bada­czy z całego świata zesta­wiło impo­nu­jącą bazę danych z infor­ma­cją o ich zawar­to­ści w trzech tysią­cach pro­duk­tów żyw­no­ścio­wych, napo­jów, ziół, przy­praw i suple­men­tów. Wypró­bo­wali wszystko, od płat­ków śnia­da­nio­wych Cap'n Crunch do wysu­szo­nych i zmie­lo­nych liści afry­kań­skiego baobabu. Prze­te­sto­wali dzie­siątki gatun­ków piwa, by spraw­dzić, które zawiera naj­wię­cej prze­ciw­u­tle­nia­czy (pierw­sze miej­sce zajęło piwo Santa Claus z Eggen­bergu w Austrii)46. To smutne, ale wła­śnie piwo jest w Ame­ryce czwar­tym z kolei naj­więk­szym źró­dłem prze­ciw­u­tle­nia­czy w die­cie47. Możesz sobie spraw­dzić, jakie miej­sca na liście zaj­mują twoje ulu­bione potrawy i napoje. Oto link: http://bit.ly/antio­xi­dant­fo­ods.

Nie ma jed­nak potrzeby, żebyś wie­szał sobie na lodówce liczące 138 stron zesta­wie­nie. Reguła jest pro­sta: pokarmy pocho­dze­nia roślin­nego zawie­rają śred­nio sześć­dzie­siąt cztery razy wię­cej prze­ciw­u­tle­nia­czy niż pro­dukty zwie­rzęce. Jak stwier­dzają uczeni, "żyw­ność bogata w prze­ciw­u­tle­nia­cze pocho­dzi z kró­le­stwa roślin, pod­czas gdy mięso, ryby i inne pro­dukty kró­le­stwa zwie­rząt są w nie ubo­gie"48. Nawet naj­słab­sza pod tym wzglę­dem roślina, o jakiej wiem, czyli stara, poczciwa ame­ry­kań­ska sałata lodowa (która składa się w 96 pro­cen­tach z wody!49), ma poziom prze­ciw­u­tle­nia­czy rzędu 17 jed­no­stek (?mol w zmo­dy­fi­ko­wa­nym teście FRAP). Nie­które jagody mają ponad 1000 jed­no­stek, więc na ich tle sałata wypada żało­śnie. Ale zestawmy 17 jed­no­stek sałaty lodo­wej ze świe­żym łoso­siem, który ma ich całe 3. Kur­czak? Zale­d­wie 5 jed­no­stek. Odtłusz­czone mleko lub jaja na twardo? Tylko 4 jed­nostki. A Egg Beaters5 ma jedno wiel­kie gęsie jajo - 0 jed­no­stek. "Dieta zło­żona głów­nie z pro­duk­tów zwie­rzę­cych jest zatem uboga w prze­ciw­u­tle­nia­cze - kon­klu­dują uczeni - nato­miast dieta oparta na zróż­ni­co­wa­nych pro­duk­tach roślin­nych zawiera je w obfi­to­ści dzięki tysiącom bio­ak­tyw­nych sub­stan­cji wystę­pu­ją­cych w rośli­nach, które zacho­wują się w wielu przy­rzą­dza­nych z nich potra­wach i napo­jach"50.

Nie musisz koniecz­nie prze­bie­rać w poje­dyn­czych pro­duk­tach, żeby przy­swoić sobie jak naj­wię­cej prze­ciw­u­tle­nia­czy. Wystar­czy, że zadbasz o obec­ność róż­no­rod­nych owo­ców, warzyw, ziół i przy­praw w każ­dym posiłku. W ten spo­sób będziesz regu­lar­nie zasi­lał swoje ciało prze­ciw­u­tle­nia­czami, które pomogą ci ustrzec się przed uda­rem mózgu i innymi cho­ro­bami zwią­za­nymi z wie­kiem.

Dodaj szczyptę prze­ciw­u­tle­nia­czy

Kate­go­ria pro­duk­tów zawie­ra­jąca śred­nio naj­wię­cej prze­ciw­u­tle­nia­czy to zioła i przy­prawy.

Przy­pu­śćmy, że przy­go­to­wa­łeś sobie smaczny i zdrowy posi­łek w postaci peł­no­ziar­ni­stego maka­ronu z sosem mari­nara. Może w tym być jakieś 80 jed­no­stek prze­ciw­u­tle­nia­czy (w przy­bli­że­niu 20 w maka­ro­nie i 60 w sosie). Dodaj garść goto­wa­nych na parze bro­ku­łów, a będziesz miał zna­ko­mite 150-punk­towe danie. To już nie­źle. Teraz dosyp łyżeczkę suszo­nego ore­gano lub maje­ranku, bli­skiego kuzyna ore­gano. Ten pro­sty krok pod­wyż­szy twoją obronę przed wol­nymi rod­ni­kami do ponad 300 jed­no­stek51.

A jeśli zja­dasz na śnia­da­nie miskę płat­ków owsia­nych? Doda­jąc do niej zale­d­wie pół łyżeczki cyna­monu, zwięk­szysz sku­tecz­ność tego posiłku z 20 do 120 jed­no­stek. A jeśli ci to mało, szczypta goź­dzi­ków może dać temu nie­ty­po­wemu śnia­da­niu war­tość nawet 160 jed­no­stek.

Żyw­ność pocho­dze­nia roślin­nego sama w sobie jest bogata w prze­ciw­u­tle­nia­cze, ale jeśli przy­pra­wisz odpo­wied­nio swoje życie, twoje jedze­nie będzie jesz­cze zdrow­sze.

Dieta bogata w prze­ciw­u­tle­nia­cze chroni nas przed uda­rem, gdyż eli­mi­nuje z krwio­biegu utle­nione tłusz­cze, które mogą uszko­dzić wraż­liwe ścianki drob­nych naczyń krwio­no­śnych mózgu52. Zmniej­sza rów­nież sztyw­ność tęt­nic53, zapo­biega two­rze­niu się skrze­pów54, obniża ciśnie­nie krwi55 i zmniej­sza odczyn zapalny. Wolne rod­niki potra­fią znie­kształ­cić białka naszego ciała do tego stop­nia, że stają się nie­roz­po­zna­walne dla sys­temu immu­no­lo­gicz­nego56. Powo­duje to reak­cję zapalną, któ­rej może zapo­biec odpo­wied­nia ilość prze­ciw­u­tle­nia­czy. Wszelka nie­prze­two­rzona żyw­ność roślinna ma wła­ści­wo­ści prze­ciw­za­palne57, ale nie­które rośliny są w tym szcze­gól­nie sku­teczne. Bogate w prze­ciw­u­tle­nia­cze owoce i warzywa, takie jak jagody i zie­le­nina, wyka­zują zna­cząco lep­sze dzia­ła­nie prze­ciw­za­palne niż podobna ilość powszech­nie spo­ży­wa­nych pro­duk­tów o niż­szej zawar­to­ści prze­ciw­u­tle­nia­czy, takich jak banany i sałata.

Wybór odpo­wied­niej żyw­no­ści nie jest bez zna­cze­nia.

CHO­ROBA ALZHE­IMERA

Jedyną dia­gnozą, któ­rej w mojej prak­tyce kli­nicz­nej bałem się bar­dziej niż raka, była cho­roba Alzhe­imera. Nie z powodu cię­żaru psy­chicz­nego, jaki to ozna­cza dla pacjenta, lecz z powodu emo­cjo­nal­nego obcią­że­nia jego bli­skich. Fun­da­cja Alzhe­imera oce­nia, że pięt­na­ście milio­nów przy­ja­ciół i człon­ków rodziny poświęca co roku ponad pięt­na­ście miliar­dów godzin na bez­in­te­re­sowną opiekę nad kocha­nymi oso­bami, które mogą ich nawet nie pozna­wać59.

Pomimo miliar­dów dola­rów wyda­wa­nych na bada­nia wciąż nie zna­le­ziono lekar­stwa ani sku­tecz­nej metody lecze­nia tej cho­roby, która nie­zmien­nie pro­wa­dzi do śmierci. Krótko mówiąc, cho­roba Alzhe­imera jest sta­łym źró­dłem kry­zysu - emo­cjo­nal­nego, finan­so­wego, a nawet nauko­wego. W ciągu dwóch ostat­nich dzie­się­cio­leci poja­wiło się ponad sie­dem­dzie­siąt trzy tysiące publi­ka­cji nauko­wych na jej temat. To zna­czy około stu prac dzien­nie. Mimo to postęp w lecze­niu czy nawet pró­bach zro­zu­mie­nia jej mecha­ni­zmu jest wciąż zni­komy. Zresztą cał­ko­wite wyle­cze­nie jest praw­do­po­dob­nie nie­moż­liwe, gdyż utra­co­nych przez pacjen­tów zdol­no­ści poznaw­czych nie można przy­wró­cić ze względu na nie­od­wra­calne znisz­cze­nia w ich sieci neu­ro­no­wej. Mar­twe komórki ner­wowe nie wra­cają do życia. Nawet gdyby firmy far­ma­ceu­tyczne potra­fiły zna­leźć spo­sób na wstrzy­ma­nie postę­pów cho­roby, dla wielu pacjen­tów jest już za późno, ich oso­bo­wość jest utra­cona na zawsze60.

Dobrą nowiną, jak głosi tytuł prze­glą­do­wego arty­kułu autor­stwa szefa zespołu w Ośrodku Badań nad Cho­robą Alzhe­imera, jest fakt, iż "cho­roba Alzhe­imera jest nie­ule­czalna, lecz można jej zapo­biec"61. Odpo­wied­nia dieta i styl życia pozwo­li­łyby unik­nąć milio­nów przy­pad­ków rocz­nie62. Jak? Bada­cze docho­dzą ostat­nio do zgody, że "co jest dobre dla naszego serca, jest dobre także dla głowy"63, gdyż, jak się wydaje, klu­czową rolę w roz­woju cho­roby Alzhe­imera odgry­wają tęt­nice w mózgu zablo­ko­wane przez płytki miaż­dży­cowe64. Nic więc dziw­nego, że cen­tralna teza arty­kułu pt. Zasady odży­wia­nia się i stylu życia zapo­bie­ga­jące cho­ro­bie Alzhe­imera opu­bli­ko­wa­nego w 2014 roku w cza­so­pi­śmie "Neu­ro­bio­logy and Aging" brzmi: "Warzywa, rośliny strącz­kowe (fasola, groch, socze­wica), owoce i pro­dukty peł­no­ziar­ni­ste powinny zastą­pić mięso i nabiał w roli pod­sta­wo­wego skład­nika diety"65.

Czy alzhe­imer to scho­rze­nie naczyń krwio­no­śnych?

W 1901 roku we Frank­fur­cie w Niem­czech pewna kobieta imie­niem Augu­ste została odsta­wiona przez swo­jego męża do przy­tułku dla umy­słowo cho­rych. Opi­sy­wano ją jako osobę cier­piącą na uro­je­nia i zaniki pamięci, która "nie jest w sta­nie wyko­ny­wać swo­ich domo­wych obo­wiąz­ków"66. Zajął się jej przy­pad­kiem dr Alzhe­imer i jego nazwi­sko stało się nazwą tego scho­rze­nia.

Po prze­pro­wa­dze­niu autop­sji Alzhe­imer opi­sał w ramach cha­rak­te­ry­styki cho­roby płytki miaż­dży­cowe zna­le­zione w mózgu zmar­łej. W pod­nie­ce­niu spo­wo­do­wa­nym odkry­ciem nowej jed­nostki cho­ro­bo­wej prze­ga­piono chyba tę istotną wska­zówkę. Alzhe­imer pisał: "Die größeren Hirngefäße sind arte­rio­skle­ro­tisch verändert", co się tłu­ma­czy jako: "W więk­szych naczy­niach mózgu zna­le­ziono zmiany arte­rio­skle­ro­tyczne". Opi­sy­wał także usztyw­nie­nie tęt­nic w mózgu pacjentki67.

Arte­rio­skle­rozę koja­rzymy na ogół z ser­cem, lecz opi­sano ją jako "wszech­obecną pato­lo­gię, która dotyka prak­tycz­nie całego ludz­kiego orga­ni­zmu"68. W każ­dej czę­ści ciała mamy bowiem naczy­nia krwio­no­śne, nie wyłą­cza­jąc mózgu. Kon­cep­cja "kar­dio­ge­nicz­nej demen­cji", sfor­mu­ło­wana po raz pierw­szy w latach 70. XX wieku, mówiła, że ponie­waż mózg jest wysoce wraż­liwy na nie­do­bór tlenu, osła­bione krą­że­nie krwi może pro­wa­dzić do gaśnię­cia świa­do­mo­ści69. Dzi­siaj dys­po­nu­jemy już solid­nym zaso­bem fak­tów wią­żą­cych miaż­dżycę naczyń krwio­no­śnych z cho­robą Alzhe­imera70.

Autop­sje regu­lar­nie wyka­zują u cho­rych na alzhe­imera zna­cząco więk­szą ilość pły­tek miaż­dży­co­wych zawę­ża­ją­cych tęt­nice mózgowe71,72,73. Nor­malny prze­pływ krwi przez mózg w sta­nie spo­czynku wynosi około jed­nego litra na minutę. Poczy­na­jąc od osią­gnię­cia doro­sło­ści prze­pływ ten z każ­dym rokiem w natu­ralny spo­sób zmniej­sza się o mniej wię­cej pół pro­cent. W wieku sześć­dzie­się­ciu pię­ciu lat jest już obni­żony o jakieś 20 pro­cent74. Taki spa­dek sam w sobie jest za mały, by zde­ge­ne­ro­wać funk­cjo­no­wa­nie mózgu, ale przy­bliża nas do gra­nicy. Zaty­ka­nie przez płytki cho­le­ste­ro­lowe tęt­nic pro­wa­dzą­cych do mózgu oraz w samym mózgu może dra­stycz­nie ogra­ni­czyć ilość dopły­wa­ją­cej do niego krwi, a zatem i tlenu. Teo­rię tę wspie­rają wyniki autop­sji, wyka­zu­jące, że u cho­rych z alzhe­ime­rem wystę­puje szcze­gól­nie roz­wi­nięta blo­kada naczyń pro­wa­dzą­cych do ośrod­ków pamięci w mózgu75. W świe­tle tych odkryć nie­któ­rzy spe­cja­li­ści suge­rują nawet, że alzhe­imer powi­nien być kwa­li­fi­ko­wany jako zabu­rze­nie krą­że­nia76.

Nie możemy jed­nak bez zastrze­żeń opie­rać się na wyni­kach autop­sji. Nie da się na przy­kład wyklu­czyć, że to demen­cja cho­rego spra­wia, iż odży­wia się on nie­zdrowo, a nie odwrot­nie. Aby dokład­niej oce­nić rolę zablo­ko­wa­nych tęt­nic mózgu w roz­woju cho­roby Alzhe­imera, bada­cze obser­wo­wali około czte­ry­stu osób, u któ­rych upo­śle­dze­nie funk­cji umy­sło­wych dopiero się zaczy­nało (co jest okre­ślane jako łagodna demen­cja). Wyko­rzy­stano spe­cja­li­styczną apa­ra­turę do ska­no­wa­nia naczyń krwio­no­śnych w mózgu pacjen­tów, aby oce­nić sto­pień ich zablo­ko­wa­nia. Oka­zało się, że poziom świa­do­mo­ści i codzien­nego funk­cjo­no­wa­nia tych, u któ­rych zawę­że­nie tęt­nic w mózgu było naj­mniej­sze, pozo­sta­wał sta­bilny w ciągu czte­rech lat bada­nia. W tym samym cza­sie u osób z mniej droż­nymi tęt­nicami zani­kały istotne funk­cje mózgowe. W przy­pad­kach naj­sil­niej roz­wi­nię­tej miaż­dżycy stan pacjen­tów gwał­tow­nie się pogar­szał i praw­do­po­do­bień­stwo w pełni roz­wi­nię­tej cho­roby Alzhe­imera było dwu­krot­nie więk­sze. Bada­cze kon­klu­dują: "Nie­do­sta­teczny dopływ krwi do mózgu ma bar­dzo poważny i nie­ko­rzystny wpływ na jego fuk­cjo­no­wa­nie"77.

Bada­nia na gru­pie trzy­stu pacjen­tów cier­pią­cych na cho­robę Alzhe­imera poka­zały, że ogra­ni­cza­nie czyn­ni­ków ryzyka miaż­dżycy, takich jak wysoki poziom cho­le­ste­rolu i nad­ci­śnie­nie, może spo­wol­nić postępy cho­roby, ale nie może ich powstrzy­mać78. Dla­tego klu­czową sprawą jest pro­fi­lak­tyka. Cho­le­ste­rol nie tylko sprzyja odkła­da­niu się miaż­dży­co­wych pły­tek w naczy­niach mózgu; może też ini­cjo­wać two­rze­nie się pły­tek amy­lo­ido­wych, które dziu­ra­wią tkankę mózgową ofiar cho­roby Alzhe­imera79. Spo­ży­wa­nie nad­mier­nej ilo­ści pokar­mów zawie­ra­ją­cych cho­le­ste­rol, a zwłasz­cza tłusz­czów nasy­co­nych i tłusz­czów trans, pod­nosi jego poziom we krwi80. Nad­miar cho­le­ste­rolu we krwi jest zaś nie tylko pod­sta­wo­wym czyn­ni­kiem ryzyka cho­roby wień­co­wej serca81, lecz także jest jed­no­gło­śnie uwa­żany za czyn­nik ryzyka cho­roby Alzhe­imera82.

Autop­sje ujaw­niły w mózgach cho­rych na alzhe­imera znacz­nie wię­cej odło­żo­nego cho­le­ste­rolu niż u innych osób83. Zwy­kli­śmy uwa­żać, że zasób cho­le­ste­rolu w mózgu nie ma związku z cho­le­ste­ro­lem krą­żą­cym we krwi, lecz coraz wię­cej jest dowo­dów na coś prze­ciw­nego84. Nad­miar cho­le­ste­rolu w krwio­biegu może pro­wa­dzić do jego nad­miaru w mózgu, co następ­nie ini­cjuje gro­ma­dze­nie się amy­lo­idów obser­wo­wane w mózgach cho­rych na cho­robę Alzhe­imera. Pod mikro­sko­pem elek­tro­no­wym można zoba­czyć wiązkę włó­kien amy­lo­idów wokół drob­nych krysz­tał­ków cho­le­ste­rolu85. Zaawan­so­wane tech­niki obra­zo­wa­nia mózgu, takie jak tomo­gra­fia pozy­to­nowa PET, ujaw­niły bez­po­śred­nią kore­la­cję pomię­dzy ilo­ścią LDL ("złego" cho­le­ste­rolu) we krwi a nagro­ma­dze­niem amy­lo­idów w mózgu86. Firmy far­ma­ceu­tyczne mają nadzieję zaro­bić na tej kore­la­cji dzięki sprze­daży leków obni­ża­ją­cych poziom cho­le­ste­rolu, co mia­łoby zapo­bie­gać cho­ro­bie Alzhe­imera, lecz te same leki mogą powo­do­wać zabu­rze­nia funk­cji umy­sło­wych, w tym krótko- lub dłu­go­ter­mi­nowe zaniki pamięci87. Jeśli ktoś nie życzy sobie zmie­niać nawy­ków żywie­nio­wych, to korzy­ści ze sto­so­wa­nia leków prze­wa­żają nad zagro­że­niami88. Lepiej jed­nak obni­żać poziom cho­le­ste­rolu w natu­ralny spo­sób, za pomocą zdro­wej diety, która chroni na równi nasze serce, mózg i umysł.

Gene­tyka czy dieta?

Kon­cep­cja wysu­wa­jąca na pierw­szy plan dietę może być zaska­ku­jąca, gdyż w więk­szo­ści popu­lar­nych publi­ka­cji alzhe­imer jest prze­sta­wiany jako cho­roba dzie­dziczna. Mówi się nam, że to, czy na nią zapad­niemy, zależy od naszych genów, a nie od stylu życia. Kiedy jed­nak przyj­rzymy się roz­kła­dowi tej cho­roby na świe­cie, ta argu­men­ta­cja zaczyna się sypać.

Odse­tek zacho­ro­wań na cho­robę Alzhe­imera może róż­nić się dzie­się­cio­krot­nie w zależ­no­ści od regionu, nawet jeśli uwzględ­nimy fakt, że nie­które popu­la­cje są bar­dziej dłu­go­wieczne od innych89. Na przy­kład jeśli weź­miemy setkę star­szych wie­kiem miesz­kań­ców wiej­skiej czę­ści Pen­syl­wa­nii, to śred­nio dzie­więt­na­stu z nich w ciągu następ­nych dzie­się­ciu lat zapad­nie na cho­robę Alzhe­imera. Nato­miast liczba ta będzie praw­do­po­dob­nie bli­ska trzech na stu, kiedy mowa o indyj­skiej pro­win­cji Bal­lab­garh90. Skąd możemy wie­dzieć, czy pewne popu­la­cje nie są gene­tycz­nie bar­dziej podatne na tę cho­robę? Ponie­waż prze­pro­wa­dzono bada­nia nad migran­tami, porów­nu­jąc odse­tek cho­rych nale­żą­cych do tej samej grupy etnicz­nej, zamiesz­ka­łych na emi­gra­cji i w swo­jej ojczyź­nie. Na przy­kład Japoń­czycy żyjący w Sta­nach Zjed­no­czo­nych cier­pią na cho­robę Alzhe­imera znacz­nie czę­ściej niż miesz­kańcy Japo­nii91. Odse­tek cho­rych Afry­ka­nów w Nige­rii jest pra­wie cztery razy niż­szy niż ame­ry­kań­skich Afry­ka­nów w India­na­po­lis92.

Dla­czego zamiesz­ki­wa­nie w USA zwięk­sza ryzyko cho­roby Alzhe­imera?

Znaczna liczba dowo­dów wska­zuje, że odpo­wie­dzią jest ame­ry­kań­ska dieta. Oczy­wi­ście w naszym zglo­ba­li­zo­wa­nym świe­cie nie trzeba prze­no­sić się na Zachód, by jeść na zachod­nią modłę. W Japo­nii liczba przy­pad­ków alzhe­imera wystrze­liła w ostat­nich deka­dach w górę, praw­do­po­dob­nie z powodu prze­sta­wie­nia się Japoń­czy­ków z tra­dy­cyj­nej ryżowo-warzyw­nej diety na dietę trzy­krot­nie bogat­szą w nabiał i sze­ścio­krot­nie bogat­szą w mięso. Naj­sil­niej­szą kore­la­cję pomię­dzy dietą a demen­cją bada­cze stwier­dzili w przy­padku tłusz­czów pocho­dze­nia zwie­rzę­cego; od roku 1961 do 2008 ich spo­ży­cie wzro­sło o nie­mal 600 pro­cent93. Podobny trend wią­żący spo­sób odży­wia­nia się z ryzy­kiem demen­cji stwier­dzono w Chi­nach94. Wraz z przej­mo­wa­niem przez cały świat zachod­nich nawy­ków żywie­nio­wych można spo­dzie­wać się wzro­stu liczby przy­pad­ków cho­roby Alzhe­imera - napi­sał pewien nauko­wiec w piśmie "Jour­nal of Alzhe­imer's Dise­ase" - "chyba że nastąpi prze­su­nię­cie w kie­runku oszczęd­niej­szego uży­wa­nia pro­duk­tów zwie­rzę­cych"95.

Naj­niż­szy na świe­cie udo­ku­men­to­wany odse­tek zacho­ro­wań na tę cho­robę wystę­puje w wiej­skich pro­win­cjach Indii96, gdzie ludzie wciąż trzy­mają się tra­dy­cyj­nej roślin­nej diety, opar­tej na ziar­nach zbóż i warzy­wach97. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych u osób nie­je­dzą­cych mięsa (w tym dro­biu i ryb) ryzyko demen­cji jest mniej­sze o połowę, przy czym ryzyko to maleje tym bar­dziej, im dłuż­szy jest okres abs­ty­nen­cji od mięsa. W porów­na­niu z ludźmi jada­ją­cymi mięso czę­ściej niż cztery razy na tydzień osoby prze­strze­ga­jące wege­ta­riań­skiej diety przez co naj­mniej trzy­dzie­ści lat mają trzy razy mniej­sze szanse roz­wi­nię­cia się demen­cji98.

Ale chyba czyn­niki gene­tyczne też odgry­wają jakąś rolę? To prawda. Jesz­cze w latach 90. uczeni odkryli wariant genu, nazwany apo­li­pro­te­iną E4, w skró­cie ApoE4, który czyni swego nosi­ciela bar­dziej podat­nym na cho­robę Alzhe­imera. Każdy z nas ma pewną formę ApoE, lecz tylko jeden na sied­miu ludzi posiada wer­sję E4 tego genu, która ma zwią­zek z cho­robą. Jeśli odzie­dzi­czysz gen ApoE4 po matce lub ojcu, to praw­do­po­do­bień­stwo cho­roby Alzhe­imera rośnie u cie­bie trzy­krot­nie. Jeśli nato­miast otrzy­masz ten gen od obojga rodzi­ców, co zda­rza się w przy­bli­że­niu raz na pięć­dzie­siąt osób, to ryzyko wzra­sta dzie­wię­cio­krot­nie99.

Jak działa gen ApoE? Sty­mu­luje pro­duk­cję białka, które jest w mózgu głów­nym nośni­kiem cho­le­ste­rolu100. Wariant E4 może spo­wo­do­wać nad­mierne gro­ma­dze­nie cho­le­ste­rolu w komór­kach mózgo­wych, co może być przy­czyną powsta­nia cho­roby Alzhe­imera101. Mecha­nizm ten może być wytłu­ma­cze­niem tak zwa­nego para­doksu nige­ryj­skiego. Wariant E4 genu wystę­puje z naj­więk­szą czę­sto­ścią u Nige­ryj­czy­ków102, któ­rzy zara­zem mają jeden z naj­niż­szych odset­ków osób cier­pią­cych na cho­robę Alzhe­imera103. Zaraz, zaraz! W popu­la­cji z naj­więk­szym odset­kiem "genu alzhe­imera" jeden z naj­niż­szych odset­ków cho­roby? Ta sprzecz­ność może wyni­kać z faktu, że miesz­kańcy Nige­rii odzna­czają się wyjąt­kowo niskim pozio­mem cho­le­ste­rolu we krwi dzięki die­cie ubo­giej w tłusz­cze zwie­rzęce104, a zło­żo­nej głów­nie z pro­duk­tów zbo­żo­wych i warzyw105. Wydaje się więc, że dieta może brać górę nad gene­tyką.

Warto zauwa­żyć, że w jed­nym z badań, w ramach któ­rego obser­wo­wano tysiąc osób przez okres dwu­dzie­stu lat, stwier­dzono zgod­nie z ocze­ki­wa­niami, że obec­ność genu ApoE4 dwu­krot­nie zwięk­sza nie­bez­pie­czeń­stwo zacho­ro­wa­nia na cho­robę Alzhe­imera. Lecz u tych samych osób wysoki poziom cho­le­ste­rolu we krwi potra­jał nie­bez­pie­czeń­stwo. Bada­cze przy­pusz­czają, że trzy­ma­nie w kar­bach takich czyn­ni­ków ryzyka, jak wyso­kie ciśnie­nie krwi i wysoki poziom cho­le­ste­rolu, może obni­żyć zagro­że­nie cho­robą Alzhe­imera u osób z fatalną parą genów ApoE4 z dzie­wię­cio­krot­no­ści do dwu­krot­no­ści ryzyka u osób bez tego genu106.

Leka­rze i pacjenci zbyt czę­sto odno­szą się fata­li­stycz­nie do prze­wle­kłych cho­rób o nie­od­wra­cal­nych kon­se­kwen­cjach i alzhe­imer nie jest tu wyjąt­kiem107. "To tkwi w two­ich genach - mówią ci - i będzie to, co musi być". Bada­nia poka­zują jed­nak, że nawet jeśli wycią­gną­łeś kiep­skie gene­tyczne karty, za pomocą diety możesz prze­ta­so­wać talię od nowa.

Dieta roślinna zapo­biega cho­ro­bie Alzhe­imera

Objawy cho­roby Alzhe­imera poja­wiają się w sta­ro­ści, ale, podob­nie jak cho­roby serca i więk­szość nowo­two­rów, jest to scho­rze­nie, które może roz­wi­jać się całymi latami. Choć zabrzmi to jak zdarta płyta (czy powi­nie­nem raczej powie­dzieć: uszko­dzone MP3?), ni­gdy nie jest za wcze­śnie, by zacząć zdrowo się odży­wiać. Podej­mo­wane dziś decy­zje w spra­wie diety mogą mieć bez­po­średni wpływ na twoje zdro­wie w dużo póź­niej­szym okre­sie życia, w tym także na zdro­wie two­jego mózgu.

U więk­szo­ści osób cier­pią­cych na alzhe­imera cho­robę stwier­dza się dopiero po sie­dem­dzie­siątce, ale wiemy już, że ich mózgi zaczy­nają ule­gać zmia­nom dużo wcze­śniej. Na pod­sta­wie tysięcy autop­sji pato­lo­dzy zdo­łali ziden­ty­fi­ko­wać wstępną, nie­ujaw­nia­jącą się jesz­cze fazę cho­roby u połowy pacjen­tów około pięć­dzie­sią­tego roku życia, a u 10 pro­cent nawet przed trzy­dziestką109. I oto dobra nowina: wystą­pie­niu kli­nicz­nych symp­to­mów cho­roby Alzhe­imera - podob­nie jak cho­roby wień­co­wej, cho­rób płuc i udaru mózgu - można zapo­biec.

Porad­niki zapo­bie­ga­nia cho­ro­bie Alzhe­imera, wska­zu­jące, na jaką żyw­ność należy poło­żyć nacisk, a jakiej uni­kać, zale­cają dietę opartą na pro­duk­tach roślin­nych. Na przy­kład kuch­nia śród­ziem­no­mor­ska, która jest bogat­sza w warzywa, owoce i orze­chy, a uboż­sza w mięso i nabiał, wiąże się z wol­niej­szą dege­ne­ra­cją funk­cji mózgu i niż­szym ryzy­kiem zacho­ro­wa­nia na alzhe­imera111. Kiedy bada­cze pod­jęli próbę wyod­ręb­nie­nia naj­istot­niej­szych jej skład­ni­ków, oka­zało się, że klu­czową rolę odgry­wają obfi­tość warzyw oraz zni­koma ilość nasy­co­nych i nienasy­co­nych tłusz­czów112. Ta kon­klu­zja współ­brzmi z wyni­kami prze­pro­wa­dzo­nych na Harvar­dzie badań nad zdro­wiem kobiet, które wyka­zały, że wyż­sze spo­ży­cie tłusz­czów nasy­co­nych (któ­rych zasad­ni­czymi źró­dłami są nabiał, mięso i żyw­ność wysoko prze­two­rzona) wią­zało się ze zna­cząco gor­szym funk­cjo­no­wa­niem pamięci i świa­do­mo­ści. Kobiety, które przyj­mo­wały naj­więk­szą ilość tych tłusz­czów, miały o 60-70 pro­cent więk­sze szanse na przed­wcze­sne osła­bie­nie zdol­no­ści umy­sło­wych. U tych, które tłusz­czów spo­ży­wały naj­mniej, mózgi funk­cjo­no­wały jak u kobiet o sześć lat młod­szych113.

Dobro­dziej­stwa diety roślin­nej mogą rów­nież wyni­kać z wła­ści­wo­ści samych roślin. Nie­prze­two­rzona żyw­ność roślinna zawiera tysiące skład­ni­ków dzia­ła­ją­cych jako prze­ciw­u­tle­nia­cze114. Część z nich może poko­nać gra­nicę mię­dzy krwio­bie­giem a tkanką mózgową i zapew­nić komór­kom ner­wo­wym ochronę przed wol­nymi rod­ni­kami115 (zob. str. 50) - ina­czej mówiąc, zapo­biec "rdze­wie­niu" mózgu. Twój mózg sta­nowi zale­d­wie 2 pro­cent wagi ciała, lecz zużywa do 50 pro­cent wdy­cha­nego przez cie­bie tlenu, co może wyzwa­lać praw­dziwą burzę wol­nych rod­ni­ków116. Szcze­gólne prze­ciw­u­tle­nia­cze znaj­du­jące się w zie­le­ni­nie118 czy­nią te pro­dukty naj­lep­szym pokar­mem dla mózgu.

Pierw­sze wyniki badań wska­zu­jące, że borówka ame­ry­kań­ska popra­wia spraw­ność pamięci u osób star­szych cier­pią­cych na przed­wcze­sne osła­bie­nie władz umy­sło­wych opu­bli­ko­wano w 2010 roku119. W 2012 roku bada­cze z Uni­wer­sy­tetu Harvarda wsparli to odkry­cie danymi licz­bo­wymi, wyko­rzy­stu­jąc wyniki badań nad zdro­wiem pie­lę­gnia­rek, w ramach któ­rych, poczy­na­jąc od 1980 roku, obser­wo­wano dietę i stan zdro­wia szes­na­stu tysięcy kobiet. Stwier­dzili, że u tych, które zja­dały przy­naj­mniej jedną por­cję boró­wek i dwie por­cje tru­ska­wek tygo­dniowo, zdol­no­ści umy­słowe sła­bły wol­niej - z opóź­nie­niem do dwóch i pół roku w sto­sunku do osób, które owo­ców nie spo­ży­wały. Wyniki te suge­rują, że po pro­stu jedząc codzien­nie jagody - nie­trudny do zdo­by­cia i sma­ko­wity doda­tek do diety - możemy opóź­nić sta­rze­nie się naszego mózgu o ponad dwa lata120.

Dobro­czynne skutki może mieć nawet picie soków owo­co­wych i warzyw­nych. W bada­niu obej­mu­ją­cym bli­sko dwa tysiące osób przez osiem lat stwier­dzono, że u tych, któ­rzy regu­lar­nie pijali soki, praw­do­po­do­bień­stwo wystą­pie­nia cho­roby Alzhe­imera było o 76 pro­cent niż­sze. "Soki owo­cowe i warzywne mogą odgry­wać ważną rolę w opóź­nia­niu roz­woju cho­roby Alzhe­imera - kon­klu­dują bada­cze - zwłasz­cza u osób z grupy wyso­kiego ryzyka"121.

Uczeni podej­rze­wają, że czyn­ni­kiem aktyw­nym jest w tym przy­padku rodzaj sil­nych prze­ciw­u­tle­nia­czy, tak zwa­nych poli­fe­noli. Jeśli to prawda, to naj­lep­szym wybo­rem mógłby być sok z czer­wo­nego grejp­fruta122, acz­kol­wiek gene­ral­nie całe owoce mają prze­wagę nad sokami123. Czer­wone grejp­fruty są jed­nak owo­cami sezo­no­wymi, więc możesz zde­cy­do­wać się na żura­winy, które też są pełne poli­fe­noli124 i w postaci zamro­żo­nej są zwy­kle dostępne przez cały rok. (W dal­szej czę­ści książki podam mój prze­pis na Różowy Sok - kok­tajl z żura­win, który zawiera dwa­dzie­ścia pięć razy mniej kalo­rii i przy­naj­mniej osiem razy wię­cej skład­ni­ków odżyw­czych niż skle­powy "sok" żura­winowy. Patrz str. 151).

Poli­fe­nole są nie tylko prze­ciw­u­tle­nia­czami. W bada­niach in vitro stwier­dzono, że mogą chro­nić komórki ner­wowe przed two­rze­niem się pły­tek125 i splo­tów126 typo­wych dla pato­lo­gicz­nych zmian w mózgu w cho­ro­bie Alzhe­imera. Teo­re­tycz­nie mogłyby też "wycią­gać"127 metale, które odkła­dają się w pew­nych obsza­rach mózgu i mogą przy­czy­niać się do roz­woju cho­roby Alzhe­imera i innych zwy­rod­nie­nio­wych scho­rzeń układu ner­wo­wego128. Zawar­tość poli­fe­noli to jeden z powo­dów, dla któ­rych kładę w dru­giej czę­ści książki szcze­gólny nacisk na jagody i zie­loną her­batę.

Mk 4,26-27. [wróć]

Tu i dalej mowa zawsze o jago­dach w sen­sie bota­nicz­nym - drob­nych owo­cach, takich jak borówki, tru­skawki, poziomki itp. (ang. berry). W języku pol­skim nie ma potocz­nego okre­śle­nia zbior­czego tego rodzaju owo­ców. [wróć]

Reese's Pie­ces - marka sło­dy­czy na bazie masła orze­cho­wego popu­larna na rynku ame­ry­kań­skim. [wróć]

Hulk - boha­ter popu­lar­nych komik­sów ame­ry­kań­skich, agre­sywny stwór o nad­ludz­kiej sile. [wróć]

Egg Beaters - roz­po­wszech­niony na rynku ame­ry­kań­skim sub­sty­tut jaj nie­za­wie­ra­jący żółtka. [wróć]

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki