Jak nie przeminęło z wiatrem. Sekrety życia Margaret Mitchell - Jarosław Molenda

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ I

"DOBRE, PROSTE, AMERYKAŃSKIE POCHODZENIE"

Scarlett O'Hara nie była piękna, ale mężczyźni, zadurzeni w niej tak jak dwaj młodzi Tarletonowie, rzadko zdawali sobie z tego sprawę. W twarzy jej zbyt ostro odcinały się delikatne, arystokratyczne, po matce Francuzce odziedziczone cechy od grubych rysów, odziedziczonych po rumianym ojcu Irlandczyku. Twarz ta jednak, o mocnych szczękach i spiczastym podbródku, przykuwała do siebie uwagę. Oczy miała Scarlett jas­nozielone, w oprawie czarnych, sztywnych, ku górze odwiniętych rzęs. Jej szerokie czarne brwi były nieco skośne i przecinały śmiałą, łamaną linią jej śnieżnobiałą skórę - skórę, która stanowiła przedmiot podziwu kobiet Południa i którą Scarlett troskliwie osłaniała czepeczkami, woalkami i mitenkami przed gorącym słońcem Georgii"16.

Zaczyna się frazą a la Tołstoj: "Scarlett O'Hara nie była piękna" - notabene tę frazę zaadaptował później Tyrmand w Złym. Magiczny, porywający początek książki, która ukazała się, kiedy nie znano jeszcze dzieł kultowych. Cudowne pierwsze zdanie, które zapowiada historię miłosną pełną komplikacji, wywoływało na scenę dziewczynę o zielonych oczach i talii jak osa.

W tamtych czasach felietonistą, którego osądy literackie miały znaczenie, był F.P.A. (Franklin Pierce Adams), orzekający w kwestiach gustu na łamach "Herald Tribune". To on nadał Przeminęło z wiatrem pieczęć wyrafinowanej aprobaty metropolii wkrótce po publikacji, pisząc: "Zaczynasz czytać tę książkę i jeśli nie zaniedbasz wszystkiego innego, pierwszą rzeczą, jaką wiesz, jest to, że jest pojutrze"17.

Powieść ani przez moment nie była nudna, utrzymywała stałe zainteresowanie czytelnika. Generał armii Konfederacji Richard Taylor, syn generała Zachary'ego Taylora, dwunastego prezydenta USA, napisał w swoich wspomnieniach, że wojna secesyjna była częściowo wynikiem niechęci mieszkańców Południa do nudy. Margaret Mitchell, dla znajomych i przyjaciół po prostu Peggy, żyła zgodnie z tą maksymą18.

"Chociaż czytałem Przeminęło z wiatrem więcej razy, niż mogłem zliczyć - przyznawał jej biograf, Darden Asbury Pyron - usiadłem raz, aby przeczytać książkę wyłącznie pod kątem gramatyki, składni, użycia słów i innych zjawisk językowych. Niezmiennie jednak odkrywałem, że jestem na stronie dziesiątej, dwudziestej lub trzydziestej rozdziału, po tym jak ostatnio zanotowałem przysłówek lub zapisałem długość akapitu na stronie trzeciej. Wciągnięty, chcąc nie chcąc, w jej opowieść, musiałem wrócić i zacząć od nowa. Taka właśnie była"19.

Musiały jeszcze pomóc zbieg okoliczności, szczęście w nieszczęściu, zwyk­ły przypadek. Gdyby Margaret Mitchell nie potknęła się na śliskim chodniku, gdyby nie złamała nogi w kostce, gdyby nie musiała spędzić unieruchomiona w łóżku kilku miesięcy, gdyby wreszcie nie rzuciła pracy w gazecie, nie byłoby tej powieści, nie byłoby filmu i nikt by nawet nie wiedział, co stracił.

Dzięki tej nieszczęsnej kostce wszelkie rekordy powodzenia zostały pobite, nastąpił nieopisany sukces, największe po Biblii nakłady, co roku setki tysięcy egzemplarzy wznowień we wszystkich językach świata. Łącznie już kilkadziesiąt milionów od pierwszego wydania. A film? Też ma niezliczone zastępy entuzjastek i entuzjastów. To fenomen - zważywszy, że autorka zaczęła pisać powieść prawie sto lat temu, a wydała ją niespełna dziewięć dekad temu. Wersja filmowa ma niewiele mniej. A teraz chodzą słuchy o nowej ekranizacji.

Na paradoks zakrawa, że tak naprawdę to nie Przeminęło z wiatrem jest historią miłosną, gdyż jest raczej powieścią o nieudanych romansach. Prawdziwa historia miłosna kryje się w życiu autorki i jej męża. Tak jak ona zadedykowała mu tę książkę, tak on poświęcił jej swoje życie. Spalenie ukochanego manuskryptu było stosownym zakończeniem związku naznaczonego jego płomiennym oddaniem dla niej. Bez tego oddania mało prawdopodobne jest, aby Przeminęło z wiatrem kiedykolwiek powstało.

We wtorek, ósmego listopada 1900 roku, kiedy Margaret Munnerlyn Mitchell przyszła na świat - tego samego dnia, w którym William McKinley został wybrany na drugą kadencję prezydencką - miasto Atlanta liczyło dopiero pięćdziesiąt pięć lat. W porównaniu z Savannah i Augustą, które dużo wcześniej świętowały już stulecie swego istnienia, a nieopodal leżące Athens właśnie się do nich zbliżało, Atlanta była parweniuszem20.

Miasto długo stanowiło krańcową stację linii kolejowej, z tego powodu w latach czterdziestych XIX stulecia Atlantę nazywano "Terminus". Później określano ją jako miasto "szperaczy", ponieważ dużą część jego kosmopolitycznej ludności stanowili wysłannicy wielkich koncernów, skierowani na Południe, by tworzyć bazy ekspansji ekonomicznej na nowych obszarach. Większość starych rodzin Atlanty zbudowała majątki, lokując pieniądze w nieruchomościach, inwestując w rodzimy produkt, jaki stanowiła Coca-Cola, bądź korzystając z dogodnej pozycji geograficznej, która uczyniła miasto centrum komunikacyjnym i ośrodkiem obrotów gospodarczych21.

Rodzina Mitchellów mieszkała tam, zanim Atlanta stała się Atlantą. Małżeństwo Mitchell-Stephens połączyło dwie z najważniejszych politycznie rodzin w mieście. Dla Stephensów i Mitchellów autorytet polityczny i ekonomiczny zbiegły się, a ten ślub podsumował tę zbieżność. Te dwie rodziny reprezentowały w skali mikro historię Atlanty, Georgii i Południa. Brat Peggy, Stephens Mitchell, twierdził, że to, co było niezwykłe w siostrze i co wpłynęło na jej charakter i zdolności, to różnorodność jej przodków. Margaret powiedziała kiedyś krewnemu, który o nich pytał: "Możesz powiedzieć swoim dzieciom, że mają dobre, proste, amerykańskie pochodzenie"22.

Zacznijmy od dziadka, Russella Crawforda Mitchella. Peggy pamiętała go dobrze, z jego czarnymi jak smoła oczami i wielkimi, opadającymi bokobrodami przypominającymi trochę... kotlety wieprzowe. Dorastał na rodzinnej farmie we Flat Shoals, mniej niż trzydzieści kilometrów od dzisiejszej Atlanty, uczęszczał do West Georgia College i pracował jako nauczyciel w szkole, aby sfinansować swoje studia prawnicze. Po przyjęciu do palestry udał się do Teksasu, gdzie praktykował w Alto od 1857 do 1861 roku, kiedy to dołączył do I Kompanii Pierwszej Piechoty Teksasu.

Była to barwna osobowość - żylasty, twardy i przebiegły - miał co wspominać, gdyż podczas wojny secesyjnej stoczył jedenaście bitew, w tym te pod Seven Pines i Bull Run. Brał udział w walkach podczas najkrwawszego dnia wojny, na strasznym polu Sharpsburg za Antietam Creek. Tam został trafiony dwa razy w głowę. Pociski uszkodziły czaszkę, tworząc w niej długie rowki, ale nie niszcząc żadnej części mózgu.

Chirurg brygady, doktor Roach, natknął się na Russella, gdy ten częściowo odzyskał przytomność. Wsadzili go na wóz wiozący odzyskane muszkiety i wysłali w niemal 280-kilometrową podróż do Staunton w Wirginii. Następnie udał się na rekonwalescencję do domu swojego brata, doktora Madisona Mitchella, w Thomasville w stanie Georgia. Wśród pielęgniarek-wolontariuszek była dziewczyna z Florydy, Deborah Margaret Sweet. Zakochała się w sierżancie słynnej Brygady Teksańskiej, a on w niej23.

Ogłoszenie ich zaręczyn zbiegło się z rozkazem powrotu do armii. Władze wojskowe oddelegowały teraz Russella Mitchella do lekkich obowiązków, przydzielając mu stanowisko komendanta oddziału w korpusie medycznym. Niedługo po kapitulacji poślubił Deborah i osiedlił się na Florydzie, mając nadzieję na wznowienie praktyki prawniczej. Niestety nie było tam posad dla utalentowanych prawników, a dodatkową irytację wywołały niesnaski z pewnym biurokratą, którego Russell pobił i wrzucił do kałuży błota.

Federalne władze okupacyjne wyznaczyły nagrodę za jego głowę, więc Russell i Deborah uciekli i ukrywali się, dopóki sprawa nie ucichła. Gdy tylko zrobiło się bezpiecznie, przeprowadzili się do Atlanty, która odradzała się z ruin powstałych po natarciu unijnej armii generała dywizji Williama Shermana. Jako bystry realista Russell nie podejmował już dalszych prób praktykowania prawa, lecz zajął się handlem drewnem i nieruchomościami, szybko zbijając fortunę. Po śmierci żony, która przeżyła zaledwie czterdzieści lat, ożenił się ponownie i miał jeszcze dwie córki.

Pisząc swoją powieść, Peggy wplotła niektóre doświadczenia i cechy swojego dziadka Russella w postać Rhetta Butlera. Jak zauważył Stephens, żadne dziecko nie zapomniałoby zmuszania go do wkładania palców w rowki w czaszce dziadka... Pewnego lata, gdy Peggy miała siedem czy osiem lat, jej ojciec, który setki razy słyszał "historię o rowkach" swojego ojca, zawiózł rodzinę do Sharpsburga. Chodzili po polu, kiedyś przesiąkniętym krwią, próbując ustalić, gdzie zdobyto baterie i gdzie został ranny dziadek Russell. Od tego czasu Peggy lubiła zwiedzać pola bitew wojny secesyjnej w swojej okolicy i poznawać ich historię.

MAŁA KOBIETKA

Przodkowie jej matki - Fitzgeraldowie i Stephensowie - przybyli z Irlandii na początku XIX wieku i osiedlili się w okolicach Fayetteville w Georgii, obecnie znanych jako hrabstwo Clayton. W tym pięknym miejscu, daleko na starej drodze Jonesboro, jej pradziadek Fitzgerald założył ogromną farmę bawełny oraz sady brzoskwiniowe i jabłoniowe, a także zbudował duży, rozległy dom, który Peggy kochała i idealizowała jako Tarę w swojej powieści. Ta ziemia Fitz­geraldów, splamiona krwią żołnierzy Konfederacji i Unii, była dla niej cenna.

Chociaż wyglądem i temperamentem Margaret bardziej przypominała ojca i członków jego rodziny, to większy wpływ na nią wywarli Fitzgeraldowie. W 1948 roku napisała do przyjaciółki, że kobiety z poprzednich pokoleń Południa wydawały się mieć "cechę stawania na wysokości zadania w każdej sytuacji, jaką dobry Bóg uznał za stosowne im zesłać"24. Rodzina często wspominała, jak to babcia Annie Stephens, przyjechawszy na krótko z Atlanty, wykazała się nie lada odwagą - przeszła "przez cały obóz federalistów, prosto do kwatery głównej generała Wilsona, i zażądała ochrony złożonej z żołnierzy Unii dla domu Fitzgeraldów, i ją dostała!"25.

Stephensowie i ich krewni byli legendą nie mniej - a może nawet bardziej - niż Mitchellowie. Zawsze się wyróżniali. Co najważniejsze, od innych mieszkańców Południa oddzielała ich religia. Irlandzkość wyróżniała się na tle normy południowej, ale była także źródłem klanowej samoświadomości rodziny, poczucia własnej odrębności i bycia w konflikcie ze światem. Żywym tego dowodem była Annie Stephens, tak drażliwa na punkcie własnego honoru, że każdemu starała się odwdzięczyć za zniewagi.

Jedna z historii, być może apokryficzna, głosi, że po śmierci swojej niezamężnej siostry wynajęła ludzi, aby wywieźli rodzinne pamiątki z Rural Home, podczas gdy wszyscy inni byli na pogrzebie. Z mało kim nie zadzierała, a w aktach sądu okręgowego hrabstwa Fulton nadal znajdują się jej liczne pozwy, wiele skierowanych przeciwko własnym dzieciom. Jeden z wnuków wspominał jeszcze większe spory toczone w sądach federalnych po wojnie secesyjnej, wynikające z jej pragnienia uzyskania odszkodowania za szkody poniesione w tym konflikcie26.

Nękała swoją rodzinę równie bezlitośnie jak swoich dzierżawców. Za nic miała testament ojca, który zastrzegł, że jego plantacja ma być stałym schronieniem dla całej rodziny, która znalazła się w potrzebie. Po śmierci męża Annie Stephens uznała, że pasuje do tej kategorii, i skutecznie walczyła o większy udział w majątku. To doprowadziło do zaciekłych kłótni, wykluczeń z testamentów, a nawet przenoszenia trumien i ekshumacji27.

Purytański John Stephens poślubił tę jędzę w Atlancie w 1863 roku. Para doczekała się tuzina dzieci, z których sześcioro dożyło wieku dorosłego. Pierwsze przyszło na świat w 1864 roku, gdy miasto mierzyło się z najgorszymi skutkami wojny secesyjnej. Phillip Stephens, nazwany na cześć dziadka ze strony matki, nie przeżył roku, podobnie jak jego brat, który urodził się w 1865 roku. Potem przyszły na świat cztery kolejne córki, ale one również zmarły przed osiągnięciem dojrzałości. Mary Isabel, matka Peggy, urodziła się w 1872 roku. Potem pojawiło się jeszcze pięcioro dzieci Stephensów: John, Eugenia, Edythe, Alexander i Ruth28.

Chociaż Annie Stephens rodziła potomstwo z łatwością doświadczonej położnicy, brakowało jej wszelkich instynktów opiekuńczych, zwłaszcza w stosunku do Mary Isabel, chorowitego trzeciego dziecka, które wymagało o wiele więcej uwagi, niż rodzice mogli mu dać. Maybelle, bo tak się do niej zwracano, była piękną dziewczyną, drobną, o delikatnych rysach, miała rude kręcone włosy, jasną skórę, fioletowoniebieskie oczy i wyraziste rysy. Gdyby nie nosiła się tak dumnie i elegancko, mogłoby się wydawać, że jest karłem, mierzyła bowiem poniżej metra pięćdziesięciu. Mimo skromnej postury nie godziła się z rolą "małej kobietki".

Peggy przyznawała, że Annie, dorobiwszy się tylu dzieci ciągnących ją za spódnicę, nie wykorzystała okazji, by pokazać im, czym jest wdzięk. Regularnie sprowadzała ze wsi swoje dwie niezamężne siostry, by zajmowały się jej potomstwem. A gdy "Mamie" i "Sis" wracały do Rural Home, równie regularnie wysyłała swoje latorośle do nich. Maybelle przez pierwsze dziesięć lat swojego życia spędzała niemal tyle samo czasu z dziadkami i pannami w Rural Home, co z matką i ojcem w Atlancie. Tam rozkwitała.

Fitzgeraldowie uwielbiali ją równie mocno jak ona ich. Miała zaledwie cztery lata, gdy dziadek Phillip nauczył ją czytać. Niezamężne ciotki również okazały się pełnymi zapału nauczycielkami. Zwłaszcza Sarah Fitzgerald, która wprowadziła ją w świat klasyki, muzyki i malarstwa i jednocześnie uczyła ją "łagodności zachowania, godności zachowania, dobroci serca i wesołości charakteru"29. Tradycją w rodzinie Stephensów było kształcenie dziewcząt w szkołach zakonnych, więc w wieku trzynastu lat Maybelle dołączyła do swoich sióstr w seminarium Villa Maria w Bellevue w Quebecu, gdzie, jak potem tłumaczyła córce, "nauczano tak, jakby nie zauważono, że XVI wiek już dawno minął"30.

Podczas dwuletniego pobytu w Kanadzie dziewczyna regularnie korespondowała z rodziną, a listy te pozwalają na wgląd w jej charakter i dynamikę relacji rodzinnych, które ukształtowały osobowość jednej z dwóch najważniejszych postaci w życiu Peggy. Już wtedy w listach wyraźnie przebija się jej inteligencja. Żyła w świecie idei i książek, a w jej korespondencji roi się od aluzji literackich i historycznych. Chwalono jej bystrość, analityczne myślenie i umiejętność jasnego wyrażania opinii. Po powrocie i ukończeniu edukacji roczną nauką w Atlanta Female Institute uświadomiła sobie, że jest katoliczką w społeczności w dużej mierze protestanckiej31.

Gdy miała dwadzieścia lat, wyszła za mąż. Wybrankiem był Eugene Muse Mitchell. Lokalny dziennik "Atlanta Constitution" donosił, że pobrali się 8 listopada 1892 roku w rezydencji rodziców panny młodej przy Jackson Street:

"[...] druhna honorowa, panna Annie Stephens, była piękna jak francuski pastel, w kostiumie dyrektorskim z żółtego atłasu, z długim płaszczem z zielonych aksamitnych rękawów i kamizelką ze złotego brokatu. [...] Panna młoda była uroczą wizją młodzieńczej piękności w swojej szacie w kolorze wykwintnej kości słoniowej i z satyny [...] jej pantofle były z białego atłasu zdobionego perłami [...] podano elegancką kolację.

Jadalnia była udekorowana na biało i zielono, oświetlona niezliczonymi świecami w srebrnych lichtarzach. [...] Podarunkiem dla panny młodej od ojca były elegancki dom i działka. [...] O godzinie jedenastej pani Mitchell włożyła ładną suknię pożegnalną z zielonego angielskiego materiału z wesołym aksamitnym kapeluszem, aby pożegnać się z przyjaciółmi"32.

Choć głównie interesowała się sprawami umysłu i ducha, Maybelle lubiła przebywać na świeżym powietrzu, nieźle grała w tenisa i dobrze jeździła konno. Po ślubie, w wieku dwudziestu lat, poświęciła większość czasu zajęciom intelektualnym. Jej syn pamiętał matkę jako osobę, która dużo czytała, ze szczególnym naciskiem na książki historyczne. Stephens Mitchell zanotował również, że "dokładnie znała swoją religię i nalegała, aby była ona nauczana i głoszona poprawnie. Nie przysporzyło jej to zbytniej popularności wśród niektórych duchownych. To nigdy nie martwiło Matki"33.

Nic dziwnego, że Maybelle Stephens Mitchell była jedną z założycielek ruchu na rzecz praw wyborczych kobiet w Georgii. Sprzeciwiała się płaceniu podatków bez wpływu na to, jak pieniądze powinny być wydawane.

"Moje najwcześniejsze wspomnienia - przyznawała Peggy - dotyczą mojej matki i ruchu sufrażystek. Matka była drobna i delikatna, ale ruda, a nic nie wkurzało jej tak bardzo jak samozadowolona postawa innych pań, które uważały, że powinny pozwolić mężczyznom głosować. Nasza rodzina miała szczęście, ponieważ mężczyźni byli całym sercem za prawem wyborczym kobiet. Pierwszy raz pozwolono mi zostać dłużej niż do szóstej wieczorem podczas wspaniałej okazji, jaką był wiec sufrażystek"34.

Maybelle miała również zmysł społeczny. "Potrafiła sprawić - zapewniał później jej syn - że ludzie czuli się jak w domu. Bez względu na to, z jakimi osobami się stykała, potrafiła się do nich dostosować. Miała maniery w mieś­cie, które dopiero zaczynało zdawać sobie sprawę, że coś takiego istnieje. [...] Zdawała sobie sprawę z niebezpieczeństw związanych z piciem i ostrzegała przed nimi, ale wiedziała, że prohibicja jest zła i że całkowita abstynencja, gdyby była powszechnie stosowana, uczyniłaby świat nudnym. Musieliśmy nauczyć się, jak pić"35.

Zdawała sobie sprawę z siły seksu i miała tylko jeden pomysł, jak nad tym zapanować - wczesne małżeństwo. Przekonywała, że nie ma sposobu na rzeczy, na które świat nie znalazł lekarstwa, a to obejmowało hazard i podejmowanie ryzyka w ogóle. "Nalegała - pamiętał jej syn - abyśmy walczyli o swoje prawa, nawet jeśli zostaliśmy pokonani. Wielokrotnie mówiła, że odwaga jest jedyną cnotą, o którą warto się martwić, ponieważ obejmuje wszystkie inne. Jej wpływ na nas oboje był bardzo silny"36.

DZIEDZICTWO POŁUDNIA

Ojciec Peggy, Eugene Mitchell, miał jedenaścioro rodzeństwa. Wszyscy dożyli wieku dorosłego. Pięcioro z nich miało własne dzieci. Pani Mitchell miała również jedenaścioro rodzeństwa, a pięcioro z nich również miało dzieci. Dziesięcioro rodzonych ciotek i wujków dało dzieciom Mitchellów ponad dwudziestkę kuzynów pierwszego stopnia w Atlancie i okolicach. Zapisana na papierze historia rodziny nie miała mocy, w przekazie ustnym wybrzmiewał jednak autorytet. Razem tworzyły dla piegowatej dziewczyny z Jackson Hill jedno z najpotężniejszych dziedzictw Południa37.

Eugene Mitchell urodził się w dzielnicy Jackson Hill w 1866 roku. Według rodzinnej legendy chciał zostać pisarzem i pisał artykuły historyczne, które z podziwu godną jasnością pokazały, jak ogromny zasób informacji zebrał, czytając i rozmawiając ze starszymi członkami rodziny i ich przyjaciółmi. Jednym z jego zainteresowań było badanie malowniczych nazw przypisanych do niektórych dzielnic i przedmieść Atlanty.

Został prawnikiem po namowach ojca. Ukończył z wyróżnieniem University of Georgia w 1885 roku. Jako członek Phi Beta Kappa został uhonorowany za uzyskanie najwyższej średniej ocen, jaką kiedykolwiek uzyskał student na tym uniwersytecie - 99,6. Pozostał w Athens, aby ukończyć studia prawnicze, czego dokonał w ciągu zaledwie roku. Nie mając jeszcze dwudziestu lat, otworzył kancelarię prawniczą w Atlancie. W 1893 roku jego młodszy brat Forrest Gordon Mitchell (nazwany na cześć dwóch generałów Konfederacji) zdał egzamin adwokacki w Georgii, po czym utworzyli spółkę.

Dwadzieścia sześć lat później, po ukończeniu przez syna Stephensa wydziału prawa na University of Georgia i dołączeniu do kancelarii, Eugene zmienił nazwę firmy na Mitchell & Mitchell. Specjalizowali się w sporządzaniu testamentów i badaniu tytułów własności ziemi. Być może wzbogacił się dzięki tym klientom, którzy skorzystali na rosnącej wartości nieruchomości w Atlancie. Ale Eugene nie był spekulantem. Przekonywał, że "nie ma daru do zarabiania pieniędzy". Stephens Mitchell opowiadał, że kryzys z 1893 roku pozbawił jego ojca odwagi. Eugene nieustannie martwił się o gotówkę, minimalizował swój kapitał i wyolbrzymiał swoje długi.

Opowiedział synowi, że panika, jaka ogarnęła go w 1893 roku, gdy był młodym, żonatym mężczyzną, "ogołociła go z wszelkiej śmiałości, a na jej miejsce wszczepiła pragnienie zapewnienia sobie dostatku"38. To, co w młodości czyniło go zadziornym i kłótliwym, uczyniło go potem spiętym, podejrzliwym i wycofanym. W swoich rodzinnych wspomnieniach Stephens Mitchell opisywał swojego ojca jako "bardzo powściągliwego", boleśnie nieśmiałego, pozbawionego humoru i wyobraźni39.

Eugene Mitchell traktował swą żonę z szacunkiem nieco podszytym strachem. Był niezbyt wysoki, mierzył około metra sześćdziesięciu, co bynajmniej nie przeszkadzało mu w osiąganiu kolejnych celów życiowych; tak jak i wzrost, nie były one zbyt wygórowane, mierzył raczej zamiary na siły40. Stephens Mitchell napisał o swoim ojcu, że "był odważny w swoim pragnieniu stania po stronie słuszności. Nigdy nie wahał się zajmować niepopularnych stanowisk w kwestiach publicznych ani narażać się na przemoc w czasach, gdy w Atlancie grasowały niebezpieczne tłumy, a zamieszki i lincze były powszechne"41.

Eugene Mitchell korzystał w swoim zawodzie z wrodzonej wnikliwości i bystrości umysłu, które czyniły go dobrym historykiem; inni prawnicy mówili, że jego dokumenty były wzorami jasności i zwięzłości oraz że nie sposób było źle zinterpretować testamenty sporządzone przez Eugene'a Mitchella. Omawiając tę fazę praktyki, powiedział kiedyś swojemu synowi: "Sporządzając testament, po prostu zwróć uwagę na gramatykę, a prawo samo się uporządkuje"42.

Między pracą a służbą publiczną Eugene Mitchell często przebywał poza domem. A kiedy już tam był, regularnie zamykał się w bibliotece. Kochał swoje dzieci i uwielbiał jedyną córkę, ale rzadko, jeśli w ogóle, wyrażał jakiekolwiek uczucia wobec swojego potomstwa. Wydaje się równie chłodny i formalny we wspomnieniach swoich dzieci, jak we wspomnieniach znajomych z branży prawniczej i biznesowej. Nawet Margaret przedstawiała go jako obowiązkowego i zdystansowanego. Mimo całego podziwu funkcjonował jedynie na peryferiach dzieciństwa swojej córki43.

Pierwsze dziecko Eugene'a i Maybelle, syn Russell Stephens Mitchell, nazwany na cześć dziadka ze strony ojca, żył tylko kilka miesięcy. Ich drugie dziecko, ochrzczone jako John Stephens, urodziło się w 1895 roku; zmarło rok później. Następny był Alexander Stephens Mitchell, nazwany na cześć lwa Konfederacji z Georgii, Alexandra H. Stephensa, szczególnego bohatera rodziny. Cztery lata później pojawiło się na świecie ich ostatnie dziecko, Margaret Munnerlyn, nazwana na cześć swojej babci Mitchell i praprababci Sweet. Stało się to w ósmą rocznicę ślubu rodziców, a także w dniu kolejnych wyborów prezydenckich44.

Wszystkie dzieci przyszły na świat w dwupiętrowym, sześciopokojowym domku przy 296 Cain Street, w przyjemnej części miasta, w dzielnicy zamożnych rodzin, które znały się od pokoleń. Dom miał tę zaletę, że znajdował się niemal przy tylnych drzwiach Stephensów.

Eugene Mitchell uwielbiał Maybelle do końca życia, a listy, które pisał do niej podczas zalotów, dorównują najpiękniejszym w literaturze. Był jednak bez wątpienia trochę apodyktyczny. Miał silną, dominującą osobowość; był kłótliwy, pobudliwy i stanowczy w wyrażaniu swoich opinii. Chociaż zgodził się, aby jego dzieci zostały ochrzczone i wychowane jako katolicy, jego pogarda dla Kościoła katolickiego martwiła Maybelle.

Nie mógł bardziej różnić się pod tym względem od swojej żony, która odegrała ogromną rolę w kształtowaniu charakteru ich dzieci. Inaczej niż w przypadku jej męża, który notabene uważał swoją damę za symbol cnoty, edukacja Maybelle Stephens zakończyła się, gdy ta opuściła progi liceum, ale jej wiedza, inteligencja i erudycja dorównywały jego. Czytała bardzo dużo, ale nie byle co. Mówiła po francusku równie płynnie jak po angielsku. Była, według powszechnej opinii, "kobietą o wspaniałym wykształceniu i błyskot­liwych cechach umysłu"45.

Dzieci często sięgały po terminologię wojskową, aby opisać swoich rodziców. Według nich matka była rygorystycznie zdyscyplinowana, żyła jak na "żołnierskim posterunku", a gdy siedziała przy stole, jej plecy nigdy nie dotykały oparcia krzesła. Stephens Mitchell często odnosił się do swojego ojca w swoich licznych esejach i wywiadach, natomiast jego matka dominuje we wspomnieniach: jej imię pojawia się w tych relacjach ponad połowę częściej niż ojca. Syn, jeszcze mniej świadomie, zazwyczaj łączył "rodzica" i "matkę" bez konkretnego odniesienia do płci. Podobnie jak w przypadku wspomnień jej brata, wspomnienia córki nawiązują do inteligencji, wirtuozerii, moralności i wdzięku Maybelle46.

Jednak dziecku trudno było zrozumieć nieskłonną do uległości matkę - cokolwiek Margaret by zrobiła, Maybelle była zawsze niezadowolona. Wszelkie faktyczne lub domniemane akty świadczące o zepsuciu bądź złym zachowaniu były natychmiast karane razami szczotką do włosów. Między matką a córką dawał się wyczuć pewien dystans. Margaret miała tak skrytą naturę, że kiedyś w gniewie Maybelle zarzuciła córce, iż wdała się w pewnego wuja Eugene'a Mitchella, który wolał przemaszerować kilometr w przeciwnym kierunku, niż zdradzić sąsiadowi, dokąd idzie47.

Na początku swojego małżeństwa Maybelle nauczyła się, jak chronić się przed trudnościami życia z Eugene'em, przeżywając epizody niezdiagnozowanych chorób. Zwłaszcza w pierwszej dekadzie ich małżeństwa miała wiele niejasnych dolegliwości zdrowotnych, które pozwalały jej "odpoczywać" u krewnych spoza miasta i "poddawać się kuracjom" w ośrodkach wypoczynkowych ze źródłami mineralnymi48.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI

16 M. Mitchell, Przeminęło z wiatrem, przeł. C. Wieniewska, Warszawa 2008, s. 7.

17 F. Farr, Margaret Mitchell of Atlanta. The Author of Gone With the Wind, New York 1974, s. 162.

18 D.A. Pyron, Southern Daughter. The Life of Margaret Mitchell, Athens 2004, s. XI.

19 Ibidem.

20 A. Edwards, Nie przeminęło z wiatrem, przeł. A. Soszyńska, Pruszków 1995, s. 35.

21 Ibidem, s. 18.

22 F. Farr, op. cit., s. 34.

23 Ibidem, s. 33.

24 Ibidem, s. 28.

25 A. Edwards, op. cit., s. 53.

26 D.A. Pyron, op. cit., s. 22.

27 F. Farr, op. cit., s. 69-70.

28 D.A. Pyron, op. cit., s. 22.

29 Ibidem, s. 23.

30 A. Edwards, op. cit., s. 38-39.

31 F. Farr, op. cit., s. 35.

32 The Chi Phi Chakett, "Graduate Personals" 1893, vol. V, p. 135.

33 F. Farr, op. cit., s. 35.

34 Ibidem, s. 36.

35 Ibidem, s. 37.

36 Ibidem.

37 D.A. Pyron, op. cit., s. 34.

38 F. Farr, op. cit., s. 31-32.

39 D.A. Pyron, op. cit., s. 16.

40 A. Edwards, op. cit., s. 40.

41 F. Farr, op. cit., s. 32.

42 Ibidem.

43 D.A. Pyron, op. cit., s. 38.

44 Ibidem, s. 28.

45 Ibidem, s. 38.

46 Ibidem, s. 42.

47 A. Edwards, op. cit., s. 41 i 62.

48 M. Walker, Margaret Mitchell & John Marsh. The Love Story Behind Gone With the Wind, Atlanta 2011, s. 31.

WSTĘP

"NAJWIĘKSZA KOKIETKA W TRZECH PORTACH"

Mijają kolejne dekady, a sława Przeminęło z wiatrem nie wygasa. Cóż za zwodniczy tytuł. Przecież nie przeminęły z wiatrem ani książka, ani film - i wszystko na to wskazuje, że przez wiele, wiele lat nie przeminą. Jak napisał Konrad Zarębski w swojej recenzji ekranizacji (opublikowanej pół wieku po premierze filmu!): "Zmieniają się mody, zmienia się publiczność, a "Przeminęło z wiatrem" ciągle przyciąga widzów. Nie dla obcowania z legendą, ale dla obcowania ze wspaniałym, ciągle świeżym kinem"1.

Książkę przetłumaczono na ponad trzydzieści języków, z czego na polski trzykrotnie. Na czym polega tajemnica sukcesu dzieła Margaret Mitchell? Wielki epicki romans? Na pewno, ale chyba nie tylko. Jest jakaś uniwersalność w tej opowieści pozornie tylko o historii amerykańskiego Południa - świata, który przeminął, musiał ustąpić nowemu porządkowi, wymogom nowego rozdziału dziejów2.

Przeminęło z wiatrem - pomimo iż było pierwszą wydaną przez autorkę książką - szybko znalazło wielu czytelników, więc niemal z marszu stało się bestsellerem3. Lata trzydzieste XX wieku często nazywa się epoką powieści adresowanych do masowych odbiorców. Nic dziwnego więc, że opowieść Peggy, jak mówiono na Mitchell, była odpowiedzią na zapotrzebowanie na popularne czytadła i kostiumowe romanse historyczne4. Mimo to chyba nikt, a już zwłaszcza pisarka, nie spodziewał się, że książka doczeka się czterdziestu wydań w ciągu zaledwie pół roku5.

Margaret Mitchell stworzyła najsłynniejszą powieść w anglojęzycznym świecie, co doprowadziło do nakręcenia najsłynniejszego filmu wszech czasów. Była jedną z najbardziej niezwykłych epistolografek swego stulecia, a złożoność umysłu, ducha i osobowości w jej korespondencji wciąż inspiruje innych biografów, krytyków kultury i historyków literatury.

Niewiele jest powieści, które równie silnie wpłynęły na naszą kulturę. Gdy wydano Przeminęło z wiatrem w 1936 roku, książka natychmiast spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem czytelników. Chociaż dane statystyczne nie oddają skali fenomenu, jakim się stała, pomagają go sobie uświadomić: nadal co roku ukazują się setki tysięcy egzemplarzy. Na całym świecie można spotkać miłośników tej powieści i zbieraczy związanych z nią pamiątek. Fakty historyczne do tego stopnia przemieszały się z fikcją literacką, że dziesiątki lat po wydaniu książki odwiedzający Atlantę nadal dopytywali się o Tarę6.

"Przeminęło z wiatrem to taka właśnie książka - wyjaśnia jej fenomen dziennikarz "Tygodnika Powszechnego", ukrywający się pod akronimem JW - która czytelnikowi towarzyszy i pozwala bez trudu odnajdywać wokół siebie szlachetnych, lecz fujarowatych Ashleyów, cynicznych Rhettów o gorącym sercu i przezacne, choć irytujące ciotki Pittypat, a jednocześnie do rąk podaje nam ów szal prababki, żebyśmy mogli dotknąć tamtych czasów, poczuć ich wietrzejącą woń"7.

Dzieje Scarlett - "największej kokietki w trzech portach" - losy Rhetta, Melanii, Ashleya, ich przeżycia są wciąż bliskie ludziom z najróżniejszych krajów, jakże nieraz geograficznie i mentalnie odległych od Atlanty. To uniwersalna wielka saga rodzinna. Szalone namiętności, miłość, nienawiść, gniew, zauroczenie, zazdrość, wielka opera uczuć spektakularnie przedstawiona na tle klęski odchodzącego świata. A przede wszystkim zwycięża miłosna historia, zwycięża romantyzm Południa8.

Kamil Rudziński na łamach "Filmu" zastanawiał się nad tym, co zadecydowało o ogromnym powodzeniu liczącej ponad tysiąc stron powieści debiutantki. Nostalgia za upadłą świetnością amerykańskiego Południa, epicki rozmach czy może obfitujący w niezliczone zwroty akcji wątek melodramatyczny? Wszystko to stanowi jedynie porywającą obudowę fascynującego amerykańskiego mitu, barwnie nakreślony skrót historii, która lubi się powtarzać.

Scarlett O'Hara nie przypomina antycznej heroiny, życie nie szczędzi jej porażek, a i sukces ma swoją cenę: traci najbliższych, wchodzi w konflikt z rodziną i otoczeniem, nie potrafi zatrzymać ludzi, których kocha. Ale nie traci wiary. Ameryka połowy lat trzydziestych XX wieku czekała na taką bohaterkę. Kraj wychodził z kolejnego historycznego zakrętu, miał za sobą Wielki Kryzys, którego skutki były jeszcze odczuwalne9.

Scarlett jest nowym typem kobiety, która w sposób metaforyczny zrzuca gorset - zarówno dosłownie, przestając go nosić, jak i symbolicznie, odrzucając krępujące ją nakazy środowiska, które definiuje normy, wartości i zachowania - czym oczywiście wzbudza zgorszenie opinii publicznej. Scarlett stała się wzorem dla kobiet żyjących w czasach Wielkiego Kryzysu. Nigdy się nie poddawała, walczyła o swoje pragnienia i robiła wszystko, by przetrwać10.

W rankingu na najwspanialszego bohatera ekranowego wszech czasów Scarlett znalazła się na miejscu czwartym. Była najwyżej ocenioną kobietą i jedyną, która została zaklasyfikowana w pierwszej piątce. Miejsce pierwsze zajął Vito Corleone (Ojciec chrzestny), drugie Fred Dobbs (Skarb Sierra Madre), trzecie Norman Bates (Psychoza), czwarte przypadło Scarlett O'Harze, a piąte Jamesowi Bondowi11.

Powstanie Przeminęło z wiatrem wiąże się z tradycją rodzinnych wizyt składanych w niedzielne popołudnia. Gdy dorośli mieszkańcy Georgii umilali sobie wieczory, przesiadując na gankach i w salonach, młoda Margaret słuchała opowieści o konflikcie zbrojnym między stanami, zakończonym zaledwie trzydzieści pięć lat przed tym, jak pojawiła się na świecie w 1900 roku. "Gdy byłam mała - śmiała się potem - słyszałam tak wiele o walkach i ciężkich czasach po wojnie, że nabrałam przekonania, iż Mama i Tata musieli przez to wszystko przejść... Wtedy dowiedziałam się, że wojna nie skończyła się na krótko przed moimi narodzinami"12.

Powodzenie ekranizacji wynikało z sukcesu samej książki. Jedynym wysiłkiem było nie zepsuć tego, co zrobiło drukowane Przeminęło z wiatrem, gdyż powieści udało się przekształcić stereotyp popularnego romansu dla kobiet w rozległą panoramę amerykańskiego Południa w okresie przełomu. Stało się to możliwe dzięki postaci głównej bohaterki - kobiety pełnej temperamentu, niezbyt pasującej do wizerunku wzorowo wychowanej damy z Georgii, za to doskonale potrafiącej przystosować się do nowych, ale wciąż zmieniających się warunków wojny13.

Niewiele jest filmów w dziejach kina, które oparły się działaniu czasu i z równą siłą jak przed laty wzbudzają dzisiaj zainteresowanie widzów. Ekranizacja powieści Margaret Mitchell - nie arcydzieła literatury, ale atrakcyjnej kroniki rodzinnej z czasów wojny secesyjnej - była największym przedwojennym przedsięwzięciem Hollywood. Film zdobył aż dziewięć Oscarów i przez kilka dekad był najbardziej kasowym filmem wszech czasów14.

A przecież oglądając dziś Przeminęło z wiatrem, trudno uznać ten film za dobry. Rażą staroświecki sposób gry aktorskiej, fatalny makijaż Vivien Leigh, spłaszczenie delikatnej, owianej poczuciem humoru i niepozbawionej dystansu narracji Margaret Mitchell. Przestają mieć znaczenie racje historyczne, nawet zdrowy rozsądek. A przecież jakoś to nie przeszkadza w oglądaniu - pomimo wszystko film zawładnął wyobraźnią milionów widzów.

Czterdzieści lat po premierze Amerykański Instytut Filmowy w składzie trzystu pięćdziesięciu tysięcy członków przyznał tej realizacji status najlepszego filmu amerykańskiego. Jego popularność przypisuje się na ogół dwóm czynnikom. Po pierwsze, pokazany dosłownie w przededniu drugiej wojny światowej był "ucieczką w historię"; ukazywał romantyczny świat mitu plantacyjnego, a jednocześnie - wpływ wojny na jednostkę i społeczeństwo, unikając charakterystycznych dla filmu wojennego krwawych scen z frontu. Po drugie, wielu współczesnych krytyków zwraca również uwagę na nieprzemijający urok postaci Scarlett O'Hary, która dzięki sile charakteru "triumfuje nad śmiercią, wojną, ubóstwem oraz wszystkimi innymi tragediami, które przyszło jej przeżyć"15.

1 K.J. Zarębski, Księga magii, "Film" 1989, nr 33, s. 10.

2 A. Lechicka, Dlaczego kochamy "Przeminęło z wiatrem", "Film" 1979, nr 47, s. 14.

3 A. Kołodyński, K. Zarębski, Słownik adaptacji filmowych, Bielsko-Biała 2005, s. 214.

4 A. Kopcewicz, M. Sienicka, Historia literatury Stanów Zjednoczonych w zarysie. Wiek XX, Warszawa 1982, s. 268.

5 R. Dyboski, Wielcy pisarze amerykańscy, Warszawa 1958, s. 489-490.

6 D. Freer, Posłowie, [w:] Margaret Mitchell, Zaginiona wyspa, przeł. E. Szumańska, Poznań 1996, s. 62.

7 JW., Przeminęło z wiatrem, "Tygodnik Powszechny" 1963, nr 48, s. 4.

8 A. Lechicka, op. cit., s. 14.

9 K. Rudziński, Film filmów, "Film" 1989, nr 30, s. 14.

10 G. Stachówna, Niedole miłowania. Ideologia i perswazja w melodramatach filmowych, Kraków 2001, s. 129.

11 G. Stachówna, Władcy wyobraźni. Sławni bohaterowie filmowi, Kraków 2006, s. 41.

12 E.F. Brown, J. Wiley jr., Przeminęło z wiatrem. Od bestselleru do filmu wszech czasów, przeł. E. Skowrońska, Warszawa 2013, s. 13.

13 K.J. Zarębski, op. cit., s. 10.

14 M. Sadowski, Przeminęło z wiatrem, https://www.rp.pl/wydarzenia/art15764921-przeminelo-z-wiatrem; dostęp: 22.12.2024.

15 E.H. Oleksy, Kobieta w krainie Dixie. Literatura i film, Łódź 1998, s. 130.