Jak myśleć, nie używając mózgu - Annie Murphy Paul

Kup ebooka

54.90 zł
42.82 zł (42,29 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa

Przed­mowa

Gdy pisze się książkę o tym, jak lepiej myśleć, nasze źró­dła -?kogni­ty­wi­ści, psy­cho­lo­go­wie, bio­lo­dzy, neu­ro­nau­kowcy, filo­zo­fo­wie i inni znawcy tematu -?zdają się nie­kiedy prze­ma­wiać wprost do nas:

-?Ej ty! Ty, co piszesz tę książkę! -?zacze­piają.

Prze­ko­nują, naga­bują, zapew­niają, deba­tują, ostrze­gają i napo­mi­nają. Kiedy przed­stawi się ich zale­ce­nia czy­tel­ni­kom, dopy­tują się docie­kli­wie:

-?A czy ty sto­su­jesz się do wła­snych rad?

W taką wła­śnie wymianę zdań wcią­gnął mnie autor tek­stu napi­sa­nego ponad sto trzy­dzie­ści lat temu. Ude­rzyło mnie, jak bli­ska była mi przed­sta­wiona przez niego idea pomimo dzie­lą­cej nas prze­pa­ści czasu i prze­strzeni. Cho­dziło o wyjąt­kowo onie­śmie­la­ją­cego jego­mo­ścia: nie­miec­kiego filo­zofa Frie­dri­cha Nie­tz­schego, zna­nego z suro­wego spoj­rze­nia i sumia­stego wąsa, któ­rego nie powsty­dziłby się nie­je­den komik­sowy zło­czyńca.

Nie­tz­sche kąśli­wie zauwa­żył: "Och, jak szybko odga­du­jemy, jak ktoś do myśli swych doszedł, czy sie­dząc przed kała­ma­rzem, ze zgnie­cio­nym brzu­chem, z głową schy­loną nad papie­rem, och, jak szybko też zała­twiamy się z jego książką! Zgnie­cione wnętrz­no­ści zdra­dzą się, można iść o zakład, tak samo zdra­dzi się powie­trze pokoju, pułap pokoju, cia­snota pokoju"K1. Po prze­czy­ta­niu tego frag­mentu mój pokój nagle wydał mi się dziw­nie cia­sny i duszny.

Na słowa Nie­tz­schego natknę­łam się, pra­cu­jąc nad roz­dzia­łem o wpły­wie ruchu na myśle­nie. Przy­to­czony powy­żej cytat poja­wił się w książce Filo­zo­fia cho­dze­nia autor­stwa współ­cze­snego fran­cu­skiego filo­zofa Frédérica Grosa, który okra­sił go gar­ścią wła­snych prze­my­śleń. Jego zda­niem źró­deł ksią­żek nie należy dopa­try­wać się wyłącz­nie w gło­wach auto­rów: "Trzeba wresz­cie wspo­mnieć o cia­łach auto­rów: ich dło­niach, sto­pach, ramio­nach i nogach. Książka jako wyraz fizjo­lo­gii. W nazbyt wielu książ­kach wyczuwa się ciała zgięte, sie­dzące, wykrzy­wione, skur­czone"K2. Poru­szy­łam się ner­wowo w fotelu, w któ­rym spę­dzi­łam cały ranek.

Gros prze­ko­nuje, że pro­ces twór­czy pobu­dzany jest przez "ciało, które cho­dzi" -?które według niego "jest pro­ste i wyprę­żone jak łuk: otwarte ku roz­le­głym prze­strze­niom jak kwiat ku słońcu"K3. Nie­tz­sche zale­cał, jak przy­po­mina Gros, by: "Jak naj­mniej sie­dzieć; nie wie­rzyć żad­nej myśli, która się nie uro­dziła na wol­nem powie­trzu i przy swo­bod­nym ruchu"K4.

Poczu­łam się osa­czona przez obu filo­zo­fów. Wyłą­czy­łam więc lap­topa i wybra­łam się na spa­cer. Nie kie­ro­wa­łam się wyłącz­nie ich zale­ce­niami - na tym eta­pie zbie­ra­nia mate­ria­łów do książki mia­łam już za sobą lek­turę dzie­siąt­ków badań nauko­wych, potwier­dza­ją­cych pozy­tywny wpływ aktyw­no­ści fizycz­nej na sku­pie­nie, pamięć i kre­atyw­ność. Wów­czas jed­nak doświad­czy­łam tego na wła­snej skó­rze: roz­pro­sto­wa­nie kości, nasy­ce­nie oczu mija­nymi obra­zami i pod­nie­sie­nie sobie tętna wpły­nęły na moje myśle­nie. Po powro­cie do biurka z miej­sca zabra­łam się za roz­wią­zy­wa­nie zawi­łego pro­blemu kon­cep­tu­al­nego, który zaprzą­tał mi głowę tego ranka (mogę jedy­nie wyra­zić nadzieję, że moja proza rów­nież "zatrzy­muje i wyraża ener­gię, fizyczny ruch", jak to okre­ślił Gros)K5. Czy mój mózg pora­dził sobie samo­dziel­nie z tym zada­niem, czy też nie­zbędne było wspar­cie ze strony nóg?

Wma­wia się nam, że mózg jest jedy­nym sub­stra­tem umy­słu -?odizo­lo­waną od oto­cze­nia prze­strze­nią, w któ­rej zacho­dzą wszyst­kie pro­cesy poznaw­cze, nie tak różną od wewnętrz­nych mecha­ni­zmów zamknię­tych w alu­mi­nio­wej obu­do­wie mojego lap­topa. W tej książce posta­ram się wyka­zać, że umy­słowi bli­żej jest do wiją­cego gniazdo ptaka, jak ten wypa­trzony przeze mnie na spa­ce­rze, który pra­co­wi­cie budo­wał swój dom ze wszyst­kiego, co wpa­dło mu w dziób: gałą­zek, suchych źdźbeł trawy i kawał­ków sznurka. Do ele­men­tów kon­struk­cyj­nych ludz­kiego umy­słu zali­czają się przede wszyst­kim uczu­cia i ruchy ciała, fizyczne prze­strze­nie, w któ­rych uczymy się i pra­cu­jemy, oraz inne umy­sły, z któ­rymi wcho­dzimy w inte­rak­cje: przy­ja­ciele, współ­pra­cow­nicy, kole­dzy i kole­żanki z klasy oraz nauczy­ciele. Nie­kiedy splot wszyst­kich trzech ele­men­tów daje począ­tek nie­zwy­kłym przed­się­wzię­ciom, jak w przy­padku inte­lek­tu­al­nego duetu Amosa Tver­sky'ego i Daniela Kah­ne­mana. Ci wybitni psy­cho­lo­go­wie roz­wi­jali swoje prze­ło­mowe kon­cep­cje heu­ry­styk i błę­dów poznaw­czych -?skró­tów men­tal­nych oraz odstępstw od racjo­nal­nego myśle­nia, któ­rym ulega ludzki umysł -?pod­czas prze­cha­dzek po tęt­nią­cych życiem uli­cach Jero­zo­limy i wędró­wek po malow­ni­czych wzgó­rzach kali­for­nij­skiego wybrzeża. "Naj­lep­sze pomy­sły w życiu przy­cho­dziły mi do głowy w trak­cie spo­koj­nych spa­ce­rów z Amo­sem" -?pod­kre­śla Kah­ne­manK6.

Na temat ludz­kich zdol­no­ści poznaw­czych napi­sano nie­jedną roz­prawę, prze­pro­wa­dzono nie­jedno bada­nie i wysu­nięto nie­jedną teo­rię. Wysiłki te pozwo­liły nam zro­zu­mieć lepiej nas samych. Ogra­ni­cza je jed­nak zało­że­nie, że pro­cesy myślowe zacho­dzą wyłącz­nie wewnątrz mózgu. Znacz­nie mniej uwagi poświę­cono spo­so­bom myśle­nia z wyko­rzy­sta­niem tego, co ofe­ruje ludziom świat -?jak uży­wają do tego gestów, notat­ni­ków, zasły­sza­nych histo­rii czy prze­ka­zy­wa­nia wie­dzy innym. Te infor­ma­cje "poza­neu­ro­nalne" kształ­tują nasze myśle­nie, a być może nawet sta­no­wią jeden z jego warun­ków koniecz­nych. Ze świecą szu­kać jed­nak przy­kła­dów takiego podej­ścia do pro­ce­sów poznaw­czych. Więk­szość publi­ka­cji wycho­dzi z zało­że­nia, że nasza res cogi­tans to mózg w słoju -?bez­cie­le­sny, ode­rwany od kon­tek­stu sytu­acyj­nego i spo­łecz­nego narządK7. Książki histo­ryczne bajają o wybit­nych jed­nost­kach, które do swo­ich epo­ko­wych prze­my­śleń doszły rze­komo nie­za­leż­nie od oto­cze­nia. Od zawsze ist­niała jed­nak kon­ku­ren­cyjna nar­ra­cja -?sekretna histo­ria myśle­nia poza mózgiem. Jej boha­te­rami są naukowcy, arty­ści, pisa­rze, lide­rzy, wyna­lazcy i ludzie biz­nesu, któ­rzy uży­wali świata jako budulca do wzno­sze­nia potęż­nych gma­chów myśli. Na kar­tach tej książki wydo­będę tę zapo­mnianą opo­wieść na świa­tło dzienne, przy­wra­ca­jąc jej pra­wo­wite miej­sce pośród innych kon­cep­cji nie­zbęd­nych do peł­nego wyja­śnie­nia nie­sa­mo­wi­tych osią­gnięć inte­lek­tu­al­nych i arty­stycz­nych gatunku ludz­kiego.

Opo­wiem o tym, jak gene­tyczka Bar­bara McC­lin­tock doko­nała nagro­dzo­nych Noblem odkryć, wyobra­ża­jąc sobie, że sama "kur­czy się" do wiel­ko­ści bada­nych chro­mo­so­mów roślin, oraz o tym, jak pio­nierka psy­cho­te­ra­pii i kry­tyczka spo­łeczna Susie Orbach odczy­ty­wała uczu­cia swo­ich pacjen­tów, sku­pia­jąc się na wewnętrz­nych sygna­łach wysy­ła­nych przez jej wła­sne ciało (wyko­rzy­stu­jąc zdol­ność inte­ro­cep­cji). Przyj­rzymy się temu, jak bio­log James Wat­son, uży­wa­jąc wła­sno­ręcz­nie zro­bio­nych kar­to­no­wych modeli, usta­lił, że łań­cu­chy DNA two­rzą struk­turę podwój­nej helisy, oraz temu, jak histo­ryk Robert Caro śle­dzi prze­bieg życia boha­te­rów swo­ich bio­gra­fii za pomocą mister­nej mapy, zaj­mu­ją­cej całą ścianę jego gabi­netu. Prze­ko­namy się, jak wiru­so­log Jonas Salk prze­ła­mał impas w opra­co­wy­wa­niu szcze­pionki prze­ciw polio, czer­piąc inspi­ra­cję z wędró­wek po XIII-wiecz­nym wło­skim klasz­to­rze, oraz jak malarz Jack­son Pol­lock zapo­cząt­ko­wał rewo­lu­cję w sztuce, prze­pro­wa­dza­jąc się z miesz­ka­nia w tłocz­nym cen­trum nowo­jor­skiego Man­hat­tanu do wiej­skiego domku skry­tego pośród zie­leni na połu­dnio­wej czę­ści wyspy Long Island. Dowiemy się rów­nież, jak reży­ser Brad Bird stwo­rzył dla stu­dia Pixar współ­cze­sne kla­syki kina ani­mo­wa­nego takie jak Rata­tuj oraz Inie­ma­mocni, wda­jąc się w zacie­kłe dys­ku­sje ze swoim wie­lo­let­nim pro­du­cen­tem fil­mo­wym, a także jak fizyk i nobli­sta Carl Wie­man pojął, że klu­czem do zro­bie­nia ze stu­den­tów praw­dzi­wych naukow­ców jest zachę­ca­nie ich do roz­mów mię­dzy sobą.

Takie histo­rie zadają kłam powszech­nie przyj­mo­wa­nemu poglą­dowi, że mózg potrafi, a nawet musi, robić to wszystko sam; są żywym świa­dec­twem, że jest wręcz prze­ciw­nie -?że myślimy naj­spraw­niej, kiedy uży­wamy do tego naszych ciał i wspie­ramy się na ota­cza­ją­cych nas ludziach oraz prze­strze­niach. Podob­nie jak w przy­padku pochwały cho­dze­nia wygło­szo­nej przez Nie­tz­schego sku­tecz­ność myśle­nia poza mózgiem znaj­duje opar­cie w dowo­dach nie tylko aneg­do­tycz­nych, ale i empi­rycz­nych. Wyniki otrzy­mane z trzech powią­za­nych ze sobą pro­gra­mów badaw­czych dobit­nie poka­zują, że pocze­sne miej­sce pośród pro­ce­sów poznaw­czych zaj­mują zasoby poza­neu­ro­nalne.

Po pierw­sze, mamy bada­nia nad pozna­niem ucie­le­śnio­nym, zgłę­bia­jące rolę odgry­waną przez ciało w myśle­niu: na przy­kład to, jak wyko­ny­wa­nie gestów zwięk­sza płyn­ność mowy oraz pogłę­bia zro­zu­mie­nie pojęć abs­trak­cyj­nych. Po dru­gie, pro­wa­dzone są bada­nia nad pozna­niem usy­tu­owa­nym, które ana­li­zują wpływ oto­cze­nia na myśle­nie: przy­kła­dowo to, jak ele­menty prze­strzenne stwa­rza­jące poczu­cie przy­na­leż­no­ści lub kon­troli popra­wiają funk­cjo­no­wa­nie jed­nostki. I po trze­cie, ist­nieje też pro­gram badaw­czy sku­piony na pozna­niu roz­pro­szo­nym, który pod lupę bie­rze myśle­nie gru­powe. Jego przed­sta­wi­ciele pró­bują na przy­kład wyja­śnić, jak współ­pra­cu­jące ze sobą osoby koor­dy­nują swoje indy­wi­du­alne obszary spe­cja­li­za­cji (w pro­ce­sie zwa­nym pamię­cią trans­ak­tywną) i dla­czego efekty pracy grupy są więk­sze niż suma wkła­dów jej poszcze­gól­nych człon­ków (zja­wi­sko to nazy­wane jest inte­li­gen­cją zbio­rową).

Przez ponad dwa­dzie­ścia lat pracy jako dzien­ni­karka naukowa rela­cjo­no­wa­łam naj­now­sze donie­sie­nia z psy­cho­lo­gii oraz kogni­ty­wi­styki, z rosną­cym pod­eks­cy­to­wa­niem obser­wu­jąc postępy doko­ny­wane w ramach tych dys­cy­plin. Kolejne bada­nia zda­wały się suge­ro­wać, że źró­deł ludz­kiej inte­li­gen­cji należy szu­kać poza czaszką. Bez wąt­pie­nia była to śmiała teza, któ­rej przy­ję­cie odmie­ni­łoby nasze postrze­ga­nie szkol­nic­twa, śro­do­wi­ska pracy i codzien­nego życia. Sęk jed­nak w tym, że ten nowy kie­ru­nek nie miał wspól­nych pod­wa­lin teo­re­tycz­nych ani meto­do­lo­gicz­nych -?nie ist­niał żaden para­dyg­mat spa­ja­jący wyniki zróż­ni­co­wa­nych pro­gra­mów badaw­czych. Zaan­ga­żo­wani w nie bada­cze publi­ko­wali wyniki swo­ich docie­kań w róż­nych cza­so­pi­smach nauko­wych i przed­sta­wiali je na osob­nych kon­fe­ren­cjach, a pre­zen­to­wane wnio­ski rzadko wycho­dziły poza obszar spe­cja­li­za­cji ich auto­rów. Czy te intry­gu­jące, z pozoru nie­po­wią­zane odkry­cia da się zebrać w spójną całość?

Po raz kolejny z pomocą przy­szedł mi filo­zof: tym razem był to Andy Clark, pro­fe­sor na Uni­wer­sy­te­cie Sus­sex w Wiel­kiej Bry­ta­nii. W roku 1998 napi­sał wspól­nie z Davi­dem Chal­mer­sem, rów­nież filo­zofem, arty­kuł zaty­tu­ło­wany The Exten­ded Mind (Umysł roz­sze­rzony), który roz­po­czyna się złud­nie pro­stym pyta­niem: "Gdzie koń­czy się umysł, a zaczyna reszta świata?". Auto­rzy zauwa­żają w nim, że umysł zwy­kło się postrze­gać jako osa­dzony wewnątrz czaszki. Ich zda­niem jed­nak "skóra i kość nie okry­wają żad­nej świę­to­ści". Ele­menty świata zewnętrz­nego mogą słu­żyć nam za men­talne "roz­sze­rze­nia", otwie­ra­jące drogę do spo­so­bów myśle­nia nie­do­stęp­nych dla samego mózguK8.

Clark i Chal­mers sku­pili się na tym, jak umysł może zostać roz­sze­rzony za pomocą osią­gnięć tech­niki. Z początku wielu myśli­cieli uzna­wało to podej­ście za wydu­mane i nie­do­rzeczne. Wystar­czyło led­wie kilka lat, by ich sto­su­nek zmie­nił się dia­me­tral­nie: wraz z upo­wszech­nie­niem się smart­fo­nów, ocho­czo wyko­rzy­sty­wa­nych do odcią­ża­nia wła­snej pamięci, tech­niczne roz­sze­rze­nia men­talne stały się oczy­wi­sto­ścią (filo­zof Ned Block lubi pod­kre­ślać, że teza Clarka i Chal­mersa była fał­szywa w momen­cie jej sfor­mu­ło­wa­nia w roku 1998, lecz z cza­sem stała się praw­dziwaK9. Być może nastą­piło to w roku 2007, kiedy Apple zapre­zen­to­wał pierw­szego iPhone'a).

Już w swoim pio­nier­skim arty­kule Clark i Chal­mers suge­ro­wali ist­nie­nie także innego rodzaju roz­sze­rzeń: "A co ze spo­łecz­nie roz­sze­rzo­nym pozna­niem? Czy na stany men­talne jed­nostki mogą skła­dać się stany innych osób z ich oto­cze­nia? Wydaje się to moż­liwe, przy­naj­mniej w teo­rii"K10. Przez lata Clark roz­wi­jał swoją kon­cep­cję, roz­bu­do­wu­jąc kata­log ele­men­tów świata zewnętrz­nego mogą­cych słu­żyć za roz­sze­rze­nia dla umy­słu. Zauwa­żył, że gesty i inne ruchy ciała odgry­wają "istotną rolę w roz­sze­rzo­nym ukła­dzie neu­ro­nalno-cie­le­snym"K11; zwra­cał uwagę na ludzką skłon­ność do ota­cza­nia się "prze­strze­niami wytwo­rzo­nymi", pro­jek­to­wa­nymi tak, by "uła­twiać naszym mózgom prze­pro­wa­dza­nie obli­czeń wyma­ga­nych pod­czas roz­wią­zy­wa­nia zło­żo­nych pro­ble­mów"K12. W wielu kolej­nych arty­ku­łach i książ­kach Clark prze­pro­wa­dzał prze­ni­kliwą kry­tykę per­spek­tywy neu­ro­cen­trycz­nej -?poglądu gło­szą­cego, że myśle­nie zacho­dzi wyłącz­nie w mózgu -?zastę­pu­jąc ją kon­cep­cją roz­sze­rze­nia, w któ­rej bogate zasoby świata wple­cione zostają w osnowę naszych wła­snych myśliK13.

Mnie to prze­ko­nało. Sta­łam się neo­fitką teo­rii umy­słu roz­sze­rzo­nego; na dobre zawład­nęła ona moją wyobraź­nią. Ni­gdy wcze­śniej w ciągu wielu lat mojej dzien­ni­kar­skiej kariery nie natknę­łam się na ideę, która odci­snę­łaby się rów­nie głę­boko na moim życiu, zmie­nia­jąc moje podej­ście do pracy, wycho­wa­nia dzieci i codzien­nej rutyny. Stało się dla mnie jasne, że śmiała teza Clarka była czymś wię­cej niż tylko ezo­te­rycz­nym eks­pe­ry­men­tem myślo­wym wysnu­tym przez filo­zofa tkwią­cego w wieży z kości sło­nio­wej. Była to przede wszyst­kim zachęta do uspraw­nie­nia wła­snego rozu­mo­wa­nia. Kata­lo­gu­jąc dzie­siątki potwier­dzo­nych naukowo tech­nik myśle­nia poza mózgiem, sama gor­li­wie wpro­wa­dza­łam je w życie.

Obej­mują one metody tre­no­wa­nia zmy­słu inte­ro­cep­cji, poka­zu­jące, jak kie­ro­wać się wewnętrz­nymi sygna­łami ciała w podej­mo­wa­niu decy­zji i zbie­ra­niu myśli, a także wska­zówki, jak popra­wić pamięć oraz uwagę za pomocą aktyw­no­ści fizycz­nej lub wła­ści­wych gestów. W bada­niach nad umy­słem roz­sze­rzo­nym odnaj­dziemy instruk­cje, jak wyko­rzy­stać czas spę­dzony na obco­wa­niu z naturą do przy­wra­ca­nia sku­pie­nia i pobu­dza­nia kre­atyw­no­ści oraz jak pro­jek­to­wać prze­strze­nie do pracy i nauki, by zwięk­szały naszą pro­duk­tyw­ność i wydaj­ność. W kolej­nych roz­dzia­łach omó­wię bada­nia nad for­mami zor­ga­ni­zo­wa­nych inte­rak­cji spo­łecz­nych, w któ­rych zdol­no­ści poznaw­cze innych ludzi wspo­ma­gają nasze wła­sne. Pły­nące z tych badań wnio­ski mogą wska­zać nam rów­nież metody uze­wnętrz­nie­nia i dyna­micz­nego roz­wi­ja­nia wła­snych myśli -?skła­nia­jąc nas do przy­ję­cia stylu myśle­nia, który pod wzglę­dem wydaj­no­ści prze­wyż­sza ten pole­ga­jący na robie­niu wszyst­kiego w gło­wie.

Z cza­sem zda­łam sobie sprawę, że naby­wam nowy sys­tem wie­dzy -?rów­nie nie­zbędny, co ten wpo­jony mi w szkole i na stu­diach, choć prak­tycz­nie nie­obecny w kla­sach czy na salach wykła­do­wych. Przez wszyst­kie lata edu­ka­cji nie uczy się nas, jak myśleć poza mózgiem. Nikt nie poka­zuje nam, jak zaprząc do inte­lek­tu­al­nych przed­się­wzięć swoje ciało i ota­cza­jącą je prze­strzeń ani jak wes­przeć się na umy­słach innych ludzi. Cel ten jest na wycią­gnię­cie ręki: wystar­czy jedy­nie wie­dzieć, gdzie szu­kać dro­go­wska­zów, które do niego pro­wa­dzą. Nauczy­cie­lami będą nam arty­ści, naukowcy i pisa­rze, któ­rzy opra­co­wali na wła­sny uży­tek metody takiego myśle­nia, oraz bada­cze, któ­rzy po latach w końcu zde­cy­do­wali się uczy­nić je obiek­tem swo­ich ana­liz.

Jeśli o mnie cho­dzi, jestem prze­ko­nana, że ni­gdy nie uda­łoby mi się ukoń­czyć tej książki, gdyby nie omó­wione w niej tech­niki. Nie raz zda­rzało mi się oczy­wi­ście wra­cać do sta­rych nawy­ków, wtło­czo­nych mi do głowy przez kul­turę. Zanim tam­tego pamięt­nego ranka zain­ter­we­nio­wał Nie­tz­sche, włą­czył się u mnie pełny tryb neu­ro­cen­tryczny: pra­co­wa­łam z "głową schy­loną" nad kla­wia­turą, dając mojemu mózgowi nie­za­słu­żony wycisk, zamiast poszu­kać spo­so­bów na roz­sze­rze­nie jego zdol­no­ści. Jestem wdzięczna za kie­ru­nek, który wska­zały mi mate­riały zebrane do tej książki. Mam nadzieję, że w podobny spo­sób uda mi się napro­wa­dzić moich czy­tel­ni­ków na drogę do bar­dziej pro­duk­tyw­nego życia.

Gros, który pod­su­nął mi słowa Nie­tz­schego, uważa, że myśli­ciele powinni poru­szyć swoje ciała i wyru­szyć na poszu­ki­wa­nie "innego świa­tła". W Filo­zo­fii cho­dze­nia zauważa, że "biblio­teki są zawsze zbyt mroczne", a dzieła stwo­rzone pośród ich pię­trzą­cych się rega­łów są szare i pozba­wione bla­sku, nato­miast "inne książki odbi­jają ostre gór­skie świa­tło albo migo­ta­nie morza w słońcu"K14. Mam nadzieję, że ta publi­ka­cja rzuci nowe świa­tło na nasze rozu­mie­nie zdol­no­ści poznaw­czych i wnie­sie świeży powiew w inte­lek­tu­alne wysiłki, które podej­mu­jemy jako stu­denci, pra­cow­nicy, rodzice, oby­wa­tele, lide­rzy i twórcy. Nasze spo­łe­czeń­stwo stoi w obli­czu nie­spo­ty­ka­nych wcze­śniej wyzwań. Bez umie­jęt­no­ści spraw­nego myśle­nia szanse, że im podo­łamy, top­nieją. Domi­nu­jący para­dyg­mat neu­ro­cen­tryczny nie wypo­saża nas w narzę­dzia nie­zbędne do sta­wie­nia czoła nowej rze­czy­wi­sto­ści; pro­blemy z pamię­cią, uwagą, moty­wa­cją, samo­za­par­ciem oraz myśle­niem logicz­nym i abs­trak­cyj­nym poja­wiają się na każ­dym kroku. Praw­dzi­wie odkryw­cze kon­cep­cje czy inno­wa­cje są rzad­ko­ścią; ucznio­wie i pra­cow­nicy są coraz mniej zaan­ga­żo­wani w powie­rzane im zada­nia, a zespoły nie potra­fią sku­tecz­nie współ­pra­co­wać ze sobą.

Sądzę, że trud­no­ści te w dużej mie­rze wyni­kają z głę­bo­kiego nie­po­ro­zu­mie­nia co do tego, jak i gdzie zacho­dzi myśle­nie. Dopóki będziemy zado­wa­lać się tech­ni­kami myśle­nia sku­pio­nymi wokół samego mózgu, dopóty nie wyrwiemy się z niskiej orbity tego narządu, przy­cią­ga­ją­cego nas do sie­bie niczym czarna dziura. Się­gnijmy jed­nak poza jego gra­nice, a nasze myśle­nie ule­gnie prze­obra­że­niu, otwie­ra­jąc przed nami prze­stwór nowych moż­li­wo­ści. Nasze umy­sły staną się tak prężne jak nasze ciała, tak prze­wiewne jak nasze prze­strze­nie, tak żywe jak nasze rela­cje z innymi ludźmi -?tak pojemne jak świat długi i sze­roki.

Wstęp. Myślenie poza mózgiem

Wstęp

Myśle­nie poza mózgiem

Rusz głową! Ileż to razy sły­sze­li­śmy takie napo­mnie­nia? Być może nawet sami kogoś tak stro­fo­wa­li­śmy: córkę, syna, ucznia lub pra­cow­nika. Zda­rza się nam się też mru­czeć takie słowa do sie­bie pod nosem niczym zaklę­cie, kiedy zma­gamy się z wyjąt­kowo trud­nym pro­ble­mem lub pró­bu­jemy prze­mó­wić sobie do roz­sądku.

Do rusza­nia głową jeste­śmy zachę­cani czę­sto i w róż­nych sytu­acjach: w szkole, w pracy oraz w roz­ma­itych codzien­nych zma­ga­niach. Pole­ce­nie to, powta­rzane jak refren, odbija się sze­ro­kim echem w kul­tu­rze zarówno wyso­kiej, jak i popu­lar­nej: widzimy je w Rodi­now­skim Myśli­cielu z pod­bród­kiem w zadu­mie wspar­tym na dłoni i nie­zli­czo­nych rysun­ko­wych przed­sta­wie­niach mózgu, któ­rymi opa­truje się wszel­kiej maści zabawki edu­ka­cyjne, suple­menty diety czy apli­ka­cje do tre­no­wa­nia zdol­no­ści poznaw­czych. Gdy je wypo­wia­damy, ocze­ku­jemy, że jego adre­sat się­gnie po nie­zgłę­biony poten­cjał drze­miący w tej nie­zwy­kłej tkance zamknię­tej pod skle­pie­niem czaszki -?że wyci­śnie z niej coś wię­cej. Pokła­damy w mózgu wiel­kie nadzieje; ocze­ku­jemy, że upora się z każ­dym wyzwa­niem, jakie tylko mu rzu­cimy.

A co, jeśli ślepa wiara w jego moce jest zgubna, a nakła­nia­nie innych do "rusza­nia głową" nie­wła­ściwe? Wart­kim stru­mie­niem napły­wają kolejne bada­nia suge­ru­jące, że nasze podej­ście do myśle­nia cał­kiem dosłow­nie stoi na gło­wie. Zbyt czę­sto pole­gamy wyłącz­nie na mózgu, utrud­nia­jąc sobie roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów. Musimy wypro­wa­dzić myśle­nie poza mózg.

Twory zewnętrzne -?odczu­cia pły­nące z ciała i ruchu; fizyczne prze­strze­nie, w któ­rych pra­cu­jemy i uczymy się; a także umy­sły ota­cza­ją­cych nas ludzi -?muszą stać się czę­ścią naszych wła­snych pro­ce­sów myślo­wych. Się­gnię­cie po zasoby "poza­neu­ro­nalne" uła­twi nam sku­pie­nie się, pogłębi nasze zro­zu­mie­nie istoty wielu pro­ble­mów i roz­wi­nie naszą kre­atyw­ność -?w zasięgu ręki znajdą się idee, na które nie wpa­dli­by­śmy, po pro­stu łamiąc sobie nad nimi głowę. To prawda, że jeste­śmy przy­zwy­cza­jeni do myśle­nia o cia­łach, prze­strze­niach i rela­cjach mię­dzy ludźmi. Ale możemy też myśleć za ich pomocą oraz przez ich pry­zmat: w inter­pre­to­wa­niu i wyra­ża­niu pojęć abs­trak­cyj­nych wspo­ma­gać się gesty­ku­la­cją; w poszu­ki­wa­niach nowych pomy­słów zda­wać się na odpo­wied­nio zapro­jek­to­waną prze­strzeń; a pamięć oraz inte­lekt ćwi­czyć poprzez prak­tyki spo­łeczne, takie jak naucza­nie i opo­wia­da­nie histo­rii. Zamiast napo­mi­nać sie­bie i innych, by ruszali głową, powin­ni­śmy peł­nymi gar­ściami czer­pać z zaso­bów poza­neu­ro­nal­nych i śmiało wykra­czać z myśle­niem poza klau­stro­fo­biczną kom­natę naszej czaszki.

Nie­wy­klu­czone, że w two­jej gło­wie zro­dziły się teraz pyta­nia: "Ale po co to wszystko? Czy mózg nie radzi sobie sam?". Otóż nie. Wpaja się nam, że ludzki mózg jest uni­wer­salną, wszech­po­tężną maszyną myślącą. Zale­wają nas kolejne fale donie­sień o jego zdu­mie­wa­ją­cych zdol­no­ściach, zawrot­nej pręd­ko­ści prze­ka­zy­wa­nia sygna­łów i pro­te­uszo­wej pla­stycz­no­ści. Z każ­dej strony sły­szymy, że mózg to praw­dziwy cud natury, gdyż to "naj­bar­dziej skom­pli­ko­wana struk­tura we wszech­świe­cie"K15. Gdy odfil­tru­jemy cały ten medialny szum, okaże się jed­nak, że gra­nice moż­li­wo­ści tego narządu są wyty­czone dość pre­cy­zyj­nie. Rzadko opo­wiada się histo­rię ich odkry­cia, mimo że ostat­nie kilka dzie­się­cio­leci badań kogni­ty­wi­stycz­nych upły­nęło pod zna­kiem rosną­cej świa­do­mo­ści ogra­ni­czeń mózgu: jego ogra­ni­czo­nej zdol­no­ści do kon­cen­tra­cji uwagi, zapa­mię­ty­wa­nia infor­ma­cji, prze­twa­rza­nia pojęć abs­trak­cyj­nych czy dłu­go­trwa­łego zma­ga­nia się z zawi­łymi pro­ble­mami.

Co naj­waż­niej­sze, każdy mózg ma takie limity. To kwe­stia bio­lo­gicz­nej natury oraz ewo­lu­cyj­nej histo­rii naszego myślą­cego narządu, a nie indy­wi­du­al­nych róż­nic w pozio­mie inte­li­gen­cji. Mózg dosko­nale radzi sobie z odbie­ra­niem sygna­łów od ciała i poru­sza­niem nim, orien­to­wa­niem się w prze­strzeni oraz nawią­zy­wa­niem rela­cji z innymi ludźmi. Czyn­no­ści te jest w sta­nie wyko­ny­wać nad­zwy­czaj spraw­nie i nie­mal bez wysiłku. Znacz­nie gorzej idzie mu z rygo­ry­stycz­nym rozu­mo­wa­niem logicz­nym, odtwa­rza­niem z pamięci skom­pli­ko­wa­nych cią­gów infor­ma­cji i rozu­mie­niem pojęć abs­trak­cyj­nych sprzecz­nych z intu­icją.

Mamy wobec tego twardy orzech do zgry­zie­nia: jak spro­stać rosną­cym wyma­ga­niom rze­czy­wi­sto­ści pomimo naszych ogra­ni­czeń men­tal­nych? Żyjemy w nie­sły­cha­nie skom­pli­ko­wa­nym, prze­ła­do­wa­nym infor­ma­cjami świe­cie zbu­do­wa­nym na fun­da­men­cie nie­in­tu­icyj­nych kon­cep­cji i abs­trak­cyj­nych sym­boli. Aby odnieść w nim suk­ces, trzeba wyka­zać się świetną pamię­cią, umie­jęt­no­ścią przy­swa­ja­nia dużych ilo­ści danych, nie­słab­nącą moty­wa­cją, rygo­rem myśle­nia i bie­gło­ścią w abs­tra­ho­wa­niu. Z dnia na dzień pogłę­bia się prze­paść dzie­ląca moż­li­wo­ści ludz­kiego mózgu i wyma­ga­nia współ­cze­sno­ści. Wraz z nowymi eks­pe­ry­men­tami i odkry­ciami nasze intu­icyjne, "potoczne" rozu­mie­nie świata coraz bar­dziej oddala się od kon­cep­cji nauko­wych. Z każ­dym tera­baj­tem danych wzbiera ocean cywi­li­za­cyj­nej wie­dzy, w któ­rym nasze przy­ro­dzone zdol­no­ści inte­lek­tu­alne stop­niowo się pogrą­żają. "Goły mózg" prze­staje wystar­czać w codzien­nych zma­ga­niach z coraz to bar­dziej zawi­łymi pro­ble­mami.

Naszą odpo­wie­dzią na wyzwa­nia poznaw­cze XXI wieku jest dal­sze brnię­cie w per­spek­tywę, którą filo­zof Andy Clark nazywa myśle­niem neu­ro­cen­trycz­nym (ang. bra­in­bo­und thin­king) -?upie­ra­nie się przy korzy­sta­niu ze zdol­no­ści, które bez zewnętrz­nego wspar­cia nie speł­niają sta­wia­nych im ocze­ki­wań. Zagrze­wamy sie­bie i innych do inten­syw­niej­szego myśle­nia -?do zebra­nia sił, zaci­śnię­cia zębów i prze­zwy­cię­że­nia men­tal­nego impasu. Ku wła­snej fru­stra­cji szybko jed­nak prze­ko­nu­jemy się, że mózg zbu­do­wany jest ze sztyw­nej, nie­ustę­pli­wej mate­rii, a jego pla­stycz­ność, tak żar­li­wie opie­wana przez neu­ro­nau­kow­ców, osta­tecz­nie na nie­wiele się zdaje. Docie­ra­jąc do gra­nic inte­lek­tu­al­nych wła­snego mózgu, wma­wiamy sobie, że to z nami jest coś nie tak -?że nie jeste­śmy wystar­cza­jąco bystrzy albo że bra­kuje nam zacię­cia. Tym­cza­sem pro­blem tkwi w przy­ję­tej przez nas meto­dzie radze­nia sobie ze swo­imi men­tal­nymi nie­do­stat­kami, które to -?pod­kreślmy jesz­cze raz -?są wadą wro­dzoną całego naszego gatunku. Podej­ście to dobrze pod­su­mo­wują słowa irlandz­kiego poety Wil­liama Butlera Yeatsa: nasze sta­ra­nia to wyraz "woli pró­bu­ją­cej speł­nić dzieło wyobraźni"K16 (choć cytat ten poja­wia się w nieco innym kon­tek­ście). Zamiast jesz­cze moc­niej naci­skać na już udrę­czony mózg, powin­ni­śmy nauczyć się się­gać poza niego.

W Miesz­cza­ni­nie szlach­ci­cem, XVII-wiecz­nej kome­dii Moliera, Pan Jour­dain, par­we­niusz uwa­ża­jący się za praw­dzi­wego ary­sto­kratę, nie posiada się z zachwytu, dowie­dziaw­szy się o róż­nicy pomię­dzy wier­szem a prozą: "Daję słowo, zatem ja już prze­szło czter­dzie­ści lat mówię prozą, nie mając o tym żyw­nego poję­cia!"K17. Podob­nie jak Pan Jour­dain, my rów­nież możemy być pod wra­że­niem swo­ich nie­ujaw­nio­nych talen­tów, ponie­waż z zaso­bów poza­neu­ro­nal­nych czer­piemy od dawna -?cały czas nie­świa­do­mie myślimy poza mózgiem.

Oto dobre wie­ści. Złe nato­miast są takie, że czę­sto robimy to przy­pad­kowo, nie­umie­jęt­nie i bez zasta­no­wie­nia. Nic dziw­nego, skoro wysiłki wkła­dane w naucza­nie i szko­le­nie innych ludzi, a także prze­wo­dze­nie gru­pom oraz zarzą­dza­nie pro­jek­tami zespo­ło­wymi pożyt­ku­jemy nie­mal wyłącz­nie na pro­mo­wa­nie myśle­nia neu­ro­cen­trycz­nego. Już w szkole pod­sta­wo­wej uczy się nas myśleć inten­syw­nie w ciszy i bez­ru­chu; ten model aktyw­no­ści inte­lek­tu­al­nej ma nam słu­żyć przez wszyst­kie póź­niej­sze lata spę­dzone w szkole oraz pracy. Wykształ­camy w sobie umie­jęt­no­ści i opa­no­wu­jemy tech­niki, które sku­piają się na samym mózgu: ucze­nie się na pamięć, pro­wa­dze­nie wewnętrz­nego dia­logu, utrzy­my­wa­nie samo­dy­scy­pliny oraz pie­lę­gno­wa­nie moty­wa­cji wewnętrz­nej.

W pro­gra­mach naucza­nia bra­kuje punk­tów poświę­co­nych roz­wi­ja­niu zdol­no­ści myśle­nia poza mózgiem. Nie uczy się nas, jak wsłu­chać się w wewnętrzne sygnały ciała, mogące pomóc nam doko­ny­wać wła­ści­wych wybo­rów. Nie poka­zuje się nam, jak za pomocą gestów oraz innych ruchów ciała uła­twić sobie poj­mo­wa­nie wysoce abs­trak­cyj­nych przed­mio­tów pokroju fizyki czy mate­ma­tyki lub two­rze­nie nowa­tor­skich idei. Ze szkoły nie dowiemy się o odna­wia­niu nad­wy­rę­żo­nych zaso­bów kon­cen­tra­cji wsku­tek obco­wa­nia z naturą ani o pro­jek­to­wa­niu prze­strzeni tak, by roz­sze­rzały nasz poten­cjał inte­lek­tu­alny. Nauczy­ciele i prze­ło­żeni nie poin­stru­ują nas, jak nada­wać abs­trak­cyj­nym kon­cep­cjom mate­rialną formę -?jak zmie­nić je w przed­mioty, które można póź­niej wyko­rzy­sty­wać do roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów i zdo­by­wa­nia nowej wie­dzy. Pra­cow­ni­kom nie mówi się o tym, jak naśla­do­wa­nie innych oraz ucze­nie się na cudzych doświad­cze­niach może przy­spie­szyć osią­ga­nie bie­gło­ści. Człon­ków grup zaję­cio­wych i zespo­łów pra­cow­ni­czych nie szkoli się w sto­so­wa­niu naukowo potwier­dzo­nych metod zwięk­sza­nia ich zbio­ro­wej inte­li­gen­cji. Nasze zdol­no­ści myśle­nia poza mózgiem w zasa­dzie nie są roz­wi­jane.

To rażące prze­ocze­nie jest wyni­kiem "skrzy­wie­nia neu­ro­cen­trycz­nego" - ide­ali­za­cji, a nawet fety­szy­za­cji mózgu -?oraz spo­wo­do­wa­nej tym śle­poty na wszel­kie spo­soby roz­sze­rza­nia inte­lektu poza obręb czaszkiK18 (jak traf­nie zauwa­żył komik Emo Phi­lips: "Kie­dyś myśla­łem, że mózg to naj­wspa­nial­szy narząd w całym ciele. Ale potem zda­łem sobie sprawę, kto mi pod­su­nął tę myśl")K19. Można też spoj­rzeć na to ina­czej: brak zain­te­re­so­wa­nia roz­sze­rza­niem umy­słu sta­nowi oka­zję sprzy­ja­jącą do dzia­ła­nia -?do wybu­dze­nia drze­mią­cego w umy­śle poten­cjału. Do nie­dawna w spy­cha­niu myśle­nia poza­mó­zgo­wego na kul­tu­rowy mar­gi­nes uczest­ni­czyła także nauka. Czasy się jed­nak zmie­niły. Z naj­now­szych prac psy­cho­lo­gów, kogni­ty­wi­stów i neu­ro­nau­kow­ców wyła­nia się jasny obraz tego, jak infor­ma­cje poza­neu­ro­nalne kształ­tują nasze pro­cesy myślowe. Co wię­cej, znaj­dziemy w nich rów­nież prak­tyczne porady na temat wyko­rzy­sty­wa­nia zewnętrz­nych zaso­bów do uspraw­nia­nia wła­snego myśle­nia. Tłem dla tego nowego podej­ścia była sze­roko zakro­jona zmiana w naszym postrze­ga­niu umy­słu -?a zatem i rozu­mie­niu nas samych.

Aby lepiej roze­znać się w obec­nym para­dyg­ma­cie i wyraź­nie dostrzec kie­ru­nek jego zmiany, warto naj­pierw cof­nąć się do cza­sów, kiedy kon­cep­cje, które zdo­mi­no­wały dzi­siej­sze myśle­nie o mózgu, były dopiero w powi­ja­kach.

14 lutego1946 roku w Moore School of Elec­tri­cal Engi­ne­ering w Fila­del­fii pano­wało wiel­kie poru­sze­nie. Tego dnia na uni­wer­sy­te­cie miało wyda­rzyć się coś nie­zwy­kłego. Wszy­scy z zapar­tym tchem wycze­ki­wali ujaw­nie­nia dro­go­cen­nego klej­notu w uczel­nia­nej koro­nie, któ­rego ist­nie­nie dotych­czas utrzy­my­wane było w ści­słej tajem­nicy. Z jed­nej z zamknię­tych sal docho­dziło stłu­mione bucze­nie Elek­tro­nicz­nego, Nume­rycz­nego Inte­gra­tora i Kom­pu­tera (ang. Elec­tro­nic Nume­ri­cal Inte­gra­tor and Com­pu­ter, ENIAC) -?pierw­szej maszyny potra­fią­cej w mgnie­niu oka doko­ny­wać skom­pli­ko­wa­nych obli­czeńK20. Na to ogromne, ważące 30 ton urzą­dze­nie skła­dało się około 18 tysięcy lamp próż­nio­wych, 6 tysięcy prze­łącz­ni­ków i 1,5 tysiąca prze­kaź­ni­ków. Jego budowa wyma­gała ręcz­nego wyko­na­nia 0,5 miliona połą­czeń luto­wa­nych i pochło­nęła ponad 200 tysięcy robo­czo­go­dzin.

Pro­jekt ENIAC-a zro­dził się w umy­słach Johna Mau­chly'ego i Johna Pre­spera Eckerta -?dwóch mło­dych naukow­ców z Uni­wer­sy­tetu Pen­syl­wa­nii, jed­nostki macie­rzy­stej Moore School. Kom­pu­ter stwo­rzono kilka mie­sięcy wcze­śniej na zamó­wie­nie sił zbroj­nych Sta­nów Zjed­no­czo­nych w celu obli­cza­nia tra­jek­to­rii lotu poci­sków dla ame­ry­kań­skich arty­le­rzy­stów wal­czą­cych w trak­cie II wojny świa­to­wej na fron­cie zachod­nim. Spo­rzą­dza­nie tablic bali­stycz­nych, nie­zbęd­nych do sku­tecz­nego posłu­gi­wa­nia się nową bro­nią, było pra­co­chłon­nym pro­ce­sem, który wyma­gał zaan­ga­żo­wa­nia zespo­łów obli­cze­niow­ców1, pra­cu­ją­cych w sys­te­mie zmia­no­wym 24 godziny na dobę. Maszyna potra­fiąca wyko­nać tę samą pracę bar­dziej pre­cy­zyj­nie i znacz­nie szyb­ciej dałaby armii nie­oce­nioną prze­wagę nad wro­giem.

Sześć mie­sięcy po Dniu Zwy­cię­stwa (ang. V-Day) wysiłki mobi­li­za­cyjne ustą­piły roz­wo­jowi gospo­darki, a Mau­chly i Eckert zwo­łali kon­fe­ren­cję pra­sową, by zapre­zen­to­wać światu swój wyna­la­zek. Naukowcy sta­ran­nie wyre­ży­se­ro­wali swoje wystą­pie­nie, nie szczę­dząc efek­tów spe­cjal­nych. Gdy ENIAC roz­pra­co­wy­wał powie­rzony mu pro­blem, stale migo­tało 300 neo­no­wych lamp pod­łą­czo­nych do tzw. aku­mu­la­to­rów -?jed­no­stek wyko­nu­ją­cych pro­ste obli­cze­nia na licz­bach dzie­sięt­nych. John Pre­sper Eckert, znany po pro­stu jako "Pres", uznał, że lampki nie zro­bią na uczest­ni­kach odpo­wied­niego wra­że­nia. W dniu kon­fe­ren­cji pra­so­wej wybrał się więc do sklepu po piłeczki ping­pon­gowe, poprze­ci­nał je na pół, opi­sał nume­rami od zera do dzie­wię­ciu i przy­kleił do lamp wskaź­ni­ko­wych na głów­nej tablicy. Po przy­ga­sze­niu głów­nego oświe­tle­nia słaby blask neo­nó­wek okry­tych pół­prze­zro­czy­stymi kopu­łami two­rzył w pomiesz­cze­niu atmos­ferę naboż­nego sku­pie­nia.

O wyzna­czo­nej godzi­nie otwo­rzyły się drzwi pro­wa­dzące do pomiesz­cze­nia z ENIAC-iem i do środka wpusz­czono zastępy urzęd­ni­ków, naukow­ców oraz dzien­ni­ka­rzy. Powi­tał ich Arthur Burks, jeden z pro­jek­tan­tów maszyny, sto­jący przed masyw­nymi sza­fami miesz­czą­cymi jej trze­wia. Burks sta­rał się dać wszyst­kim zebra­nym do zro­zu­mie­nia, że są świad­kami wie­ko­pom­nej chwili. Wyja­śnił, że ENIAC-a zbu­do­wano do prze­pro­wa­dza­nia obli­czeń mate­ma­tycz­nych, które, "wyko­ny­wane odpo­wied­nio szybko, mogą posłu­żyć do roz­wią­za­nia nie­mal dowol­nego pro­blemu"K21. Burks obwie­ścił, że pokaz moż­li­wo­ści kom­pu­tera roz­pocz­nie się od doda­nia liczby 97 367 do sie­bie 5 tysięcy razy. "Patrz­cie uważ­nie, bo łatwo to prze­oczyć" - ostrzegł zebra­nych i wci­snął przy­cisk. Zanim pochy­leni nad note­sami dzien­ni­ka­rze pod­nie­śli wzrok, było już po wszyst­kim. Burks trzy­mał w ręku wynik dzia­ła­nia zapi­sany na kar­cie per­fo­ro­wa­nej.

Następ­nie do ENIAC-a wpro­wa­dzono pro­blem bar­dziej zbli­żony do tych, do któ­rych został zapro­jek­to­wany: kom­pu­ter miał obli­czyć tra­jek­to­rię poci­sku arty­le­ryj­skiego lecą­cego 30 sekund do celu. Odręczne obli­cze­nie tego zaję­łoby eks­per­tom trzy dni; ENIAC upo­rał się z tym w 20 sekund -?w cza­sie krót­szym niż czas lotu samego poci­sku. W poka­zie brała udział Jean Bar­tik, człon­kini zespołu genial­nych inży­nie­rek odpo­wie­dzial­nych za pro­gra­mo­wa­nie ENIAC-a. Jak wspo­mina po latach: "W tam­tych cza­sach maszyny doko­nu­jące obli­czeń z taką pręd­ko­ścią były czymś nie­spo­ty­ka­nym, więc nawet wiel­kich mate­ma­ty­ków zdu­miało to, co wów­czas ujrzeli"K22.

Następ­nego dnia gazety na całym świe­cie roz­pi­sy­wały się na temat naj­now­szego prze­łomu tech­no­lo­gicz­nego. Jeden z arty­ku­łów na pierw­szej stro­nie "New York Timesa" gło­sił: "FILA­DEL­FIA. Tego wie­czoru ujaw­niono ści­śle tajny pro­jekt woj­skowy -?cudowną maszynę, która z pręd­ko­ścią elek­tro­nową roz­wią­zuje pro­blemy mate­ma­tyczne dla czło­wieka zbyt żmudne i zawiłe". Jego autor T. R. Ken­nedy był pod ogrom­nym wra­że­niem moż­li­wo­ści ENIAC-a: "To urzą­dze­nie tak pomy­słowe, że jego twórcy porzu­cili próby zna­le­zie­nia pro­ble­mów mogą­cych spra­wić mu trud­ność"K23.

Odtaj­nie­nie ENIAC-a było nie tylko kamie­niem milo­wym w histo­rii tech­niki, ale i punk­tem zwrot­nym w naszym postrze­ga­niu wła­snej natury. Z początku wyna­la­zek Mau­chly'ego i Eckerta chęt­nie porów­ny­wano do ludz­kiego mózgu i jego wytwo­rówK24. Gazety i cza­so­pi­sma nazy­wały ENIAC-a "potęż­nym mózgiem elek­tro­no­wym"K25, "zro­bo­ty­zo­wa­nym mózgiem"K26, "auto­ma­tem myślo­wym" oraz "myślącą maszyną". Ana­lo­gia ta wkrótce ule­gła jed­nak odwró­ce­niu: zaczęto powszech­nie przyj­mo­wać, że mózg to swego rodzaju kom­pu­ter. Uzna­nie ośrod­ko­wego układu ner­wo­wego za bio­lo­giczną maszynę obli­cze­niową było wszak głów­nym zało­że­niem rewo­lu­cji kogni­tyw­nej, która ogar­nęła ame­ry­kań­skie uni­wer­sy­tety w latach 50. i 60. ubie­głego wieku. Jak zauważa pro­fe­sor Ste­ven Slo­man z Uni­wer­sy­tetu Browna, pierw­sze poko­le­nie kogni­ty­wi­stów "poważ­nie trak­to­wało kon­cep­cję gło­szącą, że umysł działa jak kom­pu­ter". W ich oczach "myśle­nie było swego rodzaju algo­ryt­mem uru­cha­mia­nym na ludz­kim mózgu"K27.

Przez wszyst­kie te lata od zara­nia epoki cyfro­wej meta­fora "mózg to kom­pu­ter" roz­po­wszech­niła się jesz­cze bar­dziej, zapusz­cza­jąc coraz głęb­sze korze­nie w wyobraźni nie tylko ludzi nauki, ale i laików. Jest ona źró­dłem naszego modelu men­tal­nego pro­ce­sów myślo­wych, choć zwy­kle nawet nie zda­jemy sobie sprawy z jego ist­nie­nia. Zgod­nie z tą ana­lo­gią mózg jest samo­wy­star­czalną maszyną do prze­twa­rza­nia infor­ma­cji, odgro­dzoną od świata przez kości czaszki, tak jak ENIAC jest zamknięty za ścia­nami pomiesz­cze­nia. Skoro mózg jest jak kom­pu­ter, to zapewne można opi­sać go za pomocą para­me­trów zbli­żo­nych do giga­baj­tów pamięci RAM czy giga­her­ców tak­to­wa­nia pro­ce­sora, które można łatwo mie­rzyć i porów­ny­wać. A to pro­wa­dzi nas do bodaj najbar­dziej istot­nego wnio­sku: nie­które mózgi, niczym dro­gie kom­pu­tery, są po pro­stu lep­sze od innych, wypo­sa­żone w bio­lo­giczny odpo­wied­nik pojem­niej­szej pamięci, jed­nostki cen­tral­nej o więk­szej mocy obli­cze­nio­wej i ekranu o wyż­szej roz­dziel­czo­ści. Meta­fora kom­pu­terowa po dziś dzień kształ­tuje nasze myśle­nie o aktyw­no­ści umy­sło­wej. Poza nią ist­nieją jed­nak rów­nież inne. Pół wieku po ujaw­nie­niu ENIAC-a popu­lar­ność zyskała kolejna ana­lo­gia.

Na szkol­nej ławce ląduje stos arty­ku­łów. W nagłówku wydru­ko­wa­nym dużą, pogru­bioną czcionką czy­tamy: "Nowe bada­nia wyka­zują, że mózg można ćwi­czyć jak mię­sień"K28. Jest rok 2002 i Lisa Blac­kwell, dok­to­rantka z Uni­wer­sy­tetu Colum­bia pra­cu­jąca wspól­nie z pro­fe­sor Carol Dweck, roz­daje kopie tek­stu grupce siód­mo­kla­si­stów ze szkoły publicz­nej w Nowym Jorku. Dweck i Blac­kwell spraw­dzają nową teo­rię, gło­szącą, że uzna­wany przez nas model pracy mózgu wpływa na nasze myśle­nie. Zgod­nie z przy­ję­tym przez badaczki pro­to­ko­łem eks­pe­ry­men­tal­nym ucznio­wie mieli wziąć udział w ośmiu sesjach infor­ma­cyj­nych; pod­czas obec­nej, trze­ciej z kolei, odczy­ty­wali na głos frag­menty arty­kułu.

Pierw­szy uczeń zaczął: "Wielu ludzi uważa, że jedni rodzą się bystrzy, inni prze­ciętni, a jesz­cze inni głupi -?i że nic nie da się z tym zro­bić. Nowe bada­nia wyka­zały jed­nak, że mózg bar­dziej przy­po­mina mię­sień: im wię­cej go uży­wamy, tym jest sil­niej­szy". Następ­nie pałeczkę prze­jęła jego kole­żanka z klasy: "Powszech­nie wia­domo, że wsku­tek pod­no­sze­nia cię­ża­rów nasze mię­śnie stają się więk­sze i sil­niej­sze. Osoby, które przed roz­po­czę­ciem tre­ningu nie potra­fią pod­nieść dzie­się­cio­ki­lo­gra­mo­wego cię­żarka, z cza­sem nabie­rają tyle siły, że nawet pięć­dzie­się­cio­ki­lo­gra­mowy obciąż­nik nie sta­nowi dla nich żad­nego pro­blemu. Dzieje się tak, ponie­waż w miarę tre­ningu mię­śnie rosną w siłę. Jeśli jed­nak prze­sta­nie się regu­lar­nie ćwi­czyć, skur­czą się i osłabną. Można zatem powie­dzieć, że kto na lau­rach spo­czywa, temu krzepy ubywa!". W sali roz­legł się stłu­miony chi­chot. Trzeci uczeń czy­tał dalej: "Mało kto wie jed­nak, że wsku­tek ucze­nia się nowych rze­czy nie­które obszary mózgu zmie­niają się i stają więk­sze jak mię­śnie po tre­ningu".

Wysu­nięta przez Dweck kon­cep­cja, począt­kowo nazy­wana wzro­stową teo­rią inte­li­gen­cjiK29, osta­tecz­nie prze­ro­dziła się w nasta­wie­nie na roz­wójK30 -?prze­ko­na­nie, że wytę­żony wysi­łek umy­słowy może uczy­nić ludzi bar­dziej inte­li­gent­nymi tak samo, jak wysi­łek fizyczny może spra­wić, że staną się sil­niejsi. W arty­kule nauko­wym opi­su­ją­cym jedne z pierw­szych badań prze­pro­wa­dzo­nych na dzie­ciach w wieku szkol­nym Dweck i jej współ­pra­cow­niczki stwier­dzają: "Główny wnio­sek był taki, że ucze­nie się wpływa na mózg, pobu­dza­jąc two­rze­nie nowych połą­czeń, i że ucznio­wie mogą świa­do­mie kon­tro­lo­wać ten pro­ces"K31. Na tym grun­cie wyrósł kul­tu­rowy feno­men: Nowa psy­cho­lo­gia suk­cesuK32, napi­sana przez Dweck książka popu­lar­no­nau­kowa, sprze­dała się w milio­nach egzem­pla­rzy, a pre­zen­ta­cje, wykłady oraz warsz­taty poświę­cone nasta­wie­niu na roz­wój poja­wiały się w śro­do­wi­skach biz­ne­so­wych, edu­ka­cyj­nych i aka­de­mic­kich jak grzyby po desz­czu.

Sed­nem tego wszyst­kiego była meta­fora "mózg jest mię­śniem". Umysł jawi się w niej niczym biceps -?nama­calny narząd, któ­rego siła jest indy­wi­du­al­nie zde­ter­mi­no­wana. Takie poj­mo­wa­nie inte­lektu stało się czę­ścią nie­zwy­kle popu­lar­nej kon­cep­cji uporu, która rów­nież ma swoje źró­dło w bada­niach psy­cho­lo­gicz­nych. Angela Duc­kworth, psy­cho­lożka z Uni­wer­sy­tetu Pen­syl­wa­nii, defi­niuje upór jako "wytrwa­łość i pasję w dąże­niu do reali­za­cji dłu­go­fa­lo­wych celów"K33. W jej książce Upór, opu­bli­ko­wa­nej w roku 2016, dosły­szeć można echa teo­rii Dweck: "Tak jak czę­sto uży­wany mię­sień staje się moc­niej­szy, tak mózg ulega zmia­nom, kiedy zma­gasz się z nowymi wyzwa­niami"K34. Para­lela "mózg to mię­sień" sta­nowi dosko­nałe uzu­peł­nie­nie gło­szo­nego w Upo­rze poglądu, że chcieć to móc -?że wła­sny poten­cjał inte­lek­tu­alny można roz­bu­dzić siłą woli. Zbież­ność tych dwóch idei jest jesz­cze łatwiej dostrze­galna na przy­kła­dzie przed­się­biorstw ofe­ru­ją­cych "tre­ning poznaw­czy" lub "ćwi­cze­nia dla mózgu". Pro­gramy rekla­mo­wane pod nazwami takimi jak Cogni­Fit czy Brain Gym przy­cią­gnęły miliony peł­nych nadziei użyt­kow­ni­ków (meta­fora ta stała się tak wszech­obecna, że naukowcy zanie­po­ko­jeni sze­rze­niem się neu­ro­mi­tów -?powszech­nych prze­są­dów na temat mózgu -?zaczęli pod­kre­ślać fakt, że organ ten tak naprawdę nie jest mię­śniem, lecz narzą­dem zło­żo­nym z wyspe­cja­li­zo­wa­nych komó­rek ner­wo­wych zwa­nych neu­ro­nami)K35.

U źró­deł meta­fo­rycz­nych fraz "mózg to kom­pu­ter" i "mózg to mię­sień" tkwi pewne wspólne zało­że­nie: umysł sta­nowi odrębny twór, szczel­nie zamknięty w pusz­cze czaszki, a jego stałe, łatwo mie­rzalne i porów­ny­walne cechy deter­mi­nują moż­li­wo­ści ludz­kiego myśle­nia. Stwier­dze­nia te brzmią zna­jomo, jakby towa­rzy­szyły nam od zawsze. Nic dziw­nego zresztą, bo nie były one szcze­gól­nie odkryw­cze nawet w momen­cie, gdy po raz pierw­szy je sfor­mu­ło­wano. Przez setki lat mózg porów­ny­wano do maszyn wyzna­cza­ją­cych gra­nice roz­woju tech­niki w danej epoceK36. Wpierw była to pompa hydrau­liczna, a póź­niej mecha­nizm zegara, sil­nik parowy i tele­graf.

Na wykła­dzie wygło­szo­nym w roku 1984 filo­zof John Searle zauwa­żył: "Ponie­waż wciąż nie­wiele wiemy na temat ludz­kiego mózgu, kusi nas, by pró­bo­wać wyja­śnić jego dzia­ła­nie za pomocą naj­now­szego modelu tech­no­lo­gicz­nego. W cza­sach mojego dzie­ciń­stwa naukowcy zapew­niali nas, że mózg jest cen­tralą tele­fo­niczną"K37. Jak wspo­mina Searle, nauczy­ciele, rodzice i inni doro­śli pod­su­wali dzie­ciom aku­rat tę meta­forę mózgu, bo prze­cież "czymże innym miałby on być?".

Porów­ny­wa­nie mózgu do mię­śnia, który można wzmac­niać regu­lar­nymi ćwi­cze­niami, ma nie­mal rów­nie długą histo­rię. Eks­perci od zdro­wia publicz­nego wygła­szali podobne tezy już na prze­ło­mie XIX i XX wieku. W First Book in Phy­sio­logy and Hygiene (Pierw­szy pod­ręcz­nik fizjo­lo­gii i higieny), opu­bli­ko­wa­nej w roku 1888 książce skie­ro­wa­nej do młod­szego czy­tel­nika, dok­tor John Harvey Kel­logg2 wysuwa kon­cep­cję łudząco przy­po­mi­na­jącą tę roz­wi­janą ponad sto lat póź­niej przez Dweck: "Co robimy, gdy chcemy wzmoc­nić nasze mię­śnie? Ćwi­czymy w pocie czoła każ­dego dnia, nie­praw­daż? Dzięki temu stają się duże i silne. Podob­nie jest z mózgiem. Wystar­czy przy­siąść fał­dów i pil­nie odra­biać zada­nia, by stał się silny, a nauka szła jak z płatka"K38.

Poza fun­da­men­tem histo­rycz­nym meta­fory te opie­rają się rów­nież na przy­ję­tych w naszych spo­łe­czeń­stwach nor­mach kul­tu­ro­wych. Uzna­wa­nie mózgu za mię­sień bądź kom­pu­ter wpi­suje się w wyzna­wany przez nas indy­wi­du­alizm -?prze­ko­na­nie, że jeste­śmy grupą nie­za­leż­nych, samo­wy­star­czal­nych jed­no­stek wypo­sa­żo­nych w zdol­no­ści oraz kom­pe­ten­cje, z któ­rych możemy korzy­stać bez niczy­jej pomocy. Jest to rów­nież zgodne z naszą ten­den­cją do dzie­le­nia rze­czy na dobre, lep­sze oraz najlep­sze. Pale­on­to­log i popu­la­ry­za­tor nauki Ste­phen Jay Gould na swo­jej liście "odwiecz­nych błę­dów i pro­ble­mów tra­pią­cych nasze tra­dy­cje filo­zo­ficzne" umie­ścił skłon­ność do "porząd­ko­wa­nia ele­men­tów poprzez umiesz­cza­nie ich na szcze­blach hie­rar­chii war­to­ści"K39. Skoro kom­pu­tery dzielą się na wolne i szyb­kie, a mię­śnie na słabe i silne, to tak samo musi być w przy­padku umy­słów.

Przy­czyn bez­kry­tycz­nej akcep­ta­cji tych idei na temat mózgu można doszu­ki­wać się także we wro­dzo­nych czyn­ni­kach psy­cho­lo­gicz­nych. Prze­ko­na­nie, że w każ­dej gło­wie tkwi mniej­szy lub więk­szy zalą­żek inte­li­gen­cji, jest ema­na­cją sche­matu myślo­wego nazy­wa­nego przez psy­cho­lo­gów esen­cja­li­zmem. Spro­wa­dza się on do wiary w ist­nie­nie wewnętrz­nych esen­cji, które deter­mi­nują naturę ota­cza­ją­cych nas rze­czy oraz istot. Jak zauważa Paul Bloom, pro­fe­sor psy­cho­lo­gii z Uni­wer­sy­tetu Yale: "W każ­dym bada­nym spo­łe­czeń­stwie natknę­li­śmy się na prze­jawy esen­cja­li­zmu. Jest to bodaj jeden z naj­bar­dziej pod­sta­wo­wych skład­ni­ków naszej wizji świata"K40. Myślimy w kate­go­riach trwa­łych esen­cji - zamiast zmie­nia­ją­cych się reak­cji na czyn­niki zewnę­trze -?ponie­waż jest to łatwiej­sze. Taka per­spek­tywa sil­niej prze­ma­wia rów­nież do naszych emo­cji. Z esen­cja­li­stycz­nego punktu widze­nia nie­któ­rzy ludzie po pro­stu "są" inte­li­gentni -?mają w sobie to "coś".

Czyn­niki histo­ryczne, kul­tu­rowe oraz psy­cho­lo­giczne razem wzięte two­rzą solidne pod­wa­liny pod przyj­mo­wane przez nas zało­że­nia na temat umy­słu - że jego cechy są indy­wi­du­alne, inhe­rentne i mie­rzalne. Pod ich wpły­wem ukształ­to­wało się nasze postrze­ga­nie poczy­nań inte­lek­tu­al­nych oraz podej­ście do edu­ka­cji i pracy. Istot­nie wpły­nęły także na to, jak oce­niamy sie­bie i innych. Tym bar­dziej nie­po­koi zatem myśl, że mogą one być oparte na błę­dzie poznaw­czym. Aby zro­zu­mieć jego istotę, musimy przyj­rzeć się kolej­nej meta­fo­rze.

Dla miesz­kań­ców Seulu, naj­więk­szej metro­po­lii Korei Połu­dnio­wej, 18 kwiet­nia 2019 roku zaczął się pechowo. Z samego rana wszyst­kie kom­pu­tery wyłą­czyły się, a świa­tła w biu­rach i szko­łach na obsza­rze ponad 600 kilo­me­trów kwa­dra­to­wych zga­sły bez ostrze­że­nia, pogrą­ża­jąc pra­wie 10 milio­nów ludzi w pół­mroku budzą­cego się dnia. Bez prądu sygna­li­za­cja świetlna prze­stała dzia­łać, a pociągi elek­tryczne utknęły w tra­sie. Przy­czyna tej poważ­nej awa­rii była zupeł­nie pro­za­iczna: jej sprawcą były sroki, pospo­lite miej­skie ptaki o czarno-bia­łym upie­rze­niu, które jako miej­sca do gniaz­do­wa­nia upodo­bały sobie słupy wyso­kiego napię­ciaK41. Sroki, nale­żące do rodziny kru­ko­wa­tych tak jak wrony, kruki i sójki, znane są z tego, że nie wybrzy­dzają w dobie­ra­niu mate­ria­łów na budowę gniazda. Uży­wają tego, co jest dostępne w ich naj­bliż­szym oto­cze­niu: nie tylko gałą­zek, mchu i kawał­ków sznurka, ale też nici den­ty­stycz­nych, żyłki węd­kar­skiej, sznu­ro­wa­deł, pałe­czek, pla­sti­ko­wych łyżek, sło­mek, opra­wek oku­la­rów, a nawet sztucz­nej trawy do stro­ików wiel­ka­noc­nych i bra­mek do kry­kieta. W okre­sie tzw. brud­nych lat trzy­dzie­stych, gdy susze i wiel­kie burze pyłowe prze­ta­cza­jące się po ame­ry­kań­skich pre­riach zdła­wiły wszelką roślin­ność, ewo­lu­cyjni kuzyni srok wili gniazda z drutu kol­cza­stego.

Na gęsto upa­ko­wa­nych osie­dlach miej­skich współ­cze­snego Seulu drzewa i krzewy są rzad­ko­ścią, więc sroki budują gniazda z tego, co uda im się zna­leźć: dru­cia­nych wie­sza­ków, anten tele­wi­zyj­nych i sta­lo­wych linek. A jako że przed­mioty te prze­wo­dzą elek­trycz­ność, to ptaki gniaz­du­jące na słu­pach wyso­kiego napię­cia czę­sto przy­czy­niają się do powsta­wa­nia zwarć. Jak donosi KEPCO, naj­więk­szy zakład ener­ge­tyczny w Korei Połu­dnio­wej, każ­dego roku sroki powo­dują na tere­nie tego kraju setki przerw w dosta­wie prądu. Jego pra­cow­nicy usu­wają ponad 10 tysięcy gniazd rocz­nie, lecz ptaki szybko je odbu­do­wują.

Sroki to urwa­nie głowy dla zakła­dów ener­ge­tycz­nych, ale nam ich zacho­wa­nie może posłu­żyć za źró­dło wyjąt­kowo przy­dat­nej ana­lo­gii dla dzia­ła­nia umy­słu. Nasze mózgi w pew­nym sen­sie są jak sroki: budują sie­dli­ska myśli z ota­cza­ją­cych nas mate­ria­łów -?ich wytwory są kola­żem stwo­rzo­nym ze strzę­pów tego, co aku­rat jest pod ręką. Gołym okiem widać, że mamy do czy­nie­nia z ana­lo­gią zupeł­nie nie­po­dobną do meta­for "mózg to kom­pu­ter" i "mózg to mię­sień". Ana­li­zu­jąc pro­cesy poznaw­cze przez jej pry­zmat, docho­dzimy do dia­me­tral­nie odmien­nych wnio­sków. Po pierw­sze, myśle­nie zacho­dzi nie tylko wewnątrz czaszki, ale i na zewnątrz, w świe­cie; jest dyna­micz­nym pro­ce­sem two­rze­nia i prze­kształ­ca­nia repre­zen­ta­cji men­tal­nych, wyko­rzy­stu­ją­cym zasoby znaj­du­jące się poza samym mózgiem. Po dru­gie, rodzaj mate­ria­łów dostęp­nych do wyko­rzy­sta­nia pod­czas myśle­nia wpływa na prze­bieg tego pro­cesu oraz jakość jego wytwo­rów. I po trze­cie, zdol­ność spraw­nego myśle­nia, czyli de facto inte­li­gen­cja, nie jest stałą cechą jed­nostki, lecz zmien­nym sta­nem, na który wpływ mają dostęp­ność zaso­bów poza­neu­ro­nal­nych oraz umie­jęt­ność posłu­gi­wa­nia się nimi.

Prze­ko­na­nie się do tego świe­żego, rady­kal­nego spo­sobu myśle­nia o myśle­niu nie przy­cho­dzi łatwo; nie wydaje się ono rów­nie intu­icyjne, co inne znane nam meta­fory. Nauka dostar­cza nam jed­nak kolej­nych dowo­dów na to, że wła­śnie ten obraz dzia­ła­nia ludz­kich zdol­no­ści poznaw­czych jest bliż­szy rze­czy­wi­sto­ści. Ponadto może on posłu­żyć za bogate źró­dło inspi­ra­cji w opra­co­wy­wa­niu nowych metod zwięk­sza­nia spraw­no­ści inte­lek­tu­al­nej. Wpa­dli­śmy na niego w samą porę. Prze­bu­do­wa­nie modelu men­tal­nego obja­śnia­ją­cego dzia­ła­nie umy­słu stało się w ostat­nich latach naglącą potrzebą, ponie­waż zna­leź­li­śmy się mię­dzy mło­tem a kowa­dłem: choć oko­licz­no­ści zmu­szają nas do wycho­dze­nia z myśle­niem poza mózg, wciąż upar­cie brniemy w neu­ro­cen­tryzm.

Koniecz­ność myśle­nia poza mózgiem wynika z rosną­cych obcią­żeń umy­sło­wych, jakim pod­le­gamy. Wielu z nas doświad­czyło ich w postaci szyb­szego tempa życia i więk­szej zło­żo­no­ści zadań w szkole oraz pracy. Musimy przy­swa­jać wię­cej infor­ma­cji i robić to szyb­ciej, bo te docie­rają do nas rwą­cym stru­mie­niem. Do tego prze­twa­rzane przez nas dane są coraz czę­ściej wysoce spe­cja­li­styczne i abs­trak­cyjne. Szcze­gólne zna­cze­nie ma ta ostat­nia kwe­stia. Wie­dzę i umie­jęt­no­ści, do któ­rych zdo­by­wa­nia nasze mózgi są bio­lo­gicz­nie przy­sto­so­wane, zastę­pują kom­pe­ten­cje dużo mniej intu­icyjne i trud­niej­sze do opa­no­wa­nia. David Geary, pro­fe­sor psy­cho­lo­gii na Uni­wer­sy­te­cie Mis­so­uri, dzieli zdol­no­ści na bio­lo­gicz­nie pier­wotne i bio­lo­gicz­nie wtórne, zauwa­ża­jąc, że ludzie mają wro­dzone pre­dys­po­zy­cje do opa­no­wy­wa­nia takich umie­jęt­no­ści jak posłu­gi­wa­nie się języ­kiem lokal­nej spo­łecz­no­ści, poru­sza­nie się w zna­jo­mym tere­nie czy radze­nie sobie z wyzwa­niami życia w nie­wiel­kiej wspól­no­cieK42. Nasze mózgi nie wyewo­lu­owały do roz­gry­za­nia zawi­ło­ści rachunku róż­nicz­ko­wego, praw fizyki, ryn­ków finan­so­wych ani zawi­ło­ści glo­bal­nych zmian kli­ma­tycz­nych. Takie wła­śnie bio­lo­gicz­nie wtórne zdol­no­ści są jed­nak klu­czem do suk­cesu, a nawet prze­trwa­nia w stwo­rzo­nym przez nas świe­cie. Wyma­ga­nia zwią­zane z funk­cjo­no­wa­niem we współ­cze­snym spo­łe­czeń­stwie w końcu prze­ro­sły nasz wro­dzony poten­cjał inte­lek­tu­alny.

Przez pewien czas ludz­kość dotrzy­my­wała kroku wła­snemu postę­powi kul­tu­ro­wemu, znaj­du­jąc sprytne spo­soby na zro­bie­nie lep­szego użytku z bio­lo­gicz­nego mózgu. W odpo­wie­dzi na bar­dziej wyma­ga­jące umy­słowo śro­do­wi­sko ludzie roz­wi­jali swoje zdol­no­ści poznaw­cze. Cią­głe prze­strze­ga­nie dys­cy­pliny umy­sło­wej -?w połą­cze­niu z lep­szym odży­wia­niem i wyż­szym stan­dar­dem życia oraz zmniej­szo­nym ryzy­kiem zapad­nię­cia na cho­roby zakaźne -?spra­wiło, że przez bli­sko sto lat średni ilo­raz inte­li­gen­cji rósł na całym świe­cie z każ­dym poko­le­niemK43. Ten­den­cja ta powoli jed­nak słab­nie. W ostat­nich latach wyniki na testach IQ prze­stały rosnąć, a w nie­któ­rych kra­jach, na przy­kład w Fin­lan­dii, Nor­we­gii, Danii, Niem­czech, Fran­cji i Wiel­kiej Bry­ta­nii, nawet spa­dająK44. Nie­któ­rzy naukowcy twier­dzą, że dotar­li­śmy do gra­nic naszych moż­li­wo­ści men­tal­nych. Być może "nasze mózgi już teraz pra­cują z wydaj­no­ścią zbli­żoną do opty­mal­nej", jak zauwa­żyli Nicho­las Fitz i Peter Reiner w arty­kule opu­bli­ko­wa­nym w "Nature"K45. Ich zda­niem próby wyci­śnię­cia z tego narządu cze­goś wię­cej są "ska­zane na porażkę ze względu na ści­słe ogra­ni­cze­nia neu­ro­bio­lo­giczne".

W ostat­nich latach, nie­jako na znak pro­te­stu prze­ciw tej gorz­kiej praw­dzie, coraz więk­szym zain­te­re­so­wa­niem cie­szą się metody, któ­rych celem jest poko­na­nie tych ogra­ni­czeń. Komer­cyjne pro­gramy do tre­no­wa­nia mózgu obie­cu­jące poprawę pamięci i kon­cen­tra­cji, takie jak Cog­med, Lumo­sity czy Bra­inHQ, przy­cią­gnęły wielu chęt­nych. Sama apli­ka­cja Lumo­sity, wedle infor­ma­cji udo­stęp­nio­nych przez jej twór­ców, ma 100 milio­nów zare­je­stro­wa­nych użyt­kow­ni­ków ze 195 róż­nych kra­jówK46. Jed­no­cze­śnie środki słu­żące do tzw. wzmoc­nie­nia poznaw­czego (ang. neu­ro­en­han­ce­ment) -?inno­wa­cje pokroju "nootro­pów" czy zabie­gów elek­tro­sty­mu­la­cji mózgu, mające rze­komo wspo­ma­gać funk­cje poznaw­cze - zna­la­zły się w cen­trum uwagi mediów oraz kon­cer­nów far­ma­ko­lo­gicz­nych i bio­tech­no­lo­gicz­nych.

Jak dotąd metody te są jedy­nie źró­dłem roz­cza­ro­wa­nia i nie­speł­nio­nych nadzieiK47. Sys­te­ma­tyczny prze­gląd badań inter­wen­cyj­nych, na które powo­łują się wio­dące firmy ofe­ru­jące pro­gramy tre­no­wa­nia mózgu, wyka­zał, że ich "sku­tecz­ność we wspo­ma­ga­niu nor­mal­nego funk­cjo­no­wa­nia poznaw­czego nie znaj­duje dosta­tecz­nego popar­cia w dowo­dach"K48. Regu­larne tre­no­wa­nie mózgu popra­wia wyniki uczest­ni­ków, ale jedy­nie w zada­niach bar­dzo zbli­żo­nych do tych, na któ­rych wcze­śniej ćwi­czyli. Wszystko wska­zuje na to, że efekty pro­gra­mów "tre­ningu mózgu" nie prze­kła­dają się na rze­czy­wi­ste aktyw­no­ści wyma­ga­jące zaan­ga­żo­wa­nia uwagi i pamięci. Prze­pro­wa­dzona w 2019 roku meta­ana­liza badań nad pro­gra­mem Cog­med wyka­zała, że trans­fer umie­jęt­no­ści naby­tych w trak­cie tre­ningu zacho­dzi "spo­ra­dycz­nie, a moż­liwe, że ni­gdy"K49. Naukowcy, któ­rzy w roku 2017 prze­pro­wa­dzili bada­nia nad sku­tecz­no­ścią apli­ka­cji Lumo­sity, stwier­dzają, że "tre­ning poznaw­czy zdaje się mieć zni­komy wpływ na zdrowe młode osoby doro­słe"K50; bada­nia z udzia­łem osób star­szych przy­nio­sły rów­nie marne rezul­tatyK51. W 2016 roku ame­ry­kań­ska Fede­ralna Komi­sja Han­dlu nało­żyła na firmę Lumo­sity karę w wyso­ko­ści 2 milio­nów dola­rów za rekla­mo­wa­nie swo­ich usług w spo­sób mogący wpro­wa­dzać kon­su­men­tów w błądK52. Sto­so­wa­nie leków nootro­po­wych nie przy­nosi dużo lep­szych efek­tówK53. Zgod­nie z wyni­kami bada­nia kli­nicz­nego prze­pro­wa­dzo­nego na popu­lar­nym wśród pra­cow­ni­ków firm tech­no­lo­gicz­nych z Doliny Krze­mo­wej "nootro­pie" zaży­cie tej sub­stan­cji miało mniej­szy wpływ na pamięć i uwagę niż fili­żanka kawyK54.

Środki far­ma­ko­lo­giczne oraz nowe tech­no­lo­gie, które pew­nego dnia mogą pomóc nam roz­wi­nąć naszą inte­li­gen­cję, są na­dal na eta­pie wcze­snych testów labo­ra­to­ryj­nychK55. Naj­lep­szym -?i tym­cza­sem jedy­nym -?spo­so­bem na zwięk­sze­nie poten­cjału inte­lek­tu­al­nego jest myśle­nie poza mózgiem. Ten rodzaj pozna­nia wciąż jed­nak oka­zuje się nie­do­ce­niany i odrzu­cany -?o ile w ogóle dajemy mu szansę. Choć nasza wyraźna skłon­ność do popa­da­nia w per­spek­tywę neu­ro­cen­tryczną jest głę­boko zako­rze­niona, nie możemy trwać przy niej ani chwili dłu­żej. Droga do przy­szło­ści wie­dzie przez myśle­nie poza­mó­zgowe.

Aby lepiej zro­zu­mieć, co przy­nie­sie przy­szłość myśle­nia poza mózgiem, przyj­rzyjmy się oko­licz­no­ściom powsta­nia tej kon­cep­cji. Pew­nego dnia w roku 1997 Andy Clark -?wów­czas pro­fe­sor filo­zo­fii na Uni­wer­sy­te­cie Waszyng­toń­skim w St. Louis w sta­nie Mis­so­uri -?wysia­da­jąc z pociągu, zapo­mniał zabrać swo­jego lap­topaK56. Utrata kom­pu­tera, z któ­rym prak­tycz­nie się nie roz­sta­wał, była dla niego dotkli­wym cio­sem. W jed­nej ze swo­ich ksią­żek przy­rów­nał tę sytu­ację do "nagłego i nie­zwy­kle uciąż­li­wego (ale na szczę­ście prze­mi­ja­ją­cego) uszko­dze­nia mózgu". Był "oszo­ło­miony, zagu­biony i ewi­dent­nie osła­biony umy­słowo -?niczym ofiara lek­kiego udaru, tyle że w wer­sji dla cybor­gów"K57. Doświad­cze­nie to, choć bez wąt­pie­nia nie­przy­jemne, pozwo­liło mu roz­wi­nąć kon­cep­cję, która od dłuż­szego czasu zaprzą­tała mu głowę. Clark zdał sobie sprawę, że kom­pu­ter w pew­nym sen­sie stał się czę­ścią jego umy­słu, nie­od­łącz­nym ele­men­tem zacho­dzą­cych w nim pro­ce­sów myślo­wych. Z jego pomocą mógł roz­sze­rzać wła­sne zdol­no­ści poznaw­cze, pozwa­la­jąc swo­jemu mózgowi wspiąć się na nowe wyżyny inte­lek­tu­alne -?myśleć bar­dziej wydaj­nie i spraw­nie niż bez tego wspar­cia tech­no­lo­gicz­nego. Jego mózg i lap­top two­rzyły razem umysł roz­sze­rzony.

Dwa lata wcze­śniej Clark przed­sta­wił to zja­wi­sko w arty­kule nauko­wym napi­sa­nym wspól­nie z Davi­dem Chal­mer­sem. Na początku tek­stu auto­rzy sta­wiają pozor­nie pro­ste pyta­nie: "Gdzie koń­czy się umysł, a zaczyna reszta świata?". W kolej­nych aka­pi­tach pro­po­nują jed­nak nie­kon­wen­cjo­nalną odpo­wiedź, prze­ko­nu­jąc, że umysł nie koń­czy się na "gra­nicy skóry i kości", lecz roz­ciąga się, two­rząc "roz­sze­rzony sys­tem, będący zespo­le­niem bio­lo­gicz­nego orga­ni­zmu oraz zaso­bów zewnętrz­nych". Przy­ję­cie tego faktu do wia­do­mo­ści, jak prze­ko­nują filo­zo­fo­wie, będzie miało "donio­słe kon­se­kwen­cje dla filo­zo­fii umy­słu", a także dla "kwe­stii spo­łecz­nych i moral­nych". Clark i Chal­mers wie­dzieli, że przy­ję­cie ich punktu widze­nia wyma­gać będzie cał­ko­wi­tego odrzu­ce­nia skost­nia­łych poglą­dów na temat mózgu. Według nich jest to nie­zbędny krok na dro­dze do postępu. Auto­rzy pod­su­mo­wują swoje prze­my­śle­nia sło­wami: "gdy hege­mo­nia tkanki i czaszki zosta­nie oba­lona, wyraź­niej dostrze­żemy nasze miej­sce w świe­cie"K58.

Świat nauki z początku nie był jed­nak prze­ko­nany do tej kon­cep­cji. Zanim The Exten­ded Mind został przy­jęty do druku w "Ana­ly­sis", odrzu­ciły go trzy inne cza­so­pi­sma naukowe, a po opu­bli­ko­wa­niu w roku 1998 spo­tkał się z dość chłodną reak­cją śro­do­wi­ska aka­de­mic­kiegoK59. Przed­sta­wiona w nim kon­cep­cja wzbu­dziła kon­ster­na­cję wśród filo­zo­fów i stała się przed­mio­tem licz­nych drwin. Dopiero z cza­sem dostrze­żono jej praw­dziwy poten­cjał. Choć w momen­cie publi­ka­cji arty­kułu wyda­wała się rady­kalna i wydu­mana, to wraz z nadej­ściem epoki cyfro­wej jej postrze­ga­nie się zmie­niło. Wkro­cze­nie kom­pu­te­rów w życie codzienne dostar­czyło nie­zli­czo­nych przy­kła­dów tego, jak ludzie roz­sze­rzają swoje umy­sły za pomocą osią­gnięć tech­niki. Z czy­stych spe­ku­la­cji umysł roz­sze­rzony stał się prze­ko­nu­jącą, a nawet wizjo­ner­ską ideą.

W ciągu nieco ponad dwu­dzie­stu lat od publi­ka­cji arty­kułu The Exten­ded Mind wysu­nięte w nim kon­cep­cje przy­brały kształt fun­da­men­tal­nej dok­tryny, która sku­piła wokół sie­bie różne pro­gramy badaw­cze. Poszcze­gólne aspekty umy­słu roz­sze­rzo­nego są obec­nie przed­mio­tem wni­kli­wych badań pro­wa­dzo­nych w ramach pozna­nia ucie­le­śnio­nego, pozna­nia usy­tu­owa­nego i pozna­nia roz­pro­szo­nego. Zaan­ga­żo­wani w nie naukowcy sta­rają się zro­zu­mieć, jak myśle­nie roz­sze­rzane jest na nasze ciała, ota­cza­jącą nas prze­strzeń oraz inte­rak­cje z innymi ludźmi. Bada­nia te przy­nio­sły nie tylko nowe fakty na temat natury ludz­kich zdol­no­ści poznaw­czych, ale także zestaw spraw­dzo­nych naukowo metod roz­sze­rza­nia umy­słu.

Po to wła­śnie powstała ta książka: jej celem jest zope­ra­cjo­na­li­zo­wa­nie umy­słu roz­sze­rzo­nego -?prze­kształ­ce­nie go z filo­zo­ficz­nego kon­ceptu w prak­tyczny styl życia. W roz­dziale 1 poja­wią się wska­zówki, jak wyostrzyć zmysł inte­ro­cep­cji -?jak uważ­niej wsłu­chać się w sygnały nada­wane przez nasze ciała i wyko­rzy­stać je do podej­mo­wa­nia decy­zji. W roz­dziale 2 pokażę, jak ciało może roz­ru­szać umysł, popra­wia­jąc nasze myśle­nie. Roz­dział 3 oma­wia rolę gestów we wspo­ma­ga­niu pamięci. Roz­dział 4 poświę­cony jest odna­wia­niu zapa­sów uwagi pod­czas prze­by­wa­nia na łonie natury. W roz­dziale 5 opo­wiem o pro­jek­to­wa­niu prze­strzeni -?szkół i miejsc pracy -?tak, by pobu­dzały kre­atyw­ność. W roz­dziale 6 przed­sta­wię korzy­ści, jakie daje wypro­wa­dza­nie myśle­nia z głowy do "prze­strzeni kon­ceptualnej". Roz­dział 7 zgłę­bia spo­soby wspo­ma­ga­nia wła­snego myśle­nia umy­słami eks­per­tów, a roz­dział 8 poka­zuje, jak robić to w przy­padku współ­pra­cow­ni­ków. W roz­dziale 9 zasta­no­wimy się nad tym, dla­czego myśle­nie gru­powe daje więk­sze efekty niż suma wkła­dów poszcze­gól­nych człon­ków zespołu.

Te zróż­ni­co­wane prze­jawy umy­słu roz­sze­rzo­nego łączy kilka moty­wów prze­wod­nich. Pierw­szy z nich doty­czy pier­wot­nego źró­dła inspi­ra­cji, z któ­rego czer­pał Clark: roz­wa­żań nad rolą tech­niki w roz­sze­rza­niu myśle­nia. Choć urzą­dze­nia zwy­kle służą nam do odcią­ża­nia wła­snych zdol­no­ści poznaw­czych, nie zawsze mają na nas pozy­tywny wpływ. Nie­kiedy pogar­szają nasze funk­cjo­no­wa­nie inte­lek­tu­alne, o czym prze­ko­nał się każdy, kto dał się wpro­wa­dzić w błąd przez źle zapro­jek­to­wany sys­tem nawi­ga­cji albo zmar­no­wał czas na kli­ka­nie w sen­sa­cyjne nagłówki na Face­bo­oku. Ma to zwią­zek ze wspo­mnianą wcze­śniej meta­forą "mózg to kom­pu­ter". Twór­com kom­pu­terów i smart­fo­nów zbyt czę­sto zda­rza się zapo­mi­nać, że użyt­kow­nicy to bio­lo­giczne istoty, które zaj­mują fizyczną prze­strzeń i wcho­dzą w inte­rak­cje z innymi ludźmi. Tech­nika cyfrowa sama w sobie jest neu­ro­cen­tryczna. Ozna­cza to, że ją rów­nież można roz­sze­rzyć o te zasoby poza­neu­ro­nalne, które w świe­cie ana­lo­go­wym wzbo­ga­cają nasze myśle­nie. W kolej­nych roz­dzia­łach przed­sta­wię przy­kłady takich "roz­sze­rzo­nych tech­no­lo­gii": inter­ne­tową plat­formę do nauki języ­ków obcych, która zachęca użyt­kow­ni­ków nie tylko do powta­rza­nia słów, ale i wyko­ny­wa­nia gestów; apli­ka­cję przy­po­mi­na­jącą Google Maps, która wyzna­cza trasy nieco dłuż­sze, ale umoż­li­wia­jące bliż­sze obco­wa­nie z naturą; oraz grę wideo, która two­rzy doświad­cze­nia gru­powe, nakła­nia­jąc gra­czy do ode­rwa­nia wzroku od ekranu i syn­chro­ni­zo­wa­nia wła­snych ruchów z tymi wyko­ny­wa­nymi przez innych uczest­ni­ków.

Dru­gim moty­wem, który wyła­nia się z ana­lizy lite­ra­tury poświę­co­nej umy­słowi roz­sze­rzo­nemu, jest odmienne podej­ście do kwe­stii bie­gło­ści. Tra­dy­cyjne kry­te­ria uzna­nia jed­nostki za eks­perta są prze­wa­ża­jąco neu­ro­cen­tryczne -?sku­pione na wewnętrz­nym, indy­wi­du­al­nym wysiłku (czego naj­lep­szym przy­kła­dem jest słynne twier­dze­nie Andersa Erics­sona, że do osią­gnię­cia mistrzo­stwa w dowol­nej dzie­dzi­nie potrzeba 10 tysięcy godzin prak­tyki)K60. Bada­nia na temat umy­słu roz­sze­rzo­nego suge­rują nato­miast, że eks­perci to osoby, które opa­no­wały umie­jęt­ność wyko­rzy­sty­wa­nia zaso­bów poza­neu­ro­nal­nych i wła­ści­wego dobie­ra­nia ich do okre­ślo­nego pro­blemu. Ten alter­na­tywny punkt widze­nia ma nie­ba­ga­telne kon­se­kwen­cje dla poj­mo­wa­nia ponad­prze­cięt­nej bie­gło­ści i naszych dążeń do jej osią­gnię­cia. Przy­kła­dowo, choć zwy­kle przyj­muje się, że za suk­ce­sem geniu­szy i gwiazd stoi sys­te­ma­tycz­ność, sku­tecz­ność oraz wydaj­ność dzia­ła­nia, bada­nia prze­pro­wa­dzone w duchu umy­słu roz­sze­rzo­nego wyka­zały, że eks­perci zmie­niają swoje podej­ście i eks­pe­ry­men­tują czę­ściej niż nowi­cju­szeK61. Chęt­niej korzy­stają też z pomocy wła­snych ciał, prze­strzeni fizycz­nej oraz innych ludzi. W więk­szo­ści przy­pad­ków eks­perci są bar­dziej skłonni do roz­sze­rza­nia wła­snych umy­słów niż "rusza­nia głową". Wyro­bie­nie sobie takiego nawyku bez wąt­pie­nia pomo­głoby nam w dosko­na­le­niu wła­snych umie­jęt­no­ści.

W bada­niach nad umy­słem roz­sze­rzo­nym prze­wija się jesz­cze jeden motyw, który nazwać można nie­rów­no­ścią roz­sze­rza­nia. Nasze spo­łe­czeń­stwo i jego insty­tu­cje, takie jak szkoły oraz miej­sca pracy, opie­rają się na zało­że­niu, że nie­któ­rzy ludzie potra­fią myśleć lepiej niż inni. Przy­czyny ist­nie­nia tych indy­wi­du­al­nych róż­nic wydają się nam jasne jak słońce: to oczy­wi­ste, że ludzie dzielą się na mniej i bar­dziej bystrych -?w końcu jedni mają w gło­wach wię­cej tej esen­cji, którą zwiemy inte­li­gen­cją. Bada­nia nad umy­słem roz­sze­rzo­nym ofe­rują alter­na­tywne wyja­śnie­nie takiego stanu rze­czy: pewne osoby zdają się myśleć spraw­niej niż inne, ponie­waż potra­fią lepiej roz­sze­rzać swoje umy­sły; być może dla­tego, że mają więk­szą wie­dzę na ten temat -?wie­dzę, którą książka ta ma na celu upo­wszech­nić. Nie ulega jed­nak wąt­pli­wo­ści, że podział środ­ków nie­zbęd­nych do roz­sze­rza­nia umy­słu jest nie­równy -?nie każdy ma taką samą moż­li­wość swo­bod­nego poru­sza­nia się, obco­wa­nia z naturą, aran­żo­wa­nia prze­strzeni w swo­jej pracy lub nawią­zy­wa­nia bli­skich kon­tak­tów z eks­per­tami oraz współ­pra­cow­ni­kami. W trak­cie lek­tury kolej­nych roz­dzia­łów nie możemy zatem zapo­mi­nać o tym, jak dostęp­ność roz­sze­rzeń umy­słu wpływa na myśle­nie naszych uczniów, pra­cow­ni­ków, współpra­cow­ni­ków i współ­o­by­wa­teli.

Meta­fory kształ­tują naszą świa­do­mość, zwłasz­cza te, które obja­śniają nam dzia­ła­nie naszych wła­snych umy­słów. War­tość podej­ścia opi­sa­nego na kar­tach tej książki tkwi w nowej ana­lo­gii, którą możemy wyko­rzy­stać do wspo­ma­ga­nia się w codzien­nych wysił­kach umy­sło­wych -?w ucze­niu się, zapa­mię­ty­wa­niu nowych infor­ma­cji, roz­wią­zy­wa­niu pro­ble­mów i uru­cha­mia­niu wyobraźni. W prze­kra­cza­niu gra­nic inte­lek­tu­al­nych nie pomoże nam ani pod­krę­ca­nie mocy obli­cze­nio­wej mózgu, jakby był maszyną, ani tre­no­wa­nie go, jakby był mię­śniem. Zamiast tego musimy zadbać, by w naszym oto­cze­niu nie bra­ko­wało mate­ria­łów dają­cych się wpleść w osnowę wła­snych myśli.

1. W ory­gi­nale human com­pu­ters. Przed roz­po­wszech­nie­niem się elek­tro­nicz­nych maszyn obli­cze­nio­wych angiel­skie słowo com­pu­ter odno­siło się do osób doko­nu­ją­cych żmud­nych, odręcz­nych kal­ku­la­cji. Zanim jed­nak ter­min ten został prze­szcze­piony na grunt języka pol­skiego, zdą­żył przy­jąć swój obecny zakres zna­cze­niowy (przyp. tłum.). [wróć]

2. John Harvey Kel­logg (1852-1943), obec­nie znany głów­nie jako twórca kuku­ry­dzia­nych płat­ków śnia­da­nio­wych, był zwo­len­ni­kiem higie­nicz­nego stylu życia oraz wyznawcą zakaź­nej teo­rii cho­rób. Popie­rał jed­nak szo­wi­ni­styczne pro­gramy euge­niczne, w tym ste­ry­li­zo­wa­nie osób nie­peł­no­spraw­nych umy­słowo i cier­pią­cych na cho­roby psy­chiczne (przyp. tłum.). [wróć]

Rozdział 1. Myślenie zmysłami

Roz­dział 1

Myśle­nie zmy­słami

W trak­cie swo­jej wie­lo­let­niej kariery jako makler gieł­dowy John Coates był świad­kiem cze­goś, co powta­rzało się wie­lo­krot­nieK62. Ten sam sce­na­riusz zisz­czał się w każ­dym banku inwe­sty­cyj­nym, dla któ­rego pra­co­wał: w Gold­man Sachs, Merill Lynch oraz Deut­sche Bank. Coates opra­co­wy­wał dla nich plany zyskow­nych trans­ak­cji, uży­wa­jąc do tego swo­ich umie­jęt­no­ści ana­li­tycz­nych oraz wie­dzy naby­tej w trak­cie stu­diów magi­ster­skich i dok­to­ratu z eko­no­mii na Uni­wer­sy­te­cie w Cam­bridge, a także "infor­ma­cji uzy­ska­nych z licz­nych spra­woz­dań finan­so­wych i sta­ty­styk". Jego logika zawsze była bez­błędna a eks­per­tyzy nie­pod­wa­żalne. Mimo to jego trans­ak­cje za każ­dym razem gene­ro­wały straty.

Przy­tra­fiały mu się także inne, rów­nie zasta­na­wia­jące sytu­acje. "Kątem oka dostrze­ga­łem wtedy cień nowej moż­li­wo­ści -?drogi wio­dą­cej do alter­na­tyw­nej przy­szło­ści. To było led­wie mgnie­nie na obrze­żach świa­do­mo­ści, na moment przy­ku­wa­jące moją uwagę. Ten prze­błysk geniu­szu w połą­cze­niu z sil­nym prze­czu­ciem utwier­dzał mnie jed­nak w prze­ko­na­niu, że scho­dząc z utar­tego szlaku, podej­muję wła­ściwą decy­zję". Gdy Coates zawie­rzał swo­jej intu­icji, ta zwy­kle spra­wiała, że osią­gał zyski. Wbrew wszel­kim prze­ko­na­niom, które przez lata mu wpa­jano, Coates doszedł do nie­ty­po­wych wnio­sków: "Nie­kiedy do pra­wi­dło­wej oceny sytu­acji nie­zbędne jest wsłu­cha­nie się w infor­ma­cje zwrotne od ciała".

Zauwa­żył ponadto, że "nie­któ­rzy mają do tego więk­sze pre­dys­po­zy­cje niż inni". Na dowol­nym par­kie­cie gieł­do­wym na Wall Street "można zna­leźć obda­rzo­nych ponad­prze­ciętną inte­li­gen­cją absol­wen­tów pre­sti­żo­wych uni­wer­sy­te­tów, któ­rzy pomimo prze­ko­nu­ją­cych ana­liz nie zara­biają ani centa. Tym­cza­sem kilka biu­rek dalej sie­dzi makler ze słabą oceną na dyplo­mie wyda­nym przez nie­znaną uczel­nię, który zara­bia kro­cie, ku zdu­mie­niu i poiry­to­wa­niu swo­ich, wyda­wa­łoby się, bar­dziej uzdol­nio­nych kole­gów oraz kole­ża­nek". Nie­wy­klu­czone, że "zmysł finan­sowy lepiej zara­biających makle­rów może mieć zwią­zek z ich zdol­no­ścią do nada­wa­nia i odbie­ra­nia sygna­łów cie­le­snych".

Coates dzieli się tymi prze­my­śle­niami w książce The Hour Between Dog and Wolf (Godzina mię­dzy psem a wil­kiem) w któ­rej opi­suje lata spę­dzone na gieł­dzie, czer­piąc przy tym z dość nie­ty­po­wego w tym kon­tek­ście źró­dła wie­dzy: doświad­czeń zdo­by­tych jako prak­ty­ku­jący fizjo­log. Pyta­nia, do jakich dopro­wa­dziła go praca w sek­to­rze finan­so­wym ("Czy nie­które osoby mają lep­szą intu­icję niż inne? Czy możemy moni­to­ro­wać infor­ma­cje zwrotne wysy­łane przez ich ciała?"), osta­tecz­nie pochło­nęły go bar­dziej niż same inwe­sty­cje. Coates porzu­cił więc Wall Street, by cał­ko­wi­cie oddać się pracy badaw­czej. W 2016 roku w arty­kule opu­bli­ko­wa­nym w "Scien­ti­fic Reports" przed­sta­wił wyniki badań prze­pro­wa­dzo­nych we współ­pracy z neu­ro­nau­kow­cami oraz psy­chia­trami.

Kie­ru­jąc się prze­świad­cze­niem, że zdol­ność do wyczu­wa­nia ude­rzeń serca odpo­wiada wraż­li­wo­ści na sygnały wewnętrzne, Coates i jego nowi współ­pra­cow­nicy zapro­jek­to­wali eks­pe­ry­ment, w któ­rym grupa makle­rów z lon­dyń­skiej giełdy miała okre­ślić rytm bicia wła­snego serca. Bada­nie wyka­zało, że makle­rzy radzili sobie z tym zada­niem znacz­nie lepiej niż dopa­so­wana pod wzglę­dem wieku i płci grupa kon­tro­lna zło­żona z osób nie­pra­cu­ją­cych w finan­sach. Ponadto makle­rzy potra­fiący naj­bar­dziej pre­cy­zyj­nie poli­czyć liczbę ude­rzeń wła­snego serca zara­biali wię­cej niż pozo­stali i zwy­kle dłu­żej utrzy­my­wali się w zawo­dzie mimo nie­sta­bil­nych, nie­raz gwał­tow­nie zmie­nia­ją­cych się warun­ków na ryn­kach finan­so­wych. W pod­su­mo­wa­niu zespół stwier­dza: "Nasze wyniki suge­rują, że sygnały wytwa­rzane przez ciało -?czyli słynne w krę­gach finan­si­stów "prze­czu­cia" -?są jed­nym z czyn­ni­ków decy­du­ją­cych o suk­ce­sie inwe­sty­cji gieł­do­wych". Coates na wła­sne oczy prze­ko­nał się, że osoby spraw­nie poru­sza­jące się w tym śro­do­wi­sku nie­ko­niecz­nie wyróż­nia lep­sze wykształ­ce­nie lub wyż­szy ilo­raz inte­li­gen­cji. Zwy­kle są to "ludzie bar­dziej wyczu­leni na sygnały inte­ro­cep­tywne"K63.

Inte­ro­cep­cja to po pro­stu świa­do­mość wewnętrz­nych sta­nów ciałaK64. Poza recep­to­rami odbie­ra­ją­cymi bodźce zewnętrzne (w siat­kówce gałki ocznej, śli­maku ucha wewnętrz­nego, kub­kach sma­ko­wych na języku czy nabłonku węcho­wym w nosie) dys­po­nu­jemy także recep­to­rami wewnętrz­nymi, które stale prze­sy­łają do mózgu infor­ma­cje na temat samego ciała. Sygnały te mają swoje źró­dło w miej­scach roz­sia­nych po całym ciele: narzą­dach wewnętrz­nych, mię­śniach, a nawet kościach. Wędru­jąc szla­kami ner­wo­wymi, w końcu docie­rają one do mózgu, a kon­kret­nie do struk­tury ana­to­micz­nej zwa­nej wyspą. Tam łączą się z innymi stru­mie­niami danych - naszymi bie­żą­cymi myślami, wspo­mnie­niami oraz infor­ma­cjami czu­cio­wymi - two­rząc zin­te­gro­wany obraz obec­nego stanu ciała, swo­istą inte­ro­cep­tywną migawkę, mówiącą nam "tak się teraz czu­jesz", a także "to musisz zro­bić, by utrzy­mać stan rów­no­wagi wewnętrz­nej".

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. F. Nie­tz­sche, Wie­dza rado­sna, tłum. L. Staff, War­szawa: Jakób Mort­ko­wicz, 1906-1907, s. 334. [wróć]

2. F. Gros, Filo­zo­fia cho­dze­nia, tłum. E. Kaniow­ska, War­szawa: Czarne, 015, s. 24. [wróć]

3. Tamże. [wróć]

4. F. Nie­tz­sche, Ecce homo, tłum. L. Staff, War­szawa: Jakób Mort­ko­wicz, 1912, s. 29 [wróć]

5. F. Gros, dz. cyt., s. 25. [wróć]

6. D. Kah­ne­man, Pułapki myśle­nia, tłum. P. Szym­czak, Poznań: Media Rodzina, 2012, s. 56. [wróć]

7. E. Thomp­son, D. Cosmelli, Brain in a Vat or Body in a World? Bra­in­bo­und Ver­sus Enac­tive Views of Expe­rience, "Phi­lo­so­phi­cal Topics", nr 39 (wio­sna 2011), s. 163-80. [wróć]

8. A. Clark, D. Chal­mers, The Exten­ded Mind, "Ana­ly­sis", nr 58 (sty­czeń 1998), s. 7-19. Ter­min "umysł roz­sze­rzony" ukuty został przez Davida Chal­mersa [wróć]

9. N. Block, cyt. za: D.J. Chal­mers, Exten­ded Cogni­tion and Exten­ded Con­scio­usness, w: Andy Clark and His Cri­tics, red. M. Colombo, E. Irvine, M. Sta­ple­ton, New York: Oxford Uni­ver­sity Press, 2019, s. 12. [wróć]

10. A. Clark, D. Chal­mers, dz. cyt. [wróć]

11. A. Clark, Super­si­zing the Mind: Embo­di­ment, Action, and Cogni­tive Exten­sion, New York: Oxford Uni­ver­sity Press, 2011, s. 131. [wróć]

12. Tenże, Embo­died, Situ­ated, and Distri­bu­ted Cogni­tion, w: A Com­pa­nion to Cogni­tive Science, red. W. Bech­tel, G. Gra­ham, Mal­den: Blac­kwell Publi­shing, 1998, s. 510. [wróć]

13. Tenże, Super­si­zing the Mind, s. xxv. [wróć]

14. F. Gros, dz. cyt., s. 24. [wróć]

15. A. Madri­gal, Map­ping the Most Com­plex Struc­ture in the Uni­verse: Your Brain, "Wired", 24.01.2000. [wróć]

16. W.B. Yeats, Wzru­sze­nie mno­go­ści, w: Eseje, tłum. L. Engel­king, Łódź: Offi­cyna, 2017. [wróć]

17. Molier [J.-B. Poqu­elin], Miesz­cza­nin szlach­ci­cem, tłum. T. Boy-Żeleń­ski, War­szawa: Fun­da­cja Nowo­cze­sna Pol­ska, s. 21. [wróć]

18. A. Clark, Natu­ral-Born Cyborgs: Minds, Tech­no­lo­gies, and the Future of Human Intel­li­gence, New York: Oxford Uni­ver­sity Press, 2003, s. 4-5. [wróć]

19. E. Phi­lips, Emo Phi­lips Live! At the Hasty Pud­ding The­atre, New York: HBO Video, 1987. [wróć]

20. Pisząc frag­ment poświę­cony ENIAC-owi, czer­pa­łam z nastę­pu­ją­cych źró­deł: T. Haigh, M. Prie­stley, C. Rope, ENIAC in Action: Making and Rema­king the Modern Com­pu­ter, Cam­bridge: MIT Press, 2016; S. McCart­ney, ENIAC: The Trium­phs and Tra­ge­dies of the World's First Com­pu­ter, New York: Wal­ker Publi­shing, 1999; J. Jen­nings Bar­tik, Pio­neer Pro­gram­mer: Jean Jen­nings Bar­tik and the Com­pu­ter That Chan­ged the World, Kirk­sville: Tru­man State Uni­ver­sity Press, 2013; W. Isa­ac­son, Inno­wa­to­rzy. O tym, jak grupa hake­rów, geniu­szy i geeków wywo­łała cyfrową rewo­lu­cję, tłum. K. Krzy­ża­now­ski, M. Strą­kow, M. Jóź­wiak, Kra­ków: Insi­gnis, 2016; A. Jacob­sen, The Pen­ta­gon's Brain: An Uncen­so­red History of DARPA, New York: Lit­tle, Brown, 2015; C.D. Mar­tin, ENIAC: The Press Con­fe­rence That Shook the World, "IEEE Tech­no­logy and Society Maga­zine", gru­dzień 1995; S. Levy, The Brief History of the ENIAC Com­pu­ter, "Smi­th­so­nian Maga­zine", listo­pad 2013; D.K. Alli­son, Using the Com­pu­ter: Epi­so­des Across 50 Years, refe­rat wygło­szony na kon­fe­ren­cji 24th Annual ACM Com­pu­ter Science Con­fe­rence, luty 1996; T.R. Ken­nedy, Elec­tro­nic Com­pu­ter Fla­shes Answers, May Speed Engi­ne­ering, "New York Times", 14.02.1946; Natio­nal Museum of Ame­ri­can History, ENIAC Accu­mu­la­tor #2, wpis na stro­nie Naro­do­wego Muzeum Histo­rii Ame­ry­kań­skiej, https://ame­ri­can­hi­story.si.edu/col­lec­tions/search/object/nmah_334742; Penn Engi­ne­ering, ENIAC at Penn Engi­ne­ering, wpis na stro­nie Uni­wer­sy­tetu Pen­syl­wa­nii, https://www.seas.upenn.edu/about/history-heri­tage/eniac/. [wróć]

21. T.R. Ken­nedy, dz. cyt. [wróć]

22. J. Jen­nings Bar­tik, dz. cyt., s. 25. [wróć]

23. T.R. Ken­nedy, dz. cyt. [wróć]

24. C.D. Mar­tin, Digi­tal Dre­ams: Public Per­cep­tions About Com­pu­ters, "ACM Inro­ads", nr 4 (wrze­sień 2013), s. 34-35. [wróć]

25. Cyt. za: T. Haigh, M. Prie­stley, C. Rope, dz. cyt. [wróć]

26. Cyt. za: C.D. Mar­tin, The Myth of the Awe­some Thin­king Machine, "Com­mu­ni­ca­tions of the ACM", nr 36 (kwie­cień 1993), s. 120-133. [wróć]

27. S.A. Slo­man, Ph.M. Fern­bach, The Know­ledge Illu­sion: Why We Never Think Alone, New York: River­head Books, 2017, s. 24-25. [wróć]

28. L.S. Blac­kwell, Psy­cho­lo­gi­cal Media­tors of Stu­dent Achie­ve­ment During the Trans­i­tion to Junior High School: The Role of Impli­cit The­ories, roz­prawa dok­tor­ska, Uni­wer­sy­tet Colum­bia, 2002. [wróć]

29. L.S. Blac­kwell, K.H. Trze­sniew­ski, C.S. Dweck, Impli­cit The­ories of Intel­li­gence Pre­dict Achie­ve­ment Across an Ado­le­scent Trans­i­tion: A Lon­gi­tu­di­nal Study and an Inte­rven­tion, "Child Deve­lop­ment", nr 78 (sty­czeń-luty 2007), s. 246-263. [wróć]

30. C.S. Dweck, Nowa psy­cho­lo­gia suk­cesu, tłum. A. Czaj­kow­ska, War­szawa: Muza SA, 2014, s. 13. [wróć]

31. L.S. Blac­kwell, K.H. Trze­sniew­ski, C.S. Dweck, dz. cyt. [wróć]

32. Zob. C.S. Dweck, dz. cyt. [wróć]

33. A.L. Duc­kworth, Ch. Peter­son, M.D. Mat­thews, D.R. Kelly, Grit: Per­se­ve­rance and Pas­sion for Long-Term Goals, "Jour­nal of Per­so­na­lity and Social Psy­cho­logy", nr 92 (czer­wiec 2007), s. 1087-1101. [wróć]

34. A.L. Duc­kworth, Upór: Potęga pasji i wytrwa­ło­ści, tłum. P. Cie­ślak, Łódź: Galak­tyka, 2016, s. 197. [wróć]

35. E. Pasqu­inelli, Neu­ro­my­ths: Why Do They Exist and Per­sist?, "Mind, Brain, and Edu­ca­tion", nr 6 (maj 2012), s. 89-96. [wróć]

36. M. Cobb, The Idea of the Brain: The Past and Future of Neu­science, New York: Basic Books, 2020. [wróć]

37. J.R. Searle, Minds, Bra­ins and Science, Cam­bridge: Harvard Uni­ver­sity Press, 1984, s. 44. [wróć]

38. J.H. Kel­logg, First Book in Phy­sio­logy and Hygiene, New York: Har­per & Bro­thers, 1888, s. 106. [wróć]

39. S.J. Gould, The Misme­asure of Man, New York: W.W. Nor­ton, 1996, s. 27. [wróć]

40. P. Bloom, Descar­tes' Baby: How the Science of Child Deve­lop­ment Expla­ins What Makes Us Human, New York: Nor­ton, 2004, s. 48. [wróć]

41. P. Sae-jin, Power Firm Seeks Every Method to Keep Mag­pies Off Power Poles, "Aju Busi­ness Daily", 03.07.2018. [wróć]

42. D.C. Geary, Reflec­tions of Evo­lu­tion and Cul­ture in Chil­dren's Cogni­tion: Impli­ca­tions for Mathe­ma­ti­cal Deve­lop­ment and Instruc­tion, "Ame­ri­can Psy­cho­lo­gist", nr 50 (sty­czeń 1995), s. 24-37. [wróć]

43. J.R. Flynn, Mas­sive IQ Gains in 14 Nations: What IQ Tests Really Measure, "Psy­cho­lo­gi­cal Bul­le­tin", nr 101 (marzec 1987), s. 171-191. [wróć]

44. J.R. Flynn, M. Shayer, IQ Dec­line and Pia­get: Does the Rot Start at the Top?, "Intel­li­gence", nr 66 (sty­czeń 2018), s. 112-121. [wróć]

45. N.S. Fitz, P.B. Reiner, Time to Expand the Mind, "Nature", nr 531 (marzec 2016), s. S9. [wróć]

46. Lumos Labs, mate­riały pra­sowe, https://www.lumo­sity.com/en/reso­ur­ces/. [wróć]

47. B. Sto­ja­no­ski i in., Tar­ge­ted Tra­ining: Conver­ging Evi­dence Aga­inst the Trans­fe­ra­ble Bene­fits of Online Brain Tra­ining on Cogni­tive Func­tion, "Neu­rop­sy­cho­lo­gia", nr 117 (sier­pień 2018), s. 541-450. [wróć]

48. D.J. Simons i in., Do 'Brain-Tra­ining' Pro­grams Work?, "Psy­cho­lo­gi­cal Science in the Public Inte­rest", nr 17 (paź­dzier­nik 2016), s. 103-186. [wróć]

49. N.D. Aksayli, G. Sala, F. Gobet, The Cogni­tive and Aca­de­mic Bene­fits of Cog­med: A Meta-Ana­ly­sis, "Edu­ca­tio­nal Rese­arch Review", nr 27 (czer­wiec 2019), s. 229-243. [wróć]

50. J.W. Kable i in., No Effect of Com­mer­cial Cogni­tive Tra­ining on Brain Acti­vity, Cho­ice Beha­vior, or Cogni­tive Per­for­mance, "Jour­nal of Neu­ro­science", nr 37 (sier­pień 2017), s. 7390-7402. [wróć]

51. G. Sala i in., Wor­king Memory Tra­ining Does Not Enhance Older Adults' Cogni­tive Skills: A Com­pre­hen­sive Meta-Ana­ly­sis, "Intel­li­gence", nr 77 (listo­pad-gru­dzień 2019), s. 1-13. [wróć]

52. Fede­ralna Komi­sja Han­dlu (FTC), Lumo­sity to Pay $2 Mil­lion to Set­tle FTC Decep­tive Adver­ti­sing Char­ges for Its 'Brain Tra­ining' Pro­gram, mate­riały pra­sowe udo­stęp­nione na stro­nie FTC, 05.01.2016, https://www.ftc.gov/news-events/press-rele­ases/2016/01/lumo­sity-pay-2-mil­lion-set­tle-ftc-decep­tive-adver­ti­sing-char­ges. [wróć]

53. M. Husain, M.A. Mehta, Cogni­tive Enhan­ce­ment by Drugs in Health and Dise­ase, "Trends in Cogni­tive Scien­ces", nr 15 (sty­czeń 2011), s. 28-36. [wróć]

54. Ch. Farr, This Start-Up Raised Mil­lions to Sell 'Brain Hac­king' Pills, but Its Own Study Found Cof­fee Works Bet­ter, CNBC, 30.11.2017. [wróć]

55. M.J. Farah, The Unk­nowns of Cogni­tive Enhan­ce­ment: Can Science and Policy Catch Up with Prac­tice?, "Science", nr 350 (paź­dzier­nik 2015), s. 379-380. [wróć]

56. A. Clark, wywiad prze­pro­wa­dzony przez N. Mit­chell, Natu­ral Born Cyborgs: Minds, Tech­no­lo­gies, and the Future of Human Intel­li­gence, "All in the Mind", Austra­lian Bro­ad­ca­sting Com­pany,18.05.2003. [wróć]

57. Tamże, s. 4, 10. [wróć]

58. A. Clark, D. Chal­mers, The Exten­ded Mind, "Ana­ly­sis", nr 58 (sty­czeń 1998), s. 7-19. [wróć]

59. J. Bag­gini, A Piece of iMe: An Inte­rview with David Chal­mers, "The Phi­lo­so­phers' Maga­zine", nr 43 (2008). [wróć]

60. K. Anders Erics­son, R.T. Krampe, C. Tesch-Römer, The Role of Deli­be­rate Prac­tice in the Acqu­isi­tion of Expert Per­for­mance, "Psy­cho­lo­gi­cal Review", nr 100 (lipiec 1993), s. 363-406. [wróć]

61. P.P. Maglio, M.J. Wenger, A.M. Cope­land, The Bene­fits of Epi­ste­mic Action Outwe­igh the Costs, refe­rat wygło­szony na kon­fe­ren­cji 25th Annual Con­fe­rence of the Cogni­tive Science Society, lipiec-sier­pień 2003. [wróć]

62. J. Coates, The Hour Between Dog and Wolf: Risk Taking, Gut Feelings, and the Bio­logy of Boom and Bust, New York: Pen­guin Press, 2012. Frag­ment poświę­cony pracy Johna Coatesa na Wall Street opra­co­wa­łam na pod­sta­wie tego źró­dła. Stam­tąd też (s. 98, 119) pocho­dzą poniż­sze cytaty. [wróć]

63. N. Kan­da­samy i in., Inte­ro­cep­tive Abi­lity Pre­dicts Survi­val on a Lon­don Tra­ding Floor, "Scien­ti­fic Reports", nr 6 (wrze­sień 2016). [wróć]

64. Zob. A.D. (Bud) Craig, Inte­ro­cep­tion: The Sense of the Phy­sio­lo­gi­cal Con­di­tion of the Body, "Cur­rent Opi­nion in Neu­ro­bio­logy", nr 13 (sier­pień 2003), s. 500-505. [wróć]