JAK POWSTAŁA TA KSIĄŻKA
Ziarno zostało zasiane wiele lat temu, kiedy jako młode matki brałyśmy udział w zajęciach dla rodziców, prowadzonych przez nieżyjącego już specjalistę w dziedzinie psychologii dziecka dr. Haima Ginotta. Wracając razem do domu z każdego spotkania, nie mogłyśmy wyjść z podziwu, jak wielką moc mają nowe metody porozumiewania się, i żałowałyśmy, że nie były nam one znane wiele lat temu, gdy zajmowałyśmy się dziećmi zawodowo - jedna z nas jako nauczycielka w nowojorskich szkołach średnich, a druga w domach sąsiadów na Manhattanie.
Nie mogłyśmy wtedy przewidzieć, jakie będą skutki naszych doświadczeń. Dwadzieścia lat później książki, które napisałyśmy, by pomóc rodzicom, osiągnęły nakład dwóch milionów egzemplarzy i zostały przetłumaczone na ponad dwanaście języków; prelekcje wygłaszane niemal we wszystkich stanach USA i prowincjach Kanady spotykały się z entuzjastycznym przyjęciem; ponad pięćdziesiąt tysięcy grup w miejscach tak odległych jak Nikaragua, Kenia, Malezja czy Nowa Zelandia korzystało na zajęciach z naszych programów szkoleniowych nagranych na kasety audio i wideo. I przez cały czas w ciągu tych dwudziestu lat nauczyciele informowali nas, jak zmieniało się ich podejście do uczniów pod wpływem uczęszczania na nasze wykłady, uczestniczenia w kursach bądź przeczytania jednej z naszych książek. Wciąż od nowa zachęcali nas do napisania podobnej książki specjalnie dla nich. Nauczycielka z Troy w Michigan napisała:
Po dwudziestu latach pracy z trudnymi, nieznośnymi uczniami byłam ogromnie zdumiona, jak wielu sposobów nauczyłam się z waszych książek dla rodziców... Obecnie w rejonie, w którym pracuję jako nauczycielka, opracowywany jest nowy, szeroko zakrojony program wdrażania dyscypliny. Mocno wierzę, że filozofia zaprezentowana w waszej książce powinna stanowić kamień węgielny nowego programu. Czy rozważałyście, Panie, napisanie książki specjalnie dla nauczycieli?
Pracownik społeczny ze szkoły we Florissant w Missouri napisał:
Ostatnio przekazałem rodzicom z mojego okręgu program szkoleniowy "Jak mówić, żeby dzieci słuchały". Jedna z matek, która również pracuje jako nauczycielka, zaczęła stosować nowe metody w klasie i zaobserwowała, że ma o wiele mniej problemów wychowawczych. Nie uszło to uwagi dyrektorki, która martwiła się, że coraz częściej w jej szkole stosowane są kary cielesne i rośnie liczba uczniów zawieszonych w swych prawach. Zmiany, które nastąpiły w tej jednej klasie, wywarły na niej takie wrażenie, że poprosiła mnie o zorganizowanie zajęć dla całego grona pedagogicznego.
Rezultaty były piorunujące. Gwałtownie spadło stosowanie kar cielesnych, zmniejszyła się liczba uczniów zawieszonych oraz absencja na lekcjach, a wzajemny szacunek zdawał się wypełniać szkołę.
Kurator z Nowego Jorku pisała:
Wielką troską napawa mnie rosnąca liczba dzieci, które przynoszą do szkoły noże i pistolety. Nie opuszcza mnie przekonanie, że wzmocnienie ochrony i zaostrzenie kontroli nie jest dobrym rozwiązaniem. Mogłoby nim być nawiązanie porozumienia. Być może gdyby nauczyciele znali metody, które opisujecie, byliby w stanie lepiej wskazać dzieciom, w jaki sposób wyładować gniew bez stosowania przemocy. Czy nie chciałybyście, Panie, napisać książki dla nauczycieli, dyrektorów szkół, rodziców współpracujących ze szkołą, pracowników pomocniczych, kierowców szkolnych autobusów, sekretarek itp., itp., itp.?
Rozważyłyśmy te sugestie z całą powagą, ale w końcu doszłyśmy do wniosku, że nie możemy podejmować się takiego zadania. Przecież nie znałyśmy realiów współczesnej szkoły.
A jednak przeznaczenie chciało inaczej - zadzwoniły do nas Rosalyn Templeton i Lisa Nyberg. Lisa uczyła trzecie i czwarte klasy w szkole podstawowej w Springfield w Oregonie, a Rosalyn szkoliła przyszłych nauczycieli na Uniwersytecie Bradleya w Peorii, Illinois. Obie stwierdziły, że martwi je powszechne stosowanie w szkołach środków przymusu i kar jako jedynych metod wychowawczych. Powiedziały, że od dłuższego czasu poszukują materiałów, które wskazałyby nauczycielom, jak inaczej mogą pomóc uczniom, by stali się bardziej samodzielni i zdyscyplinowani. Kiedy przeczytały książkę Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały..., stwierdziły, że właśnie tego szukały, i poprosiły o zgodę na napisanie wersji dla nauczycieli.
Z kolejnych rozmów wynikało, że mają bardzo rozległe doświadczenia. Obie panie uczyły w szkołach miejskich, podmiejskich, a także na prowincji w różnych częściach kraju; obie miały doktoraty z pedagogiki; obie wielokrotnie prowadziły zajęcia na kursach dla nauczycieli.
Zadanie, którego obawiałyśmy się podjąć przez tak długi czas, stało się nagle wykonalne. Jeśli prócz własnych doświadczeń nauczycielskich i materiałów od nauczycieli, gromadzonych przez ponad dwadzieścia lat, mogłybyśmy również wykorzystać obecne i dawne doświadczenia tych dwóch nauczycielek, nic nie stałoby już na przeszkodzie.
Latem Rosalyn i Lisa spotkały się z nami. Od początku przypadłyśmy sobie do gustu. Gdy ustaliłyśmy, jaki kształt mogłaby mieć ta książka, postanowiłyśmy uczynić jej narratorką młodą nauczycielkę, która usiłuje znaleźć lepsze metody porozumiewania się z uczniami. Jej doświadczenia będą kompilacją naszych. Narracja zostanie wzbogacona elementami występującymi w naszych poprzednich książkach: rysunkami, streszczeniami, pytaniami i odpowiedziami na nie oraz wieloma przykładami.
Im dłużej rozmawiałyśmy, tym bardziej oczywisty stawał się fakt, że jeśli chcemy jak najpełniej przekazać, czego wymaga edukacja dziecka, to musimy zwrócić uwagę także na to, co się dzieje poza klasą, i poświęcić wiele miejsca pierwszym i niezmiennym nauczycielom dziecka - rodzicom. Cokolwiek dzieje się w szkole między godzinami 8 a 15, ogromny wpływ na to ma dom. Obojętnie, jak dobre intencje mają nauczyciel i rodzice, jeśli obie strony nie posiadają odpowiednich narzędzi, by te intencje zrealizować, dziecko znajduje się na przegranej pozycji.
Rodzice i nauczyciele muszą połączyć siły i nawiązać partnerską współpracę. Obie strony muszą dostrzegać różnicę między słowami, które demoralizują, a tymi, które dodają odwagi; między słowami prowokującymi konfrontację, a tymi, które zachęcają do współpracy; między słowami uniemożliwiającymi dziecku myślenie i koncentrację a tymi, które pobudzają naturalne pragnienie uczenia się.
Nabrałyśmy przekonania, że spoczywa na nas dodatkowy obowiązek wobec współczesnych dzieci. Nigdy dotąd tak wielu młodych ludzi nie było atakowanych tyloma obrazami bezsensownego okrucieństwa. Nigdy dotąd nie byli świadkami rozwiązywania tak wielu problemów za pomocą kul i bomb. Nigdy dotąd nie zaistniała tak paląca potrzeba pokazania dzieciom na ich własnym przykładzie, że nieporozumienia można zażegnać dzięki uczciwej i pełnej szacunku rozmowie. To najlepsza ochrona przed ich agresywnymi odruchami, jaką jesteśmy w stanie im zapewnić. Kiedy nadchodzi nieunikniona chwila frustracji i wściekłości, zamiast sięgać po broń - mogą użyć słów, które słyszeli od najważniejszych osób w swoim życiu.
Z tym przekonaniem podjęłyśmy się napisania tej książki. Trzy lata później, po wielu kolejnych dyskusjach, miałyśmy wreszcie w ręku gotowy maszynopis i odczuwałyśmy głębokie zadowolenie. Udało nam się stworzyć przejrzysty zbiór zasad "Jak mówić, żeby dzieci się uczyły w domu i w szkole". Przedstawiłyśmy konkretne przykłady zachowań i język, który jest tak ważny w procesie nauczania. Pokazałyśmy, jak stworzyć klimat emocjonalny, w którym dziecko będzie mogło z poczuciem bezpieczeństwa otworzyć się na nowe i nieznane rzeczy; jak skłonić dziecko do odpowiedzialności i samodyscypliny. Opisałyśmy niezliczone metody pomagające dziecku uwierzyć w siebie.
Mamy szczerą nadzieję, że idee przedstawione w tej książce pomogą wam dostarczyć inspiracji i siły młodym ludziom, z którymi zetkniecie się na swej drodze.