Jak meble uciekły z domu - Katarzyna Michalec

Kup ebooka

10.25 zł
8.70 zł (2,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ I

- Tego już za wiele! - wrzasnął rozwścieczony taboret, bo kot Marcela zrobił mu pazurami cztery długie rysy. - Zmiataj stąd! No już, ty wstrętny kocurze! Jak ta noga teraz wygląda? Ach, w tym domu nie mają żadnego szacunku do mebli.

Taboret tak się rozzłościł, że aż się przewrócił i przygniótł kotu ogon. Przerażone zwierzę narobiło tyle krzyku, że natychmiast zbiegła się cała rodzina. Marcel wziął na ręce swojego ulubieńca, a winą za ten wypadek obarczył taboret. Twierdził, że strasznie się on chwieje, gdyż ma za krótką nogę i najlepiej było by go wyrzucić na śmietnik.

- Sam masz za krótką nogę - mruknął przez zęby taboret. - To ta wasza podłoga jest krzywa, a nie moje nogi. I mógłbyś wreszcie wyrzucić za drzwi tego kocura, bo następnym razem odgryzę mu ten zapchlony ogon.

- Ale mu wygarnąłeś - powiedziała stojąca w przedpokoju komoda. - Wiesz, ja też już mam tego wszystkiego po dziurki w nosie. Nie masz pojęcia, co oni do mnie wrzucają. Już mnie od tego ciągłego wkładania i wyjmowania wszystkie szuflady bolą. I nikt nawet nie pomyśli, aby nasmarować skrzypiące zawiasy. Co za ludzie, myślą wyłącznie o sobie.

- A co ja mam powiedzieć? - wtrącił się stół. - Cały kleję się od gum do żucia, które Marcel przykleja przed obiadem. I nikt nie raczy zajrzeć pod blat, aby sprawdzić, co się tam dzieje. W dodatku ciągle coś rozlewają. A ostatnio nawet pan Feliks wysypał pieprz z pieprzniczki. Myślałem, że jak kichnę, to cały obiad wyląduje na suficie. Z trudem się powstrzymałem. Trzeba coś z tym zrobić.

- Racja! - krzyknął z pokoju fotel. - Ja też mam już dosyć tych okruchów po jedzeniu, które zostawia pan Feliks. A potem puszcza te okropne bąki.

- A fe! O fuj! Ojej! - odezwały się meble.

I na tym się skończyło, bo rodzina właśnie zasiadała do śniadania.

Po śniadaniu cała rodzina państwa Raczkowskich wyjechała z domu i wszystko wskazywało na to, że nie wrócą przed wieczorem. Zatem meble miały sporo czasu, aby się naradzić i ułożyć plan. Jaki? Ucieczki, oczywiście. Tak, tak, meble chciały uciec z domu i znaleźć sobie nowy. Taki, w którym zostaną docenione. Domu, w którym będą o nie dbać. Albo wcale nie będą szukać domu, tylko podróżować sobie po świecie? To się jeszcze okaże.

- Wszyscy już są? - zapytała komoda, która stanęła na środku salonu.

- Nie, brakuje taboretu - zauważył stół.

- Taboret! Taboret, gdzie ty się podziewasz?

- Zaraz do was dołączę! - krzyknął z kuchni taboret, który kończył upychać kota w koszu na śmieci.

- Co się tam dzieje? - stół słysząc głośne miauczenie, postanowił to sprawdzić. - Co ty wyprawiasz? Zostaw tego kocura, bo przysporzysz sobie kłopotów.

Taboret posłuchał przyjaciela i puścił kota, a ten natychmiast wyskoczył z kosza i pędem pobiegł po schodach na górę. Tymczasem w salonie toczyła się poważna rozmowa.

- Teraz albo nigdy - oznajmiła komoda.

- Co teraz albo nigdy? - zapytał taboret, wchodząc do salonu.

- Uciekamy stąd, i to zaraz.

- Tak nagle? A to nie jest zbyt ryzykowne? Może jeszcze to przedyskutujemy. - Stół miał wątpliwości, czy to na pewno dobry pomysł.

- A nad czym tu dyskutować? Po prostu opuszczamy ten dom i już. W końcu żyje się tylko raz. - Komoda była zdecydowana na ucieczkę.

- No dobrze, tylko dokąd pójdziemy? W którą stronę? - zapytał taboret.

- Zapytajmy regału. Ten ciągle siedzi w książkach, więc na pewno wie co nieco o świecie - zaproponowała komoda.

- Taa... - Zwątpił taboret. - Regał siedzi w książkach, ale jak dotąd żadnej nie przeczytał.

- No, no - oburzył się regał, który dotychczas siedział cicho w kącie. - Wypraszam sobie. Przeczytałem książkę kucharską, powieść fantastyczną i słownik języka chińskiego.

- A atlas geograficzny? - wtrącił taboret.

- No, właśnie atlasu jeszcze nie przeczytałem.

- A mapę drogową? - dodał stół.

- No, tego też nie - speszył się regał.

- To przynajmniej zagadaj coś po chińsku.

- Yy... Ee...

- A nie mówiłem? Regał nic nie wie o świecie.

- Ale jeszcze przeczytałem podręcznik pierwszej pomocy - próbował się bronić.

- Tylko po co nam pierwsza pomoc?

- W razie jakiegoś wypadku. Dzięki temu będziecie wiedzieć, jak opatrzyć ranę.

- I co? Może rozbiję sobie kolano i poleje mi się krew? - zadrwił stół. - Regał, człowieku obudź się. Przecież meble nie mają krwi. Co najwyżej mogą nas zaatakować korniki! - I wszyscy ryknęli śmiechem.

- A jeśli złamiesz nogę? - Mądrzył się regał.

- To proste, wbijemy gwóźdź i po sprawie.

Regał już więcej się nie odezwał.

- Ale zaraz, zaraz. Co znaczy "wy będziecie mieć wypadek"? Przecież idziesz z nami - powiedział fotel.

- O nie. Ja zostaję. Mam jeszcze sporo książek do przeczytania.

- Ja też zostaję - odezwała się szafa. - Nigdzie nie będę miała tyle strojów, co tutaj.

- Więc jaki problem? Zabierzesz je ze sobą. - Taboret znalazł wyjście z sytuacji.

- Nie ma mowy. Nie będę taszczyć takiego ciężaru. Zostaję i już.

- No dobrze. W takim razie, kto idzie?

Na ucieczkę zdecydowały się cztery meble: komoda, taboret, stół i fotel. W domu został zaczytany regał, szafa strojnisia, wiecznie zaspane łóżko i cała reszta, która nie miała ochoty na żadne przygody.