Jak kochać zwierzęta. W świecie człowieka - Henry Mance

Reflow text when sidebars are open.
Miłość jest niezwykle trudnym uświadomieniem sobie, że coś innego niż my jest rzeczywiste. Miłość [...] to odkrycie rzeczywistości. Iris Murdoch
Aby zachować pozory celowego działania na tym świecie, musimy wierzyć, że są rzeczy słuszne i niesłuszne. Joan Didion
Widziałem najlepsze umysły swojego pokolenia zniszczone przez filmiki z kotami. Zwierzaki ślizgające się na lśniących posadzkach, wskakujące do pudeł, źle obliczające trajektorię potrzebną dla wylądowania na dachu sąsiedniego domu. To była złota era Internetu, a potem na scenę wkroczyli antyszczepionkowcy oraz antyantyfaszyści i zepsuli wszystko.
Te filmiki mówiły coś o nas samych. Uważamy się za miłośników zwierząt. Chłoniemy filmy przyrodnicze i zabawne opowieści o zwierzęcych wyczynach. Czujemy sympatię do polityków, którzy przytulają zwierzęta; ich zwierzaki mogłyby być znacznie pewniejsze wyboru na kolejną kadencję niż oni sami.
Ale ta miłość do zwierząt jest wątpliwa. Wiemy, że nasze społeczeństwo poszło w innym kierunku. Naciskani przyznajemy, że większość zwierząt hodowlanych zapewne wiedzie kiepski żywot i że wiele dzikich zwierząt traci swoje siedliska. Wolelibyśmy, żeby sytuacja wyglądała inaczej, ale taka jest cena naszego dostatku.
Tak więc nie myślimy wiele o zwierzętach. Choć zawdzięczamy im znaczną część naszej żywności i ubrań, choć odpowiadały za rozkwit oraz upadek ludzkich społeczeństw i choć prawdopodobnie przetrwają na Ziemi dłużej niż człowiek, nie zastanawiamy się nad ich egzystencją.
Wydaje się, że żyjemy na planecie ludzi. Mieszkając w mieście, jak większość dzisiejszej populacji świata, przez cały dzień widuję ledwie garstkę zwierząt. Mijam gołębie, odganiam muszki owocowe, delikatnie usuwam moją kotkę Crumble z rogu gazety, który próbuję właśnie przeczytać - i dalej robię swoje. Zwierzęta pojawiają się w oklepanych metaforach i oryginalnych znakach graficznych, ale nie jako istoty, które stanowią większość świadomych stworzeń. Jesteśmy tylko jednym spośród mniej więcej 500 gatunków naczelnych, 6400 gatunków ssaków i, wedle najlepszych oszacowań, 7-8 milionów gatunków zwierząt. Jak często przyjmujemy to do wiadomości?
Kiedy już zdarza nam się myśleć o zwierzętach, dzielimy je na gatunki i grupy: krowy, psy, lisy, słonie i tak dalej. Po czym przypisujemy im miejsca w naszym świecie: krowy trafiają na talerze, psy na kanapy, lisy na wysypiska śmieci, słonie do ogrodów zoologicznych, a miliony dzikich zwierząt żyją sobie gdzieś tami przy odrobinie szczęścia zobaczymy je w następnym serialu Davida Attenborough. Ta umiejętność szufladkowania jest niezwykle pomocna: pozwala nam się wyżywić, znaleźć towarzystwo i rozrywkę oraz trzymać się z dala od groźnych zwierząt. Sprawia, że za każdym razem, gdy sięgamy po kanapkę, nie wdajemy się w debatę filozoficzną. Ratuje nas przed poczuciem winy z powodu samego faktu istnienia.
Jednak owe przegródki są wątłe. Prawdę mówiąc, rozsypują się na naszych oczach. Niemal codziennie zaskakują nas nowe odkrycia na temat innych mieszkańców naszej planety. Zwierzęta, które traktowaliśmy jako pożywienie - zwłaszcza świnie i krowy - są dziś postrzegane jako istoty o złożonym życiu psychicznym i społecznym. Zwierzęta, które przez wieki uważaliśmy za zbędne - jak wilki i bobry - okazują się ważnym elementem przyrody. Zwierzęta, które uważamy za bezcenne - jak jaguary i orangutany - tracą przestrzeń życiową z powodu postępów ludzkości.
Przegródki te więcej mówią o nas samych niż o zwierzętach. Im bardziej bezinteresowna jest nasza miłość do zwierząt, tym bardziej wątpliwe stają się te podziały. Na Zachodzie uważamy na ogół za niewłaściwe, że w Japonii jada się wieloryby, w Korei Południowej psy, a w Kambodży szczury. Spróbujmy jednak wyjaśnić, dlaczego można jeść świnie i krowy, ale nie wieloryby i psy, a wpadniemy w filozoficzną pułapkę - jak gangster w Pulp Fiction Quentina Tarantino, który argumentuje, że pies nie może być plugawym zwierzęciem, bo "psy mają osobowość". Świnie też mają osobowość. Dlaczego więc nie przeszkadza nam, że tylko w tym roku zabitych zostanie 1,5 miliarda świń, ale oburza nas zarżnięcie psa? Dlaczego świnie można trzymać w gołych klatkach, a psów nie? Dlaczego moralny sprzeciw budzi zabicie kilkunastu wielorybów, lecz nie używanie sieci rybackich, w które zaplątują się setki delfinów?
Nieco upraszczając, miłość do zwierząt, tak jak racjonalne myślenie, jest jedną z podstawowych wartości zachodniego społeczeństwa. Lecz to, jak traktujemy zwierzęta, nie przystaje do żadnej z nich - rządzi tym tradycja i bezwład. Nikt nie głosowałby za masowym wymieraniem dzikich zwierząt; z pewnością nie same zwierzęta. Bóg raczy wiedzieć, jak wyjaśnimy to następnemu pokoleniu. A jednak dzieje się to na naszych oczach. Karol Darwin stwierdził, że rumieniec jest najbardziej ludzkim ze wszystkich środków ekspresji - i dobrze się składa, gdyż mamy mnóstwo powodów, żeby się rumienić.
Przed atakiem koronawirusa optymiści często mówili, że teraz jest najlepszy czas dla ludzi - że gdyby można było wybrać sobie do życia dowolny okres w dziejach, wybór powinien paść właśnie na naszą epokę. Ale co wybrałyby inne zwierzęta? Gdybyście urodzili się dziś jako ssaki inne niż ludzie, to bardziej prawdopodobne niż kiedykolwiek, że przyszlibyście na świat w gospodarstwie przemysłowym, w ciasnocie i nienaturalnych warunkach. Na wielkiej fermie mlecznej krowa wytwarza może nawet cztery razy więcej mleka niż sto lat temu, ale jej oczekiwana długość życia spadła. Jako dzikie zwierzę bylibyście zapewne bardziej niż poprzednie pokolenia zagrożeni utratą siedliska - albo zmianą klimatu, do której nie zdołalibyście się przystosować. Wskaźnik Żyjącej Planety [Living Planet Index] pokazuje, że od roku 1970 populacje dzikich zwierząt skurczyły się przeciętnie o dwie trzecie. Z powodu wzrostu handlu zwierzętami, zwłaszcza w Azji, równie wielkie byłoby ryzyko, że zostaniecie schwytani i będziecie trzymani w okrutnych warunkach. Życie psa w dzisiejszej Ameryce, wylegującego się na kanapie, zajadającego organiczne ciasteczka i mającego zabawne konto na Instagramie, może się wydawać godne pozazdroszczenia, ale gdybyśmy mieli losowo odrodzić się w innej postaci, byłoby dwadzieścia razy bardziej prawdopodobne, że skończymy jako amerykański kurczak z hodowli przemysłowej. Czy jakiekolwiek zwierzę, mając wolny wybór, chciałoby się urodzić w dzisiejszych czasach? Nie sądzę.
Co by się stało, gdybyśmy myśleli o zwierzętach - wszystkich zwierzętach? Czy inaczej pozyskiwalibyśmy żywność, traktowali świat przyrody i patrzyli na zwierzęta w zoo?
Jak wielu ludzi, pokochałem zwierzęta, bo uważałem, że są piękne. W domu mieliśmy psa, a rodzice zabierali mnie do zoo. Oglądaliśmy w telewizji wyścigi Grand National i nie mogłem zrozumieć, dlaczego konie bez dżokejów są dyskwalifikowane - czy to nie ciekawe, że biegną szybciej, gdy pozbędą się jeźdźca? Na uniwersytecie z troski o środowisko byłem przez krótki czas wegetarianinem, dopóki nie kliknąłem na niewłaściwą opcję w rozwijalnym menu i w efekcie podczas długodystansowego lotu dostałem do jedzenia tylko surową marchew. Jako dwudziestolatek zająłem się fotografią. Obsesyjnie próbowałem oddać na zdjęciu szybkość kolibrów, detale pasikoników oraz inne cuda zwierzęcego świata. W duchu George'a Besta wydawałem dziewięćdziesiąt procent swoich pieniędzy na obiektywy do aparatu; resztę po prostu trwoniłem.
Zwierzęta są znakomitymi modelami. Kilka srebrnych rybek połyskujących na nabrzeżu. Orangutan z Borneo huśtający się nonszalancko wśród drzew. Młody hipopotam na kolumbijskiej farmie należącej niegdyś do barona narkotykowego Pabla Escobara, który, w odróżnieniu ode mnie, uważał surową marchew za całkiem godziwą strawę. Im bliżej przyglądamy się innym stworzeniom, tym bardziej zdumiewające się wydają. Podczas powrotnego rejsu z jednej z fotograficznych wypraw, obserwując maskonury zmagające się z północnomorskim wiatrem, by wrócić do swoich gniazd, podsłuchałem małego chłopca szepczącego poważnie do rodziców: "Uwielbiam maskonury". Ja też uwielbiam maskonury, pomyślałem. Ale co właściwie dla nich zrobiłem poza tym, że je fotografowałem? Czy mój podziw w czymkolwiek poprawił ich los? Czy odpłaciłem przyjemność, jaką mi dały? Byłem miłośnikiem zwierząt w teorii, ale chyba nie w praktyce.
W dzisiejszych czasach swobodnie używamy słowa "kochać", odnosząc je do wszystkiego, od rodziców po serwetki. Iris Murdoch uważała, że miłość jest kluczowym pojęciem filozofii moralnej, siłą, która pozwala nam wykroczyć poza egoizm. Miłość, według niej, bierze się z umiejętności zwracania uwagi na inne istoty. Prowadzi nas to do dbania o ich dobro i sprawiedliwego postępowania wobec nich. Chociaż Murdoch miała na myśli miłość między ludźmi, tę jej koncepcję łatwo przenieść na to, jak traktujemy inne gatunki. Zachęca nas do postrzegania miłości nie jako czegoś, co wyznajemy, ale jako czegoś, co praktykujemy przez docenianie indywidualności innych stworzeń i uświadamianie sobie własnych uprzedzeń.
Postanowiłem poddać się testowi. Chciałem się przekonać, czy moja miłość do zwierząt ma odzwierciedlenie w moim postępowaniu, czy też - jak moja miłość do kina autorskiego - jest głównie teoretyczna. Zachwycanie się cudami zwierzęcego świata na filmach przyrodniczych to jedno; ja chciałem coś zrobić. Chciałem spojrzeć poza fizyczne piękno zwierząt i zrozumieć, jakie jest ich miejsce w naszym świecie. Chciałem stanąć oko w oko z realiami ferm i rzeźni, ogrodów i sklepów zoologicznych, oceanów i lasów. Czy traktowałem zwierzęta sprawiedliwie? Jeśli nie, czy potrafiłbym znaleźć lepszy sposób? To był zwierzęcy test. Doświadczenie to wyprowadziło mnie poza moją bańkę i pod wieloma względami zmieniło sposób, w jaki żyję. Wierzę, że może zmienić sposób, w jaki żyjemy my wszyscy.
Ale dlaczego w ogóle powinniśmy sprawiedliwie traktować zwierzęta?
W pewnym słynnym eksperymencie psychologicznym badacze zostawiają dziecko w pokoju z jednym cukierkiem. Mówią mu, że jeśli poczeka i nie zje go od razu, dostanie drugiego. Przeciętny przedszkolak potrafi się powstrzymać przed zjedzeniem cukierka niecałe dziesięć minut. Eksperyment ten demonstruje typowo ludzkie doświadczenie - próbę kontrolowania swych pragnień i planowanie przyszłości.
Ale czy to naprawdę jest typowo ludzkie? Podobny test obmyślono dla szympansów: pokazano im nagrody, które miały się pomnożyć, jeśli cierpliwie zaczekają. Szympansy radziły sobie mniej więcej tak dobrze jak dzieci - niektóre wstrzymywały się aż dwadzieścia minut. Wykorzystywały nawet tę samą taktykę co dzieci, sięgając po zabawki, żeby odwrócić swoją uwagę od smakołyka. Tymczasem afrykańska papuga żako, której kazano "zaczekać" na smaczniejszego orzecha, zdołała oprzeć się pokusie przez piętnaście minut. Takie eksperymenty sugerują, że przynajmniej niektóre zwierzęta mają świadomość przyszłości - potrafią ocenić różne opcje i zrobić użytek z czegoś, co u ludzi nazywamy wolną wolą.
Przez wieki myśliciele od Arystotelesa po Karola Marksa próbowali wskazać rzeczy, do których zdolni są tylko ludzie. Byliśmy niegdyś definiowani jako gatunek wytwarzający narzędzia. Potem Jane Goodall zobaczyła dzikiego szympansa formującego patyk, aby łowić termity. Dziś jasne jest, że nie był to jednorazowy wyczyn: powstała nawet teoria, że kobry wykształciły umiejętność plucia jadem, żeby bronić się przed wyposażonymi w narzędzia ssakami naczelnymi. Inne zwierzęta nie tylko posługują się narzędziami, ale także je wykonują. W niedawnych eksperymentach wrony brodate z Nowej Kaledonii montowały narzędzia z wielu części, by wydobyć pożywienie z pudełka. Wydaje się, że korzystanie z narzędzi sprawia im frajdę.
Inne zwierzęta też są zdolne do procesów myślowych. Kea, duże papugi żyjące na Nowej Zelandii, mają instynktowne wyczucie prawdopodobieństwa. Gdy postawi się przed nimi dwa słoje zawierające mieszankę rzeczy jadalnych i niejadalnych, ptaki nie wybierają słoja z największą ilością jedzenia, ale ten, w którym jest najwięcej rzeczy jadalnych w stosunku do niejadalnych. Kea zauważają też, kiedy badacz wyjmujący przedmioty ze słojów nagina wyniki, zawsze wybierając rzecz jadalną. Wielkość i budowa ptasich mózgów są znacznie mniejszym ograniczeniem, niż wydawało się ludziom. Niektóre papugi i szympansy potrafią posługiwać się słowami: pewien szympans nauczony słów "zielony" i "banan" wymyślił połączenie "zielony banan" na określenie ogórka. Nieświszczuki (pieski preriowe) wydają odmienne okrzyki ostrzegawcze na widok kojota, psa, człowieka lub myszołowa. Co więcej, mając do czynienia z czymś, czego nigdy wcześniej nie widziały, niezależnie wynajdują identyczny okrzyk na jego oznaczenie. Złożona komunikacja nie jest wyłączną domeną ssaków. Pszczoły mają sposób informowania się nawzajem o lokalizacji nektaru - swego rodzaju taniec wewnątrz ula związany z położeniem słońca. Pamiętają różne lokalizacje przez wiele dni. Eksperymentatorzy zorganizowali nawet rodzaj "pszczelego futbolu": w doświadczeniu, w którym pszczoły dostają słodzoną wodę za umieszczenie piłki w dołku, pszczoła, która nigdy wcześniej nie wykonywała tego zadania, potrafi znaleźć bardziej efektywną drogę do celu. Jest to zadanie, przed jakim te owady nigdy nie stanęłyby w naturze. Jednak "wydaje się, że w grę wchodzi raczej jakiś rodzaj świadomości pożądanego wyniku niż zwykłe naśladownictwo", mówi Lars Chittka, profesor psychologii z Queen Mary University of London. Pająki przędą sieci, wykorzystując do tego wszystkie osiem nóg, ale regularnie tracą odnóża, a mimo to ich pajęczyny wciąż wyglądają podobnie. Jedna z interpretacji mówi, że mają one mentalny obraz konstrukcji, którą tworzą, i dostosowują swoje działania do okoliczności. Ich mózgi są maleńkie, ale być może efektywniej wykorzystują swój skromny potencjał.
Wiemy, z pewną dozą pewności, że niektóre zwierzęta rozpoznają się w lustrze, co świadczy o tym, że są świadome swego istnienia, to zaś jest warunkiem koniecznym, aby mogły zrozumieć emocje innych stworzeń. Zwierzęta potrafią nauczyć się użytecznych zachowań i przekazywać je dalej: kiedy w Wielkiej Brytanii butelki z mlekiem zaczęto zamykać foliowym kapslem, sikory bogatki i modraszki odkryły, że można wydziobać w nim otwór, a praktyka ta rozprzestrzeniła się na cały kraj. Dzięki tej formie uczenia się i naśladownictwa jeden gatunek może wytworzyć różne kultury. Za sprawą środowiska, w jakim żyje, albo po prostu eksperymentów, jedna grupa słoni lub wielorybów może robić pewne rzeczy inaczej niż inna - na tej samej zasadzie, jak jedna ludzka społeczność różni się od drugiej.
Tak więc zwierzęta są bystre, ale do jakich odczuć są zdolne? Nie możemy podejrzeć, co się dzieje w głowie goryla, tak jak nie możemy podejrzeć, co się dzieje w głowie drugiego człowieka. Nie możemy dowiedzieć się od zwierząt, co czują. Możemy jedynie obserwować ich zachowanie i badać ich ciała, nie zakładając z góry, że są to istoty ograniczone. Możemy też próbować zgłębić motywy stojące za ich zachowaniem, na przykład wykorzystując testy, w których zwierzę musi dokonać wyboru, ujawniając w ten sposób swoje preferencje. Ludzie doświadczają bólu dzięki wyspecjalizowanym zakończeniom neuronów, ośrodkowemu układowi nerwowemu i korze nowej mózgu. Inne ssaki mają podobne struktury. U ptaków, jak się wydaje, pewna część mózgu pełni analogiczne funkcje. Co więcej, wiele zwierząt poddanych działaniu bolesnego bodźca uczy się go unikać - albo płaci za możliwość ulżenia bólowi, tak jak my wleczemy się do apteki, gdy migrena staje się trudna do zniesienia.
Świadectwa prowadzą nas dziś do niemal nieuniknionego wniosku, że zwierzęta doświadczają emocji. Kiedy słonie afrykańskie spotykają się po okresie rozłąki, stopniują powitania zależnie od tego, kogo witają i jak dobrze go znają. "Nawet w przypływie największego rygoryzmu naukowego nie mam wątpliwości, że słonie czują radość, gdy widzą się ponownie", pisze Cynthia Moss, jedna z pierwszych badaczek zachowań słoni. "Może ona być niepodobna, a nawet nieporównywalna do ludzkiej, ale to jest słoniowa radość i odgrywa bardzo ważną rolę w całym ich systemie społecznym".
Jeszcze w 1987 roku The Oxford Companion to Animal Behaviour stwierdzał, że zwierzęta "wykazują tylko kilka podstawowych emocji": strach, radość, być może gniew. Miałem podobnie myślących kolegów na uniwersytecie. Ale jeśli zdefiniować żałobę jako odmienne zachowanie po śmierci krewnego, to o słoniach afrykańskich można powiedzieć, że są do niej zdolne. W 2018 roku nowo narodzona orka padła u wybrzeży Kolumbii Brytyjskiej; jej matka raz po raz nurkowała, żeby wydźwignąć ją na powierzchnię. Musiało być dla niej jasne, że jej dziecko nie żyje, a mimo to holowała je co najmniej siedemnaście dni i tysiąc mil. Inne orki i delfiny pływały z martwymi młodymi około tygodnia. Nie wiemy, jak powszechne jest takie zachowanie w świecie zwierząt, ale instynkt macierzyński nie jest właściwy wyłącznie ssakom: zaobserwowano, że nawet niektóre węże strzegą swoich młodych.
Sprawiedliwość może wydawać się rodzajem złożonych kalkulacji, do jakich zdolni są tylko ludzie. Są jednak logiczne powody, dla których inne zwierzęta mogły wykształcić umiejętność współpracy, zamiast ryzykować odtrącenie przez pobratymców. Niektóre naczelne i psy zdradzają poczucie sprawiedliwości - na przykład dzieląc się pożywieniem. Być może nie jesteśmy nawet jedynym gatunkiem skłonnym do altruistycznych zachowań wobec przedstawicieli innych gatunków: badaczka Joyce Poole udokumentowała przypadek słonicy, która pilnowała pasterza ze złamaną nogą. (Trzeba przyznać, że to właśnie ta słonica mu ją złamała, aczkolwiek nieumyślnie).
Czy zwierzęta miewają huśtawki nastrojów? Ludzie reagują inaczej na obojętne bodźce, jeżeli wcześniej otrzymali bodziec pozytywny - to dlatego, mając dobry dzień, kupujemy losy na loterię. Podobnie świnie przejawiają większy optymizm - na przykład ochoczo badając nieznane obiekty - jeśli mieszkają w odpowiednich warunkach, mając pod dostatkiem słomy i przestrzeni. Pszczoły także potrafią zachowywać się optymistycznie.
Czy zwierzęta są indywidualnościami? Każdy właściciel zwierzaka zna odpowiedź. Jeden z moich ulubionych przykładów pochodzi od chińskiego artysty Ai Weiweia, który powiedział o mniej więcej czterdziestu kotach w swoim pekińskim domu: "Jeden z nich umie otwierać drzwi [...], gdybym nigdy nie spotkał tego kota, który potrafi otworzyć drzwi, nie wiedziałbym, że koty są do tego zdolne". Mieszkałem z kilkoma kotami, z których tylko jeden lubił się bawić w łapanie zwitków papieru rzucanych z drugiego końca pokoju. Ale wszystkie były niezaprzeczalnymi indywidualnościami.
W psychologii człowieka osobowością nazywa się zespół zachowań, który pozostaje względnie niezmienny w czasie i który można porównać ze średnią dla danej populacji. Kilkadziesiąt lat temu, obserwując sikory bogatki w Holandii i dzikie owce gruborogie w Kanadzie, badacze zaczęli sobie uświadamiać, że pewne osobniki wykazują podobne zespoły zachowań - są, na przykład, śmiałe albo agresywne. Samo słowo "osobowość" zdaje się odnosić wyłącznie do ludzi. W niektórych naukowcach idea zwierzęcych osobowości budzi tak instynktowny sprzeciw, że wolą absurdalne wybiegi w rodzaju "wzorców behawioralnych". Jednak indywidualne różnice są tym, co umożliwia działanie ewolucji.
"Uważamy, że ludzie są wyjątkowi. Jeśli spojrzeć na biologiczne podłoże zachowań, nie różnimy się od wielu innych ssaków, a wiele innych ssaków ma podstawowe układy podobne jak, dajmy na to, ryby", mówi Niels Dingemanse, ekolog behawioralny z Uniwersytetu Ludwika i Maksymiliana w Monachium oraz jeden z pionierów badań nad osobowością u zwierząt. "Jeśli widzimy, że ryby mają dokładnie ten sam mechanizm reakcji na stres, co ludzie, mówimy: To zdumiewające. To jednak nie jest zdumiewające. Jeśli ewolucja znalazła optymalny sposób na robienie czegoś, dlaczego nie miałby się on pojawić u licznych gatunków?"
Kolejnym ważnym etapem zasypywania przepaści między nami a innymi zwierzętami jest uświadomienie sobie, że nie jesteśmy tak inteligentni, jak się nam wydaje. W klasycznym badaniu z 1977 roku osoby robiące zakupy pytano, która z czterech par nylonowych rajstop jest najwyższej jakości. Chociaż wszystkie pary były identyczne, klientki najczęściej wskazywały tę na prawym końcu rzędu. Zapytane o powód, mówiły o materiale rajstop; żadna nie wspomniała o ich pozycji w rzędzie. My, ludzie, tkwimy w złudzeniach co do własnych instynktów.
Wielu z nas instynktownie łatwo akceptuje podobieństwa pod względem inteligencji, emocji i stosunków społecznych między ludźmi a innymi ssakami, ale trudniej jest rozciągnąć tę zasadę na ryby, ptaki i owady, które nie wyglądają podobnie jak my. Jednak pewne cechy i zdolności mogą mieć rodowód dawniejszy, niż sądziliśmy. W 2016 roku Todd Feinberg, neurolog, i Jon Mallatt, biolog ewolucyjny, zasugerowali, że świadome doznania nie są właściwe wyłącznie ludziom, a nawet nie tylko ssakom i ptakom - dotyczą każdego zwierzęcia mającego kręgosłup. Świadomość, jak przekonują, powstała przed co najmniej 520 milionami lat, na długo zanim wyrosły lasy i pojawiły się ssaki. Istnieje od czasów, gdy pierwsze podobne do ryb kręgowce pływały w kambryjskich oceanach.
Świadomość to nader nieuchwytne pojęcie - próba zdefiniowania go przypomina układanie puzzli z kawałków odwróconych do góry nogami. Tutaj wystarczy stwierdzić, że świadomość wiąże się ze zdolnością do zbierania w całość danych dostarczanych przez poszczególne zmysły oraz do przetwarzania informacji o świecie i miejscu, jakie zajmuje w nim zwierzę. Feinberg i Mallatt odnotowują, że z zapisu kopalnego wynika, iż wczesne kręgowce miały czułe oczy, z których obrazy były przetwarzane przez bardziej zaawansowany mózg. Potrafiły tworzyć sobie wizję świata. Bodźcem do tego było, jak się wydaje, pojawienie się pierwszych drapieżników - robaków, które zjadały inne robaki na dnie oceanu; zapoczątkowało to "wyścig zbrojeń" na polu usprawniania zmysłów i mocy obliczeniowych. Niektóre bezkręgowce - w tym owady, kraby i ośmiornice - najprawdopodobniej wykształciły świadomość niezależnie od kręgowców. Oznacza to, że można mówić o postrzeganiu świata okiem wrony, dorsza lub kraba. Kilkadziesiąt lat temu uznano by to za niedorzeczność.
Niekiedy spece od marketingu organizują zawody między pływakiem olimpijskim a rekinem albo między sprinterem a gepardem. Człowiek oczywiście przegrywa. Jest mnóstwo rzeczy, które zwierzęta robią lepiej od nas: psy wyczuwają obecność chorób, w tym wywoływanych przez koronawirusy, a żółwie morskie potrafią nawigować na dystansie tysięcy mil (aczkolwiek często gubią drogę, jak ludzie korzystający z nawigacji satelitarnej). Na tym nie koniec. Ptaki, ryby, gady i płazy mają receptory ultrafioletu. Kolibry przypuszczalnie widzą barwy, których nie potrafimy sobie nawet wyobrazić. Czy możliwe jest też, że zwierzęta mają doznania i emocje, których my nie znamy? Albo czy intensywność ich doznań może być większa od naszych?
Wyższość człowieka nie jest tak bezdyskusyjna, jak niegdyś sądziliśmy. Mózg słonia afrykańskiego zawiera znacznie więcej neuronów niż nasz, a mózgi innych ssaków są zbudowane tak jak nasz. Ryby, ptaki i owady mają mniej neuronów i brak im kory mózgowej, ale ich mózgi najwyraźniej pełnią wiele funkcji analogicznych do mózgów ssaczych. Odkąd wiemy, że papugi i ośmiornice są inteligentne, nie możemy już oceniać zwierząt na podstawie ich genetycznego pokrewieństwa z ludźmi. Jeśli ludzkość kiedyś w przyszłości wyginie, inne gatunki - być może potomkowie szczurów lub wron - mogą nawet dać początek formom, które zdominują planetę tak, jak my dzisiaj. Cytując amerykańskiego działacza ochrony przyrody Aldo Leopolda: ludzie "są tylko towarzyszami podróży innych stworzeń w ewolucyjnej odysei".
Pamiętam z dzieciństwa, jak dorośli lekceważąco krytykowali filmy Disneya za "antropomorfizowanie" zwierząt. Dla naukowców antropomorfizować oznacza tyle, co zakładać, że jeśli zwierzę zachowuje się podobnie jak my, to kierują nim te same emocje. Jak wszystkie założenia, jest ono problematyczne. Ale Frans de Waal, czołowy prymatolog, mówi, że bardziej niebezpieczne jest nie antropomorfizować. Jeśli chodzi o nasze zdolności i emocje, najzupełniej sensowne jest lokowanie nas na kontinuum z innymi zwierzętami. To, że nie potrafimy stwierdzić jednoznacznie, jakich emocji doświadczają zwierzęta, mówi więcej o ograniczeniach naszych metod naukowych niż o ograniczeniach ich doznań.
Wciąż można wskazać kilka cech, które mogą być właściwe wyłącznie ludziom. De Waal uważa, że (złożony) język jest jedyną "specyficznie ludzką" zdolnością. Con Slobodchikoff, behawiorysta, który zidentyfikował rozmaite okrzyki nieświszczuków, nie zgadza się z tym. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, że zwierzęta wymieniają się uwagami na temat wydarzeń z poprzedniego dnia. Świadomość śmiertelności może także być przynależna tylko ludziom; z pewnością nasza samoświadomość i planowanie przyszłości zdają się znacznie przewyższać te udokumentowane u innych zwierząt. Feinberg i Mallatt podkreślają, że świadomość ptaków, ryb i owadów jest uboższa od ludzkiej - prawdopodobnie nie pozwala im na przykład na refleksję nad własnymi odczuciami.
Jednak w kategoriach moralnych najbardziej znacząca różnica między człowiekiem a innymi zwierzętami jest następująca: możemy decydować o losie innych stworzeń. Doświadczenia życiowe miliardów zwierząt - ssaków, ptaków, ryb, owadów i tak dalej - i losy milionów gatunków są w naszych rękach. Gdzieś w początkach XX wieku ludzkość przekroczyła punkt, w którym wywieraliśmy znaczący wpływ na połowę wolnych od lodu lądów Ziemi. Dziś, poprzez zmiany klimatu, niszczenie siedlisk i nieustającą eksploatację surowców naturalnych, staliśmy się dominującą siłą na planecie. Naukowcy nazwali to antropocenem, aby odróżnić ten czas od poprzednich epok geologicznych. W praktyce oznacza to, że gdziekolwiek spojrzeć, widać nasze ślady: każdy gatunek reaguje na naszą obecność, nasz apetyt na zasoby, produkowane przez nas zanieczyszczenia, plastik i gazy cieplarniane. To świat kształtowany przez ludzi. Wraz z władzą przychodzi odpowiedzialność.
Dobre traktowanie zwierząt jest korzystne dla nas samych. Nasza woda nie byłaby czysta, nasz węgiel nie byłby pochłaniany z atmosfery, nasze wybrzeża nie byłyby chronione przed zatapianiem - bez ekosystemów, których istotnymi elementami są inne zwierzęta. Wiele z naszych upraw nie wydałoby plonów bez zapylających je owadów i ptaków. Karol Darwin uważał, że żaden gatunek "nie odegrał tak ważnej roli w dziejach świata" jak dżdżownice, które umożliwiły rolnictwo. Wydaje się absurdem wyliczać, co dają nam inne zwierzęta, ponieważ bez nich nie mielibyśmy zupełnie nic. Każdy, kto myśli, że ludzie mogą założyć samowystarczalne kolonie na Marsie, bez żadnych innych gatunków, powinien spędzić nieco czasu z podręcznikiem ekologii - i z kimś, kto ma domowego zwierzaka.
Jednak w naszych schematach myślowych z trudem mieści się akceptacja istnienia innych świadomych stworzeń. Kiedy studiowałem ekonomię, przyroda wciąż była traktowana jako podzbiór gospodarki, a nie odwrotnie. Uważano też za oczywistość, że życie zwierząt samo w sobie nie ma żadnej wartości. Jeśli jesteśmy gotowi płacić za ich istnienie - bo lubimy obserwować je przez lornetkę albo dlatego, że zapylają nasze rośliny uprawne - to w porządku. W przeciwnym razie ich zniknięcie i cierpienie nie stanowią same w sobie straty gospodarczej. Nie po raz pierwszy teoria ekonomiczna nie staje na wysokości zadania. Jeśli przyjmujemy do wiadomości, że niektóre zwierzęta są świadome, zdolne do odczuwania bólu i nawiązywania stosunków społecznych, musimy także przyjąć, że ich życie ma wartość. Jane Goodall powiedziała kiedyś w reakcji na śmierć Flo, dzikiej szympansicy, którą znała od jedenastu lat: "Nawet gdybym nie wtargnęła do samotni dzikich lasów Gombe, aby rejestrować jej życie, samo w sobie byłoby ono ważne, celowe, pełne wigoru i radości"1.
Są inne książki mówiące o tym, co zwierzęta mogą zrobić dla nas. Ta mówi o tym, co my możemy zrobić dla zwierząt. Jak możemy wziąć pod uwagę ich doświadczanie świata, gdy nieustannie rozwijamy własne społeczeństwo.
Często kręcimy głową i opowiadamy o sprzecznych lub niejasnych uczuciach względem innych zwierząt. To wykręt. Bez względu na to, czy inne zwierzęta mają poczucie sprawiedliwości, my mamy je z pewnością i możemy potwierdzać je czynem. Jeśli cenimy inne zwierzęta - na wakacjach, na kartkach urodzinowych i w filmach przyrodniczych - nie możemy zamykać oczu i uszu na chów przemysłowy i wymieranie gatunków.
W moim wypadku zmiana nastąpiła, gdy na świat przyszły moje córki. Wkrótce były ze wszystkich stron otoczone zwierzakami. Był tam królik z niewiarygodnie obwisłymi uszami, zrobiona na drutach panda tak gruba, że mogła służyć jako stoper do drzwi, sowa, która śpiewała, kiedy dmuchało się jej w szyję, tukan o dziwacznych kolorach, żyrafa z gumowymi nogami do gryzienia, plastikowa ośmiornica bez ramion, za to z głową będącą zbiornikiem na wodę, i tak dalej. Była to istna arka Noego w wersji made in China. Każda rodzina gromadzi podobną. Nasze zabawki przybywały stopniowo, przynoszone w prezencie, pożyczane i przekazywane z drugiej ręki. Nie obowiązywały tu naturalne hierarchie: biedronka była równie duża jak lew, krowa równie egzotyczna jak zebra. Dla Elizy i Cleo nie miało to znaczenia. W ich oczach te zwierzęta nie robiły nikomu krzywdy ani nie doznawały krzywdy od innych; były uczestnikami ludzkiego życia. Czułem się nieswojo.
Za sprawą Rudyarda Kiplinga, Beatrix Potter i Walta Disneya dzieci od dziesiątków lat bombardowane są wyidealizowanymi obrazami zwierząt. Zapewniam was, że nie jestem jednym z tych pedantów, którzy zrzędzą, że Piotruś Królik nie nosiłby kurtki, że świnka Peppa byłaby częścią miotu i że gdyby Tygrys naprawdę przyszedł na herbatkę, w pierwszej kolejności zjadłby swoją małą gospodynię. Oczywiście książeczki z obrazkami fałszują rzeczywistość: większość gospodarstw rolnych to nie małe, sielskie zagrody, a wilki i ośmiornice nie są złowrogimi bestiami. Jednak to nigdy mnie poważnie nie martwiło.
Nie dawał mi spokoju szerszy obraz. W historyjkach dla dzieci ludzie i inne zwierzęta są sobie równi: Myszka Miki, Kubuś Puchatek, miś Paddington, świnka Peppa - ci zwierzęcy bohaterowie nie ustępują człowiekowi charakterem ani wartością moralną. Dziecko - ze wszystkich tych książek, filmów i zabawek - miałoby prawo wyciągnąć wniosek, że ludzie rozumieją zwierzęta. Z pewnością dorośli rozgryźli, jak żyć obok innych zwierząt, i w stosownym czasie podzielą się tą wiedzą. Z pewnością nie dawalibyśmy maluchom wciąż rosnącej liczby gumowych żyrafek Sophie, nie zadbawszy o to, by liczba prawdziwych żyraf także rosła. Gdybyż tak było. W książeczkach Elizy i Cleo spotkałem całkiem sporo łasic, ale nie jestem pewny, czy kiedykolwiek widziałem łasicę na żywo. Zacząłem się zastanawiać, jak wyjaśnię córkom nasze relacje ze zwierzętami, i zdałem sobie sprawę, że wolałbym tego nie robić.
Po pierwsze, ludzie znani są z wybijania do nogi największych napotkanych stworzeń: kiedy nasz gatunek przybył do Australii, inne zwierzęta - takie jak ośmiometrowej długości jaszczurki i trzystukilogramowe kangury - zaczęły znikać. Słonie, żyrafy i nosorożce są dla nas symbolami dzikiej przyrody. Ale jeśli przeszłe prawidłowości są jakąkolwiek wskazówką, one i wszelkie inne zwierzęta podobnych rozmiarów mogą zniknąć w ciągu dwóch stuleci, tak że największymi ssakami lądowymi będą krowy. Od 45 milionów lat największe stworzenie na Ziemi nie było tak małe. Gdy patrzyłem na pluszowe tygryski moich córek, wydało mi się to osobliwą perspektywą. Przeraziłem się, że pewnego dnia dziewczynki zapytają, dlaczego gatunki giną. Jeszcze kilka pokoleń temu nasz stosunek do zwierząt można było podsumować jako hierarchię i triumf. Dziś wywołuje to poczucie winy.
Jeśli chodzi o zwierzęta, poradniki dla rodziców mówią, jak zadbać o bezpieczeństwo dziecka w domu, w którym jest pies czy kot, ale na tym koniec. Z oczywistych względów koncentrują się na innych sprawach, na przykład jak nie zwariować, śpiąc cztery godziny na dobę. Książki o zwierzętach tymczasem niosą całkiem sporo wiedzy o wychowywaniu dzieci. Unaoczniają, jak wielki wpływ na dalsze życie mają te pierwsze chwile. Łososie wracają do strumienia, w którym przyszły na świat. Albatrosy - na lęgi do miejsc, gdzie przed laty same wykluły się z jaj. W opublikowanej w 1516 roku Utopii Tomasz Morus odnotował, że nowo wyklute kurczęta wydają się uważać ludzi, którzy je karmią, za swoje matki. Późniejsze badania wykazały, że wiele ptaków tworzy emocjonalną więź z pierwszym poruszającym się obiektem, jaki zobaczą. Jeśli kaczątko widzi człowieka i chodzi za nim przez pewien czas, nie będzie już podążać za swoją naturalną matką. To, czy psy będą przyjazne wobec ludzi, także zależy od ich pierwszych tygodni. Te wczesne doświadczenia są okazją, kiedy najłatwiej jest nam pokonać barierę międzygatunkową.
Z ludźmi jest inaczej, ale w pierwszych latach my także wyznaczamy normę dla następnego pokolenia. Jesteśmy zmuszeni wyartykułować nasz świat dokładniej niż kiedykolwiek przedtem. "Czy sowy są prawdziwe czy wymyślone?" - zapytała mnie kiedyś Eliza. "Dlaczego dinozaury przestały mieć dzieci?" - zainteresowała się kilka dni później. "Czemu w zoo jest tak dużo zwierząt?" - chciała wiedzieć Cleo. Próbowałem ugłaskać je zdjęciem orła pikującego do jeziora. "Czy rybie jest przykro, kiedy ptak ją zjada?" - zapytała Eliza. Wychowywanie dzieci może być okresem przemiany - porą na zadanie sobie pytania, kim chcemy być na tej planecie. Albo może być okresem inercji - kiedy, mimo troski o niknące w oczach populacje pszczół i innych owadów, strzyżemy na jeża trawnik, żeby zapewnić schludną przestrzeń do zabawy dla własnego potomstwa.
Każdy rodzic zauważa, że dzieci chcą poznawać zwierzęcy świat. Żywe zwierzęta są dla nich bardziej fascynujące niż zabawki. Nazwy zwierząt należą do pierwszych słów, jakich uczą się nasze maluchy. Ich głosy należą do pierwszych wydawanych przez nie dźwięków. Z czasem ludzie zaczęli uważać zaznajamianie dzieci ze zwierzętami za element ich edukacji moralnej. Nie powiedziałbym, że główną motywacją do uczenia córek o zwierzętach było dla mnie uchronienie ich przed przestępczym życiem, ale jasne, byłaby to dodatkowa korzyść. Czego jednak powinienem uczyć?
Większość z nas jest skłonna przyznać, że pewnych rzeczy nie sposób pogodzić z miłością do zwierząt: walk byków, bicia psów lub trzymania niedźwiedzi w ciasnych klatkach, aby pozyskać ich żółć dla wątpliwych korzyści medycznych. To hańba dla ludzkości. W wielu krajach nie ma praw zakazujących takich praktyk. Nawet tam, gdzie jest takie prawo, pozbawione głosu zwierzęta nigdy nie są priorytetem polityki. Jednak nie są to dylematy moralne i jeśli czytacie tę książkę, jesteście już prawdopodobnie przekonani, że testowanie kosmetyków na małpach to kiepski pomysł. Nie musimy angażować mózgu - musimy zaangażować nasze konta bankowe i wesprzeć organizacje walczące o dobro zwierząt.
Podobnie w Korei Południowej istnieje przeszło 750 tysięcy ferm hodujących psy na mięso, gdzie zwierzęta są często trzymane pojedynczo w małych metalowych klatkach, zanim zostaną uśmiercone prądem. Psy na tych fermach - corgi, pudle, labradory i inne - żyją w ciągłym stresie; ponieważ nie są oficjalnie uznane za zwierzęta hodowlane, nie mają nawet takiej ochrony jak kury. Ale większość mieszkańców Korei Południowej nie jada psów i kiedyś te psie fermy znikną.
Interesowały mnie takie kwestie, na temat których nie mamy wyrobionego zdania, albo mamy określoną opinię, ale uparcie postępujemy inaczej. Od początku uważałem, że godziwe traktowanie zwierząt oznacza dwie rzeczy. Nie chciałem, żeby zwierzęta cierpiały niepotrzebnie, choć po zastanowieniu nie byłem pewny, co w tym kontekście oznacza "niepotrzebnie". Nie chciałem też, żeby ich populacje znikały czy choćby się kurczyły. Punktem wyjścia było dla mnie stwierdzenie, że w tym celu my, ludzie, powinniśmy dokonać uzasadnionych, być może dość znaczących, zmian w swoim życiu.
Sytuacja od razu zaczęła się komplikować. Czy powinniśmy zabijać szczury, żeby chronić rzadkie ptaki? Czy powinniśmy zabijać jelenie, żeby dać rosnąć lasom? Obrońcy zwierząt mówią "nie", obrońcy środowiska mówią "tak". Okazuje się, że troska o poszczególne zwierzęta i o gatunki jako całość są filozoficznie nie do pogodzenia. "Obrońcy środowiska nie mogą być obrońcami praw zwierząt. Obrońcy praw zwierząt nie mogą być obrońcami środowiska", napisał amerykański filozof Mark Sagoff w eseju z 1984 roku. Chodziło mu o to, że jedni troszczą się o zachowanie równowagi ekologicznej, podczas gdy drudzy walczą o zmniejszenie cierpienia zwierząt. Obrońcy praw zwierząt z kolei nie interesują się zbytnio gatunkami, ponieważ gatunki nie mają uczuć - mają je tylko poszczególne zwierzęta. Nie można zadać gatunkowi ciosu pięścią albo pozbawić go kontaktów społecznych. Możemy założyć, że kiedy w 2012 roku padł Samotny George, ostatni żółw słoniowy z wyspy Pinta w archipelagu Galapagos, nie czuł egzystencjalnego smutku z powodu końca swego podgatunku. Jeśli było inaczej, jesteśmy mu winni przeprosiny - niedawno odkryto kilka mieszańców tego podgatunku.
Ten rozziew między obrońcami środowiska a bojownikami o prawa zwierząt był akceptowany od dziesiątków lat i ma praktyczne konsekwencje. Organizacje prozwierzęce - jak Akcja na rzecz Etycznego Traktowania Zwierząt (PETA), która liczy 6,5 miliona członków i sympatyków, oraz Królewskie Towarzystwo Zapobiegania Okrucieństwu wobec Zwierząt (RSPCA) - skupiają się na zwierzętach będących pod kontrolą człowieka, na farmach i w laboratoriach. Organizacje ekologiczne - jak WWF i Greenpeace - koncentrują się na zwierzętach dziko żyjących. Działacze jednych i drugich spierają się zwłaszcza o to, czy dopuszczalny jest redukcyjny odstrzał zwierząt dla dobra środowiska. Zwierzęta te mogą należeć do gatunków inwazyjnych albo ich populacja mogła gwałtownie wzrosnąć, bo wytępiono polujące na nie drapieżniki. Ekolodzy akceptują też jawne okrucieństwo natury - lwy zjadające gazele i tak dalej - podczas gdy aktywiści prozwierzęcy często pochwalają próby ratowania pojedynczych dzikich zwierząt, na przykład przez dokarmianie. Rozdźwięk ten jest szkodliwy dla obu stron: obrońcy praw zwierząt ściągają na siebie zarzuty, że nie rozumieją, jak funkcjonuje przyroda, ekolodzy zaś ryzykują zrażenie do siebie części swych naturalnych zwolenników - tych, którzy doceniają wewnętrzne życie zwierząt.
Omawiam dokładniej te spory w dalszej części książki. Przede wszystkim uważam jednak, że podział ten nie ma sensu. Bez troski o środowisko etyka zwierzęca jest niekompletna. Hasło PETA mówi: "Zwierzęta nie są po to, żebyśmy na nich eksperymentowali, zjadali je, ubierali się w nie, wykorzystywali je dla rozrywki albo wyzyskiwali w jakikolwiek inny sposób". Jest to obraz tego, jak nie powinno wyglądać życie zwierząt. Jak więc powinno ono wyglądać? Oczywista odpowiedź brzmi, że zwierzęta powinny żyć w miejscach, które są ich naturalnym środowiskiem, gdzie w zasadzie nie byłyby pod kontrolą człowieka, takich jak popierane przez działaczy ekologicznych parki narodowe. Zwierzętom na swobodzie zdarza się cierpieć, ale ludzka egzystencja też bywa czasem żałosna, a mimo to wciąż uważamy, że warto żyć. Jeśli chodzi o kontrolę populacji, działacze na rzecz ochrony środowiska mogliby się bardziej liczyć z życiem zwierząt - byłoby lepiej, gdyby na przykład biolodzy podchodzili mniej nonszalancko do ich uśmiercania w celu pozyskania okazów - ale niewykluczone też, że niekiedy ekosystem będzie miał pierwszeństwo przed poszczególnymi osobnikami. W Parku Narodowym Kościuszki w Nowej Południowej Walii, na którego terenie znajduje się najwyżej położone miasto Australii, politycy nie dopuścili do planowanego odstrzału zdziczałych koni. W rezultacie przewiduje się, że co roku jedna piąta tamtejszych koni padnie z głodu. Nie tak powinna przejawiać się miłość do zwierząt. Nie ma mowy o dobrostanie zwierząt oraz etycznym podejściu do nich bez funkcjonującego ekosystemu i nie ma funkcjonujących ekosystemów bez obfitości zwierząt.
Ta różnica stanowisk między aktywizmem prozwierzęcym a etyką środowiskową nie odzwierciedla sposobu myślenia ludzi. Większość znanych mi miłośników zwierząt chce jak najlepiej zarówno dla pojedynczych osobników, jak i dla całych populacji oraz gatunków. Uwielbiamy filmy z kotami i tygrysami. Oburza nas, że małpy zamykane są w klatkach i że tracą swoje lasy. Nie chcemy, żeby orki były trzymane w parkach rozrywki ani by wyginęły. Los zwierząt, czy to dzikich, czy udomowionych, obchodzi nas przynajmniej teoretycznie. Koniec końców u podstaw zarówno etycznych zasad postępowania ze zwierzętami, jak i ruchu na rzecz ochrony środowiska leży ta sama prawda: nie tylko ludzie doświadczają świata i wypełniają go pięknem, a życie innych istot także zasługuje na to, by się z nim liczyć. Miłość do konkretnego zwierzęcia niemal zawsze wiąże się z pragnieniem, by jego gatunek przetrwał. Mimo historycznego podziału ekolodzy i obrońcy praw zwierząt są zgodni co do większości spraw. Chcą tak daleko idącej zmiany, że spory między nimi wydają się sprzeczne z interesem ich obu. Przypominają dwie myszy z historyjki dla dzieci, które tak zawzięcie się kłócą, jak podzielić kawałek sera, że nie zauważają, iż porwał go szczur.
Tak więc pisząc tę książkę, postawiłem sobie za cel przerzucenie mostu między etycznym podejściem do zwierząt i ochroną środowiska. Chodzi w niej o wyeliminowanie nieuzasadnionego cierpienia, jakie sprawiają zwierzętom ludzie. A także o zaakceptowanie, że zwierzęta żyjące na swobodzie będą cierpiały - tak jak doświadczają radości (choć piszę w tej książce o ludziach, którzy sądzą, że możemy w końcu znaleźć sposób na poprawę warunków życia dzikich zwierząt, podobnie jak poprawiliśmy warunki własnej egzystencji).
Troszczyć się o zwierzęta to nie to samo co lubić spędzać z nimi czas. Te dwie rzeczy często idą ze sobą w parze. Jednak nie zawsze. Joe Exotic, ekscentryczny hodowca z Oklahomy, który założył prywatne zoo i był bohaterem serialu Netfliksa Król tygrysów, ewidentnie uwielbia tarzać się z małymi tygrysami, ale jego zaangażowanie w ich dobrostan jest dość wątpliwe. Peter Singer, australijski filozof, poświęcił znaczną część swej kariery na walkę z okrucieństwem wobec zwierząt, ale ku zdumieniu wielu wielbicieli nie przepada zbytnio za ich towarzystwem. Chodzi o różnicę między patrzeniem na inne zwierzęta z naszej perspektywy a próbą zobaczenia nas samych ich oczami.
Kiedy Singer inicjował w 1975 roku ruch wyzwolenia zwierząt, stwierdził, że będzie to wymagało więcej altruizmu niż którekolwiek z poprzednich wyzwoleń: ludzie nie będą występować w obronie innych ludzi, ale innych gatunków. Mimo to barierę gatunkową - nasze uprzedzenia względem innych stworzeń - można obniżyć. Z pewnością nie chcemy, żeby ceną naszego dobrobytu było cierpienie zwierząt - tak jak nie chcemy, żeby był nią wyzysk pracowników i zatrudnianie dzieci.
Sprawiedliwe traktowanie zwierząt powinno przychodzić naturalnie każdemu, kto wierzy w nasze wspólne pochodzenie. Ale nie zawsze tak jest. Weźmy Karola Darwina, który bardziej niż ktokolwiek inny ukształtował nasze spojrzenie na zwierzęta. Obalił on pogląd, że człowiek zdecydowanie różni się albo góruje nad innymi gatunkami. To właśnie poszukiwanie wspólnego przodka kazało późniejszym badaczom studiować zachowania szympansów i odkrywać wciąż nowe podobieństwa emocjonalne. Darwin nienawidził też okrucieństwa wobec zwierząt i, jako lokalny sędzia pokoju, karał tych, którzy się go dopuszczali.
Nigdy jednak nie sformułował etycznych reguł współżycia ze zwierzętami. "Nie obchodzi cię nic poza polowaniem, psami i łapaniem szczurów - będziesz hańbą dla siebie i całej rodziny", powiedział mu ojciec, być może wtedy, gdy w wieku osiemnastu lat rzucił studia medyczne. Darwin nie angażował się w krytykę polowań, które uwielbiał, ani w dziewiętnastowieczny ruch wegetariański. Jadał mięso, bez skrupułów raczył się nawet żółwiami, które napotkał na Galapagos, mimo że słyszał, iż zostały już niemal wytępione, a ich smak wcale nie przypadł mu do gustu. Ciekawość stała dla niego na pierwszym miejscu. Wspominał, jak na pewnej wyspie, dziś należącej do Chile, dostrzegł lisa bardzo rzadkiego gatunku: "udało mi się, zaszedłszy go po cichutku od tyłu, ubić go mym geologicznym młotkiem. Lis ten [...] stoi teraz wypchany w Muzeum Towarzystwa Zoologicznego w Londynie"2. Darwin uśmiercał też ptaki i jaszczurki, żeby sprawdzić, czym się żywią, i bronił wiwisekcji - rozkrawania żywych zwierząt w laboratoriach - pod warunkiem, że przeprowadzana jest ze słusznych powodów. Jak wielu z nas, potrafił odsunąć od siebie myśl o cierpieniu zwierząt. "Jest to temat, który napełnia mnie zgrozą, nie powiem więc już o tym ani słowa, bo nie zasnąłbym dziś w nocy", napisał o wiwisekcji w liście do przyjaciela. Chętnie bywał też w londyńskim zoo - któremu ofiarował swoją kolekcję ptaków i ssaków - mimo że panujące tam wtedy warunki pod wieloma względami były przygnębiające. Młoda orangutanica Jenny, którą Darwin uwielbiał obserwować w zoo w 1838 roku, gdy badał emocje u zwierząt, padła z powodu choroby niespełna dwa lata od przybycia; jej krótkie życie nie było wyjątkiem. Darwin ostro sprzeciwiał się niewolnictwu, ale w kwestii dobrostanu zwierząt nie był wizjonerem.
Darwinizm w popularnych wyobrażeniach został utożsamiony z brutalną, amoralną walką o byt. Jego twórca pozostawił następnym pokoleniom ustalenie, co jego odkrycia naukowe oznaczają dla naszych relacji z innymi gatunkami.
Dobra wiadomość jest taka, że kiedy ludzie znajdą już czas, żeby pomyśleć o zwierzętach, często zmieniają swoje postępowanie. Jednym z najsłynniejszych brytyjskich działaczy na rzecz ochrony środowiska był Peter Scott, syn badacza Antarktydy kapitana Roberta Scotta. Urodzony w 1909 roku Scott był jednym z założycieli WWF (to on zaprojektował słynne logo z pandą, wybrane po części dlatego, że czarno-biały wzór jest łatwiejszy do reprodukowania). Był miłośnikiem ptaków, który zainspirował rzesze obrońców środowiska. Jednak przez większość życia lubił strzelać do ptaków: "polowanie leży w naturze człowieka; w naturze ptaków leży być obiektem polowań", napisał. Stwierdzenie, że ptaki są z natury przystosowane do strzelb myśliwskich, nigdy nie brzmiało wiarygodnie i jako czterdziestolatek, uzmysłowiwszy sobie, jak łatwe i brutalne jest strzelanie, Scott dokonał niezwykłej wolty.
Podobnie było z Johnem Mackeyem, założycielem Whole Foods, który przez lata kierował tą siecią supermarketów jako wegetarianin, nim przyszła refleksja, czy naprawdę czuje, że jest w porządku, jedząc jajka i mleko, choć wie, w jakich warunkach żyją zwierzęta na kurzych i mlecznych fermach. Nim został weganinem, po prostu to ignorował, przyznał później. "Myślę, że nie chciałem być tego w pełni świadomy".
Z moich własnych doświadczeń wynika, że zmiana spojrzenia na zwierzęta jest - przepraszam za grę słów - kwestią ewolucji. Jest to proces, który zaczyna się od niespokojnego sumienia. Spotkałem kiedyś na mieście kolegę krótko po tym, jak zabrał swojego psa do kastracji. "Chyba widzę teraz, w czym problem", powiedział. "To podła sprawa jak z Opowieści podręcznej". Chodzi o niemiłą świadomość, że mamy wpływ na los innych gatunków.
Nim zacząłem pisać tę książką, byłem wegetarianinem deklarującym bliżej niesprecyzowaną miłość do przyrody. Teraz jestem weganinem, który popiera w określonych sytuacjach polowania oraz łowienie ryb i uważa, że powinniśmy pozostawić znaczne obszary planety dla innych gatunków. Wy możecie dojść do innych wniosków. Będę w tej książce niekiedy stwierdzał, że "my" myślimy to czy owo. Nie znaczy to, że według mnie wszyscy ludzie myślą tak samo. Prawdę mówiąc, nie spotkałem chyba rodziny, w której panowałaby pełna jednomyślność w kwestii zwierząt. Ale wszyscy powinniśmy myśleć o zwierzętach znacznie częściej niż teraz, a wtedy przekonamy się, że jest wiele spraw, co do których jesteśmy zgodni.
W następnym rozdziale opisuję w skrócie, jak stosunek ludzi do zwierząt zmieniał się w minionych stuleciach, aż po wegańską falę z ostatnich lat. Później przyjrzymy się dzisiejszym usprawiedliwieniom dla zabijania zwierząt: hodowli, rybołówstwu, testowaniu leków i polowaniom. Czego naprawdę potrzeba, żeby wykarmić ośmiomilionową populację ludzkich wszystkożerców? Druga połowa książki poświęcona jest temu, jak próbujemy dać wyraz naszej miłości do zwierząt. Wybierzemy się do San Francisco, Mongolii, Kolumbii, Indonezji oraz na brytyjską wieś - żeby rozmawiać z właścicielami ogrodów zoologicznych, biologami pracującymi na rzecz ochrony przyrody i ludźmi, którzy mają domowe zwierzaki. Na koniec przedstawiam parę praktycznych sugestii, jak my, jako jednostki i społeczności, możemy zbudować świat, który byłby lepszy nie tylko dla nas, ale i dla innych świadomych istot. Już teraz cenimy niektóre zwierzęta. Pora, żebyśmy uczynili następny krok.
Dla mnie jest to opowieść o odkryciach i nadziei - o strumykach, które mogą się kiedyś stać wielkimi rzekami. "Umysł jest chaosem rozkoszy, z którego wynurzy się cały wszechświat przyszłych i bardziej spokojnych przyjemności"3, napisał Darwin podczas swej podróży na Beagle. Nasze umysły najbardziej odróżniają nas od innych zwierząt. To one jednak mogą najbardziej nam pomóc żyć z nimi w harmonii.
Kiedyś uważałem, że większość naszych obecnych zaniedbań wynika ze świadomego wyboru - że po prostu zbyt mało obchodzi nas życie zwierząt. Teraz jestem przekonany, że tak naprawdę jest to brak refleksji nad konsekwencjami naszych działań. Możemy żyć tak, by nie kłóciło się to z naszą zasadniczą miłością dla innych gatunków. Możemy odkryć, co zwierzęta mają nam do zaoferowania i jakie są nasze zobowiązania wobec nich. Poświęcając zwierzętom więcej myśli, możemy wreszcie zyskać spokój ducha.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Jane Goodall, Przez dziurkę od klucza. 30 lat obserwacji szympansów, przeł. Jerzy Prószyński, Prószyński i S-ka, Warszawa 2019, s. 42. (Jeśli nie zaznaczono inaczej, wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza). [wróć]
Karol Darwin, Podróż na okręcie Beagle, przeł. Kazimierz W. Szarski, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2019, s. 326. [wróć]
Tamże, s. 36. [wróć]