- Dziamdziorku, dlaczego ta zima wlecze się i wlecze? - spytał Mamrotek, dokładając do kominka. - Końca nie widać.
Dziamdziorek leżał na kanapie i uparcie wpatrywał się w sufit. Wreszcie rzekł po chwili namysłu:
- Widocznie coś z tym jest nie tak.
- Z czym? - spytał odruchowo Mamrotek.
- Z przychodzeniem i odchodzeniem. Zima rozgościła się na dobre.
- Co masz na myśli? - Mamrotek był coraz bardziej zainteresowany.
- Wiesz, braciszku... Stary rok nie chce odejść, a nowy nie nadchodzi.
Mamrotek podszedł do okna i spojrzał na zasypaną śniegiem równinę.
- Stary, nowy, co to ma do rzeczy? Przecież po Nowym Roku nadal jest zima.
- Jednak zmierza ku wiośnie - odparł Dziamdziorek, nie przestając wpatrywać się w sufit. - Jak nie nastanie Nowy Rok, zima nie będzie wiedziała, kiedy ma zacząć się zbierać.
- Nie rozumiem.
Mamrotek wrócił do kominka, wyciągnął ręce w stronę wesoło skaczącego ognia i zatarł zziębnięte dłonie.
Dziamdziorek nadal liczył plamy na suficie i nic się nie odzywał.
- Chcesz powiedzieć, mój drogi bracie: tak długo ściska mróz, bo zima nie wie, kiedy odejść?
- Niestety - westchnął Dziamdziorek. - Zima musi wiedzieć, że przyszedł na nią czas.
- A Nowego Roku jak nie ma, tak nie ma - zauważył smętnie Mamrotek.
- Właśnie! - Dziamdziorek podskoczył na kanapie. - Kto da zimie znak, by pakowała manatki i ruszała w drogę. Kto, jak nie Nowy Rok?
- Dawno powinien to zrobić - denerwował się Mamrotek. - A tu... ani widu, ani słychu. Gdzieś nam się Nowy Roczek zawieruszył?
- Możliwe - odparł Dziamdziorek, przykładając dłoń do czoła. - Dzisiaj mnie już dłużej nie męcz. Nie dam rady się zastanawiać. Czuję się wyczerpany.
- Na wszelki wypadek sprawdzę, czy Nowy Rok nie nadchodzi.
Mamrotek naciągnął czapkę na uszy, założył rękawiczki... I ledwo uchylił drzwi, do mieszkania wleciał nieduży, barwny ptaszek. Zatrzepotał pasiastymi skrzydełkami, usiadł na oparciu krzesełka i wypiął brzuszek pokryty różowymi piórkami.
- Pan Zięba! - krzyknął skrzat. - Co słychać na szerokim świecie? Pan taki oblatany... Co się dzieje z Nowym Rokiem? Bo my nie możemy się doczekać.
Pan Zięba nastroszył piórka, poprawił na głowie niebieską czapeczkę-pilotkę i odezwał się melodyjnym głosem:
Raz Nowy Rok się uwinął,
psi zaprzęg sprzed nosa zwinął.
Jechał na skrót
i wpadł pod lód.
Odtąd słuch o nim zaginął.
- Kpi pan sobie z nas! - zawołał Dziamdziorek, zrywając się z kanapy.
- Głupstwa, bzdury, kalambury - zaśpiewał pan Zięba. - Rozrywki umysłowe.
- Bardzo mnie pan nastraszył... - Mamrotek przysiadł obok pana Zięby. - Myślałem, że Nowy Rok naprawdę wpadł.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.