Jak Dorsz się wybrał na Święto Morza i inne bajki wierszem - Michał Wojtynek

-
Proszę czekać

Jak Dorsz się wybrał na Święto Morza

Opisał pewien redaktor w "Głosie Pomorza",

Jak Dorsz się wybrał na doroczne Święto Morza.

Nie po to, by żartować z Dorsza jegomości,

Lecz jako dobry przykład losu przewrotności.

Zaproszenie dostał od Walenia Wielkiego:

"Zapraszam, Dorszu. Przybywaj, drogi Kolego".

I inne dane były tam wyszczególnione,

W tym to, że ma być odznaczony Złotym Glonem.

Za wzorowe reprezentowanie gatunku

Otrzyma order wraz z wyrazami szacunku.

I odtąd Dorsz będzie nosił tytuł sir Dorsza,

Przyszłość rysowała się więc dlań niezgorsza.

"Jeżeli mam reprezentować swój gatunek,

Najpierw podreperować muszę wizerunek".

Poszedł więc do fryzjerki znanej w dzielnicy,

Cenionej przez wszystkich Lucy Kałamarnicy.

"Tupecik i płetwy mogą zostać płowe,

Łuski chcę dla odmiany różnokolorowe

I bardzo mocną kreską pasemka na brodzie,

Bo szybko tracą kolor w przesolonej wodzie.

Usta zaś podmaluję szminką purpurową

Jak słońce wschodzące na plaży w Porto-Novo".

Potem zatelefonował do mistrza Raka,

Potrzebował "na cito" dodatków do fraka.

Sam frak w młodości nabył na wyspach Lofotach

I była to solidna krawiecka robota.

"Muszę mieć prezencję, mój drogi panie Raku.

Wykrój mi pan zatem detale w dobrym smaku:

Na głowę krąglutki atłasowy melonik,

Nadto pas lity w kolorze głębokiej toni,

Zamiast guzików przyszyj dwa rzędy korali,

Błyszczących jak miesiączek we wzburzonej fali.

Słyszałem też, że bardzo trendy w tym sezonie

Jest mieć kabaretki na płetwach i ogonie".

Wypłynął wreszcie w drogę, pchany lekkim prądem,

Przekonany, że olśniewa wyglądem.

Mijał płaszczki, tuńczyki, marliny i śledzie.

Czasem ktoś go zagadnął: "Jak się panu wiedzie?".

Wtedy się uśmiechał i unosił melonik,

Odpowiadał: "Wybornie, tylko czas mnie goni".

Niekiedy podpływały ławicą makrele

I wówczas się w gromadzie robiło weselej.

To go ktoś poklepywał, to o coś zapytał

I tylko raz gdzieś z tłumu padło: "Ubrany jak kobita!".