Rozdział X. Jak dorosły
Jak dorosły
MAM NOWĄ SĄSIADKĘ, która nazywa się Jadwinia i jest bardzo fajna. Dzisiaj rodzice pozwolili jej przyjść pobawić się ze mną w ogrodzie.
- W co się bawimy, Jadwiniu? - spytałem. - W piłkę, w kulki, w kolejkę elektryczną?
- Nie - odpowiedziała Jadwinia. - Pobawimy się w tatę i mamę. Ty będziesz tatą, ja będę mamą, a moja lalka to będzie nasza córeczka.
Nie bardzo miałem ochotę bawić się lalką, bo nie lubię, a poza tym jakby koledzy zobaczyli, strasznie by się ze mnie śmiali. Ale nie chciałem, żeby Jadwinia się gniewała, więc powiedziałem, że zgoda.
- Dobra - powiedziała Jadwinia - więc tu jest kuchnia, tutaj stół, a tam kredens, a nad nim zdjęcie wuja Leona. Jest wieczór, ja jestem ubrana w czerwoną sukienkę i buty na obcasach mojej mamy, a ty wracasz z pracy. No już.
Spojrzałem na ulicę, czy nikt nie idzie, na przykład Alcest, kumpel, który niedaleko mieszka, a potem zacząłem się bawić.
Udałem, że otwieram drzwi, i powiedziałem:
- Dobry wieczór, Jadwiniu.
- Nie - roześmiała się Jadwinia. - Ale ty jesteś głupi! Musisz do mnie mówić kochanie, jak tata, a ja będę mówiła do ciebie tak, jak mama mówi do taty. Zaczynamy od nowa.
Zacząłem od nowa.
- Dobry wieczór, kochanie - powiedziałem.
- Dobry wieczór, Grzegorzu - powiedziała do mnie Jadwinia - o której to się wraca?
- Ale, Jadwiniu... - powiedziałem, ale Jadwinia nie dała mi dokończyć.
- Nie, Mikołaj, nie umiesz się bawić! Naprawdę! Masz mówić do mnie kochanie i powiedzieć, że miałeś dużo pracy i dlatego tak późno wracasz! - zawołała.
- Miałem mnóstwo pracy - powiedziałem - dlatego późno wracam, kochanie.
Wtedy Jadwinia podniosła ręce do góry i krzyknęła:
- Ach! Tego się spodziewałam! Co wieczór jest to samo! Założę się, że znowu włóczyłeś się z kolegami! I oczywiście nie obchodzi cię, czy ja się nie denerwuję, czy kolacja nie stygnie ani czy nasza córeczka, która jest taka ładna, nie jest chora. Mógłbyś przynajmniej zadzwonić, pamiętać, że masz rodzinę i dom. Ale nie, pana to wszystko nie interesuje, pan woli towarzystwo kolegów! Och, jestem bardzo nieszczęśliwa! I nie mów do mnie kochanie!
Kiedy Jadwinia skończyła mówić, była cała czerwona, a potem powiedziała:
- No czego stoisz z otwartymi ustami, Mikołaj? Baw się!
- Wiesz co, Jadwiniu - spytałem - może byśmy pograli w piłkę? Nie będę mocno strzelał, zobaczysz.
- Nie - odpowiedziała Jadwinia. - Teraz możesz powiedzieć, że dużo pracujesz, żeby przynieść do domu mnóstwo pieniędzy.
- Dużo pracuję, żeby przynieść do domu mnóstwo pieniędzy - powiedziałem.
Wtedy Jadwinia zaczęła wymachiwać rękami.
- I tego też się spodziewałam! - krzyknęła. - Wykorzystują cię w pracy. Och, oczywiście, to nie ty musisz kupować jedzenie i płacić praczce. Ale mnie nie wystarcza to, co mi dajesz. Lalka i ja nie mamy co na siebie włożyć. Tyle razy już ci mówiłam, żebyś poszedł do swojego dyrektora i poprosił go o podwyżkę. Ale ty nie masz odwagi i czuję, że sama do niego pójdę!
- A ja co teraz mówię? - spytałem.
- Nic - powiedziała Jadwinia. - Siadasz do stołu i czekasz na kolację, czytając gazetę.
Więc usiadłem na trawie i udałem, że czytam gazetę.
- Zamiast czytać gazetę - powiedziała Jadwinia - mógłbyś ze mną trochę porozmawiać, opowiedzieć, co dzisiaj robiłeś. Przez cały dzień siedzę w domu sama, nie mam do kogo otworzyć ust, a ty przychodzisz, bierzesz gazetę i nawet się nie odezwiesz.
- Ale, Jadwiniu - powiedziałem - sama kazałaś mi czytać gazetę!
Wtedy Jadwinia zaczęła się śmiać.
- Tak, głuptasie - przyznała - ale to dla żartu, bawimy się. Więc teraz udajesz, że zamykasz gazetę, i mówisz "masz ci los"!
Jadwinia ślicznie wygląda, kiedy się śmieje, i lubię się z nią bawić, więc udałem, że zamykam gazetę, i powiedziałem:
- Masz ci los!
- No to już szczyt! - zawołała Jadwinia. - Jaśnie pan protestuje, kiedy go proszę, żeby zamknął gazetę. I nawet nie pocałowałeś swojej córki, która jest taka ładna i dostała dobry stopień z recytacji!
Jadwinia podniosła z ziemi lalkę i chciała, żebym ją wziął.
- Nie - powiedziałem. - Lalki nie!
- A dlaczego lalki nie? - spytała Jadwinia.
- Z powodu Alcesta - odpowiedziałem. - Gdyby mnie zobaczył, wyszedłbym na idiotę i w szkole by wszystkim rozgadał.
- A kto to taki ten Alcest, jeśli można wiedzieć? - spytała Jadwinia.
- Kolega - wyjaśniłem. - Jest gruby i bez przerwy je, na przerwach jest bramkarzem.
Wtedy Jadwinia zmrużyła oczy, tak że zrobiły się całkiem małe.
- Więc wolisz bawić się ze swoim kolegą niż ze mną? - powiedziała.
- Nie - odpowiedziałem. - Ale teraz moglibyśmy pobawić się kolejką elektryczną, mam mnóstwo wagonów i szlabany, które się podnoszą i opuszczają.
- Jak wolisz bawić się z kolegą, to się z nim baw. Ja wracam do swojej mamy! - oświadczyła Jadwinia i sobie poszła.
Zostałem sam w ogrodzie i chciało mi się trochę płakać, ale z domu, śmiejąc się, wyszedł tata.
- Patrzyłem na was przez okno - oznajmił. - Bardzo dobrze zrobiłeś! Byłeś stanowczy!
A potem położył mi rękę na ramieniu i powiedział:
- No cóż, mój stary, one wszystkie są takie same!
Strasznie się ucieszyłem, bo tata rozmawiał ze mną, jakbym był dorosły. A co do Jadwini, która jest bardzo fajna, to jutro pójdę ją przeprosić. Jak dorosły.