Jak być jednym i drugim - Ali Smith

Kup ebooka

47.99 zł
39.83 zł (33,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

I

Hej ależ potężne to obracanie rychle jak

ryba na haczyku wyciągana za pyszczek

gdyby można było wyciągnąć rybę przez

ceglaną ścianę grubości 6 stóp albo

strzała gdyby strzała mogła frunąć po nieśpiesznej

spirali jak ta na muszli ślimaka albo

gwiazda z ogonem gdyby gwiazda została wystrzelona

do góry i mijała larwy robaki

kości i kamienne ozdoby tak szybko

w górę jak szybki lot w dół

tych koni z opowieści o

rydwanie słońca kiedy ten

młody śmiałek nimi powoził choć

ojciec mu zakazał a on

go nie posłuchał i nie mógł ich utrzymać

był za mały za słaby i runęli w dół

rozbili się na ziemi zabijając mrowie

ludzi i całe pole owiec pod sobą

i teraz ja tak spadam do góry z

prędkością 40 koni dobry Boże stary

Ojczematko proszę rozstaw ex tempore

gdziekolwiek mam spaść

w jakikolwiek cel uderzyć (błagam o

przebaczenie) (pilne) stado miłych

miękkich wełnistych żeby złagodzić (au) co u

właśnie zaczepiam (czym)

o (aua)

mijam (uff) (łup)

(pam) (aj)

(litości)

ale zaraz

patrzcie czy to nie

słońce

błękitne niebo białe smugi

błękit na nim

przechodzi wyżej w ciemniejszy błękit

najpierw zielononiebieska podmalówka

dodaj indygo pod lazurytem domieszaj

biel ołowiową lub popiół laseruj lazurem

to samo stare niebo? ziemia? znowu?

znowu w domu znowu w domu

roztańczone spadanie w górę

jak nasienie z drzewa ze skrzydełkiem

bo kiedy

korzenie zmierzające ku powierzchni

przebijają powierzchnię zamieniają się w pędy

i pędy wyciągają się między sobą w łodygi

a na samej górze łodyg

są kwiaty które otwierają się na

cały świat jak

oczy :

witaj :

cóż to takiego?

Chłopiec przed obrazem.

Znakomicie : Lubię ładne plecy : najlepsze w odwróconych plecach jest to, że lico, którego nie widać, pozostaje nieznane : hej : ty : słyszysz mnie? Głuchyś? Nie? Mój podbródek na twoim ramieniu tuż obok twojego ucha, a ty mnie nie słyszysz, ha, no cóż, stary spór o to, co potężniejsze, oko czy ucho, wychodzi na to, że wszystko jedno, gdy jest się wszystkim i jednym, więc wołaj mnie Cosmo wołaj mnie Lorenzo wołaj mnie Ercole wołaj mnie nieznany malarzu szkoły jakiej tylko chcesz wybaczam ci nie obchodzi mnie - nie musi mnie obchodzić - i dobrze - kogoś innego może obchodzić, bo słuchaj, kiedyś pewien starzec sypiał przez całe lata przykryty zimą w łóżku moim Marsjaszem (wczesna praca, zaginiona na zawsze, len, płótno, pleśń) sztywnym od kolorów na pościeli, nie miał za dużo tej pościeli, ale mój Marsjasz dawał mu ciepło, przyjemna ciężka dodatkowa skóra pozwoliła mu przetrwać, jak sądzę : to znaczy zmarł, tak, ale dopiero później i nie z zimna, rozumiesz?

Nikt nie wspomina tamtego starca.

Oprócz mnie, przed chwilą

chociaż bardzo blade, te kolory teraz

ledwie pamiętam, jak się nazywam, nie pamięt praw nic

aczkolwiek lubię, lubiłam

piękny kawałek materii

i to, jak się skręca opadający z koszuli lub rękawa kawałek wstążki

i to, jak najcieńsza najbledsza ledwo zarysowana linia węglem może wyczarować łodygę, która rozszczepia skałę

i lubię ładną śmiałą krzywą w linii, jego plecy mają takie zakrzywienie w ramionach : smutek?

Czy po prostu wieczny prastary smutek wtajemniczenia

(pięknie ujęte, nie chwaląc się)

ale o Boże Chryste drogi i wszyscy święci... ten obraz, na który on... jest... mój, ja go namalowałam,

zaraz, kto to?

nie San Paolo, chociaż San Paolo jest zawsze łysy, bo tak go należy przedstawiać, łysego...

chwila, ja... tak, chyba ja... to oblicze i...

bo gdzie reszta? Bo nie był tylko ten, był częścią innych : ktoś go wstawił w ramę

bardzo ładną ramę

i skały na obrazie, aha, szata oddana dobrze, nie, bardzo dobrze - czerń, by pokazać władzę, proszę, jak peleryna się rozchyla i ukazuje inną materię tam, gdzie spodziewamy się ciała, sprytnie, nic nie odsłania i ach, lasek małych iglaków na szczycie zniszczonej kolumny za jego głową...

ale co z tym starym Jezusem na górze?

Starym?

Jezusem?

jakby ostatecznie udało Mu się zestarzeć, gdy wszyscy wiedzą, że Jezus nie może być starszy niż oczy bez zmarszczek lśniące włosy koloru dojrzałego orzecha leszczyny i równo rozczesane pośrodku jak nazarejczycy proste na górze bardziej kręcące się od uszu w dół oblicze bardziej skłaniające się do płaczu niż do śmiechu czoło szerokie gładkie spokojne nie starsze niż 33 lata i wciąż najpiękniejsze dziecko człowiecze Chrystus starzec, dlaczego namalowałam starego (bluźnierstwo)?

Zaraz - bo - chyba pamiętam : coś : tak, dodałam ręce, 2 dłonie pod jego (to znaczy Jego) stopami : coś, co można dostrzec, dopiero gdy się dobrze przyjrzeć, ręce, które należą do aniołów, a mimo to wyglądają, jakby nie należały do nikogo : jakby były przeżarte złotem, całe w złocie, jakby wrzody zamienione w złoto, aksamitna zupa ze złotej soczewicy, złota pleśń, jak gdyby cielesne pęcherze mogły się zamienić w cenny metal

ale dlaczego u licha to zrobiłam?

(Nie pamię)

Spójrz na te wszystkie anioły wokół Niego, ładne ze swoimi biczami i batami, dobra byłam

nie, nie, cofnij się popatrz na całość z odpowiedniej odległości

i pozostałe obrazy w tej sali : przestań się gapić na własny : obejrzyj inne gwoli własnego uświadomienia.

Chyba rozpozn

o Jezu... toż to...

Cosmo, nieprawdaż?

Obraz Cosma.

San Gerolamo...?

ale ha ha o mój dobry Boże spójrz na to nic niewarte o ho ho co za niedorzeczność

(od której mój święty odwraca wzrok z właściwą godnością i pomiarkowaniem)

efekciarski święty efekciarskiego Cosma, szalony, żałosny, z ręką w górze trzymającą wysoko kamień gotów umartwiać ciało, żeby zamawiający poczuli się usatysfakcjonowani, że nie wyrzucili pieniędzy w błoto : popatrz na to drzewo za nim wygięte jak w jakimś nienaturalnym geście i na krew skapującą mu po piersi : Boże najdroższy Matkoojcze po to z takim trudem wróciłam przez ścianę ziemi warstwy skały i glebę robactwo i skorupy gwiazdy bogów zmienne koleje i historie roztrzaskane szczątki rzeczy zapomnianych i zapamiętanych całą długą drogę stamtąd tutaj... żeby Cosmo był niemal pierwszą rzeczą, jak tylko otworzę moje

Cosmo piekielny Cosmo, którego ojciec szewc nie był wcale wyżej postawiony niż mój, niżej nawet : Cosmo upajający się jedynie dworskimi fatałaszkami próżny jak tylko być można : zawsze skłaniający się w swej strojności ku temu, co zdeformowane i niepiękne : z nadskakującą trupą asystentów zapatrzonych w każdą naniesioną plamkę, jakby każdy jego gest był książęcą procesją.

Aczkolwiek tamten obraz, o tam, też Cosma, jest istotnie, tak, przyznaję, całkiem udany

(ale te kule wiszące nad jej głową ja sama mu pokazywałam, jak je poprawić, gdy pracowaliśmy w... gdzie to było? w pałacu pięknych kwiatów? wtedy, co Cosmo udawał, że mnie nie zna, chociaż wiedział doskonale, kim)

a ten tam, też jego, prawda? Nigdy go nie widziałam, ale to jego : tak : ach: piękny : i tamten też chyba Cosma, tak?