Ewa Woydyłło-Osiatyńska, doktor psychologii i terapeutka uzależnień. Autorka książek, m.in.: Wybieram wolność, czyli rzecz o wyzwalaniu się z uzależnień, Zaproszenie do życia, Podnieś głowę, Buty szczęścia, Sekrety kobiet, My - rodzice dorosłych dzieci, W zgodzie ze sobą, Rak duszy, O alkoholizmie, Poprawka z matury. Spopularyzowała w Polsce leczenie oparte na modelu Minnesota, bazującym na filozofii Anonimowych Alkoholików.
Wielu rodziców mówi o tym, że ma lub chciałoby mieć normalne i szczęśliwe dziecko. Albo wręcz, napotykając pewne trudności wychowawcze, zadaje pytanie: czy moje dziecko jest normalne?, czy zachowanie mojego dziecka jest normalne? Ale czy my jesteśmy w stanie tę normalność jakoś zdefiniować? Jaki jest normalny człowiek? Do czego mamy się odnosić, mówiąc, co jest, a co nie jest normalne?
Pytanie pada w momencie, w którym powoli, na szczęście, przestaje być aktualne. Dotarliśmy do tego etapu, ponieważ od niedawna, może od kilkunastu lat, funkcjonuje w świadomości społecznej pojęcie neuroróżnorodności. To słowo stworzyli i spopularyzowali wspólnie pod koniec lat 90. XX wieku australijska socjolożka Judy Singer i amerykański dziennikarz Harvey Blume. Termin neuroróżnorodność miał podkreślać różnice zachodzące w ludzkich mózgach i determinujące nasze zachowania w takich sferach jak życie społeczne i towarzyskie, ale też nastrój, zdolność do uczenia się, koncentrowania uwagi. Chodziło o to, żeby uznać, że wszyscy się od siebie różnimy i przestać dzielić ludzi na lepszych i gorszych, słabszych i silniejszych.
Dzisiaj mamy na ten temat już całkiem długą listę publikacji, także w Polsce. Polska jest też pierwszym krajem, w którym powstają studia podyplomowe na uczelni państwowej, które będą dotyczyły właśnie zjawiska neuroróżnorodności rozumianej jako pewna wspólna cecha całej populacji ludzkiej. Wedle tej koncepcji wszyscy znajdujemy się na jednej osi, w skali od 0 do 100. Na tej jednej osi znajdują się naprawdę wszyscy - osoby, które nie mówią, które mają zaburzenia myślenia, osoby mające psychotyczne odchylenia, cierpiące z powodu chorób psychicznych, a także osoby, które kiedyś nazywaliśmy normalnymi oraz jednostki wybitne pod względem intelektualnych dokonań - genialni fizycy, astronomowie, myśliciele, poeci, poligloci znający po dwadzieścia sześć języków i tak dalej. To wszystko jest normą, ale różnice między nami występują w każdym punkcie tej skali.
Neuroróżnorodność sprawia, że nasze mózgi pracują w inny sposób niż przeciętny. Dzielimy więc ludzi nie na normalnych i nienormalnych, tylko na przeciętnych i nieprzeciętnych. Przeciętnych jest rzecz jasna więcej, dlatego przeciętność traktujemy jako punkt odniesienia. Choć nadal można się zastanawiać nad tym - dlaczego? Bardzo chciałabym, żebyśmy w ogóle przestali się tych punktów odniesienia czepiać. Bo na przykład jaki wzrost ludzi jest normalny? Umie pani powiedzieć?
Przypuszczam, że koło 175 centymetrów.
Możliwe, w Polsce. Ale ja mam na przykład bliską osobę, która ma 156 centymetrów wzrostu. Ta osoba pojechała kiedyś do Tajlandii i oznajmiła: "Ja tutaj zostanę, tu jestem najwyższa". To jest dobry przykład na to, że to, co u nas jest poza normą, poniżej przeciętnej, gdzie indziej jest normą albo też jest poza normą, ale w drugą stronę - powyżej przeciętnej.
To samo możemy powiedzieć o kwestii zdrowia psychicznego?
Oczywiście. Weźmy chociażby taki przykład - dla części osób normalne jest, że gdy przychodzi się w odwiedziny do znajomych, to się z nimi radośnie wita, ściska, całuje. Ale co, jeśli taka osoba wejdzie do domu, w którym mieszka autystyczne dziecko, które boi się nowych doświadczeń, hałasów, obcych ludzi? Jeśli taka osoba będzie chciała to dziecko ściskać i całować, a ono w odpowiedzi zacznie głośno krzyczeć, protestować czy nawet uciekać, to czyje zachowanie jest normalne? John Forbes Nash Junior był lauretem Nobla w dziedzinie ekonomii i wielu nagród w dziedzinie matematyki, ale cierpiał na schizofrenię paranoidalną. Czy to znaczy, że był nienormalny czy genialny? Podobnie Pablo Picasso. U Alberta Einsteina i Izaaka Newtona występowały typowe objawy syndromu Aspergera. Czy to czyni ich nienormalnymi i przekreśla cały naukowy dorobek tych osób? Otóż nie.
Bardzo ostrożnie proponowałabym posługiwać się tym kodeksem normalności, który przemija. Sama też zwracam na to baczną uwagę. W Nowej Zelandii, w Danii, w Islandii, wśród pracowników uczelni amerykańskich ten kodeks już nie istnieje, jednak w Polsce nadal mamy wiele osób uprzedzonych do wszelkiej odmienności. Idziemy do przodu, ale w całym tym kondukcie wciąż wleczemy się z tyłu.
Jak w takim razie mamy rozpoznać te problemy ze zdrowiem psychicznym, które wymagają specjalistycznej pomocy? Co powinno nas skłonić do działania? A co powinniśmy jedynie zaakceptować?
Wszystko, co uważamy za problemy, powinniśmy brać pod uwagę i sami szukać pomocy lub ewentualnie się w tę pomoc dla kogoś angażować. Należy jednak pamiętać, że te problemy nie zawsze są wynikiem choroby psychicznej. Bywa i tak, że są to po prostu dowody na różne stopnie wrażliwości. A jeśli chodzi o wrażliwość, to nie ma takiej, którą byśmy mogli uznać za standard.
Niemniej jednak tak jak dziecku, które uczy się chodzić, trzeba pomóc, tak samo człowiekowi dorosłemu, który ma lęki albo który ma fobie, trzeba pomóc. Lęki i fobie, które jeszcze do niedawna uważano za straszną wadę, dziś rozumiemy już jako cechę, którą można modelować. Dziś w ogóle wiemy o wiele więcej niż jeszcze dziesięć, piętnaście czy dwadzieścia lat temu. Przecież do niedawna mieliśmy możliwość badania mózgu wyłącznie zmarłych osób, a dziś możemy już przyglądać się temu, jak mózg działa u żywych. Dzisiaj już wiemy, że nasze mózgi dynamicznie się zmieniają. Wiemy nie tylko, że pani ma inny mózg niż pani brat, ale też, że pani mózg dzisiaj jest zupełnie inny niż był osiem lat temu. I dlatego pani też jest zupełnie inna niż była pani osiem lat temu! Nie jest też pani w stanie przewidzieć w żaden sposób, jak zmieni się pani pod wpływem kolejnych doświadczeń, na przykład kiedy się pani kogoś wystraszy albo ktoś okaże pani wiele dobroci, albo przeczyta pani książkę, wiersz i zajdzie w pani diametralna zmiana - z osoby rzeczowej stanie się pani osobą głęboko uduchowioną. Albo na pewnym etapie życia przestaną się pani podobać męskie pieszczoty, zapach mężczyzny będzie panią drażnił. Wtedy otworzy się pani na zupełnie inną seksualność.
Wciąż nie umiemy wyjaśnić mechanizmu zmian zachodzących w mózgu. Wiemy, że nasz mózg reaguje na bodźce, ale my tych bodźców nie kontrolujemy. I to jest fascynujące! Właśnie dlatego powinniśmy odejść od naszych ulubionych szufladek, przestać wkładać do nich siebie nawzajem na siłę. To, co powinniśmy zrobić, to otworzyć wszystkie te szufladki i pozwolić ludziom samodzielnie wybrać półeczkę, na której chcą się usadowić, z której jednak zawsze mogą zejść i wejść na inną, przyłączyć się do kogoś, kto na niej siedzi. Bo de facto tak właśnie wygląda nasze życie.
Dobrze to rozumiem, od wielu lat pracuję z osobami uzależnionymi. Na co dzień biorę udział w procesie, w którym ktoś, kto jest na przykład chamem, łobuzem, bezdusznym alimenciarzem, który nie chce utrzymywać własnego dziecka, w ciągu kilku tygodni albo miesięcy, na skutek trochę innego traktowania, innej atmosfery w najbliższym otoczeniu, innej jakości rozmów, staje się kompletnie innym człowiekiem, nierzadko lepszym. Połowa świętych Kościoła katolickiego przeszła takie transformacje, ze Świętym Augustynem na czele. Te przykłady są najlepszym dowodem na to, że nie warto odtrącać wszystkich, którzy nie mieszczą się w szufladzie przeciętności. Ale jeśli nadal pani nie przekonałam, proszę sobie uświadomić, że jedna trzecia, czyli trochę ponad 30 procent pracowników Doliny Krzemowej, tego dziwnego miejsca w Kalifornii, skąd pochodzą niemal wszystkie wynalazki cyfrowo-elektroniczne, to są osoby z diagnozą Asperger lub autyzm zaawansowany. I to właśnie dzięki tym osobom nowinki technologiczne wyrastają jak grzyby po deszczu. Dlaczego? Dlatego, że właśnie w Dolinie Krzemowej ci ludzie mają idealne dla siebie warunki do pracy. Im wolno na przykład z nikim nie rozmawiać.
Otóż to! Zatem pytanie brzmi, czy my - jako rodzice - w ogóle powinniśmy szukać tej przeciętności, tego punktu odniesienia? Często myślimy: "moje dziecko jest inne niż rówieśnicy", albo "moje dziecko rozwija się w innym tempie niż jego rówieśnicy", albo po prostu zaskakuje nas, że nasze dziecko reaguje nie tak, jak się tego spodziewaliśmy. Powinniśmy się tego myślenia oduczyć? Czy o to w tym chodzi? Czy jednak moment, w którym rodzice nie mogą nad dzieckiem zapanować, to jest właśnie dobry moment na wizytę u psychologa czy terapeuty?
Dokładnie tak. Tak zresztą współcześni rodzice robią, oczywiście ci świadomi. Rodzice się bardzo dobrze sprawują, ponieważ podejmują jakieś działanie, rozpoczynają proces, pewną procedurę, która te dzieci wprowadzi do mainstreamu. Dziecko mimo wszystko powinno być w kontakcie ze światem. Jeśli akurat są w tym aspekcie trudności, trzeba to konkretne dziecko wesprzeć, dać mu trochę więcej opieki i pomocy. Ten sam schemat działania dotyczy dzieci cierpiących z powodu jakichś dolegliwości fizycznych - jeśli mamy dziecko, które na przykład urodziło się ze szpotawą nóżką, to robimy operację, potem uczymy je chodzić, zakładamy ortezę na kilka miesięcy albo na parę lat.
Smutne jednak jest to, że w każdej takiej sytuacji, zwłaszcza dotyczącej emocji czy psychologii, rodzice mają z powodu problemów dziecka straszne kompleksy. Czują się gorsi dlatego, że ich syn lub córka napotyka na jakieś trudności lub odróżnia się od przeciętnej. To wynika z okropnej niewiedzy. U nas wciąż przecież zdarza się, że homoseksualni nastolatkowie są wykluczani z rodziny po tym, jak dokonają coming outu!
Ja sama wierzę, że to się zmieni. Że edukacja zrobi swoje. Przecież to, że kiedyś karano dziecko za pisanie lewą ręką, też wynikało z niewiedzy. A dziś? Dziś mamy prezydentów, którzy podpisują traktaty lewą ręką. Dzieci autystyczne na pewnym etapie wykluczano niejako ze szkoły, wysyłano je na terapię zajęciową, mówiąc, że i tak się niczego nie nauczą. Żyć ludzkich, które zostały w ten sposób zniweczone, były prawdopodobnie w dziejach świata miliony. Dziś najbardziej jaskrawym tego przykładem jest właśnie nasz stosunek do osób homoseksualnych, niebinarnych. Geje czy lesbijki po przeprowadzce do innego kraju rozkwitają. A w Polsce? W Polsce regularnie są narażeni na to, że ktoś ich na ulicy pobije, a może nawet zabije.
Świat zostawił nas w tej kwestii w tyle. Dlatego, że świat szybciej od nas się uczy.
Dlaczego mamy w Polsce taki problem z tym, żeby przyspieszyć i w sferze akceptacji, tolerancji i otwartości umysłowej dorównać społeczeństwom zachodnim?
Ponieważ Kościół katolicki wciąż ma w naszym kraju niebywale silną pozycję, pod każdym względem. Ludzie mają takie a nie inne poglądy, bo są nimi u nas karmieni. A Kościół uważa, że cierpienie to cel naszego życia.
Wie pani, byłam w tym roku na Festiwalu Góry Literatury, który organizuje Fundacja Olgi Tokarczuk. On się odbywał w Nowej Rudzie, Wałbrzychu, Radkowie, Ścinawce Górnej i w Sokołowsku. Na tej imprezie zawsze jest trochę przyjezdnych, ale przychodzi też sporo miejscowych. I to jest piękne. Takich festiwali powinno być więcej, w każdym regionie Polski. Dla nas, w Warszawie, normą jest, że można sobie iść do kawiarni, wziąć jakąś książkę z półki i czytać, za darmo! Ale w mniejszych miejscowościach, na wsiach takich kawiarni nie ma. I to jest nasz największy problem. Progiem, przez który nie możemy przeskoczyć, jest właśnie dostęp do wiedzy. Do wiedzy, a nie dogmatów.
Zdarzają się jednak ludzie, którzy są w stanie się tym dogmatom sprzeciwić, przeciwstawić.
Owszem, choć są w mniejszości. I zwykle są to dwa typy ludzi - jeden z nich to ci, którzy nie chodzili do polskich szkół. Ten typ osób potrafi myśleć samodzielnie. Czasem są to ludzie kształceni w domu, czasem za granicą. Drugi typ to tacy, którzy sporo jeżdżą lub jeździli po świecie, choćby na saksy, na truskawki. Ci ludzie w czasie swoich podróży zobaczyli inny świat, inne możliwości. Znakomita większość osób w Polsce jest jednak trzymana w ryzach, które naprawdę mogą zatruć życie.
Czy to również mogło przyczynić się do kryzysu zdrowia psychicznego, z którym zmagamy się w tej chwili?
Nie sądzę. Kryzys zdrowia psychicznego to chyba jest po prostu taka kulturowa polska preferencja. U nas wypada być zmęczonym, smutnym i ten smutek celebrować. Napisałam na ten temat książkę Dobra pamięć, zła pamięć, potem napisałam książkę Bo jesteś człowiekiem. Żyć z depresją, ale nie w depresji. Owszem, są ludzie, którzy idą tą drogą, kreują swoje życie, biorą stery we własne ręce. Ale u nas filozofia życia, załamania psychiczne, ogólna nasza kondycja emocjonalna i mentalna jest ciągłością jednej sentencji - dźwigaj swój krzyż, tak jak Jezus, im gorsze i trudniejsze masz życie, tym bardziej Bóg będzie cię kochał.
Jak w tych czasach być dobrym rodzicem?
To akurat jest do zrobienia. Są miejsca pełne mądrych ludzi, są książki, są warsztaty, pisze się o rodzicielstwie, mówi się o nim. To bardzo ważne! Bardzo ważne jest też to, żeby odczarować to przekonanie, że dzieci trzeba wychowywać w posłuszeństwie. Mój kolega, Jarek Sokołowski, były policjant, napisał doktorat o sektach, świetny. Wie pani, dlaczego niektóre dzieci mają skłonność do poddawania się takim charyzmatycznym przywódcom, idolom? Właśnie dlatego, że są wychowywane w posłuszeństwie i tego posłuszeństwa wymaga się od nich z każdej strony. To jest bardzo smutne, bo czasem wystarczy jedna dorosła osoba, jeden przyjaciel domu, jeden nauczyciel w szkole, który otwiera dzieciom głowy, wyzwalając je z przekonania o własnej słabości, niemocy, odmienności.
Ja osobiście zawzięcie zwalczam słowo "grzeczny". Bo jakie jest jego znaczenie? Grzeczny, czyli taki, którego nie słychać i nie widać. Sprawdziłam nawet przed naszą rozmową, że ani we francuskim, ani w hiszpańskim, ani w niemieckim, ani w angielskim, włoskim i rosyjskim ono zwyczajnie nie występuje. Do dzieci się mówi "be polite, be good", bądź dobrym dzieckiem, bądź uprzejmy, ale to nie znaczy, że masz na przykład głośno nie śpiewać albo nie podskakiwać. Bardzo często mówi się też "be generous", czyli dziel się z innymi. A jednak to właśnie grzeczne ma być wymarzone dziecko Polaka.
Jeśli będzie niegrzeczne, to mamy być spokojni o jego czy jej przyszłość? Bycie niegrzecznym da nam pewność, że dziecko sobie w życiu poradzi? I będzie szczęśliwe?
Dziecko powinno być dla nas najważniejszą istotą na świecie, a my sami powinniśmy mieć świadomość tego, że przygotowujemy to dziecko do samodzielnego życia. Albo je przygotujemy dobrze, albo źle. Przez ten pryzmat powinniśmy przepuszczać nasze przekonanie o grzeczności lub jej braku.
Jak możemy zdefiniować to dobre przygotowanie do życia?
Dobre przygotowanie daje owoce w postaci dziecka, które czuje się kochane i akceptowane, które ma wolę walki o zaspokajanie swoich potrzeb i spełnianie marzeń i takie, które zna swoje mocne i słabe strony, rozumie samego siebie.
By wychować takie dziecko naprawdę nie potrzeba wiele, czasem trzeba tylko spróbować dzieci zrozumieć i odrobinę im sprawę ułatwić. Podam pani przykład dziewczynki z pewnego przedszkola, która gryzła inne dzieci i przestała dopiero wtedy, gdy została wyznaczona na dyżurną łazienki. Jej obowiązkem było dopilnowanie, żeby wszystkie dzieci umyły ręce, odłożyły na miejsce mydełka, ręczniczki itp. Wychowawczyni uprzedziła dziewczynkę, że ma prawo dzieciom zwracać uwagę, dzieci poinformowała o tym samym. I od tego momentu mała agresorka nie ruszyła żadnego dziecka. Dlaczego? Dlatego, że poczuła się pewnie. Dostała swoją funkcję, swoje poletko, poczuła się ważna, poczuła, że ma moc sprawczą.
Dlaczego wcześniej się tak nie czuła?
Ponieważ była z całej grupy najmniejsza. Naprawdę była malutka jak na swój wiek. Niektóre z dzieci przewyższały ją o głowę. Czuła się po prostu przytłoczona, zdominowana przez resztę grupy. Czyli ta pani przedszkolanka okazała się niezłą psycholożką.
W wychowywaniu dzieci nie chodzi jednak tylko o wykształcenie czy wiedzę. Chodzi przede wszystkim o to, żeby pielęgnować w sobie wrażliwość, potrafić myśleć, analizować, dociekać przyczyn. W Polsce wciąż wychowujemy dzieci w oparciu o system kar i nagród, z karami wszakże na pierwszym miejscu. Tylko że kary w ogóle nie działają! Kara powoduje jedynie chęć zemsty. Nie od razu, nie, dzieci nie są głupie. Ale jak pani myśli, dlaczego współcześnie tak wiele młodych ludzi nie utrzymuje kontaktu z rodzicami? Właśnie dlatego. I ja się temu wcale nie dziwię, bo ja sama nie dzwoniłabym z pytaniem "co słychać?" do takiej jędzy, do osoby, która mnie często karała, wmawiając mi jeszcze na dodatek, że to dla mojego dobra. Nie lubiłabym takiej matki.
Pani doktor, ale ci rodzice, z którymi ja rozmawiam, są bardzo przejęci swoją rolą ojca, matki. Często zapewniają, że starają się, próbują stosować się do zaleceń psychologów. Chcą ze swoimi dziećmi rozmawiać, chcą im udzielać takiego werbalnego wsparcia, ale te dzieci nie chcą ich słuchać, nie chcą z nimi rozmawiać.
Dlatego, że za późno zaczynają. Z dzieckiem trzeba rozmawiać od trzeciego dnia życia nieustannie. W przeciwnym razie faktycznie wychowamy młodego człowieka, który w wieku ośmiu, dziewięciu, najdalej dziesięciu lat będzie zajmował się głównie swoim smartfonem, będzie zamykał się w pokoju i przyklejał na drzwiach kartkę z napisem "bez pukania nie wchodzić" albo po prostu "nie wchodzić". Rodzice wtedy pytają: "Co ja mam teraz robić?", a ja odpowiadam: "A kiedy to się zaczęło? Do tej pory dziecko było kontaktowe? Rozmawialiście? Śmialiście się razem?". Często słyszę wtedy w odpowiedzi: "Wie pani, jak był mały, to bez przerwy gadał i ja nie mogłam już wytrzymać, wtedy to naprawdę nie mogłam wytrzymać". "No i co pani robiła?" "No musiałam się opędzać". "Więc skutecznie opędziła się pani od dziecka. Ileś czasu wytrzymywało, a pewnego dnia pomyślało sobie: Mam cię w nosie, nie to nie, przeszkadzam ci, więc daj mi spokój".
Żeby zbudować jakościową relację z dzieckiem, trzeba mieć w sobie tę gotowość do rozmowy od początku. Trzeba uczyć dziecko sposobów na spędzanie czasu razem, zachęcać do rozrywek takich jak basen, sport, czytanie książek, spotkania z koleżankami i kolegami i samemu w tych rozrywkach uczestniczyć. Ekranowa rozrywka, związana z telefonem, tabletem, komputerem, nie powinna w ogóle w życiu dziecka istnieć.
A da się błędy popełnione na tym polu naprawić? Nasze matki tak robiły, nasze babki też tak robiły, to opędzanie się od dzieci, o którym pani wspomniała, zdarzało się bardzo często. Powiedzmy, że mamy współczesnych rodziców, którzy zdali sobie sprawę z tego, że źle robią, lub ktoś im to uświadomił. Chcą nad tą relacją z dzieckiem popracować. Od czego zacząć?
Trzeba przyjść i powiedzieć wprost: "Słuchaj, synku/córko, wiesz co, narobiłam masę błędów. Chciałabym bardzo to zmienić. Powiedz mi, jak możemy współpracować. Jak myślisz, jak powinnam zmienić swoje postępowanie, żebyś ty lepiej się ze mną czuł?".
Szczerość jest więc kluczem?
Szczerość, a przede wszystkim odwaga potrzebna do tego, by przyznać się do błędów i ponieść za nie odpowiedzialność. Rodzicom często zdarza się pomijać zdanie dzieci. Robimy coś, ale nigdy nie pytamy syna czy córki, czy robimy dobrze, czy on lub ona czuje się kochana, wspierana, akceptowana, czy nasze zachowanie ją lub jego buduje, czy też go umniejsza. W biznesie to się nazywa negocjacje, w rodzicielstwie można to nazwać współpracą.
Ale jest jeszcze jedna rzecz, otóż moim zdaniem co najmniej 30 proc. dzieci, które się rodzą w Polsce, to dzieci nieplanowane i czasem też niechciane. Kiedy Polka zajdzie w ciążę, nie ma przecież wyjścia, musi urodzić. Nawet jeśli nie czuje się na to gotowa. A bywa i tak, że ludzie decydują się na dziecko pod presją otoczenia nieustannie dopytującego o to, kiedy rodzina się powiększy. I w końcu się powiększa, ale to nie jest wielki entuzjazm, nie ma tu radości z tego, że będziemy mieć malucha, wszystko będziemy robić razem, z tego, że będziemy rodziną.
Jeśli dziecko jest chciane, jeśli nam na dziecku zależy, to wiele rzeczy przyjdzie nam naturalnie. Oczywiście, że trzeba czerpać z dostępnej wiedzy, uczyć się, czytać, korzystać z pomocy specjalistów, jeśli sytuacja tego wymaga. Jeśli kupujesz pralkę, to najpierw czytasz instrukcję obsługi, gdy w domu pojawia się dziecko, należy zrobić to samo. Ale jeśli dziecko naprawdę jest chciane i kochane, to w większości przypadków wystarczy, że będziemy wobec siebie i wobec dziecka całkowicie szczerzy.
Jeszcze jedno - rodzice powinni o siebie dbać, o swój stan fizyczny, ale i dobrostan psychiczny. Jest taka modlitwa, którą rozpropagowali w Polsce Anonimowi Alkoholicy: "Boże, użycz mi pogody ducha, żebym się godził z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał, to, co mogę zmienić i mądrości, abym odróżnił jedno od drugiego". I to jest bardzo głęboka sentencja. To jest wprost genialna wskazówka na życie - zaakceptuj to, czego nie możesz zmienić. Pogódź się z tym, bo kiedy tak się stanie, nie będziesz czuł złości, smutku, nie będziesz chciał skakać z dwudziestego piętra. To samo się tyczy naszych dzieci. Tych, które są inne, niż chcieliby rodzice, co czasem jest źródłem wielkich problemów dla obu stron. Zaakceptuj to, jakie masz dziecko i nie oczekuj od niego, by spełniało twoje marzenia czy próbowało sprostać twoim wymaganiom. Wszyscy będą dzięki temu szczęśliwsi.