Jagoda i tajemnica zaginionego pióropusza - Wiola Michońska

Kup ebooka

17.99 zł
12.39 zł (12,69 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZ­DZIAŁPIERW­SZY

Ten, w któ­rym oka­zuje się, że je­dziemy na wy­cieczkę

- W na­stępny po­nie­dzia­łek je­dziemy na trzy­dniową wy­cieczkę! - przy­po­mniała nam pew­nego dnia na­sza na­uczy­cielka, pani Pau­linka, kiedy po prze­rwie obia­do­wej wró­ci­li­śmy do klasy.

Wszy­scy aż pod­sko­czy­li­śmy w ław­kach. W końcu coś cie­kaw­szego niż czy­ta­nie i ma­te­ma­tyka! Kom­plet­nie za­po­mnie­li­śmy, że to już, bo pla­no­wa­nie tej atrak­cji od­by­wało się bar­dzo dawno temu, je­sie­nią.

- Ale do­kąd ta wy­cieczka? Gdzie bę­dziemy spać? - do­py­tał od razu Ni­ko­dem, nie od­ry­wa­jąc wzroku od pani Pau­linki.

- Po­je­dziemy nad mo­rze i bę­dziemy spać w pen­sjo­na­cie. Czeka nas zie­lona szkoła. - Wszystko się wy­ja­śniło.

Wy­cieczka szkolna z no­co­wa­niem! Bę­dziemy je­chać au­to­ka­rem, zwie­dzać, piec kieł­ba­ski, spa­ce­ro­wać po plaży i może na­wet za­mo­czymy się w fa­lach! By­li­śmy tym wszyst­kim bar­dzo pod­eks­cy­to­wani.

Jak się oka­zało, jesz­cze bar­dziej pod­eks­cy­to­wani byli nasi ro­dzice.

- Bę­dziesz pa­mię­tać o my­ciu zę­bów rano i wie­czo­rem?

- W bocz­nej kie­szeni wa­lizki masz za­pas czy­stych skar­pe­tek.

- Nie za­po­mnij, że cie­plej­sza kurtka jest na sa­mym spo­dzie ba­gażu!

- Aha, no i zęby, czy ja już o tym mó­wi­łam?!

Po­wta­rzali nam to mi­lion razy dzien­nie. Prze­cież so­bie po­ra­dzimy. Nie je­ste­śmy już przed­szko­la­kami!

Ale eks­cy­ta­cja na­szych ro­dzi­ców to było jesz­cze nic. W dniu wy­jazdu naj­bar­dziej prze­jęta i roz­trze­pana była pani Pau­linka. Ze­bra­li­śmy się wszy­scy o umó­wio­nej go­dzi­nie pod szkołą. Au­to­bus już na nas cze­kał.

Wtedy to do­piero zro­biło się za­mie­sza­nie! Ta­tu­sio­wie po­ma­gali panu kie­rowcy pa­ko­wać na­sze ba­gaże do luku au­to­karu, ma­mu­sie co chwilę wska­ki­wały do środka, upew­nia­jąc się, że bę­dziemy pa­mię­tać o my­ciu zę­bów, a po­mię­dzy nimi bie­gała pani Pau­linka, li­cząc uczniów i spraw­dza­jąc, czy wszyst­kie ba­gaże zo­stały za­brane.

Trwało to okrop­nie długo, bo pani Pau­lince nic a nic te ra­chunki nie chciały się zgo­dzić. Naj­pierw było nas za mało, bo Ni­ko­dem schy­lił się aku­rat, szu­ka­jąc pod fo­te­lem bi­donu z wodą. Po chwili z ko­lei za dużo, bo do au­to­karu we­szły po dro­dze do szkoły dwie dziew­czynki z in­nej klasy i za­ga­dały się z Tym­kiem, więc pani Pau­linka mu­siała prze­rwać li­cze­nie i ode­słać je na lek­cje. Po tym wszyst­kim zro­biła się cała czer­wona i zre­zy­gno­wana opu­ściła ra­miona. Ale na szczę­ście wła­śnie wtedy oka­zało się, że wy­nik się zga­dza. Jesz­cze tylko ko­lejny raz upew­niła się, że wszyst­kie ba­gaże są za­pa­ko­wane, i kie­rowca mógł w końcu ru­szyć. Hurra! Na­sza pierw­sza szkolna, wio­senna wy­cieczka!

To nic, że wa­lizka na­szej pani zo­stała na chod­niku przed wej­ściem do szkoły. Mąż pani Pau­linki obie­cał przy­wieźć ją do pen­sjo­natu jesz­cze tego sa­mego dnia.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki