Rodzina w wirach historii
Niektórzy twierdzą, że przysłowia są mądrością. Gdyby faktycznie kierować się tą zasadą, można by uznać, że rodzina jest jednym z najgorszych zjawisk, jakie mogą przytrafić się człowiekowi. Gdy mowa o rodzinie, przysłowia odstraszają. Powtarzanym klasykiem jest prześmiewcze: "Z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu", a do tego: "Jaka matka, taka córka" czy: "Niedaleko pada jabłko od jabłoni", powiedzenia, które dla mnie brzmią trochę jak pogróżki. Przeglądając przepastne internetowe zasoby, natrafiam też na cytat z książki Ewy Nowak: "Rodzinę ma się tylko jedną, bo dwóch nikt by nie zniósł"3, zdanie, które najpierw śmieszy, a po chwili daje do myślenia.
Paradoksalnie jednak odkąd pamiętam, odkąd zajmuję się w mediach tematyką społeczną, badania opinii publicznej pokazują, że ponad 80% Polaków i Polek, niezależnie od wieku, wymienia rodzinę na pierwszym miejscu najważniejszych wartości w życiu4.
Pandemia COVID-19 namieszała w naszych rodzinnych relacjach. Wyostrzyła pewien paradoks rodziny. Z jednej strony, zamknięci w swoich domach w czasie twardego lockdownu, wzruszeni organizowaliśmy wideokonferencje z rodzicami, z dziadkami, od których musieliśmy się izolować, żeby nie zarazić ich śmiercionośnym wirusem. Skype, Messenger, Zoom, wszelkie technologie pozwalające zbliżyć się do oddalonych od nas, czasami o setki kilometrów, rodziców w podeszłym wieku stały się nieodłączną częścią naszej pandemicznej codzienności. Mam w telefonie zdjęcia ekranu komputera, z którego uśmiechają się moi rodzice. Oni przy swoim wielkanocnym stole, ja, mój mąż, moje dzieci przy swoim. Wirtualnie "dzielimy się jajeczkiem". Zdjęcie przypomina mi tę niezwykłą chwilę, na wspomnienie której nadal się wzruszam. Zamknięci w domu z członkami najbliższej rodziny, zaczęliśmy ich dostrzegać. Zaczęły się rozmowy, często głębokie, poruszające, na które w zabieganej codzienności, bezcovidowej wolności nie mieliśmy ani czasu, ani ochoty. Nie mogąc wyjeżdżać do egzotycznych krajów, zaczęliśmy kupować działki, przyczepy kempingowe, doceniliśmy rodzime miejsca. Zamiast byczyć się na hamaku w Tajlandii, wynajmowaliśmy domek na Kaszubach czy na Podlasiu. Wróciliśmy do korzeni. Z przymusu, ale wiele osób odkryło w tym radość. Oczywiście nie wszyscy. Zamknięcie w domach ujawniło dysfunkcje wielu rodzin. W wyniku lockdownu wzrosły przemoc domowa, agresja, napięcia między domownikami, co jest nie tylko polskim, ale i globalnym zjawiskiem.
Rodzinę się kocha, rodziny się nienawidzi, z rodziną chce się zacieśniać więzi, a czasem uciec od niej jak najdalej - a co czyni ją taką, jaka jest? Krewni? Ich relacje, animozje, różnice poglądów i charakterów? Wszystko to, ale do tego dochodzą również okoliczności zewnętrzne, w których bliscy próbują tkać swoją rodzinną nić porozumienia. Z lepszym lub gorszym efektem.
Pokazuje to inicjatywa "Korzenie pamięci" zapoczątkowana przez Muzeum Powstania Warszawskiego w 2021 roku. Do tej pory Archiwum Historii Mówionej Muzeum zapełniało się wspomnieniami Powstańców Warszawskich. "Honorata", "Piorun", "Grom", "Lesia", "Motyl" opowiadali o grozie wojny, dramatach walk i wzruszeniach zwycięstw. A gdyby o "Honoratę", "Pioruna", "Groma", "Lesię", "Motyla" zapytać ich bliskich? Jakimi ludźmi na co dzień byli walczący za Polskę Powstańcy? Czy wojenne wspomnienia żyły w nich do końca? Czy były obecne przy rodzinnym stole, a może w koszmarach wybudzających z głębokiego snu? Jakimi dziadkami, rodzicami, krewnymi stali się Powstańcy - ludzie z wojenną traumą wpisaną do dowodów osobistych? Czy sanitariuszki były opiekuńczymi babciami, odważnymi matkami dbającymi o dzieci mimo przeciwności? Losy rodzin z projektu "Korzenie pamięci" to losy związane z wojenną historią. Jedne rodziny bardzo tę historię pielęgnują, inne ona uwiera jak niewygodny kombinezon, który starają się rozpiąć, by żyć przyszłością. Żadna z nich jednak nie zapomina, nie odrzuca, nie przekreśla tego, co było.
Ta książka to opowieść o tym, co dają nam nasi przodkowie, ale też o tym, co sami decydujemy się od nich wziąć. To opowieść o pamięci i o niejednoznaczności rodziny, która daje miłość, zrozumienie, ciepło, przekazuje wartości, ale również obarcza traumą, bólem i trudem doświadczeń jej członków.
Poza wspomnieniami wnuków, dzieci i krewnych Powstańców Warszawskich zebrałam tu również opowieści badaczy - antropolożki kultury, psycholożki, genetyczki i genetyka, dziennikarki i założycielki fundacji działającej na rzecz seniorów, którzy z dystansu są w stanie spojrzeć na zagadnienia rodziny, pamięci, dziedziczenia, budowania więzi. Ale sami też przecież są wnukami i dziećmi ludzi zanurzonych w różnych historycznych wydarzeniach. Trudno to oddzielić od tego, kim są i co mówią dziś.
Na pewno i moja historia zawodowa nie bez powodu splotła się z "Korzeniami pamięci". Kiedy w marcu 2021 roku siedziałam w muzealnym pokoju z Agnieszką Szulejewską, pomysłodawczynią "Korzeni", i Janem Ołdakowskim, dyrektorem Muzeum Powstania Warszawskiego, z szeroko otwartymi z wrażenia oczami słuchałam ich opowieści o potrzebie pokazania Powstańców ze strony, z której nikt wcześniej na nich nie spojrzał. "Korzeniami pamięci" chcieli oddać ludziom ich człowieczeństwo. Pokazać, że herosi też czują, wątpią, tulą, kochają. Pokazać, jak historia zmienia rodzinne losy. Rodzina w wirach historii - ten temat jest mi bliski. Moją rodzinę wiry historii stawiały niejednokrotnie w obliczu wyjątkowych okoliczności. Kiedy uczyłam się w liceum, wzięłam udział w konkursie Ośrodka KARTA, który taki właśnie miał tytuł: "Rodzina w wirach historii". KARTA, wspólnie z niemiecką Fundacją Körbera, organizowała konkursy dla licealistów i gimnazjalistów, zachęcając ich w ten sposób do poznawania historii XX wieku przez pryzmat osobistych, rodzinnych doświadczeń ludzi. Młodzież badająca polsko-niemiecką historię - to był zdecydowanie "mój" temat. Moja babcia Klara Małecka z domu Neubauer była Niemką, a dziadek Jakub Tadeusz Małecki - partyzantem z Kielecczyzny. Wir historii rzucił oboje do gospodarstwa ogrodniczego na Ziemiach Odzyskanych w Zgorzelcu. Tym gospodarstwem dziadek zarządzał, a babcia w nim pracowała. "Polak i Niemka byli moimi dziadkami" - pisałam jako nastolatka. Zbierając informacje o Klarze i Tadeuszu, poznałam moich dalekich krewnych, którzy od lat ze sobą nie rozmawiali. Napisałam pracę o mojej rodzinie, która okazała się dla ludzi z KARTY na tyle ciekawa, że zostałam nagrodzona. A nagrodą był wyjazd do Niemiec, podczas którego spotkaliśmy się z profesorem Władysławem Bartoszewskim. Profesor przez całe życie intensywnie działał na rzecz polsko-niemieckiego pojednania. Jego twarz pamiętam do dziś. Nigdy nie spotkałam osoby tak zaangażowanej w opowiadanie historii jak on. "Polak i Niemka byli moimi dziadkami" - to zdanie dużo dla mnie znaczy. Nie mogłam nawet przypuszczać, że ponad dwadzieścia lat po jego napisaniu przeprowadzę wywiad z synem profesora Bartoszewskiego - Władysławem Teofilem Bartoszewskim. Syn jest tak podobny do ojca, że podczas wywiadu poczułam się jak wtedy w Niemczech, kiedy słuchałam profesora z zaangażowaniem dziękującego młodym ludziom za chęć poznawania historii swoich bliskich.
W tym momencie przypominają mi się słowa mojej babci.
Przewędrowała przez znaczną część Europy, zetknęła się z wieloma ludźmi różnej narodowości i zawsze mówiła, że nie chodzi o to, czy jesteś Polakiem, Niemcem, Żydem, Rumunem, Rosjaninem.
Chodzi o to, czy jesteś dobrym, szczerym, prawdziwym człowiekiem5.
Kiedy po prawie dwudziestu latach przeczytałam pracę o moich dziadkach, którą napisałam jako nastolatka - rozpłakałam się. Nie umiem powiedzieć dlaczego. Dziadka nie znałam, babcia zmarła, gdy miałam dziesięć czy jedenaście lat - nie byłam z nimi zżyta. Ale wspomnienie słów babci poruszyło wrażliwą część mnie. Część, która pozwala mi jako dziennikarce zawsze dostrzegać człowieka. Część, która sprawiła, że zaproszenie do współtworzenia "Korzeni pamięci" od strony redakcyjnej i produkcyjnej przyjęłam bez wahania.
Zebrałam zespół dziennikarek i dziennikarzy, którzy zgodzili się stworzyć przestrzeń do spokojnej, empatycznej, głębokiej rozmowy z potomkami Powstańców Warszawskich. Naszą "korzeniową" redakcję tworzyli: Karolina Sulej, Arleta Zalewska, Barbara Sowa, Katarzyna Błaszczyk, Tomasz Wolny i Marcin Fijołek. Ich rozmowy, na bazie których powstała moja książka, znajdziecie na stronach internetowych Muzeum Powstania Warszawskiego. Wciąż powstają kolejne wywiady nagrywane w ramach tego projektu przez muzealnych wolontariuszy i wolontariuszki.
"Korzenie pamięci" rozpoczęły się w siedemdziesiątą siódmą rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Hasło obchodów brzmiało wówczas: "To od nas zależy, czy było warto". "To nieprawda!", "To hasło jest zbyt mocne", "Nie możemy tak wprost łączyć bohaterstwa Powstańców z tym, jak dziś żyjemy" - słyszałam takie komentarze.
Czy naprawdę nie możemy? A może powinniśmy.
To my dziś nadajemy przeszłości takie albo inne znaczenie. To od nas zależy, co wybierzemy dla siebie z historii naszej rodziny. Albo czy nie wybierzemy niczego. To my mamy wpływ na to, czy nasi przodkowie będą nieśmiertelni.
Decyduje o tym nasza pamięć.
Dla mnie osobista historia jest warta nie mniej aniżeli opasłe tomy piętrzących się historycznych dat, faktów, postaci. Ośmielę się nawet napisać, że jest więcej warta od suchych danych, informacji, opinii historyków.
Każdy z nas jest z innego świata, ale przychodzimy z tym samym.
Każdy z nas ma swoje korzenie pamięci, z których wyrastają gałęzie teraźniejszości i kwiaty przyszłości. Wiem, to zdanie brzmi okropnie patetycznie, ale przecież to prawda. To, dokąd idziemy, zależy od tego, skąd przyszliśmy. Mniej lub bardziej świadomie powielamy schematy, zachowania, wybory. A czasami żyjemy wbrew, na przekór, robimy wszystko na odwrót w stosunku do tego, jak postępowali wobec nas nasi rodzice czy dziadkowie. Bez wątpienia są oni dla nas mocnym punktem odniesienia.
To zabawne, że dziś tak bardzo poszukujemy ciekawych historii. Tak zwany storytelling to prawdziwy Święty Graal komunikacji. Ludzie, którzy potrafią snuć wciągające opowieści, zdobywają uwagę i poklask widowni. Szukamy spektakularnych opowieści, a nierzadko te najbardziej poruszające mamy tuż obok siebie. Snują je nasi dziadkowie, choć my nie zawsze chcemy albo nie umiemy ich słuchać.
Co wiemy o naszych rodzinach?
Czy wiemy, jak historia wpłynęła na ich losy?
Czy rozumiemy życiowe decyzje naszych przodków?
Jak ich postępowanie wpływa na to, co sami budujemy w dorosłym życiu?
Jak zapamiętałeś swoją babcię?
Co opowiadał Ci dziadek?
Czy wiesz, kim Twoja mama chciała zostać, kiedy miała naście lat?
Czy udało Ci się zapytać bliskich o ważne rzeczy z ich życia?
Te zdania bardzo często pojawiały się w historiach potomków Powstańców Warszawskich: "Żałuję, że nie zapytałem...", "Szkoda, że nie mogę z babcią jeszcze porozmawiać", "Gdybym dziś mógł z nią porozmawiać, zapytałbym...". Zanim jedynym możliwym będzie tryb przypuszczający, warto usiąść i porozmawiać o tym, jacy byli. Dzięki temu (albo przez to) my jesteśmy tacy, a nie inni.
Pamiętam, że u babci był dywan na ścianie i że to było najbardziej przytulne.
(...)
Pamiętam działkę dziadka latem, pamiętam plastikową siatkę zwiniętą w rolki, wysoką trawę, której nikt nie kosił.
(...)
Pamiętam, że lubiłem zostawać na noc u babci. Babcia mieszkała w bloku i przez całą noc słychać było tajemnicze odgłosy. I tykanie zegara w przedpokoju.
(...)
Pamiętam, że dziadek miał samochód zaporożec, a ja mówiłem na niego "popolek"
(...)
Pamiętam, że się mówiło, że dziadek był na Syberii i że tam marzył, żeby przed śmiercią choć raz się najeść. I że czekali tam, aż krowa zrobi kupę - żeby włożyć ręce w coś ciepłego. Ale to nie dziadek mi opowiadał, tylko potem6.
A Ty co pamiętasz?