DRAMATIS PERSONAE
Jacek Hugo-Bader - ur. 9 marca 1957 roku w Sochaczewie, syn Zofii i Tomasza (w dowodzie - Tadeusza), dwójka rodzeństwa. Mąż, ojciec, dziadek - żona Agata (architektka zieleni), córka Ola (animatorka kultury) i syn Michał (fizjoterapeuta) są często drugoplanowymi bohaterami jego tekstów. Z wykształcenia pedagog (bez dyplomu), od 1991 roku dziennikarz "Gazety Wyborczej". Reporter specjalizujący się w tematyce Rosji (szerzej - Poradziecji). Autor książek: W rajskiej dolinie wśród zielska, Biała gorączka, Dzienniki kołymskie, Długi film o miłości, Audyt, Skucha, Szamańska choroba (stan na 2021 rok).Fotograf, sportowiec i chórzysta amator, niebrzydliwy ("Reporterem-hrabianką nie jestem"1). Dwukrotny laureat Grand Press (1999 - za reportaż Magazyn pomocy naukowych oraz 2003 - za Chłopców z motylkami), zdobywca Bursztynowego Motyla im. Arkadego Fiedlera (za Białą gorączkę). W 2000 roku dostał Nagrodę im. Kazimierza Dziewanowskiego za Archipelag złotego deszczu. Doceniany też za granicą - za White Fever w przekładzie Antonii Lloyd-Jones nominowany do Dolman Best Travel Book Award (obecnie Edward Stanford Travel Writing Award; jego konkurentami byli m.in. Colin Thubron i John Gimlette), za Kolyma Diaries (przeł. A. Lloyd-Jones) dostał English Pen Award. Jego książki przetłumaczono na jedenaście języków. W 2014 roku wraz z innymi dziennikarzami "Gazety Wyborczej" został odznaczony Orderem Odrodzenia Polski. Ulubiona maksyma: "Wszystko, co łatwo przychodzi, nie ma żadnej wartości". W książce będzie funkcjonował również pod skrótem JHB.
O Jacku Hugo-Baderze mówią:
Małgorzata Szejnert (druga, po Hannie Krall, szefowa działu reportażu w "Gazecie Wyborczej", ceniona reportażystka): - Jacek to reporter szalony, który każdy tekst przeżywa jak przygodę, czasami awanturę. Jest mistrzem kontaktu, bratem łatą. Nie ma żadnych oporów, jest w stanie mieszkać przez tydzień w namiocie ze śmierdzącym alkoholikiem rzygającym po kątach i nie będzie się go brzydził, a jeśli będzie, to zniesie to. Jest zdolny do ekstremalnego wysiłku nie tylko w celu zdobycia materiału reporterskiego, ale też żeby pokonać własne słabości. Zresztą robi to niekoniecznie po to, żeby coś napisać.
Mariusz Szczygieł (reporter, przez lata związany z "Dużym Formatem", współprowadzi Instytut Reportażu i wydawnictwo Dowody na Istnienie): - Mamy wspólną cechę. Jesteśmy w stanie ludziom powiedzieć wszystko. Nawet nieznajomym. Tyle że Jacek jest jeszcze bardziej bezpośredni niż ja. I jest w stanie dla tematu upić się z bohaterami do nieprzytomności oraz spać na ławce w parku lub w namiocie. Ja tylko upić się. W namiocie - nigdy!
Jacek to kundel, ze mnie jest francuski piesek.
W tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym trzecim roku z Jackiem i Beatą Pawlak pod Domami Centrum zbieraliśmy podpisy za rządem i przeciwko rządowi Hanny Suchockiej. Jacek był robociarzem, my - inteligentami. A następnego dnia się zamieniliśmy. Zobaczyłem wtedy, że Jacek jest w swoim żywiole, kiedy wchodzi w starcia z ludźmi, przekomarzanie się. Umie się przedzierzgnąć i w robociarza, i inteligenta, a ja w robociarza nie bardzo. Zresztą Jacek nigdy nie miał aspiracji do roli inteligenta, a ja owszem. Jego książka o Czechach na pewno nie byłaby o elicie.
Jest uparty niebywale. Kiedy byłem redaktorem i nie było wyjścia - trzeba było skrócić jego reportaż z Rosji, bo przekraczał dopuszczalne miejsce w gazecie, to on się zgadzał ze skrótami, a potem potajemnie przychodził i dopisywał wykreślone zdania na makiecie. Tylko nie wiedział, że wychodzi poza ramki na kolumnie i my to odkryjemy.
W dwa tysiące czwartym roku zacząłem psychoterapię i miałem opowiedzieć o rodzinie modelowej, dobrej, takiej, której zazdroszczę. Opisywałem rodzinę Jacka. Syna zabrał w podróż rowerem po Azji, Agata zawsze murem stoi za mężem. Kiedy byliśmy na wspólnym podpisywaniu książek w Łazienkach, Jackowi towarzyszyły dzieci z oswojoną kaczką na smyczy.
Piotr Pacewicz (redaktor podziemnego "Tygodnika Mazowsze", jeden ze współzałożycieli "Wyborczej", dziś - naczelny OKO.press): - Lubi prowokować, uwielbia epater le bourgeois.Pisze o sprawach, z którymi osoby zamożne i stateczne nigdy się nie zetkną. Ale nie robi tego z reporterskiej troski. On się nie pochyla jak dobry inteligent nad cierpieniem ludu. On szuka dziwów.
Magdalena Grzebałkowska (reporterka związana przez pewien czas z "Gazetą Wyborczą", przyjaźni się z Hugo-Baderami): - Uwielbiam jego knajacki styl. Zanim zaczęłam pisać Grzebałkowską, próbowałam chyba wszystkich stylów - Szczygła, Tochmana, Lidki [Ostałowskiej - I. A.-B.] - ale najbardziej chciałam pisać Baderem. Jestem żulikiem z Sopotu, z falowca, codziennością było tam wystawanie pod klatką i gadanie z kolegami. Ideałem dziennikarki była dla mnie Agnieszka z Człowieka z marmuru, i Jacek właśnie taki jest. Niczego się nie boi, wchodzi do najciemniejszych nor.
Jest życiową niedojdą. Agata go ubiera, płaci za niego rachunki, urządza mieszkanie. Do gabinetu piękny stół mu kupiła, ale nie mógł nóżki na nóżkę założyć, a bez tego nie może pracować, więc wyciął belkę podtrzymującą blat. Nie ma włosów, więc zawsze pisze w czapce, bo w trakcie pisania człowiek strasznie marznie, kalorie uciekają.
Kiedy jedziesz z Jackiem samochodem i akurat boli cię głowa, a mijacie aptekę i prosisz, żeby stanął, odpowie: "Nigdy nie zatrzymuję się w podróży". Bader się nie cofa.
Ewa Hołuszko (pseudonim "Harda", współzałożycielka Międzyzakładowego Komitetu Koordynacyjnego, legenda podziemnej Solidarności, jedna z bohaterek Skuchy JHB): - Porywczy, zadufany w sobie. Ale pióro to on ma wspaniałe!
Michał Boni (działacz MKK, redaktor "Woli", były minister, europoseł, jeden z bohaterów Skuchy JHB): - Zdobywa informacje, zaprzyjaźniając się. Podchodzi bardzo blisko. Ma dar budowania niesamowitych światów ze strzępków codzienności. Aż czytelnika boli.
Ludwika Włodek (reporterka, socjolożka związana z Uniwersytetem Warszawskim, jedna z rewizjonistek JHB): "JHB pisząc nie myśli o konsekwencjach. Tylko udaje - mam wrażenie, bo przecież nie mogę tego wiedzieć na pewno - że pisze, żeby wyjaśniać świat. On pisze po to, żeby jego podziwiano, jaki jest odważny, jaki pomysłowy, jaki niekonwencjonalny"2.
Złośliwi zazdrośnicy: - Jacek Hugo-Bajer.
Autorka: - "Goguś w skórce", "ruski Obeliks", "killer pierdoła", "oligarchiczne monstrum" - tak JHB opisuje swoich bohaterów. Kusiło mnie, żeby skondensować Jacka w żartobliwym obrazie, tym bardziej że długo trzymał mnie na dystans. Na pierwsze spotkanie (proponowałam spacer po Sochaczewie) umówił się w nie-miejscu - siedzibie Agory. A potem pouczył mnie, że sam nigdy by się z bohaterem w takich okolicznościach nie spotkał. Litry kawy po wietnamsku [por. dialog o kolonoskopii kończący wstęp] wypiliśmy we Wrzeniu Świata, zanim zaprosił mnie do domu. A sam z tupetem wchodzi w życie swoich bohaterów, bo cel uświęca środki ["Podaję cel wizyty, ale nie wpuszczają. - Jestem z żydowskiej gazety - kłamię. Wpuścili"3; "Nie chciał ze mną rozmawiać, ale nie miał wyboru. Powiedziałem, że napiszę, gdzie go odnalazłem, a jeśli udzieli mi wywiadu, będę musiał trzymać to w tajemnicy"4]. Długo był sceptyczny, bo przecież naukowcy postępują z ludźmi jak entomolodzy: rozkładają im pęsetą kończyny i oglądają przez szkło powiększające. Jak mówi reporter: - Nawet nie wiadomo, co do nich czują.
Zachęcona lekturą Szamańskiej choroby, w której przedmiotem reporterskiego opisu stają się zjawiska paranormalne, postawiłam w internecie "horoskop urodzeniowy" JHB. Jak informuje e-wróżka, reporter ma ascendent w Lwie: "Najbardziej cenisz sobie niezależność. Lubisz rządzić innymi, lecz sam nie znosisz, by ktoś tobą kierował. Jesteś wyniosły i szukasz poklasku, więc potrafisz wspaniale się zaprezentować. Ale przez swoją serdeczność i naturalną pewność siebie łatwo stajesz się dla innych autorytetem. Możesz być czuły na swoim punkcie, za wszelką cenę starając się zrobić dobre wrażenie. Bywasz bardzo kochliwy i romantyczny. Masz wielką słabość do płci przeciwnej, a jeszcze większą do romansów i przygód miłosnych. Jesteś królem życia. Kochasz wszelkie rozrywki i dobrą zabawę. Jesteś zwykle bardzo atrakcyjny. Masz pięknie zbudowane ciało, szerokie, barczyste plecy, poruszasz się zdecydowanie. Wspaniałe gęste włosy okalają twarz o otwartym spojrzeniu, wysokim czole i pięknych łukowatych brwiach. Oczy są z reguły dość małe". Świadoma braku kompetencji nie podejmuję się interpretacji, ale ustęp o "wspaniałych gęstych włosach" każe spojrzeć na informacje ze strony astromagia.pl z nieufnością.
On sam: - Jestem hipisem. Moją słabością był brak pokory. Dwie sytuacje mnie tego oduczyły. W życiu - choroba bliskiej osoby. W pracy reporterskiej - oskarżenie o plagiat. Teraz już nic złego nie może mnie spotkać.
Reporter - autor reportaży, czyli krótko- lub "długometrażowych" (prasowych lub książkowych) tekstów dziennikarsko-literackich, definiowanych najprościej jako rozbudowane sprawozdania. Niektórzy odróżniają reportera od reportażysty, w tym pierwszym widząc po prostu dziennikarza informacyjnego, w drugim - autora reportaży o wyraźnych walorach literackich. W tej książce przyjmuję, że określenia te są synonimiczne. Reporter - ten, który donosi - jest pośrednikiem między bohaterem a czytelnikiem, może być też wysłannikiem odbiorcy - uczestniczy w zdarzeniach, w których czytelnik nie mógł wziąć udziału, aby zdać relację z pierwszej ręki. Reporter bywa mniej lub bardziej zaangażowany w temat. Może ukrywać się za opisywanymi zdarzeniami, stojąc z boku i będąc biernym obserwatorem. Może też w zdarzeniach czynnie uczestniczyć, a nawet je wywoływać. W kontekście Jacka Hugo-Badera wprowadzam w książce pojęcie zaangażowania cielesnego - to nie słynny reporterski słuch jest w jego tekstach najważniejszy, nie wyszkolony przez obiektyw aparatu i kamery wzrok, lecz dotyk - JHB lubi się ubrudzić. Dosłownie i metaforycznie. "Ktoś tam napisał, że lubię się taplać w brudach. [...] No też mądrość, powiedzieć tak reporterowi! Albo śmieciarzowi. Przecież obaj mają taki zawód. Proktolog, a więc lekarz - podobnie i przedsiębiorca pogrzebowy, rzeźnik, szambelan co wyciąga gówna z dołu - oni wszyscy mają taką robotę. Jestem proktologiem. Wykonuję ważną społecznie pracę, grzebię w dupach, w mózgach, w sercach [...]" - mówił JHB w wywiadzie po publikacji Skuchy5.
Zwracam również uwagę na to, że zasadne jest wprowadzenie rozróżnienia między reporterem jako osobą fizyczną a jego tekstową reprezentacją, będącą wynikiem autokreacji. Tekstowy "Jacek Hugo-Bader" to efekt pomysłu JHB na to, jak powinna się prezentować jego reporterska persona.
Charlie - ulubione reporterskie alter ego Jacka Hugo-Badera, bohater reportaży wcieleniowych Charlie w Warszawie oraz Walka klas trwa! Sympatyczny lump, który testuje polską wolność, równość i braterstwo. Postać zainspirowana Trampem Charliego Chaplina. Jej inkarnacją jest Afropolak, bohater Audytu - jako "Murzyn" JHB wybrał się na Marsz Niepodległości, wystawiając się na nietolerancję. Stając się Charliem i Afropolakiem, JHB poszedł tropem m.in. Güntera Wallraffa, który na potrzeby własnych eksperymentów zmieniał się w Turka Alego oraz Somalijczyka. Do potocznej niemczyzny weszło określenie "wallraffować". Proponuję, aby przez analogię śmiałe eksperymenty JHB z zakładaniem masek oraz manifestowaną niepoprawność polityczną nazwać "baderowaniem".
Trickster - żartowniś, burzyciel ładu, przechera, łotrzyk, prześmiewca, kpiarz. Jeden z najżywotniejszych archetypów, chętnie aktualizowanych w kulturze popularnej. Oszust, ale ambiwalentny. Ta figura związana jest z topiką karnawałową charakteryzującą się ostentacyjnym odwracaniem społecznych ról. Trickster służy jako wentyl bezpieczeństwa w społeczeństwie, pomaga odreagować. W książce stawiam tezę, że JHB jest tricksterem polskiego reportażu, przecherą pozwalającą zobaczyć Imperium, potransformacyjną Polskę oraz pokolenie drugiej Solidarności z żabiej perspektywy, ironicznie i - niekiedy - w krzywym zwierciadle.
Bicz, bomż, tramp, hobo - różne wcielenia bezdomności, większość związana z włóczęgostwem. W typologii amerykańskiej tramp to włóczęga z wyboru, człowiek wolny i niezależny. Hobo jest niewykwalifikowanym robotnikiem, który szuka pracy w drodze. Bum to przedstawiciel nizin społecznych, bezdomny stacjonarny, któremu pieniądze są potrzebne na alkohol. Ich rosyjskimi odpowiednikami są bomż (ros. biez opriedielonnogo miesta żytielstwa - 'bez stałego miejsca zamieszkania'), bicz (bywszyj intielligientnyj człowiek, odpowiednik polskiego menela) oraz brodiaga ('łazęga' - w wolnym tłumaczeniu JHB). Włóczędzy zaludniają hugo-baderowski freak show, a jedną z najbarwniejszych postaci tej kategorii jest Bomżycha - Emma Łysenko, "Matka Boska Komsomolska", którą JHB znalazł w Moskwie i z którą przez jeden dzień bomżował, co opisał w Białej gorączce.
Podróżnik - w przeciwieństwie do turysty nie jest skupiony na lokalnych atrakcjach, nie przemieszcza się z przewodnikiem, nie odhacza zaliczonych miejsc w bedekerze. Nie fotografuje się w hot spotach, nie wrzuca zdjęć na Instagrama. Wędruje, a ponieważ podróż rozciąga się w czasie, ma sposobność do pogłębionej obserwacji i nawiązywania relacji z mijanymi osobami. Tak scharakteryzowany Podróżnik jest postacią mityczną - i do takiego mitu Podróży odwołuje się w swoich tekstach Jacek Hugo-Bader, z politowaniem odnoszący się do klientów biur turystycznych "Fabryka z dreszczem". Na łamach podróżniczego pisma "Kontynenty" pisał: "Co zatem różni podróżnika od turysty? ZADANIE. Podróżnikiem jest geograf, geolog, kartograf, misjonarz, reporter, filmowiec, przyrodnik, glacjolog, któremu zlecili zbadanie tempa topnienia lodowców w Pamirze. Podróżnik wyrusza w świat po coś. Turysta - nawet taki jak Jacek Pałkiewicz - bo lubi, jest ciekawy. Zatem po nic"6.
W Dziennikach kołymskich JHB opisuje "syndrom paputczika", czyli "towarzysza podróży" (z ros. po puti - 'po drodze').Występuje on w dwóch wariantach. Pierwszy charakteryzuje absolutna szczerość, terapeutyczne odsłonięcie się przed przygodnym słuchaczem. Drugi związany jest z autokreacją: "Tylko w podróży bezkarnie możesz opowiedzieć, jaką chcesz prawdziwą, ale gdzieś zasłyszaną, cudzą, albo zupełnie zmyśloną historię, a słuchacz nie ma szansy, żeby cię złapać na kłamstwie. Możesz marzyć i fantazjować do woli. Zasrane masz życie, bo rzuciła cię żona, syn grzeje heroinę, córka się kurwi, a ty przez kilka minut, godzin albo dni, kiedy jesteś w drodze, możesz być kim zechcesz - kosmonautą, pierwszym tenorem teatru Bolszoj, a nawet oficerem brygady trzyminutowego reagowania"7. Takie historie JHB kolekcjonuje w trakcie swoich wypraw.
Wódka - spirytus zbożowy lub ziemniaczany, rozcieńczany wodą i powodujący liczne skutki uboczne, spośród których najmniej kłopotliwym jest wzmożona umiejętność zaprzyjaźniania się. Napój odgrywający ogromną rolę w Rosji i republikach byłego Związku Radzieckiego8 (często przegrywa ze spirytusem). W Polsce również. Jak pisał Izaak Babel w Opowiadaniach odeskich, "Są ludzie umiejący pić wódkę i są ludzie nie umiejący pić wódki, ale jednak pijący ją"9. - Piję dużo i niebezpiecznie - przyznaje JHB. - Gdybym nie pił, z mojego pisania o Rosji nic by nie wyszło. Picie jest tam rytuałem, bez picia niczego się nie dowiesz. Nikt się przed tobą nie otworzy.
JHB pił w Poradziecji różne alkohole - od luksusowej bieługi, którą na Kołymie zaserwował mu miejscowy oligarcha (2100 rubli za butelkę = 210 zł), przez dagestański koniaczek Kaukaska Tradycja po spirytus techniczny. A także ajrak - sfermentowane mleko klaczy lub wielbłąda (1,5 do 2,5 proc. alkoholu; to w Mongolii). W Chinach natomiast ryżową wódkę, która "smakuje jak szczyny szympansa"10.
Będąc w Rosji z żoną, JHB odwiedził fabrykę wódki w Moskwie. To była wycieczka z oprowadzeniem i degustacją. Zrobił tam zdjęcie zatytułowane Ściana płaczu. Żona stoi zapatrzona na półki zastawione wódką. - Od tyłu jej zrobiłem to zdjęcie i to faktycznie wygląda jak ściana płaczu kobiet: z wódą, wódą, wódą - mówi reporter.
Fikcja (z łac. fingere - 'formować, lepić, kształtować') - zmyślenie, efekt artystycznej kreacji. Bohaterka niekończących się sporów między dziennikarzami, medioznawcami i czytelnikami, zwłaszcza w Polsce, gdzie na ogół wytycza się wyraźną granicę między fiction a nonfiction (po publikacji głośnej biografii Kapuścińskiego Artura Domosławskiego). Fikcyjna jest na przykład tzw. postać syntetyczna, której występowanie w tekstach reporterskich dopuszczał Melchior Wańkowicz. Powstaje ona w wyniku "posklejania [bohatera - I. A.-B.] z różnych prototypów, ale prototypów istniejących"11. W Skusze JHB jest taka właśnie bohaterka, alkoholiczka, efekt - jak objaśnia autor - syntezy trzech rozmówców. W Długim filmie o miłości wprowadzony został wymyślony dialog nieżyjących już himalaistów. JHB powiedział w jednym z wywiadów: "Reporter gazetowy musi zapomnieć o literaturze. Jemu nie wolno o milimetr rozminąć się z faktami. Gazety mają mnie informować. Reporter książkowy może pójść w literaturę"12. Uwaga: fikcja nie jest jednoznaczna z kłamstwem.
Mużyk - bohater-typ, który fascynuje JHB. Męski szowinista, który pije i pali, bo niepalenie i niepicie "w Rosji, zwłaszcza na prowincji [...] to ewidentny objaw braku męskości. Więcej nawet! Można mieć wątpliwości co do preferencji seksualnych takiego faceta"13 (JHB nie pali, bo uprawia różne dyscypliny sportu, czasem skusi się na cygaro). Jeśli stoi w kolejce, to po wódkę. Wymarzona profesja - szofer. Post-radziecki mużyk jest dziadersem. JHB chyba trochę też. O kobietach pisze "babki", a w Białej gorączce tak wyjaśnia rozmówczyni, dlaczego "faceci nie lubią kondomów": "Bo to takie paskudztwo jak kawa bez kofeiny albo piwo bez alkoholu. Niby pijesz, a nie szarpie"14. Na pewno nie jest "człowiekiem z mgły i galarety" (to baderowskie określenie człowieka bez właściwości).
freak show (cyrk osobliwości, zbiór oryginałów) - bohater zbiorowy JHB. Jeśli polityk - to z folkloru (z Andrzejem Lepperem reporter tak się zaprzyjaźnił, że szef Samoobrony zaproponował mu posadę rzecznika prasowego). Jeśli uczestnik "wojny jaruzelskiej" - to "kurwa, transseksualistka, współpracownik bezpieki i złodziej". Jeśli człowiek Wschodu, to "ruski Forrest", gangster, który rozdał wszystko i dołączył do sekty wissarionowców, Miss Hiv albo szaman.
Skucha - wpadka, porażka, słabość. Ma ją na koncie każdy.
Egon Erwin Kisch, Hunter S. Thompson, Ted Conover, Sylvain Tesson i inni - reporterzy awanturnicy, u których autorka doszukuje się cech wspólnych z naszym bohaterem. Obce im są zasady poprawności politycznej, lubią wypić, z upodobaniem pakują się w tarapaty. Wzbudzają w czytelnikach ambiwalentne emocje.