Jabłoneczka - Julian Przyboś

Kup ebooka

64.00 zł
53.12 zł (52,48 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

O pieśń ludową w Polsce Ludowej(przedmowa do I wydania z 1953r.)

I

Polska Ludowa przywraca ludowi jego dawną pieśń. Stare śpiewy chłopskie, wypierane przed wojną przez melodie i słowa piosenek kabaretowych, milkły w samym swoim gnieździe: na wsi, skazane, zdawało się, na ostateczne zapomnienie. Młodzież wiejska coraz rzadziej, i przeważnie tylko na weselu, grała i śpiewała na starą nutę. Sam słyszałem w swojej wsi rodzinnej, odległej od miasta, pastucha zawodzącego przy krowach postarzałe tango. Fałszował, upraszczał i melodię, i niedorzeczne słowa, ale nie sądzę, ażeby kiedyś w przyszłości te brzydkie teksty i obce melodie upodobniły się do naszych pieśni ludowych. Modna piosenka mieszczańska głuszyła śpiewkę ludową, starodawna pieśń chłopów zamierała. Wielu badaczy folkloru sądziło nawet, że zamarła na zawsze, bez nadziei wskrzeszenia.

A oto dzisiaj ożywa. Przemiana kulturalna, idąca w ślad za rewolucją społeczną, wydobywa pieśń ludową z głuszy zapomnienia i na powrót wkłada ją w usta ludu. Polska śpiewa dziś tak powszechnie, jak nigdy w dziejach swojej kultury.

Za potrzebą śpiewania, rozbudzoną żywo i szeroko, nie nadąża twórczość autorów pieśni masowej. Toteż niezliczone chóry świetlicowe i zespoły śpiewacze i taneczne włączyły dawną pieśń w stały repertuar albo wręcz tylko jej służą. Pieśń ludowa za pośrednictwem tych zespołów staje się na nowo pieśnią powszechną, śpiewaną w mieście i na wsi. A przecież jesteśmy dopiero u początków tego procesu, który ożywiając i popularyzując pieśń ludową, może dać jej głos nie milknący już nigdy, wpoić ją w ucho narodu i utrwalić. Śpiewki chłopskie dawniej w mieście nie śpiewane i lekceważone, a oceniane tylko przez nielicznych muzyków czerpiących z ich melodii, dziś wyszły na ulicę i za pośrednictwem świetlic i domów kultury mogą wejść w stały skarbiec pamięci muzycznej robotnika i inteligenta.

Zamówienie społeczne na prawdziwie ludowe teksty i melodie staje się coraz bardziej naglące. Odczuwają je nie tylko działacze oświatowi, ale i kompozytorzy, nie tylko młodzież szkolna, ale i poeci. Chyba jedynie w okresie romantycznej rewolucji literackiej, dokonanej przez Mickiewicza, odczuwano tak gorąco potrzebę zaczerpnięcia ze źródła twórczości ludowej jak teraz. Polska Ludowa wskrzesza swoją pieśń.

Temu pragnieniu udostępnienia twórczości poetyckiej i muzycznej ludu trzeba odpowiedzieć dostarczeniem pieśni szczerze ludowych, nie zepsutych przez przypadkowych przerabiaczy i poprawiaczy. Wybór, który sporządziłem, ma spełnić pierwszą część zadania: podać osnowę słowną pieśni ludowych wybranych ze zbiorów dających możliwie największą gwarancję autentyczności tekstu. Spośród około dwudziestu tysięcy tekstów pieśni ludowych zapisanych w ciągu przeszło stu lat wybrałem sześćset siedemdziesiąt pięć. Za główną zasadę wyboru przyjąłem wartość poetycką pieśni, włączając do książki tylko te osnowy słowne pieśni, które zwróciły moją uwagę swoim pięknem. Pominąłem wiele tekstów interesujących z innych względów, jeśli nie mogłem dosłuchać się w nich piękna. Chciałem ułożyć wybór najlepszych poezyj ludowych, pokusić się o pierwszą tego rodzaju próbę antologii, ułożonej na podstawie znajomości całego zapisanego zasobu pieśni śpiewanych przez lud. Wybór obejmuje więc zarówno epikę, jak lirykę, pieśni buntownicze, obrzędowe, miłosne, rodzinne, pasterskie, taneczne, żołnierskie i humorystyczne.

Przestrzegając tej naczelnej zasady wyboru, nie dopuszczającej wyjątków na rzecz utworów wyraźnie chybionych lub zbyt zniekształconych, dobierałem teksty tak, żeby przedstawiały twórczość poetycką całego obszaru etnograficznego Polski.

Wybierając najpiękniejsze pieśni z każdego regionu, zwracałem szczególną uwagę na ich wymowę ideologiczną. Z pieśni ludowej wydziera się potężny krzyk buntu; dosłuchać się w niej można nie stłumionych przez bat pański głosów gniewu i zemsty. Wielu dawnych zbieraczy szlacheckich nie kwapiło się do zapisywania buntowniczych pieśni, ale dość ich utrwalono, ażeby świadczyły o poczuciu klasowym chłopstwa. Rzadsze, ale również prawie wszystkie o mocnej wymowie ideowej i artystycznej, są pieśni o nędzy i niedoli. W surowych obrazach ukazują one srogą dolę bandosa, ciężki los sługi u pana i nędzę bezrolnego, biednego chłopa. Ale pieśń ludowa jest tworem różnorodnym, zebranym z kilku wieków i powstałym pod różnymi wpływami, także wpływami plebanii i dworu. Zwłaszcza wielka ilość kolęd, układanych zresztą nie przez chłopów, lecz kler, wchodziła w skład wszystkich dotychczasowych zbiorów. Tylko drobna część kolęd została przyswojona przez chłopa tak, że zbliża się do wyrazu szczerze ludowego. W moim zbiorze pomijam te twory muzy kościelnej, wpojone przez kler ludowi. Nie włączyłem też przypochlebnych pieśni dożynkowych i pieśni niezatartego pochodzenia szlacheckiego. Z pieśni dziadowskich weszły do zbioru tylko dwie.

Antologia moja jest pierwszą próbą ujęcia w wyborze całego zasobu polskiej pieśni ludowej. Antologia J. St. Bystronia wydana przed wojną zawiera ledwie sześćdziesiąt sześć pieśni i ma, jak z przedmowy autora wynika, szczególny charakter. Bystroniowi nie chodziło o wybór najładniejszych pieśni, lecz przede wszystkim o ilustrację swoich tez o istocie pieśni ludowej. Nie wartościował on pieśni, wybierał teksty nie dlatego, że piękne, lecz że reprezentują taki lub inny rodzaj w stworzonej przez niego klasyfikacji.

Bystroń dopatrywał się nawet szczególnej cechy twórczości ludu w tym, że niesie ona, jak samo życie, rzeczy cenne obok bezwartościowych, i z powagą naukowca przystępował zarówno do tekstów nijakich, jak i do utworów o wysokiej wartości artystycznej. Ale nie jest to cecha wyróżniająca; podobnie jak literatura pisana, i twórczość ludowa, bezimienna, ma swoje szczyty i niziny. Zasób pieśni ludowych, który nam zapisali zbieracze, obejmuje kilka wieków poezji chłopskiej, nie przebrakowanej nigdy przez żadnego historyka literatury. Pieśni ludowe traktowano jako folklorystyczny zabytek, a nie jako poezję, w której obok arcydzieł znaleźć się muszą z konieczności utwory bezwartościowe, podobnie jak w literaturze pisanej. Mój wybór jest próbą selekcji artystycznej całego zasobu pieśniarskiego ludu; odrzucam utwory bezwartościowe, na osnowę słowną pieśni ludowych patrzę nie jak na zabytek folklorystyczny, lecz jak na poezję.

Drugą po wyborze Bystronia, obszerniejszą próbą antologii pieśni ludowej jest cenna książka St. Czernika Poezja chłopów polskich. Czernik wybrał dwieście najcelniejszych pieśni, kierując się w wyborze trafnym zmysłem krytyka i smakiem doświadczonego poety. Wybór Czernika jest jednak za szczupły, opiera się on bowiem na przestudiowaniu tylko jednej dziesiątej całego zasobu pieśniarskiego ludu.

Przeczytałem chyba wszystko, co o polskiej pieśni ludowej napisano. Jakiż jest stan wiedzy o polskich pieśniach ludowych? Od pierwszego zbioru pieśni ludowych, sporządzonego przez Wacława z Oleska Zaleskiego w roku 1833, do Augustyna Steffena, wydawcy zbioru pieśni z Warmii w roku 1938, a więc w ciągu z górą stu lat, zbieracze melodii i tekstów pieśniarskich zgromadzili ogromny materiał: kilkadziesiąt tysięcy tekstów skupionych w wielotomowych wydawnictwach (najobfitszym z nich jest Lud Kolberga), rozrzuconych w setkach czasopism i pomniejszych publikacji. Obszerny to ogród, ale nieplewiony. "Lud - cóż to takiego?" - zastanawiał się w swoich studiach J. St. Bystroń, jedyny w międzywojennym dwudziestoleciu badacz pieśni, i odpowiadał: "Lud to warstwy nieoświecone", a więc - analfabeci różnego pochodzenia i zawodu: i chłopi, i rzemieślnicy, i dziady odpustowe, i złodzieje, i gałganiarze miejscy. W nieplewionym ogrodzie bujają chwasty naniesione z zewnątrz. Obok pieśni samorodnie chłopskich można w zbiorach znaleźć pieśni szlacheckie, pieśni pochodzenia mieszczańskiego, pieśni dziadowskie i inne. Zapisano pieśni późno, w okresie schyłku bezimiennej twórczości chłopskiej. Do zbiorów weszło wiele tekstów w rozsypce, szczątków zapomnianych całości, niezliczonych odmianek, klecących się nieraz w ustach śpiewaków w osobne kalekie pieśni bez sensu. Istny bróg różnego rodzaju zboża, ale i mierzwy.

Na literaturę krytyczną o poezji ludowej składają się drobne przyczynki i kilka zaledwie opracowań poszczególnych pieśni. Od czasów Karłowicza, który podjął się (idąc za wzorem Childa) próby systematyki polskiej pieśni ludowej, nikt z badaczy nie objął krytycznym naukowym badaniem całości poezji ludowej. J. St. Bystroń dał w ciągu międzywojennego dwudziestolecia kilka szkiców, raczej ogólnikowych niż syntetycznych, gubiąc się z braku określonych kryteriów w opisie zewnętrznych cech pieśni. Dopiero książka Czernika, wydana przed pięcioma laty, jest pierwszym zarysem monograficznym pieśni chłopów pańszczyźnianych. Zapóźnienie humanistyki polskiej w tej dziedzinie badań jest dzisiaj szczególnie rażące. Zubaża ono historię naszej literatury o jeden z głównych rozdziałów w jej złotej księdze najcenniejszych artystycznych skarbów. Bo pieśń ludowa winna należeć do klasycznego kanonu naszej poezji na równi z Kochanowskim i Mickiewiczem. Podobnie jak dzięki pracom Brücknera i Badeckiego pomnaża się historia naszego piśmiennictwa o literaturę mieszczańską - nie można sobie wyobrazić rozumnego podręcznika literatury ani pełnowartościowej antologii poezji polskiej bez pieśni chłopskich. Ale takiego podręcznika, takiej antologii - dotychczas oko polskiego czytelnika nie oglądało. Poezję chłopów zepchnięto na margines życia kulturalnego "warstw oświeconych", schowano w rezerwacie folklorystyki, nie zatroszczono się, aby pamięć o niej kwitła na równi z pamięcią o wierszach Kochanowskiego i Mickiewicza.

II

Od czasu gdy Brodziński nazwał pieśń ludową "źródłem największej poezji", twierdząc, że "sztuka, robiąca z nich całość, uwiecznia zarazem charakter narodu i jego oświecenie", nie było chyba wybitniejszego poety w Polsce, który by w jakimś okresie swojej twórczości - albo nie zaczerpnął z tego źródła, albo nie przejrzał się w jego zwierciadle. Mickiewicz wzniósł "wieść gminną" na szczyt poezji narodowej, a największe swoje arcydzieło widział w marzeniu pod strzechą wiejską, zrównane z piosenką chłopską. Miarę - jakąż, jeżeli nie przede wszystkim artystyczną - miarę pieśni ludowej uznał za najwyższy sprawdzian wartości Pana Tadeusza. Wydać się to może dziwne, niepojęte. Dlaczegóż arcymistrz pragnął zrównać swoją poezję z pierwotną prostotą warstw "nieoświeconych"? Czyżby uległ ludomańskiej egzaltacji pierwszych odkrywców pieśni ludowej? Ale tego sądu o poezji chłopskiej nie zmienił od Ballad i romansów po schyłek swojej twórczości, mimo iż od bezpośredniego czerpania wątków ludowych i stylizacji na ton i "myśl gminną" odszedł szybko i bezpowrotnie. W Konradzie Wallenrodzie uczcił pieśń ludową hymnem, przypisując jej mylnie charakter bohaterskiej poezji narodowej. Polska "pieśń gminna", zapisana potem przez zbieraczy, nie okazała się arką przymierza między dawnymi a młodszymi laty - pieśń chłopska nie opiewa wydarzeń historycznych. Wbrew poglądom romantyków nie jest też tworem zbiorowym jakiegoś "ducha narodu", lecz - choć anonimowa, tworzona była przez śpiewaków indywidualnych. A jednak - tak jak czarowała Mickiewicza w czasie, gdy dopiero zaczynano po amatorsku zapisywać ją i zbierać - tak pieśń ludowa działa nieodparcie na pokolenia poromantyczne poetów aż po nasze dni. Dlaczego?

Sztuka świadomego artysty karmi się sztuką poprzedników; ale tylko do pewnego momentu. Nie było poetów, którzy byliby sobą, tj. którzy by dawali pełnię swojego doznania i rozumienia świata od pierwszego swego wiersza. W porywie ku zupełnemu owładnięciu słowem atakowanego przedmiotu świadomy artysta trafia na szereg stadiów poetyckiego poznania, stadiów osiągniętych już przez poprzedników. Sztuka nazywania, styl poety, zanim stanie się stylem własnym, przechodzi w skrócie wiele stadiów poprzednich, cudzych, niczym płód w łonie matki. Ale już osiągnięty tzw. własny styl staje się z czasem nieprzydatny, bywa nawet przeszkodą w nazywaniu tego, co nowe. Styl wielkich poetów nie był jak zakrzepła skorupa, ale jak brzeg rzeźbiony przez rzekę życia, zmieniał się w miarę napływu nowych treści, które domagały się nazwania. Wielcy artyści byli sobą, będąc najwierniejszymi świadkami rzeczywistości. Otóż twórczość świadomego artysty zaczyna się w tej chwili jego rozwoju, gdy uzna on nieużyteczność, niezastosowalność sztuki przez siebie osiągniętej, gdy sprawa, którą chce nazwać, nie daje się ująć w żaden dawniej znany sposób. Pragnienie opanowania jej wiedzącym i czującym słowem nie znajduje w owej chwili zaspokojenia. Wtedy to właśnie, na szczycie samowiedzy twórczej, artysta znajduje się nagle w położeniu twórcy nieuczonego: uświadamia sobie bezradność całej swojej dotychczasowej sprawności artystycznej; staje w obliczu konieczności zaczynania sztuki od nowa. Tak jak ludowy pieśniarz czy świątkarz, który bez wyuczonych wzorów, bez "kultury literackiej" czy plastycznej stara się wytłoczyć w słowie czy w glinie możliwie najwierniejszy odcisk rzeczy, doświadczonej świeżymi zmysłami i wzruszoną wyobraźnią. Samorodny śpiewak ludowy, nie wiedząc, co to efekt estetyczny, nie stara się oń; daje obraz z konieczności własny i tylko tam, gdzie go zmusza do tego wzruszona myśl. Nieświadomie postępuje więc podobnie jak twórca najbardziej świadomy, wynalazca nowego wyrazu, przed nim nie praktykowanego i nie sprawdzonego w działaniu estetycznym. Rzetelność twórcza jest jedna: widoczna na szczytach sztuki i u jej początków.

Dlatego Mickiewicz sztukę Pana Tadeusza równał z pieśnią ludową o sierotce zaganiającej gąski w wieczornej porze. Dlatego arcymistrz miał prawo tęsknić za taką samą jak pieśni ludowej powszechnością swego arcydzieła.

Pieśń ludowa czarowała i czaruje poetów nie tylko jako uderzające świadectwo pierwiastkowego wysiłku twórczego. Pociąga i cieszy nie tylko jako dowód w istocie takiego samego twórczego aktu, nie sfałszowanego "postawą estetyczną". Poeta prymitywny nie rozdziela tego, co śpiewane i pisane, od tego, co prawdziwe, faktu od zmyślenia, literatury od życia; zdradza więc tak naocznie, jak to się zdarza tylko u najbardziej świadomych artystów słowa, odwieczne pragnienie poetów: żeby słowo stało się ciałem, tj. żeby działało nie jak znak rzeczy, lecz jak sama rzecz. Najwymowniej to pragnienie wyraził Mickiewicz w Improwizacji, mówiąc, że czuje okrągłość słów, ich ruch, dźwięk i blask. Otóż w wielu pieśniach ludowych, tych, które powstały samorodnie, słowa są tak konkretne, bliskie rzeczy, wyzbyte abstrakcyjności, jakby były nie nazwaniem, lecz wręczeniem dotkniętych rzeczy. Zdania zawierają treść szczelnie, zdają się być czynnością samą, nie opowiadają, lecz jak gdyby czynnie powtarzają to, co nazywają.

Jaś koniki poił, Kasia wodę brała,on sobie zaśpiewał, ona zapłakała.

Czy można bardziej rzeczowo powiedzieć tak wiele? Oto przykład zwięzłości takiej, że w tym dwuwierszu zaczynającym krwawą balladę każde słowo uobecnia rzeczy i czynności, wraża je w zmysły czytelnika jak dziejące się naocznie zdarzenie.

Tym przymiotem pięknej rzeczowości odznaczają się teksty poetyckie polskich pieśni ludowych w sposób wybitny. Polska poezja chłopska wyzbyła się fantastyki, która jak przypuszczać można, bujała w pieśniach średniowiecza; tylko resztki alegorycznej cudowności ocalały w urywkach i szczątkach, teraz przez lud nie rozumianych, jak np. w pieśni o dziewczynie i pawiu czy o turze, co złote różki ma. Piękno polskiej poezji ludowej jest dobitnością nagiego realizmu, dążącego najprościej do rzeczy, bez omówień i ozdoby. Mówię tu nie o wszystkich pieśniach śpiewanych przez lud wiejski (lud śpiewa i konwencjonalne piosenki), tylko o tych, o których sądzić można, że są samorodną twórczością chłopa.

Ale głównym powodem, dla którego poeci przysłuchiwali się namiętnie pieśni ludowej, jest jej powszechność. Marzenie, żeby być czytanym przez wszystkich, było i jest niewyznanym snem tych nawet pisarzy, którzy programowo gardzili tłumem profanów, a marzenie to widzą spełnione jedynie w poezji ludowej, dostępnej każdemu. Podpatrzeć tajemnicę tej powszechności, ażeby swoim utworom nadać zasięg jak najszerszy, żeby stać się poetą narodowym - było zawsze pragnieniem poetów, zwłaszcza poetów pojmujących swoją twórczość jako służbę społeczną, bardów poezji walczącej, tyrtejskiej. W najlepszych utworach poezji ludowej znajdują oni przykład takiego stopnia naturalnej prostoty, jaki artysta osiąga dopiero u kresu swojej drogi sztukmistrza. Myśli i obrazy są w pieśni ludowej - w najlepszych jej przykładach - tak ułożone, że jak przysłowie najłatwiej podają się rozumieniu. Co w pieśniach było trudniejszego do zapamiętania i do wymówienia - uległo zapomnieniu; słowo, zestawienie słów, wiersz, zdanie toczone jak kamyki w rzece zostały, tocząc się z ust do ust, zaokrąglone do zestroju dźwięków najsposobniejszych do wymówienia i śpiewania. Co było w artyście albo wybujałością przypadkowych cech osobowości, albo ustępstwem na rzecz interesów ideologicznych klas uciskających - tego lud trwale nie przyjął, to lud odrzucił lub poprawił. Pieśń ludowa musi być taka, by była rozumiana przez wszystkich, posługuje się więc obrazami i określeniami typowymi, odrzuca, co jest obce zakresowi wyobrażeń umysłowości prostaczej.

III

Powiedziałem, że chłop nie przyjął trwale tego, co w pieśni szlacheckiej i mieszczańskiej nie odpowiadało jego wyobrażeniom i sądom, buntowniczemu dążeniu do wyzwolenia społecznego. Byłoby jednak demagogicznym schlebianiem twierdzenie, że zdrowy jakiś instynkt klasowy odrzucał wszystko, co było wrogie chłopu. Wpływ demoralizującego oddziaływania dworu na chłopa można znaleźć i w pieśniach ludowych, zwłaszcza w pieśniach dożynkowych. Ważne jednak jest to, że ogromna większość pieśni ludowych jest ideologicznie chłopska, to znaczy wroga lub obca myśleniu i moralności dworskiej i plebańskiej.

Wielu badaczy folkloru radych by było oddzielić w zapisanym zasobie pieśniarskim to, co zostało przejęte z pieśni szlacheckich i mieszczańskich, od utworów samorodnie chłopskich. Praca ta z pewnością kiedyś zostanie dokonana, ale nie wydaje mi się, by rozstrzygnęła kiedykolwiek, co zaliczyć do pieśni szczerze ludowych, a co nie. Niezależnie od ich społecznego pochodzenia, pieśni od dawna utrzymujące się w śpiewie ludu należy uznać na równi z pieśniami samorodnie chłopskimi za pieśni ludowe. Zostały one bowiem w ustach śpiewaków sprawdzone, przemienione, przystosowane do ich pojęć tak, że często możemy uważać pieśni pochodzenia szlacheckiego i mieszczańskiego, śpiewane przez chłopów, za przeróbki - twórcze, przeistaczające nieludowe w ludowe. Oczywiście stopień tego uludowienia pieśni artystycznych może być różny. W tej antologii starałem się unikać utworów mających zbyt wyraźne cechy pochodzenia literackiego.

Byłoby też przesadą twierdzenie, że to tylko, co się przyjęło wśród ludu, jest i będzie trwałe; że stanowi więc pewien wzór, do którego powinni się stosować poeci i kompozytorzy pragnący być popularnymi. Błędem jest przypuszczenie, iż ideałem poety Polski Ludowej byłoby utrafienie w ton pieśni ludowej tak, by była niejako kontynuacją autentyku ludowego. Przecież socjalizm to dążenie do zniesienia różnicy między tak dawniej zwanym człowiekiem prostym a człowiekiem wykształconym. Proletariat miejski i wiejski był upośledzony nie tylko wskutek wyzysku ekonomicznego, ale także przez zepchnięcie do poziomu umysłowego czyniącego proletariat niezdolnym do przyjęcia sztuki tworzonej przez wielkich artystów. (Pieśniami ludowymi stawały się utwory drugorzędnych poetów). Ukazywanie sztuki ludowej jako wzorca byłoby grzechem przeciwko samej zasadzie twórczości, która przecież jest ustawicznym burzeniem wzorców i tworzeniem wartości nowych. Ale błędem również jest nagminne dzisiaj stylizowanie pieśni ludowych przez kompozytorów i poetów. To, że takie stylizowane utwory, pasożytujące na anonimowej twórczości ludu, cieszą się powodzeniem i popularnością, bynajmniej nie świadczy o ich wartości artystycznej. Popularność, nawet w naszych warunkach, w warunkach społeczeństwa dążącego do socjalizmu, nie może być jedynym miernikiem wartości artystycznej. Będzie nim dopiero w erze komunizmu, kiedy zniknie różnica między tzw. człowiekiem prostym a człowiekiem wykształconym.

Skłaniam się do zdania tych, którzy twierdzą, że samorodna twórczość ludowa ma się ku końcowi, że na wsi nie powstają już nowe pieśni. Jeśli jeszcze nie zamilkła zupełnie, to zamilknie prawdopodobnie wkrótce. Na podstawie kilkudziesięciu tekstów świeżo zapisanych przez zbieraczy Państwowego Instytutu Sztuki, tekstów, które wydawały się zbieraczom nieznane, mogłem stwierdzić, że pozornie nowe teksty są zmieszaniem starych; ale ostateczną odpowiedź na pytanie, czy chłop tworzy bezimiennie nowe pieśni, dać będzie można po zbadaniu ogromnego materiału zbieranego przez PIS. Rozsypka tekstów, ustawiczne ich mieszanie przez śpiewaków aż do nonsensownych, niezrozumiałych zlepków postępuje stale. Przypuszczam zresztą, że wierności słowom pieśni dotrzymywano jedynie w śpiewach obrzędowych, co wynikało z natury samego obrzędu, którego czynności narzucały porządek zdań i strof. Natomiast wszystkie inne pieśni zapewne bardzo szybko ulegały w miarę wędrówki z okolicy w okolicę zmianom, przekształceniom i zniekształceniom. Wbrew bowiem przysłowiu: "słowa z pieśni nie uronić", śpiewacy gubili słowa nie tylko wskutek zawodnej pamięci, ale i z bezceremonialności wobec tekstu pieśni. Ważniejsza bowiem dla nich była melodia niż słowa. Bezimienna, wspólna własność ulegała ciągłemu i mnożeniu, i uszczuplaniu. A tak musiało być zawsze, nie tylko teraz, ale i w średniowieczu, i w wieku XVII, który był przypuszczalnie wiekiem rozkwitu poezji chłopskiej. W okresie feudalnym albo rodziły się samorodne pieśni ludowe, albo przyjmowane z dworu i miasta przekształcały się w twór ludowy. Dzisiaj prawdopodobnie chłop nowych pieśni nie składa, a przejmowane z miasta mają mało szans na upodobnienie się do pieśni ludowych. Szkoła, po raz pierwszy w dziejach naszej oświaty powszechna, ucząc czytać wszystkich, znosi trud śpiewania z pamięci. Pieśń czyta się utrwaloną drukiem ze śpiewnika. Z drukiem znika bezimienność pieśni i jej płynność i zmienność, cecha najbardziej ją różniąca od pieśni tworzonych przez autorów nieanonimowych.

Rolę pieśni ludowej przejmuje nowoczesna pieśń masowa, układana przez zawodowych pieśniarzy. Czy zdobędzie ona ten najwyższy przywilej, jakim szczyciła się pieśń ludowa: przywilej trwałości w pamięci muzycznej społeczeństwa? Czy też jak modne piosenki mieszczańskie milknąć będzie wraz z podmuchem mody, ustępując nowym sezonowym przebojom? Zależeć to będzie od tego, czy poeci układający pieśni masowe posiądą taką zdolność świeżego ujęcia surowych a typowych obrazów rzeczywistości, jaka uderza w najlepszych pieśniach chłopskich, tych, które nie uległy konwencjonalizmowi.

Albowiem w pieśniach ludowych widoczna jest niemal w tym samym stopniu co owa surowa rzetelność wysiłku - umowność ujęć i obrazów powtarzających się bez zmiany od pieśni do pieśni. Obok poezji - poetyczność. W miarę upadania i zamierania pieśniarstwa bierze górę nad ową widocznością aktów wyrażania konwencjonalność zakrzepłych zwrotów. Niektórzy upatrują nawet swoisty wdzięk poezji ludowej w grze dwu składników jej stylu: grze między surową wynalazczością a umownością utartych z dawna ujęć. Ale nie jest to skutek zamierzony przez samorodnych poetów - to wkład oświeconych czytelników, nieumiejących częstokroć dostrzec w sztuce "prymitywnej" niczego poza nieporadnością i naiwnością.

Nowa, już nie bezimienna pieśń ludowa powstająca w naszych czasach, pieśń masowa układana przez poetów, osiągnie rangę pieśni powszechnej wtedy, kiedy nie będzie naśladować dawnej pieśni ludowej ani jej stylizować, lecz sięgnie do tego źródła, z którego wypłynęły najlepsze pieśni ludowe. Nigdy bowiem z naśladowania nic oryginalnego nie wynikło.

Zwrot do poezji ludowej dokonać się może tylko tak, jak to rozumiał największy nasz muzyk i największy nasz poeta.

W znanym liście do rodziców z r. 1847 pisał Chopin o pierwszej młodzieńczej próbie Kolberga "harmonizacji" pieśni ludowych w wydanych w r. 1842 Pieśniach ludu polskiego z towarzyszeniem fortepianu: "Często podobne rzeczy widząc, myślę, że lepiej nie, bo mozół ten tylko skrzywia i trudniejszą robi pracę geniuszowi, który kiedyś tam prawdę odwikła. Aż do czasu owego wszystkie te piękności zostaną z przyprawionymi nosami, różowane, z poobcinanymi nogami lub na szczudłach i pośmiewiskiem będą tym, co lekko na nie spojrzą".

Mickiewicz w rozmowie z Odyńcem powiedział, że wszyscy wielcy poeci czerpali z tego samego źródła. Odyniec, tak jak Brodziński, upatrywał to źródło w poezji ludowej. Mickiewicz odparł: "Poezja ludowa nie jest źródłem, ale tylko jak wiejska dziewczyna czerpie wprost dłonią i pije ze źródła, zanim je potem wodociągami do miasta na fontanny i na herbatę sprowadzą". - "A więc cóż jest tym źródłem?" - zapytał Odyniec. Mickiewicz rzekł: "Rzeczywistość i Prawda".

Niechże ta rzeczywistość i prawda bijąca mocno w najlepszych okazach pieśni ludowej, zebranych w tej książce, będzie nie wzorem dla poetów dzisiejszych, lecz przykładem. Przykładem, jak tworzyć rzetelnie i oryginalnie, jak nie naśladować i stylizować, lecz brać podnietę twórczą z prawdy, którą trzeba, według rady Chopina, z twórczości ludowej odwikłać.

*

Teksty pieśni ludowych zawarte w tej antologii wyjęte zostały ze zbiorów sporządzonych w ciągu stu kilkudziesięciu lat. Od pierwszego chronologicznie zapisu tekstów pieśni góralskich Seweryna Goszczyńskiego po Zbiór pieśni ludowych z Warmii Augustyna Steffena. Zbieracze oznaczali w pisowni właściwości gwarowe osnowy słownej pieśni w różny sposób. W obecnym wydaniu pomnożyłem ilość tekstów, w których zachowuję pisownię oznaczającą wymowę gwarową słów. Pisowni tej nie ujednostajniłem, teksty przepisałem w takiej postaci, w jakiej znalazłem je w cytowanym źródle.

Julian Przyboś

PIEŚNI BUNTU I NIEDOLI

Siekierecką pana

Wybije mie ktosik abo ja kogosik, bo sie na myj głowie cupryna podnosi.

Dana moja, dana, siekierecką pana, a panią toporem, niek nie rządzą dworem!

Dana moja, dana, siedzi Jaś w kajdanach, puście mie do niego, boć ja zonka jego!

Wzięli diabli pana Od Rakowa

Oj, dana, moja dana, da, wzięli diabli pana.Oj, wzięli go do piekła,i tak nam dusza uciekła!

Pana obwiesili

Polana, polananie jednego pana, polanę skosili, pana obwiesili.

Z batogami na panów

Panowie, panowie,będziecie panami, od pierwszego września pójdziecie z cepami.

Panowie z cepami, panie z przetakami, my was gonić będziem, da oj, z batogami.

Biją pod Bożą Męką

Oj, biją mnie, biją, zabić mnie nie mogą, a bo mnie dziewczyna zastawiła nogą.

Zastawiła nogą, zastawiła ręką, oj, biją mnie, biją pod tą Bożą Męką.

Pany w piekle

Nie masz-ci to, nie masz, jako panom w piekle, użyją, napiją, nasiedzą się w cieple.

Woda i łój Od Kłodawy

Panie mój, panie mój, ze mnie woda, z ciebie łój. Z ciebie łój wygotować, ze mnie wodę wyszorować.

O pańszczyźnie Bąkowiec

Pójdźmy do dom, panie gospodarzu, boć nie wiemy, co na pańskie każą.

Każą orać albo kołów ciesać, a mój Boże, kogoż ja mam posłać?

A mam-ci ja tę małą dziecinę, odrobi mi tę dużą pańszczyznę.

Pan wygnał ze wsi chłopów Od Raszkowa

Oj, wygrał nasz pan, wygrał, wszystkich chłopów ze wsi wygnał. I stodoły powywracał, i służącym nie wypłacał.

Oj, dobrześ, parchu, zrobiuł, będziesz sam na siebie robiuł.

Orałbym ja wami

Panowie, panowie, macie moc nad nami, żebym ja miał nad was, orałbym ja wami.

Panem bym ci orał, okunomem włóczył, a pisarzem radlił, robić bym was uczył.

Szubieniczka stoi Od Kromotowa (Zawiercie)

Oj, za dworem, za dworem szubieniczka stoi.Któż tam będzie wisiał? Ekonom z karbowym.

Oj, karbowy za to, bo dziewki całuje, a ekonom za to, bo ludzi katuje.

Biją na zabicie Ząbkowice

Oj, dobry nasz pan, dobry, kieby małe dziecię;oj, ale jego słudzy biją na zabicie.

Rękę mi ucięto Od Nadarzyna (Komorów, Helenów)

Oj, siekierę mi wzięto, da, rękę mi ucięto, oj, nie było to jeździć, da, do boru we święto.

Nie boję się pana

Nie boję się pana ani jegomości, wezmę siekiereczkę, porąbię w nim kości.

Pan będzie świnie pasał

Nasz jegomość rychło wstaje, nic nie robi, tylko łaje.A my go się tak bojemy: gdzie zajdziemy, tam staniemy.

O, i dobry nasz pan, dobry, da, bo pokładł na nas torby.O, i pokładł, powystraszał, da, będzie sam świnie pasał.

Bodaj was kula nie minęła

Bodaj was, panowie - kula nie minęła! Bo wam ta wojenka niepotrzebna była.

Rok 1846 Kolbuszowskie

Oj, czyli ty pamiętasz, dziewczyno, rok tłusty, jak my bili panów cepami w zapusty?

Nie będziecie przewodzić

Panowie, panowie, będziecie panami, ale nie będziecie przewodzić nad nami.

Będą panowie sami łąki kosić

Przyszło nam pisanie od Wiednia do Koszyc, że będą panowie sami łąki kosić.

Panowie z kosami, a panie z grabiami.Zjedzcie trzysta diabłów, róbcie sobie sami.

Pieśń o Marku Prawym z Jemielnicy Powiat Strzelcze Opolskie

W Jemielnicy sądny dzień Od żałosnych zawodzeń, Płaczą dziołchy i starzyki, Baby, chłopy i dziecia.

Nie masz Marka miłego, Cieszyciela naszego, Przedoł go zdradźca bez wiary Za judaskie talary.

Drzewa się ogibają, Ślozy nasze śmiatają...Za tym Markiem, co nom padoł: Ziemia chłopom i wola!

Nie ujrzymy zelżenia Od pańskiego rzemienia. Może dziecia, co dziś płaczą, Tako pora obaczą.

Pieśń o Jakubie Szeli Z Powiśla Kieleckiego Zebrał Jan Chorosiński

Oj, nie będę na dworskim kopaniny kopał, oj, ma dziedzic dzieciska, niech mu w lesie kopią.

Oj, stawiał Wojciech sągi u szlachcica w lesie,dał mu za to z wilka łapę, żonie, dzieciom niesie.

Oj, o chłodzie, o głodzie, w tym zielonym borze pracuj, chłopie, dzień i noc, nikt ci nie pomoże.

Oj, o chłodzie, o głodzie, bez kawałka chleba, oj, nie jadaj, nie gadaj, pójdziesz wnet do nieba.

Oj, skończy się nam, skończy nasze mordowanie, oj, kiej człowiek człowiekowi nie-wilkiem zostanie.

Oj, niedługo się skończy nasze mordowanie, jak Jakubek z chłopami zrobi szlachcie pranie.

Oj, kończy się nam, kończy nasze mordowanie, oj, bo Szela Jakubek robi szlachcie pranie.

Związali mnie w powróz

Jak-ci mnie oddali, związali mie w powróz, nástarszy bracisek na koléj mie odwióz.

Césárzu, césárzu, najaśniejszy panie, dałeś mi trzewiki, nasráłbym ci na nie.

Césárzu, césárzu, nie werbuj nas więcy, bo nas matki płacą, jaze ziemia jęcy.

Pan oddaje rekruta Od Kozienic

I wyjechał Jasieńko od kościoła na mroku, i przypinał sobie sabelkę do boku, oj, do boku lewego.

Jak-ci se sablę przypión, obejrzał sie na swój dóm. Serdecnie zapłakał i cięzko se wzdychnón, az koń pod nim wyryznół.

"O moja pani matko, cyli wy mnie nie znacie? Na mym koniu wronym i przed wasym domem co-ć mnie nie przywitacie".

"Oj da, synu, mój synu, a co cię to ni mam znać? A jak cię łapali i w dyby kowali, i do Radomia wzieli.

A witajze, a witaj, a mój ty miły synu - a któz-ci to taki, a któz-ci to taki niedoli był przycyną?"

"A był-ci mi przycyną ten to kozienicki pan. Jak-ci mnie złapali, w dyby okówali, jesce do mnie wartę dał.

Oj dał-ci do mnie wartę od wiecora do rana.Jak-ci Pan Bóg dzień dał,jak-ci Pan Bóg dzień dał, juz mnie wiezą do brony.

Przywieźli mnie do brony, zawołali: taraban!wiezie wam rekruta, wiezie wam rekruta ten to kozienicki pan.

Przyjechali przed Radom, uderzyli w barabon!A otwórzcie wrota: wiezie wam rekruta, wiezie wam rekruta pan kozienicki, ej, pan sam.

A moja matuleńko, o mnie wy tez nie płaccie, mojej kochanecce,mojej najmilejsyj, zalu nie dodawajcie.

A moja kochanecka będzie płakać, narzekać; a mnie sturbowanemu, a mnie sturbowanemu cięzko listu przecytać!"

Kujecie mnie w łańcuski

Albo já to maluśki, kujecie mnie w łańcuski! Já łańcuski o ziemię, z dziewcyną się ozenię.

Albo já to poddany, kujecie mnie w kajdany! Kajdany mnie opadną za dziewcyną, za ładną.

Okuty łańcuszkami

Cóż mi po tobie, dziewczę pod wstążkami, kiedy ja okuty na krzyż łańcuszkami.

Hyr

Janicku, Janicku, sto hromów do tobie, po sićkik dziedzinak idzie hyr o tobie.

Siekierka Janosika

Janosik, Janosik, gdzieś podział wałasik. W Lewoczy na murze na jedwabnym sznurze.

Wzięli na wojnę

Mojego Janiczka na wojnę wzięli, teloż by mię, teloż głowę z karku ścięli.

Janosik się broni

Hej, z plesiwskiej bramy pozierały pany, jako się Janosik wałaskami broni.

Zabili Janicka

Zabili Janicka z Między Cyrwionego, nie dali zapłakać frejyrecce jego;zabili Janicka, wiezom zabitego, a frejyrka jego biezi koło niego; zabili Janicka w zielonej uboci, jino sie od niego kapelusek toci.

Jęcom góry

Jęcom góry, jęcom, kie Janicka męcom, jesce barziej bedom, kie go wiesać bedom.

Janosika imię

Janosika imię nigdy nie zaginie, ani na wirsicku, ni w ciasnyj dolinie.

Matuchna prosili

Matuchna prosili, coby nie zbójować, kiebyk nie zbójował, ni miałbyk im jeś dać.

Zbójnicka wiater niesie

Powiadali, powiadali, ze zbójnika porąbali; rozrąbali bucka w lesie, a zbójnicka wiater niesie.

Kie mie przyśli łapać

Jescek tyz nie słysał tak dziewcęcia płakać, jako moja miła, kie mie przyśli łapać.

Kiedy mnie okujom

Kiebyś choć, frejyrko, telo mi pomogła, kiedy mnie okujom, popuścić byś mogła.

Na zbój

Owce, moje owce, niek was pasie, fto kce, ja was paść nie budziem, bo se na zbój pódziem.

Kie mnie nie zabili

W turniczkach ja bywał, turniczki mnie cieszą, kie mnie nie zabili, to mnie nie obwieszą.

Rąbała mnie siekiereczka

Jano, Jano, co cię boli, kto cię ubił, niech cię goi. Rąbała mnie siekiereczka. Niech cię goi frajereczka.

Mikułas, Mikułas

Mikułas, Mikułas, ty-ze piykne miasto; do tobie przestrono, ale z tobie ciasno.Mikułas, Mikułas, mikułaskie mostki;tam sie potyrajom śwarnyk chłopców kostki.

Hory nase, hory

Hory nase, hory, to nase kómory, bukowe listecki nase podusecki.

Siubienicek troje

Na dole, na dole siubienicek troje, wybieraj, bracisku, ftore bedom twoje.

Jesce nie zbijali

Mali chłopcy, mali, kiéj się na zbój brali; jesce nie porośli, kiedy na zbój pośli; jesce nie zbijali, kiej ich połapali: dyć ich połapali w zakopieńskiej hali.

Jescem nie zbójował

Hej! chłopiec ja, chłopiec z końcu Rogoźnicka, miałem matkę dobrą, a ojca zbójnicka.Jescem nie zbójował, dopierom probował;z bucka na jedlicke w lesie przeskakował. Jescem nie zbójował, dopiéro ten rocyk, juz mię chcą powiesić na zelazny hacyk. Panowie, panowie, nie dajcie mię zgubić, ja wam będę za to siedem rocków słuzyć. Panowie, panowie, wyróbcie mi prawo, cobym ja nie siedział na Wiśnicu darmo. Oj! jakzeby było zal memu kochaniu, kiejby mię powiedli z wirsku ku Muraniu. "Powiadała ja ci: daj pozór na siebie, hamerscy hajducy biorą się po ciebie. Obwiesą cię, Janku, za pośrednie ziobro, juz-ci będzie potém zbijać nie podobno". A kiéj mnie powiesą, moja dusa wstanie, budzie ona hladzić frairki na stamie.Kiéj mnie obwiesicie, obwieściez mnie w mieście, baryłkę z palenką nade mną powieście. Tam budę se wisiał, budę se spocywał, tam budę co chwila palenkę popiwał.Obróć-ze mnie, mistrzu, ockami ku drodze, niech się ja napatrzę tej zbójeckiéj chodze. Zbójnicka frairka syćko popłakuje; zbójnickiem na haku wiater porusuje.Mikułos, Mikułos, mikułoskie mosty, tam się potyrają śwarnych chłopów kosty.

Pódziemy na pana jednego

Pódziemy, pódziemy na pana jednego.Budziemy się dzielić pieniąskami jego.

Jawory, jawory

Jawory, jawory, gdzie macie konory?Zbójnickowie ścięli, na fujarki wzięli.

Radykał się Janik

Radykał się Janik z gronika na gronik, aż się przyradykał zbójnikom na chodnik.

Zamecku nowomurowany

Zamecku, zamecku nowomurowany, héj! siedział ja w tobie rocek okowany. Siedział ja na zamku przez rok i przez tydzień, nigdy ja nie wiedział, kiedy noc, kiedy dzień.

Chłopiec zbójnickiego rodu

Chłopiec-ci ja, chłopiec zbójnickiego rodu, pódem kraść owiecki, nie bedem marł z głodu.

Śwarne chłopaki

Węgierska ślachta pinioski ma, my śwarne chłopaki, to nam ik da!

Stojom siubiynicki

Na orawskim zamku stojom siubiynicki, ftoze budzie wisiał? Janko z Brzezawicki. Kieby ja se wiedział, kany bedem wisiał, od wiyrchu do dołu piyknie byk wybić dał. Z wiyrchu dukatami, z dołu talarkami, a na środku śrybłym, bok jes chłopcem dobrym.

Pije zbójnik

Pije zbójnik, pije na drugiej dziedzinie; jego fraireczka mało nie zaginie.Pije zbójnik, pije za ten talar bity: nie płacz, fraireczko, napijesz się i ty. Aby twoje oczka za mną nie hladziły, jak mnie będą wieszać na jawor zielony.

Ze mnie zbójnik budzie

Powiadali ludzie, ze mnie zbójnik budzie.Jak budzie, to budzie, samym wirchem pódzie. Nie budę ja gazdą, nie budę rolnikiem, jeno budę chodził zbójnickim chodnikiem.Héj! a jak mnie złapią, to ja budę wisiał; na wiersku jedlicki budę się kołysał.Nie bój się, frairko, choć ja na zbój pódę, jeno proś u Boga, to ja twoim budę.- Jaworu, jaworu syrokiego liścia, dajze, Panie Boze, zbójnikowi scęścia.

Śpiewonka o Wdowcyku

Na Kralowej holi złapali Wdowcyka, gdzie-ze go złapali? W komorecce cudzej! Béłby se gazdowoł, kieby sie warowoł, kieby swój opasik na stole nie niehoł, ale go zradziéła jedna stara ziéna, co jego opasik na stole widziała.W komórce złapali, na dworze wiązali i nocnom godzinom do Lewoce gnali. Lewoccy panowie nad bramom kukali: prowadzom Wdowcyka pod karabinkami. Kie go prowadziéli bez to ciérne pole, matka za nim woło: "Wróć sie, dziécie moje!" "Juz jo sie nie wrócem, bo jo okowany, ceko mnie majsterek pod siubienickami. Majsteru, majsteru, nie ciągnij mie hore, co jo sie odbierem od ojca, maciere; jo sie nie odbierem na rok ani na dwa, ale sie odbierem, ze nie przydem nigda!" "Jakzeby to béło, synu ulubiony, cobyś sie nie wróciéł do ojca, maciere?" "Tedy jo sie, tedy wróce, matko, ku wom, kie na nasém stole zakwitnie tulipon!" "Ftoze to słyhowoł, ftoze to hyrowoł, by na nasém stole tulipon kwietowoł?" "Prosem wos, panowie, prosem po piérsy roz, dajcieze mi staru zienu do gorści jesce roz!"

*

To ik wej do trzeciego razu pytoł o te staru zienu, co go zradziéła, zeby jom przed swojom śmierciom skrusyć w palcak.

Niech go porwie trzysta Od Warszawy (Kabaty)

Oj, wista, wołki, wista, da, niech go porwie trzysta, oj, tego ekonoma, da, co nas pędzi z doma.

U naszego ekonoma Od Koniecpola

U naszego ekonoma bardzo wielka mina, łańcuszek na szyi, a zegarka nie ma. Ino go się spytać, która ta godzina, a on ci odpowie, że pękła sprężyna.

Oj, karbowym orać Od Warszawy (Wolica, Natolin)

Oj, karbowym orać, da, ekonomem włóczyć, oj, poczekaj, ekonomie, da, będziemy cię uczyć.

Nisko, jeno nisko Z Dolnego Śląska

Nisko, jeno nisko, do kolan ściernisko, choćby za kolana, gdy tam nie ma pana. Jest tam sługa jego, obstaje za niego.Damy słudze jaje, że nam nie nałaje.

Pieśń robotników leśnych z Warmii

Już słóneczko zaszło za lasamy w ciszy; puść noju do domu, łokonomie łysy.

Jek noju nie puścisz, to samni pódziewa, ciebzie, łysy dziadzie, do pnia przyziójżewá.

Do roboty zawołają Od Zerkowa

A ja panu muszę służyć, do roboty muszę dążyć.Do roboty zawołają, bo baty mi w skórę dają.

Włódarz kijem, a pan batem, bo są oba jednym bratem. A ja im też odpowiedział, że im tu nie będę siedział.

Służyłem u księdza

Służyłem u księdza dwanaście miesięcy.Niech mnie Pan Bóg broni, nie będę już więcej.

Zabili Jasienia

Zabili Jasienia, porąbany leży, wyrwał się kóniczek, do dziewczyny bieży.

Zabili Jasienia na zielony łące, dziewczyna tam płacze, załamuje ręce.

Pęcickie parobeczki Od Warszawy (Raszyn)

Pęcickie parobeczki, da, precz powędrowali, oj, w kalinowym lasku, da, nockie nocowali, oj, w kalinowym lasku, da, nockie nocowali.

Oj, pęcicki ekonom, da, gonił nas na koniu: pęcickie parobeczki, da, wróćta się do domu.

Oj, da chociażbyś-ci wa i oka zabaczyli, oj, to byś wa po niego, da, więcej nie wrócili.

Oj, pęcickie parobeczki, da, wróćta się i jeszcze, gospodarze w karczmie piją, da, robić im się nie chce.

Oj, już nam obiecują, da, ćwiercią złoto mierzyć - oj, tym juchom gospodarzom, oj da, nie trza nic wierzyć.

Wszystko rób na pana

Ojże ino dana, wszystko rób na pana,a na mnie nie ma kto, muszę robić sama.

Zabij nam, panie, jałowicę Kozienice (Starawieś, Stanisławowice)

Zabij nam, panie, jałowicę, damy karbowemu podogonicę.

A ekonomowi sam ogon, bo nas nie puszczał w czas do dom.

A dodamy mu i głowę, że pozabijał ludzi połowę.

Podcinałeś nas (ekonomie), podcinał, teraz się za nami przyczyniaj.

Podcinałeś nas batami, teraz się przyczyń słowami.

Wyganiałeś nas, wyganiał, nie dałeś nam jeść śniadania.

Oj, panowie, panowie

Oj, panowie, panowie, da, daliście mi, dali, da, ani ja koszuli, da, ani ja sukmany.

Oj, panowie, panowie, da, daliście mi chleba,da, ćwierć gnoju z obory,da, i trzy ćwierci z chlewa.

Zachodźże, słoneczko Kleniborz, Radzymin

Zachodźże, słoneczko,skoro masz zachodzić,bo nas nogi bolą po tym polu chodzić.

Nogi bolą chodzić, ręce bolą robić,zachodźże, słoneczko,skoro masz zachodzić.

Żebyś ty, słoneczko, na zarobku było, to byś ty, słoneczko,dawno zachodziło.

Za las, słonko, za las!Nie wyglądaj na nas,wrócisz do nas jutro,jak będzie raniutko.

Za las, za obręce

Zachodź, słońce, zachodź, za las, za obręce,puscojze, karbowy, bo nas bolum ręce.

Kara

Polowy bez głowy, karbowy nie widzi, Pan Bóg ich pokarał za ubogich ludzi.

Na przystawcę

Po zachodzie słonka nie robię na pana, tylko na przystawcę, na tego cygana.

Puść nas, panie, do dom, póki cię prosimy.Niedaleko boru, to cię powiesimy.

Niedaleko boru, niedaleko lasu, będziesz, panie, wisieć u jawora bez czasu.

Karbowy bez głowy, ekonom bez oka, bo mu wydziobała na polu syroka.

Puść nas, panie, do dom, bo już czas, bo już czas, poleciały jaskółeczki z pola w las, z pola w las.

Pieśń żniwiarki

Do końca, zagonku, do końca, do końca, żebym cię zeżęna przed zachodem słońca.

U-chu!

Do końca, zagonku, do końca z podwałką.Nie widać tu do nas nikogo z gorzałką.

U-chu!

A toli chań idzie, toli się chań wlecze: flaszeczka dziurawa, gorzałka z niej ciecze.

U-chu!

Jedni mię obżęni, drudzy mię dożęni - Najświętsza Panienko, prowadź mię za niemi.

U-chu!

Najświętsza Panienko i ty święty Janie - najpiękniejszy jęczmień na moim zagonie!

U-chu!

Nie będę ja żęna, bo zagon szeroki, ino będę stała, podeprę se boki.

U-chu!

Nie będę ja żęna żytka na nizinie, nocka by mię zaszła, nie znaleźliby mnie.

U-chu!

Nie będę ja żęna żytka na Podolu, nocka by mię zaszła, zginęłabym w polu.

U-chu!

Nie będę ja żęna żytka zielonego, bobym nie wybrała na wianeczek z niego.

U-chu!

Nieszczęśliwy oset, co do nóżki poszedł;co wejdę na pole, to mię oset kole.

U-chu!

Obżynaj, obżynaj moją obżyneczkę, a ja ci za to dam moją jużyneczkę.

U-chu!

Słoneczko nas zaszło w polu na zagonie, puśćże nas do domu, panie ekonomie.

U-chu!

A jak nas nie puścisz, to sami pójdziemy, pana ekonoma w polu odejdziemy.

U-chu!

Użnijże mi, użnij zagoneczka mego, a ja ci udzielę śniadaneczka swego.

U-chu!

Użnijże mi, użnij zagoneczka z drogi, a ja tobie użnę, jak pójdę po drugi.

U-chu!

Zachodźże, słoneczko, nie za las, nie za las, ino za góreczkę, bo już czas, bo już czas.

U-chu!

Zaświećże, miesiączku, na cztery ogniwa, pobiedrskim dziewczętom, co idą od żniwa.

U-chu!

Żęna ja se, żęna, a mnie obżęnali, a Kasperek za mną: - dalej, moja, dalej!

U-chu!

Żęna ja bym, żęna, kieby pół zagona, na całym zagonie to mię bolą dłonie.

U-chu!

Do rogu, mój zagónecku

Do rogu, mój zagónecku, do rogu, prziniesie nom nasa gaździnka twarogu.

Do rania, mój zogónecku, do rania, upiece nom nasa gaździnka barana.

Wybiyroj, moja caladko, wybiyroj, niewiele sie na tym zogónku obziyroj.

Do kóńca, mój zogónecku, do kóńca, zeby me cie dzisiok wybrali za słońca.

Do rzepy, mój zogónecku, do rzepy, spadła nom nasa gaździnka z nolepy.

Do naci, mój zogónecku, do naci, oroł cie tu tyn nas gaździcek bez gaci.

Nad rzykom, mój zogónecku, nad rzykom, przidzie cie dziś rafać kochanek z muzykom.

Uboga ja sieroteczka

Da, uboga ja sieroteczka, da, nie mam korali, korali, bo moja matuś komornica, da, nie sieje roli, da, roli.

Da, uboga ja sieroteczka, da, nie mam poduszek, poduszek, bo moja matuś komornica, da, nie chowa gąsek, da, gąsek.

Cemuześ mnie, mamo, świniom zjeść nie dała

Cemuześ mnie, mamo, świniom zjeść nie dała, cobyk ci sie béła nie poniewiérała;cemuześ mnie, mamo, we Wisłe nie cisła, cobyk já ci béła na biéde nie przysła.

Dzieci piasek jedzą

Dzieci, moje dzieci, mam was jako śmieci. Przy potoczku siedzą, drobny piasek jedzą.

Jaż się skóra podrze

Powiadają ludzie, że na służbie dobrze, na służbie się trza narobić, jaż się skóra podrze. Podrze się na nogach, podrze się na rękach, przypatrzcie się, ludzie, w jakich ja to mękach.

Mało chleba

Nasza gospodyni mało chleba daje, idzie do komory, godzinę go kraje.

Ukraje, ukraje jak dębowy listek, jeszcze mię się pyta, czy ja go zjem wszystek.

Cóż bym go nie zjadła, kie go mało dała, po co się to, po co, czy zjem go, pytała.

Jak mi go położy w sieni nade drzwiami, co poźrę na niego, zaleję się łzami.

Chleb służebny

O Boże, mój Boże z nieba wysokiego, wspomóż mnie, Boże,z chleba służebnego.

Bo ten chleb służebny, krwawo wyrobiony, mało dziesięć razy co dzień wymówiony.

Kraje mi go, kraje jak dębowy listek, jeszcze mnie się pyta, że-li go zjem wszystek.

Zjem-cieć ja go wszystek stojący za drzwiami, co na niego spojrzę, zaleję się łzami.

Żale służącej

Świénty Morcin nadchodzi, smutno, ne wesoło.Dojcie my, pany, kolénde, bo jo łu wos ne bénde!

Pany kolénde dała, zamknóła za nó wrota. Ach, gdzież jo sie podzieje, jo łubogo siérota!

Łojca, matki już ny mom, przyjocieli jo ne znom; starszy brat na wojénce, siostra malusiéńko.

A świecie mój, świecie

A świecie mój, świecie, nie uzyła ja cie: jak cie było uzyć, kiej kazali słuzyć.

Ze służbeczki na służbeczka

Ach, mój Boże, gody jidó, wszystkie ludzie sia radujó.

Tylo jo sia nie raduja, jeszcze dali powandruja.

Czamu ty sia nie radujesz, jeszcze dali tak wandrujesz?

Ze służbeczki na służbeczka, bo jo ni mom łojczuleczka.

Łojczuleczek w grobzie leży, Mamuleczka dziś wyzieźli.

Moja mama w grobzie leży, a ło niczam téż nie wieży.

Mamo, mamo moja mnili! komużeście mnie łostazili?

Bogu, ludziom, moje dziecie, starojże sia ło twe życie.

Nie starojta sia, ludkozie, moje miejsce na kiérchozie.

Na zielónam kiérchóweczku banda spała jek w łóżeczku.

Chocby złote trómby grały, moje łoczki bandó spały.

Chocby przyszło nad sto ludzi, moje łoczki nicht nie zbudzi.

Chocby przyszło nad tysiónce, moje łoczki bandó spsiónce.

Żeby się sieroty na świat nie rodziły Siemianice

Żeby te kamienie na drodze nie były, żeby się sieroty na świat nie rodziły, żeby się sieroty na świat nie rodziły!

Sierota po ojcu, większa po macierzy, kto sierotą nie był, sierocie nie wierzy,kto sierotą nie był, sierocie nie wierzy.

Ja sierotą byłam, sierocie wierzyłam, żeby się sierota na świat nie rodziła, żeby się sierota na świat nie rodziła!

Sieroty, sieroty Od Olkusza

Sieroty, sieroty, dużo was na świecie, dziwują się ludzie, gdzie się podziejecie.

Wy się nie dziwujcie, gdzie się podziejemy, idzie woda rzeką, to nią popłyniemy.

Wy się nie dziwujcie, gdzie się obrócimy, wieje wietrzyk światem, z nim powędrujemy.

Sieroty, sieroty, na was to świat stoi, kto wam krzywdę zrobi, Boga się nie boi.