Rozdział 6
o spalonym kotlecie i rowerze Demona
"Czołem Młotek!"
Zastanawiałem się, jak zacząć. Nigdy nie pisałem listu, nie miałem okazji i nie bardzo wiedziałem jak ruszyć.
"Piszę do Ciebie z domu w środku lasu. Tak, udało mi się. Jestem w leśniczówce i mam tu swój pokój na poddaszu. Pracuję przy wyrębie drzew."
Przerwałem, by wypić łyk herbaty. Byłem sam w domu, Turek i Mirella pojechali do kościoła, więc miałem czas, by spokojnie napisać list. Chciałem go wysłać nazajutrz, gdy będę w Martach. Siedziałem w kuchni naprzeciw okna i spoglądałem na złocące się blaskiem słońca podwórko. O czym mu napisać? Co mogło go zainteresować? - dumałem nad kartką papieru i w końcu ze szczegółami opisałem o spotkaniu z Turkiem, jak zaproponował mi pracę i mieszkanie, jak wyglądał mój pierwszy dzień, trochę o ludziach, z którymi pracowałem i sporo o Maciejaku i o jego synu. Zwierzyłem się też w liście z moich obaw, jakie miałem po spotkaniu z komendantem, a na koniec wspominałem o siostrzenicy leśniczego, pięknej Mirelli.
Lista zakończyłem tylko pozdrowieniami.
Nie byłem pewny, czy życzyć mu szybkiego powrotu na wolność. Dostał kare śmierci. Zamieniono mu ją co prawda na dożywocie, ale moje życzenia mogłoby zabrzmieć jak okrutny żar. Postawiłem kropkę, a na dole dopisałem:
"Skoszronki 16 czerwca 1991 r."
Odłożyłem długopis w momencie, gdy na podwórze wjechał gazik. Wysiadł z niego Turek, starannie uczesany i ubrany w grafitowy garnitur. Z drugiej strony samochodu ukazała się Mirella. Długimi susami wyprzedziła Turka, głośnym krokiem przeszła korytarzem i uciekła po schodach na piętro.
Zebrałem zapisane kartki, pocztówkę i włożyłem je do koperty, a potem zakleiłem, śliniąc brzeg z klejem.
Do kuchni wszedł Turek.
- Cześć, przyjacielu.
- Witam, szybko wróciliście.
- Szybko? - odrzekł z ironią w głosie.
Wyjął butelkę mleka z lodówki i pociągnął z niej spory łyk.
- Nasz ksiądz to największy gaduła na świecie, kazania potrafi ciągnąć przez pół godziny, a ty mówisz, że szybko wróciliśmy?
Odstawił mleko, zamknął lodówkę.
- Przepraszam cię, za nią. - Spojrzał w sufit, w kierunku skąd usłyszeliśmy głośne trzaśnięcie drzwi.
- Nie wyszło jej spotkanie z chłopakiem - dodał, wyjaśniając zachowanie dziewczyny.
Właśnie dowiedziałem się, że Mirella miała kogoś i choć wcale mnie to nie zaskoczyło, to jednak poczułem ukłucie zazdrości.
Turek podszedł do stołu, spojrzał na niezaadresowaną kopertę i spytał:
- Do kolegi?
- Tak - odpowiedziałem, mimowolnie przypominając sobie dzień, gdy wszedłem do celi. Przywitało mnie kilka wściekłych spojrzeń i spokojna twarz Młotka.