Rozdział 4
Mason
Dotarłem na działkę przed dwudziestą, aby wszystko przygotować, nim zjawią się przyjaciele. Zacząłem od wzięcia z szopy drewna na ognisko. Ułożyłem z niego stożek, a środek wypchałem gazetami, rozpałką i sianem, aby szybciej się rozpaliło. Wyjmowałem z bagażnika wszystko, co przygotowała nam gosposia, gdy jako pierwszy zjawił się Leo.
- Dobrze, że jesteś wcześniej, pomożesz mi z ławkami - oświadczyłem, po czym wskazałem na starą szopę, w której znajdowało się dosłownie wszystko. - Trzeba je wyciągnąć stamtąd i ustawić wokół paleniska, żebyśmy mieli na czym siedzieć.
- No to dawaj - powiedział kolega i ruszył we wskazanym przeze mnie kierunku, klaszcząc w dłonie.
- Reszta pewnie i tak się spóźni, żeby przyjść na gotowe - zagadałem, jak otwierałem skrzypiące drzwi. Charakterystyczny zapach dotarł do moich nozdrzy i lekko się skrzywiłem, gdy kurz wzbił się ku górze.
- Kira namówiła tę kujonkę i z nią przyjdzie pewnie punktualnie - odrzekł Leo, a mi z wrażenia aż kłódka spadła na stopę i zakląłem. Nie, no kuźwa, nie. Czy choć raz mogą uszanować mój sprzeciw. Mówiłem im, żeby się odczepili od niej i ode mnie.
- Wy jesteście nienormalni, już rok temu ustaliliśmy, że nikogo nie bierzemy do naszej ekipy - syknąłem ze złością, kopiąc wściekle kłódkę. Nie wiedziałem, czy jestem zły bardziej na to, że mi to cholerstwo spadło na nogę, czy na to, że się uwzięli na Bogu ducha winną dziewczynę. Z tego nie wyjdzie nic dobrego, a skoro to prymuska to zapewne jest nudna jak flaki z olejem i jej towarzystwo okaże się istną katorgą dla nas wszystkich.
Zaczęliśmy nosić ławki, a ja zatopiłem się we własnych myślach. Gdy postawiliśmy ostatnie siedzenie na swoim miejscu, zobaczyłem, jak przez furtkę wchodzi Kira z dziewczyną z sali gimnastycznej. Podeszły bliżej, a ja wyciągnąłem do nowej towarzyszki dłoń i się przedstawiłem, bo w końcu byłem nie tylko facetem, ale i gospodarzem tej działki.
- Cześć, jestem Mason. Cieszę się, że przyszłaś - próbowałem przełamać pierwsze lody. Nie podobał mi się plan przyjaciół, ale nie chciałem też wyjść na ostatniego palanta. To nie jej wina, że mam kolegów z głupimi pomysłami.
- Alise, miło mi poznać. Żywię nadzieję, że nie masz pretensji do Kiry, że mnie tu przyciągnęła. - Widać było, że się denerwuje, bo w dłoniach miętoliła kawałek swetra. Tego się nie spodziewałem. Myślałem, że może być lekko wycofana, ale żeby aż tak się stresowała naszą obecnością? To dla mnie niecodzienne zjawisko. Każdy próbuje wręcz zwrócić na siebie uwagę, abyśmy go zaprosili do naszej grupy czy na imprezę. To chyba pierwszy raz, kiedy ktoś się stresuje, że przyszedł, bo ciekawość zwyciężyła. Albo inni lepiej niż panna Greenis ukrywali zdenerwowanie.
- Nie, no co ty. Siadaj i czuj się jak u siebie - powiedziałem, uśmiechając się do prymuski i wskazując jej jedyną wolną ławkę, bo reszta ekipy specjalnie zajęła pozostałe. Nie dali nam wyboru, musieliśmy zająć jedną wspólnie.
- Dziękuję. - Zachowywała się tak sztywno, że już na samą myśl, że miałem koło niej usiąść, zaczynało mnie ściskać w żołądku. - Ja tylko na chwilę. Zaraz będę musiała wracać do domu - zająknęła się delikatnie.
- Na chwilę? Weekend jest - powiedziałem lekko zszokowany. Każdy w weekend chciał się rozerwać, ale widać nie nasza kujonka. Ona nie wychodziła ze schematu dnia codziennego i widać nie czuła się dobrze, gdy odbiegła od swojej rutyny.
- W poniedziałek jest sprawdzian wiedzy z tamtego roku. Chyba nie zapomniałeś? - Popatrzyła na mnie wielkimi oczyma. Serio? Ona ma mnie za gościa, który pamięta o takich rzeczach?
- Oczywiście, że zapomniałem. - Podrapałem się po głowie, bo co miałem powiedzieć? Że nie przywiązuję wagi do pamiętania takich rzeczy? - W każdym razie, jak będziesz chciała iść, to cię odwiozę, ale mam nadzieję, że jednak zostaniesz na dłużej niż na chwilkę. - Zauważyłem, że to Kira ją przywiozła, a ona raczej nie będzie skłonna wyjść w trakcie ogniska, aby odwieźć kujonkę. Nie wiem czemu, ale poczułem się odpowiedzialny za nią i za to, aby bezpiecznie wróciła do domu.
- Chyba nie sądzisz, że ja wsiądę na tę niebezpieczną bestię? - Desperacko zaczęła się rozglądać. Zapewne szukała mojego Kawasaki.
- Wyluzuj, przyjechałem autem. - Uśmiechnąłem się szeroko, po czym splotłem z nią palce i pociągnąłem ją lekko w stronę ławek, bo dalej stała w miejscu. Próbowałem zignorować miłe uczucie, które się pojawiło, gdy nasza skóra się zetknęła.
- Możesz mnie już puścić - wyszeptała, gdy podeszliśmy bliżej towarzystwa. Niespodziewanie zapragnąłem jej nie puszczać, jakbym chciał przez dotyk dodać jej odwagi i zabrać zdenerwowanie. I musiałem też przyznać, że podobało mi się ciepło od niej bijące i to jak jej dłoń pasowała do mojej.
- Spokojnie, Alise, oni są sobą tak zajęci, że nawet nie wiedzą, że tutaj jesteśmy - zażartowałem, lecz dziewczyna i tak wysunęła swoją dłoń z mojego uścisku. Podobało mi się natomiast to, jak naturalnie wypłynęło z moich ust jej imię. Spojrzałem na nią dyskretnie i zauważyłem delikatny rumieniec na jej policzkach. Tylko nie wiedziałem, czy to ja tak na nią działam czy płomień ogniska roztaczający ciepło wokół siebie.
Dziewczyny zaczęły się licytować z chłopakami o to, co jest lepsze z ogniska: kiełbasa czy ziemniaki. Nawet nie zauważyli, gdy usiedliśmy. Cali oni, wiecznie zajęci rywalizacją i przyjacielskimi sprzeczkami. Zerknąłem na Alise, która najwyraźniej nie czuła się tutaj dobrze. Miałem ochotę kopnąć w kostkę Kirę za to, że pewnie nie dała jej żyć, aż dziewczyna się w końcu ugięła i zgodziła na przyjście tutaj. Chciałem zagadać, ale miałem pustkę w głowie, szczególnie że ani razu nie zerknęła na mnie i tylko patrzyła tępo w ogień. Przygotowałem dla siebie i dla niej kiełbaskę na kiju. W końcu nieśmiało się uśmiechnęła i podziękowała. Alise stanowiła dla mnie enigmę i zastanawiałem się, jak to się stało, że wolała siedzenie w domu nad książkami od spędzania czasu z przyjaciółmi.
Alise
Sama nie wiedziałam, jak dałam się namówić na to, żeby wybrać się na to ognisko. A teraz? Siedziałam na ławce obok najprzystojniejszego chłopaka ze szkoły i nie potrafiłam wydusić nic z siebie. Co jakiś czas rzucałam w jego stronę ukradkowe spojrzenia, gdy miałam pewność, że jest zaaferowany rozmową ze znajomymi.
Wpatrywałam się w ogień. Iskry tańczyły na wietrze, a ja czułam się tu niepotrzebna. To nie było towarzystwo, w którym chciałam przebywać. Bogate dzieciaki uważające się za najważniejsze na świecie. Dziewczyny, wystrojone, a ich makijaże nieskazitelne - mimo że były na ognisku. Spojrzałam w dół i poprawiłam rąbek swojej starej i dość spranej spódnicy sięgającej za kolano. Na górę zarzuciłam stary, rozciągnięty sweter. Nigdy nie używałam kosmetyków, chyba że można do nich zaliczyć zwykły antyperspirant. To wszystko sprawiało, że czułam się teraz jeszcze gorzej niż podczas mijania ich na szkolnych korytarzach.
Potarłam dłoń, którą jeszcze niedawno Mason trzymał w szczelnym uścisku. Ten niewinny gest zaowocował dziwnym, dotąd nieznanym mi uczuciem.
Zaczęłam się zastanawiać, co podkusiło tę całą Kirę, aby mnie zaprosić. Przecież jej nie znałam, a ona bez problemów i najmniejszych ogródek wyciągnęła mnie z domu, odciągając od najnowszej książki. Chyba chcieli mieć powód do plotkowania i naśmiewania się ze mnie. Mimo że nie chciałam tu być i napisałam jej to w wiadomości, nie dała mi wyboru i sama po mnie przyjechała.
- Mason? - Obrócił głowę w moją stronę, kiedy moja dłoń musnęła jego ramię. Kolejny raz przez moje ciało przeszedł dreszcz. - Mógłbyś mnie jednak odwieźć do domu? I tak już trochę się zasiedziałam, a nie chcę, aby brat się o mnie martwił.
- Nie zostaniesz chociaż godzinkę? - zapytał cicho, aby nikt nie usłyszał naszej wymiany zdań. - Zadzwoń, że będziesz później - poprosił błagalnym głosem, jakby naprawdę bardzo mu zależało na mojej obecności.
- Nie chcę wam przeszkadzać i tak już przez moje towarzystwo nie mogliście spokojnie porozmawiać. - Wzruszyłam ramionami, odsuwając się kawałek od niego.
- Nie przejmuj się nimi. Mnie nie przeszkadzasz, a jak oni ci przeszkadzają, to ich możemy wygonić - powiedział, po czym wskazał na domek. - Albo tam posiedzieć sami - zaproponował, a ja poczułam się lekko speszona.
- Powiedz mi, dlaczego tak bardzo zależy ci na moim towarzystwie? Przez ostatnie dwa lata nie zamieniłeś ze mną nawet jednego słowa. - Patrzyłam na niego i zastanawiałam się, czego taki przystojny chłopak mógłby ode mnie oczekiwać. Ale czy na pewno chciałam znać odpowiedź?
- Staram się po prostu być miły. - Wzruszył ramionami delikatnie. - Wiem, co o mnie myślisz i zapewniam cię, że jest inaczej, niż prawdopodobnie słyszałaś.
- Tego nie wiesz. Ale przyszła pora, bym jechała do domu. - Starałam się, aby mój głos nie zadrżał nawet na chwilę, mimo że przez moje ciało przechodziły dreszcze.
- To chodź. Wezmę tylko klucze - powiedział, po czym wstał z ławki i spojrzał w moją stronę. - Zachowujcie się grzecznie. Zaraz wracam - rzucił do swoich przyjaciół, nim się odwrócił od ogniska.
Gdy chłopak ledwo zniknął za drzwiami małego domku, znalazła się przy mnie Kira, która czaiła się tak, jakby liczyła na najnowsze ploteczki. Tylko że nie było o czym mówić.
- Podoba ci się? - zapytała bez ogródek, jakbyśmy przyjaźniły się od dłuższego czasu.
- Nie wiem, o czym mówisz. - Zawahałam się. - Przyszłam, bo nalegałaś.
- Oj, nie bądź taka skromna. Mason to niezłe ciacho. Wpadłaś chyba naszemu przyjacielowi w oko... - Lisa wypowiedziała zdanie, które wydawało się jeszcze bardziej nierozsądne niż to, że w ogóle się tu znalazłam.
- Dziękuję za miłe towarzystwo, ale ja będę już się zmywać - powiedziałam pośpiesznie, a potem ruszyłam w stronę domku, aby znaleźć się jak najdalej od niewygodnych pytań. Nie wiedziałam, do czego prowadzi ta rozmowa, ale doskonale zdawałam sobie sprawę, że musiałam uważać, co mówię, aby nie obróciło się to przeciwko mnie.
- Zostań jeszcze trochę, dopiero zaczyna się impreza - krzyknął Leo, kiedy się oddalałam.
- Następnym razem - zbyłam go szybką odpowiedzią, tym samym przyspieszając kroku.
Na szczęście Mason szybko wyszedł z domku z kluczykami i nie musiałam wchodzić do środka, aby dać jego przyjaciołom kolejny temat do ploteczek. Przez całą podróż milczałam, starając się nie spoglądać na chłopaka. Nie wiedziałam nawet, o czym mogłabym z nim rozmawiać. Był miły i tyle mi starczyło. Dopiero kiedy przejeżdżaliśmy przez wąską uliczkę, ciemną i spokojną, poczułam niepokój. Znajdowałam się sama w samochodzie z ledwo poznanym chłopakiem. Nie wiedziałam, co mogłoby się wydarzyć.
Przymknęłam powieki, a kiedy po paru minutach je otworzyłam, okazało się, że znajdowałam się już pod swoim domem.
- Dziękuję, że mnie podrzuciłeś. - Starałam się brzmieć spokojnie, ale w tym momencie zablokował się pas bezpieczeństwa, który za wszelką cenę starałam się odblokować tak, aby on nie tego zauważył.
- Nie ciągnij tak, bo nigdy go nie odepniesz - powiedział, uśmiechając się lekko, po czym nachylając się blisko mnie, pomógł mi z pasem. Do moich nozdrzy wpadł przyjemny zapach perfum pomieszany z wonią ogniska. - I nie ma za co. Polecam się na przyszłość.
- Dziękuję jeszcze raz - wyszeptałam, a jego ciepły oddech tuż przy mojej szyi doprowadził moje ciało do dziwnego dreszczu.
- Alise? - mruknął cicho, łapiąc mnie za dłoń. Spojrzał mi w oczy, czekając, aż się odezwę.
- Przepraszam. Lepiej będzie, jak już sobie pójdę. - W pośpiechu otworzyłam drzwi i wyskoczyłam z samochodu, zanim sprawy potoczyłyby się inaczej.
Prawie biegiem dotarłam do drzwi. On chciał mnie pocałować? Boże, dziewczyno, o czym ty w ogóle myślałaś? On tylko kulturalnie się zachowywał. Taki chłopak nie rzuciłby się na ciebie z namiętnymi pocałunkami. To się zdarzało tylko w wymyślonych historiach, a nie w prawdziwym życiu.
Kiedy znalazłam się w domu, poczułam ulgę. Uciekłam z samochodu, tak jakby się paliło. Nie wiedziałam, co to miało znaczyć. Co chciał w tamtej chwili zrobić? Budził we mnie dziwne uczucia. Oparłam się o zimne drewno i starałam się złapać oddech. To mnie zaskoczyło, przeraziło, ale jednocześnie bardzo mi się podobało.