ROZDZIAŁ II
Kolejne dni minęły mi na nerwowym oczekiwaniu na odpowiedź. Odświeżałam pocztę kilka razy dziennie i czekałam na informację zwrotną. Chodziłam na zajęcia, ale gdzieś z tyłu głowy zastanawiałam się, czy wysłanie zgłoszenia było dobrą decyzją.
Co sobie myślałam, gdy kliknęłam na zgłoszeniu ikonę "wyślij"? Przecież nie miałam duszy ryzykantki. Podejmowanie takich spontanicznych decyzji nie było do mnie podobne. Zazwyczaj postępowałam bardziej zachowawczo, z dużą dozą ostrożności. Wprawdzie twórcy programu nie zdradzili zbyt wielu informacji o charakterze produkcji, ale skusiły mnie widoczne w reklamie nagłówki o poszukiwaniu wielkiej miłości.
Czy to znaczyło, że tak bardzo bałam się samotności, że mimo obaw postanowiłam zaryzykować? Wszystko na to wskazywało. Nigdy z taką dokładnością nie analizowałam swojego życia jak podczas wypełniania kwestionariusza. Niektóre pytania wymagały sięgnięcia do wnętrza siebie, przyznania się do własnych słabości i dotychczasowych niepowodzeń.
Po upływie trzech tygodni pogodziłam się z tym, że mnie nie wybrano. Stwierdziłam, że może tak będzie lepiej. Miałam wątpliwości, czy moje życie jest wystarczająco interesujące dla widzów i czy zdołałabym stanąć po drugiej stronie kamery i porzucić dawne przyzwyczajenia. Dobrze się czułam, gdy śledziłam modeli i modelki zza obiektywu. Mogłam się za nim schować i obserwować wszystko z bezpiecznej odległości, nie narażając się na ocenę.
Cieszyłam się, że nie wtajemniczyłam przyjaciółki w ten szalony pomysł. Wystarczyło, że z niezwykłą regularnością próbowała ode mnie wyciągnąć informacje o nieistniejącym chłopaku. Obawiałam się, że Josephine tak szybko nie zrezygnuje.
- Dzisiaj zajmiemy się fotografią reklamową, a dokładniej fotografią produktową. Zaczniemy od krótkiego teoretycznego wstępu i ustalenia szczegółów pracy nad zdjęciami, a na następnych zajęciach przygotujemy sesję do nowej kampanii firmy kosmetycznej. - Wykładowca przedstawił grupie plan na najbliższe tygodnie.
Ucieszyłam się, bo ta część fotografii interesowała mnie najbardziej. Otworzyłam notatnik i zaczęłam zapisywać najistotniejsze informacje o ustawieniach aparatu i wykorzystaniu roli światła dziennego, by uniknąć korzystania z oświetlenia studyjnego.
Otrzymaliśmy kilka przykładowych reklam, które pojawiły się na łamach czasopism i na największych billboardach. Przejrzeliśmy je, by odnaleźć wspólne cechy.
- Zastanówcie się, jaką markę chcecie wybrać. Może to być jedna z najbardziej popularnych marek kosmetycznych lub firma działająca w niszowym sektorze rynku. Wszystko zależy od was. Będziecie pracować w parach. Niech poniesie was wyobraźnia. Tutaj liczy się kreatywność.
Chciałam zanotować swój pomysł na sesję produktową, ale wcześniej usłyszałam wibracje telefonu. Zerknęłam pośpiesznie na wyświetlacz, a następnie odrzuciłam połączenie. Nie mogłam teraz rozmawiać. Nie miałam najmniejszej ochoty mierzyć się z siostrą i jej zmiennymi niczym huragan nastrojami.
Zbliżały się urodziny mamy i podejrzewałam, że chce się upewnić, czy przyjadę na rodzinną imprezę, a ja nie miałam na to ochoty. Wystarczyło, że nagrałabym i wysłała im kilka odpowiedzi, które powtarzałam za każdym razem niczym zdarta płyta, by zaspokoić ich ciekawość. "Nie, nie mam chłopaka. Fotografia to nie tylko hobby, lecz moja przyszłość. Nie, nie planuję powrotu do domu rodzinnego. Tak, wciąż się przyjaźnię z Josephine i nie, ona nie ma na mnie złego wpływu. To nie ja się zmieniłam, to wy nie potraficie mnie zrozumieć".
Zacisnęłam mocno usta i schowałam telefon do torby. Ta chwila nieuwagi wystarczyła, by grupa dobrała się w pary. Rozejrzałam się po studiu fotograficznym z nadzieją, że ktoś oprócz mnie nie znalazł osoby do współpracy. Spóźniłam się. No tak, wszystko przez mój słaby refleks.
- Przepraszam - podniosłam rękę, by zwrócić uwagę wykładowcy - czy mogę pracować sama?
- Nie będzie to konieczne. Mamy parzystą liczbę studentów.
Musiałam się ugryźć w język, aby nie odpowiedzieć, że dokładnie przeliczyłam wszystkie znajdujące się w pomieszczeniu osoby i brakowało dla mnie pary.
- Nie jestem pewna... - Z powątpiewaniem rozejrzałam się po pomieszczeniu.
- Niech spojrzę na listę obecności. - Mężczyzna sięgnął po kartkę i prześledził ją wzrokiem. - Już wszystko rozumiem. Jedna osoba jest dzisiaj nieobecna. Bardzo mi przykro, ale musisz się z nią skontaktować i poinformować ją o temacie przyszłych zajęć.
- Kim jest ten szczęściarz? - Udało mi się zadać pytanie spokojnym tonem, chociaż w głębi duszy zaczęłam się modlić, aby moje przypuszczenia nie okazały się słuszne.
- Johnny Rhodes. Będzie twoją parą.
- O ile tylko pojawi się na kolejnych zajęciach - mruknęłam pod nosem, tak by nikt mnie nie usłyszał.
Świetnie! Że też musiałam trafić akurat na niego! Tak jakby w grupie nie było innych osób. Nie mogłam się doczekać naszej współpracy. Nie miałam pewności, czy ją przeżyjemy.
Tak jak się spodziewałam, Johnny nie przyszedł na następne ćwiczenia ani późniejszy wykład. Nie pojawił się również kolejnego dnia, a moja irytacja rosła z każdą jego nieobecnością.
Zwykle panuję nad emocjami, ale przebywanie w jego towarzystwie za każdym razem odpalało zabezpieczony granat. Nie wiedziałam, co ten chłopak miał w sobie szczególnego. Przez wiele tygodni od rozpoczęcia semestru nie potrafiłam rozszyfrować jego zachowania i pozy totalnego luzaka.
Johnny najwyraźniej się starał, by każdy, kto miał z nim kontakt, odniósł wrażenie, że niczym się nie przejmuje i na nikim mu nie zależy. Jednocześnie pod maską pozorów kryło się coś więcej. Pozwalał temu dojść do głosu, gdy myślał, że nikt nie zwraca na niego uwagi. Potrafiłam dostrzec te szczegóły i nieznaczne zmiany w jego postępowaniu.
Gdy zobaczyłam Johnny'ego dwa dni później na wydziale, mimowolnie spięłam mięśnie i pośpieszyłam w jego kierunku. Już z oddali dostrzegłam zadziorny uśmiech, jakim mnie obdarzył. Nie sprawił, że roztopiłam się pod jego wpływem. Moje serce zabiło mocniej, ale nie z powodu uczucia, tylko ze złości.
- Kogo widzą moje oczy - powiedziałam na powitanie i stanęłam bezpiecznie metr od jego stóp.
- Nie spodziewałem się, że aż tak ucieszysz się na mój widok - odparł podobnym tonem, w którym pobrzmiewały ironiczne nuty.
- Oczywiście. - Próbowałam głęboko odetchnąć, by dać sobie więcej czasu na uspokojenie przyśpieszonego tętna. - Pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale zostaliśmy partnerami.
- Partnerami? Nie było mnie zaledwie dwa dni na wydziale i przez ten krótki czas zyskałem niezwykle uroczą dziewczynę? Co za nieoczekiwany zwrot akcji.
- Bardzo śmieszne. - Zgromiłam go spojrzeniem, by zetrzeć z jego twarzy łobuzerski uśmiech.
Niestety uśmiech nie zniknął, tylko się pogłębił.
- Spokojnie, Clare, już o tym słyszałem.
- Tak?
- Nie wiem, jakie masz o mnie zdanie, ale zależy mi na zajęciach - wyznał niespodziewanie, a ja miałam wielką ochotę odpowiedzieć, że mu nie wierzę. - Miałem ważny wyjazd.
- Niech zgadnę... Koncert ulubionego zespołu czy urodziny dziewczyny na drugim końcu stanu?
- Ech, Clare, jeśli chciałaś się dowiedzieć, czy kogoś mam, mogłaś zapytać wprost. Rozwiałbym wszystkie twoje obawy i nadzieje.
Otworzyłam usta, by za chwilę ponownie je zamknąć. Niepotrzebnie wspomniałam o dziewczynie, bo zupełnie nie interesował mnie ten temat. Nie przemyślałam tego zbyt dobrze. Johnny mógł dojść do błędnych wniosków.
- Szczerze? Jest mi to zupełnie obojętne.
- Jasne. Niech tak będzie - odpowiedział, chociaż jego oczy zdradziły, że mi nie wierzy. - I tak byś tego nie zrozumiała, więc cel mojej podróży zostawię dla siebie.
- Mnie to pasuje.
- Świetnie.
- Świetnie - powtórzyłam, jakbym próbowała go przedrzeźniać.
- Masz do mnie jeszcze jakąś sprawę czy liczysz na przyjacielską pogawędkę? - Obniżył ton głosu, by zabrzmiał bardziej męsko. Próbował jeszcze bardziej wyprowadzić mnie z równowagi i tym razem mu się to udało, lecz w zupełnie zaskakujący sposób. Johnny nagle wydał mi się niemal pociągający. Niemal.
- Wybrałam firmę produkującą pomadki do ust i kolorowe cienie do powiek. Nie było cię, więc sama podjęłam decyzję - wyjaśniłam, próbując przejąć kontrolę nad sytuacją. - Chcę użyć proszku holi, by wydobyć barwy i stworzyć wielowymiarowy efekt na zdjęciach. Co o tym myślisz? - zapytałam przygotowana, że przyjdzie mi stoczyć walkę.
- To świetny pomysł - odparł krótko, a ja ze zdziwienia przymknęłam usta, gdy nie napotkałam z jego strony żadnego sprzeciwu. - Ty wymyśliłaś koncepcję, ja zaopatrzę się w proszek i przyniosę go na kolejne zajęcia.
- Cóż, cieszę się, że ustaliliśmy wspólną wersję.
- Pamiętaj, że to ty zostaniesz modelką, a ja będę ci robił zdjęcia - powiedział, a na jego twarzy ponownie pojawił się zawadiacki uśmiech.
W zasadzie to przewidziałam, natomiast obawiałam się czegoś innego. Współpraca między modelką a fotografem wymaga nawiązania swego rodzaju intymnej relacji. Nie chciałam, by połączyła nas większa zażyłość niż przypadkowa znajomość i uczęszczanie do tej samej grupy.
Przez ostatnie dni nie robiłam tego często, ale przed położeniem się spać odpaliłam pocztę w telefonie. Gdy otworzyłam najnowsze wiadomości, w jednej chwili poderwałam się z łóżka i stanęłam na lekko drżących nogach.
Przeszłam pierwszą weryfikację do programu randkowego! Nie mogłam w to uwierzyć! Nie wiedziałam, czy powinnam się cieszyć, czy bardziej obawiać. W mojej głowie zapanował prawdziwy chaos, gdy powoli zaczął do mnie docierać sens otrzymanej wiadomości. Miałam szansę poznać miłość. Po raz pierwszy w życiu mogło się to udać.
Twórcy programu zapraszali mnie na dwa próbne dni zdjęciowe. Wszystko wydarzy się już za tydzień. Najważniejszym pytaniem było to, czy zdołam porzucić życie, które do tej pory prowadziłam, i otworzyć się na nową przygodę.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki