Anna Parzymies
Słowo wstępne
Przedstawiając Czytelnikom pracę zbiorową
Islam a terroryzm, należałoby na wstępie
wyjaśnić, czy dwa pojęcia zawarte w tytule powinny być w ogóle
ze sobą łączone. W wypowiedziach i publikacjach dziennikarzy oraz
polityków, po ataku na Światowe Centrum Handlu (WTC) i na Pentagon,
łączenie, przeciwstawianie, upraszczanie różnych pojęć - niekiedy
nawet w sposób pozbawiony logiki - jest zjawiskiem częstym. Tłumaczy
się to tym, że mamy tu najczęściej do czynienia z góry postawioną
tezą, której celem jest przekonanie lub wywołanie oburzenia adresatów
owych wypowiedzi lub publikacji. W przypadku badacza, który na ogół
dąży do obiektywnego przedstawienia i objaśnienia faktów, konieczne
jest uzasadnienie, dlaczego łączymy jedną z trzech objawionych
religii świata z terroryzmem - zjawiskiem mającym wyraźnie
negatywne konotacje. Wyjaśnijmy przede wszystkim, jak rozumiemy te
dwa pojęcia.
Terroryzm jest pojęciem ściśle
określonym i jednocześnie bardzo pojemnym. Oznacza przemoc
i bandytyzm. To samo znaczenie jest zawarte w wyrazie pochodnym
terrorysta, oznaczającym wykonawcę
czynności. W znaczeniu politycznym i wojskowym terroryzm jest
świadomym użyciem przemocy lub groźby przemocy do osiągnięcia
celów politycznego, ideologicznego lub religijnego. Tak jak
wiele innych terminów deprecjacyjnych, jest to termin nacechowany
emocjonalnie. Określając daną czynność jako terrorystyczną oraz
nazywając osobę wykonującą tę czynność terrorystą, wyrażamy
jednocześnie nasz negatywny, dezaprobujący stosunek do samej czynności,
do sposobów wykonywania i niekiedy motywów, jakimi kierują się
jej wykonawcy.
Nasze potępienie czy negatywny stosunek są wynikiem
subiektywnej oceny - dane zachowanie nie musi być tak samo ocenione
przez innych. To, co dla jednej osoby, grupy osób lub państw jest
terroryzmem, inni mogą uważać za walkę w słusznej sprawie. Żeby
nie szukać daleko przykładów tej rozbieżności w użyciu terminu,
przypomnijmy tylko, że dla niemieckiego okupanta np. walka partyzantek
polskiej, jugosłowiańskiej, greckiej była działaniem terrorystycznym,
bandyckim, podczas gdy narody Polski, Jugosławii, Grecji traktowały
ją jako swój obowiązek i jako jedyne słuszne zachowanie wobec
okupanta. Okupant, ze swojej strony, głosił, że zwalczając
partyzantkę, prowadzi walkę z terroryzmem w celu ochrony ludności
cywilnej. Dla partyzantów narażanie życia cywilów było ofiarą nie
do uniknięcia, ponoszoną w słusznej sprawie.
Wracając do tematu tej publikacji, trzeba
stwierdzić, że takie czyny, jak atak na Światowe Centrum Handlu
i Pentagon, które w naszym rozumieniu są jednoznacznie czynami
terrorystycznymi, dla muzułmańskich fundamentalistów stanowią
największą i szlachetną ofiarę na rzecz celów wyższych. Wojna
z terroryzmem, w którą zaangażowały się Stany Zjednoczone,
spowodowała jeszcze większą dwuznaczność w rozumieniu tego
terminu, tym bardziej że w 1987 roku USA wspólnie z Izraelem
głosowały przeciwko uchwaleniu rezolucji potępiającej
terroryzm. Po 11 września terroryzm został jednak nie tylko
potępiony, ale też zaczęto go zwalczać wszelkimi sposobami.
O terroryzm zostały oskarżone nie tylko grupy osób, organizacje, ale
również państwa - na podstawie nie zawsze jasnej, jednoznacznej
i uzasadnionej argumentacji. Doszło do tego, że Stany Zjednoczone
i fundamentaliści muzułmańscy zaczęły wzajemnie się oskarżać
o terroryzm. Stany Zjednoczone są coraz częściej postrzegane jako
siła terrorystyczna[1]. Coraz częściej mówi
się o terroryzmie państwowym i o tym, że walka z terroryzmem też
może być czynem terrorystycznym, powodującym ofiary wśród niewinnych
ludzi. Nadmiernie rozszerzanie pojęcia terroryzm powoduje zacieranie
się jego pierwotnego znaczenia. Zaczyna być ono używane jako zwykła
inwektywa, a w życiu politycznym jako oskarżenie o bardzo pojemnej
zawartości. W prawie międzynarodowym termin terroryzm, podobnie jak
i termin agresja, nie są jeszcze precyzyjnie określone.
Islam jest trzecią i ostatnią, po judaizmie
i chrześcijaństwie, religią objawioną świata. Nie neguje on dwóch
wcześniejszych religii. Wyznawcy islamu uznają proroków judaizmu
i chrześcijaństwa, twierdzą jednak, że Jezus Chrystus jest tylko
jednym z proroków, a nie Synem Bożym. Następną teologiczną
rozbieżność z chrześcijaństwem stanowi odrzucenie przez
muzułmanów Trójcy Świętej, uważanej przez nich za negację idei
Boga jedynego, który nie może mieć trzech postaci, gdyż oznaczałoby
to odejście od mono-teizmu. Przedstawianie na obrazach Boga Ojca,
Jezusa Chrystusa, Matki Boskiej i innych świętych oraz czczenie
tych obrazów uważane jest w islamie za bałwochwalstwo. Pozostałe
różnice między islamem a chrześcijaństwem są głównie
natury rytualnej i w znacznym stopniu kulturowej. Nawet stosunek
do kobiet w obu religiach nie jest tak odmienny, jak nam obecnie się
wydaje[2]. Wyznawcy judaizmu i chrześcijaństwa
są uważani przez muzułmanów za ludzi tkwiących w błędzie,
chociaż wyznających tego samego Boga.
Postrzeganie islamu przez chrześcijan jest sprawą
bardziej złożoną, ponieważ - z powodu późnego pojawienia
się islamu jako religii - nie znajdujemy w Piśmie Świętym
wypowiedzi na jego temat. Stosunek do wyznawców islamu określony jest
więc nie przez proroków, ale przez duchowieństwo, bez uczestnictwa
Boga. Duchowieństwo chrześcijańskie nie uznawało boskiego pochodzenia
islamu, muzułmanie więc byli traktowani jako niewierni. Do dzisiaj taki
jest stosunek Kościołów chrześcijańskich do islamu. W najlepszym
przypadku uznaje się, że na początku swego działania prorok Mahomet
mógł rzeczywiście realizować misję boską, ale jego późniejsze
działania - przede wszystkim podboje - były podyktowane jedynie
racjami politycznymi.
Podsumowując można stwierdzić, że na
płaszczyźnie wiary nie ma różnicy w postrzeganiu sprawy
innowierców. Zarówno muzułmanie, jak i chrześcijanie mówią
o błędzie w interpretacji woli boskiej i próbują naprawić te
błędy perswazją, polegającą z jednej strony na ewangelizacji,
z drugiej zaś na islamizacji, czyli nawracaniu. Niezależnie od
sztywnych pozycji zajmowanych przez wyznawców obu religii dialog między
nimi toczył się nieustannie i nadal prowadzone są dyskusje oraz
spotkania, zazwyczaj w gronie intelektualistów lub polityków.
Spróbujmy teraz pokrótce odpowiedzieć sobie na
postawione wyżej pytanie, czy łączenie terroryzmu z islamem - bądź
z jakąkolwiek inną religią albo ideologią - jest właściwe. Czy
religie i ideologie, stawiające sobie za cel porządkowanie zasad
współżycia między ludźmi na ziemi na pewnym etapie rozwoju
społecznego, w okresie gdy dotychczasowe zasady okazują się
nieskuteczne, mogą być źródłem terroryzmu?
Każda religia i każda ideologia zaczyna swoje
istnienie od przeciwstawienia się zastałemu porządkowi w celu
jego naprawy, udoskonalenia lub dokonania zmian. Każda osoba
wierząca w słuszność swoich przekonań, czy to z inspiracji
sił nadprzyrodzonych, czy też nie, zwraca się do szerszego kręgu
osób w celu przekazania im tych przekonań. Ponieważ nie zawsze
znajduje zrozumienie, a niekiedy nawet napotyka na zdecydowany opór,
poszukuje innych metod wdrażania w umysły innych ludzi tego, w co
wierzy i do czego jest przekonana. Sięganie po przemoc to częsty
sposób przekonywania innych do swoich racji i wierzeń w sytuacji
silnego zaangażowania. W jakim momencie wyznawca religii może wybrać
drogę przemocy? Wydaje się, że w każdym. Przede wszystkim, gdy
pragnie narzucić swoją "jedyną słuszną" ideologię. Również
wtedy, gdy po pozyskaniu większego kręgu wyznawców zaczyna
borykać się z problemami władzy, z problemami politycznymi
i ekonomicznymi. Następnie gdy inna religia lub ideologia zaczyna
zagrażać jego dominacji. Wreszcie, kiedy znajduje się w obliczu
utraty władzy i panowania nad wiernymi, a także po utracie tej
władzy.
Nawet jeśli ograniczymy się tylko do dwóch
największych religii świata - chrześcijaństwa i islamu -
możemy wymienić niezmiernie wiele przykładów, ilustrujących każdy
z wymienionych wyżej etapów. Pozostając tylko przy pierwszym etapie,
czyli przy nawracaniu, należy stwierdzić, że zarówno w przypadku
chrystianizacji, jak i islamizacji, nie zawsze odbywało się to
pokojowo, drogą cierpliwej perswazji. Częstym zjawiskiem było
wymuszanie przyjęcia nowej religii metodami siłowymi, które dzisiaj
nazwalibyśmy przemocą, terrorem lub szantażem ekonomicznym. Żadna
z religii nie odmawiała sobie prawa do złego, najoględniej mówiąc,
traktowania, wyznawców innych religii, jeżeli tylko miała nad nimi
przewagę polityczną, wojskową lub ekonomiczną. Przypadki pokojowego,
równoprawnego współistnienia różnych religii i ideologii zdarzają
się głównie w warunkach równowagi sił.
Mając te fakty na uwadze, można sformułować
dwie możliwe oceny religii jako źródła terroryzmu. Pierwsza odrzuca
teorię, że jakakolwiek religia może być źródłem terroryzmu,
wychodząc z założenia, że różnice religijne nigdy nie były
rzeczywistymi przyczynami konfliktów, wojen, terroru, kolonizacji lub
nierównego traktowania wyznawców innej religii ze strony jednostki,
grupy osób czy władzy. Często natomiast były osłoną, uzasadnieniem,
usprawiedliwieniem różnych wymienionych już zachowań. Uznaje
się, że jest jednak pewna kategoria ludzi, którzy w określonych
warunkach politycznych, społecznych i ekonomicznych są przekonani,
że postępują w imieniu wiary. Są to tak zwani integryści,
fundamentaliści, fanatycy religijni, których nie brak i nie brakowało
we wszystkich trzech religiach i we wszystkich ideologiach. Ich
pojawienie się i ich popularność w danym społeczeństwie
wiąże się na ogół z powstaniem jakiejś niekorzystnej sytuacji,
z którą nie mogą sobie poradzić, a więc wynika z poczucia
bezsilności. Według zwolenników tego poglądu problem polega na
tym, że choć motorem działania ekstremistów lub fanatyków jest
religia, to nie religia spowodowała powstanie sytuacji sprzyjającej
ich działaniom.
Druga ocena wskazuje na religię jako podstawowe
źródło wszelkiego zła. "Zostało już nieraz powiedziane,
że religie, wszystkie bez wyjątku, nigdy nie służyły zbliżeniu
i pogodzeniu ludzi - wręcz przeciwnie - zawsze były i w dalszym
ciągu są, przyczyną nieopisanych cierpień, rzezi, monstrualnej
przemocy fizycznej i duchowej, stanowiącej jeden z najbardziej
ponurych rozdziałów nędznej historii ludzkości. Chociażby ze
względu na szacunek dla ludzkiego życia należy mieć odwagę
i ogłosić wszystkim te oczywiste, łatwe do udowodnienia
prawdy[3]".
Nie jest naszym celem dokonanie wyboru między jedną
a drugą oceną. W przypadku tej książki, będącej dziełem polskich
islamologów, chodzi jedynie o wprowadzenie do problematyki wywołanej
przez wydarzenia z 11 września 2001 roku. Islam i jego wyznawcy, po
ataku na WTC i Pentagon, byli wielokrotnie, przez ludzi o różnych
poglądach, przedstawiani w sposób niezgodny z naszą wiedzą o tej
religii i z naszymi przekonaniami co do jej społecznej roli. Taka
sytuacja zachęca do refleksji i wywołuje równocześnie konieczność
wyjaśnienia sobie i innym pewnych kwestii. W szumie medialnym,
powstałym po wydarzeniach z 11 września, usprawiedliwionym zresztą,
nie zabrakło również głosów polskich islamologów. Staraliśmy
się przekazać nasz punkt widzenia w różnych audycjach radiowych
i telewizyjnych oraz na łamach prasy. Ograniczenia czasowe i ilościowe
w mediach z jednej strony, oraz ogromne zainteresowanie społeczeństwa
islamem i jego związkami lub brakiem związków z terroryzmem
z drugiej, przekonały nas o potrzebie szerszej i bardziej
udokumentowanej wypowiedzi na ten temat.
Nasilenie zainteresowania islamem zaczęło się
jeszcze przed 11 września 2001 roku i wiązało się z wojną domową
w Jugosławii, gdzie islam był ważnym elementem wydarzeń. Po
tragicznych wydarzeniach w Nowym Jorku i w Waszyngtonie na
naszych uniwersytetach, wśród studentów, w mediach i na różnych
spotkaniach publicznych, na które byliśmy zapraszani, te dwie sprawy
były często łączone. W świadomości naszych rozmówców dało
się odczuć bardzo duży zamęt. Głównym problemem był fakt, że
muzułmanie raz byli przedstawiani - na terenie Bośni i Kosowa,
gdzie aktywnie działały muzułmańskie organizacje fundamentalistyczne,
oskarżone później o inspirowanie zamachów z 11 września - jako
niewinne ofiary serbskich i chorwackich nacjonalistów, jako walczące
o demokratyczne zmiany, a drugi raz, już po zamachach na obszarze
Stanów Zjednoczonych, jako fanatyczni terroryści mordujący na oślep
niewinnych ludzi. Na pytania dotyczące tej kwestii nie zawsze jesteśmy
w stanie dać wyczerpującą odpowiedź z tego przede wszystkim
względu, że muzułmanie nie byli jedynymi uczestnikami tych wydarzeń
zarówno na scenie bałkańskiej, jak i na amerykańskiej. I w jednym,
i w drugim przypadku ich partnerami były Stany Zjednoczone, których
politykę trudno nam w sposób kompetentny oceniać, bowiem nie jesteśmy
specjalistami w tej dziedzinie.
Natomiast reakcja społeczeństw muzułmańskich na
tragiczne wydarzenia na Bałkanach i w USA oraz ich ocena jest nam znana
dzięki lekturze prasy wydawanej w języku arabskim, perskim, tureckim
i innych językach orientalnych oraz dzięki kontaktom z naukowcami,
dziennikarzami i innymi przedstawicielami tych społeczeństw. Kontakty
te bardzo sobie cenimy, nie tylko ze względu na opinie, które wyrażają
poszczególne publikacje, media i osoby, wzbogacając naszą wiedzę,
ale też dlatego, że pomagają nam one uniknąć natrętnej i nierzadko
kłamliwej propagandy. Przedstawiając opinie społeczeństw krajów
muzułmańskich szerszemu gronu polskich Czytelników, staraliśmy się
czynić to bez przesadnego obciążania naszych wywodów skomplikowanym
aparatem naukowym. Często w sprawach bieżących opieramy się na
prywatnych rozmowach, niepublikowanych jeszcze wynikach badań, do
cytowania których nie jesteśmy upoważnieni. Unikamy również cytowania
innych dzieł w odniesieniu do tematów historycznych i teologicznych,
które są przez nas poruszane. Cytujemy natomiast publikacje w języku
polskim i w językach europejskich.
O islamie polskie społeczeństwo wie niewiele, ale
w żadnej mierze nie można powiedzieć, że istnieje jakaś ogólna
niechęć, a tym bardziej nienawiść do islamu. Najwłaściwszym
określeniem stosunku Polaków do tej religii jest obojętność. Wiedza
o islamie często ogranicza się do informacji dotyczących
wielożeństwa, postu i społecznej pozycji kobiet. Główną tego
przyczyną jest to, że wyznawców islamu jest w Polsce niewielu
i w konsekwencji kontakty z muzułmanami są rzadkie i raczej
przypadkowe. Mimo że studia islamistyczne na uniwersytetach polskich
mają już wieloletnią historię[4], mimo
wysiłków wykształconych tam islamologów dążących do popularyzacji
wiedzy o islamie[5] wydarzenia z 11 września
uwidoczniły głęboką niewiedzę polskiego społeczeństwa i ogromne
zapotrzebowanie na konkretne informacje, które wyjaśniłyby to,
co się stało[6]. Kiedy zainteresowanie tą
tematyką gwałtownie wzrosło, okazało się, że aby je zaspokoić,
nie bardzo można liczyć na media, gdyż cały czas przekazywały
one informacje płynące ze źródeł tylko jednej ze stron, czyli
Stanów Zjednoczonych. Jeśli podawano informacje uzyskane od strony
muzułmańskiej, jak na przykład ze stacji telewizyjnej Al-Dżazira, to
najczęściej służyły one tylko potwierdzeniu założonej tezy.
Amerykańskim środkom informacji zarzucić można
wszystko, ale nie brak profesjonalizmu. Jest to jednak specyficzny
profesjonalizm. W sprawach polityki polega on - między innymi - na
tym, że media odgrywają rolę pośrednika między elitą rządzących
i rządzonymi. Dostępne, czyli maksymalnie uproszczone, relacjonowanie,
wyjaśnianie intencji, sporów i debat elit mających władzę oraz,
w razie potrzeby, usprawiedliwianie ich decyzji, jest tu miernikiem
profesjonalizmu dziennikarza. W momencie, w którym dziennikarz
odchodzi od założonego przez konkretną gazetę, czasopismo lub stację
telewizyjną stanowiska i próbuje przedstawić własny, czyli inny,
punkt widzenia albo porusza problemy, o których elity wolałyby nie
mówić, kończy się jego profesjonalizm. Nie chodzi tu oczywiści tylko
o elity władzy, ale również - a być może w jeszcze większym
stopniu - o elity gospodarcze i finansowe, które są zleceniodawcami,
właścicielami bądź sponsorami mediów.
W związku z tym informacje i komentarze pochodzące
z amerykańskich środków masowego przekazu, przenoszone poza Stany
Zjednoczone, nie zawsze są zrozumiałe i nie zawsze odpowiadają na
pytania nurtujące inne społeczeństwa. Jeżeli dla większości
Amerykanów stwierdzenie, że zły terrorysta nienawidzi Stany
Zjednoczone za kwitnący w nich dobrobyt i za wolność osobistą,
jest wystarczające, nie znaczy to, że przekonuje ono również
inne społeczeństwa, na przykład polskie. W przypadku zwykłego
Amerykanina pojęcie terrorysta, zastąpiło pojęcie komunista,
będące wcześniej synonimem zła. Zastąpienie to w niczym nie
narusza stereotypów i wyobrażeń tegoż Amerykanina o sobie
i reszcie świata. Dociekliwość ludzi spoza Ameryki nie zawsze jednak
daje się zaspokoić prostym podziałem na dobro i zło, przy czym
koniecznie dobro to my i w konsekwencji wszelkie zło to oni. Ten brak
elementarnej obiektywności ocen jest niekiedy rażący i kojarzy się
nam z moralnością Kalego.
Informacje i oceny amerykańskich
mediów są jeszcze mniej akceptowane przez społeczeństwa
krajów muzułmańskich. Muzułmanie koncentrują się na innych
wartościach. Amerykańska wolność często kojarzy im się z moralną
rozwiązłością i powszechną przestępczością, z nieograniczoną
władzą pieniądza i pogonią za zyskiem, a w kwestii kobiet
z "kastrującym" modelem zachowania amerykańskiej kobiety,
który jest nie do przyjęcia dla muzułmanów zarówno dla mężczyzn,
jak i dla kobiet[7]. Dodatkowym źródłem
nieporozumień jest fakt, że społeczeństwa krajów muzułmańskich
wiedzą o Stanach Zjednoczonych i o zachodniej mentalności
dużo więcej, niż Amerykanie wiedzą o nich. Warstwa inteligencji
w krajach muzułmańskich i - w dużym stopniu - klasa średnia są
z reguły dwujęzyczne i posługiwanie się angielskim lub francuskim
nie sprawia im żadnych trudności. Ta pozostałość po kolonializmie
powoduje dodatkowo jeszcze to, że informacje docierają tu szybko
i bezpośrednio. Ocenę informacji z radia czy telewizji angielsko-
lub francuskojęzycznych dokonuje się na miejscu, bez czyjegokolwiek
pośrednictwa.
Siła medialna Stanów Zjednoczonych zaczyna
być również nieskuteczna w przypadku krajów postkomunistycznej
Europy. Chodzi tu głównie o różnice w doświadczeniu historycznym,
które kształtuje zbiorową świadomość. Doświadczenia wojenne
tych krajów różnią się od amerykańskich przede wszystkim tym,
że Amerykanie walczyli poza granicami własnego kraju i ludność
cywilna ma niejasne wyobrażenie o tym, jak wygląda wojna. W Europie
natomiast, szczególnie starsze pokolenie, pamięta doskonale nie
tylko okrucieństwa wojny, ale również wszystko, co jej dotyczy. To
powoduje, że niektóre informacje amerykańskie, dotyczące
na przykład konfliktu w Kosowie, natychmiast rozpoznawano jako
fałszywe[8]. Rezerwa, z jaką mieszkańcy
Europy Środkowej i Wschodniej odnoszą się do wszelkich, nie
tylko amerykańskich, informacji i komentarze, są zrozumiałe,
gdyż przez długie lata kraje te były obiektem równie kłamliwej
propagandy. Społeczeństwo amerykańskie, które nie ma podobnego
doświadczenia, jest bardziej ufne i bardziej podatne na manipulowanie
przez media, szczególnie w sprawach toczących się poza Stanami
Zjednoczonymi.
Obecnie jesteśmy świadkami załamania się
skuteczności oddziaływania mediów amerykańskich również na opinię
publiczną w Europie Zachodniej. Nie dotyczy to tylko społeczeństw
Francji i Niemiec, których rządy przeciwstawiły się wojnie w Iraku,
ale również i pozostałych krajów Unii Europejskiej. Coraz częstsze
są głosy krytyki polityki prowadzonej przez Stany Zjednoczone,
jak również jej podłoża ideologicznego, często określanego jako
fundamentalizm amerykański z zabarwieniem religijnym.
Świadomi nieskuteczności własnej propagandy
Amerykanie przestali troszczyć się o to, co inni myślą o nich
i nawet z pewną pogardą odnoszą się do światowej opinii
publicznej. Nie mając żadnych wątpliwości co do słuszności
swoich racji, prezydent Bush zdobył się na otwartość, głosząc:
"Nasze wartości są nie tylko amerykańskie; powierzył nam je
Bóg...". Jeśli zastąpilibyśmy przymiotnik "amerykański"
przymiotnikiem "muzułmański", mielibyśmy pewność, że mamy do
czynienia ze skrajnym fundamentalizmem.
Jednym z celów prezentowanej pracy zbiorowej
jest przedstawienie punktu widzenia drugiej strony, czyli świata
muzułmańskiego, w odniesieniu do kwestii obecnego terroryzmu. Najpierw
jednak musimy wyjaśnić odmienne korzenie kulturowe i religijne
oraz odmienne doświadczenia historyczne muzułmanów. Tragiczne
wydarzenia, jak dobrze o tym wiemy, nie powstały bowiem w próżni
i nie wzięły się z niczego. Warto zatem się zastanowić, jak do
nich doszło. Oceniając przyczyny oraz konsekwencje tych wydarzeń,
występujemy jako strona trzecia, nienależąca ani do ich sprawców, ani
do ofiar. Zapraszamy Czytelników, aby przyłączyli się do nas w tym
poszukiwaniu przyczyn i próbie właściwego zrozumienia zaistniałej
sytuacji.
Autorzy umieszczonych tu prac nie podporządkowują
swojej refleksji jakiemuś konkretnemu hasłu lub idei. Ich poglądy są
zróżnicowane, a niekiedy nawet przeciwstawne, nie staraliśmy się
zacierać tych różnic. Pozostawiliśmy również do decyzji autorów
problem transliteracji lub transkrypcji nazw i wyrażeń z języków
orientalnych. Włączenie do tej publikacji artykułów autorów spoza
środowiska orientalistycznego miało na celu ukazanie różnorodności
podejść do problematyki islamu i terroryzmu.
[1] Noam Chomski,
L'Empire en Guerre. Le monde apr?s le 11 septembre,
s. 19-45.
[2] Guy Bechtel,
Cztery kobiety Boga. Ladacznica, czarownica, święta, głupia
gęś, Warszawa 2001.
[3] Jose Saramago,
Le "facteur dieu", (w:) L'Empire
en guerre. Le monde apr?s le 11 septembre, s. 202.
[4] Marek M. Dziekan
i Z. Poniatowski, Bibliography of Arabic and Islamic Studies in
Poland 1945-1992, Warszawa 1993. Na bieżąco bibliografia
jest uzupełniana w "Studiach Arabistycznych i Islamistycznych",
wydawanych przez Zakład Islamistyki i Arabistyki UW.
[5] Józef Bielawski,
Islam, religia państwa i prawa, Warszawa 1973;
Janusz Danecki, Podstawowe wiadomości o islamie,
t. I i II, wyd. II, Warszawa 2002.
[6] Nowością obserwowaną
prawie we wszystkich krajach w Europie jest zmiana sposobu postrzegania
orientalistów. W pracach politologów, ekonomistów, socjologów
orientaliści są coraz częściej cytowani albo znajduje się zabawny
zwrot: "nie wiem, co orientaliści by powiedzieli na ten temat,
ale...". To przejście od traktowania orientalisty jako naukowca,
który zajmuje się niepraktycznymi, prawie nierealnymi problemami, po
odwoływanie się do niego jako do autorytetu w bardzo ważnej sprawie,
zajmującej nie tylko media, ale też instytucje państwowe, przekłada
się na ogromne zainteresowanie studiami orientalistycznimi i podnosi
nasze poczucie odpowiedzialności i rzetelności.
[7] Przykładem tego
ostatniego było zachowanie kobiet irańskich podczas rewolucji
chomeinowskiej, zob. Być kobietą w Oriencie,
praca zbiorowa pod red. Barbary Grabowskiej.
[8] Pokazywane
w telewizji szczątki ofiar terroru serbskiego zostały rozpoznane tu
jako pamiętające, jeśli nie pierwszą wojnę światową, to co
najmniej drugą. Bardziej naiwni i młodsi telewidzowie, którzy nie
chcieli uwierzyć, że są tak niewybrednie manipulowani, zastanawiali
się, czy przypadkiem klimat w Kosowie nie spowodował tak nagłego
zestarzenia się tych "niezbitych dowodów" świadczących
o gwałtownej śmierci.