Irydion - Zygmunt Krasiński

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

CZĘŚĆ PIERWSZA

/ Sala w pałacu Irydiona w Rzymie. - Z obu stron rzędy kolumn ginące w głębi - pośrodku fontanna i kadzidła palące się w trójnogach. - Irydion pod posągiem ojca swego. - Niewolniki zapalają światła w lampach z alabastru. /

I. NIEWOLNIK

Syn Amfilocha oparł głowę o nogi umarłego... -

II. NIEWOLNIK

O zimne stopy z marmuru i zasnął... -

III. NIEWOLNIK

A tymczasem w gineceum siostra jego, pani nasza, mdleje i płacze.

IV. NIEWOLNIK

Przez Polluksa, słyszałem z ust pewnych, że porwą ją dziś wieczorem Murzyny Heliogabala.

I. NIEWOLNIK

Pokój jemu - wychodźmy bracia, wychodźmy. -

/ Przechodzą. /

IRYDION

Przesunęli się jak cienie, szanując spokój ducha mojego. - O ojcze, dla nich i dla wszystkich dotąd we śnie leżę - ty jeden wiesz, że ja czuwam. Wstaje i idzie do tarczy brązowej, na której puginał zwieszony. Zmierzch zapada, godzina już bliska. - Oni przyjdą zaraz - w podobną godzinę stary Brutus musiał własnych synów zabijać. - Uderza o tarczę. Elsinoe - Elsinoe! -

Ot! Idzie ku mnie jak widmo nieszczęścia - wieniec cyprysowy włożyła na skronie - matka jej niegdyś tak stąpała pod gniewem Odyna.

ELSINOE

/ Wchodząc. /

Czy już przybyli służalcy, czy już zaszedł rydwan przeklętego?

IRYDION

Nie jeszcze - ale chciałem raz ostatni cię natchnąć duchem ojca mego.

ELSINOE

O bracie! -

IRYDION

Wiesz sama, że cezar nalega w szale - że senat przezwał cię już boską i posągi twoje stawiać rozkazał po świątyniach miasta - wiesz sama, żeś nie siostra moja, żeś ty nie jasnowłosa Elsinoe, nadzieja domu rodzinnego, pieszczota serca mego. - Tyś ofiarą naznaczoną za cierpienia wielu i za hańbę ojców twoich!

ELSINOE

Tak - uczyliście mnie tego od dzieciństwa i gotowa jestem. - Ale jeszcze nie dzisiaj, nie jutro - trochę później, aż sił nabiorę, aż nasłucham się nauk Masynissy i rozkazów twoich - aż do dna puchar waszej trucizny wypiję!

IRYDION

Wybrana, gotuj się do losów twoich. - Spieszno nam po drodze, na której stąpamy.

ELSINOE

Przypomnij sobie, kiedyśmy igrali na trawnikach Chiary, jam cię tak kochała, o bracie, jam zawsze skronie twoje różami wieńczyła i mirtem. - Och! zmiłuj się nade mną! -

IRYDION

Niewiasto, ty mnie kusisz do litości - daremno, daremno!

ELSINOE

Na co próśb i żalów tyle. - Zdarzało się za dawnych czasów, że można było śmiercią odkupić się ludziom i bogom - patrz - tam błyszczy twój sztylet, Irydionie - przyśpieszmy sobie nicość, Irydionie!

IRYDION

Bluźnisz myślom ojca mego. - Trza żyć i cierpieć, by wielki Duch Amfilocha rozradował się pośród cieniów. - O siostro, dawniej dla zbawienia narodów dosyć było życia jednego człowieka - dziś inne czasy - dziś cześć poświęcić trzeba! Obejmuje ją ramieniem. Dziś w róże się uwieńczysz, w uśmiechy się wystroisz - o biedna, złóż tu głowę skazaną - ostatni raz w domu ojcowskim brat cię przyciska do łona. - Żegnaj mi w całej urodzie świeżości dziewiczej - już ja ciebie nie ujrzę młodą - nigdy, nigdy już. - On cię przepsuje tchnieniem zatrutym, on - ale on zginie; - czy ty rozumiesz siostro, on, on zginie wraz z całym państwem swoim!

ELSINOE

Teraz na twojej piersi, o bracie, a za chwil kilka na czyjej?

IRYDION

Te filary drżą na podstawach swoich, plamy jakieś czarne biegają miedzy nimi. - Bogi, nie dajcie mi upaść u wejścia do areny. - Masynisso przybywaj. -

GŁOS ZZA FILARÓW

Kto się waha, ten urodził się do słów, nie do czynów. - Śmiechem go witać i śmiechem go żegnać będę. Wchodzi Masynissa. Posłanniki cezara już idą ku twojemu pałacowi. -

IRYDION

Ty, na którego czole napisane słowo - potęga! - Ty, co stoisz nad grobem tak wyniosły jak za dni twojej młodości, natchnij mnie siłą w tej wyrocznej chwili!

MASYNISSA

Gdzie dziewice wybrane - gdzie wieniec z kwiatów dla oblubienicy cezara? Zrzuca cyprysy z głowy Elsinoi. Dziś zaczyna się dzieło nasze!

/ Z głębi sali wchodzą służebnice z drogimi szaty. /

CHÓR SŁUŻEBNIC

Jaką była Afrodyta, wstając z błękitnego Oceanu, pośród tęcz piany morskiej, pośród woni Zefirów, taką ty będziesz. - Niesiemy ci róże, kadzidła i perły!

IRYDION

Weź jej ramię, starcze. Prowadzi siostrę pod posąg Amfilocha. Słuchaj mnie, niewiasto, jak gdybym umierał, jak gdybyś już głosu mego nigdy usłyszeć nie miała.

Wejdziesz w progi nienawistne, będziesz żyła wśród przeklętych, ciało twoje oddasz synowi sprośności - ale duch niech czystym i wolnym zostanie; osłoń go tajemnicą, uczyń go niedostępnym jako niegdyś był przybytek, w którym matka nasza prorokowała!

ELSINOE

Biada, biada sierocie!

IRYDION

Nie daj nigdy cezarowi zasnąć na piersi twojej - niechaj wszędzie słyszy pretorianów wołających do broni, patrycjuszów knujących spiski, lud cały walący do bram pałacowych, a to czynić będziesz powoli, dniem po dniu, kroplę po kropli, aż go szałem otoczysz i wyssiesz całe życie z serca jego. - Teraz powstań - zbliż głowę. Kładzie ręce na jej włosach. - Poczęta w pragnieniu zemsty, wzrosła w nadziei zemsty, przeznaczona niesławie i zagubie, poświęcam cię bogom manom Amfilocha Greka!

ELSINOE

Głosy Erebu odzywają się zewsząd - o matko moja!

CHÓR NIEWIAST

/ otaczając ją /

Czemu drżą członki twoje pod śnieżną zasłoną, pod wstęgami z purpury, którymi obwiązujem ci piersi? - Czemu bledniesz pod wieńcem, który splotłyśmy dla ozdoby czoła twojego?

IRYDION

Patrz - mdleje nieszczęśliwa!

MASYNISSA

Nie - ona żyć zaczyna, jako żyć jej trzeba. - Czy widzisz, jak te usta spienione pracują?

ELSINOE

Rzucam próg ojcowski, bogów domowych nie wynoszę z sobą, wieniec mój święty, nieskażony, cisnęłam między popioły rodzinnego ogniska. - Ojciec mnie skazał, brat mnie skazał. - O, ja nie wrócę nigdy, ja idę na męki i długą żałobę.

Matko! Do Odyna w prośby za córą twoją. - Spiesz się matko - nie proś o długie życie. - Natchnienia, tylko natchnienia! Dzieci śmiertelnych pierś moja nigdy nie wyda, ale przyszłość poczynać się będzie w mym łonie!

Roma zaufa miłości mojej. - Roma zaśnie w objęciach moich!

/ Eutychian wchodzi na czele Etiopów niosących dary. /

EUTYCHIAN

Trzy razy święty, po trzykroć fortunny, imperator, cezar i August, i kapłan najwyższy, i trybun, i konsul przysyła synowi Amfilocha pozdrowienie, a boskiej siostrze jego sto konch purpurowych, sto kubków ametystowych. -

ELSINOE

Natchnienia, natchnienia wśród męczarni!

IRYDION

Stało się. - Chwyta ją za ramię i prowadzi do Eutychiana. Masz jasnowłosą.

EUTYCHIAN

Rydwan z kości słoniowej czeka na córę szczęścia! -

IRYDION

Pięćdziesięciu gladiatorów moich daruję cezarowi - ona lubiła patrzeć na ich gonitwy. - Idźcie - oni pośpieszą za wami. -

/ Uderza w tarczę - orszak niewiast i Etiopów wychodzi z Elsinoą. /

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.

ROZPOCZĘCIE

Et cuncta terrarum subacta.

LUCANUS

.............. Aestant ingens

Uno in corde pudor mixtoque insania luctu,

Et Furiis agitatus amor et conscia virtus.

AENEIDOS. Lib. X

Już się ma pod koniec starożytnemu światu - wszystko, co w nim żyło, psuje się, rozprzęga i szaleje - Bogi i ludzie szaleją.

A jako Jowisz pan na niebie, tak Rzym pan na ziemi kona i szaleje. - Fatum jedno spokojne, niewzruszone, *rozum* nieubłagany świata, patrzy z wysoka na wiry ziemi i nieba.

Wśród zamętu wznoszę pieśń, która mi gwałtem z piersi się dobywa. - Niechaj duch zniszczenia ku pomocy mi będzie, - niech moje natchnienie kręci się i toczy się, i rozlega na wsze strony jako piorun burzy, która grzmi teraz nad wiekami przeszłości i wszelkie życie strąca do otchłani - a potem niech umiera jak on po dokonaniu dzieła. - Tam nowy świat na wschodzie! Ale mnie już nic do niego.

Gdzie postacie, które tak dumnie i wzniośle kroczyły dawniej po twoich siedmiu wzgórzach, o Rzymie? - Gdzie patrycjusze twoi z nożem ofiarnym i włócznią w ręku, z sercem pełnym tajemnic, z chmurą zgrozy na czole, ojcowie rodzin, ciemięzcy plebejanów, ukróciciele Włoch i Kartagi? Gdzie westalka wstępująca w milczeniu z ogniem świętym na schody Kapitolu?

Gdzie mówce twoi, panowie duszy tysiąców, stojący ponad falami ludu, gwarem poszeptów obwiani i burzą poklasków? - Gdzie żołnierze legionów bezsenni, ogromni, z twarzą spiekłą od słońca, ochładzaną znojem, rozjaśnianą połyskami mieczów? - Wszyscy zniknęli jedni po drugich - przeszłość ich zagarnęła i jak matka tuli do łona. - Nikt ich nie wydrze przeszłości.

Miasto nich podnoszą się nieznane dotąd kształty, ni piękne jak półbogi, ni silne jak olbrzymy tytańskich czasów; ale dziwaczne, migające złotem, z wiankami na czole, z pucharami w dłoni; a wśród kwiecia sztylety, a wśród biesiady trucizny, a w ich tańcach konwulsyjne podrzuty - niby to życie bez granic wśród pieśni i jęków, ryku hien i nawoływań gladiatorów. - Śmiech z takiej wiosny umajonej krwią i woniami spiekłych kadzideł! - Śmiech z takiego życia! - Ono przejściem tylko, ono nic nie utworzy, nic nie zostawi po sobie, prócz krzyków kilku i sławy marnego skonania!

Motłoch i cezar - oto jest Rzym cały! -

Izydo matko wiadomości i milczenia, stopy twoje zbryzgane pianą morza, okryte pyłem długiej podróży, obca mowa brzmi naokoło ciebie - i stoisz na Forum Romanum i dotąd się rozpatrzyć nie możesz, kędy sama jesteś, kędy brzegi Nilu.

Z pagórków Armenii, z nizin Chaldei, Mitra też, pan młodości i śmierci, ciągnie ku Rzymowi i już stanął w lochach Kapitolu i nożem ofiarnym potrząsa wśród głuchej nocy nad trupami ofiar.

W portykach greckich, w słodkim cieniu korynckich filarów barbarzyńskim chodem stąpa syn północy - stanie czasami i na toporze wsparty szuka błękitnymi oczyma, czy gdzie nie spotka Odyna, Boga ludów swoich.

Odyn Cymbrycki dotąd się nie zjawił - żal mu borów sosnowych i śnieżnej pościeli, i szarego nieba, i chórów Walhalli. - Ale chwil kilka jeszcze - i on puści się na pielgrzymkę do Rzymu!

Naprzód, Bogi i ludzie! - Drogi wasze się pokrzyżują od wschodu na zachód, od północy na południe. Miejsca dla was nie będzie. - Idźcie więc i kołujcie, błądźcie i wracajcie potem.

Tak zwykle przed śmiercią bywa.

Naprzód, Bogi i ludzie! - Szalejcie do woli - ostatni to szał, ostatnia to gonitwa wasza - a Fatum z was się urąga, krzyż godłem swoim wzięło i wy wszyscy wcześniej czy później padniecie przed krzyżem.

Z tego świata, co się zżyma i kona, wycisnę myśl jedną jeszcze - w niej będzie miłość moja, choć ona jest córą szaleństwa i zwiastunką zguby!

Naprzód w szał, naprzód w tan, Bogi i ludzie wokoło myśli mojej - bądźcie muzyką, co przyśpiewuje jej marzeniom - burzą, pośród której ona się przedziera jak błyskawica - bo imię jej nadam, postać nadam, i choć poczęta w Rzymie, dzień, w którym Rzym zginie, nie będzie jej ostatnim. Ona trwa, dopóki ziemia i ziemskie narody - ale za to w niebie dla niej miejsca nie ma!

----------

Gdzież jesteś, synu zemsty - w jakiej ziemi leżą zwłoki twoje? - Duch twój pomiędzy jakimi duchami? -

Ze świata gruzów wywołałem cienie umarłych - w nocy na forum stanął senat przede mną - schylone widma, obarczone pamięcią podłości, i między nimi nie było ciebie!

Gladiator powstał z lochów cyrku i szedł na czele swoich przy świetle księżyca - przebici wszyscy - usta sine powtarzały w śnie śmierci: "Morituri te salutant, Caesar". - Ale pomiędzy nimi nie odkryłem ciebie.

Na Palatynie, na wzgórzu ruin i kwiatów, panów świata dla mnie wzruszyły się prochy - płynęli przede mną - diadema krwią zlutowane trzymało się ich czoła - każdy na czole niżej miał znak potępienia - purpura na ich barkach powiewała, a zza niej świeciły gwiazdy przez otwory wydarte sztyletami zabójców - ale i tam nie ujrzałem ciebie.

Męczenników Chrystusa słyszałem śpiewy i modły. - Dźwięki te wzlatywały z katakumb i szły prosto ku niebu - był tam głos jeden niewieści, smutniejszy, piękniejszy nad inne - znany tobie kiedyś, ale teraz sam jeden, niezwiązany z twoim.

Gdzież jesteś synu zemsty, synu pieśni mojej! Już czas zmartwychwstać, by deptać po zwłokach olbrzyma - pamiętasz - przysiągłeś. - Wyrzekłeś się wiary, nadziei, miłości, by raz tylko, raz jeden spojrzeć, a potem zanurzyć się tam, gdzie miliony. -

Godzina dobija - bo kędy miasto wieczne panowało, dziś grób szeroki, rozwarty, napełniony kośćmi i gruzem, opleciony pełzającym bluszczem i ludem. - Powstań - chodź - wzywam cię. - Ja i straszniejsza potęga jeszcze, od której cię wybawić nie zdołam, ale imię twoje oderwę od ciała twego i ono na zgubę nie pójdzie wraz z tobą!

Z dala ode mnie! - Nie dla was te dzikie manowce - w Kampanii rzymskiej zostańcie u stóp Apeninów, towarzysze moi. - Ja pójdę - ja go raz jeszcze chcę ujrzeć przed zgonem, przed śmiercią na wieki.

W tej jaskini leżącej wśród mroków przepaści, on na marmurowym łożu rozciągnięty, bez oddechu, bez sennych poruszeń, bez żadnego marzenia, czeka na przebudzenie - obiecane - straszne, i na dzień sądu bliższy dla niego, niż dla reszty świata!

Starożytne próchna świecą naokoło jak oczy sfinksów - wąż z łuską promienistą śpi od wieków przy stopach jego - rysy zasępione, spalone gorączką, sen tak długi chłodu po nich rozlać nie potrafił.

Kształty jego ciała podobne do kształtów greckiego posągu i takich już dzisiaj nie ma na tej ziemi - nogi białe jak marmur paryjski w czarnych koturnach, złożone na czarnej pościeli. - Stąd i zowąd, pod nimi, nad nimi, mchy i bluszcze się wiją.

Tunika biała na piersiach spoczywa - odłamek lampy w dłoni i miecz rdzą stoczony u boku spoczywa - a druga ręka opuszczona, martwa i palce jej skurczone, jak gdyby zasnął w rozpaczy.

On cały zawieszony leży między snem a śmiercią - między ostatnią myślą, którą pomyślał przed wiekami, a tą, która niedługo w nim się obudzi - między potępieniem całego życia, a potępieniem wieczności.

Nim powstaniesz, opowiem twe dzieje.

----------

W Chersonesie Cymbrów, w ziemi srebrnej potoków, ojciec twój niegdyś stąpał brat za brat z królami morza, choć przybył z odległych stron, choć cudzą miał grecką mowę i twarz greckiego półboga.

Ale polubiły go niewiasty i męże, bo powieściami długie słodził noce, a we dnie pierwszy do walk i biesiady. Manowce szarego oceanu bitą drogą mu były - w połysku gwiazd niebieskich wyczytywał pogody i burze - najcięższą włócznią przerzucał najwyższe maszty i za wichrami goniąc, spokojne miał czoło.

Na lądzie róg jego dzwonił po dolinach i skałach. - Niedźwiedź nigdy mu się nie potrafi odjąć - a kiedy wrócił z łowów lub rozbicia, kładł się na mech, na paprocie, i spełniając gęste puchary, opowiadał gonitwy, zapasy, rozboje. Na dalekich wodach dom jego nabijany kością słoniową i złotem - sługi niewolniki, stojąc na progu pod lasem filarów, patrzą na morze, zasiane wyspami błyszczącymi jak gwiazdy i wyzierają jego powrotu - ale on się nie spieszy, bo polubił dźwięk trąb konchowych i śpiew kapłanek Odyna - bo młodość swoją puścił na błędy i zmienne losy, by później dokonać wielkiego zamiaru - i puchar podnosi do ust i pije zdrowie króla mężów, starego Sigurda. -

"Grimhildo, córo Sigurda, lud mój od wieków nosi kajdany i jęczy - wraz z ludem moim sto innych ludów po wszystkich brzegach mórz południowych usiadło na żwirze i płacze.

Żeby ich wyzwolić, trzeba mi twojej piersi natchnionej! Ja sam rodem jestem niewolnik, ale duchem mściciel - wrogi moje silne jak tytany - żeby ich podkopać i obalić, trzeba mi twojej piersi natchnionej! Dziewico poświęcona Odynowi, ty wejdziesz w progi moje, ty będziesz towarzyszką moich trudów, i dzieci nasze kończyć będą dzieło moje - a ono się przeciągnie w późne wieki wieków!"

Tu ojciec twój umilkł i stopniami ogarniał ją potęgą wzroku i milczenia swego. - Ona, stojąc na skale, spoziera na szarą nieskończoność morza; z rozpuszczonym włosem, z zamglonymi oczyma, bezsilna, szalona miłością. - Już Odyna pawęż jej nie zasłoni, porzuci stopy ołtarza i pójdzie z obcym na dalekie brzegi.

"Hermesie, dawniej wojowniki nasze nie śmieli spojrzeć na czoło moje. - Tyś się zjawił jak bohater zstępujący z Walhalli, tyś rzekł: "Grimhildo" - i patrz, ja muszę być niewolnicą twoją. -

Nie znam ojczyzny twojej, wrogów twoich nie znam; kraj, do którego mnie ciągniesz, nigdy we śnie nawet nie ukazał się przede mną, ale pójdę, nieszczęśliwa - zhańbiona pośród dziewic - przeklęta gniewem Odyna - tylko pozwól raz jeszcze mi zasiąść na świętym głazie i odśpiewać pieśń ostatnią!"

----------

Amfiloch Hermes szedł za dziewicą na pokładach mchu, na warstwach granitu, przez święte bory szronem obwisłe, wśród ryku wodospadów. Sosny tłumem cisnęły się wszędzie; z ich tłumu czasem szkielet dębu się wydostanie uwieńczon jemiołą. - Wyżej niebo górskie, ołowiane - po bokach tysiąc manowców krąży i woła za sobą na puszczę - ale dziewica zna ścieżki wiodące do Boga, z którym idzie żegnać się na wieki.

Wodzowie hord, panowie gruntów, królowie morza, majtki i ich towarzysze stoją w półkolu przed posągiem Odyna i czekają na kapłankę. - Jeden tylko Sigurd z pokolenia Bogów, król wszystkich, usiadł na pniu ściętej sosny i ogromną dłonią zakrył czoło - pierś jego nadyma się pod pancerzem z łusk rybich - ale milczy i wszyscy za nim milczą - słychać tylko szum morza bijącego o skały za borem.

Grimhilda przeszła pośród nich z oczyma wlepionymi w posąg Odyna, ku któremu stąpała w groźnej powadze. - A cudzoziemiec pozostał z tyłu, wśród orszaku swoich, z założonymi rękoma na korynckiej zbroi, oparty o drzewo.

Pod wstępującym sklepieniem jaskini, na głazie tajemnicami zapisanym, usiadła i zdała się marzyć. - Bóg północnych plemion stoi nad nią, broda jego i włosy skrzepłe lodem, przyprószone śniegiem, oczy szklanne, rażące, w olbrzymiej dłoni maczuga, krwią ofiar zbroczona, a w piersi głęboka rana, którą zadał sobie, kiedy, dopełniwszy ziemskiego wcielenia, zażądał wrócić do biesiad Walhalli.

Sen jej trwał długo i teraz powoli z niego się budzi, z wolna podnosi ramiona, mówi jeszcze tłumionym głosem: "Znam cię, Panie wśród bohaterów twoich. - Duch twój czarnym strumieniem zbliża się do łona mego - huczy wkoło mnie jak potok, co rozrywa głazy. - Ja tam, gdzie wiry twoje. - Ja tam, gdzie wszechmocność gniewu twego - siła twoja moją - słuchajcie mnie wszyscy".

Odrzuciła nagle powieki sponad pałających źrenic - ręce wyrwała ku tłumowi i ręce jej drżały jak w chwili konania - w głosie jej były dźwięki zarwane z mowy bohaterów, co wstąpili na chmury i teraz wśród burzy przelatując, wołają na dzieci swoje:

"Po co biegniecie dniem i nocą, bracia moi? - Syny ludu mego, kto was pędzi z tyłu? - Kto wam kazał porzucić ziemię srebrną potoków?

Olbrzymy przykute podnieśli się z śniegów, na których leżeć mają aż do końca świata, podnieśli się na pół i bijąc łańcuchami o szczyty z lodu, w nozdrza chwytają zapach krwi z oddali. -

Czy słyszycie, jak młot Thora w pył druzgoce hełmy i puklerze, czaszki i piersi ludzkie? - Śmiech karłów rozlega się w przestrzeni - włócznia Horgebrudy zawieszona nad ziemią całą!

Kto wam podoła, o potomki moje? - Coraz dalej pędzicie ku miastu wielkiemu. - Tam czeka na was biesiada - puchary pienią się pełne krwi nieprzyjaciół. - Każdemu z was przygotowane jest miejsce. - Zasiądźcie w chwale, syny moje!" -

Głos jej upadł nagle i w szmer się zamienił - oczy szukają czegoś w świecie widzeń, który się przed nią roztacza - usta wysilają się na słowo jakieś. - To słowo powstaje, rośnie w głębinach jej duszy, jak wąż ucieka, kryje się znowu - ona darmo za nim goni, cała blada, nieszczęśliwa, mdlejąca. - Jeszcze chwila - może go wyrwie z łona, bo wzrok jej płonie, twarz nowym zajaśniała szałem:

"Miasto, miasto na siedmiu wzgórzach pali się pożarem - kruszce drogie, przejrzyste kamienie, topią się i płyną. - Ciała topią się na krew i płyną. - Zamek wielki i Bóg wielki na nim runął! - Na pomoc Odynie - umrę, jeśli nie wypowiem tajemnicy twojej - imię jego - kto mi powie imię jego?"

I opadła głowa matki twojej i zawarły się jej usta - król dotąd trzyma dłoń na twarzy, ani razu nie spojrzał na córkę i wszyscy stoją niewzruszeni, bo nikt nie śmie przystąpić do świętego głazu. -

A więc Bóg twój oniemiał i ty z nim umilkłaś na wieki - ponad twoimi ustami cisza grobowa - na czole twoim lodowatość śmierci. - Ale ten, który ci inną ojczyznę obiecał, nie opuści ciebie - ruszył się spod cieniów dębu i sam natchniony stąpa ku tobie. - Krzyk oburzenia powstał w tłumie, królowie morza włóczniami uderzyli w puklerze. - Siwe Skaldy wyrzekli przekleństwo. - Ale on już przeszedł straszną zagrodę, już nachyla się nad tobą, podaje ci rękę i rzecze:

"Przez imię Roma, imię wrogów moich i twoich wołam cię do życia, powstań Grimhildo!" - I odwrócił się i krzyknął trzy razy: "Roma" - a dziewica obudzona podniosła się, powtórzyła raz jeszcze słowo tajemnicze, powtórzyła głosem pożegnania cichym i niewieścim, i poszła za cudzoziemcem jak żona za mężem. -

----------

Teraz ojciec twój, senny młodzieńcze, stoi na pokładzie i z uśmiechem niedowiarstwa w ocean pełne wylewa kielichy na cześć Posejdona, potem ku majtkom się odwraca i mówi: - "Silniej żagle, dzielniej wiosła trzymajcie, a Bóg Trójzęba wnet uśmierzy te fale". -

Pod ich stopami drży każda belka jak ciało niewiasty - u widnokręgu ciemności warstwami się pokładły - z ich łona płyną bałwany, zbierając się w kłęby, to rozpuszczając się w nurty, jak niegdyś wąż Pyton, nim legł pod strzałami słońca - na przemian pękają tonie i spajają się białymi pianami - na przemian w szumie wiatrów głuche oddechy i przeraźliwe jęki.

Pod dachem wspartym stękającymi słupami usiadł Hermes na futrach wywiezionych z Chersonesu Cymbrów, i spokojnym głosem tłumaczył dziewicy świat, do którego się zbliżała - opisywał jej wyspę o winnicach i gajach w pobliżu wielkiego lądu - on tam ma swoich oraczy i kupców, dom i okręty swoje. - Tam skarbce jego pełne kosztowności i broni. - I ta broń zda się kiedyś! Bo w tamtych stronach ród ludzki nie hasa pod wodzą bohaterów - ale ujarzmiony, hańbę swoją ubiera w złoto, marmury, jedwabie i liże stopy miasta wznoszącego się na międzymorzu.

To miasto niegdyś w obliczu świata stało się bogiem kłamstwa i ucisku - pod jego tchnieniem śmiertelnym brat powstał na braci, syn na ojca, zdrajca na ojczyznę i jako czas niezużyte, ono pożarło wszystkich królów ziemi! Tu pogoda zeszła z czoła ojca twego i stał się podobnym do burzy, która statkiem miotła.

"Hellada moja niegdyś była duszą narodów - pieśni jej były paniami świata. - Barbarzyńców zuchwałych, co przyszli od wschodu, odpędziła szczękiem szabel i dźwiękiem strun swoich.

Ogień niebieski wydarty Bogom, jej tylko jednej, jej tylko dostał się w udziale - nieszczęśliwa zaufała miastu przeklętemu. - Dzicz międzymorza spłynęła do jej wysp szczęśliwych, do jej mirtowych nadbrzeżów. - Nie zdobyli jej bronią, ale rozdzielili jadem pochlebstwa, upoili nektarem obietnic!" -

W tej chwili rozejdą się chmury - wiatr je rozpruł na zachodzie i kilka gwiazd zamignęło. - Hermes raz tylko rzucił okiem i kiedy znów tonęły w wyziewach, krzyknął do sternika: "Na prawo, całą noc na prawo, a o tej samej porze jutro przepłyniem Gadesu cieśninę!". - I dalej tuląc ją do łona rozpowiada o przodku Filopomenie, przedostatnim z ludzi, którzy walczyli przeciw miastu podlącemu - po nim raz jeszcze król barbarzyniec wyszedł w pole i przegrywał lat trzydzieści, aż legł własną ręką przebity - od dnia tego nikt już trzeci się nie zdarzył na obronę ziemi!

Chwilą milczenia, chwilą rozpamiętywania uczcił pamięć wielkiego Mitrydata, potem wrócił do smutnej powieści - ona słucha z niewzruszonymi, pałającymi oczyma. - "Grimhildo, Bóg twój dał ci zgadnąć natchnieniem to, co sam wydobywałem nieraz pracą nienawiści, domysłem nadziei, z nocy przyszłych wieków - cieszmy się, królewska córko - bo miasto nieprawości po zabiciu wszystkich żyjących i wolnych, rozpoczęło teraz samobójstwo swoje!"

"Skarby wyssane z całej ziemi już im wkrótce nie wystarczą - niedługo oręż z ich rąk się wysunie - wśród rzezi i festynów dobijają im ostatnie chwile. - O żono moja, śmiej się z tych fal i wichrów, bo my tu nie zginiem, my będziem częścią wielkiego zniszczenia!"

Po tych słowach głos bohatera przybrał jeszcze bardziej gorzkie i szyderskie dźwięki - wspomniał o bogach Hellady potężnych kiedyś, którym dzisiaj już rzadko kto wierzy; - wyrocznie ich oniemiały od dawna, ale posągi stoją dotąd, bo świat stary odzwyczaić się nie może od nałogów młodości - wszystkie bogi ziemi objawiły się w mieście przekleństwa. - Jedne piękne, podobne nieśmiertelnym, bo greckiego dłuta - inne potworne, wyrosłe na piaskach pustyni, po szczytach gór dalekich - ale on wie, że jest tylko Bóg jeden, który przed wiekami położył dłonie na wirach chaosu i zwyciężył go na wieki.

"Imię jego?" - zapyta kapłanka Odyna.

"Przeznaczenie" - i poszedł ku sterowi łodzi, bo podwajała się burza.

----------

Czy pamiętasz wyspę Chiarę, na której wzrośliście ty i siostra twoja, boska Elsione? - Czy pamiętasz wyprawy ojca, kiedy na maszty zarzucał żagle nie trójkątne greckie, ale barbarzyńskie podłużne; sam w dackim kołpaku, z toporem Cymbrów w dłoni, z zatoki wymykał się nocą i puszczał na manowce archipelagu?

Wszystkie myśli Jugurthy i Mitrydata odżywały w jego duszy - ku dzikim plemionom latały nieustannie chęci jego i duch. - To gdzie błota meockie, gdzie pustynie i wiatronogie rumaki, to gdzie Syrty w głębiach Afryki i jadem zaprawione strzały, błąkał się na przemian, szukając nieprzyjaciół nieprzyjacielowi swemu - dłonie królów dzikich ściskając, ucząc się ich mowy, broń ich zatykając na piersi swojej, sypiąc im dary i rozżarzając ich chucie obietnicą rozkoszy i łupów.

Wtedy matce twojej bolesno schodziły dnie i nocy. Ale niewolnik żaden, obcy żaden, nie wyczytał cierpienia z jej rysów; usta jej nie drżały, kiedy rozkazywała.

Czasem tylko, wziąwszy was oboje za ręce, wiodła przez długie portyki w głąb pałacu. Tam w framudze nabijanej mchem i konchami stał wojownik z głazu.

Dzikość nieśmiertelna marszczy mu skronie - w ręce trzyma czaszkę zabitego wroga; a u stóp jego bryły lodu wykute z paryjskiego marmuru.

Przed nim schyla głowę matka twoja i duma nad ubiegłą ojczyzną: - "Irydionie mój, Sigurdzie mój, ty ziemi srebrnej nie zobaczysz nigdy, ni dziada twego, króla mężów. - Patrz - Patrz - oto Bóg mój święty - natchnienie moje straszne, to Pan Walhalli, niezwalczony Odyn". - I córkę przyciskając do piersi: - "Gdzie ojciec, Elsinoe, mów, gdzie Hermes w tej chwili? - Słyszę wiatrów szumy i fal żałobne jęki. - Okręt jego pośród wód nieskończonych, nachylony, odarty z żaglów lub może na bezbożne wyrzucony brzegi. Ale nie - on zwycięży burzę, on odejmie się dzikim, i wróci do nas z chwałą półboga".

A kiedy róg przybywającego odezwał się od morza, kiedy bliżej zagrzmiał wśród gajów cytrynowych, kiedy nocną rosą obwisły, spiekły słońcem i dżdżami sczerniony, rzucał się Hermes w objęcia żony i oko jego czarne, namiętne, blaskiem nadziei pałało - wtedy znów bywały dni pogodne i szczęśliwe na Chiarze; zapominała kapłanka o gorzkich przeczuciach, a wy biegałyście swobodnie, rozkosznie, po trawnikach wśród kwiatów, po nadbrzeżach wśród muszli, po salach marmurowych wśród trójnogów i kadzideł, odpoczywając na łonie matki, na ojca kolanach; a on co wieczór błogosławiąc wasze głowy do snu pochylone: - "Pamiętajcie - powtarzał - nienawidzić Romy. Dorósłszy, niech każden z was ściga ją przekleństwem swoim. - Ty żelazem i ogniem. - Ty natchnieniem i niewiasty zdradą". -

Czasem też do Chiary prokonsul lub pretor, lub wyzwoleniec jaki cezara przybywali w goście - wtedy Hermes kazał zastawić długie łoża i stoły. - Lesbijskie wino płynęło strugami, brzmiały głosy niewolnic, niewolników lutnie pieśniami starego Homera. - "Anakreonta, Anakreonta" - wołali Rzymianie. - Wtedy z szyderskim uśmiechem ojciec twój, skinąwszy na śpiewaków, Rzymianom pełniejsze nalewał kielichy, świeże rozdawał wieńce; a kiedy wpadli w szum i żarty, znienacka mówił o dziejach przeszłości, o chwale państwa, wspomniał z Kartagą przewalczone boje, wycięte Warusa legiony i hiszpańskie Sertoriusza bunty - i pił zdrowie imperatora, aż puchar pękał w palcach jego!

Już zbliża się trzynasta rocznica dnia, w którym kapłanka opuściła bogów. - Głos jej dziczeje, kiedy woła na dzieci swoje - wzrok jej dziczeje, kiedy je tuli do łona - wspomina ojca, siostry, wodzów ludu i na pół przerywane słowo pożegnania z ust jej wypada. - Przed jednym Hermesem upokarza się jej obłąkanie. - "Czego ci nie dostaje Grimhildo moja, królewska córo?" - "Czy słyszałeś o zemście duchów nieśmiertelnych - na czas tylko ja byłam twoją; u krańców ziemi leży wyspa okuta lodami - góra na niej buchająca płomieniem. - Tam przykuty olbrzym śmierci już ramię wyciągnął, już nachyla dłoń ku otchłani, by rzucić kłębek śnieżny życia mego". -

Hermes dłoń rozciąga nad jej skroniami. - Cień jego rąk, gdyby strumień pokoju spada na jej czoło, wlewa się do duszy: - "Patrz na to niebo gorejące, na to morze iskier - gdzie chmury twej północy i nieużyte bogi twoje - gwiazda Amfilocha cię broni - ona cię nie wyda złym duchom". - Ale i jemu ciężar jakiś serce przyciskać zaczyna.

Jakiż to krzyk uderzył o wnętrze sklepienia i rozbił się aż na filarach portyku? - Spieszą niewolnicy w głębie pałacowe do komnaty pana. - Tam na porfirowym łożu rozciągnięta kapłanka, a wódz grecki stoi u wezgłowia z pochyloną głową i depce czarę, na której brzegach ostatnie krople się sączą. - Oni spuścili oczy, słuchają, czekają, a kiedy się odwrócił, zadrżeli wszyscy - bo pierwszy raz w życiu boleść wyższa nad siły rysy mu kaziła - odwrócił się - wskazał, by mu syna przyprowadzić i córkę.

"Grimhildo! Teraz ja twego pana wyzywam. - Tam gdzie wśród bohaterów krew pije na najwyższym tronie pałacu swego, tam niechaj dojdzie przekleństwo Amfilocha Greka. - O żono! Nie opuszczaj mnie - daremno - daremno - kilka kropel tylko zostało - cały puchar trucizny wrze w piersiach twoich, o Grimhildo moja!" -

Podniosła się i bladą była jak posąg na sarkofagu: - "Widziałam go po trzykroć w nocy - szedł z Walhalli podobny do czarnego oceanu i wołał na mnie: o kapłanko moja. -

- Nad śpiącym Irydionem, nad śpiącą Elsinoe zawiesił ramiona ciężkim odziane żelazem i groził im w potędze swojej - przeklinał ich życie ziemskie, jeśli nie pójdę do niego. -

- Na czas tylko byłam twoją. - Tam pod jego stopami leży nóż ofiarniczy i zasłona czarna, wieniec pogrzebny kapłanek. - Ty go złożysz przy mnie, ty mi ją rzucisz na skronie po śmierci". -

I schodzi ku niemu po stopniach z marmuru - kibić wyniosła podana naprzód, śnieżne ręce wyciągnięte, drżące jak gdyby cienie śmierci rozgarnąć chciała, a fałdy szaty białej wloką się za jej stopami. - Zeszła, na mężu się oparła - on ją opasał ramieniem i ku przybytkowi stąpać zaczynają. - On idzie krok za krokiem, walczy z nieznaną potęgą, zatrzymał się i wzrok cisnął ku niebu, jakim Prometeusz ze skały, Laokoon z nadbrzeżów morza wyrzucał bogom nędze tej ziemi; ale do jęków się nie zniża, milczy i znów idzie dalej. - Przeznaczenie ich oboje porywa za sobą.

Wzrok jej zlał się wtedy ostatni raz na głowę twoją, Irydionie - u stóp Odyna żegnała cię imieniem dziadowskim: - "Sigurdzie, bądź mi kiedyś postrachem dumnych - Elsinoe, duch mój będzie zawżdy z tobą - pamiętajcie o ziemi potoków i o Bogu moim. - O dzieci moje, ja dla was umieram!" - Usta jej zbielały - sine cienie łamią się po twarzy - i na przemian to woła, to odpiera was od zatrutego łona.

Nagle myśl jej porzuci przytomnych i wraca w inne strony i czasy. - Tam ojciec duma stary - tam ją królowie morza przeklinają - wyciągnęła rękę - umierając, prorokować będzie: - "Bracia moi, do boju - na siedmiu wzgórzach namioty wasze - na szczycie Kapitolu biesiada wasza - a tam nisko w dole zgrzyta i płacze w łańcuchy spętana Roma, Roma, Roma!" -

I upadła przed Bogiem swoim. - Amfiloch podniósł ją w objęcia - chciała ramieniem obwiązać mu szyję - opadło ramię. - Sama na wznak się chyli, włosy jej zlewają się na dół coraz niżej i niżej, aż z jego rąk drętwiejących na marmur stoczyło się ciało.

Przykląkł i czarną zasłonę, wieniec pogrzebny kapłanek złożył na jej czole - potem wstaje w dzikim obłąkaniu i woła: - "Gdzie topór z Chersonesu Cymbrów, niewolniki?" - Podali mu go drżące niewolniki - on go wziął, ścisnął i zbierając wszystkie siły śmiertelne przeciw nieśmiertelnym, stąpa ku posągowi. - Żelazo podniósł, trzy razy błyskawicę ważył ponad głową, a za czwartym razem obalił Boga, wroga swego, i zdeptał w milczeniu rozpaczy!

Taki ród twój, taka przeszłość twoja, potomku Filopomena, wnuku króla mężów, senny Irydionie! - A teraz ojciec twój porzucił dom przodków na Chiarze i z urną Grimhildy płynie ku Rzymowi. - On stracił tę, którą kochał - osiądzie więc pośród wrogów i przynajmniej pełnym sercem nienawidzić będzie, a dzień przepowiedziany, dzień zniszczenia, nadciągnie tymczasem!