Ironia finansjalizacji - Wiesław Gumuła

Kup ebooka

104.00 zł
83.20 zł (67,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Projekt okładki i stron tytułowych

Anna Gogolewska

Zdjęcie na okładce

Jamesteohart/Dreamstime

Wydawca

Katarzyna Rosińska

Redakcja

Małgorzata Nowak

Korekta

Anna Gardyniak

Produkcja

Mariola Grzywacka

Recenzenci

prof. dr hab. Krzysztof Jasiecki

prof. zw. dr hab. Krystyna Romaniszyn

Skład wersji elektronicznej na zlecenie Wydawnictwo Naukowe PWN S.A.: Michał Latusek

Publikacja dofinansowana przez Uniwersytet Jagielloński ze środków: Subwencja-W. Filozoficzny UB526, N12/DBS/000030.

Copyright ? by Wydawnictwo Naukowe PWN SA

Warszawa 2023

ISBN 978-83-01-23082-1

DOI: https://doi.org/10.53271/2023.081

eBook został przygotowany na podstawie wydania papierowego z 2023r. (Wydanie I)

Warszawa 2023

Wydawnictwo Naukowe PWN SA

02-460 Warszawa, ul. Gottlieba Daimlera 2

tel. 22 69 54 321, faks 22 69 54 280

infolinia 801 33 33 88

e-mail: pwn@pwn.com.pl, www.pwn.pl

WPROWADZENIE

W XXI wieku przemiany społeczne przebiegają pod znakiem finansjalizacji. Termin ten coraz częściej jest używany do nazywania wielu splecionych ze sobą procesów, które dotyczą wszystkich domen świata społecznego: gospodarki, polityki, religii, rozrywki, wypoczynku, turystyki, służby zdrowia, edukacji, nauki, a także życia rodzinnego, intymnego, sąsiedzkiego i koleżeńskiego. Jesteśmy świadkami narodzin zupełnie nowego społeczeństwa.

Celem tej książki jest opisanie stawania się na początku XXI wieku nowego świata społecznego, którego istotną domeną są finanse, oraz jego interpretacja. Odpowiadam między innymi na następujące pytania: Jak przebiegają procesy wchodzące skład finansjalizacji? Na jakiej zasadzie to się dzieje? Jaki jest sens teoretyczny i praktyczny owych przemian? Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ procesy te są przepełnione rozmaitymi paradoksami, a ich efekty daleko odbiegają od idei oraz wizji, którymi kierowali się zwolennicy neoliberalizmu, mobilizując rządy, elity gospodarcze i masy społeczne do przeobrażania gospodarki. Świat miał zmierzać w kierunku dobrostanu społecznego, zmniejszania różnic między krajami oraz warstwami społecznymi, ograniczania stref bezrobocia i wykluczenia, wzrostu produktywności gospodarek, ograniczenia rozmaitych nierównowag i zagrożeń destabilizacją. Jak na ironię, sprawy poszły w niepomyślnym kierunku, chociaż zapowiedzi były optymistyczne. Kryzys finansowy z lat 2008-2009 oraz pandemia COVID-19 z lat 2020-2022 z całą mocą obnażyły zaskakujące i przewrotne oblicze ufinansowienia gospodarki oraz pozostałych domen życia społecznego. Uczestnicy życia zbiorowego zaczęli ze zwiększoną intensywnością doświadczać licznych dotkliwych dyskomfortów finansjalizacji. Wielu z nich traktuje taki obrót rzeczy jako przejaw ironii dziejów.

Daleki jestem od utrzymywania, że zamierzenia podejmowane w dobrych intencjach nieuchronnie prowadzą do niepomyślnych następstw. Bywa i tak, że pojawiają się nadspodziewanie korzystne efekty. Na tym polega żywiołowy charakter procesów społecznych, że nadchodzą nieoczekiwane wydarzenia i dają znać o sobie zaskakujące nowe regularności. W tym wypadku intencje były wszakże nie do końca czyste, jako że u ich podstaw leżały partykularne racje i interesy elit gospodarczych i politycznych. Poza tym po drodze pojawiło się wiele systemowych nierównowag i osobliwych czynników, które "psuły" modelowe rozwiązania, wyzwalały procesy żywiołowe, owocowały efektami odwrotnymi w stosunku do przewidywanych, wieszczonych lub oczekiwanych. Nie dziwi więc, że następstwa globalizacji i finansjalizacji częstokroć budzą gorzkie refleksje. Komentarze i wyjaśnienia dotyczące finansjalizacji bywają przepełnione ironią, kpiną, subtelnym lub jawnym szyderstwem.

Moje podejście do analiz społeczeństwa ogarniętego procesami finansjalizacji traktuję zarazem jako jego krytykę. Z jednej strony dostrzegam wiele pozytywnych zjawisk towarzyszących ewolucji światowych finansów w XXI wieku. Z drugiej jednak nie godzę się na takie procesy, jak:

a) dewastacja elementarnych więzi społecznych, które stanowią o dobrostanie społecznym i poszanowaniu godności drugiego człowieka;

b) masowe wydalanie jednostek i całych zbiorowości ludzkich poza główny nurt życia społecznego, co owocuje ich trwałym wykluczeniem i głęboką deprywacją;

c) narastanie potencjału społecznego, który nabrzmiewa ryzykiem gospodarczym, wielkimi nierównowagami oraz konfliktami społecznymi.

Toteż odsłaniam ich uwarunkowania. Analizuję dysfunkcje finansjalizacji, która obradza rozmaitymi problemami społecznymi.

W opisach i wyjaśnieniach przyjmuję perspektywę bliską zarówno ekonomii, jak i socjologii finansów. Ekonomia i socjologia mają jeden przedmiot badań. Jest nim gospodarka wraz z jej powiązaniami z innymi domenami społeczeństwa. Wszelako ten sam przedmiot badań jest dla obydwu dyscyplin nieco innym przedmiotem poznania naukowego, jako że przyjmują perspektywy teoretyczne i metodologiczne, które mimo pewnych wspólnych cech są odmienne. Każda z nich odsłania inne aspekty tej samej gospodarki, a inne przesłania. Chciałbym podkreślić, że doceniam znaczenie ekonomicznego podejścia do finansów. Umożliwia ono trafne diagnozowanie i wyjaśnianie badanych procesów. Uważam jednak, że odpowiedzi udzielane przy jego zastosowaniu rodzą nowe problemy teoretyczne, których rozwiązanie jest utrudnione w obrębie ekonomii, jako że dyscyplina ta posługuje się własnymi modelami teoretycznymi, które wyznaczają granice jej potencjału badawczego. Ekonomiczne modele gospodarki uwzględniają środowisko kulturowe w mniejszym stopniu niż socjologia, często je traktując jako ceteris paribus. Atrakcyjności perspektywy socjologicznej upatruję w fakcie, że w analizach gospodarki uwzględnia ona z równą uwagą sieci interakcyjne, kulturę normatywną i symboliczną, a także dystanse społeczne i interesy ufundowane na dostępie do zasobów.

W przypadku finansjalizacji mamy do czynienia z następującą sytuacją poznawczą. Od dwóch dekad ufinansowienie jest przedmiotem gruntownych badań przy zastosowaniu perspektywy ekonomicznej. Ekonomia dorobiła się obszernego instrumentarium badawczego. Nie da się tego samego powiedzieć o perspektywie socjologicznej. Socjologia finansów zinstytucjonalizowała się w pierwszej dekadzie XXI wieku i jest w trakcie budowania swoich ram teoretycznych. Na dzisiaj osiągnęła ważne, ale wycinkowe rezultaty badawcze. Podstawowe narzędzia teoretyczne, a w tym modele pojęciowe, generalizacje, hipotezy i twierdzenia wyjaśniające badane zjawiska, są na wstępnych etapach rozwoju. Moje podejście do badania finansjalizacji czerpie więc inspiracje nie tylko z socjologii, lecz również z ekonomii i innych dyscyplin naukowych. Zarazem ma ono autorski charakter. Przedstawiony stan rzeczy traktuję jako niezwykłą szansę napisania czegoś nowego i przyczynienia się do rozwoju socjologicznej teorii finansjalizacji oraz socjologii finansów.

W rozdziale pierwszym identyfikuję, opisuje i intepretuję najważniejsze procesy charakteryzujące finansjalizację, w dużym stopniu wykorzystując perspektywę ekonomii i finansów. Oczywiście nie stronię od narracji socjologicznej, jako że granice pomiędzy ekonomią, socjologią oraz innymi naukami społecznymi są płynne.

W rozdziałach drugim i trzecim szukam socjologicznego sensu finansjalizacji. Wywód rozpoczynam od charakterystyki przyjętej perspektywy badawczej. Proponuję pewien model teoretyczny funkcjonowania społeczeństwa. Charakteryzuję również jego możliwości aplikacyjne. Następnie analizuję finansjalizację pod kątem zmian, jakie zachodzą w świecie relacji międzyludzkich. Badam interakcyjne, kulturowe i stratyfikacyjne spoiwo środowiska społecznego, w którym jednostki i zbiorowości gospodarują, politykują, współegzystują. Identyfikuję więc rozmaite konfiguracje oddziaływań, kontaktów i styczności pomiędzy uczestnikami świata społecznego. Analizuję wartości i wzory zachowania, które przybierają formę procedur, instytucji oraz ról społecznych wyznaczających ramy finansjalizacji. Bliżej interpretuję takie wyraziste cechy ufinansowienia gospodarki oraz społeczeństwa jako całości, jak na przykład erozja przestrzeni aksjonormatywnej i tchórzostwo moralne. Uwydatniam również znaczenie symbolicznego wymiaru kultury dla narodzin, trwania i ewoluowania procesów składających się na finansjalizację.

Rozdział czwarty zawiera analizę finansjalizacji po kryzysie z lat 2008-2009. Przedmiotem opisu oraz teoretycznej interpretacji są zarówno światowe trendy, jak i polskie osobliwości. Nie tylko wykorzystuję te analizy do wyeksponowania dystynktywnych cech polskiej odmiany finansjalizacji, lecz również zmierzam do unaocznienia nieoczywistości oraz zmienności pewnych fundamentalnych cech światowych procesów.

Rozdział piąty dopisało życie w latach 2020-2021 w trakcie pracy nad książką. Zajmuję się w nim finansjalizacją w czasach pandemii COVID-19. Rozwijam tezę, że wyjaśnienie kryzysu towarzyszącego pandemii wymaga odwołania się do teorii finansjalizacji. To właśnie procesy charakteryzujące finansjalizację zaważyły na rozmaitych sposobach reagowania poszczególnych krajów na pandemię, w jednych owocując recesją, a w innych - kryzysem gospodarczym. Badam również, co recesja i kryzys pandemiczny wniosły do finansjalizacji. Jest to niezwykle fascynujące zagadnienie. Już kryzys z lat 2008-2009 zmodyfikował przebieg finansjalizacji, jedne procesy wzmocnił, inne osłabił, a jeszcze inne zainicjował lub zakończył. Podobnie, tyle że na innej zasadzie, działo się również podczas pandemii COVID-19.

Kiedy już ukończyłem książkę, doszło do eskalacji wojny w Ukrainie. W 2022 roku procesy charakteryzujące finansjalizację pospieszyły w skali świata, owocując nowymi i zaskakującymi trendami. W związku z tym zdecydowałem się na dopisanie posłowia, w którym sygnalizuję wzbieranie kolejnych źródeł i napięć w domenie finansów zapowiadających następne radykalne zmiany społeczne. Do ich wyjaśnienia oraz interpretacji warto zastosować teorię finansjalizacji.

1FINANSJALIZACJA - GŁÓWNE TRENDY I PROCESY

Pojęcie finansjalizacji

W ostatniej dekadzie XX wieku oraz w pierwszych dwóch dekadach XXI wieku w światowym systemie finansowym zaszły radykalne zmiany. Pod ich wpływem nastąpiła również głęboka transformacja całego systemu gospodarczego. Zmieniły się powiązania pomiędzy sferą realną oraz sferą finansów. W efekcie powstał i funkcjonuje system gospodarczy nowej generacji zarówno na szczeblu globalnym, jak i na poziomie gospodarek krajowych. Te procesy ekonomiści i socjologowie obejmują pojęciem "finansjalizacja" (Epstein 2005: 3; Krippner 2005: 14; Orhangazi 2008: 5-6; Palley 2013: 1, 17; Dembinski 2009; Deutschmann 2011). Myślę, że bardziej naturalne spolszczenie angielskiego terminu "financialization" polegałoby na użyciu słowa "ufinansowienie". Ale skoro przyjęło się używać terminu "finansjalizacja", to niech tak zostanie. W książce posługuję się obydwoma, traktując je jako synonimy.

Pojęcie finansjalizacji weszło do powszechnego użycia po ukazaniu się w 2005 roku książki pod redakcją Geralda A. Epsteina zatytułowanej Financialization and the World Economy (Finansjalizacja i światowa gospodarka). Wcześniej nie cieszyło się podobnym rozgłosem. Gerald A. Epstein stwierdza, że na przełomie XX oraz XXI wieku nastąpiła gruntowna transformacja światowej gospodarki. W związku z tym jej opisy i wyjaśnienia nie mogą się ograniczać do uwydatnienia rozwiązań neoliberalnych oraz narastania globalizacji. Uchwycenie istotnych cech światowej gospodarki staje się możliwe dopiero poprzez poszerzenie modelu pojęciowego o finansjalizację. Według Epsteina "finansjalizacja oznacza wzrost roli finansowych motywów, finansowych rynków, finansowych aktorów oraz finansowych instytucji w funkcjonowaniu krajowych oraz międzynarodowych gospodarek" (Epstein 2005: 3).

Greta Krippner analizuje następujące procesy, które charakteryzują finansjalizację:

a) skupianie się na wzroście cen akcji na rynkach finansowych jako podstawowym celu zarządzania firmami;

b) przekształcanie się systemów gospodarczych opartych na bankach w systemy oparte na rynkach finansowych;

c) narastanie władzy ekonomicznej i politycznej elit finansowych;

d) eksplozję transakcji finansowych przy zastosowaniu nowych instrumentów finansowych;

e) upowszechnianie się nowego wzoru akumulacji kapitału, który polega na wykorzystaniu finansowych kanałów osiągania zysku, przy jednoczesnym pomniejszaniu możliwości osiągania zysku poprzez aktywność w sferze gospodarki realnej (Krippner 2005).

Özgür Orhangazi inspiruje się wyżej wymienionymi badaczami i przyjmuje, iż na poziomie ogólnym finansjalizacja oznacza wzrost znaczenia instytucji i rynków finansowych dla gospodarki oraz szybki rozwój transakcji finansowych. Natomiast na poziomie mezzo oraz micro są to głębokie zmiany w powiązaniach pomiędzy rynkiem finansowym a sektorem korporacji niefinansowych, które polegają na:

a) wzroście inwestycji finansowych w instytucjach funkcjonujących w sferze realnej;

b) wzroście dochodów z aktywności finansowej w korporacjach niefinansowych;

c) narastaniu oddziaływania rynków finansowych na zarządzanie firmami (Orhangazi 2008: 5-6).

Również Thomas I. Palley używa pojęcia finansjalizacji do badania wyżej przedstawionych procesów. Pisze, że finansjalizacja współgra z neoliberalizmem, który przyniósł zdominowanie makroekonomii oraz polityki gospodarczej przez interesy sektora finansowego. Finansjalizacja przekształca amerykańską i światową gospodarkę, co znajduje wyraz w następujących procesach:

a) rośnie oddziaływanie rynków i instytucji finansowych na gospodarkę realną;

b) dochody pochodzące ze sfery realnej w coraz większym stopniu są przechwytywane przez sektor finansowy;

c) powiększają się nierówności gospodarcze na podłożu utrzymującej się stagnacji dochodów w formie płacy roboczej (Palley 2013: 1, 17).

Definicja finansjalizacji, którą się posługuję zwłaszcza w rozważaniach o charakterze ekonomicznym, uwzględnia dorobek wielu autorów oraz własne przemyślenia. Już tutaj chciałbym wszakże zaznaczyć, że w modelu pojęciowym, który stosuję w socjologicznych analizach finansjalizacji, odwołuję się również do innych aspektów gospodarki i całego społeczeństwa.

Finansjalizacja jest to splot wielu procesów przebiegających w gospodarce i pozostałych domenach społeczeństwa, na który składają się:

1) przyspieszające ubankowienie;

2) jeszcze szybszy rozwój rynków finansowych, w następstwie czego systemy gospodarcze ulegają transformacji w kierunku większego znaczenia rynków finansowych niż banków;

3) narastanie dominacji finansów nad sferą realną i pozostałymi domenami społeczeństwa, a w tym:

a) wzrost udziału zewnętrznego finansowania podmiotów funkcjonujących w sferze realnej (rządów, przedsiębiorstw oraz gospodarstw domowych) przez instytucje i rynki finansowe, przy malejącym udziale finansowania wewnętrznego, co uzależnia podmioty ze sfery realnej od instytucji finansowych,

b) narastająca dominacja elit finansowych nad elitami politycznymi,

c) wzrost oddziaływania instytucji oraz rynków finansowych na zarządzanie firmami ze sfery realnej,

d) traktowanie wartości akcji jako podstawowego celu zarządzania firmami, ze szkodą dla stabilnego ich rozwoju oraz innych dotychczas współistotnych celów,

e) uzależnianie się gospodarstw domowych od instytucji i rynków finansowych oraz towarzyszące temu zjawisko utraty wolności finansowej przez rodziny i jednostki,

f) transferowanie coraz większej części dochodów ze sfery realnej do sektora finansowego,

g) bogacenie się przy wykorzystaniu finansowych kanałów osiągania zysku, przy jednoczesnym pomniejszaniu możliwości osiągania zysku poprzez aktywność w sferze realnej,

h) wzrost udziału dochodów z aktywności finansowej w dochodach ogółem w przedsiębiorstwach, które działają w sferze realnej;

4) polaryzacja świata na gospodarki krajowe o wysokich oraz o niskich dochodach;

5) podział krajów na te, które w ramach światowego podziału pracy specjalizują się w dostarczaniu produktów ze sfery realnej, oraz te, które specjalizują się w usługach finansowych;

6) gwałtowny wzrost udziału transakcji finansowych, które są prowadzone w celach spekulacyjnych, a nie z zamiarem obsługi sfery realnej;

7) powiększająca się nierównowaga pomiędzy wartością instrumentów funkcjonujących w sferze finansów oraz wartością produktów wytwarzanych w sferze realnej, nazywana hipertrofią finansów;

8) wzrost roli finansowych motywów działania;

9) stagnacja dochodów pochodzących z płacy roboczej oraz relatywny spadek wynagrodzeń w stosunku do zysków osiąganych przez aktywność finansową, a w konsekwencji narastanie nierówności społecznych;

10) w łącznym efekcie zasadnicza zmiana logiki funkcjonowania kapitalistycznego systemu gospodarczego, która polega na tym, że w stymulowaniu wzrostu gospodarczego poprzez wzrost popytu kluczowego znaczenia nabierają kredyt oraz inne zobowiązania zaciągane przez gospodarstwa domowe wobec instytucji finansowych, natomiast radykalnie zmniejsza się znaczenie dochodów pochodzących z wynagrodzeń.

Powyższa charakterystyka finansjalizacji ma syntetyczny i selektywny charakter. Skupia się na procesach typowych i istotnych dla gospodarki światowej. Ogólne pojęcie finansjalizacji, które przestawiłem powyżej, może zatem wymagać kierunkowej operacjonalizacji przy analizie konkretnych gospodarek krajowych oraz różnych stadiów finansjalizacji.

W wielu krajach w drugiej dekadzie XXI wieku nastąpiło spowolnienie finansjalizacji lub zaszły inne istotne zmiany w jej głównych trendach. Kryzys finansowy z lat 2008-2009 niektóre procesy zahamował, inne natomiast wzmocnił lub nadał im zasadniczo odmienne kierunki. Również kryzys gospodarczy, towarzyszący pandemii COVID-19 w 2020 roku, zmodyfikował przebieg wielu procesów składających się na finansjalizację, o czym piszę w dalszych częściach książki. Zmieniają się gospodarka i inne domeny życia społecznego, zmieniają się również prawidłowości, według których zmiany przebiegają. Niemniej jednak cały czas jest to ta sama finansjalizacja.

Ubankowienie

Kluczowe znaczenie dla finansjalizacji ma powierzanie bankom pieniądza przez gospodarstwa domowe, przedsiębiorstwa i rządy. Jak długo pieniądz pozostaje w formie gotówkowej w zasobach gospodarstw domowych lub w kasach przedsiębiorstw i instytucji publicznych, tak długo nie powiększa siły banków. Natomiast lokowanie go na rachunkach bankowych, bądź to w formie depozytów, bądź to w formie innych wkładów, jest zarazem czynnością polegającą na udostępnieniu bankom drzemiącej w nim sprawczości. W ten sposób depozytariusze wyrzekają się, przynajmniej na jakiś czas, możliwości oddziaływania na zachowania innych ludzi poprzez użycie pieniądza i zarazem przekazują ową zdolność bankom. Nawet niewielki potencjał wpływania na innych, który jest zawarty w drobnych wkładach, przekształca się w bankach w łączną skumulowaną siłę finansową. W konsekwencji banki rozbudowują swoje możliwości w zakresie wywierania wpływu na podmioty funkcjonujące w sferze realnej oraz na rządy i inne instytucje państwowe.

Coraz więcej osób fizycznych oraz osób prawnych przechowuje coraz większą ilość swoich zasobów na rachunkach bankowych. Od kilku dekad trend ten narasta. Jest on składnikiem szerszego wachlarza powiązanych ze sobą zjawisk, które łącznie nazywane są ubankowieniem gospodarki i społeczeństwa. Ubankowienie obejmuje między innymi następujące procesy:

a) szybkie upowszechnienie się rachunków bankowych;

b) wzrost wielkości wkładów pieniężnych na rachunkach bankowych oraz, w łącznym efekcie, szybki wzrost udziału pieniądza bezgotówkowego w pieniądzu ogółem, co obrazuje struktura agregatów pieniężnych M1, M2 i M3 w skali świata i poszczególnych krajów;

c) wzrost udziału transakcji bezgotówkowych w transakcjach ogółem;

d) wzrost liczby kart płatniczych oraz innowacji płatniczych, np. aplikacji w smartfonach;

e) coraz częstsze wykorzystanie instrumentu pieniądza elektronicznego oraz internetu do obsługi transakcji bezgotówkowych (Gumuła 2012).

Ubankowienie zdecydowanie wykroczyło poza opłotki gospodarki i przeobraża wszystkie domeny życia społecznego. W dyskursie publicznym mówi się o przechodzeniu od społeczeństwa gotówkowego do bezgotówkowego. Będę analizował te procesy w dalszych częściach książki. Tutaj skupiam się przede wszystkim na ekonomicznym wymiarze funkcjonowania ubankowionego społeczeństwa.

Wzrost ilości pieniądza powierzanego bankom w formie depozytów powiększa ich możliwości w zakresie kreacji pieniądza bezgotówkowego w drodze nawzajem wzmacniających się czynności depozytowych i kredytowych. Warto tu przedstawić podręcznikowy opis mechanizmu kreowania pieniądza bezgotówkowego, aby unaocznić jedną z ważnych ukrytych funkcji ubankowienia. Chciałbym się tu zastrzec, że nadaję szczególne znaczenie pojęciu "funkcja ukryta". Nie chodzi mi o sugerowanie, że pewne praktyki banków są skrzętnie skrywane, bo w tym przypadku tak się nie dzieje, lecz o podkreślenie, że mamy tu do czynienia z procesami, których nie da się doświadczać wprost zmysłami, lecz trzeba do nich dotrzeć w drodze analizy procesów cząstkowych, które pozornie pełnią zupełnie inne bezpośrednio obserwowalne funkcje.

Zagregowany efekt ubankowienia, który polega na kreacji pieniądza bezgotówkowego, można ująć jako sekwencję kilku stadiów. Pierwszy klient wpłaca gotówkę na swój rachunek bankowy. W ten sposób powstaje wkład pierwotny. Bank wykorzystuje część wkładu do udzielenia kredytu drugiemu klientowi, którego kwota zostaje zapisana jego rachunku. Tak powstaje wkład wtórny, który powiększa majątek banku, bo przecież nie znika zapis na rachunku pierwszego klienta, który zgromadził wkład pierwotny. Pojawił się natomiast kolejny wkład - tym razem na rachunku kredytobiorcy. Środki zgromadzone na rachunku drugiego klienta zostają wykorzystane do udzielenia następnego kredytu i pozostają na rachunku kolejnego kredytobiorcy w tym samym banku przez krótszy lub dłuższy okres. Opisane naprzemienne operacje "depozyt-kredyt" mogą się dalej powtarzać, powiększając sumę bilansową banku. Tak oto zwiększa się łączna ilość pieniądza na rachunkach bankowych, chociaż w banku nie pojawiła się nowa gotówka. Przychodzi wszakże taki moment, że klienci zaczynają wycofywać wkłady, dokonując przelewów na rachunki w tym samym lub innym banku. Jednakże wkłady pozostają ciągle w systemie bankowym, chyba że któryś z klientów podejmie je w formie gotówki i wyprowadzi poza system. W międzyczasie w systemie bankowym trwa proces kreowania pieniądza, któremu początek dał wkład pierwotny. Również kolejne wkłady wtórne są wykorzystywane przez banki komercyjne do udzielania kredytów następnym klientom, co znajduje wyraz w nowych depozytach zapisanych na innych rachunkach.

Opisany mechanizm kreacji pieniądza zwiększa ilość pieniądza na rachunkach bankowych i poszerza możliwości banków w zakresie kredytowania gospodarstw domowych, przedsiębiorstw oraz państw. Sprzyjają temu również inne procesy, które składają się na ubankowienie, jak chociażby transformacja niewielkich, krótkoterminowych i lokalnych wkładów w kredyty oraz inwestycje bankowe o wielkiej skali, długim okresie trwania i na wielkich przestrzeniach. W ostatnim ćwierćwieczu ubankowienie zupełnie zmieniło geografię oraz skalę inwestycji, które stały się możliwe dzięki zaangażowaniu banków. Mam tu na myśli chociażby szybki rozwój branży informatycznej oraz internetu, inwestycje infrastrukturalne (np. budowa autostrad), ogromne inwestycje energetyczne, a także rozwój budownictwa.

Równolegle ujawnia się wszakże również słaba strona ubankowienia, która jest czymś więcej niż przysłowiową łyżką dziegciu w beczce miodu. Dotyczy to między innymi "baniek inwestycyjnych", których powstawanie i rozrost są w znacznej mierze efektem nieokiełznanej aktywności kredytowej i inwestycyjnej banków w niektórych branżach i sektorach. Wystarczy wspomnieć gwałtowny wzrost kredytów hipotecznych oraz bańkę inwestycyjną w budownictwie w Stanach Zjednoczonych, której implozja przyczyniła się do kryzysu finansowego w latach 2008-2009. Oczywiście trzeba tu zaznaczyć, że wzrost możliwości kredytowych banków komercyjnych nie tylko wynika z ubankowienia, lecz również jest następstwem innych praktyk, jak na przykład sekurytyzacji, o czym piszę dalej (Cull, Demirgüç-Kunt, Morduch 2013; Smith 2013).

Ubankowienie równolegle generuje również rozmaite dyskomforty uczestnikom życia gospodarczego i potęguje ryzyko systemowe, nad którym trudno zapanować, zwłaszcza jeżeli rozwija się ono gwałtownie i żywiołowo. Ten jego aspekt stał się przedmiotem analiz po kryzysie finansowym z lat 2008-2009. Jonathan Morduch stawia w tej kwestii kilka prowokujących pytań, na które nie znajduje oczywistych i jednoznacznych odpowiedzi. Oto niektóre z nich: Czy ułatwiony dostęp do pieniądza istotnie zwiększa dobrostan klientów banków? Czy wzrost dostępu do usług finansowych zwiększa stabilność systemu finansowego, czy go destabilizuje? Co w związku z tym należałoby zrobić w obszarze regulacji bankowych (Morduch 2013)?

Ubankowienie stymuluje wzrost gospodarczy, jeżeli pieniądz pozostający w dyspozycji banków jest wykorzystywany do kredytowania podmiotów funkcjonujących w sferze realnej oraz bezpośrednich inwestycji kapitałowych w produkcji i usługach. Nie bez przyczyny używam tutaj trybu warunkowanego. Coraz częściej bywa mianowicie tak, co jest typowe właśnie dla finansjalizacji, że pieniądz wykreowany przez banki komercyjne zaczyna krążyć w sferze finansów - w swoistej pułapce nadpłynności - i nie jest angażowany w finansowanie sfery realnej. Tam, na rynkach finansowych, dalej się rozmnaża, ale już dzięki innym operacjom niż depozytowo-kredytowe.

W dyskursie finansowym wskazuje się na wielorakie mocne strony ubankowienia. Banki komercyjne, banki centralne, operatorzy kart płatniczych, a także inni operatorzy systemów transakcyjnych i rozliczeniowych rozwijają systemy płatności oraz instrumenty płatnicze. W łącznym efekcie następuje radykalne usprawnienie płatności, a co za tym idzie - usprawnienie całościowo rozumianej działalności gospodarczej. Korzystają na tym uczestnicy transakcji płatniczych: pojedyncze jednostki, gospodarstwa domowe, przedsiębiorstwa, instytucje finansowe, instytucje państwa oraz inne podmioty (Shiller 2016). Korzystają na tym banki. Posługiwanie się pieniądzem bezgotówkowym przynosi bankom komercyjnym większe oszczędności niż posługiwanie się gotówką, jako że logistyka związana z gospodarowaniem zasobami znaków pieniężnych jest bardziej kosztowna niż obsługa rachunków oraz transakcji bezgotówkowych. A przynajmniej tak utrzymują banki i instytucje okołobankowe, które promują obrót bezgotówkowy, chociaż systemy płatności i rozliczeń również są bardzo kosztowne.

Raczej nieśmiało przebija się natomiast teza, że dzięki upowszechnianiu transakcji bezgotówkowych banki (i niektóre instytucje okołobankowe) stają się monopolistami serwującymi obsługę płatności pieniężnych. W przypadku transakcji bezgotówkowych niezbędny jest pośrednik (to jest bank dokonujący płatności lub rozliczający transakcje), który czerpie z tego tytułu rozmaite ekstrakorzyści. Kontroluje on obrót bezgotówkowy; pobiera prowizje; wykorzystuje we własnym interesie pieniądz przekazany do dokonania transakcji w okresie, zanim transakcja zostanie sfinalizowana; gromadzi i przetwarza informacje o stronach transakcji w celach biznesowych. W ten sposób zdobywa i utrwala liczne przewagi nad innymi uczestnikami rynku.

Ubankowienie jest wielowątkowym procesem, który przebiega wolniej, niż przewidywano na początku XXI wieku. Mimo intensywnej promocji pieniądza bezgotówkowego w ostatnich trzech dekadach, ciągle na świecie utrzymuje się przywiązanie do gotówki (Jobst, Stix 2017). Chociaż obrót bezgotówkowy rozwija się dynamicznie i rośnie liczba depozytów w agregatach pieniężnych, to jednak mamy również do czynienia ze wzrostem ilości gotówki w obiegu.

Stało się to szczególnie widoczne podczas kryzysu finansowego w latach 2008-2009 oraz kryzysu pandemicznego w 2020 roku. Okazuje się, że jednostki i instytucje traktują gotówkę jako formę pieniądza bardziej niezawodną, niż depozyty, na czasy recesji, kryzysów, zamieszania finansowego lub społecznego. Zaufanie do instrumentów obrotu bezgotówkowego osiąga relatywnie wysoki poziom w czasach prosperity i stabilności systemu finansowego. Spada jednak gwałtownie w sytuacjach kryzysowych. Wtedy jesteśmy skłonni znacznie bardziej ufać gotówce. Jesienią 2008 roku miałem okazję osobiście obserwować, jak dżentelmeni wynoszą w eleganckich neseserach gotówkę z banków londyńskich. Niewiele brakowało do pojawienia się paniki.

Istnieje wiele socjokulturowych barier, które utrudniają promocję pieniądza bezgotówkowego. Są to między innymi:

a) niewielkie kompetencje finansowe wśród niektórych warstw społecznych;

b) lęk przed nowymi technologiami i rozwiązaniami organizacyjnymi;

c) brak wiary w niezawodność infrastruktury technicznej;

d) obawa przed utratą anonimowości oraz podejrzenia o nadzór ze strony instytucji finansowych lub instytucji państwa;

e) kult gotówki;

f) poczucie bezpieczeństwa i wolności towarzyszące posiadaniu gotówki;

g) obawy posiadaczy pieniądza, że nie potrafią kontrolować wydatków, jeżeli przejdą na używanie instrumentów bezgotówkowych;

h) poczucie zagrożenia kradzieżą wirtualną.

Poza tym wiele płatności detalicznych jest nawykowo dokonywanych za pomocą gotówki. Działają tu mechanizmy inercji, przyzwyczajenia, naśladownictwa, lenistwa intelektualnego i emocjonalnego. Utrzymywaniu się dość wysokiego udziału detalicznych płatności gotówkowych w płatnościach ogółem sprzyja także głód więzi osobistych. Płatności gotówkowe odbywają się przy osobistym kontakcie stron transakcji. Dla wielu osób - zwłaszcza tych starszych, które odczuwają deficyt spotkań z innymi - bezpośrednie kontakty z innymi ludźmi są na tyle ważne, że decydują się na posługiwanie gotówką, mimo że posiadają rachunki bankowe oraz instrumenty obrotu bezgotówkowego (Gumuła 2012; Gumuła 2013).

Strony transakcji pieniężnych dostrzegają zarówno zalety, jak i wady obydwu form pieniądza. Każda z form płatności pociąga za sobą i jakieś komforty, i dyskomforty, i wydatki, i oszczędności. Na przykład klienci banków cenią sobie, że depozyty w bankach są źródłem dodatkowych dochodów z tytułu otrzymywanych odsetek, a doskwierają im opłaty z tytułu dokonanych płatności. Z kolei niektórzy sprzedawcy produktów i usług nie przyjmują postawy jednoznacznego poparcia dla płatności bezgotówkowych, ponieważ to oni ponoszą największe koszty transakcji wykonywanych za pomocą kart płatniczych, chociaż przy okazji przyciągają klientów możliwością płacenia kartami. Często również wybór płatności jest kwestią nawyków, wzorów i wartości kulturowych, kondycji mentalnej i emocjonalnej uczestników transakcji.

Podobna ambiwalencja ciągle charakteryzuje nawet banki komercyjne. Ograniczę się tutaj do jednego przykładu, aby to unaocznić. Z jednej strony banki zainteresowane są przechodzeniem klientów z obrotu gotówkowego na bezgotówkowy, co wykazywałem wcześniej. Z drugiej strony kierownictwa banków są świadome tego, że lojalności klientów sprzyjają kontakty osobiste, a do takich dochodzi przy operacjach gotówkowych, podczas gdy kontakty bezosobowe, które są typowe dla obrotu bezgotówkowego, nie wiążą emocjonalnie i łatwiej dochodzi do rozstania. Banki utrzymują więc sieci oddziałowe składające się z licznych małych punktów bankowych. Instalują również bankomaty, które w zamyśle mają odciążyć pracowników, ale przy tym ułatwiają pobór gotówki. Rozwój sieci punktów osobistej obsługi klientów oraz bankomatów sprzyja obrotowi gotówkowemu.

Mimo tych wszystkich czynników, które ciągle sprzyjają gotówce, transakcje bezgotówkowe stają się coraz bardziej dominującym rysem współczesnych gospodarek. Jeżeli w ślad za ekonomistami zdefiniujemy społeczeństwo bezgotówkowe jako takie, które przedkłada posiadanie depozytów w bankach nad posiadanie gotówki, a zarazem takie, które przedkłada płatności bezgotówkowe nad płatności gotówkowe, to rzeczywiście świat zmierza do społeczeństwa bezgotówkowego - chociaż ciągle z gotówką w kieszeni (Gumuła 2012; Gumuła 2013).

Ruchowi promującemu obrót bezgotówkowy sprzyjają rządy, upatrując w transakcjach bezgotówkowych narzędzia, które może być przydatne do ograniczenia szarej strefy, usprawnienia systemu podatkowego oraz kontroli obywateli i firm. Natomiast banki centralne przyjmują rozmaite strategie: od pełnego wsparcia obrotu bezgotówkowego po neutralność lub rezerwę. Wyjaśnienie owego niejednoznacznego podejścia wymaga odwołania się do funkcji banków centralnych. Z jednej strony banki centralne odpowiadają za emisję gotówki, jej przechowywanie, zaopatrywanie banków komercyjnych w pieniądz gotówkowy, a także liczenie, sortowanie, selekcjonowanie oraz niszczenie banknotów i monet niespełniających standardów jakości. W ich przypadku ubankowienie obniża koszty gospodarowania gotówką. Z drugiej strony ich podstawowym zadaniem jest stabilizowanie cen i ochrona siły nabywczej pieniądza, co w znacznym stopniu zależy od jego podaży. A przecież podaż pieniądza jest obecnie w większym stopniu następstwem jego kreacji przez banki komercyjne oraz rynki finansowe niż emisji gotówki przez banki centralne. Wraz z ubankowieniem narasta ryzyko systemowe, które może się materializować pod różnymi postaciami, między innymi jako:

a) nadmierna podaż pieniądza;

b) inflacja zakłócająca zrównoważony wzrost gospodarczy;

c) "przegrzana gospodarka";

d) recesja lub kryzys gospodarczy.

Tak się dzieje, gdy pieniądz faktycznie zaczyna być w nadmiarze kreowany i wykorzystywany do stymulowania sfery realnej. Aby zapanować na tymi w dużym stopniu żywiołowymi procesami, w ostatnich dekadach banki centralne wypracowały różnorodne strategie regulowania podaży pieniądza kreowanego przez banki komercyjne. Prowadzą - mniej lub bardziej skuteczną - politykę pieniężną, która ma służyć kontroli podaży pieniądza. Wykorzystują w tym celu rozmaite instrumenty, między innymi stopy procentowe oraz operacje otwartego rynku.

Ostatnie dwa kryzysy gospodarcze, to jest kryzys finansowy z lat 2008-2009 oraz kryzys pandemiczny z 2020 roku, wykazały, że ciągle trzeba doskonalić metody zarządzania podażą pieniądza oraz gotowością komercyjnych instytucji finansowych - ale również brakiem gotowości - do angażowania pieniądza w stymulowanie sfery realnej. Sprawa jest niezwykle poważna nie tylko z punktu widzenia stabilności krajowych systemów gospodarczych, lecz również z perspektywy autorytetu państw oraz stabilności systemów politycznych. Za każdym razem chodzi o pieniądz obowiązujący na terenie konkretnego obszaru walutowego. Jeszcze ściślej rzecz ujmując - chodzi o dbanie o jego wartość przejawiającą się w jego funkcjach. Aby je uwydatnić, odwołam się do definicji pieniądza z pierwszej połowy XX wieku, kiedy jeszcze nie słyszano o ubankowieniu. Jej autorem jest Feliks Młynarski, wiceprezes Banku Polskiego w okresie międzywojennym.

"Reasumując możemy dać następującą definicję pieniądza efektywnego bez względu na jego postać: Pieniądzem należy nazywać tylko taki środek wymiany, który wewnątrz danej grupy społecznej w drodze zwyczaju lub na mocy prawa staje się przy regulowaniu należności i zobowiązań powszechnie używanym środkiem płatniczym, ponieważ:

a) lepiej od innych środków wymiany podstawia własną wartość w miejsce wartości tych dóbr i usług, które są przedmiotem wymiany, dzięki czemu ułatwia ekspansję wymiany,

b) ilością swoją wyraża wysokość długów i cen, jak również wszelkich należności płatniczych, dzięki czemu uchodzi za quasi-miernik wartości gospodarczych,

c) w międzyczasie między otrzymaniem zapłaty i późniejszym jej wydatkowaniem przechowuje wartość zmienną dóbr i usług, dzięki czemu umożliwia oszczędność i ekspansję kredytu,

d) przedstawia skutkiem powyższych cech wierzytelność anonimową w stosunku do gospodarstwa społecznego, uprawniającą posiadacza pieniądza do czerpania z tego gospodarstwa równoważnika uprzednio dokonanych, własnych świadczeń produkcyjnych" (Młynarski 1947: 27).

Pieniądz jest "wierzytelnością anonimową" wobec gospodarstwa społecznego. Sprowadza się to do faktu, że każdy, kto posiada pieniądz, jest wierzycielem państwa, na terenie którego dana waluta obowiązuje. Państwo jest natomiast dłużnikiem posiadacza pieniądza. To oznacza, że jest ono stroną, która zobowiązała się, że będzie chronić roszczenie posiadacza pieniądza do otrzymania dóbr lub usług, które pojawią się na rynku, w zamian za użyty przez niego pieniądz. To oznacza również, że - po pierwsze - nikt nie odmówi przyjęcia pieniądza za dobra oferowane przez siebie na rynku. Po drugie, dobra te będą reprezentować wartość zbliżoną do wartości dóbr, których wcześniej pozbył się posiadacz pieniądza, żeby go otrzymać. I wreszcie, po trzecie, wielkość owego roszczenia wobec gospodarstwa społecznego, która jest wyrażona w pieniądzu, nie zmieni się radykalnie do czasu, zanim zostanie on użyty.

Co się dzieje z wyrażonymi w pieniądzu wierzytelnościami oraz zobowiązaniami będącymi następstwem kreacji pieniądza bezgotówkowego w ramach ubankowienia? Niewątpliwie państwo samo z siebie zaciąga zobowiązanie wobec posiadaczy pieniądza w takim zakresie, w jakim:

a) emituje pieniądz gotówkowy;

b) emituje obligacje, w których wartość również jest wyrażona w pieniądzu;

c) zaciąga inne zobowiązania, np. kredyty.

Ale czy to samo państwo generuje dług, który jest następstwem kreacji pieniądza bezgotówkowego przez banki komercyjne? Okazuje się, że nie. Ta druga część pieniądza jest generowana przez sektor bankowy, a nie przez gospodarstwo społeczne znajdujące uosobienie w państwie oraz jego banku emisyjnym. Tak to wygląda od strony tych dwóch odmiennych podmiotów, to jest państwa oraz banków komercyjnych. Obydwa zaciągają zobowiązania. W praktyce jednak w ostatecznym rachunku ten pierwszy za nie odpowiada. Natomiast ze strony posiadacza pieniądza to subtelne rozgraniczanie nie ma większego znaczenia, niezależnie od tego, czy posiada on pieniądz w formie gotówkowej, czy w formie depozytów. Posiadacz pieniądza postrzega państwo oraz jego bank centralny jako stronę zobowiązaną. W każdym momencie może chcieć zamienić pieniądz gotówkowy w depozyt, a depozyt - w pieniądz gotówkowy. Może przede wszystkim domagać się ochrony jego siły nabywczej. W praktyce więc państwo staje się gwarantem wartości całej puli pieniądza w ramach wszystkich agregatów pieniężnych. Musi więc panować nad całym procesem jego generowania - wliczając kreację pieniądza bezgotówkowego - jeżeli ma chronić jego wartość, stabilizować system gospodarczy i dbać o swój autorytet i wiarygodność jako instytucja, która się zobowiązała wobec anonimowych wierzycieli, czyli posiadaczy pieniądza. Temu służy polityka pieniężna, której zamysłom banki komercyjne nie zawsze chętnie się podporządkowują. Ubankowienie rodzi szczególnego rodzaju napięcie pomiędzy bankami komercyjnymi oraz państwem, które jest przedmiotem swoistych negocjacji, jednostronnych wpływów i interakcji. Każda strona używa innych instrumentów wpływu, realizując swoje interesy wyrażone w pieniądzu. Miarą efektu tych relacji jest psucie lub ochrona pieniądza.

Już dotychczasowe analizy unaoczniają, że ubankowienie trzeba postrzegać szerzej, niż w perspektywie rachunków bankowych, płatności, operacji depozytowo-kredytowych oraz fintechu obejmującego systemy transakcyjne, karty płatnicze, aplikacje mobilne i inne urządzenia. Ubankowienie jest jednym z filarów finansjalizacji, która zaowocowała systemami gospodarczymi nowej generacji.

W stronę rynków finansowych

Od kilku dekad ubankowieniu towarzyszy szybki rozwój niebankowych instytucji finansowych. Są to między innymi otwarte fundusze emerytalne, fundusze inwestycyjne, towarzystwa i zakłady ubezpieczeniowe, wehikuły sekurytyzacyjne, biura maklerskie i brokerskie, giełdy papierów wartościowych, instytucje posiadające platformy transakcyjne. Są to również giełdy towarowe, na których nie tylko dokonuje się transakcji na dobrach ze sfery realnej, lecz przede wszystkim obraca się instrumentami pochodnymi ufundowanymi na bazie tych dóbr, oraz transakcji nimi. W XXI wieku doszło do tego, że w wiodących gospodarkach świata aktywa licznych niebankowych instytucji finansowych przeważają nad aktywami banków. Równolegle coraz więcej banków angażuje się nie tylko w klasyczne czynności bankowe, lecz również - lub nawet przede wszystkim - w transakcje finansowe na rynkach finansowych. Przodują w tym procesie Stany Zjednoczone, co jest następstwem deregulacji tamtejszego systemu finansowego. W skali świata zmienia się struktura aktywów banków komercyjnych w kierunku coraz większego udziału aktywów zaangażowanych w inwestycje finansowe i zarazem coraz mniejszego udziału kredytów i pożyczek.

W skali makro znajduje to wyraz w szybkim rozwoju rynków finansowych, na których obraca się akcjami, obligacjami skarbowymi, obligacjami emitowanymi przez przedsiębiorstwa ze sfery realnej, certyfikatami depozytowymi, walutami, a także licznymi instrumentami pochodnymi, które są ufundowane z wykorzystaniem wymienionych wcześniej walorów i transakcji, a także kredytów, pożyczek i innych aktywów banków oraz niebankowych instytucji finansowych. Dominującymi graczami na rynkach finansowych są nadal banki komercyjne, które nie rezygnują przy tym z klasycznych operacji depozytowo-kredytowych, oraz duże niebankowe instytucje finansowe.

Tak oto jesteśmy świadkami transformacji systemów gospodarczych opartych na bankach w systemy oparte na rynkach finansowych (Krippner 2005; Dembinski 2009). Oczywiście trzeba tu podkreślić, że skala operacji depozytowo-kredytowych prowadzonych przez banki nie maleje, ale wręcz przeciwnie - rośnie. Szybciej wszakże rosną skala i zasięg operacji na rynkach finansowych. Co więcej, ubankowienie jest niezbędnym warunkiem do kumulowania się nowej generacji procesów, które potęgują siłę i rangę rynków finansowych. Banki i niebankowe instytucje finansowe są kluczowymi uczestnikami i kreatorami rynków finansowych. Wśród nich dominują zwłaszcza ponadpaństwowe korporacje finansowe, funkcjonujące w rozbudowanych grupach kapitałowych, które prowadzą jednocześnie klasyczną działalność bankową, działalność polegającą na inwestycjach finansowych, a także działalność ubezpieczeniową, usługi dilerskie, operacje sekurytyzacyjne i inne. Daje im to strukturalną przewagę nad pozostałymi uczestnikami rynku finansowego, a zwłaszcza nad podmiotami ze sfery realnej oraz detalicznymi inwestorami finansowymi.

Coraz więcej podmiotów również ze sfery realnej - to jest osób fizycznych, gospodarstw domowych, przedsiębiorstw i rządów - prowadzi swoje interesy na rynkach finansowych. Wyróżniają się tutaj międzynarodowe korporacje o dużym potencjale finansowym, specjalizujące się w produkcji, handlu i usługach, a zarazem aktywnie działające na rynkach finansowych. Ten trend jest postrzegany przez badaczy jako na tyle istotny, że niektórzy z nich ograniczają się w definiowaniu finansjalizacji do wskazania na angażowanie się "niefinansowych biznesów" na rynkach finansowych (Stockhammer 2004: 174). Inni ujmują ów proces szerzej, eksponując organizowanie się wszystkich typów instytucji gospodarczych, a w tym instytucji ze sfery realnej, wokół rynków finansowych. Na przykład Robert H. Wade definiuje finansjalizację jako proces wyłaniania się szczególnego rodzaju splotów instytucjonalnych (institutional interlocks), w skład których wchodzą banki, niebankowe instytucje finansowe, gospodarstwa domowe oraz przedsiębiorstwa. Centralnymi węzłami rynków finansowych są sploty finansowe, które spinają sieci wymiany instrumentów finansowych (Wade 2007).

Transformacja systemów gospodarczych opartych na bankach w systemy oparte na rynkach finansowych znajduje wyraz między innymi w fakcie, że podmioty gospodarcze pozyskują środki finansowe coraz częściej na rynkach finansowych i tam zagospodarowują posiadane nadwyżki, wykorzystując w tym celu coraz bardziej wyrafinowane instrumenty finansowe. Przy tym częstokroć przebiega to sprawniej niż w kontaktach klientów z bankami. Na przykład łatwiej i taniej jest przekształcić posiadane obligacje niż lokatę terminową w pieniądz do natychmiastowej dyspozycji. Łatwiej jest również wycofać aktywa zaangażowane w papiery wartościowe, zamieniając je w pieniądz, niż uczynić to samo z udzieloną komuś pożyczką lub kredytem.

Inspirując się tezą o coraz liczniejszej i intensywniejszej obecności uczestników życia gospodarczego na rynkach finansowych, chciałbym pójść krok dalej w analizach tego aspektu finansjalizacji poprzez uwydatnienie ukrytych funkcji rynków finansowych w XXI wieku.

Przede wszystkim - co trzeba mocno podkreślić - rynki finansowe stworzyły niektórym ich uczestnikom niezwykłe możliwości generowania pieniądza oraz zaciągania innych zobowiązań na niespotykaną wcześniej skalę. Uczestnicy rynków finansowych stosują w tym celu rozmaite tradycyjne oraz innowacyjne instrumenty finansowe. Wśród tradycyjnych instrumentów prym wiodą emisje obligacji skarbowych przez rządy, emisje obligacji firmowych przez przedsiębiorstwa, a także wystawianie weksli przez osoby fizyczne. Wszelako kluczową rolę w generowaniu kolejnych puli pieniądza odgrywają przede wszystkim liczne innowacyjne instrumenty finansowe:

a) instrumenty pochodne kreowane w oparciu o waluty, kursy walutowe oraz transakcje walutowe;

b) rozmaite kontrakty terminowe;

c) sekurytyzowane papiery wartościowe.

Ich emisja jest inicjowana lub prowadzona przede wszystkim przez instytucje finansowe oraz okołofinansowe.

Warto się tutaj skupić na tych rodzajach instrumentów pochodnych, dla których instrumentem bazowym stają się takie aktywa instytucji finansowych, jak kredyty hipoteczne, pożyczki ratalne, kredyty samochodowe, kredyty studenckie, inne kredyty konsumpcyjne oraz posiadane już papiery wartościowe. Za ich pomocą emitowane są rozmaite obligacje i kontrakty terminowe. Zabezpieczeniem odkupu tych instrumentów są (mają być) środki pochodzące ze spłaty kredytów lub odkupu papierów wartościowych przez ich pierwotnego emitenta.

Warto podkreślić, że tego rodzaju zobowiązania na dzień ich zaciągnięcia praktycznie nie mają żadnego pokrycia w dobrach ze sfery realnej, ponieważ rzeczowe zabezpieczenia poszły już na pierwotne instrumenty bazowe, a więc na kredyty lub bazowe papiery wartościowe (na przykład na weksle lub obligacje niższego stopnia). W dodatku zobowiązania mogą być powiększane poprzez kolejne emisje wyższego rzędu instrumentów pochodnych, to jest papierów lub kontraktów, na podłożu już istniejących instrumentów pochodnych, czego dobrym przykładem są syntetyczne CDO. W następstwie opisanych praktyk pojawiają się kolejne zobowiązania, które są wyrażone w pieniądzu, a które nie mają pokrycia w dobrach ze sfery realnej. Niemniej jednak tak wygenerowany pieniądz jest tytułem do dóbr ze sfery realnej - i tych już wytworzonych, i tych, które pojawią się na rynku towarów i usług w przyszłości.

Nasuwa się więc pytanie, czyj autorytet stoi za zobowiązaniami przyjmującymi formę papierów wartościowych i kontraktów, którymi się obraca na rynkach finansowych? W przypadku obligacji skarbowych odpowiedź wydaje się być oczywista. To państwo zaciąga zobowiązania wobec nabywców tych papierów, uwiarygadniając się za pomocą posiadanych aktywów oraz przyszłych wpływów. W przypadku weksli zabezpieczeniem jest majątek gospodarstw domowych pomniejszony o zaciągnięte już zobowiązania. W przypadku obligacji emitowanych przez firmy takimi zabezpieczeniami są ich aktywa, przyszłe przychody oraz poręczenia ze strony innych podmiotów (np. gwarancje banków, co już budzi pewną wątpliwość, czy to zabezpieczenie nie ma aby swojego źródła w pochodnych instrumentach finansowych). Niemniej jednak we wszystkich wymienionych przypadkach pełna wiarygodność emitenta instrumentów finansowych w roli strażnika zobowiązań nie jest oczywista z kilku powodów. Po pierwsze, w przypadku państwa istnieje pewien poziom długu publicznego i innych zobowiązań, których przekroczenie zaczyna rodzić wątpliwości co do jego zdolności do wywiązania się wobec osób i organizacji, które dysponują wierzytelnościami w formie pieniądza oraz innych instrumentów finansowych emitowanych przez rząd. Po drugie, w przypadku przedsiębiorstw poziom lewarowania może wielokrotnie przekraczać kapitały własne, które wyznaczają ich finansową odpowiedzialność za zaciągnięte zobowiązania. Z definicji są to podmioty z ograniczoną odpowiedzialnością. Po trzecie, w przypadku gospodarstw domowych wartość ich majątku własnego może po drodze zmniejszyć się do poziomu znacznie niższego niż podpisane weksle i inne zaciągnięte zobowiązania.

Odpowiedź jest jeszcze bardziej niepewna w przypadku takich obligacji, jakie pojawiają się w procesie sekurytyzacji już istniejących papierów wartościowych lub kontraktów i przyjmują formę instrumentów pochodnych, choćby z tej przyczyny, że zabezpieczeniem tych instrumentów są instrumenty finansowe niższego rzędu, a nie dobra ze sfery realnej, które już wcześniej zostały użyte do zabezpieczenia właśnie instrumentów niższego rzędu. Ich emitent ma zobowiązanie, które zamierza (lub którego nie zamierza) dotrzymać, kierując się bądź to wartościami i normami kulturowymi (wliczając prawo, obyczajowość, moralność i religijność), bądź to wizerunkiem i renomą, bądź to potrzebą obniżenia kosztów transakcji, bądź to możliwością spotkania się z sankcjami w razie zaniechania spłaty. Uczyni to (lub nie uczyni) za pomocą przyszłych wpływów pochodzących z realizacji bazowych kontraktów lub papierów wartościowych, na podłożu których ufundował instrument pochodny. I tak zazwyczaj się dzieje w sytuacjach pewnego poziomu obowiązywania ładu normatywnego, stabilności gospodarki oraz jej dobrej kondycji finansowej. Natomiast w warunkach, w których utracił wypłacalność - na przykład w następstwie popełnionych błędów biznesowych lub na skutek przekroczenia przez rynki finansowe pewnej bezpiecznej skali sekurytyzacji, narastającej nierównowagi w skali makro, wzbierającego zamieszania lub kryzysu - może się okazać, że nie będzie w stanie wywiązać się z zaciągniętych zobowiązań.

Przekroczenie pewnej skali zaciągniętych zobowiązań, które nie są potem wypełniane, grozi zakłóceniami fundamentalnej funkcji pieniądza jako wierzytelności anonimowej wobec gospodarstwa społecznego i co się z tym wiąże - jest zapowiedzią poważnych zakłóceń w systemie gospodarczym. Wtedy w rolę instytucji zobowiązanej wpychane jest państwo, a w jego imieniu - bank centralny oraz rząd. Jest to zwielokrotniony nacisk, ponieważ, po pierwsze, zobowiązania zaciągnięte w ramach sekurytyzacji wyrażone są w pieniądzu obowiązującym na terenie kraju, a przecież bank centralny stoi na straży wartości pieniądza, oraz - po drugie - ewentualna destabilizacja systemu gospodarczego przenosi się na system polityczny oraz całe społeczeństwo, a więc na sprawy stanowiące sedno działalności rządu. Nawiasem mówiąc, podczas kryzysu finansowego w latach 2008-2009 państwa użyły swojego autorytetu w celu ochrony siły nabywczej pieniądza za pomocą środków publicznych, gwarantując lub pokrywając zaciągnięte zobowiązania. Polityka monetarna oraz polityka fiskalna zostały wprzęgnięte w łagodzenie kryzysu finansowego oraz w wychodzenie z niego.

Rozwój rynków finansowych otworzył wiele nowych dróg nie tylko do kreacji pieniądza opartego na zobowiązaniach, lecz również do dezercji z zaciągniętych zobowiązań oraz eksternalizacji ryzyka i kosztów własnej działalności na innych uczestników rynków finansowych. Banki komercyjne przerzucają wierzytelności obciążone nadmiernym ryzykiem (wcześnie wygenerowane w klasycznych rewirach działalności bankowej poprzez operacje depozytowo-kredytowe) na inne podmioty, które znalazły się na rynkach finansowych. Czynią tak, sprzedając tym drugim sekurytyzowane papiery wartościowe, które zostały ufundowane pod zastaw tych wierzytelności. Tą drogą, dzięki pozyskanym środkom finansowym, najpierw wywiązują się z zobowiązań zaciągniętych wobec tych klientów, którzy wcześniej powierzyli im swoje zasoby pieniężne, oraz wobec swoich akcjonariuszy. Odsuwają przy tym w przyszłość ewentualne zaspokojenie (lub też nie) roszczeń nabywców instrumentów pochodnych. Instytucje finansowe (bankowe i niebankowe) czynią to samo również z już posiadanymi papierami wartościowymi i kontraktami terminowymi, traktując je jako bazę do kreowania instrumentów pochodnych jeszcze wyższej generacji, które odstępują inwestorom, w zamian za pieniądz lub papiery obciążone mniejszym ryzykiem. Duże światowe instytucje finansowe od trzech dekad są wyjątkowo innowacyjne we wprowadzaniu na rynki nowych instrumentów finansowych, które służą bądź to pozyskiwaniu kapitału, bądź to inwestowaniu już posiadanego kapitału na rynkach finansowych, bądź to pozbywaniu się ryzyka, którym brzemienne są wcześniej pozyskane pule instrumentów i kontraktów. Praktyki sekurytyzacyjne oraz ich intencje stały się na tyle przejrzyste w pierwszej dekadzie XXI wieku, że w ekonomii zaczęto definiować kredytowe instrumenty pochodne jako takie instrumenty, które przenoszą ryzyko kredytowe na podmioty, które tego ryzyka nie wygenerowały (Banks, Glantz, Siegel 2006).

Kryzys z lat 2008-2009 tylko na pewien czas zahamował proces eksternalizacji ryzyka, jako że przyniósł wdrożenie nowych regulacji ograniczających takie praktyki, a także przyczynił się do zaostrzenia nadzoru na instytucjami finansowymi. Okazuje się jednak, że duże instytucje finansowe ciągle dysponują większymi możliwościami odgradzania się od ryzyka towarzyszącego operacjom na rynkach finansowych niż ich partnerzy ze sfery realnej, tj. rządy, przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe. Zanim ich ucieczka od zobowiązań znowu obciąży państwo i finanse publiczne w razie ewentualnego nadejścia kolejnego kryzysu gospodarczego, po drodze obciążają ryzykiem graczy mniej wprawionych w operowaniu na rynkach finansowych. Tak oto dzięki rynkom finansowymi i wyrafinowanym instrumentom finansowym duże instytucje finansowe rozwiązały karkołomną łamigłówkę, którą potocznie można ująć w formie dylematu, jak zjeść ciastko i mieć ciastko.