XXI wiek...Teraz...
Sara
Wracałam ze Swietką ze szpitala. Moje myśli krążyły wokół artykułu, mojej małej Nicoli i dorosłej Aleksy. W głowie miałam kompletny chaos, który nasilał się wraz ze zmniejszającym się dystansem między mną a tym, co za chwilę miało mnie spotkać. Odpoczęłam kilka dni w szpitalu, będąc przy Nicoli, i dopiero mogłam zderzyć się z francuską rzeczywistością.
- Saro, on wie, co stało się w Polsce - powiedziała Swietłana, patrząc na drogę.
- No i co z tego? Nie obchodzi mnie to, łączą nas tylko interesy, niech się o mnie nie martwi - odparłam nerwowo.
Bałam się tego spotkania z nim, ale też nie chciałam dać mu do zrozumienia, że się boję.
- Saro, dlaczego nie zmieniłaś naszych imion, rozmawiając z Aleksą? - zapytała Swietka, skręcając szybko w ulicę prowadzącą do jego firmy, naszej firmy.
- Aleksa miała je zmienić w artykule. Nie wiedziałam, że nagrania wyciekną, przepraszam.
- Dobrze, że mimo wszystko w tych artykułach nie użyli prawdziwych imion oraz nazwisk, ktoś znał się na pracy dziennikarskiej i wiedział, że jeśli użyje naszych danych, to będzie można oskarżyć go o zniesławienie. Sprytnie. Igor jest trochę wściekły, wiesz?
- Za co?
- Zrobiłaś bezcenną reklamę firmie, która sponsorowała artykuły, naszej firmie. - Roześmiała się, a ja zrozumiałam, że moja przyjaciółka żartowała.
- Swietłana, ty wariatko, czy was to naprawdę nie obchodzi? To, że...
- Nie, on nas uwielbia, szanuje ciebie jako przyjaciółkę, mieliśmy wszyscy wspólną przeszłość, ale pamiętaj, jesteśmy rodziną.
Jej słowa podniosły mnie na duchu, wiedziałam jednak, że najgorsza rozmowa jeszcze przede mną.
Moja przyjaciółka zaparkowała samochód pod biurowcem prawie w samym centrum Nicei. Czułam, jak wali mi serce. Bałam się nie tylko tego, co on powie, ale również tych wszystkich ludzi, którzy zaczną węszyć wokół naszej firmy. W końcu była sponsorem artykułów, a ich reklama wraz z polską nazwą butików ukazała się w gazecie już jakiś czas temu.
Na razie nikt we Francji nie wiedział, co się wydarzyło w Polsce, ale miałam poważne obawy, że tak się stanie. Imię mojego byłego męża wypłynęło w Polsce, więc było tylko kwestią czasu, zanim moja prawdziwa tożsamość i inni kochankowie zostaną wzięci na tapet. Jedynym plusem całej sytuacji było to, że nikt nie wiedział, jak wyglądam. Bałam się jednak wyciągnięcia na światło dzienne tylko tego jednego faceta. Tego, który wiele mnie nauczył i pokazał świat, który wciągnął mnie bez pamięci.
- Boisz się? - zapytała z czułością w głosie Swietłana.
- Nie, chyba nie, nie wiem - jąkałam się. - Bardzo był wkurzony?
- Nie wiem, wiesz, no... Ja go znam, ale czasem i tak nie potrafię odczytać, co kryje się za tą zimną, nieruchomą maską, jaką jest jego twarz. Jest Agnes, może ją zapytaj, to ona z nim pracuje na co dzień i w końcu się przyjaźnią, zawsze rozumieli się lepiej. - Swietłana wskazała głową na Agnes, która właśnie wyszła dużymi szklanymi drzwiami.
Wyglądała cudnie. Miała prawie pięćdziesiąt lat, a mimo to jej uroda nadal emanowała blaskiem i dobrocią. Ten ciepły błysk w jej oku był zawsze i w tej kwestii nic się nie zmieniło, tylko teraz stał się trochę inny. Dojrzalszy.
- Hej, kochana, czekamy na ciebie - powiedziała z uśmiechem Agnes, ale znałam ją dobrze.
To był ten typ uśmiechu, jaki miała dla klientów w czasach naszych nocnych wojaży. Lekko wymuszony grymas twarzy imitujący radość. Czułam, że już zebrała opieprz za mnie.
- Swietka, idziesz z nami?
- Chyba was porąbało.
- Co? - zwróciłam się do niej zdziwiona.
- Żartowałam, idę, jasne, że idę, muszę to zobaczyć na własne oczy. - Wypakowała się z samochodu i we trzy ruszyłyśmy na spotkanie z tym, który czekał, aby pozbawić mnie głowy.
Aleksa
Siedziałam w domu wieczorem i zastanawiałam się, czy Sara się do mnie odezwie. Po rozmowie z Jerzym wiedziałam, że mnie potrzebuje. Nie powiedział tylko dlaczego, ponieważ stwierdził, że najpierw muszę jechać do Francji, aby rozmówić się z Sarą i wszystko sobie wyjaśnić. Tylko że ja wstydziłam się tego, jak ją potraktowałam, i tego, co zrobiłam. Miałam nadzieję, że przeczyta artykuł i Jerzy zapewniał mnie, że tak właśnie było, lecz ja nie wierzyłam. Według mnie gdyby Sara przeczytała mój tekst, odezwałaby się do mnie.
Siedziałam w domu, myślałam i jadłam lody, kiedy odezwał się mój telefon. Dostałam mail.
Uniwersytet Gdański zaprasza na zjazd absolwentów wydziału dziennikarstwa roku akademickiego 2018/19. Zapraszamy Panią Aleksandrę Kozacką na zjazd, który odbędzie się w restauracji hotelu Morze Relaksu przy porcie w Gdyni 30 lipca 2022. O 20.00 zostanie podana kolacja, a potem rozpoczną się tańce, które będą trwały do białego rana przy akompaniamencie zespołu muzycznego Rock and Roll. Do 28 lipca 2022 prosimy o informację, czy pojawi się Pani z osobą towarzyszącą.
Spojrzałam na datę, był 27 lipca. Kto zapraszał ludzi na takie imprezy w ostatniej chwili? Nagle mój Facebook zaczął wysyłać mi notyfikacje. Spojrzałam na nie. Znajomi z mojego roku dyskutowali, że to jakiś żart, że wcześniej mail trafił im do skrzynki ze spamem i teraz nie wiadomo, czy to prawda. Ktoś potwierdził, że tak, bo zadzwonił do restauracji. Patrzyłam na napływające informacje na naszej grupie studenckiej i nie wierzyłam w to, co czytam. Po chwili prywatnie odezwała się moja najlepsza kumpela z roku.
Jola: Olka, musisz tam być, idziemy się zabawić i musimy się spotkać i pogadać, bo słyszałam, że wiele się u ciebie dzieje.
Mieszko
Przeczytałem artykuł Aleksy i odłożyłem gazetę. Mój przyjaciel przyglądał mi się z uwagą.
- Niezła jest, co? - zapytał Franek.
- Nie wiem, o co ci chodzi. - Byłem tak zmieszany po tym, co przeczytałem, że nie miałem pojęcia, co myśleć.
- Sara, mam na myśli Sarę. Rżnęła taką damę, a tak naprawdę była...
- Franku, daj spokój. Wiem, że z nią spałeś, że ci się podobała. Nie mów czegoś, czego będziesz żałował. Jesteś mężczyzną, znam cię i obaj znamy trudne życie. Wiem, że nie myślisz o niej źle.
- No wiem, i wiem, że wiesz, że nie, ale nie daje mi to spokoju. Dlaczego Sara nie powiedziała nikomu prawdy?
Znałem odpowiedź na to pytanie. Nie byłem jednak pewny, czy mogę powiedzieć przyjacielowi, skąd to wiem.
Zamyśliłem się chwilę, po czym podałem mu teczkę z nowym zleceniem.
- Moje nowe zlecenie. Odrestaurowanie drewnianych elementów dachu w dworku pod Toruniem. Trzeba się zająć organizacją sprzętu i ekipy. Mam nadzieję, że twój ojciec nam pomoże - powiedziałem, ponieważ nie chciałem omawiać czegoś, czego chwilowo sam nie rozumiałem.
- Mieszko, nie obchodzi cię to? Nie obchodzi cię, że Aleksa w rozpaczy przespała się z jakimś facetem za kasę tylko po to, by doświadczyć tego, co jej matka? Jeśli naprawdę masz do niej żal o to, że nie zaufała ci z tą nocą z Sarą, to już czas, byś wyjaśnił z nią tę sprawę. Człowieku...
Nie chciało mi się słuchać gadania Franka.
- Byłeś u niej pod szpitalem, chociaż cię o to nie prosiłem.
Przyjaciel już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale uprzedziłem go.
- Wiem, rozumiem, chciałeś dobrze. To jednak Aleksa musi się nauczyć wierzyć w moje słowa. To, że zdradził ją mąż, nie oznacza, że każdy taki jest. Była wychowana tak, że każdy człowiek to wróg, a ja nie zamierzam jej uczyć i wiecznie pracować na jej zaufanie. Ja też zostałem oszukany i jak widzisz, nie miałem problemu z zaufaniem jej i nadal bym go nie miał mimo tego artykułu, ale do tego trzeba dojrzałości, a Aleksie go brakuje. Daj mi spokój i zajmij się pracą - wygłosiłem i wstałem od biurka.
- Będziesz tego żałował, zobaczysz.
- Nie sądzę, "tego kwiatu jest pół światu", a kobieta do łóżka zawsze się znajdzie, wiesz? To co, klub w piątek?
- Klub w piątek - potwierdził mój kumpel i także wstał, po czym podążył za mną.
Sara
Razem ze Swietłaną i Agnes weszłam do jego gabinetu. Zawsze czułam tutaj ten wszechogarniający chłód, który przeszywał mnie na wskroś.
Siedział jak zwykle - odwrócony do wejścia tyłem tylko po to, by jego przeciwnik wiedział, kto w tym pomieszczeniu rządzi, a kto przychodzi z wizytą.
- Witaj, Saro - odezwał się znajomym mi zwrotem, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
- Dzień dobry, Victorze, czekałeś na mnie?
Obrócił się rezolutnie na fotelu w moją stronę i szybko wstał. Podszedł do mnie sprężystym krokiem. Byłam gotowa na jego podniesiony głos, ale on tylko mnie mocno objął. Moje kolana zmiękły, a serce zaczęło walić mocniej niż zwykle. Kiedy tylko się ode mnie odkleił, spojrzał mi w oczy.
- Mówiłem, żebyś załatwiła to inaczej, ale ty mnie nie posłuchałaś. Co teraz zrobimy z tym bałaganem? Igor tylko się cieszy, że w naszych... w twoich butikach w Polsce ruch jak nigdy, ale ja poważnie martwię się o ciebie.
- Victorze, tego się nie dało inaczej załatwić. Nie widziałeś i nie zrozumiesz artykułu, który o mnie napisała. Nie wiem, co będzie dalej.
- Kurwa! Zapłać jej! - ryknął tak, że aż się wzdrygnęłam.
Naprawdę się wkurzył, nie było mowy, żeby był spokojny.
- Victorze, to nie takie proste. Jej nie zależy na pieniądzach, lecz na rodzinie, poczuciu przynależności.
- To zaproś ją do Francji - zaproponowała Swietłana.
Nasz wspólnik spojrzał na nią z uśmiechem.
- Nasza Swietka, zawsze ma świetne pomysły. Agnes, co myślisz?
- Wiecie, mnie to się wydaje, że wy nie rozumiecie dramatu tej sytuacji - powiedziała Agnes, podchodząc do Victora i podając mu teczkę. - Nicola potrzebuje tego przeszczepu, a Aleksa jest teraz z pewnością zagubiona w tym wszystkim, co się stało. Swietka, ty rozmawiałaś z Jerzym. Jak się ma Aleksa?
Swietłana nie zdążyła nic powiedzieć, ponieważ Victor wziął od niej dokumenty i wrócił na fotel, a my we trzy rozsiadłyśmy się na narożniku stojącym w kącie jego biura.
Otworzył folder i zaczął go uważnie przeglądać, po czym spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Te szmatławce nazwały cię tanią dziwką, nie wiem, czy ktokolwiek z tych ludzi, którzy to pisali, miał pojęcie, ile brałaś za godzinę. Co ja mówię, za dzień przebywania w twoim uroczym towarzystwie, Saro. Agnes - spojrzał na nią i puścił oko - tu nazwali cię burdelmamą, a przecież ty tylko poznałaś Sarę z Hektorem, i to całkiem przypadkiem - komentował Victor, czytając przetłumaczone na francuski artykuły. - Na razie nie ma podanego twojego prawdziwego imienia ani nazwiska, Saro, więc nie sądzę, aby było się czym martwić. To prawda, że ktoś ma nagrania z naszymi imionami, ale nie podał ich w artykule. Ten ktoś wiedział, co robi, a określenie "prominent z południa Francji" albo "znany z prowadzenia szeroko zakrojonego doradztwa finansowego" nic nie mówi. To Francja, takich ludzi jest tu setki.
Spojrzałam wymownie na Agnes.
- Saro, musimy tylko wiedzieć, na czym stoimy. Mam w dupie to, co myślą o nas ludzie, ale musimy się bronić, jeśli sytuacja wymknie się spod kontroli, czyli jeśli nasze dane osobowe zostaną ujawnione - stwierdziła spokojnie Agnes.
- Ma rację, nawet ujawnienie imion to nic, ale nazwiska mogą namieszać. Ktoś dobrze się zabezpieczył, nie pisząc wszystkiego, ale po nitce do kłębka... To, że nie ma wszystkiego w artykułach, nie sprawia, że jesteśmy bezpieczni. Te informacje są na nagraniach, które ma ktoś, kogo nie znamy, nie wiemy, co z nimi zrobi. - Victor rozwinął myśli Agnes tak, iż byłam pewna, że rozmawiali już na ten temat. - Gdzie jest Igor? - zapytał zamyślony nad dokumentami, które przeglądał.
- Wujek Igor pojechał odebrać Michela ze szkoły. Musieliśmy się jakoś podzielić obowiązkami, skoro ja jestem kierowcą Sary. A właśnie, nie mogłabyś w końcu zrobić prawa jazdy? - wtrąciła swoje trzy grosze Swietka.
No niestety, nie miałam prawa jazdy i zawsze byłam zdana na kierowcę w postaci moich przyjaciółek lub taksówkarzy. Ja jednak to lubiłam, czułam się wtedy wyjątkowo wolna. Na przyjaciółkach i ich facetach zawsze mogłam polegać, lecz chyba nadszedł już czas, abym w końcu coś z tym zrobiła.
Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo Victor stanął w mojej obronie, że skoro tyle lat nie miałam prawa jazdy, to kolejne parę miesięcy nie zrobi różnicy. Uznał, że są ważniejsze sprawy do omówienia. Wyciągnął raporty sprzedaży z Polski. Siedliśmy nad analizą finansową, która wymagała, abyśmy zaplanowali zamówienia ze szwalni na kolejne miesiące, jeśli sprzedaż będzie szła w takim tempie.
Hektor
Moje poranki były zwyczajne. Kawa, śniadanie, trochę prasy i przeglądanie informacji giełdowych. Moja służąca nie przyniosła mi tym razem gazet, więc ją zawołałem.
- Sylwia! Moja prasa, na litość boską!
Sylwia była Polką, która pracowała u mnie już jakiś czas. Kiedy zamieszkałem w domu sam, chciałem, by prac domowych doglądała Polka, bo wiedziałem, że kobiety tej narodowości ciężko pracują i mają to coś, co wzbudza zaufanie.
Moja pomoc domowa szybko przybiegła i położyła mi dość spory stos gazet na stole. Zacząłem je przeglądać i znalazłem wśród nich obcojęzyczne tytuły.
- To twoje? Dostarczyli moją prasę razem z twoimi gazetami, chyba nawet nie miałaś czasu ich przejrzeć. - Puściłem jej oko.
Zarumieniła się jak zwykle. Mimo że miałem już swoje lata, nadal działałem na kobiety w ten sam sposób, a to tylko upewniało mnie, że nadal mogę prowadzić biznes na statku i dobrze się bawić.
- Oj, przepraszam pana bardzo, już zabieram.
Kiedy Sylwia zaczęła nerwowo przerzucać swoje gazety, jedna z nich wypadła na podłogę, więc szybko po nią sięgnąłem. Gdy spojrzałem na okładkę, poczułem, że gdzieś już widziałem to dość staro wyglądające zdjęcie, na którym nie było widać twarzy osób. Nie byłem pewny.
Moja służąca chciała mi zabrać prasę z dłoni, ale poprosiłem ją, żeby otworzyła na stronie z artykułem. W rogu znajdowało się to samo stare zdjęcie. Zdjęcie i ta mała dziewczynka wydawały się znajome.
Kobieta siedząca obok małej miała zasłoniętą twarz. Poprosiłem Karolinę, żeby przetłumaczyła mi pobieżnie, co jest napisane.
- To kobieta, o której teraz jest bardzo głośno na wszystkich portalach plotkarskich, bo zajmowała się prostytucją tu, we Francji. Ten artykuł napisała jej odnaleziona po latach córka. Takie kobiece ploteczki - wyjaśniła mi Sylwia, śmiejąc się przy tym.
Mimo jej uśmiechu i lekkich komentarzy, że to zwykle plotki, poczułem dziwne zmieszanie, tylko nie wiedziałem dlaczego.
- Pożycz mi tę gazetę, zabiorę ją do tłumacza i oddam ci jutro - poprosiłem.
- Jasne, proszę wziąć, ale zapewniam pana, że to nic ciekawego. Aha, no i pełno tego też w Internecie, skoro tak pana interesuje ta historia, tylko nikt nie wie, jak wygląda ta kobieta ani kim jest naprawdę.
Czy interesowała mnie ta historia? Bardzo, ale moja służąca nie miała o tym bladego pojęcia, ponieważ już raz jakiś czas temu spotkałem swoją kurtyzanę, i to także z powodu pewnego artykułu. Wziąłem łyk kawy, a moje myśli podążyły do wspomnień sprzed kilku lat...
Nie widziałem Sary już szmat czasu. Tamtego dnia, kiedy zeszła ze statku i poszła do mojego mieszkania, miałem nadzieję, że ją tam zastanę. Niestety, zostawiła mi liścik, w którym napisała, że to się nie może udać, a ona w końcu chce zacząć żyć dla siebie, a nie dla innych, i spełniać marzenia. Byłem zbyt zajęty swoimi sprawami i listem od dziadka, aby ten liścik odczytać na czas i zdążyć ją zatrzymać, lecz po tym, czego dowiedziałem się w Paryżu, odpuściłem. Zrozumiałem i zostawiłem ją w spokoju, ale nigdy o niej nie zapomniałem.
Kiedy jednak siedziałem przy sobotnim śniadaniu i czytałem artykuł o nowej firmie, która projektuje i szyje piękną bieliznę dla kobiet, tamte chwile stanęły mi przed oczami. Nie rozumiałem swojej obojętności po jej odejściu i nie rozumiałem swojej reakcji na artykuł promocyjny. Był obszerny i opisywał trzy przyjaciółki, które zdecydowały się zainwestować we własną firmę. Nie było mowy o tym, skąd wzięły na to pieniądze, ale wspomniały coś o zagranicznych inwestorach, którzy uwierzyli w ich talent.
Swietka zapytana o to, jak im się udało otworzyć kilka butików na raz, odparła w swoim stylu: "Modlitwą i wiarą w to, że nam się uda". Nie wątpiłem, że wyklęczały sobie ten sukces, ale nie podczas modlitwy. Szanowałem je za to, że miały w sobie taki upór, i za to, jak zawsze szanowały siebie, będąc kobietami, które oddawały się temu, kto im więcej zapłacił.
Obszerny tekst reklamowy mówił o tym, gdzie i kiedy odbędzie się otwarcie butiku. Przy tekście znajdowało się także zdjęcie trzech kobiet siedzących swobodnie na schodach przed wejściem do butiku i uśmiechających się radośnie. Postanowiłem sprawdzić osobiście, czy Sara nadal wywoływała we mnie te same emocje. Wstałem od stołu i zawołałem Esterę.
- Estero, powiedz służącej, żeby uszykowała mi czarny, wieczorowy garnitur na wyjście. Muszę coś załatwić.
Estera spojrzała na mnie, a potem na czasopismo otwarte na stronie ze zdjęciem moich byłych kurtyzan, które zamieszały w moim życiu.
- Idziesz się zobaczyć z tą kurwą, prawda?
Nie podobało mi się, jak nazwała Sarę, dlatego złapałem ją za brodę i powiedziałem przez zęby.
- Jeszcze słowo, a wylecisz...
Tylko mówiąc to, zapomniałem, że miała prawo przebywać w moim domu, przy rodzinnym stole, bo zajęła się moim ojcem. Tak się nim zajęła, że zaczęła z nim sypiać, ech. Nie osądzałem jej, miała prawo wyboru, ale chciałem jej dać znać, że to nie jej sprawa, co robię.
- Nigdy nie dałem ci do tego prawa i nadal go nie masz, mimo że sypiasz z moim ojcem.
Estera spuściła głowę, jakby sama nadal była służącą w moim domu, i poszła do kuchni przekazać moją prośbę. Ja wstałem od stołu i ruszyłem do sypialni wyszykować się na wieczór.
Zebrałem gazety i poszedłem do swojego gabinetu. Znalezienie tłumacza przez Internet nie było żadnym problemem. Tylko że ja nigdy takich spraw nie załatwiałem sam. Tym razem musiałem, ponieważ nie ufałem nikomu na tyle, by oddać ją w czyjeś ręce. Szybko odnalazłem to, czego szukałem, a po godzinie byłem gotowy, aby zawieźć materiały do przetłumaczenia i dowiedzieć się szczegółów na temat tego, co się działo u mojej pięknej kurtyzany.
Sara
Byłam zmęczona i chciało mi się spać. Nalałam sobie wody do wanny i postanowiłam się odprężyć po tym dziwnym dniu w firmie. Moje mieszkanie w Nicei nie było jakieś luksusowe ani nie znajdowano się w najdroższej dzielnicy. Uwielbiałam je, bo mieściło się w starej kamienicy, która miała swój klimat i przede wszystkim duszę dawnych czasów.
Skromność mieszkania i oszczędność już na zawsze ze mną pozostały. Nie żałowałam sobie tylko na dobry koniak i taksówki oraz na remont łazienki. Dlatego uruchomiłam hydromasaż i zatopiłam się w gorącej wodzie, a potem nakryłam twarz bawełnianym ręcznikiem nasączonym olejkami odżywczymi.
Zamknęłam oczy i przy cichej muzyce relaksacyjnej zaczęłam planować, jak zaprosić Aleksę do Francji i jak ją przekonać, żeby mi pomogła. Jerzy z nią rozmawiał, to pewne, tylko nie wiedziałam o czym, ponieważ nie odezwał się do mnie po tej wiadomości z lotniska. Chciałam najpierw ogarnąć to, co mnie czeka tu, we Francji, a potem resztę. Próbowałam uniknąć sytuacji, w której Aleksa czułaby się wykorzystana. Chciałam, żeby mnie poznała jako kobietę, a nie jako matkę, którą musiałaby pokochać. Miałam cichą nadzieję, że to zrozumie.
Było mi błogo i bałam się, że zasnę. Kiedy moja skóra zaczynała marszczyć się od wody, postanowiłam spłukać się na zimno i wyjść z wanny. W tym samym momencie usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości na mój telefon z polską kartą SIM. Podeszłam nieśmiało do szafki, na której leżał, i wzięłam go w dłoń.
Jerzy: Rozmawiałem z Aleksą. Musisz być cierpliwa.
Poczułam, jak serce zaczyna mi bić mocniej, a moje ciało z odprężania przeszło w tryb napięcia nerwowego. Zebrałam się w sobie, żeby mu odpisać.
Ja: Poczekam, ale czas ucieka.
I cisza. Choć nie czułam się gotowa na rozmowę z Aleksą, to czułam, że jej potrzebowałam. Chciałam dać jej znać, że możemy porozmawiać o tym, co się stało. Jak przyjaciółki. Czekałam kilka minut, ale zaczęłam odczuwać chłód po wyjściu z wanny, więc wróciłam do łazienki po ciepły szlafrok. W tym samym czasie nadeszła wiadomość.
Jerzy: Jeśli się martwisz o to, czy jest na ciebie zła, to nie, nie jest. Ale musi to sobie poukładać.
Odpisałam z automatu.
Ja: Dobrze. Czekam.
Jerzy: Nie mówiłem jej o Nicoli, musisz jej to sama powiedzieć. Ona chce tylko szczerości, nic więcej.
Uśmiechnęłam się do siebie i spokojnie położyłam się do łóżka. Odpisałam Jerzemu.
Ja: Rozumiem i będę z nią szczera, ale najpierw musi tu przyjechać. Dobranoc.
Odłożyłam telefon. Wzięłam do ręki czasopismo z najnowszymi trendami modowymi, aby zainspirować się do stworzenia nowej linii bielizny o nazwie Alex.
Hektor
Do domu wróciłem późnym wieczorem i od razu skierowałem się do barku.
- Kurwa! - ryknąłem sam do siebie, a po wypiciu trunku cisnąłem szklanką w kominek. Rozbiła się w drobny mak. - Co za jebane hieny! Czy naprawdę wszystkich aż tak interesuje czyjeś życie?!
Krzyczałem sam do siebie, bo trafiał mnie szlag na samą myśl, że Sara znalazła się w takiej sytuacji. Po przeczytaniu artykułów nie miałem wątpliwości, że te teksty były o niej, mimo że nie zawierały szczegółowych danych. Byłem pewny, że musiały w jakiś sposób wpłynąć na nią i na jej interesy także.
Nie rozumiałem, co mnie tak w tym wszystkim irytowało, ale nie miałem czasu tego analizować. Postanowiłem się z nią spotkać tak, jak zrobiłem to lata temu, tylko tym razem nie zamierzałem popełnić tego samego głupstwa co wtedy, lecz zwyczajnie z nią porozmawiać. Chciałem to zrobić, ponieważ nie zamierzałem brać udziału w tej farsie, jaką zgotowała mnie i innym swoimi zwierzeniami, które ukazały się w gazecie.
Oczywiście, że zrozumiałem, iż pewne fakty z jej życia wypłynęły przypadkiem. Musiałem także wiedzieć, na ile ja byłem w to zamieszany. Moje interesy musiały być chronione. Moje towarzystwo również. Chciałem przygotować się do tej rozmowy.
Nie zamierzałem popełnić tego samego błędu co lata temu, kiedy ją zobaczyłem.
Szlag! Na wspomnienie tamtego spotkania mój kutas dawał mi znak, że także pamięta tamto zbliżenie z Sarą i jej ustami.
Sprawdziłem w Internecie, czy siedziba jej firmy nadal znajduje się w tym samym miejscu co kilka lat temu, i zaplanowałem jak najszybsze odwiedziny. Kiedy na stronie zobaczyłem zdjęcie jej pierwszego butiku w Nicei oraz ją taką elegancką i dumną, byłem pod wrażeniem. Przypomniałem sobie, dlaczego wybrałem się wtedy na otwarcie jej nowego interesu.
Było już późno, gdy dojechałem do Nicei. Poprosiłem kierowcę, żeby zatrzymał się niedaleko Promenady Anglików. To gdzieś tam znajdował się butik Sary. Postanowiłem się kawałek przejść, bo pogoda była naprawdę piękna, a wieczór ciepły. Miałem prezent. Wiekowy koniak z własnej piwnicy z alkoholami, a właściwie z alkoholami dziadka, które odziedziczył mój brat. Wstąpiłem po drodze do pobliskiej kwiaciarni po kwiaty. Naprawdę planowałem pogratulować Sarze sukcesu w pięknym stylu.
Kiedy dotarłem w okolice sklepu, nie wierzyłem, że było tam tylu ludzi. Niektórych znałem z widzenia, zwłaszcza mężczyzn, którzy przybyli tutaj ze swoimi żonami. Butik musiał być niewielki, bo wysokie stoliki z przekąskami oraz szampanem były rozstawione przed sklepem. Wyglądało to raczej jak otwarcie restauracji niż sklepu z luksusową bielizną.
Byłem już bardzo blisko, gdy nagle ją zobaczyłem. Stała i rozmawiała ze Swietłaną, śmiały się w głos, co oznaczało, że Sara była już nietrzeźwa. Dobrze znałem to rozbawione spojrzenie mojej kurtyzany. Przyglądałem się jej dłuższy moment, chcąc zapamiętać ten obraz, czyli szczerą radość. Musiała poczuć, że ktoś na nią patrzy, bo zwróciła głowę w moją stronę. Spodziewałem się pełnego pogardy spojrzenia, ale ku mojemu zdziwieniu podeszła do mnie z wyciągniętymi ramionami, wołając:
- Hektorze?! To ty? Jak dobrze cię widzieć!
Pocałowała mnie w policzki i objęła, a ja poczułem zapach nie tylko jej perfum oraz papierosów, ale również koniaku. Moja kurtyzana była nieźle upojona. Postanowiłem to dobrze wykorzystać, bo kiedy tylko poczułem jej ciało blisko swojego, zapragnąłem jej tak samo, jak kiedyś. Spojrzałem na jej piękną twarz.
- Dzień dobry, moja kurtyzano - wyszeptałem jej do ucha, a ona odsapnęła i odpowiedziała posłusznie.
- Witaj, mój panie.
Ująłem jej dłoń i splotłem nasze palce. Poczułem przyjemne ciepło jej ciała i postanowiłem iść o krok dalej.
- Gdzie jest twoje biuro? - zapytałem, a ona nie protestowała.
Przyjęła prezenty i mijając Swietłanę, powiedziała, że zaniesie je od razu na zaplecze.
Mina Swietłany wyrażała bezbrzeżne zdziwienie, ale miałem to w dupie. Uśmiechnąłem się i powiedziałem szybkie "cześć", podążając za Sarą. Zastanowiłem się, gdzie jest Agnes, ponieważ nie widziałem jej w tłumie, ale byłem pewny, że gdzieś tu była.
Przeszliśmy przez niewielki butik. W centralnej części stało łóżko z baldachimem i kilka kobiecych manekinów prezentujących seksowną bieliznę. Kiedy tylko znaleźliśmy się sami w niewielkim biurze, przywarłem ustami do ust Sary i zacząłem łapczywie całować, po czym odsunąłem ją od siebie. Moja dłoń spoczywała na jej karku, a mój wzrok poszukiwał jej oczu, które przymknęła zawstydzona.
- Spójrz na mnie, moja piękna kurtyzano.
- Nie - odparła, oddychając ciężko.
- Dlaczego? - zapytałem, biorąc równie głębokie wdechy.
- Bo jeśli to zrobię - Sara uniosła wzrok, a jej błękitne spojrzenie rozgrzało mnie do czerwoności - to nie będzie odwrotu - dokończyła.
Trzymając dłoń na jej karku, nie traciłem z nią kontaktu wzrokowego, jak z dzikim kotem, którego chciałbym oswoić. Kciukiem delikatnie gładziłem jej szyję tuż za uchem. Nachyliłem się powoli i wyszeptałem wprost do ucha.
- Jednak spojrzałaś...
Czułem, jak jej puls przyspiesza, a oddech robi się płytki. Zdecydowanie działałem na nią tak jak ona na mnie.
- Wiesz, że...
- Wiem. - Rozchyliła delikatnie usta.
Była uroczo pijana jak nigdy. Nigdy wcześniej jej takiej nie widziałem. Zrelaksowanej, a jednocześnie spiętej, no może raz...
- Kurtyzana zawsze pozostanie kurtyzaną, prawda? - zapytałem ponownie szeptem.
Milczała i patrzyła na mnie, wyraźnie czekając, co powiem. Napięcie między nami narastało i aby przekonać się, czy mój plan się udał, a mój wpływ na Sarę się nie zmienił, pozostało mi powiedzieć tylko jedno. Nachyliłem się do niej, aby ponownie poczuła mój zapach.
- Klęknij, moja piękna, bo mój kutas tęsknił za twoimi ustami - wyszeptałem.
Byłem ciekawy, czy zareaguje na te słowa jak kiedyś. Oblizała usta i zrobiła to bez mrugnięcia okiem. Opadła na kolana. Rozpięła mi szybko rozporek i uwolniła nabrzmiałego już penisa. Spojrzała na mnie w górę i uśmiechnęła się lubieżnie. Uwielbiałem ten uśmiech, zanim zaczynała mnie pieścić. Oblizała główkę kutasa, jakby chciała go spróbować niczym loda, po czym nakryła go ustami.
Westchnąłem, bo robiła to idealnie. Pieszczoty oralne w jej wykonaniu były czymś, o czym myślałem nie raz, kiedy jakaś niedokształcona w tej kwestii kurtyzana miała mnie w ustach. Nawet Estera, której głębokie gardło uwielbiałem, nie umiała tak operować językiem na moim kutasie jak Sara.
Moje pragnienie narastało i kiedy czułem, że zbliża się finał, wycofałem się z jej ust. Poderwałem ją i mocno pocałowałem. Pchnąłem Sarę na biurko i na nim posadziłem. Złapała mnie na klapy marynarki i popatrzyła w oczy. To spojrzenie pełne namiętności prześladowało mnie we wspomnieniach nie raz. Miała rozkloszowaną spódnicę, więc tylko podniosłem materiał i bez pytania włożyłem dłoń za jej majtki. Była taka mokra i spragniona mnie, a jej ciało wyraźnie dawało mi o tym znać. Złapałem za jej bieliznę i rozerwałem.
- Hektorze, nie...! - krzyknęła. - Hektorze, ja nie...
Nie dokończyła, bo mój kutas już był w niej, a moje biodra między jej udami. To nie było "nie" oznaczające "nie chcę", tylko jakby próba przekonania siebie, że nie chce mnie, ale chciała, i to było wyczuwalne. Pieprzyłem ją mocno i tak, jak lubiłem, a Sara jęczała.
- Naprawdę chcesz, żebym teraz przestał? - zapytałem mrocznym tonem.
- Hektorze, nie możemy, ja nie... O Boże... - jęknęła i otuliła moje biodra swoimi smukłymi nogami.
Wiedziałem, o co jej chodzi, zawsze się o to martwiła, kiedy się poznaliśmy i kiedy pracowała dla mnie.
- Daj spokój, jestem czysty... - warknąłem - a ty nie uprawiasz już najstarszego zawodu świata, więc...
Nie dokończyłem, bo pieprzenie jej i mówienie do niej spotęgowało moje podniecenie. Czułem, jak zalewa mnie fala orgazmu. Nie zwracałem uwagi na to, czy ona szczytuje, czy nie, choć jej jęki i zaciskająca się na mnie cipka wskazywały na jedno. Za dobrze znałem kobiece ciało i za dobrze zapamiętałem jej ciało, żeby tego nie wiedzieć.
- Jezu, Hektorze, nie przestawaj, nie teraz... - sapała.
Nie zamierzałem przestać i resztkami sił dokończyłem dzieła, obejmując ją mocno ramionami.
- O kurwa, to aż bolało - wyjęczała, przytulając się do mnie i oddychając głęboko.
Te słowa upewniły mnie, że było jej dobrze. Uśmiechnąłem się w myślach sam do siebie, wiedząc, że zrobiłem to, czego pragnąłem od dawna.
Sara
Weszłam rano do biura z pozytywnym nastawianiem. Chciałam jak najszybciej zasiąść do szkicownika, aby narysować to, o czym myślałam w nocy. Przywitałam się z recepcjonistką, a ona uśmiechnęła się do mnie nieśmiało jak zawsze. Nie wiedziałam, dlaczego ta kobieta się mnie bała, ale poczułam dziwną potrzebę powiedzenia jej, że nie powinna.
- Gigi, dzień dobry. Unieś głowę i odpowiedz mi w ten sam sposób. Jesteś tutaj recepcjonistką, a nie służąca sułtana. Nie spuszczaj głowy jak służka, kiedy mnie widzisz. Korespondencję poproszę.
Gigi zrobiła wielki oczy i podała mi listy. Uśmiechnęła się już śmielej i odparła:
- Tak jest, proszę pani.
- Jestem Sara, Gigi. Możesz mi mówić po imieniu. To też ci już mówiłam.
- Tak jest, pani Saro.
Ta dziewczyna nigdy się nie nauczy tego, czego chciałabym ją nauczyć. Ech. Poddałam się i skierowałam do swojego biura. Kiedy weszłam, Swietłana siedziała na biurku z dość dziwną miną.
- Wszystko w porządku?
- Tak. Dzień dobry, Swietłano.
- Na pewno? - zapytała.
- Tak, a dlaczego pytasz?
Swietłana wstała i podeszła do okna, po czym wskazała na drugą stronę ulicy.
- Czy to nie Hektor?
Wzięłam okulary z biurka i założyłam na nos. Chciałam mieć pewność, że to ten mężczyzna. Nie było jednak wątpliwości. Mimo że miał już kilka srebrnych pasm we włosach, to jego postura nadal wydawała się ogromna i bardzo męska. Przełknęłam głośno ślinę.
- To on. Jezu, jak on dobrze wygląda. - Ugryzłam się w język zaraz po tym, jak to powiedziałam.
Swietka spojrzała na mnie i podsumowała sprawę w swoim stylu.
- No, ciekawe, czy mu jeszcze staje. To ile on ma lat teraz? Chyba bliżej mu do pięćdziesiątki niż czterdziestki, co?
- Nie wiem, cholera, ale co on tu robi? - zapytałam niepewnie.
- Odpowiedź na to pytanie znajdziesz na biurku, miłego czytania. Ciao.
Moja przyjaciółka i wspólniczka wyszła, a ja usiadłam na fotelu za biurkiem i poczułam, jakby ktoś wyssał ze mnie całą energię. Spojrzałam na biurko, lokalna prasa brukowa, a na niej tytuł, którego tak cholernie się bałam.
Kim byli kochankowie tajemniczej Prywatnej pokojówki?
Hektor
Stałem po drugiej stronie ulicy, przy której znajdowała się firma Sary. Nie byłem głupi. Wiedziałem, że mnie widziały. Nie miałem tylko pewności, która z jej przyjaciółek z nią była, Swietłana czy Agnes. Z tego, co zapamiętałem, obie były blondynkami, ale zapewne sporo się zmieniły, choć Sara prawie wcale.
Trwałem tak dobre pół godziny od momentu, kiedy widziałem je w oknie, i zastanawiałem się, czy powinienem wejść. Niby minęło kilka lat od naszego ostatniego spotkania, lecz nadal pamiętałem je tak, jakby było wczoraj, i nie były to wspomnienia, z których byłem dumny.
Taką jednak podjąłem wówczas decyzję i gdybym miał ją podjąć jeszcze raz, nie byłaby ona inna. Nie czułem wtedy ani żalu, ani bólu. Miałem pustkę w sercu taką samą, jaką miałem teraz, kiedy planowałem z nią porozmawiać. Tylko w mojej głowie panował totalny chaos, kiedy ponownie zobaczyłem jej twarz.
Ten chaos nie pozwolił mi zostawić spraw własnemu biegowi.
Dlatego pojawiłem się pod jej biurem i zamierzałem wejść, żeby dowiedzieć, jakie niespodzianki jeszcze na mnie czekają. Znałem Sarę i byłem jej klientem trochę dłużej niż wszyscy inni, a w związku z tym uważałem, że mam do niej prawa, jakich nie miał nikt.
Przeszedłem na drugą stronę ulicy, po czym usłyszałem dźwięk tłukącej się szyby. Rozejrzałem się uważnie, kierując wzrok tam, skąd dochodził hałas. To z budynku firmy wyleciało jakieś szkło, które rozbiło się w niewielkiej odległości ode mnie i wraz z szybą opadło na ziemię. Ponownie podniosłem wzrok ściągając okulary przeciwsłoneczne. W rozbitym oknie zobaczyłem twarz Sary, która wyglądała na wściekłą.
Sara
Przeczytałam artykuł i rzuciłam gazetę na biurko.
- Kurwa! Kurwa! Kurwa! - wykrzyczałam na cały głos i podeszłam do barku.
Nalałam sobie koniaku do ciężkiego kryształowego kieliszka i rzuciłam nim przed siebie tak, jak robił to on. Niestety, kieliszek nie opadł na podłogę. Odbił się od skórzanego fotela i wyleciał prosto przez okno, które na moje nieszczęście nie było otwarte. Zaczynałam się martwić, że pobyt w Polsce podarował mi dawkę pecha, o którym lubiła wspominać Aleksa. Podeszłam do zbitej szyby i zobaczyłam jego. Zdjął okulary i popatrzył na mnie rozbawionym wzrokiem. Nie mogłam zrobić tego samego, czułam totalną furię. Po chwili do biura wpadła Swietłana.
- Ochujałaś, wyrzucasz szklanki przez okno, recepcjonistka...
Nie dokończyła, bo w drzwiach, których za sobą nie zamknęła, stanął "czas". Mój "przeszły czas", kiedy byłam piękna i młoda, czyli Hektor. Cały przystojny, uśmiechnięty i pachnący zapachem tak dobrze mi znanym, który podrażnił moje nozdrza, kiedy tylko wytworzył się przeciąg między otwartymi drzwiami a oknem. Do tego wszystkiego otworzył swoje pełne, męskie usta.
- Dzień dobry paniom. Saro, chyba nie celowałaś we mnie? - Puścił mi oko.
Jak on mógł być tak wyluzowany?
Czy on naprawdę myślał, że po tym, co mi kiedyś zrobił, miałam do niego przyjazne nastawienie? Co za człowiek? Nie, nie człowiek, lecz diabeł wcielony!
- Nie schlebiaj sobie, aż tak ważny w moim życiu nie jesteś. - Posłałam mu moje żmijowate spojrzenie. - W czym mogę ci pomóc? - dopytałam się, a Swietka stała z założonymi rękami uważnie mu się przyglądając.
- Możesz mi wyjaśnić, co to znaczy? - Wysunął w moja stronę dłoń z gazetą.
Spojrzałam na nią i próbowałam być opanowana, ale i trochę cwana.
- To jest gazeta.
- To wiem, tylko...
- Oj, interesy tatusia padły i teraz musisz się trudnić dostarczaniem gazet? Naprawdę dziękujemy, mamy swojego dostawcę - zadrwiłam.
Swietka roześmiała się w głos, ale Hektor to Hektor.
- Wiem, kurwa, że to gazeta! - ryknął. - Pytam, o co chodzi z tym artykułem?
Wzdrygnęłam się na jego ton głosu, ale Swietłana także pokazała mu siebie w pełnej okazałości.
- Hektorze, nie jesteśmy już twoimi dziwkami i nie będziesz się tak do nas odzywał. Wynocha, bo wezwę ochronę.
Widziałam, jak twarz Hektora się zmienia, a to spojrzenie oznaczało tylko jedno.
- Swietłana, poradzę sobie, idź, proszę, do Gigi i poproś, żeby przyniosła nam kawę. Dziękuję ci - powiedziałam, patrząc prosto w jego czarne i wściekłe oczy.
Swietka spojrzała na mnie z dezaprobatą, ale ruszyła się i kiedy stała już za Hektorem, wyciągnęła środkowy palec do jego pleców, a do mnie puściła oko.
Moja przyjaciółka wyszła.
Atmosfera w biurze zagęściła się tak, że miałam wrażenie, iż znajduję się w dole z ruchomymi piaskami, które wciągają mnie głębiej z każdą minutą. Próbowałam się ruszyć i to zrobiłam, ale miałam poczucie, że dojście do biurka i zajęcie miejsca w fotelu zajęło wieki. Jeszcze dobrze nie usiadłam, a Hektor rzucił gazetę na moje biurko. Zwitek papieru opadł z wielkim trzaskiem.
- Pytam po raz drugi. Co to ma, kurwa, znaczyć?
Spojrzałam na gazetę, która ułożyła się obok tej, którą czytałam - to były te same gazety z tym samym głupim pytaniem w tytule. Mimo że cholernie bałam się tego, jak Hektor zareaguje na moją zaczepkę, to powiedziałam to samo, co usłyszałam od niego kilka lat temu, bo te słowa grały mi w głowie do dzisiaj.
- Oj, Hektorze... - zacmokałam z udawanym zadowoleniem - mężczyznom wybacza się płacenie za seks i określa się ich mianem ogierów, a o kobietach mówi się, że są kurwami. Powiedz mi więc, kto więcej straci na tej informacji w gazetach? Ty czy ja?
Hektor tylko na mnie spojrzał i powiedział coś, co tak mnie zdziwiło, że aż mnie zamurowało.
Hektor
Spojrzałem na nią z niedowierzaniem. Wolałem jej zachowanie kilka lat temu, kiedy choć była bardzo pewna siebie, to jednak dość uległa i rozważna. Miałem wrażenie, że teraz kierowała nią swoistego rodzaju brawura, która w jej wykonaniu wcale mi się nie podobała.
Znałem kobiety, znałem ich przynajmniej setkę. Miałem je w łóżku i rozmawiałem z nimi. I wiedziałem jedno. Jeśli kobieta stanie się wrogiem i zapragnie wykonać na mężczyźnie plan zemsty, to nic jej nie powstrzyma.
Sara miała właśnie taki wyraz twarzy. Jakby chciała, żebym zniknął, żebym zapadł się pod ziemię i nigdy więcej nie wrócił do jej życia. Wiedziałem, że się na to umawialiśmy, ale moja tożsamość nie mogła wyjść na światło dzienne.
- Załatwię to za ciebie, ostatni raz, ale przysięgam, że jak znowu rozniesie się smród w lesie, to ty będziesz szukać tego, kto zanieczyszcza las i słono mi za to zapłacisz.
- Nie strasz mnie - odparła spokojnie. - Dobrze wiesz, że mam więcej do stracenia niż ty - powiedziała, patrząc na palce, którymi kręciła młynka.
Podszedłem do niej, stanąłem blisko i załapałem za brodę, żeby na mnie spojrzała jak kiedyś. Tylko wtedy zwykle stałem przed nią nagi, a ona oblizywała usta na mój widok. Te jej oczy, zabawnie zadarty nos, a na nim piegi od słońca, które były widoczne pod lekkim makijażem.
Już zapomniałem, jaka z niej piękna kobieta i co w niej było takiego, że mój kutas przez długi czas chciał tylko jej.
- Rozumiem, że twoja córka się do ciebie nie odzywa?
Zamrugała nerwowo.
- Skąd wiesz, że...
- Saro, lata temu wspomniałaś mi w kłótni o tym, że masz córkę, pokazałaś zdjęcie.
- No tak - odparła spokojniej. - Skąd wiesz, że się do mnie nie odzywa? - zdziwiła się, aż westchnęła.
- Mam pomoc domową z Polski, i to bardzo rozmowną, czyta polskie gazety. Zastanawia mnie, skąd wiedzą o tobie w tym szmatławcu?
- Spójrz na podpis pod artykułem, Hektorze. Francuskie imię, ale nazwisko polskiego pochodzenia. To ktoś, kto lubi grzebać w Internecie i wyszukiwać takie tanie sensacje - powiedziała mi prosto w oczy, ale ze zrezygnowaniem.
Puściłem ją i stanąłem na wprost wybitej szyby, stąpając na szkło. Byłem wściekły, ale to jej zrezygnowane spojrzenie... Dlatego chciałem ją o coś zapytać. O coś bardzo zwyczajnego.
- Jak ci się żyje?
Sara
Zadał mi to pytanie tak lekko, że nie wiedziałam, o co mu chodzi.
- Chyba dobrze. To co planujesz w związku z artykułem? - zapytałam, bo naprawdę chciałam wiedzieć.
- Muszę znaleźć dyskretne dojście do jego autora, muszę go wybadać, chcę wiedzieć, o co mu chodzi.
Nie wierzyłam, że on ma już na to plan, a jeszcze bardziej nie wierzyłam, że wciąż robi imprezy na statku.
- Nadal się w to bawisz? - zdziwiłam się.
- Nadal i nadal czerpię z tego przyjemność - odparł, stojąc obok mnie.
Patrzył przez okno na to, co dzieje się za nim. Nie patrzyłam na niego, kiedy odpowiadał na moje pytania, ale wiedziałam, że się uśmiechnął.
- To co planujesz?
- Nie wiem, ale coś wymyślę. Zawsze mogę zaprosić go na jacht, a potem wysłać nagranie do jego miejsca pracy. Saro, nieważne, do jak głębokiej dziury wpadniesz, ważne, żebyś pomyślała, jak się z niej wydostać, a jak już wymyślisz, to reszta jest tylko kwestią czasu i niekiedy pieniędzy. - Obrócił się do mnie i dodał: - A tego ostatniego żadnemu z nas nie brakuje, czyż nie?
Zaskoczył mnie tym pytaniem. Nie zamierzałam jednak wchodzić z nim w układy.
- Hektorze, jeśli będzie trzeba, to mu zapłacę - zakomunikowałam. - Najważniejsze jest to, aby z nim porozmawiać, lecz tak, by nasza tożsamość nie została upubliczniona - stwierdziłam odważnie, ale chyba niepotrzebnie, bo usłyszałam swoje.
- Ty nie decydujesz. Napisał w tytule Tajemnicza pokojówka. Myślisz, że nie wie, kim jesteś? Wie. Tylko będzie podsycał ludzką ciekawość, a dojście do mnie to wyłącznie kwestia czasu. Poza tym jestem pewny, iż wie, że lista klientów pokojówki może być długa i składająca się z samych bogaczy, więc lepiej, żebyś mi ją podała teraz, bo...
- Czy ty zgłupiałeś do reszty? - Podniosłam się nerwowo z fotela. - Czy ty uważasz, że podam ci listę facetów, z którymi wchodziłam w układy? Zwariowałeś?
Hektor obrócił się twarzą do mnie i akurat spojrzał na coś za mną, a konkretnie na barek.
- Nalej mi whisky i posłuchaj.
- Nie, kurwa, nie będę cię słuchać, załatwię to sama, a właściwie załatwimy, ja i moje przyjaciółki.
- Tu potrzeba faceta, Saro, wy, słabe kobietki...
No nie, tym to już mnie rozjuszył.
- Hektorze, są Igor i Victor, oni mają wszystko pod kontrolą.
- Czy ty nie rozumiesz?! Oni też byli twoimi... waszymi klientami. Tu nie chodzi tylko o waszą reputację i biznes! Tu chodzi o mój biznes, mój statek i wszystko, co udało mi się zbudować! To są ludzie, którzy polegają na mojej dyskrecji! Lista! Twoja i twoich przyjaciółek!
- Nie mam! - krzyknęłam głośno.
W tym samym momencie do gabinetu z hukiem wpadli moi przyjaciele. Wszyscy. Ale tylko Igor się odezwał.
- Hektorze, czy nie możemy porozmawiać jak biznesmen z biznesmenem?
Hektor jakby nagle się uspokoił. Ten człowiek zawsze mnie zaskakiwał, potrafił z furii przejść do spokoju i opanowania w sekundy; w odwrotną stronę tak samo.
- Możemy, zapraszam do mnie na statek. Jutro o dwudziestej. Tam mogę omówić interesy. Pokażę wam, w czym problem, ponieważ widzę, że nie rozumiecie powagi sytuacji.
Hektor sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyjął trzy czarne koperty. Wiedziałam, co one oznaczają.
- To dla kobiet, wy, panowie, wejdziecie z nimi.
Swietłana zrobiła się cała purpurowa na twarzy.
- Czy ty się aby dobrze czujesz? My już dawno tego nie robimy, nie zamierzam nawet spojrzeć w kierunku twojego pływającego burdelu.
Hektor rzucił koperty na moje biurko i nie patrząc na żadną z nas, powiedział oschle.
- Ten pływający burdel pozwolił wam zacząć ten biznes, więc radzę, abyś zważała na słowa. Do zobaczenia jutro.
Victor zastąpił Hektorowi drogę.
- Hektorze, ty naprawdę postradałeś zmysły?
- Nie, ja nie. To wy je postradacie, jak zobaczycie, co wasza lekkomyślność może zrobić z tym wybrzeżem. Przepuść mnie proszę, Victorze. Mój czas jest równie cenny jak twój.
Mój przyjaciel odważnie spojrzał Hektorowi w oczy i byłam pewna, że zobaczył w nich to samo, co ja kilka lat temu. Bezbrzeżną, przerażają