Internet Cafe - MARIUSZ BYLIŃSKI

Kup ebooka

9.93 zł
8.24 zł (8,44 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Roleta

takiego poranka nie sposób ominąć

od brzasku dowodzi, że skutek z przyczyną

nie zawsze się spikną jak chłopak z dziewczyną,

a także, że sznurek związany z tkaniną

nie stworzą rolety, chyba że ktoś z miną

zdziwioną i senną za sznurek pociągnie

i ujrzy kształt w ruchu wyrwany tkaninie

to ptaszek przysiada nie tam gdzie powinien

z wiedzą swą ułomną o każdej przyczynie

swego przysiadania nie jest przecież winien,

że pośrednik w trawnik wbił planszę z napisem -

posesja na sprzedaż i poszedł jak przyszedł

nie zatęsknią za nim stokrotki zdeptane

nie wspomną go bluszcze pnące się na ścianę

tego, co istnieje - bo będzie sprzedane

nie spojrzy mu w oczy magnolia kwitnąca

i juka w doniczce, którą butem trącał

zapomni go szybko na zawsze mu obca

nie pozna go nigdy wąż do nawadniania

choć rzecz, lecz ruchoma i nie do sprzedania

w granicach umowy o spłacie kredytu

zraszacz i sekator nie wydadzą zgrzytu

szpadel, grabki, wiadra utracą swój tytuł

do bycia widocznym - zejdą do niebytu

z którego przez okno wyłania się postać

stoi sztywno, patrzy w rozświetloną przestrzeń

potem płoszy ptaka pozdrowienia gestem

coś mówi, zapewne - to dobrze, że jesteś

początkiem, stworzeniem, pretekstem, protestem,

czymś więcej niż porą na full english breakfast

Attleborough, kwiecień 2009

Z Cumbrii

1.

Troszkę tu biedniej, kochana, smród farby olejnej,

a świata kierunki - jak twój mistrz zwykł mawiać?

Wyznaczają lamperie?

Jestem, tak, tak jestem. W pubie krzesła trzeszczą,

nad kominkiem, jak zwykle, uśmiechy z przeszłości.

Smak piwa? Oczywiście, gorzki.

W oknie deszczyk nieszczery kreśli kadr nieostry.

Spojrzenie na kościół, na sklepik i resztę.

Nigdzie iść się nie chce.

Pewnie, że nie warto, bo ciebie tam nie ma.

Twej postaci kruchej nawet mgła nie znajdzie.

Banalnie? Pewnie, że banalnie.

Ta mgła? Mgła to obowiązek. Owce w niej się kąpią.

Tylko one wychodzą z jej objęć bez szwanku.

Zwykle o poranku.

Zostaję? Nie. Wyjeżdżam. Mgiełkę znajdę wszędzie.

Z piosenką na ustach pokażę jej plecki. Co mówisz?

Ciebie tam nie będzie?

2.

W tej krainie wełnistej,

w której figle z pieskiem za całą są czułość.

A rzeka i szosa mają ten sam kolor.

I są tak samo puste.

W tej krainie wiecznych sąsiadów,

gdzie nie ma rozkładów jazdy.

W tej krainie:

przebywanie w niej - mycie zębów, śniadanie, sen

są tak samo nieważne jak przebywanie jej w tobie.

To mogłoby znaczyć,

że powiew smutku zastąpił tu trwogę,

albo, że nie ma już żadnych powiewów

i nawet oddechy straciły znaczenie.

W tej krainie:

ale właśnie - pyzata i szerokobiodra dziewczyna

zwalnia ręczny hamulec i poprawia lusterko.

Odjeżdżamy.

Shap, luty 2009